Łukasz Jasiński: CDU i SPD to wielkie tankowce, które bardzo wolno zmieniają kurs

Fot. Jorge Royan (CC BY-SA 3.0), Wikimedia Commons

Analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych komentuje zmianę, jaka następuje w nastawieniu niemieckich polityków do Rosji.

Gość Radia Wnet wypowiada się na temat zmiany nastawienia niemieckich polityków do Federacji Rosyjskiej. Mówi, iż w pewnej mierze stała się ona faktem, jednak dodaje:

Główne partie CDU i SPD to takie wielkie tankowce, które bardzo wolno zmieniają kurs.

Łukasz Jasiński mówi o tym, jak bardzo rozbiegły się oczekiwania z rzeczywistością w przypadku oceny polityki Rosji dokonywanej przez Berlin.

Okazało się, że prezydent Putin kieruje się zupełnie inną logiką, jeśli w ogóle o logice można tu mówić.

Analityk zauważa, że nastawienie do Rosji wśród młodszych niemieckich polityków jest inne niż te charakteryzujące starszych polityków.

Pokolenie młodsze nie jest już przywiązane do tej tradycyjnej niemieckiej polityki wschodniej.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.K.

Czytaj także:

Prof. Krysiak: Na szczęście nie jesteśmy w strefie euro. Inaczej bylibyśmy w takiej sytuacji jak Litwa i Estonia

Prof. Miszczak: Część gospodarki niemieckiej prowadzi równoległą politykę zagraniczną wobec Rosji w stosunku do państwa

Prof. Krzysztof Miszczak o Nord Stream 2, otruciu Nawalnego i tym, co Polska może w tej sprawie zrobić oraz o możliwych następcach Angeli Merkel i o sprawie nowego ambasadora RFN w Polsce.

[Państwo niemieckie] musi przemyśleć swój sojusz z Rosją w kontekście Nawalnego.

Prof. Krzysztof Miszczak omawia sprawę budowy Nord Stream 2 w kontekście wydarzeń na Białorusi oraz otrucia Aleksieja Nawalnego. Zauważa, że

Część gospodarki niemieckiej prowadzi wtórną albo równoległą politykę zagraniczną wobec Rosji w stosunku do własnego państwa. Ministerstwo Gospodarki staje się Ministerstwem Spraw Zagranicznych.

Granice między lobbowaniem na rzecz interesów gospodarczych a interesów Putina zacierają się. Politolog wskazuje, że sprawa niemiecko-rosyjskiego gazociągu ma znaczenie w kontekście rywalizacji wewnętrznej w CDU. Podkreśla, że ważne jest dla Polski, czy Niemcy pod nowym przywództwem będą bardziej prorosyjskie, czy proamerykańskie. Jako kandydatka do schedy po Angeli Merkel wymieniana była obecna szefowa niemieckiego MON, która, jak wskazuje,

[Annegret Kramp-Karrenbauer] wypowiedziała się pozytywnie w naszym kierunku jeżeli chodzi o Nord Strem 2.

Obecnie, jak wyjaśnia ekspert ds. międzynarodowych, najbardziej prawdopodobnymi przyszłymi szefami CDU, a więc także i kanclerzami Niemiec są trzej mężczyźni. Pierwszym z nich jest obecny premier Nadrenii Północnej-Westfalii Armin Laschet, który ma doświadczenie w polityce międzynarodowej podobnie jak  Norbert Röttgen, przewodniczący komisji spraw zagranicznych Bundestagu. Ten ostatni w ocenie prof. Miszczak „może być ministrem spraw zagranicznych koalicji CDU/CSU-SPD-Zieloni”. Trzecim potencjalnym szefem niemieckiego rządu jest Friedrich Merz- „stary atlantysta”.

Merz to […] to człowiek biznesu- prowadzi politykę tak i nie, jest za moratorium ws. Nord Stream II.

Rozmówca Łukasza Jankowskiego wskazuje, że Polska występując na forum Unii Europejskiej ws. otrucia Nawalnego powinna powołać się na międzynarodowy zakaz rozprzestrzeniania i używania broni chemicznej.

[related id=122871 side=left] Następnie krytycznie odnosi się do zachowania polskich władz wobec nowego ambasadora Niemiec w Polsce Arndta Freytaga von Loringhovena. Polskie władze przez trzy miesiące zwlekały z wydaniem agrément. Prof. Miszczak podkreśla, że

Takie grillowanie tego ambasadora nie jest i nie było w naszym interesie. Jeśli chce się odrzucić kandydaturę to się to po prostu robi.

Opóźnianie decyzji w tej sprawie stanowi zaś afront nie tyle wobec samego ambasadora, co państwa, które go wysyła. Politolog sądzi, że takie uderzenie w naszych sąsiadów nie pomoże polepszyć stosunków obydwu krajów. Dodaje, że Polska powinna formalnie zdefiniować stosunki z Niemcami.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Jan Bogatko: Niemcy niezadowoleni z wyników wyborów. Pojawiają się głosy mówiące o rozpisaniu nowych wyborów

„Wybory ukazały dramatyczny spadek poparcia dla partii rządzących. Niewykluczone, że w przyszłości rządzić będą zieloni, którzy rwą się do władzy. Ponadto Niemcy nie chcą płacić reparacji wojennych”.

 


Jan Bogatko mówi, że w niemieckiej prasie w tym tygodniu nie znalazło się zbyt wielu artykułów odnoszących się do polskich spraw. Media są przejęte polityką wewnętrzną. W periodykach pojawiają się teksty dziennikarskie, w których redaktorzy grzmią, iż Niemcy chcieliby przeprowadzić nowe wybory parlamentarne:

Większość Niemców chciałaby, aby odbyły się nowe wybory, po tym dramatycznym spadku popularności CDU i SPD. […] Do przodu wręcz rwie się partia o nazwie Zieloni. Być może któregoś dnia sięgnie ona po fotel kanclerza. […] Odbyła się reprezentatywna ankieta badania opinii pubicznej z której wynika, że Niemcom bardzo leży na sercu, aby powstała koalicja zielonych z czerwonymi – oznajmia Bogatko.

Rozmówca poranka WNET dodał także, że duża część ichniejszego społeczeństwa pragnie końca władzy długoletniej koalicji CSU z CDU:

Według badania nawet 58% wyborców SPD jest za tym, aby skończyć z ta wielką koalicją. A więc ta zielono-czerwona koalicja jest preferowanym wyborem Niemców.

Inną sprawą, którą przejęci są tamtejsi dziennikarze, jest zwrócenie się Greków do Niemiec w sprawie rozpoczęcia rozmów dotyczących reparacji za zniszczenia podczas pierwszej i drugiej wojny światowej:

Grecy przekazali notę dyplomatyczną niemieckim przedstawicielom, którzy lakonicznie odpowiedzieli, iż nie wyrażają gotowości, aby prowadzić z Grecją rokowania na temat szkód wywołanych podczas I i II wojny światowej.

 

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T. / A.M.K.

 

Krajobraz powyborczy. Niemcy znowu są podzielone niewidocznym, ale wyczuwalnym murem na wschód i na zachód

Trzęsienia ziemi w Niemczech nie było, ale ono nastąpi, zwłaszcza jeśli koalicja CDU-SPD przetrwa – mówi Jan Bogatko, który często w Niemczech słyszy, że to jest najlepsza alternatywa dla Niemiec.

[related id=39396]- Kilka miesięcy temu zadzwoniono do mnie i z drżeniem w głosie pytano, co to będzie, jak Martin Schulz z SPD wygra wybory w Niemczech i zostanie kanclerzem. Potraktowałem to jako dowcip tygodnia i jak okazuje się, słusznie – powiedział Jan Bogatko. Korespondent Radia Wnet z Niemiec nazwał wywody Schulza sprzed kilku miesięcy o tym, co zrobi, gdy obejmie urząd kanclerski, metodą „z imaginacji na koronację”, co, jak sądzi, było wynikiem braków w wykształceniu. Dodał przy tym, że Schulz i jego SPD to jeden z największych przegranych tych wyborów.

– CDU/CSU poniosła większą porażkę, bo aż minus 8,6 procent, co jest wielką stratą i to musi bardzo boleć – ocenił Jan Bogatko. Jego zdaniem obydwie partie tworzące tak zwaną wielką koalicję „dostały w tych wyborach lanie”.

Mimo to partie te nadal mają parlamentarną większość i mogą kontynuować swoje rządy w Niemczech. Korespondent zaznaczył przy tym, że pojawiają się głosy mówiące o tym, iż kontynuacja rządów przez te dwa ugrupowania nie wchodzi w grę, bowiem na horyzoncie kształtuje się nowy alians zwany potocznie w Niemczech jamajkańskim, czyli koalicja CDU/CSU z liberałami z FDP i Zielonymi.

– Oczywiście jest to arytmetycznie możliwe, ale nie wiem, czy panie i panowie, pardon, towarzysze i towarzyszki z SPD tak szybko chcieliby zrezygnować z rządowych synekur w fotelach i wygodnych biurach w dzielnicy rządowej w Berlinie. To jest bardzo mało prawdopodobne – ocenił Bogatko.

– Czy wielki sukces wyborczy sprawi, że AfD rozwinie skrzydła? Chyba tak. W tej chwili Niemcy znowu są podzielone niewidocznym, ale wyczuwalnym murem na wschód i na zachód – powiedział korespondent, wyjaśniając, że we wschodnich landach Niemiec króluje AfD – „jutrzenka”, jak się określa w Niemczech to ugrupowanie.

Przyznał, że pewien wzrost odnotowała również FDP, „która kiedyś była świetną partią”, ale przestała być partią liberalną i skręciła na lewo, stając się „lewicowo-liberalną” tak jak wszystkie partie wcześniej rządzące w RFN.

W niemieckim Zgorzelcu głosowano podobnie jak we wschodnich landach, gdzie: CDU/CSU uzyskała 26,7 procent; SPD 9,3 procent; Linke, czyli „komuniści, którzy unikają tej nazwy jak diabeł święconej wody”, 14 procent; Zieloni 2,9 procent,;FDP – 7 procent, co „jest pewnym zaskoczeniem jak na partię, która kiedyś była ugrupowaniem kapitalistów i obszarników”; AfD – 32,9 procent, „a więc absolutny lider, i to samo znajdujemy w wielu powiatach nie tylko na terenie Saksonii, ale całych wschodnich Niemiec, co jest wynikiem zaskakującym dla wielu”.

Jan Bogatko zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę nie wiadomo, kto będzie rządził poza CDU/CSU.

– Bundestag ma 111 miejsc więcej niż to było przed wyborami – powiedział, dodając, że jest to możliwe ze względu na specyfikę ordynacji wyborczej, która zakłada, że każdy wyborca ma dwa głosy – jeden oddaje na konkretną osobę, drugi na ugrupowanie. To powoduje, że liczba miejsc w Bundestagu jest ruchoma i są tak zwane nadwyżkowe mandaty. – Tu jest szalone pole do popisu i można korygować w stronę właściwą tak, żeby wszystko się zgadzało, i jak to mówią Niemcy – „die Rechnung muss stimmen” (rachunek zgadzać  się musi) – powiedział Bogatko. Jego zdaniem sukces wyborczy AfD to wynik szalonego niezadowolenia z dotychczas rządzących.

– Przede wszystkim z polityki odnoszącej się do osadników, po prostu wschodnim Niemcom się to bardzo nie podoba. Inaczej jest w zachodnich Niemczech, gdzie się już przyzwyczaili do burek na ulicach i wydaje im się, że jest to nowoczesny strój ludowy podobny do zielonych fraczków, które nosi niemiecka arystokracja czy plutokracja na przyjęciach ogrodowych latem – zażartował korespondent.

Przypomniał, że sukces wyborczy AfD jest, przede wszystkim, sukcesem mimo szalonego ataku, jaki przypuszczono na to ugrupowanie w trakcie kampanii wyborczej, oskarżając je o ksenofobię, homofobię i skrajny populizm.

– Tego rodzaju inwektywy przyniosły tej partii popularność – ocenia Jan Bogatko, przypomninając, że do najbardziej kontrowersyjnych wypowiedzi polityków AfD należała ta dotycząca dumy z Wermachtu. – Powiedzmy sobie szczerze, to są Niemcy, no w końcu z czego oni mają być dumni? No może mogliby powiedzieć, że są dumni z Volkswagena, ale to może przyniosłoby wzrost notowań o jakieś … 0,2 procent.

– Trzęsienia ziemi w Niemczech nie było, ale ono nastąpi, zwłaszcza jeśli koalicja CDU-SPD przetrwa i znowu będzie rządzić – powiedział Bogatko, który często w Niemczech słyszy, że to jest najlepsza alternatywa, aby ugrupowania będące u steru władzy się nie zmieniały. Jego zdaniem AfD nie jest ugrupowaniem „bardzo dla Polski nieprzychylnym” i postrzeganie tej formacji w ten sposób jest popadaniem w stereotypy.

– AfD nigdy nie była antypolska, nigdy nie było żadnych działań przeciwko Polsce ze strony tej partii, żadnych wypowiedzi, które by obrażały Polskę czy Polaków, czego nie można powiedzieć o koalicji rządzącej w Niemczech, która miała duży wpływ na to, co się działo zarówno w Brukseli, jak i Strasburgu w odniesieniu do Polski, jak i też jej łajania na forum Parlamentu Europejskiego – zauważył Bogatko. – Należy zatem zastanowić się nad tym, co będzie w przyszłości, a także jak dobierać sojuszników za zachodnią granicą.

[related id=39481]Jego zdaniem stanowisko kanclerz Niemiec Angeli Merkel jest niezmienne od lat, bowiem liczą się przede wszystkim interesy państw członkowskich UE, a Niemcy mają swoje interesy i będą je forsować. Ze względu na przewagę nasz zachodni sąsiad może wiele za pośrednictwem UE zdziałać na swoją korzyść. Polska przede wszystkim musi zachować spokój, rozmawiać z każdym i przekonywać do swoich racji.

Wielu byłych kolegów partyjnych kanclerz Merkel zmieniło ostatnio barwy i aktualnie reprezentują oni swoich wyborców z ramienia AfD. Ugrupowanie to w ciągu ostatnich czterech lat zmieniło się z partii intelektualistów w partię ludową. Jan Bogatko uważa, że głosy przychylne Polsce o wiele częściej słyszy się z AfD niż pozostałych ugrupowań ze sceny politycznej Niemiec.

MoRo

Rozmowa z Janem Bogatką w części szóstej Poranka WNET

Cały Poranek WNET