Wizerunki Sądu Ostatecznego powinny dziś przedstawiać chmury pyłu lecące na apel / Piotr Witt, „Kurier WNET” 101/2022

W Credo wyznajemy wiarę w zmartwychwstanie ciał. Czy użytek pieców krematoryjnych zdezaktualizował nieodwołalnie wszystkie obrazy, przedstawiające zmarłych powstałych z grobu na Sąd Ostateczny?

Piotr Witt

Z prochu powstaniesz

Droga ku wieczności najeżona jest dzisiaj trudnościami nieznanymi nigdy dawniej. Za dużo nas żyje na świecie i zbyt wiele umiera. Ogromne nekropolie miejskie, stworzone dwieście lat temu na wyrost – paryska Père-Lachaise, warszawskie Powązki – już lata temu zostały przekształcone w martwe pomniki przeszłości.

Nie przyjmują więcej lokatorów, mimo iż wiele koncesji wykupionych na wieczność wygasło na długo przed końcem wieczności, a towarzyszące im nagrobki rozsypały się w proch, podobnie jak ci, co pod nimi leżą.

Wielu naszych bliźnich wybiera rozwiązanie najprostsze i najmniej kosztowne, zachwalane przez właścicieli krematoriów. „Z prochu powstaniesz, w proch się obrócisz” nigdy nie brzmiało prawdziwiej.

Po zlekceważeniu życia zlekceważono śmierć. Znika istotna część naszej cywilizacji. Sposób postępowania ze zmarłymi wyraża bowiem pewną filozofię kolektywną i podlega modzie, jak krój sukien i forma kapeluszy. Z form pochówku archeolodzy rekonstruują zaginione światy, jak Georges Cuvier rekonstruował przedpotopowe zwierzęta z żuchwy i paru kości wykopanych na wzgórzu Montmartru.

„Mniej więcej wszystko, co wiemy o starożytnym Egipcie, pochodzi z sześćdziesięciu odkrytych grobów”… wyznał pod koniec życia profesor Kazimierz Michałowski. I znakomity egiptolog dodał: „To tak, jakby z jednej kwatery Powązek wysnuć opowieść o życiu codziennym w Warszawie”. Co się tyczy najstarszych znanych przodków nas – Polan, badacze przeszłości nazwali ich plemieniem pucharów lejkowatych, od potężnych kielichów wydobytych w okolicach Biskupina.

Co pozostanie po naszych pokoleniach? Popiół, jak z mebli Ikei?

W Credo wyznajemy wiarę w zmartwychwstanie ciał. Czy użytek pieców krematoryjnych zdezaktualizował nieodwołalnie wszystkie obrazy, przedstawiające zmarłych powstałych z grobu na Sąd Ostateczny?

Pod tym względem królowie Francji, uprzywilejowani za życia, zachowali przywileje także później. Na głos trąb podniosą się ze wspaniale rzeźbionych sarkofagów w bazylice świętego Dionizego. Młodsza linia – Orleanowie – urządzili na jej wzór swoją własną nekropolię w mieście Dreux, niedaleko Paryża. Ale, ale! Głos trąb, którymi aniołowie zwołają na apel, czyżby miał dotyczyć wyłącznie lokatorów grobowców? Na Père-Lachaise i na Powązkach łatwo aniołowi rozpoznać denata. Każdy ma adres – aleja taka to a taka, rząd, numer, daty główne wypisane na nagrobku, jak w dowodzie osobistym, często także zawód i stanowisko. Niektórzy zabierają ze sobą na tamten świat nawet ordery.

Ale po czym rozpoznać osobę w ziarnku prochu? I gdzie go szukać – tego ziarnka rozsypanego w morzu albo w głębi Czarnego Lasu? Problemy tożsamości dotyczą zmarłych tak samo, jak żywych.

Francuzi mówią o sobie, że są narodem indywidualistów. Że niby każdy jest osobowością niepowtarzalną, różną od innych Francuzów, a już zupełnie odmienną od cudzoziemców, którzy wszyscy są do siebie podobni. Każda taka autoreklama wydaje się podejrzana. Służy zazwyczaj do pokrycia cech mniej chwalebnych. Rozmyślając o rozmaitości naszego gatunku ludzkiego, filozof Michał Montaigne zauważył, że gdyby wszyscy ludzie byli identyczni, nie można by odróżnić człowieka od człowieka, ale zaraz potem dodał – gdyby między ludźmi nie było żadnego podobieństwa, nie można by odróżnić człowieka od świni. Mówimy o bliźnim – bliźni, lecz nie mówimy – bliźniak.

Indywidualiści Francuzi? Im dłużej wśród nich żyję, tym mocniejszego nabieram przekonania, że nie ma w Europie narodu bardziej potulnego, karnego, poddającego się łatwiej nakazom władzy.

Podobieństwo ludzi od zawsze spędzało sen z oczu wszelkim władzom świata, a zwłaszcza policji. Jak rozpoznać poszukiwanego wśród tłumu jemu podobnych? Podczas oblężenia gniazda herezji katarskiej – miasta Bezier u podnóża Pirenejów, legat papieski Arnaud Amaury, pytany przez zakłopotanych rycerzy, po czym odróżnić dobrego katolika od heretyka, poradził krótko: „Zabijajcie wszystkich, Pan Bóg rozpozna swoich”.

Łatwo powiedzieć. Policja nie może sobie pozwolić na luksus czekania na Sąd Ostateczny. Imano się innych sposobów. Po wojnach napoleońskich „Kurier Warszawski” zamieścił rysopis poszukiwanego, zbiegłego chłopa pańszczyźnianego. „Wyraża się po francusku, niemiecku, rosyjsku, polsku i po łacinie. Koszałki plecie”. Mimo zignorowania cech fizycznych, charakterystyka wydała mi się celniejsza od rysopisów w paszportach wprowadzonych wzorem rosyjskim.

„Wzrost 170 cm, waga 55 kg, włosy ciemnoblond, oczy szare” – opisał Fryderyka Chopina w paszporcie policjant Królestwa Polskiego. Charakterystyka pasująca do wielu. Mój przyjaciel Rafał Blechacz posiada te same cechy fizyczne – wzrost, wagę, kolor włosów i oczu i również jest pianistą.

W oczach straży granicznej mógłby uchodzić za Chopina. Gdy tymczasem drugiego chłopa pańszczyźnianego, który by znał kilka języków, trudno byłoby znaleźć, chociaż koszałki plotło wielu.

Co gorsza, istnieją przecież bliźnięta, zauważono nawet łudzące podobieństwo osób niepowiązanych węzłami krwi. W moich latach chudych uczęszczałem chętnie paryskie wernisaże artystyczne, gdzie zawsze można było zjeść kilka kanapek i napić się trochę wina. Spotykałem tam przy bufecie osobnika łudząco podobnego do Andrzeja Dobosza, a także wysokiego mężczyznę o majestatycznym wyglądzie. Zwracaliśmy się do niego z szacunkiem „mon general”, gdyż ze względu na uderzające podobieństwo do generała de Gaulle’a zagrał niegdyś niemy epizod w głośnym filmie Szakal. To ten, którego Szakal ma zastrzelić.

Każdego roku zbiera się klub sobowtórów Johnny’ego Hallydaya. Kilkudziesięciu facetów, niektórzy wręcz identyczni ze zmarłym. A makijaż? A operacje plastyczne? Sobowtóry były zmorą policji całego świata, dopóki nie odkryto linii papilarnych. A jednak fizycznie różnimy się od siebie – mógł stwierdzić z triumfem Sherlock Holmes; a jednak każdy z nas jest inny.

Dzisiaj metody opisane przez Conan Doyle’a zapadły w otchłań wieków, podobnie jak jego książki. Odkrycie DNA uczyniło prawdopodobną nie tylko misję aniołów Sądu Ostatecznego, ale także dopomogło w rozwiązywaniu zagadek doczesnych. Mosad – wywiad izraelski – rozpoznał Eichmanna ze śladów jego potu pozostawionych na szklance.

Nie przeceniałbym jednak wartości odkryć nauki dla potwierdzenia prawdy wiary. Święty Augustyn przestrzega przed oddawaniem się rozpaczy zakonnicę Sebag, opłakującą śmierć brata. – Długą żałobę pozostawmy poganom – pisze biskup Hippony. My jesteśmy chrześcijanami i wiemy, że mamy duszę nieśmiertelną.

Profesor mikrobiologii po zbadaniu śladów krwi i potu pozostawionych przed wiekami na całunie turyńskim określił z wielką dokładnością cechy fizyczne zmarłego, odpowiadające znanym rysopisom Chrystusa. Opowiadając o swoich odkryciach papieżowi, uczony argentyński popadł w wielki ferwor. Zachęcony życzliwym przyjęciem, wspomniał nawet o możliwości wskrzeszenia Pana Jezusa ze śladów pozostawionych na całunie. Jan Paweł II z właściwą sobie dobrocią pobłogosławił go na dalszą drogę, po czym nakazał biskupom nie dopuszczać geniusza do całunu pod żadnym pozorem.

Królowie Francji obserwowali zwyczaje pogrzebowe zapożyczone od kultu relikwii. Przed powierzeniem ziemi swojej doczesnej powłoki kazali fragment umieszczać oddzielnie. Serce wyjęte z piersi zawieszano w kościele (Saint Paul na ulicy Rivoli), w pudełeczku ze złoconego srebra. Przezorny zwyczaj pozwolił niedawno, po dwustu latach od rewolucji, zakończyć spór o tożsamość zamordowanego dziecka – następcy tronu Ludwika XVII. Z fragmentu organu odczytano jak z książki wiek, pokrewieństwa, przebyte choroby… Wszystko to zapisane w maleńkiej drobince DNA, widocznej tylko przez mikroskop elektronowy. W porównaniu z nią ziarnko prochu po nas będzie wielkości Encyklopedii Brytyjskiej.

Współczesne wizerunki Sądu Ostatecznego powinny przedstawiać chmury pyłu lecące na apel. A zresztą koniec świata, miejmy nadzieję, nie jest jeszcze na dziś, ani nauka nie powiedziała ostatniego słowa. Trąby anielskie na razie spoczywają w futerałach.

Artykuł pt. „Z prochu powstaniesz” Piotra Witta, stałego felietonisty „Kuriera WNET”, obserwującego i komentującego bieżące wydarzenia z Paryża, można przeczytać w całości w listopadowym „Kurierze WNET” nr 100/2022, s. 3 – „Wolna Europa”.

Piotr Witt komentuje rzeczywistość w każdy czwartek w Poranku WNET na wnet.fm.

 


  • Listopadowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Piotra Witta pt. „Z prochu powstaniesz” na s. 3 „Wolna Europa” listopadowego „Kuriera WNET” nr 100/2022

Prof. Murawska: Bruce Liu był moim faworytem. Działał na ludzi nawet na odległość, olśniewał wirtuozerią

Stanisław Bukowski, prof. Murawska, prof. Gmyz i Karol Radziwonowicz opowiadają o finale zmagań największych światowych pianistów na Konkursie Chopinowskim. Zwycięzcą został Kanadyjczyk Bruce Liu.


Stanisław Bukowski, Karol Radziwonowicz, prof. Maria Murawska, prof. Marcin Gmyz i Krzysztof Skowroński komentują wyniki XVIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. Zdaniem wielu ekspertów poziom tegorocznej kompetycji był wyjątkowo wysoki. Dyrektor Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina, Artur Szklener, decyzję jury ogłosił w nocy ze środy na czwartek. Zwycięzcą konkursu został kanadyjski pianista azjatyckiego pochodzenia, Bruce (Xiaoyu) Liu. Łącznie wyróżniono ośmioro muzyków, w tym Polaka, Jakuba Kuszlika, który zajął piąte miejsce.

Laureat pierwszej nagrody był moim faworytem. Pozostałe nagrody również trafiły do właściwych osób – podkreśla prof. Maria Murawska.

Wykładowczyni Akademii Muzycznej w Bydgoszczy mówi także o nagrodach specjalnych. Wśród wyróżnionych tegorocznego Konkursu Chopinowskiego znaleźli się znakomici pianiści, którzy w różnych momentach kompetycji również zdawali się faworytami zmagań:

Kuszlik nagrodzony za przepięknie zagrane mazurki z op.30, świetny Hiszpan z koncertem f-moll również nagrodzony, świetna sonata Gadżijewa – dodaje nasz gość.

Rozmówcy Krzysztofa Skowrońskiego zgadzają się co do prymatu wykonań Liu względem pozostałych pianistów. Według prof. Murawskiej swoją grą kanadyjski artysta działał na słuchaczy nawet na odległość, olśniewał wirtuozerią najwyższego lotu. Stanisław Bukowski zaznacza również, że wybór Liu był jednym z niewielu przypadków gdy faworyt jury był tym samym, którego wytypowała widownia:

Liu był uwielbiany przez publiczność i doceniony przez jury – komentuje ekspert.

Co więcej, eksperci pochylają się także nad osobą Jakuba Kuszlika. Zdanie Krzysztofa Skowrońskiego o ujmującej skromności i prostocie polskiego pianisty podziela prof. Murawska:

On gra bardzo naturalnie, a ta gra jest połączona z jego wyrazistą osobowością, z prostotą. Jest niewolnikiem ćwiczenia – mówi profesor bydgoskiej Akademii Muzycznej.

Poniżej przedstawiamy pełną listę laureatów:

I nagroda – Bruce (Xiaoyu) Liu (Kanada) II nagroda ex aequo – Alexander Gadjiev (Włochy/Słowenia) II nagroda ex aequo – Kyohei Sorita (Japonia) III nagroda – Martin Garcia Garcia (Hiszpania) IV nagroda ex aequo – Aimi Kobayashi (Japonia)  IV nagroda ex aequo – Jakub Kuszlik (Polska) V nagroda – Leonora Armellini (Włochy) VI nagroda – J J Jun Li Bui (Kanada).

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

N.N.

Bukowski o Konkursie Chopinowskim: Chińczycy wcale nie trzymają się tak mocno

Nasz gość komentuje ostatnie dni XVIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. Ekspert zwraca też uwagę na chińskich pianistów, którzy nieco zawiedli oczekiwania publiczności.

We wtorkowym „Poranku WNET” Stanisław Bukowski opowiada o ostatnich wystąpieniach tegorocznego Konkursu Chopinowskiego. Zawody niebawem dobiegają końca. Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego, jak codziennie, komentuje występy doskonałych muzyków:

Mam już swoich faworytów. Pierwsza grała Michelle Candotti (Włochy). (…) Bardzo ładna gra, niewielkie zastrzeżenia do dźwięku – przyznaje nasz gość.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego omawia po kolei wady i zalety gry każdego z występujących pianistów. Dziennikarz i znawca muzyki analizuje również poszczególne reprezentacje pianistów z poszczególnych krajów. Zdaniem gościa porannej audycji, w tym roku podczas rozmaitych konkursów pianistycznych prezentuje się wyjątkowo wielu Włochów:

Ostatnio w konkursach jest dużo Włochów, to się rzadko zdarza. (…) A Chińczycy wcale nie trzymają się tak mocno – stwierdza Stanisław Bukowski.

Nasz gość mówi również o stylu nauczania Fryderyka Chopina. Wielki romantyczny fortepianista był wymagający:

Wbrew opiniom to nie był to specjalnie przyjemny i przyjacielski człowiek. On traktował swoich uczniów, a szczególnie uczennice po ojcowsku, ale gdy wyczuł duży talent był wymagający – podkreśla Stanisław Bukowski.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

N.N.

Bukowski o eliminacjach Konkursu Chopinowskiego: Azjaci grają idealnie jeżeli chodzi o technikę. Problemem jest dźwięk

Stanisław Bukowski komentuje niuanse XVIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina.

W wywiadzie z redaktorem Krzysztofem Skowroński dziennikarz i muzyk, Stanisław Bukowski relacjonuje ostatni dzień pierwszego etapu eliminacji do XVIII edycji. Nasz gość zwraca uwagę na niespodziewaną sporą frekwencję już na początkowym etapie wydarzenia:

Pełno ludzi. W poprzednich edycjach nie przypominam sobie żeby przychodziło tak wiele osób – zaznacza Stanisław Bukowski.

Nasz gość przybliża słuchaczom atmosferę panującą na widowni Filharmonii Warszawskiej, gdzie odbywa się główna kompetycja. Stanisław Bukowski zajmuje miejsce tuż za jury i dzięki temu może obserwować jak reagują oceniający. Jak wskazuje dziennikarz, w składzie jury zasiadają z reguły czynni pianiści:

Na ogół są to koncertujący pianiści. Najstarszy z nich to Adam Harasiewicz, czyli zwycięzca konkursu z 1955 r. – przytacza.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego pochyla się także nad kwestią potencjalnego zwycięzcy konkursu. Zdaniem dziennikarza przybyli z Azji pianiści posiadają znakomite przygotowanie techniczne, natomiast ważne są jeszcze inne czynniki:

Chińczycy, Japończycy, Koreańczycy grają idealnie jeżeli chodzi o technikę. Problemem jest dźwięk, różnego typu sprawy, których przeciętny słuchacz nie analizuje – podkreśla nasz gość.

Stanisław Bukowski nie chce prognozować kto może być ostatecznym zwycięzcą XVIII edycji prestiżowego konkursu. Według dziennikarza i muzyka kwestia percepcji poszczególnych wykonań jest subiektywna. Jednakże jak zaznacza, warto przyglądać się bacznie polskim pianistom:

Wszystko zależy od osobistego odbioru. (…) Jestem zwolennikiem teorii, że my mamy wdrukowanego Chopina w podświadomość i w świadomość. Wszystkie utwory znamy na ogół – nawet jeżeli nie wiemy dokładnie co to za utwór czy gatunek – mówi Stanisław Bukowski.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

N.N.

Grób Fryderyka Chopina na cmentarzu Père-Lachaise łatwo znaleźć. To tam, gdzie jest najwięcej świateł

Serce Chopina przewieziono do Polski. Francuzi zarzucają Polakom, że lubią kawałkować swoich zmarłych i rozpraszać ich szczątki po świecie. Tak mogą mówić tylko ludzie nie znający historii.

Piotr Witt

My – zacofana Polonia paryska – nie nawróciliśmy się jeszcze na Halloween. Wspominając naszych zmarłych w Zaduszki, zbieramy się przy grobie wielkiego rodaka i słynnego emigranta. Szczątki Mickiewicza i Słowackiego zostały przeniesione na Wawel, szczątki doczesne Norwida przepadły we wspólnej mogile biedaków. Na cmentarzu Père-Lachaise pozostał trup Chopina. Każdego roku jest nas tutaj wielu. Temu, kto przyjdzie na Père-Lachaise w dzień Wszystkich Świętych, nie znając cmentarza, i pyta o drogę, tłumaczą: proszę wejść trochę wyżej i spojrzeć w prawo. Grób Chopina znajduje się tam, gdzie jest najwięcej świateł.

Nie tylko my tutaj przychodzimy i nie tylko paryżanie. Miesiąc temu w sąsiedniej alejce spotkałem młodego człowieka z wiązanką pąsowych róż. Przyleciał z Argentyny, żeby złożyć kwiaty na grobie uwielbianego kompozytora. Dla nas – Polonii paryskiej – miejsce ma dodatkowe znaczenie.

Po zamknięciu przed kilku laty pałacyku Instytutu Polskiego przy ulicy Jean Goujon i wyproszeniu polskich stowarzyszeń z rue Legendre przez tych, którzy chcą sprzedać pałacyk Stowarzyszenia Kombatantów, pozostało nam miejsce na cmentarzu. Ironia losu sprawiła, że mickiewiczowska tradycja dziadów – agap cmentarnych — wciąż żyje wśród nas, polskich emigrantów 2020.

(…) Serce Fryderyka wyjęto i przewieziono do Polski. Znajduje się w parafialnym kościele rodziny Chopinów pw. Świętego Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, wmurowane w filar. Francuzi zarzucają z tego powodu Polakom, że lubią kawałkować swoich zmarłych i rozpraszać ich szczątki po świecie. Tak mogą mówić tylko ludzie nie znający historii. To stary obyczaj francuski. Wnętrzności Napoleona stoją w wazie ze złoconego srebra obok trumny u Inwalidów. Za monarchii, po śmierci członka rodziny królewskiej, wyjmowano jego serce i umieszczano je w relikwiarzu ze złoconego srebra. Najwięcej tych pudełeczek o kształcie serca zawieszono w kościele oo. jezuitów pw. św. Pawła przy ulicy Rivoli. Podczas rewolucji ludność rozgrabiła część, zanim Konwent wziął sprawę w swoje ręce.

Skutkiem rewolucji były braki w zaopatrzeniu. Między innymi, w rezultacie blokady angielskiej na Morzu Śródziemnym, zabrakło malarzom francuskim koloru mumii. Tak nazywano farbę ciemnokasztanową, otrzymywaną ze sproszkowanych mumii sprowadzanych z Egiptu. Konwent, pragnąc, aby dynastia Burbonów do czegoś ludowi posłużyła przynajmniej po śmierci, obarczył Vivant-Denona misją sprawiedliwego przydziału poszukiwanego pigmentu. Są w Luwrze malowane tymi sercami arcydzieła. Martin Rolling miał ich podobno czterdzieści pięć.

Tradycja serca-relikwii była tak silna, że za rewolucji, po śmierci następcy tronu zamęczonego przez jakobinów, lekarz, który dokonał sekcji zwłok, z narażeniem życia wyjął serce z piersi dziecka i przechował je do czasu powrotu Burbonów z emigracji. Spór o to serce znalazł rozwiązanie dopiero kilka lat temu. Badanie DNA relikwii i żyjących Burbonów potwierdziło jego autentyczność.

Ale z Chopinem sprawa była zupełnie inna. Serce wyjęto na jego prośbę, a nawet żądanie. Paniczna obawa, aby nie pogrzebano go żywcem, prześladowała Fryderyka od lat. Od kiedy, wkrótce po jego przyjeździe do Francji, wybuchła pandemia cholery. Władze sanitarne Paryża czekały na nią od dawna. Dzisiejszy koronawirus przyleciał z zarażonym studentem z Wuhan jetem w ciągu kilkunastu godzin. Cholera 1832 podróżowała pieszo i konno. Zajęło jej pięć lat, zanim z Chin dotarła do Paryża przez Syberię i Europę, pozostawiając po drodze setki tysięcy trupów i przepełnione cmentarze. Władze zaopatrzyły Paryż w leki, w których skuteczność wierzono, rozlepiono na murach przepisy sanitarne, otwarto ogromny szpital św. Ludwika i inne szpitale czasowe oraz hospicja, trzymane w pogotowiu na wypadek epidemii.

Wszystko na nic. Nie znano ani etiologii cholery, ani terapii. Wiedziano jednak, że zaraza to jest coś, co zaraża, i starano się pozbyć zwłok jak najprędzej. Grzebano w pośpiechu i zdarzało się podobno, że niektórych pochowano żywcem. Takie przynajmniej opowieści krążyły wśród artystów nie tylko w salonie Aleksandra Dumasa. W Brukseli znajduje się muzeum Antoine’a Wiertza. Można tam zobaczyć kilka obrazów, na których ten dziwny malarz romantyczny przedstawił domniemanego nieboszczyka, jak uchyla wieko trumny w grobowcu, usiłując się wydobyć. W jednym z tych przedstawień można przeczytać umieszczony na wieku trumny urzędowy napis: Zmarły na cholerę. Zaświadczone przez nas, Doktorów Sandoutes; pieczęć i podpisy lekarzy. Na innym jest i data: Paryż 17 lipca 1832.

Cały artykuł „Zaduszki paryskie” Piotra Witta, stałego felietonisty „Kuriera WNET”, obserwującego i komentującego bieżące wydarzenia z Paryża, można przeczytać w całości w listopadowym „Kurierze WNET” nr 77/2020, s 3 – „Wolna Europa”.

Piotr Witt komentuje rzeczywistość w każdą środę w Poranku WNET na wnet.fm.

 


  • Z przykrością zawiadamiamy, że z powodu ograniczeń związanych z pandemią ten numer „Kuriera WNET” można nabyć wyłącznie w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
  • Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
Artykuł Piotra Witta pt. „Zaduszki paryskie” na s. 3 „Wolna Europa” listopadowego „Kuriera WNET” nr 77/2020

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Easy Riders – Franek Łopiński (odc. 9)

Spanie w chatce ze śmieci na Lofotach i wojaże po Wietnamie – Franek Łopiński („Magia uliczna”) i Ola Morańda opowiadają o podróżach autostopem i nie tylko.

Franek Łopiński- autor kanału „Magia uliczna”, iluzjonista i twórcza dusza, pojawił się w 9. odcinku audycji Easy Riders w towarzystwie Oli Morańdy i Kaliny Talejko. Opowiadał o odnalezionej na Lofotach chatce nieopodal plaży Kvalvica, pokazach magii dla napotkanych ludzi i szukaniu siebie w drodze. Ola Morańda przeniosła nas do Wietnamu i przeglądając swoje notatniki prześledziła drogę stawania się podróżnikiem.

Zapraszam do słuchania – Jan Olendzki

 

 


 

Link do wspomnianego w audycji filmu na kanale YouTube „Magia uliczna”, znajdziecie tutaj: