Stefanik: Eric Zemmour zaskakuje w sondażach, lecz jego przekaz jest na ten moment zbyt monotematyczny

Zbigniew Stefanik. korespondent polskich mediów we Francji, mówi o wyborach w tym kraju, gdzie zaskakująco dobre wyniki w sondażach osiąga Eric Zemmour.

Wybory we Francji odbędą się w kwietniu 2022 roku. Zbigniew Stefanik komentuje bieżące nastroje przedwyborcze – nadspodziewanie dobre rezultaty notuje prawicowy publicysta Eric Zemmour, który nie ogłosił jeszcze oficjalnie swojej kandydatury. Na chwilę obecną jest to postać dość enigmatyczna – w jego poglądach na pierwszy plan wysuwa się nieprzychylny stosunek do muzłumanów.

Eric Zemmour znany jest z poglądów antymuzłumańskich.

Działalność Erica Zemmoura balansuje na pograniczu polityki i publicystyki. W ostatnim czasie ukazała się również książka jego autorstwa.

Tournee związane z wydaniem książki stanowiło impuls do zapoczątkowania kampanii.

Mimo bycia nieoficjalnym i niezależnym kandydatem publicysta we wstępnych sondażach notuje zaskakująco dobry wynik, który zapewniłby mu kwalifikację do drugiej tury.

Jest to wynik na poziomie poparcia Marine Le Pen, w niektórych sondażach ją natomiast przewyższa.

Gość „Kuriera w samo południe” zaznacza jednak, że już w tym momencie da się wychwycić słabe punkty narracji Zemmoura – największym z nich jest monotematyczność. Problemem będzie także zdobycie dostatecznego poparcia w sferze centrowej.

Jego przekaz na tym etapie jest dość monotematyczny – bazuje na krytyce muzłumanów żyjących we Francji. (…) Wybory wygrywa się w centrum – na tym etapie Eric Zemmour nie jest w stanie zawalczyć o wyborcę centrolewicowego.

Szansą publicysty są natomiast rozterki wyborców Marine Le Pen, niepewnych swojej kandydatki.

Część wyborców Marine Le Pen patrzy w stronę Erica Zemmoura.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

P.K.

Kronika Paryska / Nad Sekwaną ziemia jeszcze drży po politycznym trzęsieniu, jakim były wybory parlamentarne

Paryski korespondent Radia WNET: Obecnie Francja ma najmłodszego prezydenta w historii V Republiki, czego jednak nie można powiedzieć o pierwszej damie.

„Przyjaciółka” byłego prezydenta François Hollande’a dzięki związkowi z nim awansowała z podrzędnej aktoreczki na reżysera operowego. Nazajutrz po wyborach odbyła się premiera „Wesela Figara” Mozarta w jej reżyserii.

Obecnie Francja ma najmłodszego prezydenta w historii V Republiki, czego jednak nie można powiedzieć o pierwszej damie. Odmłodzone jest też Zgromadzenie Narodowe.

Podczas kampanii wyborczej walka idei nie wchodziła w grę, niemniej rozpalone były namiętności. Doszło m.in. do bijatyk między konkurentami oraz wyzywania się od „parszywych Arabów” i „bękartów”. Czy taką zaciekłość kandydatów uzasadniają pobory parlamentarzystów?

Zasadnicze pobory reprezentanta ludu od 1 lutego 2017 r. wynoszą netto 5000 euro. Drugie tyle deputowany otrzymuje na koszta własne i opłacenie współpracowników, którymi zwyczajowo często są osoby z jego rodziny. Miłym dodatkiem – jak to określił paryski korespondent Radia Wnet – są korzyści w naturze, darmowe bilety na pociągi w pierwszej klasie i 80 biletów samolotowych rocznie, pokrycie kosztów telefonu, biura itp.

Wielu kandydatów i deputowanych okazało się mieć różne, mniej lub bardziej, kryminalne problemy z prawem.
Skład parlamentu sugeruje, że przestępcy podatkowi szukają ochrony przed prawem w parlamencie.

Młodzi nowi deputowani zgłaszają różne dziwaczne pomysły, jak np. zmniejszenie liczby dzieci w klasach (postawienie parawanów w salach szkolnych), i nie potrafią odpowiedzieć na pytania dziennikarzy.

Zapraszamy do wysłuchania całego felietonu. Nagranie dostępne jest na: tutaj w drugiej części Poranka WNET z Poznania.

JS

 

Trwa pierwsza tura wyborów parlamentarnych we Francji. Frekwencja niższa niż oczekiwano do 17 głosowało tylko 40 procent

Partia prezydencka stoi przed szansą zdobycia większości, co umożliwiłoby jej samodzielne rządy i realizację reform gospodarczych, które były głównym tematem kampanii w zmaganiach o Pałac Elizejski.

Frekwencja w pierwszej turze wyborów parlamentarnych, które odbywają się w niedzielę we Francji, jest niższa niż podczas głosowania w 2012 roku; o godz. 17 wyniosła 40,75 proc. – podało francuskie ministerstwo spraw wewnętrznych.

Na tym etapie wyborów pięć lat temu zagłosowało już 48,31 proc. Francuzów. Do południa głos oddało tylko 19,24 proc. uprawnionych – to o wiele mniej niż 23 kwietnia, w pierwszej turze wyborów prezydenta. Do południa głosowało wtedy 28,54 proc. wyborców.

[related id=”23900″]We Francji w niedzielę od 8 rano rozpoczęła się pierwsza tura wyborów Parlamentarnych. O 577 miejsc w Zgromadzeniu Narodowym ubiegać się będzie 6500 kandydatów. Wybory odbędą się w systemie większościowym, w okręgach jednomandatowych. Do zdobycia mandatu potrzeba w pierwszej turze ponad 50% głosów. Jeśli w okręgu nikt nie uzyska takiego wyniku, 18 czerwca odbędzie się tam druga tura wyborów.

Głosowanie rozpoczęło się o godz. 8, a zakończy o godz. 20; w mniejszych miejscowościach możliwe jest zakończenie głosowania już o godz. 18, jeżeli lokalne władze tak zadecydują. Projekcje wyników znane będą po zakończeniu głosowania.

Frekwencja w I turze wyborów parlamentarnych do godz. 12 wyniosła 19,24% uprawnionych do głosowania – poinformowało MSW. W poprzednich wyborach parlamentarnych przed pięcioma laty frekwencja w tym czasie była wyższa – 21,06% uprawnionych do głosowania.


Francuzi bez entuzjazmu głosują w I turze wyborów parlamentarnych. Dziennikarka radia publicznego powiedziała Polskiej Agencji Prasowej, że nie może wybaczyć Jean-Lucowi Melenchonowi rozbicia lewicy.

Dotąd – tłumaczyła – „głosowałam na wspólną listę PC (partia komunistyczna) i Front de Gauche (Front Lewicy). A on wprowadził rozłam. Tak jestem wściekła, że zagłosowałam na Partię Piratów (marginalne stronnictwo występujące pod hasłem „piratować, hakować, dzielić się”). – Tak zrobiłam w I turze, a za tydzień? Nie wiem, ale chyba wrzucę białą kartkę – powiedziała.

Gerard Blanc, działacz związku zawodowego CFTC (Francuska Konfederacja Pracowników Chrześcijańskich) przy SNCF (kolejach państwowych) przyznaje, że w tym roku był „zagubiony, jak nigdy dotąd”. Pierwszym powodem jest „prezentacja kandydatów”, którą otrzymał w pękatej kopercie. Jak mówił, zauważył, że tylko PS, ekolodzy i komuniści występują pod szyldami swych partii. – Czy oni się boją własnych szyldów? – pyta retorycznie Gerard i tłumaczy, że „w wyborach do parlamentu głosuje się przecież przede wszystkim na przedstawicieli ugrupowań, a dopiero potem na nazwiska”.

[related id=”13680″]

– Najpierw zauważyłem, że aż trzech kandydatów przedstawia się jako „większość prezydencka”, wśród nich „stary, socjalistyczny kacyk, niegdyś minister SW, Daniel Vaillant – opowiada związkowiec o swym „przedwyborczym torze przeszkód”.

Ten „straszny bigos” powiększa jeszcze fakt, że choć jest mieszkańcem XIX dzielnicy Paryża, jego rejon wyborczy to głównie dzielnica XVIII „z doklejonym kawałeczkiem dziewiętnastki”. – Geografia elektoralna to też kawał polityki – komentuje związkowiec.

Isabelle Chopin jest właścicielką ekologicznego gospodarstwa w Normandii i działaczką związku rolniczego Confédération Paysanne (Konfederacja Chłopska). Jej mąż Patrick postanowił nie głosować w tych wyborach, a ona wciąż się waha: „- ie ufam Jean-Lucowi Melenchonowi. Choć podobają mi się jego idee i dynamika, uważam, że ma przerost ego. Może zagłosuję na bardziej klasyczną lewicę, choć wciąż nie wiem, czy wybierać mam znaną twarz, czy też stawiać na kogoś nowego.

– Rzeczywistość jest mętna – rozwija swą myśl pani Chopin – system jest zgniły, ale to my daliśmy mu zgnić. Jesteśmy niewinni, ale odpowiedzialni za to – stwierdza i zastanawia się, czy codzienna praca nie jest ważniejsza od głosowania na deputowanych. – W akcji związkowej łatwiej mówić, co się robi i robić, co się mówi – kończy Isabelle Chopin.

Inny dziennikarz – rozmówca PAP nie ma wątpliwości: – Głosowałem na Macrona od I tury wyborów prezydenckich. Żeby być konsekwentnym, dziś oddałem głos na LREM (La Republique en Marche, partia prezydencka). No i przede wszystkim, żeby dać mu możliwość skutecznego sprawowania władzy.

PAP/WJB/JN, MoRo

Danuta Lemoyne: W polityce francuskiej zapanował chaos. Sukces Emmanuela Macrona będzie porażką dla Francji

Gościem Poranka Wnet była Danuta Lemoyne – dyrektor L’Ecole Nova Polska w Paryżu. Tematem rozmowy było m.in. powołanie nowego rządu przez Emmanuela Macrona oraz dyskryminowanie katolików we Francji.

Danuta Lemoyne, komentując sytuację polityczną we Francji, stwierdziła, że na arenie politycznej zapanował chaos. Zarówno konserwatywne partie, jak i liberalne są bardzo rozbite, a sukces Emmanuela Macrona będzie porażką dla Francji:

– Na prawicy zapanował chaos, na lewicy panuje on już od dawna. Sukces Macrona, czyli utrzymanie obecnego rządu, będzie porażką dla Francji.

Ministrem Obrony została europoseł z liberalnej grupy ALDE, Sylvie Goulard. Polityk ta ma poglądy bardzo proeuropejskie (prounijne) i opowiada się za przyjmowaniem przez Francję i całą Europę kolejnych grup imigrantów:

– Minister Armii Sylvie Goulard jest bardzo blisko Emmanuela Macrona. Opowiada się za przyjmowaniem emigrantów i  może przynieść dużo złego zarówno dla Francji, jak i dla Europy.  

Danuta Lemoyne stwierdziła, że najtrudniejsze zadanie czeka nowego ministra finansów,  który będzie musiał uporać się z kolosalnymi długami Francji. Został nim Bruno Le Maire, wywodzący się z centroprawicowej partii Republikanie. Premierem został Edouard Philippe, który zdaniem komentatorki jest blisko związany z byłym premierem Alainem Juppé .

Danuta Lemoyne mówiła również o rozbiciu Frontu Narodowego oraz o tym, dlaczego Marine Le Pen przegrała w wyborach prezydenckich:

– Marine Le Pen została zdemonizowana przez media. Nie przysłużyła jej się również debata, która była pomiędzy dwiema turami. Stała się mało czytelna oraz mało wyraźna ze względów etycznych, dlatego ludzie na wszelki wypadek woleli nie głosować na jej program.

Na zakończenie rozmowy Danuta Lemoyne powiedziała, że była przywódczyni Frontu Narodowego straciła również na tym, że nie potrafiła przekonać do siebie elektoratu katolickiego oraz że ogólnie katolicy są grupą dyskryminowaną we Francji i nie ma obecnie polityka, który powiedziałby to głośno.

JN

Chociaż prezydent Putin wysłał Emmanuelowi Macronowi gratulacje, Rosjanie bardziej przejmują się Defiladą Zwycięstwa

W tegorocznej paradzie z okazji Dnia Zwycięstwa Rosjanie pokażą nowy sprzęt wojskowy, w tym samoloty. Przemaszeruje także Junarmia – wojskowo-patriotyczna organizacja młodzieży w wieku 11-18 lat.

W Południu Radia Wnet gościem Jana Brewczyńskiego była Maria Przełomiec, dziennikarka specjalizująca się w sprawach Europy Wschodniej, autorka programu „Studio Wschód” w TVP Info.  Maria Przełomiec została poproszona o komentarz w sprawie reakcji Rosji na wybór Emmanuela Macrona na prezydenta Francji .

Według dziennikarki Rosjanie nie wykazali szczególnego zainteresowania rezultatem wyborów prezydenckich we Francji. Władimir Putin wysłał zwycięzcy gratulacje, w których zwrócił mu uwagę, że obejmuje władzę w bardzo trudnym dla Europy czasie. W depeszy podkreślił wzrost zagrożenia terroryzmem i brutalnym ekstremizmem w Europie. Podkreślił konieczność przezwyciężenia wzajemnej nieufności oraz kontynuowania współpracy międzynarodowej. Zadeklarował również gotowość globalnego współdziałania ze strony Rosji.

Maria Przełomiec przypomniała, że wybory niemal pokrywały się z tradycyjnie ważnym dla Rosjan świętem, jakim jest upamiętnienie zwycięstwa 9 maja 1945 roku nad Niemcami hitlerowskimi. Corocznie odbywa się z tej okazji w Moskwie Parada Zwycięstwa – defilada wojskowa.

[related id=”16224″ side=”left”]

W tym roku najważniejszym elementem parady ma być prezentacja nowego sprzętu militarnego, m.in. zaprojektowanego dla grup arktycznych. Logo tego sprzętu jest niedźwiedź polarny. Na paradzie zostaną również pokazane samoloty, których zadaniem jest ochrona bombowców. Samoloty te są w stanie niszczyć wrogie okręty w promieniu 500 km.

Dziennikarka zwróciła uwagę na to, że po raz pierwszy w defiladzie zwycięstwa wystąpią przedstawiciele Junarmii (skrót od „Junnaja armia”, czyli młoda armia) – wojskowo-patriotycznego ruchu społecznego dzieci i młodzieży. Do powstałej w zeszłym roku organizacji należy dziś około 30 000 młodych ludzi w wieku od 11-18 lat.

Według Marii Przełomiec, przemarsz Junarmii w trakcie parady może być odpowiedzią na to, że do ruchu Aleksjia Nawalnego przyłącza się znaczna ilość młodzieży – w jego demonstracjach przeważają młodzi ludzie.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

JN

Popołudnie Wnet, 08 maja 2017 roku. Goście Andrzeja Abgarowicza: Zbigniew Kuźmiuk, Michael Abdalla, Zbigniew Stefanik

Goście Popołudnia Wnet, specjaliści od tematyki, jaka aktualnie absorbuje opinię społeczną, wypowiadali się na temat wydarzeń, jakie w ostatnim czasie rozgrywają się w Europie i na Bliskim Wschodzie.

W popołudniowej audycji Radia WNET wystąpili:

dr Zbigniew Kuźmiuk – europoseł;

Michael Abdalla – wykładowca akademicki, profesor UAM, Asyryjczyk pochodzący z Syrii;

Zbigniew Stefanik – politolog mieszkający w Strasburgu.

 


prowadzenie: Andrzej Abgarowicz

realizacja: Karol Zieliński 

wydawca techniczny: Jaśmina Nowak

 

Część pierwsza: 

dr Zbigniew Kuźmiuk mówił o tym, jak wybór Macrona na prezydenta Francji może wpłynąć na stosunki gospodarcze wewnątrz Unii Europejskiej.

Część druga:

prof. Michael Abdalla komentował porozumienie w Astanie dotyczące utworzenia stref bezpieczeństwa w Syrii.

Część trzecia: 

Zbigniew Stefanik ocenił przyczyny porażki Marine Le Pen oraz plany utworzenia nowej formacji politycznej na bazie Frontu Narodowego. Mówił także o stosunku Emmanuela Macrona do Brexitu.

 

 

Stanisław Aloszko w Poranku Wnet: Wynik Marine Le Pen jest dość dobry, zwolennicy Emmanuela Macrona są podzieleni

Schizofreniczna sytuacja Francji po wyborach – zwolennicy zwycięskiego Macrona zjednoczyli się tylko na czas wyborów, Le Pen zaś reprezentuje konkretną partię, której program realizuje w samorządach.

W poniedziałkowym Poranku  Wnet (8 maja 2016 r.) Krzysztof Skowroński rozmawiał ze Stanisławem Aloszką, przewodniczącym Federacji Polonii Francuskiej, na temat sytuacji we Francji po drugiej turze wyborów. Wszystko wskazuje, że Emmanuel Macron wygrał z Marine Le Pen.

Według rozmówcy, we Francji dominuje pogląd, że wybory są wygrane, jeśli ludzie zagłosują tak, jak należy. Tak też się teraz stało, jednak nie widać entuzjazmu stronnictwa, którego kandydat zwyciężył. Nie wygrała bowiem konkretna partia, ale zlepek stronnictw, które łączy tylko pragnienie, żeby nie nie wygrała Marine Le Pen. Tymczasem Marine Le Pen reprezentuje partię, w przeciwieństwie do Emmanuela Macrona, o którym tak naprawdę nie wiadomo, kogo reprezentuje. Już bowiem w środowiskach, które go poparły, odzywają się głosy, że pozostaną w stosunku do niego w opozycji.

Stanisław Aloszko ocenia, że wynik Marin Le Pen był dość dobry. Zagłosowało na nią 11 mln Francuzów. Staje się teraz ona najważniejszą siła opozycyjną. W nadchodzących wyborach samorządowych prawdopodobnie zajmie pierwsze miejsce.

Nowy prezydent będzie kontynuować to, co robili socjaliści, odkąd władzę objął François Mitterand. Alternatywą wobec tego jest tak naprawdę tylko jedna partia – Front Narodowy. Ma ona konkretny program, który konsekwentnie realizuje tam, gdzie może, czyli w tych samorządach, w których uczestniczy we władzy. Natomiast zwolennicy Macrona mają różne programy i stają razem tylko na chwilę w czasie wyborów. Jest to sytuacja schizofreniczna.

JS

Francja: Ministerstwo Spraw Wewnętrzych podliczyło 99,99 proc. głosów – Emmanuel Macron zdobył 66,06 procent głosów

Na Macrona, kandydata centrowego reprezentującego nurt liberalny, zagłosowało 43,63 proc. uprawnionych do głosowania, a na szefową skrajnie prawicowego Frontu Narodowego – 22,42 proc. elektoratu.

Po podliczeniu 99,99 proc. głosów Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Francji poinformowało, że zwycięzca II tury wyborów prezydenckich Emmanuel Macron uzyskał 66,06 proc. oddanych głosów, podczas gdy jego rywalka Marine Le Pen zdobyła 33,94 proc. głosów.

Macron uzyskał 20 703 694 głosy, podczas gdy szefowa Frontu Narodowego Marine Le Pen zdobyła 10 637 120 głosów.

Na Macrona, niezależnego kandydata centrowego reprezentującego nurt liberalny, zagłosowało 43,63 proc. uprawnionych do głosowania, a na szefową skrajnie prawicowego Frontu Narodowego – 22,42 proc. elektoratu. Uprawnionych do głosowania było blisko 47,4 mln osób.

Frekwencja wyniosła 74,62 proc. i okazała się nieco wyższa niż pierwotnie informowały francuskie i europejskie media, które zwracały uwagę na fakt, iż w drugiej turze wyborów prezydenckich zanotowano rekordowo niską frekwencję, najniższą od 1969 roku.
[related id=”17297″ side=”left”]

Do wyborów nie poszło – jak podano – ponad 12 mln uprawnionych do tego Francuzów (według danych MSW 12041313 – PAP), czyli 25,38 proc., a głosów nieważnych i pustych oddano ponad 4 mln, czyli 11,5 proc.

Zgodnie z informacjami MSW niewypełnione karty wrzuciło do urn ponad 3 mln głosujących, głosy nieważne oddało zaś 1 060696 uczestników głosowania.

Według belgijskiego dziennika „Le Soir”, tak dużej absencji wyborczej i tak wielu nieważnych i pustych głosów nie było we Francji od 1969 roku, gdy Georges Pompidou wygrał z Alainem Poherem w drugiej turze przedterminowych wyborów prezydenckich. Frekwencja wyniosła wówczas 68,85 proc. – w pierwszej turze osiągnęła poziom 77,59 proc.

PAP/LK

Francja wybiera prezydenta; w wielu miastach jest pochmurno i deszczowo. Frekwencja do godz. 17 wyniosła 65,3 proc.

Trwa druga tura wyborów prezydenckich we Francji. Mimo złej pogody miliony obywateli poszły dziś do urn wyborczych, by oddać głos na jedno z dwojga kandydatów: Emmanuela Macrona lub Marine Le Pen.

W drugiej turze wyborów prezydenckich rywalizują ze sobą centrysta Emmanuel Macron i liderka tzw. skrajnej prawicy, Marine Le Pen. To historyczne głosowanie – jeśli wygra 39-letni Macron, będzie najmłodszym prezydentem w historii V Republiki. Jeśli Le Pen, będzie pierwszą kobietą na tym stanowisku.

Paryżanie głosują od porannych godzin w deszczu, a padać ma przelotnie przez cały dzień. Pochmurnie i deszczowo jest również na wschodzie nad Rodanem, w Lyonie i na zachodzie, w słynącym z produkcji win Bordeaux, a w stolicy Alzacji, Strasburgu, prognozowane są burze. Po południu deszcze mają pojawić się też w Lille przy granicy z Belgią. Słonecznie jest za to na Riwierze.

[related id=”16834″]

Deszcz nie powinien jednak odstraszyć Francuzów od pójścia do urn. We Francji wybory prezydenckie zawsze bardzo angażują obywateli, a frekwencja zwykle sięga w drugiej turze 80 proc. Tak było w 2012 roku, gdy przekroczyła próg 80 proc., a wybory wygrał François Hollande. Pięć lat wcześniej, w 2007 roku, frekwencja w drugiej turze sięgnęła 84 proc., a prezydentem został Nicolas Sarkozy.

Na ulicach Paryża widać policję i wojsko. Władze Francji, obawiając się o bezpieczeństwo, oddelegowały żołnierzy do ochrony lokali wyborczych. Chroni je również kilkadziesiąt tysięcy policjantów i żandarmów, których widać na ulicach Paryża w pobliżu miejsc, w których można oddać głos. Francuzi obawiają się zamachów. 20 kwietnia, trzy dni przed pierwszą turą wyborów, na Polach Elizejskich doszło do ataku terrorystycznego, w którym zginął policjant.

Na ulicach widać policję i czuję się przez to bezpieczniej. Wybory to wielkie święto demokracji i nie można pozwolić, żeby ktoś je popsuł – powiedział Agencji Prasowej 24-letni Thierry, który głosował w pobliżu dworca Gare du Nord.

Nie jestem przekonana do żadnego z kandydatów, ale w wyborach trzeba wziąć udział. Mieszkam tuż przy lokalu wyborczym, więc pogoda nie jest dla mnie żadną przeszkodą. Nie chcę powiedzieć, na kogo głosowałam, ale mam nadzieję, że te wybory wygra przede wszystkim Francja. Nowy prezydent powinien zająć się reformami i walką z bezrobociem – zaznaczyła 29-letnia Louise.

[related id=”16569″ side=”left”]

35-letni Philippe również uważa, że nowy prezydent powinien przede wszystkim postawić na gospodarkę. Powiedział Agencji Prasowej, że głosował na Macrona, bo jego zdaniem w sytuacji, gdy Wielka Brytania wychodzi z Unii Europejskiej, Europa jest w stagnacji gospodarczej, a Francja w defensywie, jego kraj potrzebuje kogoś, kto tchnie we francuską gospodarkę nowego ducha, przyciągnie inwestycje i pomoże stworzyć nowe miejsca pracy.

Kandydaci na prezydenta zagłosowali przed południem w regionie Pas de Calais na północy Francji. Marine Le Pen w Henin-Beaumont, gdzie w pierwszej turze otrzymała 46,5 proc. głosów, a Emmanuel Macron w Le Touquet, w ratuszu, w  którym kiedyś brał ślub.

Francuskie dzienniki weekendowe wydania poświęciły wyborom. Ze względu na ciszę wyborczą „Le Figaro” artykuł na pierwszej stronie tytułuje neutralnie: „Rozstrzygająca decyzja dla Francji”. Na drugiej i trzeciej stronie wskazuje jednak, że Macron ma większe szanse na wygraną. Dziennik ekonomiczny „Les Echos” na pierwszej stronie daje tytuł: „Macron – Le Pen: walka z ekstremizmem”. „Le Monde” pisze z kolei, że kluczem do drugiej tury wyborów będzie absencja wyborcza, głosy nieważne i to, jak zagłosują ci, którzy w pierwszej turze wybrali innego kandydata niż Macron i Le Pen.

Macron zdecydował się uczcić swoje ewentualne zwycięstwo na placu przed Luwrem w centrum Paryża. „Le Figaro” w weekendowym wydaniu zastanawia się, dlaczego właśnie wybrał to miejsce.

Jak powiedział „Le Figaro” Christian Delporte, specjalista ds. komunikacji politycznej, plac przed Luwrem ma tę zaletę, że jest miejscem zupełnie neutralnym. – Jest także miejscem dziedzictwa, pełnym historii, w samym centrum Paryża, ale nieobarczonym polityką.

Zwolennicy Marine Le Pen spotkają się w kompleksie Chalet du Lac w Lasku Vincennes, dużym parku położonym we wschodniej części Paryża, w bezpośrednim sąsiedztwie zamku Vincennes. To największy kompleks zielony w stolicy Francji. Według mediów, jeśli Le Pen odniesie zwycięstwo, może być ono świętowane w całym parku.

Ostatnie godziny kampanii wyborczej były bardzo gorące. W piątek wieczorem sztab kampanii wyborczej Macrona ogłosił, że padł ofiarą „zmasowanego ataku” hakerów, na skutek którego do sieci przeniknęło ok. 9 gigabajtów dokumentów i danych.

PAP/JN

Francja: W niedzielę II tura wyborów prezydenckich. Według najnowszych sondaży Emmanuel Macron wyprzedza Marine Le Pen

Po raz pierwszy o urząd prezydencki we Francji walczyć będą kandydaci spoza głównego nurtu francuskiej polityki, którzy w I turze wyeliminowali kandydatów mainstreamu – socjalistów i gaullistów.

W drugiej turze wyborów prezydenckich zmierzą się Emmanuel Macron i Marine Le Pen. O wyniku pojedynku może przesądzić frekwencja i mobilizacja przeciwników Marine Le Pen.

Głosowanie rozpocznie się o godzinie 7 i potrwa do godz. 19, choć w dużych miastach lokale wyborcze będą otwarte do godz. 20. Sondaże exit poll zostaną udostępnione natychmiast po zakończeniu głosowania. Wynik wyborów ma zostać podany zaledwie kilka godzin później. Inauguracja urzędowania nowego prezydenta, niezależnie od tego, kto zwycięży, nastąpi w ciągu mniej więcej 10 dni.

Po raz pierwszy w historii V Republiki o najwyższy urząd w państwie walczyć będą kandydaci spoza głównego nurtu francuskiej polityki, którzy w pierwszej turze wyeliminowali przedstawicieli socjalistów i centroprawicowych republikanów.

[related id=”14121″]

Faworytem sondaży – z przewagą rzędu 20 proc. – jest prounijny, 39-letni Macron, zwolennik budowania silnej pozycji Francji w UE oraz umiarkowanych reform, które mają uelastycznić rynek pracy i przywrócić konkurencyjność francuskiej gospodarce. W pierwszej turze Macron, wspierany przez ruch En Marche!, który on sam utworzył zaledwie rok temu, zdobył 24,01 proc. głosów.

W polityce zagranicznej Macron stawia na – jak powiedział w środowej debacie telewizyjnej – zacieśnienie relacji z Berlinem oraz współpracę z USA w takich kwestiach, jak dzielenie się danymi wywiadowczymi, współpraca w ramach ONZ czy zmiany klimatyczne. Jest też przeciwnikiem wycofania sankcji nałożonych na Rosję po aneksji Krymu i podkreśla, że Francja „nie ma takich samych wartości ani priorytetów [jak Rosja]”.

Program Macrona przyciągnął wielu centrystów i socjaldemokratów z prawego skrzydła Partii Socjalistycznej, a po pierwszej turze wyborów do głosowania na niego wezwała większość pierwszoplanowych polityków republikanów oraz kandydat socjalistów Benoit Hamon.

Le Pen, która w pierwszej turze zdobyła 21,30 proc. głosów do niedawna była szefową określanego jako skrajnie prawicowy Frontu Narodowego (FN). Jej partia głosi hasła protekcjonistyczne, anytyunijne i antyimigracyjne. Wysokie notowania Le Pen w sondażach przedwyborczych powodowały zawirowania na giełdach i rynkach walutowych.

W polityce zagranicznej Le Pen za konieczne uważa zachowanie przez Francję „równego dystansu” politycznego zarówno wobec Moskwy, jak i Waszyngtonu. Jest zwolenniczką Europy „od Atlantyku po Ural”, a nie od „Waszyngtonu do Brukseli”. Chce też stworzenia osi Paryż – Berlin – Moskwa, która uwolniłaby Europę od amerykańskiej dominacji – czytamy na stronach wyborczych jej sztabu.

[related id=”15648″ side=”left”]

Mimo komfortowej przewagi w sondażach, Macron nie może być pewien zwycięstwa – pisze amerykański ośrodek Stratfor. Duże znaczenie będzie miała frekwencja. Jeśli zdyscyplinowani wyborcy Le Pen tłumnie zagłosują, a jej przeciwnicy nie pójdą na wybory, to „będzie miała ona większe szanse na wygraną” – twierdzi Stratfor.

Wielu obserwatorów spodziewa się jednak, że w tegorocznych wyborach powtórzy się scenariusz z 2002 roku, kiedy to ojciec Marine, Jean-Marie Le Pen – szef i jeden z założycieli FN – przeszedł do drugiej tury wyborów. Francuzi zmobilizowali się wówczas we „front republikański ” i zagłosowali przeciw Le Penowi, fundując mu – jak napisał „New York Times” – największą porażkę wyborczą w historii V Republiki. Prezydentem został wtedy Jacques Chirac, niecieszący się wcześniej dużym poparciem.

Eksperci są zdania, że w pewnym sensie głosowanie w drugiej turze nie zakończy francuskich wyborów, bowiem pozycja prezydenta i jego zdolność do przeforsowania swojego programu zależeć będzie od wyniku wyborów parlamentarnych, które odbędą się 11 i 18 czerwca.

W systemie politycznym Francji, zwanym semiprezydenckim, posiadanie większości w Zgromadzeniu Narodowym „stanowi klucz do rządzenia Francją” – zauważa Stratfor. Gdyby wybory prezydenckie wygrała Le Pen, która raczej nie uzyska większości w parlamencie, miałaby trudności z przeforsowaniem w Zgromadzeniu Narodowym wielu projektów, a zwłaszcza planu referendum w sprawie wyjścia z unii walutowej czy UE.

Macron chce zreformować Francję, ale zdaniem francuskiego portalu Atlantico, nie mając silnego zaplecza politycznego, En Marche! nie jest nawet formalnie partią polityczną – bez parlamentarnej większości oraz szerokiej legitymacji społecznej nie będzie w stanie efektywnie rządzić.

Po środowej debacie telewizyjnej, według sondażu Instytutu Elabe, 63 proc. widzów uznało, że Macron był bardziej przekonujący niż jego rywalka, a 34 proc. ankietowanych powiedziało, że bardziej przekonująca była Le Pen.

PAP/JN