Rosyjska propaganda oczernia emigrantów ukraińskich , a im wmawia, że Europa ich nie chce i będą w niej poniżani

Ukraińskie dzieci z darami | Fot. Wojciech Sobolewski

Ponoć Ukrainki żyjące w Polsce szydzą z „zaniedbanych Polek”, wyśmiewają dary i pomoc. Podobna narracja forsuje tezę, że Ukrainki polują na polskich mężczyzn, czego powinny się obawiać ich kobiety.

Andrzej Szabaciuk

Ci straszni sąsiedzi

Obraz ukraińskiej migracji przymusowej w Polsce w rosyjskiej propagandzie wojennej po 24 lutego 2022 r.

Bezprecedensowy atak Rosji na Ukrainę i barbarzyństwo, jakiego dopuszcza się rosyjska armia wobec ludności cywilnej od 24 lutego bieżącego roku, zmuszają miliony mieszkańców Ukrainy do wyjazdów i poszukiwania bezpiecznego schronienia w innych regionach swojego państwa lub za granicą. Masowy napływ uchodźców wojennych wymaga pomocy humanitarnej, materialnej, ale także często psychologicznej. Według badań Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji przeprowadzonych między majem a wrześniem tego roku, wśród osób wewnętrznie przesiedlonych, których liczba na terytorium Ukrainy szacowana jest na ok. 7 mln, aż 75% utrzymuje się z oszczędności, 68% oszczędza na jedzeniu, 67% ogranicza inne wydatki poza jedzeniem, a 54% oszczędza na wydatkach zdrowotnych. Sytuacja uchodźców wojennych z Ukrainy w poszczególnych państwach Unii Europejskiej jest zróżnicowana, ale z czasem problemem może być zmęczenie wojną społeczeństwa przyjmującego oraz malejąca liczba osób gotowych nieść pomoc potrzebującym.

Tragedia, jaką zgotował milionom niewinnych cywilów reżim Putina, pogłębiana jest przez działania dezinformacyjne, które oczerniają osoby uciekające przed wojną. Ten stan utrzymuje się od początku agresji.

Rosyjska propaganda i dezinformacja ma charakter wielopłaszczyznowy i skierowana jest do różnych odbiorców. Jej zadaniem jest przede wszystkim negatywne nastawienie do osób wewnętrznie przesiedlonych, do uchodźców wojennych oraz do tych, którzy udzielają im pomocy. Dotyczy to działań indywidualnych, działań prowadzonych przez różnego rodzaju organizacje, a nawet przez poszczególne państwa.

Wojna oraz będąca jej konsekwencją masowa migracja przymusowa mieszkańców Ukrainy prezentowane są jako efekt imperialnej polityki państw Zachodu, które dążą do podporządkowania sobie Europy Wschodniej, de facto rządząc „z tylnego siedzenia” Mołdawią i Ukrainą. Prezydent Mołdawii Maia Sandu i Wołodymyr Zełenski w tej narracji są marionetkami Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników oraz popychają swoje państwa do konfrontacji z Rosją, a władze na Kremlu rzekomo bronią się tylko przed agresją „kolektywnego Zachodu”.

Należy podkreślić, że działania propagandowe i dezinformacyjne prowadzone przez Rosjan stanowią kontynuację działań wymierzonych w ukraińskich migrantów ekonomicznych w Polsce i innych państwach Unii Europejskiej. Od 2014 r. starano się oskarżać władze Ukrainy o wywołanie masowej migracji zarobkowej. Miała być ona konsekwencją jakoby antyrosyjskiej postawy Kijowa, której rezultatem był wzrost nastrojów separatystycznych wśród ludności rosyjskojęzycznej i destabilizacja polityczna i gospodarcza państwa. Masowa migracja zarobkowa w tej narracji ma być konsekwencją nieudolności nowych władz pomajdanowych. Z drugiej strony kierowano do Ukraińców przekaz, że nikt ich w Europie nie potrzebuje, że będą tam osobami drugiej kategorii, wykonującymi najgorsze, najbardziej poniżające prace.

Jednocześnie odpowiednio dopasowany przekaz kierowano do społeczeństw z liczną migracją zarobkową z Ukrainy, szczególnie do mieszkańców Polski.

Sugerowano, że ukraińscy migranci odbierają miejscowym pracę, przyczyniają się do wzrostu przestępczości w Polsce, rozprzestrzeniają koronawirusa, wykorzystują system socjalny i masowo pobierają 500+, uczą się za darmo i otrzymują wysokie stypendia na uniwersytetach. Inna narracja utrwalała przeświadczenie, że pracujący w Polsce Ukraińcy prezentują skrajnie nacjonalistyczne poglądy oraz są zwolennikami Stepana Bandery. Często przewijały się również sugestie, że Ukraińcy wykupują w Polsce mieszkania, co przekłada się na rosnące ceny nieruchomości oraz ich wynajmu.

Liczne z tych narracji powielano także po 24 lutego bieżącego roku, forsując przekaz zniechęcający do wsparcia uchodźców wojennych. Jednym z najczęściej przewijających się wątków od początku agresji były oskarżenia osób przyjeżdżających do Polski o to, że tak naprawdę nie potrzebują pomocy, gdyż dysponują znacznym majątkiem, posiadają drogie samochody, a na dodatek przyjmują postawę roszczeniową. Nie są w stanie docenić pomocy, jaką im się oferuje. Oczekują więcej, domagają się lepszych warunków lokalowych, a w otrzymanych mieszkaniach często piją alkohol, palą papierosy, zachowują się wulgarnie.

Kolejnym przykładem dezinformacji były próby przestrzegania przed przyjmowaniem pod swój dach osób z Ukrainy oraz sugestie o rzekomych trudnościach związanych z zakończeniem udostępniania lub wynajmu mieszkania uchodźcom wojennym.

Dodatkowo sugeruje się, podobnie jak to miało miejsce wcześniej, że przez napływ uchodźców z Ukrainy wzrosła cena wynajmu mieszkań i gwałtownie spada ich dostępność.

Internet zalewają informacje na temat rzekomego nadużywania przez przebywających w Polsce Ukraińców ulg oferowanych im przez państwo i samorządy. Dotyczy to m.in. darmowych biletów na przejazdy komunikacją miejską i koleją. Pojawiają się sugestie, że wszyscy Ukraińcy przebywający w Polsce nie płacą za przejazd komunikacją publiczną, że dzieci ukraińskie w pierwszej kolejności przyjmowane są do żłobków i przedszkoli, przez co brakuje miejsc dla polskich dzieci. Podobne oskarżenia kieruje się pod adresem ukraińskich studentów, którzy mają rzekomo zajmować miejsca na prestiżowych kierunkach znanych polskich uczelni.

Ukraińcy oskarżani są o korzystanie z 500+ nawet po powrocie na Ukrainę i o nadużywanie systemu pomocy społecznej. W przestrzeni publicznej pojawiają się sugestie, że obciążenie polskiego systemu opieki społecznej jest tak duże, że zabraknie środków na 500+ i inne świadczenia dla Polaków. Upowszechniany jest również przekaz o uprzywilejowanym traktowaniu uchodźców przez system opieki zdrowotnej. W przychodniach i szpitalach Ukraińcy są rzekomo przyjmowani poza kolejnością i całkowicie bezpłatnie.

Ze wspomnianym przekazem łączą się doniesienia rozprzestrzeniane na rosyjskojęzycznych profilach mediów społecznościowych o wstrzymaniu wsparcia ukraińskich uchodźców przez władze Polski. Jako przykład podano decyzję władz Uniwersytetu Jagiellońskiego o wysiedleniu Ukraińców z budynków tej uczelni. W rzeczywistości budynki uczelniane zostały sprzedane jeszcze przed wojną i władze uniwersytetu były zobligowane do przekazania ich nowym właścicielom. Przy czym uniwersytet deklaruje pomoc w znalezieniu uchodźcom nowego lokum.

Rozpowszechniane są także filmy, na których Polacy wrogo odnoszą się do Ukraińców i wzywają ich do powrotu do domów, co ma sugerować, że są zmęczeni obecnością ukraińskich uchodźców i nie chcą ich dłużej tolerować. Popularyzowane są także informacje o antyukraińskich plakatach w polskich miastach, co miało przyczynić się do upowszechniania narracji, że Polska jest państwem niebezpiecznym dla uchodźców wojennych ze Wschodu. W rosyjskich mediach pojawiły się także informacje, że z Polski na Ukrainę będą mobilizowani mężczyźni w wieku poborowym, przy czym przywoływany jest sfałszowany dokument, wydany jakoby przez władze Ukrainy. Warto też podkreślić, że wśród Ukraińców krążą informacje, że osoby, które otrzymały w Polsce PESEL, będą miały problem z powrotem na Ukrainę.

Odrębnym elementem jest szerzenie informacji o masowym przekraczaniu granicy Polski przez osoby nie będące Ukraińcami, a wykorzystujące uproszczone procedury odprawy na granicy polsko-ukraińskiej. Rzekomo wśród tych osób mieli być także migranci przebywający na Białorusi, którym nie udało się sforsować wcześniej granicy.

Z drugiej strony popularność na całym praktycznie świecie zdobyła forsowana przez kremlowską propagandę narracja, że Polacy na granicy z Ukrainą nie przepuszczają osób ciemnoskórych, gdyż są rasistami. Podobnie utrwalano przekaz, że otwartość na Ukraińców i niechęć do migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki na granicy polsko-białoruskiej mają podłoże rasistowskie.

Kolejnym przykładem propagowanej przez Kreml narracji są informacje na temat rzekomo negatywnych skutków migracji przymusowej z punktu widzenia polskiego rynku pracy, nie poparte żadnymi danymi statystycznymi, badaniami ekonometrycznymi czy socjologicznymi. Sugeruje się wzrost bezrobocia, wyhamowanie wzrostu wynagrodzeń oraz obniżenie jakości wykonywanych usług (m.in. elektryków, hydraulików, kierowców itp.).

Pojawiają się także informacje o rzekomym wzroście przestępczości związanym z napływem uchodźców wojennych z Ukrainy. Kremlowska propaganda straszy niekontrolowanym napływem narkotyków i broni do Unii Europejskiej, w tym także broni dostarczanej przez Zachód. Ma być ona rzekomo wykorzystywana przez organizacje przestępcze oraz terrorystów. Napływ uchodźców ma ponoć zwiększyć liczbę przestępstw pospolitych. Według tych przekazów jest to po części konsekwencja jakoby negatywnego stosunku społeczeństwa ukraińskiego nie tylko do Rosji, ale i do Polski.

Ukraińcy mają być też odpowiedzialni za pojawiającą się w polskich miastach symbolikę neonazistowską. Dodatkowo w rezultacie ich napływu na naszych ulicach ma wzrosnąć liczba pijanych kierowców oraz prostytutek.

Powiązane ze wspomnianą narracją są także posty, rzekomo Ukrainek żyjących w Polsce, które szydzą z „zaniedbanego” wyglądu Polek, wyśmiewają także dary i pomoc, jakie otrzymały. Podobna narracja forsuje tezę, że Ukrainki polują na polskich mężczyzn, czego powinny się obawiać ich kobiety. W Ukrainie z kolei rozpowszechnia się informacje, że kobiety, które znalazły schronienie w Polsce, nie są wierne swoim mężom, prowadzą beztroski tryb życia i nie mają zamiaru wracać do domu.

Rosyjska propaganda krytykuje także zasadność wspierania Ukrainy, gdyż w jej opinii przedłuży to tylko wojnę, której Ukraina nie ma możliwości wygrać. Według tej narracji dłuższa wojna z jednej strony zwiększy skalę zniszczeń oraz liczbę ofiar cywilnych w Ukrainie, z drugiej może skutkować napływem do Unii Europejskiej dodatkowych migrantów przymusowych oraz znacznym zmniejszeniem poziomu bezpieczeństwa m.in. Polski, przy czym główną odpowiedzialność za to ponoszą władze Rzeczypospolitej.

Przekazywana pomoc, w szczególności pomoc militarna, ma zwiększyć prawdopodobieństwo wybuchu wojny o zasięgu globalnym, a Polska będzie jednym z najbardziej poszkodowanych państw w takiej wojnie. Jak by tego było mało, pomoc Ukrainie przyczynia się również do wzrostu inflacji, zmniejszenia dostępności lekarstw oraz niektórych produktów spożywczych.

Zaangażowanie Polski oraz Zachodu we wsparcie Ukrainy, podobnie jak jednoznaczna krytyka Rosji i forsowanie wprowadzenia kolejnych sankcji przeciwko Rosji i Białorusi może mieć, w opinii rosyjskich propagandzistów, katastrofalne skutki. Nie tylko doprowadzi do zerwania budowanych przez lata więzi gospodarczych Rosji i Unii Europejskiej, które przynoszą obopólne korzyści, ale także będzie skutkowało niespotykanym kryzysem energetycznym, który pogłębia przekazywanie Ukrainie nieodpłatnie paliw i innych surowców węglowodorowych.

W tej narracji, w wyniku „rusofobicznej” i agresywnej retoryki, „Europa zamarznie”, nie będzie w stanie przetrwać zimy bez rosyjskich surowców, a nawet jeżeli uda jej się przetrwać kryzys energetyczny, to sankcje i rezygnacja z rosyjskiej ropy naftowej, gazu ziemnego i węgla gwałtownie podniosą koszty produkcji szeregu przedsiębiorstw unijnych, które przestaną być konkurencyjne na rynkach światowych, co jest przede wszystkim na rękę Stanom Zjednoczonym.

Federacja Rosyjska szybko będzie rzekomo w stanie pozyskać nowych odbiorców ropy naftowej i gazu ziemnego w miejsce europejskich, znajdując klientów przede wszystkim w Azji. Jednak praktyka ostatnich miesięcy dowodzi, że Rosja nie jest w stanie szybko sprzedać ogromnych ilości wydobywanego gazu ziemnego, którego nadwyżki są obecnie spalane z powodu przepełnienia magazynów. Ropę naftową Rosja eksportuje przede wszystkim do Chin, jednak po cenach znacznie niższych niż rynkowe.

Celem rosyjskiej propagandy i dezinformacji jest zniechęcenie społeczności międzynarodowej do wspierania Ukrainy, a w przypadku Polski także do podsycania niechęci, czy wręcz nienawiści do Ukraińców i Ukrainy. Rosjanie wykorzystują do tego jawne kłamstwa, półprawdy czy manipulują prawdziwymi danymi, ukazując marginalne zjawiska jako typowe czy przedstawiając fakty w fałszywym kontekście lub bez kontekstu. Szczególnie duża aktywność propagandy rosyjskiej obserwowana jest na portalach społecznościowych, gdzie powielają ją niejednokrotnie środowiska skrajnie nacjonalistyczne

Osoby rozprzestrzeniające propagandę i dezinformację to często „zaniepokojeni” mieszkańcy Polski, krytykujący zachowanie ukraińskich uchodźców wojennych, ewentualnie politykę państwa. Czasami są nimi osoby podające się za ukraińskich migrantów zarobkowych, krytykujące swoich rodaków.

Innym razem są to filmiki niewiadomego pochodzenia, prezentujące niegodne zachowanie lub wypowiedzi przymusowych migrantów. Opisane zjawiska wraz z przeciągającą się wojną i kryzysem przez nią wywołanym będą się nasilać, jeżeli tego typu przekaz będzie padał na podatny grunt.

Dr Andrzej Szabaciuk jest starszym analitykiem Zespołu Wschodniego Instytutu Europy Środkowej w Lublinie. Artykuł powstał w ramach projektu Stop Fake PL.

Artykuł Andrzeja Szabaciuka pt. „Ci straszni sąsiedzi. Obraz ukraińskiej migracji przymusowej w Polsce w rosyjskiej propagandzie wojennej po 24 lutego 2022 r.” znajduje się na s. 15 grudniowego „Kuriera WNET” nr 102/2022.

 


  • Grudniowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Andrzeja Szabaciuka pt. „Ci straszni sąsiedzi. Obraz ukraińskiej migracji przymusowej w Polsce w rosyjskiej propagandzie wojennej po 24 lutego 2022 r.” na s. 15 grudniowego „Kuriera WNET” nr 102/2022

Jak walczyć z fake newsami i manipulacją w mediach? Ważna propozycja Reduty Dobrego Imienia nowelizacji prawa prasowego

W Polsce mamy do czynienia ze zjawiskiem tzw. tygodniówek. Media biorą na cel osobę albo jakąś instytucję – i przez tydzień jest wałkowana informacja na jej temat, będąca kompilacją faktów i zmyśleń.

Grzegorz Janikowski, Maciej Świrski

Niemiecko-szwajcarski portal Onet.pl w 100 rocznicę Bitwy Warszawskiej 15 sierpnia obarczył Polaków winą za śmierć sowieckich jeńców po wojnie 1920 r., czyli powtórzył tezy sowieckiej propagandy antypolskiej, mające równoważyć sowiecką winę za Katyń. Na podstawie obecnie obowiązującego prawa prasowego nie można było zażądać od Onet.pl sprostowania tych kłamstw. Dlatego potrzebne jest rozszerzenie katalogu podmiotów uprawnionych, żeby tego rodzaju kłamstwa mogły być błyskawicznie w ciągu 24 godzin prostowane – wyjaśnia Maciej Świrski, prezes Reduty Dobrego Imienia, która zaproponowała nowelizację prawa prasowego, by to zmienić.

Jakie były powody przygotowania przez Redutę Dobrego Imienia projektu nowelizacji prawa prasowego?

Pomysł na nowelizację wziął się z obserwacji sytuacji w mediach. Mamy do czynienia z zasadniczą zmianą w funkcjonowaniu mediów, jaka dokonała się na przestrzeni ponad 30 lat od ustanowienia obowiązującej dzisiaj ustawy o prawie prasowym. Dodam, że ona weszła w życie w 1984 r., ale główne jego zręby powstawały w specyficznej sytuacji stanu wojennego. Wtedy prasa i dziennikarze byli elementem „frontu ideologicznego” i w tej ustawie chodziło o wzmocnienie kontroli partii komunistycznej nad całą branżą i mediami. Po 1989 r. nastąpiło kilka nowelizacji, które wyznaczyły ramy prawne dla zawodu dziennikarza i funkcjonowania mediów w wolnej Polsce. (…) Mamy teraz do czynienia w Polsce z dosyć nienormalną, patrząc na stosunki europejskie, sytuacją właścicielską, bo większa część mediów jest w rękach zagranicznych. Z tego wynikają dwojakiego rodzaju konsekwencje. Po pierwsze, po 2015 r. okazało się, że zdecydowana większość mediów, które należą do zagranicznych inwestorów lub firm, jest nieprzychylnie nastawiona do zmian dokonywanych przez wybrane w demokratycznych wyborach polskie władze. Okazało się, że media są aktywnym uczestnikiem gry politycznej i w bardzo znacznym stopniu odeszły od swojej funkcji informowania. To zjawisko miało miejsce również przed 2015 r., ale na znacznie mniejszą skalę. (…) No i wreszcie – nie ma zahamowań przed publikacją informacji niepotwierdzonych, czy w ogóle zmyśleń lub inscenizacji. Okazuje się po jakimś czasie, że są to wrzutki, które mają wywołać jakiś efekt polityczny, informacje nieoparte na faktach, niepotwierdzone źródłowo, zainscenizowane, ale za to mające swoje konsekwencje. Tu oczywiście przypomina się informacja o „leśnych faszystach” sprzed kilku lat, wykorzystywana później w międzynarodowych mediach do atakowania Polski.

Mocno podkreślają Państwo w uzasadnieniu projektu nowelizacji prawa prasowego negatywną rolę fake newsów i nowego zjawiska tzw. kampanii character assassination.

Tak, opisujemy dwa zjawiska, które się pojawiły po 1989 r. Pierwszym są fake newsy, które stały się trwałą częścią nie tylko polskiego krajobrazu medialnego. Niektóre agendy Unii Europejskiej zaznaczają, że fake newsy stały się również elementem wpływu politycznego Rosji czy Chin na państwa europejskie. Specjalnie są publikowane takie informacje, będące kompilacją prawd i fałszu – aby publiczności wydawało się, że coś jest prawdziwe. I później te „fałszywki” dalej rozprzestrzeniają się bardzo szybko i szeroko w Internecie i poprzez media społecznościowe.

Drugim zjawiskiem są kampanie „character assassination”, czyli tzw. zabójstwa postaci. Tym terminem nazywa się niszczenie rozmaitych osób za pomocą fake newsów przez rozmaite ośrodki medialne, które wzięły te osoby na swój celownik.

To niszczenie polega na podawaniu o tych osobach informacji będących kompilacją prawdy i fałszu, w dodatku w złośliwym i wykrzywionym ujęciu. Takie mieszaniny informacyjne podawane są w atrakcyjnej i sensacyjnej formie i bardzo szybko się rozprzestrzeniają, a opinia publiczna zaczyna temu wierzyć – i do opisywanego człowieka przylegają pomówienia i kalumnie. Używa się konkretnego faktu z życia danego człowieka, miesza się to ze zmyśloną sytuacją lub mylnym kontekstem, a potem następuje bardzo intensywne i regularne powielanie tej nieprawdziwej informacji w ramach podjętej nagonki. W efekcie dany człowiek znika z życia publicznego, bo jest przez prawie wszystkich uważany za osobę skompromitowaną.

Daleko nie trzeba w Polsce szukać, chyba pierwszą taką operacją „zabójstwa postaci” w sferze publicznej była akcja wymierzona w wicemarszałka Sejmu Andrzeja Kerna, a w czasach nam bliższych tzw. sprawa wiceministra obrony narodowej Romualda Szeremietiewa.

W artykule na łamach dziennika „Rzeczpospolita” został fałszywie oskarżony w 2001 r. przez dwoje tzw. dziennikarzy śledczych. Skompilowali oni fikcyjne śledztwo dziennikarskie, obciążając Szeremietiewa zarzutami o łapówkarstwo, o ujawnianie tajemnic państwowych itd. W konsekwencji Romuald Szeremietiew zniknął z życia politycznego. Dopiero po 15 latach okazało się, że był on całkowicie niewinny, ale do życia politycznego już nie wrócił. To typowy przykład operacji „zabójstwa postaci”. Po 2015 r. takich akcji można naliczyć dziesiątki, i jakoś się tak składa, że atakowane są osoby, które coś ważnego dla Polski robią.

W Polsce mamy do czynienia ze zjawiskiem tzw. tygodniówek. Media biorą na cel osobę albo jakąś instytucję – i przez tydzień jest wałkowana informacja na jej temat, będąca kompilacją faktów i zmyśleń. Jeśli faktów, to tak prezentowanych, żeby opinia publiczna była przekonana, że osoba albo instytucja nie działa poprawnie, że coś zostało źle zrobione, że są jakieś nadużycia itd. W konsekwencji instytucja lub osoba nie zajmuje się niczym innym tylko zarządzaniem kryzysem wywoływanym przez takie publikacje.

Opinia publiczna otrzymuje informacje wypaczone, generujące przekonanie, że opisywane osoby nie zasługują na szacunek i w ogóle są czarnymi charakterami, podczas gdy są to – powtarzam – kompilacje faktów i zmyśleń, często okraszone komentarzami mającymi nie tyle wyjaśnić czytelnikom czy widzom, jak było naprawdę, ile wywołać wrogość odbiorcy w stosunku do opisywanych osób czy instytucji.

Przewaga mediów nad opisywanymi osobami i instytucjami jest miażdżąca, głosy protestu i polemiki są praktycznie niesłyszalne. Oczywiście istnieje możliwość sprostowania w dzisiejszym stanie prawnym. Tylko że, ze względu na długotrwałość procedur i uznaniowość, jest ona niewydolna.

Nawet jeśli komuś uda się wygrać w sądzie i sprostowanie fałszów czy przekłamań po wyroku sądowym się ukaże, to po takim czasie, że nikt już nie pamięta, o co chodziło. Wiadomo tylko, że ten ktoś, kogo zaatakowały media, był w coś zamieszany. A przecież niczego takiego nie było. Był atak na osobę albo instytucję, po to, żeby usunąć tę osobę ze stanowiska czy funkcji, zablokować jej możliwość działania, albo żeby skompromitować instytucję. (…)

Te procedury są tak długotrwałe i tak niejednoznaczne, uznaniowe ze strony niektórych mediów, że po prostu stały się niewydolne. Redakcje często odmawiają publikacji sprostowań. Sam się kilkakrotnie spotkałem z odmową publikacji mojego sprostowania, m.in. ze strony „Gazety Wyborczej”, mimo że wszystkie wymogi formalne były spełnione.

Zaproponowali Państwo tzw. szybką ścieżkę sądową, prawie jak w przypadku wyborów.

Tak. W polskim prawie przewidziany jest tzw. tryb wyborczy i podobną ścieżkę proponujemy w naszej nowelizacji w odniesieniu do sprostowań. Proponujemy, by każdy mógł zażądać sprostowania albo tradycyjną drogą, czyli list, sąd etc. – albo zeskanować swoje podpisane żądanie sprostowania i poświadczenie wysłania go listem poleconym do redaktora naczelnego, i te dokumenty wysłać pocztą elektroniczną na publicznie znany adres e-mail redakcji. Od tego momentu redaktor naczelny ma 24 godziny na zamieszczenie sprostowania. Jeżeli go nie zamieści – już nie czekamy na jego odmowę, tylko idziemy do sądu, a ściślej mówiąc, wysyłamy pocztą elektroniczną do sądu pozew przeciwko redaktorowi naczelnemu o sprostowanie informacji nieprawdziwych i nieścisłych. Sąd w pierwszej instancji ma 48 godzin na rozpatrzenie tej sprawy. Jeśli nie nakaże sprostowania i odrzuci nasz wniosek – to mamy prawo do apelacji w sądzie drugiej instancji. Na apelację strony mają również 24 godziny i też będzie można ją złożyć drogą elektroniczną. Sąd II instancji rozstrzyga apelację w terminie 24 godzin. Wtedy nie przysługuje już kasacja i jeżeli sąd nakaże sprostowanie – redaktor naczelny ma 24 godziny na realizację wyroku. Jak widać, jest to procedura efektywna, która może się zamknąć w obrębie 4 do 7 dni. (…)

Na ewentualne zarzuty wobec naszego projektu, że chcemy wprowadzać jakąś cenzurę, mamy prostą odpowiedź, iż zależy nam na czymś wręcz odwrotnym. Jeżeli ten projekt nowelizacji prawa prasowego byłby wprowadzony, mielibyśmy w Polsce większą wolność słowa niż do tej pory, a także zwiększenie dostępu do informacji. Bo czytelnik, który jest przecież obywatelem mającym swoje konstytucyjne prawa do informacji, będzie mógł zobaczyć sprawę naświetloną ze wszystkich stron – od strony autorów publikujących w jakimś medium, ale też od strony osoby lub instytucji, która jest opisywana. Uważam, że to będzie rozszerzenie wolności słowa i wolności dostępu do informacji

Cały wywiad ukazał się na portalu Reduty Dobrego Imienia www.anti-defamation.org.

Cały wywiad Grzegorza Janikowskiego (PAP) z Maciejem Świrskim pt. „Jak walczyć z fake newsami? Ważna propozycja Reduty Dobrego Imienia” znajduje się na s. 7 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 75/2020.

 


  • Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
  • Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć również w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Wywiad Grzegorza Janikowskiego z Maciejem Świrskim pt. „Jak walczyć z fake newsami? Ważna propozycja Reduty Dobrego Imienia” na s. 7 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 75/2020

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Hajdasz: Potrzebne jest wsparcie rządu dla dziennikarzy. Mnóstwo mediów upadnie

Jolanta Hajdasz o wolności słowa, fake newsach, ideologizacji rankingu Reporterów bez Granic i potrzebie wsparcia dziennikarzy w dobie kryzysu.

 

Jolanta Hajdasz odnosi się do obchodzonego 20 kwietnia Międzynarodowego Dnia Wolnej Prasy. Zauważa, że 3 maja obchodzony jest Światowy Dzień Wolności Prasy, którego powstanie wiąże się z promocją przez UNESCO „pluralistycznej i niezależnej prasy afrykańskiej”. Komentuje ranking Reporterów bez Granic, w którym Polska jest na 59. pozycji pod względem wolności słowa. Jest to najniższe miejsce od lat, na jakim znalazł się nasz kraj.

Po 2015 r. wielu dziennikarzy przecierało oczy, jak Reporterzy punktowali Polskę pod względem tłumienia wolności słowa.

Krytykuje organizację, która wcześniej była postrzegana jako, „dostarczyciele wolnych informacji”  za ideologizację i niejasne kryteria oceny. Redaktorka „Kuriera WNET” wskazuje, że kraje, „gdzie mordują dziennikarzy”  są wyżej od nas na liście. [Na 35. miejscu jest Słowacja, gdzie w 2018 r. zamordowany został dziennikarz śledczy Ján Kuciak- przyp. red.]

Podważanie wiarygodności mediów powoduje, że ludzie już nikomu nie wierzą. Słuchamy się sami nie wiemy kogo.

Zauważa przy tym zalew dezinformacji, jaki obserwujemy obecnie. Podkreśla wagę weryfikowania informacji. Rozmówczyni Adriana Kowarzyka wskazuje na potrzebę wsparcia przez rząd „dziennikarzy, freelancerów”:

Mnóstwo mediów upadnie. […] Ci duzi wykupią tych małych.

Zaznacza, że  „media są bardzo specyficznym biznesem”, który także odczuwa skutki obecnego kryzysu.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Piotr Woyciechowski: Obawiam się, że pandemia koronawirusa na trwałe pozbawi nas prywatności

Niepokojący jest stan aparatu państwowego, który wprowadza takie ograniczenia kultu religijnego, jakie mamy w Polsce – mówi ekspert ds. bezpieczeństwa i służb specjalnych Piotr Woyciechowski.


Piotr Woyciechowski mówi o swoich wątpliwościach co do słuszności wprowadzonego ograniczenia liczby wiernych uczestniczących we Mszach świętych. Jego zdaniem, przepisy te stanowią „nieracjonalną dyskryminację katolików”:

Dla Kościoła katolickiego Msza święta i karmienie się ciałem Pańskim jest centrum życia. Niepokojący dla mnie jest stan aparatu państwowego, który przygotowuje takie zarządzenia.

Rozmówca Łukasza Jankowskiego stwierdza, że urzędnikom opracowujących takie zasady zabrakło empatii i wrażliwości.

Jestem ciekaw, kto z imienia i nazwiska takie propozycje sformułował.

Jak dalej mówi Piotr Wojciechowski,  nakaz dla kapłanów nakładania maseczki w czasie Mszy świętej jest wobec duchownych „ośmieszający”.

Należy zniuansować ograniczenia w zależności od wielkości kościołów.

W opinii eksperta obawy o trwałość utracenia przez obywateli prywatności  są uzasadnione. Za istotną przesłankę na rzecz takiej tezy Piotr Woyciechowski uznaje dążenia na rzecz wyeliminowania obrotu bezgotówkowego. Gość „Popołudnia WNET” ocenia, że narracja o tym, że gotówka może być źródłem zakażenia koronawirusem, jest fałszywa. Zwraca uwagę, że minister finansów Tadeusz Kościński od dawna jest entuzjastą obrotu bezgotówkowego.

Światowa finansjera chce, wykorzystując strach, zabrać nam gotówkę. Na naszych oczach rozgrywa się wielka bitwa.

Piotr Woyciechowski stwierdza, że w Polsce jeszcze nie ma epidemii, a w kraju trwa walka z zagrożeniem epidemicznym.

Mamy stan walki prewencyjnej, by nie dopuścić do sytuacji takiej, jaka występuje we Włoszech czy Hiszpanii.

Gość Popołudnia WNET mówi również o wojnie informacyjnej, jaką Federacja Rosyjska toczy przeciwko Europie. Jednym z jej elementów jest szerzenie strachu przed koronawirusem. Zdaniem Piotra Woyciechowskiego teraz jest najlepszy moment na penalizację zjawiska fake newsów.

Rosjanie mają kapitalne narzędzie wykształcone w ostatnich latach; mowa tutaj  fermach trolli zarządzanych przez odpowiednie departamenty wywiadu wojskowego czy cywilnego Federacji Rosyjskiej.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

 

Robert Czyżewski, Olena Semeniuk, Andrzej Pisalnik – Program Wschodni z 12 października 2019 r.

Paweł Bobołowicz jest w Łucku, gdzie rozmawia ze swoimi gośćmi o spotkaniu, które odbyło się w ramach zjazdu przedstawicieli mediów polonijnych na Wschodzie.

Goście Programu Wschodniego:

Robert Czyżewski – prezesem Fundacji Wolność i Demokracja;

Olena Semeniuk – dziennikarka Monitora Wołyńskiego i Stop Fake;

Andrzej Pisalnik – redaktor portalu internetowego Znadniemna.pl;

Wiktoria Laskowska-Szczur – Prezes Żytomierskiego Obwodowego Związku Polaków na Ukrainie.


Prowadzący: Paweł Bobołowicz

Realizator: Karol Smyk


Cześć pierwsza: 

Robert Czyżewski opowiada o spotkaniu przedstawicieli polskich mediów polonijnych. Jak twierdzi: Trzeba pamiętać, że to spotkanie ma szerszy charakter. Jest to również jubileusz „Monitora Wołyńskiego”, najważniejszej gazety wydawanej poza Polską.

Współczesnym mediom świat stawia wymagania, wszystko zastępowane jest internetem. Spotkanie w takim gronie wymusza refleksję co zrobić z mediami mniejszościowymi. Są one ważne ze względu na siebie samych. Redakcje są skupiskami działaczy i elity intelektualnej, co może przysporzyć również problemów – mówi gość „Programu Wschodniego”.

Jak dodaje: Wszyscy Polacy mają specyficzne podejście do naszych wschodnich sąsiadów. Nie postrzegamy do nich przyjaźni. Każdy, kto jest Polakiem na Wschodzie widzi dawną przestrzeń historyczną. Pismo „Monitor Wołyński” wychodzi z inicjatywami, w żywe środowisko Wschodu.

Robert Czyżewski mówi również o znaczeniu konferencji, która odbyła się w Łucku. „Wspólnym mianownikiem są kresy, które dla nas Polaków są ogronym wyzwaniem. Zostaliśmy zredukowani do obszaru między Bałtykiem a Karpatami oraz Odrą a Bugiem” – mówi gość „Programu Wschodniego”.

Kresy to coś, co pokazuje jacy byliśmy kiedyś. Najbardziej jednak, czujemy się potomkami bytu Jagiellońskiego, natomiast taka duma zobowiązuje Polaków. Powinniśmy pamiętać o żywych ludziach, aby nie była to tylko stara fotografia – zaznacza.

Olena Semeniuk opowiada o jubileuszu „Monitora Wołyńskiego, który obchodzi swoje 10-lecie.

Obchody 10-lecia były okazją do przemyśleń na temat roli pisma. „Monitor Wołyński” jest to tygodnik, który zawiera najważniejsze informacje, a także jest to gazeta ukazująca się w języku polskim i ukraińskim” – mówi gość Pawła Bobołowicza.

Chcemy być platformą do rozmowy między tymi dwoma krajami, prowadząc do dialogu. Polska i Ukraina narażone są na działania dezinformacyjne, które powoduje konflikty między tymi dwoma państwami. Sądzę, że duża liczba Ukrainców mieszkających w Polsce może być łącznikami poprawnych wiadomości – twierdzi rozmówca.

Jak dodaje Olena Semeniuk: Trzeba dużego wysiłku, aby poznać prawdziwą sytuację u swoich sąsiadów. Fake newsy nie znikną i będą pojawiały się dalej, jedynie krytycyzm będzie mógł powstrzymać czytelników od zbędnych emocji. 


Część druga:

Andrzej Pisalnik mówi o decyzji władz grodzieńskich ws. pobytu nauczycieli na Białorusi.

Istnieją tu tylko dwie polskie szkoły, które wybudowane zostały za polskie pieniądze budżetowe. W ostatnich latach nauczanie języka polskiego jest wypierane, a zainteresowanie tym językiem jest bardzo wysokie – mówi gość „Programu Wschodniego”.

Korosten / Szeder Laszlo / CC 3.0

Wiktoria Laskowska-Szczur opowiada o historii i losach swojej rodziny, a także walki o polski kościół w Korosteniu.

„Moja mama Wanda Laskowska walczyła o powstanie kościoła. Babcia była zaś przewodniczącą kółka różańcowego. Były to czasy radzieckie. Praca nad budową świątyni była bardzo niebezpieczna. Rodzina kupiła dom, który miał pełnić funkcję kościoła, jednak spowodowało to zwolnienie mojej mamy z pracy, a także prześladowanie ze strony innych ludzi. Za to, że wierni nielegalnie uczestniczyli we mszy świętej, można było stracić dom.” – opowiada rozmówca.


Posłuchaj całego „Programu Wschodniego” już teraz!


Innych audycji możesz posłuchać tutaj.