Wspominając Powstanie Warszawskie. Niemcy tego starcia nie wygrali! To żołnierze podziemia złożyli broń…

Obchodzimy w tym roku 74. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Popadam więc w zadumę i zastanawiam się, ile osób w tym roku upamiętni młodzieńczy zryw, który miał wieść ku wolności, a jak wiemy, przyczynił się do podziału na Jego zwolenników i przeciwników.   Fascynacja nakazuje przemierzyć bojowe szlaki powstańców poprzez niezliczone publikacje wspomnień, pamiętnikowych zapisków i suchych faktów w podręcznikach historii. Krok po kroku na tej podstawie odtwarzam plan sytuacyjny z dnia pierwszego […]

Obchodzimy w tym roku 74. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Popadam więc w zadumę i zastanawiam się, ile osób w tym roku upamiętni młodzieńczy zryw, który miał wieść ku wolności, a jak wiemy, przyczynił się do podziału na Jego zwolenników i przeciwników.

 

Fascynacja nakazuje przemierzyć bojowe szlaki powstańców poprzez niezliczone publikacje wspomnień, pamiętnikowych zapisków i suchych faktów w podręcznikach historii. Krok po kroku na tej podstawie odtwarzam plan sytuacyjny z dnia pierwszego sierpnia 1944 roku.

Na planie Warszawy wykałaczkami wbitymi w plastelinę oznaczam miejsca stacjonowania powstańców, nazwy batalionów wraz z miejscem zbiorki i stanem osobowym. W kolorze szarym, polnym pozycje 9. Armii Niemieckiej. Niemalże z dokładnością do numeru ulicy…

Szlaków bojowych w pełni odtworzyć nie sposób. Przemijający czas, powojenna odbudowa i przebudowa miasta, w końcu zamieszanie i nieregularność walk powstańczych nie sprzyjają temu.

Raz jeszcze popadam w zadumę na warszawskim Czerniakowie, gdzie po 63 dniach wszystko się skończyło. Jednak Niemcy tego starcia nie wygrali. To żołnierze podziemia złożyli broń, mając w perspektywie bezsens dalszych walk.

 

Krok ku wolności

 

Wieść o planowanym wybuchu powstania wywołała ogólne podekscytowanie. Dowódcy organizowali zbiórki swych plutonów w konspiracyjnych lokalach. Przez okupowane miasto z narażeniem życia łączniczki przewoziły broń i rozkazy pisane na cienkiej bibułce, którą na wypadek rewizji można było dyskretnie zniszczyć. Na kilka godzin przed planowanym rozpoczęciem powstania na ulicach Warszawy zaczęły powiewać biało – czerwone flagi.

Niektórzy szli na miejsce zbiórki w powstańczych opaskach na ramieniu, niekompletnym ekwipunku wojskowym zdobytym na żołnierzach niemieckich podczas akcji dywersyjnych.

Mieszkańcy pełni obaw, ale z zaciekawieniem wyglądali z okien poruszeni śpiewem i ogólnym zamieszaniem. Niemcy początkowo nie reagowali w przekonaniu, że to tylko kolejna prowokacja. Tak naprawdę do końca nie zdawali sobie sprawy z sytuacji.

Komendant główny AK, gen. Tadeusz Komorowski ps. „Bór” wyznaczył godzinę “W” na 17.00 dnia 1 sierpnia, choć pierwsze strzały padły na Żoliborzu w północnej części miasta już około godziny 13.00.

W potyczkach z  patrolami i żandarmerią udało się poniekąd zdobyć wyznaczone cele i trochę broni wraz z amunicją.

Długo oczekiwany krok ku wolności nie został niestety wykonany w jednej chwili we wszystkich częściach miasta. Nawet rozkazy wojskowe nie były w stanie utrzymać w ryzach dyscypliny i  młodzieńczego zapału.

 

Za trzy dni w wolnej Warszawie…

 

Na prawie 35 000 zmobilizowanych żołnierzy AK niespełna 10 000 posiadało broń. W arsenale, poza zdobycznymi karabinami, był również powstańczej produkcji karabin „Błyskawica”, granaty i butelki z benzyną. W użyciu była również broń z czasów pierwszej wojny światowej, także broń sportowa. W miarę upływu czasu i rozwoju wydarzeń sytuacja powstańców pod tym względem ulęgała poprawie.

Sami uczestnicy przyznali, że

„o ile pierwszego sierpnia nie było czym walczyć, tak od polowy września nie było już komu chwytać za broń”.

 

Przez cały ten okres napływali ochotnicy, bez doświadczenia i przygotowania wojskowego. Wałczyła cała Warszawa. Informacje, prowiant i woda i wielkie pokłady zaangażowania napływały z każdej strony. Taka postawa doczekała się silnych represji. Niemcy odcięli gaz i prąd z wyjątkiem Powiśla, gdzie elektrownia długo pozostawała w rekach powstańców.

 

Profesor Witold Kieżun, podczas walk w Powstaniu Warszawskim, tuż po zdobyciu komendy niemieckiej policji.  Jedno z najsłynniejszych zdjęć z Powstania Warszawskiego. Fot. archwum Muzeum Powstania Warszawskiego.

 

Od końca sierpnia nasilił się ostrzał artyleryjski. W końcu doszło do masowych migracji z miasta, które w tamtym czasie zostało już zniszczone w 70 procentach. Ostatnie trzy tygodnie to bezustanna zmiana placówek, ewakuacja rannych i kierowanie wszystkich do Śródmieścia. A można tam się było dostać niemal wyłącznie kanałami.

3 października zaprzestano wszelkich działań zbrojnych. Z zamierzonych 3 dni – bo tyle tylko mogli walczyć biorąc pod uwagę możliwości i zaopatrzenie w broń – powstańcy wytrzymali 63 dni. Nie pomogły alianckie zrzuty, które w całości niemal trafiały w ręce Niemców.

Nie pomogło również wsparcie 1 Pułku Piechoty 1 Armii Wojska Polskiego, które przybyło zbyt późno po nieudanej przeprawie przez Wisłę. Dodać należy, że za te akcję dowódca 1 Armii Wojska Polskiego, generał Zygmunt Berling został zdymisjonowany i zdegradowany na wyraźny rozkaz samego Stalina.

Wszyscy uczestnicy powstania otrzymali status wojskowy i zostali przetransportowani do obozów jenieckich.

 

Skrajne opinie

 

Powstanie Warszawskie było częścią planu „Burza”, przygotowanego przez Armię Krajową w okupowanej Warszawie. Akcja zbrojna miała być połączona z ujawnieniem się i rozpoczęciem oficjalnej działalności najwyższych struktur Polskiego Państwa Podziemnego.

Głównym zamierzeniem zbrojnego wystąpienia nie była, jak można przypuszczać, chęć dania możliwości upustu emocjom ludności Warszawy obciążonej brzemieniem okupacji, lecz przede wszystkim  próba ratowania powojennej suwerenności, a być może i niepodległości Polski.

Osiągnąć to można było poprzez odtworzenie w stolicy władz państwowych, które byłyby kontynuacja władz przedwojennych. Było więc zrywem nie bezpodstawnym.

Biorąc pod uwagę jeszcze fakt, że zbliżał się front i Armia Czerwona podążając  od lutego 1944 w kierunku zachodnim odnosiła sukcesy militarne (począwszy od zimowej klęski wojsk niemieckich pod Stalingradem) – wybór daty nie był przypadkowy.

Istotną rolą Powstania było zadanie ciężkich strat Niemcom. Erich von dem Bach – Zelewski, generał policji i SS w Generalnej Guberni ocenił je na 17 tys. zabitych i 9 tys.rannych.

Heinrich Himmler w jednym z listów do generałów niemieckich pisał, że

„była to walka najbardziej zażarta spośród prowadzonych od początku wojny, równie ciężka jak walka uliczna o Stalingrad”.

 

Natomiast Jerzy Kirchmayer, w publikacji dotyczącej Powstania Warszawskiego, ujął je jako wielki symbol, pisząc:

„Bohaterstwo, ofiarność i zaciętość powstańców są największym w naszej historii przejawem walki o wolność jako wartości wyższej niż życie ludzkie, kalectwo, wszystkie dobra materialne. Byłoby ciężkim błędem nie doceniać, a co gorsza odżegnywać się od takich wartości duchowych.”

 

Sceptycy i pesymiści tego wydarzenia oskarżają dowództwo o glupote, odpowiedzialność za zniszczenie miasta na skutek prowokacji wroga dysponującego większym potencjałem zbrojnym i cierpienia ludności cywilnej. Nie można odebrać im racji, choć nader łatwo zauważyć optymizm i ducha walki w oczach młodych ludzi na archiwalnych zdjęciach.

Tak naprawdę powstanie zbrojne było tylko kwestią czasu od samego początku okupacji Warszawy. W obliczu wroga nawet małe dzieci nie wiedziały, co to strach. Pomimo utraty materialnego dorobku kulturowego narodu, ten jeden nie został naruszony. Powstanie Warszawskie to czas, gdzie każdy był bratem i siostrą. Strach zamieniony został w przyjaźń, a silna wola wyparła kompromisy. Wszystko po to, by pokazać światu, czym dla polaka jest wolność.  

 

Sebastian Szydłowski

Dumny Warszawiak

fot. Tomasz Wybranowski