Stefanik: we Francji zakłada się, że wojna w Ukrainie zakończy się jakimś porozumieniem

Korespondent polskich mediów we Francji o rozmowach Emmanuela Macrona z Władimirem Putinem, relacjach francusko-rosyjskich i postulatach Marine Le Pen.

Zbigniew Stefanik przedstawia propozycje liderki Zjednoczenia Narodowego.  Mówi o jej związkach z Władimirem Putinem. Marine Le Pen nie ukrywała ich wcześniej i dalej nie ukrywa.

Marine Le Pen stwierdziła, że Rosja jest istotnym aktorem dla bezpieczeństwa Europy i właściwie potęga rosyjska jest gwarantem europejskiego bezpieczeństwa.

Kontrkandydatka Emmanuela Macrona deklaruje, że chciałaby doprowadzić do zbliżenia Rosji z NATO, aby nie Moskwa nie była sojusznikiem Pekinu.

Na konferencji zapowiedziała de facto zakończenie współpracy niemiecko-francuskiej.

Chciałaby także zmniejszenia składki francuskiej do Unii Europejskiej.

Marine Le Pen chciałaby rozszerzyć Radę Bezpieczeństwa ONZ o kolejne kraje, np. takie jak Indie.

Kolejnym postulatem podnoszonym przez Le Pen jest zmuszenie Algierii do przyjmowania swoich obywateli, których nie będzie chciała przyjąć Francja, z powrotem. Uważa, że

Francja nie potrzebuje algierskiego gazu.

Halicki: racją stanu jest odcięcie się od rozbijających solidarność UE – od Orbana, przez Le Pen na Salvinim nie kończąc

Stefanik przedstawia także stosunki Paryża z Moskwą. Zauważa, że od czasów Charlesa de Gaulle’a panuje przekonanie, że Rosja jest niepewnym partnerem handlowym.

Francja patrzy na Rosję jako na ciekawy rynek atrakcyjny rynek, ale niekoniecznie jak na partnera.

Tak, gdzie jest to korzystne oba państwa współdziałają ze sobą.

Francuskie siły zbrojne współdziałały z Grupą Wagnera wspierając oddziały gen. Chaftara.

Dziennikarz wskazuje, że Renault posiada większość rosyjskiego systemu motoryzacyjnego, a francuskie sieci handlowe zdominowały rynek w Rosji. Wyjaśnia, czemu Macron prowadzi rozmowy z Putinem.

We Francji przyjmuje się założenie, że wojna w Ukrainie zakończy się jakimś porozumieniem, a porozumienie musi być efektem procesu politycznego.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

A.P.

Nie-Boże Narodzenie, czyli o innych Świętach

Jak Boże Narodzenie świętowane jest w krajach dalekich od chrześcijańskiej kultury i co ze świętami ma wspólnego kurczak z KFC? Wyjaśniamy w tym artykule.

Choć Boże Narodzenie jest chrześcijańskim świętem, to obchodzą je nie tylko chrześcijanie. Choinki można spotkać w domach syryjskich i libańskich alawitów. Ten synkretyczny odłam szyizmu przejął z chrześcijaństwa obchody Bożego Narodzenia (pod nazwą Nocy Narodzin), Wielkanocy i Epifanii. Jezus Chrystus nie jest dla nich, podobnie jak dla innych muzułmanów Bogiem, lecz najważniejszym z proroków poprzedzających przyjście Mahometa.

Ze względami religijnymi, poza chrześcijańską mniejszością, niewiele wspólnego ma odbiór Bożego Narodzenia w krajach takich jak Chiny, Japonia, czy Korea Południowa. Jednak także tam ludzie na swój sposób je „obchodzą”.

W Japonii i Republice Korei Boże Narodzenie nie jest uznawane za święto rodzinne. Traktowane jest ono bardziej jak Walentynki – spędza się je z drugą połówką, ewentualni z przyjaciółmi, a dopiero w ostateczności z rodziną. Zakochani obdarowują się nawzajem prezentami. Do wniosku, że Boże Narodzenie to romantyczne święto mieszkańcy Korei i Japonii mogli dojść pod wpływem popularnych anglosaskich komedii romantycznych o tematyce świątecznej.

Z oddziaływaniem kultury amerykańskiej wiąże się też nietypowa japońska potrawa świąteczna jaką jest kurczak z KFC. Sieć fastfoodów przeprowadziła w 1974 r. niezwykle skuteczną kampanię reklamową promującą ich produkty jako dobry wybór na Boże Narodzenie. Przekonanie Japończyków, że kurczak to tradycyjne danie świąteczne mogło ułatwić skojarzenie z indykiem jedzonym na amerykańskie Święto Dziękczynienia. W Korei Płd. 25 grudnia jest dniem wolnym od pracy, a w Japonii nie.

W Chinach Boże Narodzenie jest dość młodym świętem. Sprowadza się ono głównie do świątecznych piosenek i dekoracji w supermarketach.

A.P.

Dr Maciej Zborowski: Rovaniemi jest miejscowością w której bardzo dużo rzeczy kręci się wokół Świętego Mikołaja

Ekspert Wyższej Szkoły Bankowej w Gdyni o tym, jak Święty Mikołaj zamieszkał w Finlandii i co miała z tym wspólnego Eleanor Roosevelt.

Dr Maciej Zborowski przypomina, że św. Mikołaj z Miry żył na przełomie III i IV w. na terenach dzisiejszej Turcji. Słynął on ze swej pobożności i pomocy niesionej innym.

Legenda osoby, która pomaga w trudnych chwilach osobom, które mają problemy w życiu rozprzestrzeniła się wraz z rozwojem chrześcijaństwa.

W rezultacie, jak mówi, w Rosji mamy Dziadka Mroza, w Niemczech Weihnachtsmann, a w Wielkopolsce Gwiazdora.

W Finlandii akurat jeszcze przed wkroczeniem do chrześcijaństwa tak na dobre istniała postać która nazywa się do dzisiaj Joulupukki, po fińsku znaczy to dosłownie bożonarodzeniowy kozioł.

Joulupukki początkowo raczej zabierał prezenty dzieciom niż je dawał. Z czasem jednak stał się jowialnym starszym panem. W legendach mówiło się, że  jego warsztat, gdzie tworzy podarunki, znajduje się na górze Korvatunturi. Obecnie znajduje się ona granicy fińsko-rosyjskiej.

Ta lokalizacja warsztatu tego fińskiego świętego Mikołaja została „zdradzona” przez dziennikarza fińskiego dopiero w latach 20.

Jej nazwa tłumaczy się jako „Góra-ucho”. Jej kształt miał ułatwiać Świętemu Mikołajowi usłyszenie komu należy się prezent, a komu nie.

Ekspert Wyższej Szkoły Bankowej w Gdyni wskazuje, że Finowie słyną z wytrwałości i oporu. Ich kraj ucierpiał w czasie II wojny światowej. Leżące w pobliżu koła podbiegunowego miasteczko Rovaniemi zostało zrównane przez Niemców.

Po wojnie przystąpiono do odbudowy infrastruktury okazało się jednak że Finlandia była krajem dość biednym w czasie i nie miała środków na odbudowę tego miasta z własnych środków. Dlatego też skorzystała z amerykańskiego programu pomocy w Europie w USA.

Miasteczko odwiedziła w 1950 r. wdowa po Franklinie Delano Roosevelcie, by zbadać postęp prac. Jednym z życzeń Eleanor Roosevelt było postawienie stopy na kole podbiegunowym.

Problem był taki, że dokładne geograficzne przebiegało nieco na północ od miasta przez postępy

Mimo, że mieli tylko dwa tygodnie do wizyty Finowie zdążyli postawić tam placówkę pocztówką. Pierwszą pocztówkę nadała z niej była pierwsza dama. Dziekan Wydziału Społeczno-Humanistycznego wyjaśnia, że obecnie życie Rovaniemi toczy się wokół Świętego Mikołaja.

Od lat 80. miasto Rovaniemi stało się ważnym graczem na rynku najpierw krajowego, a potem światowego przemysłu czasu wolnego.

Zaczęto organizować wycieczki do Świętego Mikołaju. Do Świętego Mikołaja można napisać list, na które ten zazwyczaj „odpisuje”. Jest tam także całoroczne pole golfowe, gdzie gra się nie na trawie, ale na ugniecionym śniegu.

Finowie bronią swojej lokalizacji Świętego Mikołaja przed Amerykanami twierdzącymi, że mieszka on na Biegunie Północnym. Wskazują, że na samym Biegunie Północnym nie da się mieszka i nie ma tam reniferów, inaczej niż w Finlandii.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

A.P.

Ks. Isakowicz-Zaleski: narodziny Chrystusa to światło, które w tych ciężkich czasach jest dla nas drogowskazem

Duszpasterz polskich Ormian, historyk Kościoła, uczestnik opozycji antykomunistycznej mówi o istocie świąt Bożego Narodzenia oraz różnicach w świętowaniu w różnych odłamach chrześcijaństwa.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski o istocie świąt Bożego Narodzenia oraz różnicach w świętowaniu w różnych odłamach chrześcijaństwa. Duchowny przedstawia także historię powstania tego święta.

Narodziny Chrystusa to światło, które w tych ciężkich czasach jest dla nas drogowskazem.

Dopiero w V wieku kościół rzymski wprowadził to święto. (…) Kilka kościołów, m.in. ormiański, nie uznały Bożego Narodzenia.

Jak się okazuje chrześcijanie przekształcili święto przesilenia zimowego Cesarstwa Rzymskiego. Ks. Isakowicz-Zaleski mówi także o próbie przejęcia świąt Bożego Narodzenia przez laickie kręgi – zjawisko to charakteryzuje się jego zdaniem szczególnym natężeniem we Francji.

Dziś w wielu krajach mówi się po prostu o „przerwie zimowej”. Widać to zwłaszcza we Francji, gdzie od czasów Rewolucji panuje uprzedzenie do chrześcijaństwa. (…) Ten spór dzieje się na naszych oczach również w Polsce.

Ksiądz opowiada również o podjętej przez Fundację Brata Alberta inicjatywie organizowania paczek świątecznych dla służb mundurowych na granicy – przedstawiciele fundacji wzięli udział w wigilii o wyjątkowym charakterze.

Wigilia odbyła się w wielkim hangarze. Atmosfera była niesamowita – miała charakter ekumeniczny, pojawili się duchowni rzymskokatoliccy, prawosławni, a stół wigilijny przygotowali muzłumanie – polscy Tatarzy.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

P.K.

Rakowski: władze i społeczność muzułmańska nie widzą problemu w obchodach Bożego Narodzenia

Ekspert ds. bliskowschodnich o obchodach Świąt Bożego Narodzenia w krajach Bliskiego Wschodu.

Paweł Rakowski opowiada o obchodach święta Bożego Narodzenia w krajach Bliskiego Wschodu. Święto to zazwyczaj może być obchodzone bez większych przeszkód, często w sposób dość efektowny.

Kraje bliskowschodnie nigdy nie miały problemów z Bożym Narodzeniem, które obchodzone jest bardzo efektownie. Władze nigdy nie tworzyły żadnych prześladowań. Społeczność muzłumańska również nie widzi problemu w Bożym Narodzeniu.

Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest fakt, iż postać Jezusa jest bardzo ważna również dla wyznawców islamu, według którego był on niezwykle ważnym prorokiem.

Uważają postać, która wg ich wersji jest Jezus, za kluczową dla swojej religii.

Chrześcijańskie narody zamieszkałe na Bliskim Wschodzie, takie jak Ormianie, czy Asyryjczycy mogą więc bez większych przeszkód obchodzić Boże Narodzenie. Problemów nie stwarza pod tym względem również Izrael.

W Izraelu również nie mają problemu. Żydzi przyjeżdżają do Nazaretu i obserwują celebrację bożonarodzeniowe – coś, co do tej pory praktycznie nie miało miejsca.

W teorii mniej spokojni mogliby być chrześcijanie zamieszkujący terytorium Strefy Gazy, która od lat uznawana jest za jedno z najmniej bezpiecznych miejsc – jednakże i tam święta zapowiadają się spokojnie. Liczebność chrześcijan zamieszkujących to terytorium z roku na rok się jednak zmniejsza.

W najbliższych latach Strefa Gazy może stać się miejscem całkowicie bez chrześcijan.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

P.K.

Klara Mandli: w zeszłym roku zarejestrowaliśmy rekordową liczbę małżeństw i najmniejszą liczbę rozwodów i aborcji

Doradca węgierskiej minister ds. rodziny Katalin Novák o wsparciu Budapesztu dla rodzin oraz o polityce energetycznej mieszkaniowej rządu Fideszu.

Klara Mandli przedstawia politykę prorodzinną na Węgrzech. Podkreśla, że są dumni z tego, co udało im się osiągnąć. Przypomina, że rządu Fideszu jeszcze w 2010 r. wprowadził ulgi podatkowe i ulgi dla dużych rodzin.

Chodzi o to, że Węgry mogą być silnym krajem.

Matki czwórki dzieci są zwolnione z podatków. Rodziny mogą otrzymać dopłatę do samochodu. Studenci z trójką dzieci nie muszą płacić za studia. Węgierska minister podkreśla, że wskaźnik dzietności wzrósł z 1,21 do 1,55. Liczą na osiągnięcie wskaźnika zastępowalności pokoleń- 2,1.

2,1 oznacza, że na jedną rodzinę przypadają przynajmniej dwoje dzieci.

Jakie są koszta programów prorodzinnych? Mandli stwierdza, że

To kosztuje bardzo dużo, ale to jest inwestycja w przyszłość.

Mówi także o energetyce na Węgrzech. Stwierdza, że nie jest to dla nich problemem, gdyż od dekady intensywnie się koncentrują na energetyce.

Bardzo intensywnie pracowaliśmy, aby mieć ceny energii jak najniższe.

W ministerstwie został opracowany specjalny program mający na celu zapewnienia jak najniższej inflacji i cen energii.

Mamy teraz bardzo dobre relacje z Rosją i jeśli dostajemy gaz, to jesteśmy zadowoleni.

Rozmówczyni Krzysztofa Skowrońskiego mówi także o polityce mieszkaniowej nad Dunajem. Rodziny mogą dostać pomoc na mieszkanie uzależnioną od tego, ile dzieci jest w rodzinie.

W zeszłym roku zarejestrowaliśmy rekordową liczbę małżeństw i najmniejszą liczbę rozwodów i aborcji.

Gość Poranka Wnet zdradza, że najważniejszym prezentem dla niej na Boże Narodzenie jest kilka dni odpoczynku od pracy spędzone razem z rodziną.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Ks. Puzewicz: od 30 lat próbuję się dobić do odpowiedzialnych ludzi, by powstała spójna polityka imigracyjna

Duszpasterz osób wykluczonych o pomocy udzielanej biednym i bezdomnym oraz uchodźcom i imigrantom.

O 12.30 w łodzi nagrodę Orłów Karskiego otrzyma Salvatore Marcello burmistrz Lampedusy. On uratował kilkadziesiąt tysięcy ludzi

Ks. Mieczysław Puzewicz mówi, że w ludziach żyje duch solidarności. Opowiada o wigilii spędzanej z osobami ubogimi i bezdomnymi.

Myśmy sobie trochę zabsolutyzowali, że Boże Narodzenie to święto rodzinne […]. To nieprawda, wszystkie święta są świętami rodzinnymi, a Boże Narodzenie jest świętem dla Jezusa.

Duszpasterz osób wykluczonych wskazuje, że osobom, którym pomagają bardziej niż same ubóstwo, czy bezdomność doskwiera samotność. Mówi także o imigrantach, którzy odnaleźli schronienie w klasztorach i mieszkaniach osób prywatnych.

Przyjmujemy osoby, które są w legalnej procedurze.

Imigranci, którzy po przekroczeniu polskiej granicy trafili do strzeżonych ośrodków Straży Granicznej po kwarantannie i pierwszym wywiadzie są kierowani do ośrodków pobytowych podległych Ośrodkowi ds. Cudzoziemców. Jeśli po drugim wywiadzie jest  zgoda urzędu na pójście takich osób na świadczenia pozaośrodkowe, to wtedy mogą je przyjąć.

Ks. Puzewicz przytacza opowieść dziewczyny, która uciekła z ogarniętej wojną domową Etiopii. Studia inżynierskie młodej chrześcijanki zostały brutalnie przerwane.

Ta dziewczyna boso najpierw uciekła, a później ktoś dał jej buty. Ona uciekła do Sudanu, później na różne sposoby do Turcji, wreszcie znalazła się w Polsce.

Ma nadzieję, że uda jej się wznowić studia w Polsce. Jak dodaje,

Teraz dniach przyjadą dwie jej kuzynki, które także są w ośrodku dla uchodźców i tak powoli te miejsca będziemy tutaj tymi naszymi siostrami i braćmi zapełniać.

Poza imigrantami z Afryki schronienie znajdują u nich także uchodźcy z Białorusi. Dobrze aklimatyzują się oni w Polsce licząc, że będą mogli oni powrócić do swej ojczyzny, jak tylko sytuacja w niej się zmieni. W Polsce osiedliło się niewielu Czeczenów, którzy mają silną diasporę na Zachodzie. Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego podkreśla, że

Od prawie 30 lat usiłuje jakoś dobić się do osób odpowiedzialnych, żeby powstała spójna polityka imigracyjna – oddzielna wobec uchodźców, oddzielna wobec imigrantów.

Wskazuje, że bardzo ważne jest dla rodzin przybywających do naszego kraju, by nawiązać kontakt z polską rodziną. Partnerstwo rodzin pozwala przybyszom lepiej zrozumieć Polskę.

Modlę się codziennie, żeby nie doszło do wojny na Ukrainie. Jeżeli dojdzie to mamy przynajmniej pół miliona naszych sióstr i braci z Ukrainy przy naszych granicach.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Dr Brzeski: Łukaszenka montuje wielotysięczny tłum, który runie na nasze granice zapewne w okolicy Bożego Narodzenia

Politolog o zabezpieczeniu wschodniej granicy i niebezpieczeństwie prowokacji ze strony Mińska oraz o wyborach w Stanach Zjednoczonych.


Dr Rafał Brzeski tłumaczy sens postawienia muru na granicy polsko-białoruskiej. Stwierdza, że zapora powstrzyma wielotysięczny tłum, który runie na naszą granicę.

Taki tłum moim zdaniem Łukaszenka teraz montuje.

Zauważa, że jeśli zapora ma być budowana w tempie kilometr dziennie,  to będzie gotowa za pół roku. Tymczasem, jak wskazuje, ostatnio na granicy było już 250 migrantów pod okiem funkcjonariuszy białoruskich, mierzących do polskich pograniczników.

Ekspert przewiduje, że do kulminacji naporu migrantów dojdzie w okolicach świąt Bożego Narodzenia. Wskazuje, że dla Białorusinów to nie będzie świąteczny czas, gdyż jako prawosławni obchodzą Boże Narodzenie według kalendarza juliańskiego.

W okresie między oboma świętami można wiele wykonać.

Zauważa, że są urządzenia ochrony przed tłumem, które służby mogłyby wykorzystać dla zabezpieczenia granicy. Stwierdza, że nasza zapora to będą metalowe sztachety.

Dr Brzeski przypomina, iż Rosję łączy z Białorusią traktat obronny. W przypadku, więc gdyby Łukaszence udałoby się sprowokować stronę Polską.

Rosja może się włączyć, ma do tego podstawy.

Poruszony zostaje również temat  sukces Republikanów w wyborach lokalnych w USA. Zdaniem gościa „Popołudnia Wnet” Demokraci są „sami sobie winni”. Dr Brzeski uwypukla znaczenie przejęcia przez Partię Republikańską władzy w Wirginii, która jest  bardzo istotnym stanem z powodu bliskości stołecznego Dystryktu Kolumbii.

W Wirginii mieszka wielu pracowników najważniejszych amerykańskich instytucji.

Demokratyczny kandydat w Wiorginii przegrał mimo wsparcia czołowych przedstawicieli partii, w tym Joego Bidena i Baracka Obamy. Zrobił bowiem błąd oświadczając we wrześniu, że rodzice nie będą mówić szkołom jak uczone będą ich dzieci.

Zbliżają się wybory uzupełniające do Izby Reprezentantów. Gość Popołudnia WNET przewiduje, że jednym z głównych tematów kampanii będzie edukacja.

W tej chwili Republikanie analizują, gdzie wygrali.

Stwierdza, że kampanie kandydatów będą ustawiane pod rozwiązania, które się teraz sprawdziły. Sądzi, że prezydent Biden może w przyszłym roku stracić poparcie większości Kongresu.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Bóg reżyseruje swoje plany niejako pod prąd historii/ Sławomir Zatwardnicki, „Kurier WNET” 78/2020–79/2021

Podobnie jak przykre incydenty sprzed dwóch tysięcy lat, tak i współczesne doświadczenia z covidem nie tylko nie przekreślają Bożych zamiarów, ale właśnie w nich one mogą się realizować.

Sławomir Zatwardnicki

Koronawirus w cieniu Narodzenia Pańskiego

Współpracuję z pewnym periodykiem katolickim, dla którego przygotowuję okolicznościowe teksty związane z rokiem liturgicznym. Tak się składa, że mniej więcej w okolicach pierwszych najważniejszych świąt medytuję drugie najważniejsze święta, i vice versa. Akurat teraz, gdy w sklepach zacznie dominować atmosfera „święta choinki”, wypada mi pisać rozważania dotyczące „drzewa Krzyża, na którym zawisło zbawienie świata”. Z początku trochę niepokoiło mnie to „przesunięcie” roku liturgicznego w mojej głowie względem tego, co w swojej pamięci rozważa Kościół. Ale dochodzę do wniosku, że prócz „plusów ujemnych” ma to również swoje „plusy dodatnie”. Raz, że takie pomieszanie koresponduje z ogólnym pomieszaniem „płynnej ponowoczesności”, dwa – że paradoksalnie pozwala dostrzec Boży zamiar, który inaczej mógłby umknąć uwadze.

Święta Narodzenia Pańskiego zwykle kojarzą się z klimatycznymi kolędami i sielankową atmosferą rodzinną. W świecie postchrześcijańskim jeszcze jakoś siłą bezwładu udaje się zachować pamięć o Słowie, które staje się ciałem i zamieszkuje między nami.

Nie tyle przeżywa się prawdę o historycznym wydarzeniu „raz na zawsze” Wcielenia, ile celebruje jakieś mgliste echo radości pastuszków. Coraz bardziej przypomina to wydmuszkę, mit fruwający sobie w powietrzu bez zakorzenienia w faktach, a zatem także bez większego wpływu na życie czy nawet samo przeżywanie świąt. Ale nie ma co psioczyć i miauczeć, na tle bezpłodnej babci Europy (© papież Franciszek) z jej postępującą amnezją i tak wypadamy całkiem staroświecko. Nie do tego jednak zmierzam, lecz do powiązania drugich świąt z pierwszymi.

Uważny Czytelnik zirytował się już być może tym moim pisaniem o „pierwszych” i „drugich” świętach. Celowo przyjąłem taką terminologię, żeby zasugerować pewnego rodzaju „Boskie pomieszanie bez poplątania” – splatanie się tajemnic wiary w jedno wielkie Misterium Chrystusa. Narodzenie Pańskie jest chronologicznie pierwsze przed Wielkanocą, bo przecież śmierć musi być poprzedzona przyjściem na świat. Ale z perspektywy Bożych planów to raczej Pascha Chrystusa wyprzedza Wcielenie. Wszak sam Chrystus zapewniał: „właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę” (J 12,27). To zaś oznacza, że całe życie Narodzonego dokonywało się w perspektywie śmierci – tik, tak, tik, tak. Gdyby się było artystą malarzem, można by to oddać po mistrzowsku grą poważnych światłocieni. A tak trzeba poprzestać na stwierdzeniu, że cień Krzyża kładł się już na żłób.

Nie jest to zresztą żadne „odkrywanie Ameryki”, raczej odsłanianie zasłony betlejemskiej tajemnicy. „Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 2,7). Zaczynają się audiencje, przyszli wieśniacy ze słomą w butach, a już króle, jak śpiewamy w królowej polskich kolęd, „cisną się między prostotą, niosąc dary Panu w dani: mirrę, kadzidło i złoto. Bóstwo to razem zmieszało z wieśniaczymi ofiarami!” (Franciszek Karpiński). Wszyscy oni odejdą z radością w sercu, gdyż narodził się Zbawiciel. Ale przecież i tę radość trzeba dobrze rozumieć, żeby się móc ucieszyć jak tamci. Jaka to nieziemska radość, że Pan rodzi się na sianie i otrzymuje w darze mirrę? Mirra symbolizuje śmierć męczeńską (por. Mk 15,23), która jest Chrystusowi pisana (= jaką Syn sam sobie napisał w odwiecznie wyrażonej zgodzie na wolę Ojca).

Bóg nie przyszedł po to, żeby nas rozweselić, ale by nas odkupić. Jest różnica między oczekiwaniem od Boga uciechy a doświadczeniem radości płynącej z tego, że Bóg zbawia.

Nie ma pierwszego bez drugiego, czy też, inaczej: to drugie musi być pierwsze, by pojawiła się obiecana nam radość nie z tego świata. Proszę spróbować następującego ćwiczenia: spojrzeć na lewy palec, potem na prawy. To proste. Ale teraz proszę popatrzeć jednocześnie i na krzyż: lewym okiem na prawy palec, a prawym na lewy. Niemożliwe? A jednak tak właśnie mamy patrzeć: jednym okiem spoglądać na Dziecię i wyśpiewywać „Gloria”, a drugim okiem dostrzegać już Paschę i wylewać „Gorzkie żale”. Bo odkupienie już się rozpoczyna wraz z narodzeniem w żłobie.

Postuluję w związku z tym Betlejem dodać do Drogi Krzyżowej jako stację „zero”, zgodnie zresztą ze sztuką ikonograficzną. „Opierając się na teologii ojców – pisał Joseph Ratzinger w swojej książce poświęconej dzieciństwu Jezusa z Nazaretu – tradycja ikon interpretowała żłób i pieluszki także teologicznie. W Dziecku ściśle owiniętym w pieluszki widzi się znak wskazujący na godzinę Jego śmierci […]. Dlatego żłób przybierał kształt ołtarza”. Czy podobnego muzycznego obrazu można dosłuchać się w naszych kolędach? Raczej tylko pośrednio, na zasadzie odbicia lustrzanego: zbawienne światło prześwieca tutaj przez cały czas i oświetla również początki życia Chrystusa. Ale przecież jesteśmy jeszcze przed Paschą, dlatego kolędowanie nie może trwać cały rok, choć próbujemy je wydłużać maksymalnie.

To przyszłe wydarzenie Krzyża zapowiadają już obecne epizody: pielgrzymka ciężarnej Niewiasty i Opiekuna Józefa w celu spełnienia biurokratycznego wymysłu (spis ludności za Cezara Augusta); przyjście Zbawiciela na świat w warunkach, powiedzmy oględnie, mało sterylnych i nieludzkich (szopa i zwierzaki); emigracja do obcego królestwa egipskiego, żeby chronić Królestwo przychodzące w Dziecku, na którego życie nastawał Herod. Cień zawisa nad światłością tego dnia, gdy Bóg staje się Emmanuelem, czyli „Bogiem z nami”. A może jest raczej odwrotnie? Może to właśnie „światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła” (J 1,5)? W tym wszystkim Bóg reżyseruje swoje plany, niejako pod prąd historii widzianej jedynie doczesnymi oczami.

Ale, ale, gdzie ten koronawirus zapowiedziany tytułem? – zapyta może zniecierpliwiony Czytelnik. Nie śpieszę wyjaśnić, że znajduje się on właśnie w cieniu Narodzenia Pańskiego. Podobnie jak przykre incydenty sprzed dwóch tysięcy lat, tak i współczesne doświadczenia z covidem nie tylko nie przekreślają Bożych zamiarów, ale właśnie w nich one mogą się realizować.

Być może przyjdzie nam inaczej spędzić świąteczny czas, niż do tego przywykliśmy. Ale dzięki temu przyzwyczaimy się może do bycia z Bogiem, podobnie jak On we Wcieleniu – jak określił to biskup Ireneusz z Lyonu (zm. ok. 202) – przyzwyczaił się do zamieszkania w człowieku.

Będziemy spełniać wszystkie wytyczne rządu, który walczy z wiatrakiem wirusa, poddawać się testom i gromadzić w ilościach urągających społecznej naturze człowieka. Niektórzy z nas znajdą się w ultrasterylnych warunkach szpitalnego żłobu, wśród zapiętych na wszystkie guziki lekarzy przypominających raczej kosmitów niż ludzi. Część z nas być może umrze w samotności i bez sakramentów; jest prawdopodobne, że księża potulnie jak baranki prowadzone na rzeź sekularyzmu usprawiedliwią każdą państwową restrykcję rzekomą miłością bliźniego, w imię jakiegoś przewrotnego, uwspółcześnionego sojuszu ołtarza z tronem, któremu w imię autonomii pozwoli się na wszystko. Recesja gospodarcza doprowadzi jednych do „emigracji wewnętrznej”, czyli do sięgnięcia po uzależniacze, a drugich do „emigracji zewnętrznej”, czyli zarobkowej – jeśli jeszcze będzie w ogóle jakiś „Egipt”, do którego warto wyjechać.

Jest to, przyznają Państwo, dobra okazja, żeby w nowy sposób przeżyć święta Narodzenia Pańskiego. Jakoś inaczej spojrzeć na Dziecię. Wzorem pastuszków, którzy „nie tylko zewnętrznie, ale również wewnętrznie żyli bliżej tego wydarzenia niż spokojnie śpiący mieszczanie” (Joseph Ratzinger).

A mieszczańskie wykształciuchy, jak wiadomo od Tuwima, „patrząc – widzą wszystko oddzielnie”, a modląc się o zachowanie „od nagłej śmierci […] zasypiają z mordą na piersi”. Koronawirus nie syntezuje się wtedy ze świętami, a ciemność pochłania światło. Na przekór temu przypomnijmy raz jeszcze nieodwołalną nowinę: „Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło” (Mt 4,16). Czuwajmy zatem z podniesioną głową!

Artykuł Sławomira Zatwardnickiego pt. „Koronawirus w cieniu Narodzenia Pańskiego” znajduje się na s. 1 i 2 grudniowo-styczniowego „Kuriera WNET” nr 78/2020–79/2021.

 


  • Świąteczny, grudniowo-styczniowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Sławomira Zatwardnickiego pt. „Koronawirus w cieniu Narodzenia Pańskiego” na s. 1 grudniowo-styczniowego „Kuriera WNET” nr 78/2020–79/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Ernest Bryll czyta swoje wigilijne wiersze. Z autorem „Wieczernika” i „Kolędy nocki” rozmawia Tomasz Wybranowski.

Ernest Bryll to postać bardziej niż fenomenalna. Ow fenomem kryje w sobie misję i talent poety, pisarza, znakomitego autora tekstów piosenek, dziennikarza, tłumacza i krytyka filmowego oraz dyplomaty!

Gościem świątecznego Studia Dublin był Ernest. To człowiek niezwykły i jeden z ostatnich wielkich ludzi pióra i metafor. Co prawda wielki Julian Przyboś oświadczył, że nigdy poetą nie będzie, to … już dwa lata od wypowiedzenia tych słów przyznał, że się pomylił.

Postać Ernesta Brylla jest mi bliższa jeszcze bardziej z powodu Jego wielkiej miłości do Irlandii. Dla polskiej dyplomacji Ernest Bryll to postać historyczna! Był pierwszym ambasadorem Rzeczpospolitej Polskiej w Republice Irlandii w latach 1991-1995. Zanim pojawił się na Szmaragdowej Wyspie był tam już znany jako wybitny tłumacz z języka irlandzkiego – Gaeilge.

Ernest Bryll tłumaczy także z czeskiego oraz jidysz. Nie każdy to wie, ale autor „Na szkle malowanego” jest także autorem tekstów piosenek, między innymi dla Czesława Niemena (wspaniały utwór „Jakże człowiek jest piękny” ze spektaklu „Srebrne dzwony”), Maryli Rodowicz („Ziemio, nasza ziemio”), grupy 2 + 1, Jerzego Grunwalda czy brawurowego tłumaczenia „Peggy Brown” dla formacji Myslovitz.

Piosenkę w oryginalnej wersji napisał Turlough O’Carolan, irlandzki kompozytor i bard. Słowa opowiadają o nieszczęśliwej miłości do Miss Margaret Brown, która w 1702 poślubiła Theobalda, szóstego hrabiego Mayo. Później, wraz z mężem, została mecenaską O’Carolana, którego miłość odrzuciła a on opowiedział o swoim uczuciu w tekście.

Tutaj do wysłuchania rozmowa z Ernestem Bryllem:

 

W czasie okupacji niemieckiej był Zawiszakiem, czyli członkiem najmłodszej drużyny Szarych Szeregów. Po II Wojnie Światowej konspirował w podziemnym skautingu a maturę zdał jako szesnastolatek. Po krótkim epizodzie robotniczym w gdyńskiej elektrowni w tamtejszym porcie dostał się na polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim.

Ernest Bryll

Ernest Bryll jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, polskiego i irlandzkiego PEN Clubu, jak również Society of European Culture).

W rozmowie Tomasza Wybranowskiego autor „Kolędy nocki” powrócił wspomnieniami do lat spędzonych w Irlandii. Warto wiedzieć, że Ernest Bryll, po zmianie ustrojowej z roku 1989, był brany pod uwagę jako kandydat na fotel ministra kultury i sztuki, choć nie zgodził na to stanowczo.

Zgodził się natomiast zorganizować pierwszą od czasów wojny ambasadę polską w Irlandii. Oczywiście wiązało się to z jego wcześniejszymi zainteresowaniami kulturą Zielonej Wyspy, które zaowocowało oryginalną płytą „Irlandzki tancerz” (1979) nagraną przez zespół Dwa plus jeden z jego tłumaczeniami poezji irlandzkiej.

To z tego albumu pochodzi spopularyzowana później przez Myslovitz piosenka „Peggy Brown”.

Tomasz Wybranowski