Bestie ze Złego – czyli o piłce w innym wydaniu

Maciej Ostatek, Rafał Lipski, Tomasz Knittel o swoim nowym filmie, który zostanie zaprezentowany na tegorocznym Millenium Docs Against Gravity.

Tomasz Knittel, Maciej Ostatek i Rafał Lipski o filmie „Bestie ze Złego” – czyli opowieść o marzeniach chłopaków z klubu na warszawskich Szmulkach. Piłka jest tylko pretekstem do ukazania historii o marzeniach, komercjalizacji i o tym jak przetrwać, i spróbować nie przegrać. Film do obejrzenia na festiwalu Millennium Docs Against Gravity.

„Rozmówki polsko-ukraińskie” z Ariną Piskovskayą, ukraińską aktorką żyjącą i pracującą w Polsce – 8.04.2022 r.

Wykształcona w Warszawskiej AT Arina Piskovskaya opowiada o marzeniach wyjazdu do Polski i zostania aktorką, okresie edukacji i wyzwaniach jakie przedstawiała oraz pracy na polskiej scenie.

Jak mówi w „Rozmówkach”- początki nie były łatwe. Po rocznym doświadczeniu studiów aktorskich w Kijowie, Arina zdecydowała się przerwać edukację i spróbować szczęścia na którejś z Akademii Teatralnych w Polsce. Wracając wspomnieniami do tych czasów pamięta, że Polska jawiła się jej jako przeznaczenie. Mimo przeciwności losu wyruszyła z rodzinnego domu sama do obcego kraju.

Gość Janka Olendzkiego opowiada o pierwszych wrażeniach po przyjeździe do Polski, nauce języka i trudnościach jakie to przedstawiało, a wreszcie o doświadczeniu studiowania sztuki aktorskiej pomimo akcentu i odmiennej kultury kształcenia do tej, którą poznała w Kijowie.

Historia Ariny pokazuje adaptację twórcy zagranicznego na polskim rynku sztuki- w tym wypadku filmowej. W rozmowie słyszymy jakie wyzwania stoją przed ambitną Ukrainką szukającą ról na polskich scenach, jak się do nich przygotowywała i co wyniosła.

Teraz, gdy trwa wojna, Piskovskaya zaangażowana jest w organizację pomocy humanitarnej dla uchodźców, jak i tych, którzy zostali na Ukrainie. Jednym z projektów, który stworzyła to fundacja Pomagajmy Sobie Nawzajem (https://pomagajmysobienawzajem.pl/strona-glowna/).

Ponadto, w dzisiejszych „Rozmówkach” pojawią się propozycje ukraińskich filmów do obejrzenia w wolnym czasie.

Link do Instagrama Ariny Piskovskayej: https://www.instagram.com/arinapiskovskaya/

Link do Instagrama Janka Olendzkiego: https://www.instagram.com/janolendzki/

Piotr Mikołajczak o pracy producenta filmowego: to jak pilnowanie swojego dziecka, żeby mu się nic nie stało

Gościem „Magazynu Wnet” jest Piotr Mikołajczak – kompozytor muzyki popularnej, filmowej i teatralnej oraz producent filmowy, który opowiada o specyfice swojej pracy i bieżących projektach.

Piotr Mikołajczak opowiada o specyfice swojej pracy oraz o „przekwalifikowaniu się” z kompozytora muzyki na producenta – został do takiej zmiany namówiony przez jednego z kolegów z branży, który zauważył jego wysoki poziom zaangażowania. Sam artysta opisuje proces z przymrużeniem oka:

Humorystycznie opowiadam, że będąc producentem, a wcześniej będąc kompozytorem muzyki filmowej zawsze było tak, że ta moja praca podlegała jakiejś weryfikacji reżysera i producenta – pomyślałem sobie, że będąc producentem będę mógł pisać co  chcę jako kompozytor i nikt nie będzie mnie sprawdzał.

Producent wspomina również o specyfice pracy nad serialem, zwracając uwagę na złożoność całego procesu.

 Pracuje nad tym duża grupa scenarzystów, którzy zmieniają się co jakiś czas – dochodzi świeża krew. Aktorzy natomiast grają 3-4 dni w miesiącu.

Codzienność fachu producenta gość „Magazynu Wnet” porównuje do sprawowania pieczy nad swoim „dzieckiem”, którym w tym wypadku jest serial – np. ciesząca się uznaniem wśród krytyków „Leśniczówka”.

To jak pilnowanie swojego dziecka, żeby mu się nic nie stało. (…) Telenowela to jest fabryka. Codziennie musisz wyprodukować odcinek – robimy dużą fabułę, zbieramy na to pieniądze, a następną zrobimy może za rok.

Artysta wypowiada się również o drugim z produkowanych przez siebie seriali, „Archiwiście”, który również wzbudził pewne zainteresowanie, dochodząc do wysokich miejsc w krajowych rankingach oglądalności na platformie „Netflix”.

Są plany kontynuacji, jest napisanych kilka odcinków – być może jeszcze mroczniejszych niż te z 1 sezonu.

Piotr Mikołajczak wspomina także o produkcji „Babilon, Raport o Stanie Wojennym”, powstałym na bazie książki Marka Nowakowskiego. Kompozytor podkreśla, że było to dzieło wymagające dużego zaangażowania emocjonalnego zarówno ze strony autorów, jak i odbiorcy.

Jest to trudny film – również ze względu na warunki pandemiczne – i cofnięcie się wehikułem czasu w przeszłość. Miałem wtedy 15 lat, podobnie jak główny bohater. (…) Bałem się tego filmu bardzo – jest to historia mroczna.

Producent, spytany przez Katarzynę Adamiak o rady dla młodych artystów muzycznych, odparł, że kluczem jest konsekwencja, a także odwaga w działaniu i eksponowaniu efektów swojej twórczej pracy – mnogość środków przekazu temu sprzyja.

Grać swoje, robić swoje, pokazywać to – ktoś to zauważy. Możliwości jest mnóstwo.

Artysta dodaje, że najważniejszy nie jest aspekt produkcyjny, lecz sama muzyczna esencja, która zazwyczaj się broni niezależnie od warunków, w jakich powstało dane nagranie. Wspomina m.in. o wczesnych nagraniach zespołu The Beatles:

Te wszystkie piosenki się bronią, mimo że były nagrywane w warunkach, które dziś zostałyby uznane za niedopuszczalne.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

P.K.

 

Andrzej Sapija: w ciągu ostatnich 10-20 lat obecność kobiet jako twórczyń filmowych jest coraz mocniejsza

Gościem „Poranka Wnet” jest Andrzej Sapija – prodziekan wydziału reżyserii WSFTviF, który mówi o tegorocznym, statystycznie wyjątkowym naborze studentów do Łódzkiej Szkoły Filmowej.


Trwa Wielka Wyprawa Radia Wnet, której kolejnym przystankiem jest Łódź – gościem „Poranka Wnet”, prosto ze stolicy województwa łódzkiego, jest Andrzej Sapija, prodziekan wydziału reżyserii WSFTviF, który mówi o tegorocznym naborze studentów do Łódzkiej Szkoły Filmowej. Co ciekawe wszyscy kandydaci, którzy dostali się na reżyserię to kobiety – nasz gość mówi, że jest to przypadek, choć od lat widać stały trend feminizacji tego kierunku.

Jest to pierwszy taki przypadek w ponad 70-letniej historii naszej uczelni. W ciągu ostatnich 10-20 lat obecność kobiet jako twórczyń filmowych jest coraz mocniejsza – te filmy są również coraz lepsze i zwracają na siebie uwagę.

Prodziekan wydziału reżyserii zaznacza jednak, że jest to wynik wyłącznie trendu społecznego, większego i bardziej złożonego procesu – komisja nie zakłada wyjściowych priorytetów związanych z płcią.

Po prostu staramy się wyławiać najlepszych i w tym roku najlepsze okazały się dziewczyny.

Gość „Poranka Wnet” mówi również o tematyce utworów tworzonych przez studentów Łódzkiej Szkoły Filmowej – filmy podejmują tematy aktualne, nadążając za rytmem zmian i ewolucji społecznej.

W tej chwili widać zainteresowanie i odbicie tego, co się dzieje w rzeczywistości. Podejmowane są takie tematy jak relacje z rodzicami, czy znajomości zawarte przez portal internetowy.

Wielu absolwentów wydziału reżyserii Łódzkiej Szkoły Filmowej odnosi sukcesy w niezwykle szybkim tempie – nierzadko wkrótce po uzyskaniu dyplomu.

2-lata temu nasza studentka otrzymała światowego Oskara – nasi studenci doskonale adaptują się w profesjonalnych warunkach.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

PK

Lidia Bogaczówna-Popiel: teatr to jest bezpośrednia wymiana energii tu i teraz widza z aktorem

Lidia Bogaczówna-Popiel mówi, że w teatrach wciąż zachowywany jest reżim 75 proc. widowni. Zaznacza, że spektakl na Zommie nie jest teatralny. Podkreśla, że Teatr to jest bezpośrednia wymiana energii tu i teraz widza z aktorem.  Przez ekran tego już nie ma, bo to już jest film. Aktorka, mówiąc o tym, w jaki sposób ludzie są zainteresowani sztukami teatralnymi, informuje, że w najbliższych dniach m.in. będą wystawiać sztukę „Chory z urojenia”, na którą biletów już nie ma. Zdradza, że aktorzy […]

Lidia Bogaczówna-Popiel mówi, że w teatrach wciąż zachowywany jest reżim 75 proc. widowni. Zaznacza, że spektakl na Zommie nie jest teatralny. Podkreśla, że

Teatr to jest bezpośrednia wymiana energii tu i teraz widza z aktorem.  Przez ekran tego już nie ma, bo to już jest film.

Aktorka, mówiąc o tym, w jaki sposób ludzie są zainteresowani sztukami teatralnymi, informuje, że w najbliższych dniach m.in. będą wystawiać sztukę „Chory z urojenia”, na którą biletów już nie ma. Zdradza, że aktorzy cieszą się „jak dzieci po wakacjach” z powrotu do występów przed żywą publicznością.

Gość przedstawia jak wyglądają zarobki aktorów teatralnych. Nie są to duże pieniądze.

Ja w przyszłym roku będę miała 40 lecie pracy i na rękę dostaję 2400 złotych a resztę trzeba sobie dorobić

Wyjaśnia, że aktorzy teatralni rzadko mają czasu, aby grać w filmach. Lidia Bogaczówna odpowiada na pytanie, czy dla młodego pokolenia, teatr jest przeżytkiem, czy mimo wszystko młodzi ludzie dzisiaj trafiają jeszcze do teatru.

Młodzi ludzie chcą coś przeżyć naprawdę. Chociaż teatr oczywiście, że jest niby nie naprawdę, to dzieje się tu i teraz.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Marta Łotysz: W pracy nad filmem „U311 Czerkasy” brali udział autentyczni uczestnicy tych wydarzeń

Gościem „Popołudnia Wnet” jest Marta Dominika Łotysz – producent filmowy, która opowiada o filmie przedstawiającym walkę załogi statku „Czerkasy” przeciwko Rosjanom podczas aneksji Krymu.

Marta Dominika Łotysz mówi o wyprodukowanym przez siebie filmie przedstawiającym walkę załogi statku „Czerkasy” przeciwko Rosjanom podczas aneksji Krymu. „Czerkasy” były ostatnim okrętem przejętym przez Federację Rosyjską. Przed kamerami pojawili się ukraińscy marynarze, którzy brali udział w tamtych wydarzeniach.

Czerkasy to ostatni statek, który trzymał obronę ukraińskiego terytorium na terenie Krymu. Inne statki albo się poddały albo zostały zajęte. Do pracy nad filmem zaangażował się realny kapitan tego statku, a także kilku marynarzy.

Współpraca z realnymi uczestnikami wydarzeń – wraz z towarzyszącymi im emocjami – wpłynęła na jakość i autentyczność filmu. Nie wszystkie wydarzenia w nim przedstawione są jednak faktem – chodzi głównie o tło historyczne.

Tło historyczne jest autentyczne. To, co dzieje się z bohaterami w filmie – czegoś takiego nie było naprawdę, ale jest to już prawo reżysera do podkreślenia pewnych momentów i tego, co powinien zobaczyć widz, co powinno na nim wywrzeć wrażenie.

Producentka mówi też o działaniach mających na celu przyciągnięcia do Lwowa większej liczby ekip filmowych, co jest jednym z głównych celów działania firmy, dla której pracuje – MKK film service. Ułatwia ona pracę zagranicznym ekipom filmowym chętnym do zdjęć we Lwowie.

Kiedy jakiś producent z Polski, Ukrainy lub z innego kraju chce przyjechać do Lwowa, żeby realizować zdjęcia filmowe, bardzo często zwraca się właśnie do naszej firmy. W swoim CV mamy chociażby współpracę przy produkcji filmu „Eter” Krzysztofa Zanussiego.

Marta Łotysz wspomina również o nadchodzących planach produkcyjnych swojej firmy.

Mamy w planach film „Adwokat ze Lwowa” będący ekranizacją powieści detektywistycznej Andrieja Kokotiuchy – znanego autora ukraińskiego.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

PK

 

Waldemar Ludwisiak: w historii polskiej kinematografii przez lata pojawiło się wiele zniekształceń

Gościem „Popołudnia Wnet” jest Waldemar Ludwisiak – filmoznawca i autor, który mówił o początkach Łódzkiej Szkoły Filmowej oraz zniekształceniach w historii polskiej kinematografii.

Filmoznawca i autor Waldemar Ludwisiak wyjawia kilka nieznanych faktów na temat początków historii Łódzkiej Szkoły Fimowej, skupiając się na postaci głównego jej założyciela i pomysłodawcy – Mariana Wimmera, który przez lata był konsekwentnie pomijany w sprawozdaniach historycznych.

Zniekształcenie historii polega na tym, że przypisywano autorstwo organizacji tej szkoły Jerzemu Toeplitzowi, co jest nieprawdą. Został on dyrektorem tej placówki dopiero 1 stycznia 1949 roku, natomiast zorganizowano ją już w 1946 roku, a organizatorem była postać, która jest wymazana z kart historii kina – to Marian Wimmer.

Wspomniana postać autora konceptu Łódzkiej Szkoły Filmowej jest wielowymiarowa – Marian Wimmer był człowiekiem wielu talentów.

Był z wykształcenia architektem, dodatkowo pianistą koncertowym, czy też wykształconym plastykiem.

Gość „Popołudnia Wnet” zaznacza, że sprawozdania historyczne na temat polskiego filmu traktowane były dość wybiórczo, a niektóre postaci – takie jak wspomniany Wimmer – czy nawet instytucje bywały w nich nieuwzględniane.

Myślę, że trzeba o tym rozmawiać w kategoriach pomijania pewnych elementów historii. Np. do dziś nie istnieje instytucja, którą badam – Instytut Filmowy. To jest bardzo ważna instytucja, której opisów pan nie znajdzie w literaturze, mimo że to w jej ramach powstała Wyższa Szkoła Filmowa, wytwórnia filmów oświatowych oraz to ona była zleceniodawcą pierwszych polskich filmów kukiełkowych i rysunkowych.

Waldemar Ludwisiak zwraca również uwagę na pewne przekonania na temat historii polskiego filmu, które jednak nie mają – przynajmniej jego zdaniem – zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością.

Nie można mówić, że grupa „startowców”, czyli komunizująca młodzież filmowa z dobrych domów zorganizowała po wojnie przemysł filmowy – jest to kompletna bzdura. A tak jest napisane w większości źródeł.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

PK

40. rocznica polskiej premiery „Człowieka z żelaza”. To pierwszy polski film, który otrzymał Złotą Palmę w Cannes

27 lipca upłynęło 40 lat od krajowej premiery filmu Andrzeja Wajdy „Człowiek z żelaza”. Wyreżyserowany „na zlecenie stoczniowców” obraz otrzymał dwa miesiące wcześniej Złotą Palmę festiwalu w Cannes.

W audycji „Lato w Ustce” Sławomir Orwat, Konrad Mędrzecki i Tomasz Wybranowski rozmawiają o 40. rocznicy polskiej premiery „Człowieka z żelaza” Andrzeja Wajdy. Jak komentuje gospodarz audycji, lipcowa premiera miała niebagatelne znaczenie dla procesów świadomościowych polskiego społeczeństwa:

Czterdzieści lat temu ten film został udostępniony naszemu społeczeństwu, które było wówczas jeszcze w stanie totalitarnego zniewolenia – mówi Sławomir Orwat.

Sławomir Orwat / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET

Redaktor opisuje również zagraniczną premierę filmu, która odbyła się dwa miesiące wcześniej na 34. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes. Wówczas obraz jednego z najwybitniejszych polskich reżyserów został nagrodzony Złotą Palmą oraz Nagrodą Jury Ekumenicznego:

Na festiwalu w Cannes „Człowiek z żelaza został tak entuzjastycznie przyjęty przez krytyków, którzy przyznali mu pierwszą w historii Polskiej kinematografii Złotą Palmę. Francuski krytyk Michel Perez uznał film Wajdy za kamień milowy w historii sztuki filmowej, wskazując na brak dystansu czasowego między wydarzeniami historycznymi a ich realizacją filmową – podkreśla redaktor.

Z kolei Konrad Mędrzecki dzieli się z słuchaczami licznymi ciekawostkami na temat słynnego filmu. Mówi m.in. o ostatniej scenie, w której pojawia się postać granego przez Mariana Opanię redaktora. Postać tę miał grać wcześniej Zbigniew Zapasiewicz, lecz ostatecznie aktor odmówił, ponieważ stwierdził, iż rola nie jest dla niego. Scena ta stała się ostatecznie zwieńczeniem całego obrazu. Co więcej, zdaniem redaktora Sławomira Orwata przepowiedziała rychłe nadejście stanu wojennego:

Andrzej Wajda opowiadał, że trzykrotnie zmieniał koncepcję i montował film naprzemiennie z tą sceną i bez niej – opowiada Konrad Mędrzecki.

Tomasz Wybranowski w Patrykowym nastroju, w Studiu 37 / Fot. Studio 37.

Zdaniem Tomasza Wybranowskiego, dużo lepszym filmem od „Człowieka z żelaza” była pierwsza część tzw. trylogii robotniczej Wajdy – „Człowiek z marmuru”.

Dyrektor muzyczny naszej stacji, z wykształcenia historyk literatury pochylił się nad kompozycją filmowego dzieła, które jego zdaniem rozpisane jest niczym klasyczna grecka tragedia:

To przede wszystkim filmowa, klasyczna grecka tragedia. W pierwszej scenie Maja Komorowska, tak jak w pieśni wejściowej chóru – tzw. paradosie – czyta wiersz Czesława Miłosza „Nadzieja” – przytacza dziennikarz i poeta.

Zapraszamy do wysłuchania podcastów z obu rozmów!

Tutaj do wysłuchania opowieść Tomasza Wybranowskiego o tym, że z perspektywy 40 lat od premiery „Człowieka z żelaza” Polacy, jako naród nie nauczyli się wiele i nie wyciągnęli właściwych wniosków. 

N.N.

Anna Rusiecka: Joga to połączenie ciała, umysłu i duszy. Celem jest harmonia i zjednoczenie tych trzech aspektów

21 czerwca wypada Międzynarodowy Dzień Jogi. W „Kurierze w Samo Południe” Anna Rusiecka, aktorka i instruktorka jogi, przybliża słuchaczom czym jest joga i na czym opiera się jej praktyka.

Anna Rusiecka, założycielka szkoły jogi „Ya4yoga”, opowiada o swoich początkach z jogą. Jak zaznacza instruktorka, praktykę jogi rozpoczęła ze względu na chęć zadbania o swoje zdrowie fizyczne:

Yoga wzięła się dawno w moim życiu. Studiując, a studiowałam aktorstwo, czułam, że ciało jest moim środkiem wyrazu, ale ono też potrzebuje zaopiekowania. Bo w pewnym momencie ono mi odmówi posłuszeństwa. Postanowiłam więc o nie zadbać i joga była naturalną drogą – mówi Anna Rusiecka.

Rozmówczyni Adriana Kowarzyka tłumaczy czym dokładnie jest joga oraz co oznacza ten termin. Według Anny Rusieckiej, joga stanowi połączenie aspektów fizycznych, intelektualnych i duchowych:

Joga znaczy „połączenie”. Chodzi o połączenie ciała, umysłu i duszy. Celem jest harmonia sama w sobie i zjednoczenie tych trzech aspektów – mówi Anna Rusiecka.

Zdaniem Anny Rusieckiej najprościej jest rozpocząć ćwiczenie jogi skupiając się najpierw na jej fizycznym aspekcie, czyli pracy z ciałem. Instruktorka przybliża też terminy takie jak czakry czy asany oraz opowiada jak wygląda praktyka tej dyscypliny:

Najłatwiej jest zacząć od tego najbardziej przyziemnego aspektu, czyli od ciała. Dlatego hatha yoga to są określone ćwiczenia – asany, czyli pozycje w jodze – które pozwalają uwolnić napięcia w ciele. I przez to uwalnianie napięć i emocji, może też traum w ciele, uwalnia się też swoją głowę – komentuje Anna Rusiecka.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w formie podcastu!

N.N.

Patryk Szwichtenberg: Powoli kończą się czasy specjalizacji. Niestety aktorów jest za dużo

W „Poranku WNET” Patryk Szwichtenberg o rynku teatralnym w czasie pandemii Covid-19. Aktor podkreśla, że sytuacja była trudna. Komentuje również sprawę ustawę o uprawnieniach artysty zawodowego.

Gościem porannej audycji WNET jest aktor, Patryk Szwichtenberg, który opowiada o funkcjonowaniu teatrów w trakcie epidemii koronawirusa. Artysta dotyka też tematu nieoczekiwanej, czerwcowej premiery w teatrze Bagatela w Krakowie:

W tym tygodniu odbędzie się premiera u nas w teatrze. Prawda jest taka, że w tym martwym sezonie prace cały czas trwały – podkreśla Patryk Szwichtenberg.

Rozmówca Katarzyny Adamiak przybliża również kwestie związane z barkiem dużej ilości premier teatralnych na czerwiec, mimo, iż ponowne otwarcie kin i teatrów miało miejsce już 21 maja. Jak wskazuje aktor, mimo, że spektakle były tworzone na bieżąco problemem jest dynamicznie zmieniająca się sytuacja:

W wielu teatrach to wyglądało tak, że spektakle były przygotowywane i trafiały do tzw. poczekalni żeby w momencie gdy to wszystko ruszy można było mieć gotowy materiał i go pokazać.(…) Dla wielu teatrów było trudne żeby zorganizować to pod względem marketingowym – mówi Patryk Szwichtenberg.

Aktor komentuje również jak pandemia wpłynęła na życie codzienne i zawodowe artystów. Według Patryka Szwichtenberga, warto żeby współcześni artyści posiadali umiejętność przebranżawiania się:

Ja miałem o tyle szczęścia, że ta praca cały czas była. Starałem się zwiększać swoją możliwość żeby robić różne rzeczy i nie ograniczać jedynie do tego zawodu. To jest chyba taka myśl, która powinna towarzyszyć współczesnym aktorom.

Patryk Szwichtenberg relacjonuje także bieżącą sytuację polskiego środowiska aktorskiego. Zdaniem rozmówcy Katarzyny Adamiak – aktorów jest na polskim rynku zbyt dużo:

Chyba powoli kończą się czasy specjalizacji.(…) Niestety jest za dużo aktorów. Taka jest prawda. Dużo z nich kończy uczelnię i dużo wchodzi do tego zawodu zupełnie innymi drzwiami – mówi Patryk Szwichtenberg.

Gość porannej audycji komentuje również reakcje środowiska teatralnego w związku z projektem ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego. Patryk Szwichtenberg podchodzi do niej w sposób krytyczny:

Szczerze mówiąc jest to dla mnie dziwna sytuacja, a zwłaszcza ten fragment o opłacie reprograficznej. (…) Wydaje mi się, że jeżeli nie ma zapotrzebowania na jakąś sztukę należy podjąć inne kroki jako artysta, np. delikatnie się przebranżowić, a sztukę przynajmniej przez jakiś czas traktować jako coś, co sprawia nam przyjemność, co jest potrzebne do życia.

Zachęcamy do wysłuchania całej rozmowy w formie podcastu!

N.N.