6 racji za tym, że nie można twierdzić, iż stworzenie nastąpiło w 6 dni / Sławomir Zatwardnicki, „Kurier WNET” 97/2022

Fot. CC0, Pxhere.com

Wszystko powstaje na słowo Boże: „Bóg rzekł”. Wiemy, że Stwórca wypowiada swoje słowo z wieczności, w której żyje, a zatem spoza czasu. A jednak nie w jednym „momencie” wszystko się dokonuje.

Sławomir Zatwardnicki

Stworzenie w sześć dni na „chłopski rozum”

Znajomy zapytał mnie, jak interpretuję pierwsze wersety Pisma Świętego. Sam wydawał się skłaniać ku temu, że należy odczytywać Księgę Rodzaju dosłownie, przyjmując, że świat rzeczywiście został stworzony w sześć dni.

Oczywiście katolikowi, którego nie obowiązuje protestanckie pryncypium sola Scriptura („tylko Pismo”, ew. „tylko przez Pismo”), wystarczy odwołać się do rozumienia, jakie podpowiada nauczanie Kościoła. Ale dla potrzeb dyskusji z chrześcijanami-niekatolikami niech mi wolno będzie w kolejnych tekstach przywołać jedynie racje zdroworozsądkowo-rozumowe, teologiczne oraz wewnątrzbiblijne. Zacznijmy od argumentacji „na chłopski rozum”, czyli na rozum stworzony na obraz Boży (por. Rdz 1,26). Przywołajmy 6 racji za tym, że nie można twierdzić, iż stworzenie nastąpiło w 6 dni. Już to powinno wystarczyć, żeby opowiedzieć się przeciw dosłownej interpretacji Księgi Rodzaju.

1.

Napisałem „dosłownej”, ale w rzeczy samej chodzi raczej o odczytywanie „literalistyczne”.

Sens dosłowny znaczy bowiem coś innego niż zwykło się to przyjmować w lekturze typowej dla niektórych środowisk (np. fundamentalistów biblijnych). Mylą oni sens dosłowny z potocznym rozumieniem słów, jakby same słowa istniały poza czasem i dlatego zawsze miały być tak samo rozumiane.

Jeśli w Biblii stoi „dzień”, chodzi ich zdaniem na pewno o dobę dwudziestoczterogodzinną. Jeśli „na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1,1), to znaczy że Stwórca stworzył najpierw niebo, a potem ziemię – niebo to niebo, a ziemia to ziemia, nie może być inaczej.

Nie tak jednak należy rozumieć sens dosłowny. Dla przykładu, św. Augustyn (354–430), persona ważna również dla teologii reformacyjnej, twierdził, że jest możliwe, iż Bóg stworzył wszystko jednym aktem stwórczym. Dopiero autorzy biblijni w takiej, a nie innej szacie literackiej przekazali to „wydarzenie” – jako dokonujące się w kolejnych etapach. Biskup Hippony nie wykluczał, że „pierwszy dzień stworzenia” obejmuje cały czas, a nie jedynie pierwszy dwudziestoczterogodzinny jego odcinek. W obu wypadkach była to dla niego interpretacja dosłowna (swoje dzieło zatytułował nawet O dosłownym znaczeniu Księgi Rodzaju), cokolwiek my, współcześni, chcielibyśmy o takiej lekturze sądzić.

Należy zatem, zanim zacznie się interpretować teksty natchnione, dobrze zinterpretować sam termin ‘sens dosłowny’, zwany inaczej ‘sensem wyrazowym’. Chodzi tutaj o sens, jaki wynika ze znaczenia poszczególnych słów oraz ich układu filologicznego i logicznego. Jako taki musi być dopiero odkryty w egzegezie biblijnej, nie jest podany „na tacy”.

Egzegeza uwzględnić musi zatem cały mentalny świat i ówczesne sposoby wyrażania się, w jakich poruszał się autor natchniony, a które różnić się muszą od naszych. Bez tego nie jest możliwe odkrycie przesłania, które pozostawił on – a przez niego dający natchnienie Duch – potomnym.

Często będzie tak, że sens dosłowny okaże się inny od tego „narzucającego się” w pierwszej chwili odczytania. Tak zresztą jest już w tym rozpatrywanym przez nas przypadku początkowych wersetów biblijnych.

2.

Żeby się o tym przekonać, wystarczy przeczytać zwłaszcza drugi rozdział Biblii. Bez większego trudu znaleźć tam można wyrażenia, których nie wolno przyjmować literalistycznie. Bóg, ukończywszy dzieło, „nad którym pracował”, „odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie” (Rdz 2,2). Bóg, na podobieństwo człowieka, pracuje i to do tego stopnia się męczy, że musi jeszcze odpocząć (i to, dodajmy, przed upadkiem, od którego, według pisarza natchnionego, datuje się męcząca praca „w pocie czoła” – Rdz 3,19). Pan Bóg lepi człowieka z prochu ziemi (Rdz 2,7) i sam – własnymi rękami? – sadzi ogród w Eden (Rdz 2,8). Z kolei w rozdziale pierwszym Bóg nie dość, że używał głosu, to jeszcze ktoś ten głos musiał odbierać – kto? Nie człowiek na obraz Boży, lecz Bóg jawi się tutaj jako stworzony na obraz człowieka.

Takie są niestety prawidła różnicy między Stwórcą i stworzeniem, że to ostatnie może o Nim mówić jedynie swoim ograniczonym, „stworzonym” językiem.

Jeśli w ogóle waży się mówić o tajemnicach wiary, może to czynić z utrzymywanym przez cały czas „w tyle głowy” zastrzeżeniem, że przecież to tylko obrazowy sposób przedstawiania rzeczywistości przekraczającej ludzkie zrozumienie. Powiedziałbym zatem, że kto na sposób literalistyczny odczytuje opis stworzenia, zapominając o wyższości Stwórcy nad stworzeniem, popada w czyny wprost zabronione przez Boga (Wj 20,4), czyniąc z Niego wewnątrzświatowego bożka. Biblia jednak ukazuje Jahwe jako przekraczającego (transcendującego) świat stworzony. Dlatego cały opis stworzenia trzeba czytać mając to właśnie na uwadze.

3.

Również w przypadku słowa ‘dzień’, zamiast interpretować je literalistycznie, trzeba poszukać jego różnych – dosłownych – znaczeń. I rzeczywiście, można ‘dzień’ rozumieć przynajmniej na kilka sposobów, jak to zresztą podpowiada sam autor natchniony. Skoro „nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą” (Rdz 1,5), dzień nie może oznaczać dwudziestoczterogodzinnej doby. Choć w tym samym wersecie czytamy, że „tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy”. Dzień składa się zatem z dnia i nocy, które razem tworzą dzień – co naturalnie sugeruje jakieś różne rozumienia słowa ‘dzień’ w obu przypadkach.

Dalej: siódmy dzień wyraźnie różni się od poprzednich; nie pojawia się w tym przypadku fraza „i tak upłynął wieczór i poranek – dzień siódmy”. Wydaje się to sugerować, że dzień ten się nie skończył, lecz trwa; stworzenie jest zakończone, a Bóg odpoczywa.

Coś tutaj gra, a coś nie gra; Bóg przecież cały czas stwarza, nie wycofał się ze swojej „pracy”, z drugiej strony rzeczywiście w jakimś sensie świat został już ukończony.

Nie musimy teraz zastanawiać się nad teologicznym znaczeniem tego wszystkiego, wystarczy nam podkreślić, że to kolejny przykład, iż słowo ‘dzień’ może mieć – ma – różne znaczenia zamierzone przez autorów (Boskiego i ludzkiego) Księgi Rodzaju.

Znamienne jest również, że dzień pierwszy pojawia się już po wersecie pierwszym, w którym jest napisane, iż „na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”. Wyraźnie ten „początek” odróżnia się od pierwszego dnia, jakby ten nie był początkiem. Nie sposób zatem, jak czynią to niektórzy, wyprowadzać jakichkolwiek wniosków na temat wieku ziemi z tego opisu. Nawet gdyby przyjąć, że sześć „dni” = sześć dni, co w świetle prezentowanych tutaj argumentów wydaje się niewłaściwe, i tak nie znalibyśmy „momentu początkowego”, od którego należałoby liczyć te dni. Jeszcze mocniej wybrzmiewa to w końcówce opisu stworzenia: „Oto są dzieje początków po stworzeniu nieba i ziemi” (Rdz 2,4). Wobec tego należałoby zachować wstrzemięźliwość przed tworzeniem „kroniki stworzenia”.

4.

Zwraca uwagę wszystkich, nie wyłączając zwolenników literalistycznej lektury, że światłość i ciemność powstały wcześniej niż słońce i księżyc – odpowiednio w pierwszym i czwartym dniu. Jest to zrozumiałe, gdy tekst czyta się według klucza teologicznego, który tutaj jest najważniejszy, i który, o zgrozo, może umykać tym, którzy koncentrują się na zadawaniu tekstowi pytań, na które on nie odpowiada.

Gdyby chcieć czytać tekst na sposób „kronikarski”, trzeba by dokonywać karkołomnych wygibasów intelektualnych, żeby „dowodzić” sensu takiej, a nie innej kolejności oraz niesprzeczności z opisem drugim (Rdz 2) czy innymi miejscami Biblii. Nie sądzę, żeby tego rodzaju „gimnastyki” i „szpagatów” wymagał Bóg od rozumu ludzkiego. Sama w sobie Biblia do takich czynności nie zachęca.

Ten Bóg, który rzekł: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1,26), oczekuje poważnego traktowania również stworzonego przez siebie rozumu. „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1,31).

5.

Warto zadać sobie pytanie o stworzenie czasu. W którym „momencie” ono się dokonało? Czy dopiero po szóstym dniu, gdy Bóg odpoczął po pracy, stworzenie czasu można uznać za skończone, razem z całym światem? W takim przypadku nie można byłoby liczyć poprzedzających ten „moment” „dni”, które jako miara czasu nie mogły przecież poprzedzać samego czasu.

Może zatem czas został stworzony na samym początku? Ale akurat w tym temacie panuje „Boże milczenie” – autor natchniony nie odpowiada na pytania, które interesują bardziej nas niż jego. (Swoją drogą, już w tym jednym fakcie kryje się przestroga przed doszukiwaniem się „na siłę” odpowiedzi na kwestie poruszane dopiero przez współczesnych).

A może jednak coś nam zostawił, przynajmniej drobną podpowiedź? Jest godne uwagi, że opis stworzenia w każdym dniu zaczyna się od Boskiego „niechaj”. Wszystko powstaje na słowo Boże: „Bóg rzekł”. Wiemy, że Stwórca wypowiada swoje słowo z wieczności, w której żyje, a zatem spoza czasu. A jednak nie w jednym „momencie” wszystko się dokonuje, skoro, jak czytamy, „tak upłynął wieczór i poranek”, czyli „dzień”. Wyglądałoby na to, że czas zaistniał zatem wraz z tym, co wydarzyło się pierwszego dnia (Rdz 1,5). Z kolei jednak dopiero słońce i księżyc stanowią miarę czasu, pierwszy i niezawodny „zegar” (Rdz 1,16). Jak więc można mówić o kolejnych odcinkach czasu – o dniach – przed dniem czwartym, od którego te dni można w ogóle liczyć?

6.

Ciekawe, że również termin „ziemia” nie jest w naszym opisie jednoznaczny. Już na początku Bóg stworzył ziemię (Rdz 1,1), a potem, gdy rozdzielił wodę od powierzchni suchej, ta została nazwana ziemią, choć już wcześniej jest ziemią, tyle że będącą bezładem i pustkowiem (notabene zalanym wodą) (Rdz 1,2.10). W tekście oryginalnym, w pierwszym przypadku wyraz „ziemia” posiada rodzajnik określony (Rdz 1,1), a w drugim, gdy mowa o ziemi w znaczeniu przestrzennym (Rdz 1,10), takiego rodzajnika już nie ma. Wskazuje to na różnicę między jednym a drugim znaczeniem słowa „ziemia”. Pierwszy werset mógłby zatem dotyczyć całego procesu stwarzania, a „niebo i ziemia” oznaczać wszystko, co zaistniało jako rezultat działania stwórczego (oddanego hebr. bereszit). Czy w takim razie należy widzieć w kolejnych wersetach „rozpisanie” na kolejne akordy tego stwórczego dzieła?

Stworzenie ciał niebieskich (dzień czwarty) zostaje poprzedzone stworzeniem ziemi, o której jest mowa już od pierwszego dnia. Oznaczałoby to, że ziemia zaistniała wcześniej niż cały wszechświat. Gdzie zatem i w jaki sposób ziemia „wisiała” w tym wszechświecie, którego jeszcze nie było?

Nie w próżni, bo ta nie jest niczym, lecz ewentualnie brakiem czegoś; musiałaby istnieć w nicości, skoro świat został stworzony ex nihilo (por. 2Mch 7,28; Hbr 11,3). Innymi słowy, sam Bóg musiałby podtrzymywać tę ziemię, jak czarodziej królika wyczarowanego z kapelusza. To zaś znów sugeruje, że Bóg i świat (ziemia) znajdowaliby się na jednym „poziomie”, co, powtórzmy, przeczy przesłaniu Biblii. Teksty natchnione ukazują wyraźną i nieprzekraczalną granicę – w istocie przepaść – między Stwórcą z jednej strony i stworzonym światem z drugiej.

To samo w gruncie rzeczy można by odnieść do całego opisu stworzenia. Podobnie jak nie sposób wyobrazić sobie ziemi wyabstrahowanej z całego stworzonego uniwersum, nie ma potrzeby „upierania” się przy takiej, a nie innej kolejności, a tym bardziej wpisywania następujących po sobie sekwencji zdarzeń w kolejne dni. Które, notabene, „płyną” inaczej w różnych miejscach kuli ziemskiej (ktoś właśnie smacznie chrapie nocą, gdy ja dniem piszę ten tekst).

Raczej autorzy natchnieni ukazują „niebo i ziemię” jako całość istniejącą jedynie we wzajemnej więzi (harmonii) wszystkiego. Bazują na ówcześnie panującym rozeznaniu „budowy” świata, w którą wpisują pewne przesłanie. Jeśli wyróżniają „etapy stworzenia”, to z motywów teologicznych, a nie kronikarskich.

Całe stworzenie zmierza ku uczynieniu człowieka na obraz i podobieństwo Boże, czego jednym z wyrazów ma być panowanie nad światem stworzonym (Rdz 1,28).

Artykuł Sławomira Zatwardnickiego pt. „Stworzenie w 6 dni na chłopski rozum” znajduje się na s. 17 lipcowego „Kuriera WNET” nr 97/2022.

 


  • Lipcowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Sławomira Zatwardnickiego pt. „Stworzenie w 6 dni na chłopski rozum” na s. 17 lipcowego „Kuriera WNET” nr 97/2022

Tym, którzy nie graniczą z Rosją, wciąż wydaje się, że smoka można oswoić / Magdalena Słoniowska, „Kurier WNET” 93/2022

Spokój i dobrobyt osłabiają, przede wszystkim moralnie. Ucisk i niebezpieczeństwo mobilizują i stawiają do pionu. Przywracają trzeźwe spojrzenie na to, co ma naprawdę wartość i czego należy bronić.

Magdalena Słoniowska

Bajka o smoku

Znacie? Znamy. To poczytajcie. Dawno, dawno temu w pewnym królestwie zagnieździł się smok. Pożerał mieszkańców królestwa i niszczył ich dobytek. Wyglądał strasznie i wszyscy się go bardzo bali. Rycerze, którzy próbowali go zgładzić, ginęli w jego paszczy. Jedynym sposobem na obłaskawienie smoka było dostarczanie mu raz w roku pięknej dziewicy na pożarcie. Aż któregoś roku, kiedy już wszystkie młode panny w królestwie zostały pożarte, przyszła kolej na córkę króla…

Żyjemy jak w bajce: smok pożera kolejne dziewice, ale reszta mieszkańców królestwa żyje bezpiecznie. Karmimy go – pocierpią rodziny nieszczęsnych ofiar, ale my jesteśmy spokojni w swoich domach. I żeby tak zostało, nie będziemy go drażnić, tylko zaspokajać jego potrzeby. Ostatecznie żąda tylko trochę i co jakiś czas.

Czy czujemy się zagrożeni? A może wydaje nam się, że to nas nie dotyczy? Że skończy się na aneksji wschodniej Ukrainy, a my pozostaniemy bezpieczni? My – Polacy, Rumuni, Węgrzy, Niemcy, Francuzi, Anglicy i pozostali mieszkańcy państw Europy? Tak jak pozostaliśmy bezpieczni po spacyfikowaniu Czeczenii, po aneksji części Gruzji, Krymu, po konflikcie zbrojnym w Donbasie?

Ciekawe, gdzie są nasi historycy i publicyści, którzy tak dzielnie i przekonująco krytykują przedwojenne władze Polski. Którzy wiedzą, jak należało się wtedy zachować, żebyśmy wyszli z wojny obronną ręką. Proszę bardzo, niech teraz wykorzystają swoją mądrość po szkodzie i podpowiedzą. Na razie scenariusz się powtarza. Europa, która zarzucała Polakom nieuzasadnioną rusofobię, grozi Rosji (tym razem nie Niemcom; może kolejność będzie w tej wojnie odwrotna) palcem, a nawet szabelką. Zobaczymy, czy przejdzie do czynów. Może tak samo, jak nasi sojusznicy w 1939 roku.

Myślę, że tym, którzy nie graniczą z Rosją (nie liczę jej tradycyjnie zaprzyjaźnionych „sąsiadów” Niemców) wciąż wydaje się, że smoka da się oswoić. I tylko trzeba mieć zapas panien do pożarcia. Pierwszą z nich jest Ukraina. Drugą oczywiście Polska. Jeszcze niedawno o Polsce mówili niektórzy: brzydka stara panna na wydaniu. Takiej przecież nikomu nie żal. A o tych pożartych wcześniej i już prawie strawionych nikt nie chce pamiętać.

Ile lat zyska jeszcze zachodnia Europa, zatykając paszczę smoka kolejnymi ofiarami? Coraz mniej. Ale będzie próbować. Byle nie swoim kosztem.

Znowu bezradność wobec agresora, zdumienie i zaskoczenie, że jednak jest drapieżny i zachłanny. Że jest gotów zabijać i niszczyć. Że naprawdę nam grozi wojna, zniszczenie, okrucieństwo i śmierć. Od paru lat zastanawiam się, czy tak właśnie czuli się ludzie przed II wojną światową, jak my dzisiaj. Mówiło się o zagrożeniu, ale myśl o wojnie była zbyt straszna, żeby ją do siebie naprawdę dopuścić. Po Wielkiej Wojnie uważano przecież, że już nic gorszego wydarzyć się nie może, że była tak wielką nauczką dla ludzkości… I raz po raz obłaskawiano Hitlera, czyniąc drobne, wydawałoby się, ustępstwa, które miały go zaspokoić. A Stalin? Niech się nim martwią jego sąsiedzi. Reszta robiła z nim interesy. I nic się nie zmieniło od osiemdziesięciu kilku lat. Tylko nazwiska trzeba zmienić na aktualne.

Wszystko już było i trwa nadal. Był grzech pierworodny, którym ludzkość będzie naznaczona do końca świata: ja chcę być bogiem, a Bóg Jahwe jest dla mnie zagrożeniem. Najlepiej zaprzeczyć Jego istnieniu.

Potem Kain zabił Abla i zabija do dziś. Jeszcze później była wieża Babel, w której żyjemy także teraz, a jakże! Próbujemy budować własny – niby wspaniały świat wbrew Bogu, a przy tym pożeramy się i kąsamy, mając pomieszane języki. I do dziś Bóg wyprowadza z Egiptu, i daje Ziemię Obiecaną tym, którzy chcą Mu uwierzyć i pójść za Nim niełatwą drogą pustyni. A potem, zamiast uczyć się na własnych błędach, znów budujemy swoje królestwa i Bóg musi nas korygować poprzez przeróżne nieszczęścia i plagi, bo inaczej nie chcemy niczego zrozumieć.

Wszystko to jest w Biblii. Także w Biblii możemy przeczytać o posłańcach Boga, takich jak Nabuchodonozor, którzy obracali w perzynę Jerozolimę, a naród uprowadzali w niewolę.

Może i w ten sposób należy odczytać zagrożenie ze strony Rosji. Jako wezwanie do opamiętania i nawrócenia.

Spokój i dobrobyt osłabiają, przede wszystkim moralnie. Rozleniwiają. Przewracają w głowach. Ucisk i niebezpieczeństwo mobilizują i stawiają do pionu. Przywracają trzeźwe spojrzenie na to, co ma naprawdę wartość i czego należy bronić.

Nie wiem, czy jeszcze mamy czas. Czy Bóg odwróci nieszczęście, pozwoli powstrzymać Putina?

Czy raczej Ukraina padnie ofiarą drapieżcy, który od lat ostrzy sobie zęby i nigdy nie rezygnuje? A potem Polska – przecież Rosja nie ukrywa swoich apetytów. Reszta Europy znowu będzie się przyglądać, zadowolona, że smok się nasycił i długo będzie trawił, a więc zostawi ją w spokoju.

W Piśmie Świętym św. Paweł zachęca do modlitwy za rządzących, abyśmy mogli wieść życie ciche i spokojne. „Służmy Panu w pobożności, a wybawi nas od naszych nieprzyjaciół” – to z kolei są słowa z brewiarza – Codziennej modlitwy Ludu Bożego – z jutrzni w czwartek 24 lutego, po nocy, kiedy wisząca nad Europą, a przede wszystkim nad Ukrainą agresja rosyjska stała się faktem.

Artykuł Magdaleny Słoniowskiej pt. „Bajka o smoku” znajduje się na s. 1 marcowego „Kuriera WNET” nr 93/2022.

 


  • Marcowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Magdaleny Słoniowskiej pt. „Bajka o smoku” na s. 1 marcowego „Kuriera WNET” nr 93/2022

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Fragmenty Biblii greckiej znalezione koło Jerozolimy. Ks. prof. Chrostowski: całość jest bardzo dobrze skatalogowana

Biblista wskazuje, że do znalezienia fragmentów Septuaginty mogło dojść nawet 30 lat temu. Tłumaczy, że odkrycie może stanowić dowód na różnorodność życia żydowskiego na początku naszej ery.

Ks. prof. Waldemar Chrostowski mówi o  odkrytych niedaleko Jerozolimy fragmentach Biblii greckiej. Archeolodzy izraelscy niedawno poinformowali o znalezisku, jednak prawdopodobnie mieli do niego dostęp już dawno, może nawet 30 lat temu.

Każdy fragment jest dobrze skatalogowany i musiał być przechowywany w dobrych warunkach.

Jak wskazuje biblista, życie żydowskie początku naszej ery  miało dużo bardziej zróżnicowany charakter niż się to przedstawia, a omawiane artefakty stanowią tego znakomity dowód.

Gość „Popołudnia WNET” opowiada również o tym, jaki jest los starożytnych znalezisk w Izraelu i innych krajach Bliskiego Wschodu.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Dr Krajski: Sytuacja Kościoła jest taka, jak za komunizmu. Postawa hierarchów ws. obostrzeń to wynik masońskich wpływów

Jeszcze długo po pandemii w kościołach będą pustki – przewiduje wydawca i publicysta, dr Stanisław Krajski.


Dr Stanisław Krajski mówi o liście do przełożonych żeńskich zgromadzeń zakonnych. Publikacja nie jest dostępna dla szerszej publiczności. W liście zachęcano do korzystania z dyspensy od udziału we Mszy świętej. W przypadku uczestnictwa w liturgii, usilnie zarekomendowano przyjmowanie Komunii świętej na rękę:

Zalecenia wymienione w liście nie są traktowane jako zachęta do refleksji. Raczej jako dogmat.

Zdaniem dr Krajskiego, list ten jest 'zastraszaniem i rozbijaniem wspólnot zakonnych”:

Dla sióstr, które zawsze przyjmowały Pana Jezusa na klęcząco i do ust, takie rekomendacje są łamaniem sumień.

Gość „Popołudnia WNET” mówi o swoich obserwacjach, z których wynika, że katolicy przyzwyczają się do pandemicznych sposobów wyznawania wiary, i niezbyt chętnie wracają na niedzielną Mszę świętą do kościoła. Zdaniem publicysty wyznawcy innych religii mają większą swobodę praktyk religijnych niż katolicy, niezależnie od pandemicznych obostrzeń.

W mojej sąsiedniej parafii członkowie kółka różańcowego niechętnie wracają do kościoła.  To niebezpieczne zerwanie dyscypliny. Nie bądźmy tchórzami.

Rozmówca Magdaleny Uchaniuk-Gadowskiej wzywa do postawy oblubienicy z biblijnej Pieśni nad pieśniami.

Jest pytanie, jak długo w kościołach będą pustki. Bo będą na pewno.

Opisana jest sytuacja w Europie Zachodniej i USA, gdzie w kościołach nie odbywają się publiczne Msze święte, i nic nie wskazuje, by ten stan rzeczy miał się szybko zmienić.

Dr Krajski wypowiada się na temat prac nad szczepionką na koronawirusa. Twierdzi, że jest ona testowana na ciałach dzieci nienarodzonych.

Zdaniem rozmówcy Magdaleny Uchaniuk-Gadowskiej, postawa Kościoła katolickiego wobec pandemii koronawirusa wynika z faktu, że jest on silnie zinfiltrowany przez masonerię. Dr Krajski wyraża opinię, że wprowadzanie obostrzeń odnośnie kultu katolickiego jest świadectwem traktowania jego członków jako ciemnotę. Jak podsumowuje dr Krajski:

Czas koronawirusa jest czasem ujawnienia prawdy o hierarchach kościelnych.

Zdaniem gościa „Popołudnia WNET” w polskim Episkopacie właściwe podejście do sytuacji epidemicznej pokazał metropolita szczecińsko-kamieński abp Andrzej Dzięga.

Dr Stanisław Krajski komentuje również rozwiązanie łowickiej pielgrzymki na Jasną Górę. Jak relacjonuje gość „Popołudnia WNET”, w Kościerzynie doszło do sytuacji, w której z kolei kapłani odmówili wiernym poprowadzenia pielgrzymki do Wejherowa.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Ks. Zieliński: Chrystus przyszedł w konkretnym miejscu i czasie. Usiłuje się nam w miejsce nauki podkładać ideologię

Ks. Henryk Zieliński o wadze wydarzenia, jakim jest Wcielenie Jezusa Chrystusa, o tym jak nie należy pojmować chrześcijaństwa i jakie błędy wynikają z zastępowania nauki ideologią.


Ks. Henryk Zieliński o wielkim znaczeniu Bożego Narodzenia, gdzie Słowo stało się Ciałem. Podkreśla fakt Wcielenia Jezusa Chrystusa powtarzając za Apostołem, że „nie za wymyślonymi mitami poszliśmy”.

Chrystus przyszedł w konkretnym miejscu i czasie.

Podkreśla, że dzięki chrześcijaństwa nie można przy tym pojmować tylko jako religii czysto intelektualnej, przypominając przestrogi kard. Saraha w tej sprawie. Jest ono bowiem konkretnym wezwaniem skierowanym przez Boga do każdego człowieka.

Bóg wzywa byśmy się angażowali w przemianę świata począwszy od swego życia.

Jednocześnie w chrześcijaństwie wiara i nauka nie są ze sobą sprzeczne, a wręcz przeciwnie, nauki przyrodnicze kierują nasze myśli ku Stwórcy, tego co badami, a filozofia helleńska dała teologii chrześcijańskiej aparat pojęciowy, którym mogła ona wyrazić w zrozumiały dla ludzi sposób objawione prawdy wiary.

Usiłuje się nam w miejsce nauki podkładać coś, co nauką w ogóle nie jest, tylko jest ideologią.

Problem pojawia się, kiedy tak jak w przypadku gender, w szaty naukowe ubiera się konstrukty ideologiczne. Tymczasem z nauką gender ma tyle wspólnego co komunistyczny „światopogląd naukowy”. Nasz gość przytacza przykład Węgier, które wycofały finansowanie tego kierunku na swoich uczelniach publicznych. Kapłan mówi także o tradycyjnie chrześcijańskim spojrzeniu na ekologię.

Ileż u Chrystusa jest troski o stworzenie […] Patriarcha libański nałożył karę ekskomuniki na wycinających cedry libańskie.

Na rzecz rozumnej troski o środowisko przemawia życie i działalność św. Franciszka. Należy przy tym wystrzegać się, by ochronie Stworzenia Bożego nie przypisywać znaczenia jakie ona nie ma. Nie jest to coś, co nadaje sens naszemu życiu. Redaktor naczelny „Idziemy” przytacza słowa bpa Henryka Hosera, który przestrzegał przed procesem uczłowieczania zwierząt i animalizacji ludzi.

Gość „Poranka WNET” przypomina, że dzisiaj obowiązuje wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, gdyż oktawa Bożego Narodzenia ma rangę jedynie święta, nie uroczystości, jak oktawa Wielkiejnocy, w której się nie pości.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

 

K.T./A.P.

Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie

Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim.

Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi.[related id=”6231″]A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: Bezbożniku, podlega karze piekła ognistego. Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj! Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę, powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz.

Mt 5,20-26

W celebracji eucharystycznej możemy być świadkami prawdziwego dialogu między Bogiem a Jego ludem. W proklamacji czytań biblijnych ponownie bowiem przebywamy historię naszego zbawienia poprzez nieustanne dzieło miłosierdzia, które zostało ogłoszone. Bóg także dziś z nami rozmawia jak z przyjaciółmi, „przestaje z nami” (SOBÓR WATYKAŃSKI II, Konstytucja dogmatyczna, Dei verbum, 2), aby nam towarzyszyć i ukazać nam drogę życia. Jego Słowo staje się wyrazicielem naszych potrzeb i trosk oraz owocną odpowiedzią, abyśmy mogli konkretnie doświadczyć Jego bliskości.
Franciszek

Cytat z Pisma Świętego za Biblią Tysiąclecia

Fragment listu apostolskiego „Misericordia et Misera”