„Sztuka wojenna opiera się na przebiegłości i stwarzaniu złudzeń”. Tę zasadę Sun Tzu przejął Dżyngis Chan, potem Rosja

Kupcy mogli podrzucać nowe tematy, mylić tropy, odwracać uwagę. Jeśli wielu kupców pojawiało się jednocześnie w wielu miastach z tymi samymi informacjami, mogli wręcz narzucić nową wizję świata.

Zbigniew Berent

W dawnych czasach rolę środków masowego przekazu pełniły bazary. Odpowiednikami współczesnych liderów opinii publicznej byli kupcy. Targ był nie tylko miejscem handlu, ale i wymiany poglądów, centrum informacyjnym. Kupcy mogli podrzucać nowe tematy, rozpalać wyobraźnię, mylić tropy, odwracać uwagę. Jeśli zatem dostatecznie wielu kupców pojawiało się jednocześnie w wielu miastach z tymi samymi informacjami, mogli wręcz narzucić nową wizję świata. I to postanowił wykorzystać Dżyngis Chan.

Mongolski wódz, zanim przystępował do podboju nowych krajów, wysyłał do nich wywiadowców. Najczęściej pojawiali się oni jako kupcy na czele wielkich karawan, zaopatrzonych w tanie i dobre towary.

Wcześniej uczono ich pracy wywiadowczej. Sporządzali np. szkice, na które nanosili każdy zagajnik, bród czy łąkę na popas. Kiedy później hordy przystępowały do ataku, wykorzystywały znajomość terenu. Działalność „kupców” polegała także na rozpoznaniu stosunków społecznych, ekonomicznych, politycznych i religijnych. Wykorzystując tę wiedzę, manipulowali informacjami, aby wzbudzać waśnie wyznaniowe i plemienne. W ten sposób doprowadzano przyszłego przeciwnika do osłabienia wewnętrznego. Zarazem członkowie karawan niby dyskretnie rozpowiadali o wielkich dobrodziejstwach, jakie przynoszą wojska Złotej Ordy. Stanisław Swianiewicz, jeden z najwybitniejszych sowietologów II Rzeczpospolitej, napisał: „Dżyngis Chan miał doskonale zorganizowany aparat szeptanej propagandy, który osłabiał wolę oporu zaplanowanej ofiary”. (…)

Dżyngisydzi starali się prowadzić swe podboje tak, aby odwaga i bohaterstwo nie były potrzebne. Ich wojska były niezwyciężone, gdyż wkraczały do akcji – jak pisał rosyjski generał Iwanin w 1875 roku – „dopiero w końcowym etapie, dopiero wówczas, gdy na rzecz armii spadał względnie łatwy obowiązek ostatecznego spacyfikowania kraju przeznaczonego na opanowanie”. O prawdziwym sukcesie decydowała podjęta znacznie wcześniej długotrwała akcja rozpoznawcza, dywersyjna i niszcząca morale społeczności danego terytorium. Rosyjski historyk Paweł Milukow pisał, że gdy skończyła się mongolska niewola, wielcy książęta moskiewscy nie byli w stanie „rozwinąć innego programu, oprócz tego dawnego, tradycyjnego, który stał się instynktem: jeszcze więcej zabiegać i zbierać, oszukiwać i gwałty czynić – z jednym celem – zdobycia jak największej władzy i jak największej ilości pieniędzy”. Znacznie później, w XX wieku, Dzieło Sun Tzu stało się „biblią” sowieckich służb specjalnych. (…)

Lenin, a za nim bolszewicy, uważali intelektualistów za „użytecznych idiotów”. Jak zauważył emigracyjny znawca problemów ZSRS Michał Heller, „specyfika sowieckiej dezinformacji polega na tym, że czerpie ona swe soki żywotne z postawy Zachodu, który po otrzymaniu impulsu z Moskwy, dezinformuje się już sam”.

(…) Zawrotną karierę w terminologii postmodernistycznej robi dziś słowo ‘simulacrum’. Najkrócej mówiąc, oznacza ona kopię bez oryginału. Takimi kopiami były wielkie medialne spektakle związane z tzw. Jesienią Ludów w 1989 roku, np. Okrągły Stół w Polsce, Rewolucja Grudniowa w Rumunii czy obrona Białego Domu w Moskwie w sierpniu 1991 roku. Wszystkie one były pomyślane wyłącznie jako wielkie widowiska telewizyjne. Okrągły Stół odwoływał się do polskiej tradycji polityki symboli, a jego celem – by znów użyć sformułowania Jadwigi Staniszkis – było to, by „przełom służył zakamuflowaniu ciągłości”. Zdjęcia z bohaterskim Borysem Jelcynem na wieżyczce czołgu w obronie moskiewskiego Białego Domu były jedynie faktem wirtualnym, gdyż nie było żadnego szturmu na Biały Dom. Wydarzenie to zaistniało jedynie na dziesiątkach milionów ekranów telewizyjnych na całym świecie.

Dzięki badaniom Radu Portocala wiemy dziś dużo więcej o kulisach obalenia rządów Nicolae Caeucescu w Rumunii. Quasi-rewolucję zorganizowano po to, by nowa ekipa uzyskała legitymację społeczną. Jej centrum znajdowało się w głównym gmachu państwowej telewizji w Bukareszcie, była to bowiem „rewolucja telewizyjna”. A rozegrano ją z iście hollywoodzkim rozmachem. 21 grudnia 1989 roku chrzęst pancernych gąsienic był emitowany z wielkich głośników na dachach domów, toteż wystarczyło kilkunastu wmieszanych w tłum agentów, którzy krzyknęli „czołgi jadą!”, by ludzie wpadli w panikę. Telewidzowie mieli wrażenie autentyczności wydarzenia, ponieważ demonstranci byli naprawdę przerażeni. Z głośników również puszczano odgłosy serii karabinów maszynowych. Żołnierze wierni Frontowi Ocalenia Narodowego odpowiadali ogniem, w wyniku czego zginęło więcej ludzi niż za panowania Ceaucescu. Zachód przymknął oczy na mord sądowy na byłym dyktatorze po tym, jak francuska telewizja nadała reportaż o tysiącach ofiar Ceaucescu, których zbiorową mogiłę odkryto w Timisoarze. Znów mieliśmy do czynienia z simulacrum, gdyż trupy (ze śladami sekcji zwłok) zwieziono z różnych kostnic i prosektoriów. Spektakl się jednak udał, gdyż telewidzowie weń uwierzyli. (…)

„Aksamitna rewolucja” w Czechach rozpoczęła się 17 listopada 1989 roku od brutalnie rozpędzonej przez milicję studenckiej demonstracji w Pradze. O jej terminie funkcjonariusze StB wiedzieli wcześniej niż jej oficjalni organizatorzy.

Władimir Bukowski dowiódł, że proces upadku komunizmu był zaplanowany w Moskwie i przebiegał według scenariuszy zależnych od specyfiki danego kraju. Te plany całkowicie zawiodły jedynie w NRD i Czechosłowacji, gdzie przeprowadzono dekomunizację.

Na przykład w byłej NRD musiało pożegnać się z „pracą” ponad 70% sędziów. Wyniki swojej kwerendy w kremlowskich archiwach zawarł Bukowski m.in. w książce Moskiewski proces. Jej polskie wydanie zostało w 1999 roku ostro skrytykowane na łamach „Gazety Wyborczej”. Recenzent radził Bukowskiemu, aby zajął się raczej „pisaniem thrillerów politycznych w stylu Roberta Ludluma”. Owym recenzentem był Lesław Maleszka, zdemaskowany dwa lata później jako wieloletni płatny agent SB. W swoim tekście obśmiewał m.in. przedstawioną przez Bukowskiego wersję „aksamitnej rewolucji” w Czechach. Tymczasem wystarczy wejść na oficjalne strony internetowe czeskiej policji, by w katalogu Urzędu Dokumentacji i Badania Zbrodni Komunizmu odnaleźć szczegóły operacji KLIN.

Cały artykuł Zbigniewa Berenta pt. „Mechanizmy łowienia ludzkich dusz” znajduje się na s. 12 marcowego „Kuriera WNET” nr 57/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Zbigniewa Berenta pt. „Mechanizmy łowienia ludzkich dusz” na s. 12 marcowego „Kuriera WNET”, nr 57/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Nowy termin będzie zakładał nam kaganiec na usta: mowa nienawiści/ Jadwiga Chmielowska, „Śląski Kurier WNET” nr 56/2019

Starsze osoby pamiętają z PRL-u oskarżenia o godzenie w sojusze i o szerzenie kontrrewolucji. Ostatnio najwięcej krzyczeli o mowie nienawiści ci, którzy opanowali ją do perfekcji i od lat stosują.

Jadwiga Chmielowska

Marzec rozpoczyna Dzień Pamięci Żołnierzy Niezłomnych, przez kilkadziesiąt lat w PRL, a później nawet w III RP – wyklętych. Ośmielili się walczyć o wolną, niepodległą Polskę – mieli być zniszczeni i na wieki zapomniani. Komuniści, zbrodniarze z bezpieki lat 1945–56 i ich dzieci śmią nawet teraz pouczać naród, mówić nam, co jest dobre, a co złe, interpretować historię i wychowywać młode pokolenia.

Coraz bardziej czytelne jest, że na Zachodzie zwyciężył komunizm, ale niebolszewicki. W maju 2018 roku w Unii Europejskiej uczczono 200-lecie urodzin Karola Marksa. To powinno wystarczyć, aby właściwie ocenić towarzysza Jeana-Claude’a Junckera i jego otoczenie w kierownictwie UE. Poszczególne narody coraz bardziej rozumieją istotę ideologii wdrażanej w wolnym świecie.

Znowu chodzi o stworzenie/wychowanie nowego człowieka – niewolnika, który nie myśli, tylko bawi się beztrosko i całe życie spłaca kredyty.

Aby plan się powiódł, trzeba ludziom zabrać Boga, stąd ta nieprzejednana walka z religiami. Na szczęście narody Unii Europejskiej coraz częściej mają już dość polityki swoich przywódców. Oby tylko nie szukały ratunku w Putinie!

Bogaty Zachód jest Rosji potrzebny, aby miała lepszą pozycję we współpracy z Chinami. Polecam teksty w ogólnopolskim „Kurierze WNET” dra Pateya i mój o geopolityce. Są tam również polemiki z tezami zawartymi w tekstach nowych autorów ze styczniowego numeru. Zgodnie z polityką Redakcji, puszczamy niekiedy w wydaniu ogólnopolskim teksty, z którymi się nie zgadzamy, aby inspirować dyskusje na łamach gazety. Rozdając na spotkaniach egzemplarze „Kuriera WNET” różnym osobistościom, uprzedzałam, jak traktować niektóre teksty – nie chciałam się kompromitować. Dostawałam też masę telefonów od czytelników zdziwionych tezami zawartymi w artykułach. Nie chodzi oczywiście o poglądy autorów, ale o podawanie nieprawdziwych informacji i stosowanie niemal szkolnych chwytów z dziedziny manipulacji. W „Kurierze WNET” bardzo rzadko zdarzają się takie teksty i przeważnie nowych autorów. Stali autorzy to osoby nie tylko umiejące pisać, ale i specjaliści w swoich dziedzinach.

O konieczności prowadzenia szkoleń dla dziennikarzy i młodzieży z zakresu rozpoznawania fake newsów i dezinformacji mówi się już od lat. Brak czasu powoduje, że społeczeństwo jest niedoinformowane, a coraz częściej – niestety po prostu dezinformowane. Teraz pojawi się nowe zagrożenie dla wolności słowa – „mowa nienawiści”. Ten termin będzie zakładał kaganiec na usta niewygodnym.

Przecież każda prawda może być uznana za mowę nienawiści. Jest to bowiem broń mająca uderzyć w ideologicznego przeciwnika.

Starsze osoby pamiętają z czasów PRL-u oskarżenia o godzenie w sojusze i o szerzenie kontrrewolucji. Ostatnio najwięcej krzyczeli o mowie nienawiści ci, którzy opanowali ją do perfekcji i od lat stosują.

Moralność Kalego obowiązuje coraz częściej: „Kali ukraść krowę – dobrze, a Kalemu ukraść krowę – źle!

Najgorsze jest uleganie histerii. Chory psychicznie człowiek zabija na scenie w obecności widowni i prawie wszyscy tracą głowy. Niestety nawet hierarchia kościelna dała się wciągnąć w tę niezdrową grę. Trudno mi zrozumieć posadzenie Prezydenta i Premiera RP w 5 czy 7 rzędzie w kościele w Gdańsku. To przecież była próba poniżenia godności urzędu RP. Obawiam się, że proniemieckiej części opozycji chodziło przy okazji o próbę destabilizacji Polski. Co na szczęście się nie udało. Polacy są mądrym narodem.

Artykuł wstępny Jadwigi Chmielowskiej, Redaktor Naczelnej „Śląskiego Kuriera WNET”, znajduje się na s. 1 lutowego „Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł wstępny Jadwigi Chmielowskiej, Redaktor Naczelnej „Śląskiego Kuriera WNET”, na s. 1 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Żyjemy w cywilizacji kłamstwa. Dezinformacja i fejki to codzienna strawa telewizyjnych programów publicystycznych

Politycy otrzymują wytyczne i jak pociągane za sznurki kukiełki powtarzają zawarte w nich tezy. Na ekranach telewizorów przekrzykują się ludzie, na własną prośbę zredukowani do roli bocianiego dzioba.

Rafał Brzeski

Ponieważ o kłamliwe elementy wojny informacyjnej spotykamy codziennie, warto przypomnieć, że dezinformacja może mieć wymiar strategiczny bądź taktyczny. Dezinformacja taktyczna trwa stosunkowo krótko i ma na celu wprowadzenie w błąd w jednej lub kilku zazębiających się kwestiach. Prowadzona jest raczej w skali miesięcy aniżeli lat. Dezinformacja strategiczna prowadzona jest przez kilka, a nawet przez dziesiątki lat. Przykładem może być sączone konsekwentnie od dziesięcioleci kłamstwo o „polskich obozach koncentracyjnych”. (…)

Podstawowa zasada brzmi: przeciwnika można skutecznie wprowadzić w błąd jedynie wówczas, kiedy podsuwana dezinformacja jest oparta na wiedzy, jaką on już posiada. Stąd tak istotne dla powodzenia dezinformacji jest rozpoznanie przeciwnika i jego sposobu myślenia. (…)

Nie wolno kłamać, nie znając prawdy, bowiem skuteczność dezinformacji zależy nie od tego, co przeciwnik pomyśli, ale od tego, co zrobi. Chodzi o to żeby zrobił coś konkretnego, zgodnego z planami dezinformującego.

Skuteczną dezinformację umożliwiają:

  • ignorancja z wyboru, czyli niechęć do ustalenia prawdy,
  • łatwowierność płynąca z odruchowej niechęci do samokrytyki,
  • tendencja do oceniania innych wedle własnej miary,
  • skłonność do niedawania wiary złym wiadomościom, do powątpiewania w „czarne scenariusze” oraz do upatrywania „teorii spiskowych”.

Lenin radził Dzierżyńskiemu: „mów im to, czego chcą słuchać”. (…)

Najskuteczniejszy jest jednak strach przed konsekwencjami ujawnienia szerszemu ogółowi informacji prawdziwej. Strach przed odpowiedzialnością prawną, administracyjną, profesjonalną (ostracyzm) lub towarzyską (obciach).

Strach prowadzi do spontanicznej zmowy milczenia i ugruntowania dezinformacji jako prawdy w świadomości zbiorowej całych środowisk i społeczeństw.

Widać to w informacyjnej chmurze otaczającej francuski ruch protestacyjny żółtych kamizelek, w której obok dramatycznych obrazów prawdziwych pojawiły się obrazy autentyczne, ale „przesunięte w czasie” oraz „przesunięte w przestrzeni”. Można też mówić o obrazach prawdziwych, ale „przesuniętych w okolicznościach”.

Dziennikarze Agence France Presse zadali sobie trud przeanalizowania obrazów, które pojawiły się w sieci po listopadowych demonstracjach Żółtych Kamizelek.

W sobotę 24 listopada pojawiło się zdjęcie żandarma trzymającego kartkę z napisem „nie odpuszczajcie”. Zdjęcie było autentyczne, tyle że „przesunięte w czasie”, bowiem zostało wykonane przed paryską katedrą Notre Dame 21 października 2016 roku.

Zestaw 7 dramatycznych zdjęć pobitych i poranionych demonstrantów opublikowany na Facebooku 20 listopada rano opatrzono stwierdzeniem, że media głównego nurtu zamiotły te fotki pod dywan. Do południa 30 listopada zestaw ten został podany dalej 140 000 razy i komentowany był ponad 800 razy. Po weryfikacji przez AFP okazało się, że dwa zdjęcia pobitych to obrazy autentyczne, ale „przesunięte w przestrzeni”, bowiem pochodzą z manifestacji w Hiszpanii.

Cały artykuł Rafała Brzeskiego pt. „Dezinformacja i fejki” znajduje się na s. 20 styczniowego „Kuriera WNET” nr 55/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Rafała Brzeskiego pt. „Dezinformacja i fejki” na s. 20 styczniowego „Kuriera WNET”, nr 55/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Szef sejmowej Komisji Służb Specjalnych: Możemy powiedzieć, że trzecia strona wpływa na stosunki polsko-ukraińskie

Poseł Marek Opioła relacjonował działania służb specjalnych w celu zwalczania wychodzącej od służb rosyjskich propagandy i dezinformacji nakierowanej na polską politykę zagraniczną.

W czwartek odbyło się posiedzenie sejmowej komisji służb specjalnych poświęconej działaniom obcych służb na destabilizację stosunków polsko-ukraińskich: Wczorajsze posiedzenie komisji ds. służb specjalnych, na której odbywała się rozmowa na temat sytuacji międzynarodowej i tego, co się dzieje na Ukrainie, ale też tego, co się w ogóle dzieje w Europie, czyli wyniki wyborów na prezydenta Federacji Rosyjskiej oraz sprawy pana Skripala. Chcieliśmy też widzieć, jak wygląda sytuacja w Polsce czy ten ekstremizm i niepokojące sygnały, które do nas dochodzą, wpływają na nasze bezpieczeństwo.

Marek Opioła mówił o zorganizowanej grupie, dokonującej aktów wandalizmu na polskich cmentarzach: Możemy powiedzieć, że strona trzecia wpływa na stosunki polsko-ukraińskie. Wczorajsza informacja Służby Bezpieczeństwa Ukrainy mówi, że strona ukraińska rozbiła grupę, która była inspirowana a przez stronę rosyjską. Były przeszukania różnego rodzaju miejsc, w którym znaleziono granaty, broni i materiały niebezpieczne. Ta grupa była podejrzewana o to, że w grudniu dokonała zniszczenia na cmentarzach Korpusu Ochrony Pogranicza polskich cmentarzach grobów.

Gość Poranka Wnet mówił również o kulisach ataku na węgierską placówkę kulturalną na Ukrainie: To jest też ciekawe wydarzenia ostatnim czasie, że Ośrodek Kultury Węgierskiej na Ukrainie został zaatakowany przez obywateli polskich i chcemy tutaj porozmawiać, jak wygląda ta kwestia, dlatego że według mnie to jest coś nowego. Mamy do czynienia z trzema państwami, których dotyka sprawa i z czwartym, które może najprawdopodobniej inspirować. Nam chodzi, o to, żeby to rozwikłać jak to funkcjonuje.

Z informacji służby wynika, że pan Skripal był w Polsce już jako obywatel brytyjski po wymianie. Spędzał u nas urlop – powiedział w poranku Wnet Marek Opioła, przewodniczący sejmowej komisji ds. służb specjalnych.

Zdaniem gościa Poranka Wnet ciężko jest zidentyfikować, które przekazy medialne są inspirowane przez obce służby specjalne: Teraz prędkość informacji i siła mediów jest ogromna. W związku z tym różnego rodzaju rzeczy, które się pojawiają wielokrotnie w mediach, to wtedy zwracam uwagę, że to może być jakaś operacja służb specjalnych, że to może być inspirowane.

Gość Poranka Wnet wskazał, że zatruty w Wielkiej Brytanii były agent GRU, musiał być bardzo ważny dla służb państw NATO: Wszyscy wracają do roku 2010 do wymiany Siergieja Skripala zrobionej przez Stany Zjednoczone z Federacją Rosyjską, który został ułaskawiony przez prezydenta Miedwiediewa. Wówczas doszło do wymiany 10 nielegałów rosyjskich za 4 agentów USA. To pokazuje jaka była waga pana Skriepala i to, co się stało ostatnio, czyli walka o jego życie. Widać, że Kreml nie zapomina.

Przewodniczący komisji służb specjalnych wskazywał, że zakres bezpieczeństwa cyber przestrzeni dotyka już codziennego życia przeciętnego obywatela: Na dzień dzisiejszy służby zapewniały nas, że w pełni kontrolują sytuację w cyberbezpieczeństwie, ale jest szereg rzeczy do zrobienia w tym zakresie szczególnie w sferze cywilnej, bo wojskowa jest dobrze zabezpieczona. Tutaj głównie sfera życia codziennego, która nas dotyczy. Wskazywaliśmy na szereg kwestii, od telefonów, które są mini komputerami, po pralki mające podłączenie do Internetu, czy telewizory. Tu chodzi o kwestie zabezpieczenia.

Mieliśmy przykład w 2008 roku a ich sytuacji, wtedy kiedy Federacja Rosyjska zaatakowała Gruzję, też był silny atak na stronę internetową Kancelarii Prezydenta, to były też bardzo mocne ataki na system bankowy – przypominał w Poranku Wnet polityk PiS.

Zdaniem Przewodniczący komisji służb specjalnych obecnie w zakresie informacji już jesteśmy w stanie wojny: To jest wojna, wojna informacyjna, która ma miejsce, jest wojną propagandy. Dlatego że trzecia strona używa głównie propagandy i siłą tych zainfekowania nieprawdziwych informacji jest po prostu ogromna. O sile i skali rosyjskiej propagandy będzie raport po wyborach w USA – powiedział w Poranku Wnet poseł Marek Opioła.

ŁAJ

Połowa ruchu internetowego na temat referendum w Katalonii była generowana w Rosji / płk Grzegorz Małecki w Radiu WNET

O stabilizującej się sytuacji w Katalonii oraz ujawnionej przez hiszpańskie służby skali cyfrowej akcji dezinformacyjnej na temat referendum niepodległościowego mówił gość Poranka, były szef AW.

 

Pułkownik Grzegorz Małecki, były szef Agencji Wywiadu, obecnie ekspert między innymi od spraw hiszpańskich, gościł u Witolda Gadowskiego w Poranku WNET. Co się dzieje w Katalonii?

Emocje ustabilizowały się na wysokim poziomie. Trwa oczekiwanie na wybory w Katalonii, zarządzone przez władze centralne po rozwiązaniu regionalnego parlamentu. Nie wiadomo wcale, czy ugrupowania będące za secesją Katalonii osiągną większość. Decydujący będzie głos większości, która na razie milczy.

Nie bez znaczenia dla wyniku tych wyborów będzie to, że na skutek zawirowania politycznego, w jakim znalazła się Katalonia, jej gospodarka hamuje. Już ponad trzy tysiące firm wycofało się z tego regionu, spadły przychody z turystyki, mają miejsce bojkoty produktów katalońskich. Dodatkowo Unia Europejska, wbrew wcześniejszym planom, zrezygnowała z wyznaczenia Barcelony jako siedziby Europejskiej Agencji Leków. [related id=43112]

Trwa śledztwo w sprawie korupcji w rodzinie Pujol i partii politycznej kierowanej przez byłego premiera Katalonii. Grzegorz Małecki nie przewiduje jednak spektakularnych wyników, gdyż korupcja dotyczy całej elity politycznej Hiszpanii, nie tylko Katalonii.

Jednym z największych odkryć Hiszpanów w ostatnim czasie było to, że stali się obiektem cyfrowej agresji ze strony Rosji. Hiszpanie dzięki współpracy z amerykańskimi służbami zdobyli dowody na to, że w okresie poprzedzającym referendum i krótko po nim ruch w Internecie dotyczący informacji na temat sytuacji w Katalonii był generowany w dużej mierze przez media i podmioty pochodzące z terenu Rosji. Do tego był to ruch przedstawiający działania władz madryckich w sposób zdeformowany, a pozytywnie – postępowanie separatystów. Była to klasyczna akcja dezinformacyjna, mająca na celu komplikowanie sytuacji i generowanie problemów w całej Unii Europejskiej.

– Możemy sobie tylko wyobrazić, co mogą Rosjanie robić w Polsce – powiedział pułkownik Grzegorz Małecki. Nasze służby, jeśli mają wiedzę na ten temat, nie ujawniają jej, gdyż przyjęły inną politykę niż służby hiszpańskie, które zdecydowały się ujawnić, co ustaliły na ten temat.

JS

Cała rozmowa  części czwartej Poranka WNET.