Aleksander Bondariew: W Grodnie władze przyjęły przedstawicieli protestujących i zgodziły się na pewne ich wymagania

Co przez demokratyzację rozumieją Białorusini i Rosjanie? Aleksander Bondariew o protestach na Białorusi i w Rosji, ich przebiegu i tym, co oznaczają dla władz.

Aleksander Bondariew zauważa, że kiedy mowa jest o tym, czym Białorusini chcą demokratyzacji, to trzeba zdefiniować demokrację.

Demokracja teoretycznie jest po prostu instrumentem przekazywanie władzy ludności wybranym jej przedstawicielom.

Zauważa przy tym, że w krajach takich jak Stany Zjednoczone, czy Polska część ludzi nie chce zaakceptować wyniku demokratycznych wyborów. Na Białorusi zaś wybory „prawie na pewno zostały sfalsyfikowane”, co potwierdziła w swej ocenie Unia Europejska. Nie wiadomo ile głosów faktycznie zdobył urzędujący prezydent.

Bondariew podkreśla pokojowość białoruskich protestów. Ludzie zdejmują buty, kiedy wchodzą na ławki. Zauważa, że w Grodnie władze poszły na ugodę z protestującymi:

Tam przyjęli przedstawicieli protestujących i zgodzili się na pewne ich wymagania. Powstało coś, co oni nazwali Radą Zgody Społecznej.

W obwodzie grodzieńskim wypuszczono aresztowanych. Ludziom powiedziano, że nie muszą prosić o zezwolenie na demonstracje. Nasz gość mówi także o protestach w rosyjskim Kraju Chabarowskim, gdzie ludzie protestują przeciw aresztowaniu jego gubernatora. Zauważa, że jeśli w Rosji i Białorusi będzie dużo takich obwodów, to władza nie będzie mogła stłumić protestów. Bondariew wyjaśnia, że Białorusini i Rosjanie rozumieją przez demokratyzację co innego niż Adam Michnik. Chodzi im o wolność, nie o demokrację liberalną według zachodnich wzorców. Rosyjski dysydent zauważa, że Łukaszenka nie może wzorem gen. Jaruzelskiego oddać władzy w zamian za własność, gdyż tej ostatniej na Białorusi nie ma, a tą pierwszą traci. Wskazuje, że z trzech opozycyjnych kandydatów Łukaszenki wszyscy mają związki z Moskwą.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Prof. Girzyński: Porozumienie Polski, Ukrainy i Rumunii mogłoby stać się ważnym momentem zwrotnym w historii Europy

Prof. Zbigniew Girzyński o przesuwaniu się punktu politycznej ciężkości Europy na wschód, sytuacji na Białorusi oraz o błędzie Kremla.

Prof. Zbigniew Girzyński odnosi się do dziedzictwa I Rzeczypospolitej „która pozwalała wielu narodom na tych ziemiach bogacić i żyć we względnym spokoju przez wieki”. Mówi, że celem polskiej polityki zagranicznej powinno być „by na naszym terenie budować szerokie porozumienie państw” oparte na trzech dużych krajach regionu: Polsce, Ukrainie i Rumunii. Do nich dołączyć mogłyby państwa bałtyckie. Przypomina, że z porozumienia trzech dużych i trzech mniejszych państw narodziła się obecna Unia Europejska. Podkreśla, że

Porozumienie Polski, Ukrainy i Rumunii, to jest porozumienie trzech państw, które mają łącznie około stu milionów mieszkańców i zajmują terytorium ponad miliona kilometrów kwadratowych, mogłoby stać się takim ważnym momentem zwrotnym w historii Europy, bo ciężar politycznych działań w Europie przesunie się na wschód i powinniśmy zrobić wszystko, abyśmy ten ciężar ulokowali jak najbliżej Warszawy.

Odnosząc się do nastrojów we Francji wyjaśnia, że od wielu dekad są one prorosyjskie. Paryż zostawia Mińsk w strefie wpływów Kremla. Ten ostatni, zdaniem byłego posła, popełnił błąd zagarniając Krym. W ten sposób bowiem zrobił sobie wroga z narodu, który, jak mówi, był przyjazny Moskwie od czasów ugody perejasławskiej.  Nasz gość wskazuje, że obecnie Rosja nie ma łatwej sytuacji, jeśli chodzi o Białoruś. Opowiedzenie się zarówno za, jak i przeciw Łukaszence niesie za sobą ryzyko. Celem Polski i innych członków UE powinno być zachowanie suwerenności Białorusi

Być może z czasem ta Białoruś będzie podlegała procesom demokratycznym a one z całą pewnością wówczas będą ją bardziej wiązały z Zachodem.

Nie sądzi, by „Rosji udało się przehandlować Niemcom sprawę Białorusi w zamian za Nord Stream II”. Rozmówca Łukasza Jankowskiego zauważa, że przez Sejm została przyjęta jednogłośnie uchwała ws. Białorusi. Odnosi się do stwierdzeń, że prezydent tego kraju nie pozwala na jego całkowite podporządkowanie Rosji. Zauważa, że prezydent Alaksandr Łukaszenka „ani o milimetr nie zwiększył suwerenności Białorusi”. Nie wykorzystał on okazji do tego w czasach rządów Jelcyna.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Prof. Zbigniew Girzyński, dr Filip Furman, Aleksander Bondariew, Andrzej Halicki – Popołudnie WNET – 19.08.2020 r.

Popołudnia WNET można słuchać od poniedziałku do piątku w godzinach 16:00 – 18:00 na: www.wnet.fm, 87.8 FM w Warszawie, 95.2 FM w Krakowie i 96,8 FM we Wrocławiu. Zaprasza Łukasz Jankowski.

Goście Popołudnia WNET:

dr hab. Zbigniew Girzyński – były poseł;

Siergiej Marcelew – politolog pracujący w Mińsku;

dr Filip Furman – Ordo Iuris;

Aleksander Bondariew – tłumacz, prozaik;

Artiom Bujan – prezes Stowarzyszenia Poszkodowanych Obligatariuszy GetBacku;

Andrzej Halicki – europoseł PO.


Prowadzący: Łukasz Jankowski

Realizator: Jan Gromnicki


Zbigniew Girzyński

Prof. Zbigniew Girzyński mówi, że celem polskiej polityki zagranicznej powinno być „by na naszym terenie budować szerokie porozumienie państw” oparte na trzech krajach: Polsce, Ukrainie i Rumunii, w których łącznie mieszka sto milionów ludzi. Odnosząc się do nastrojów we Francji wyjaśnia, że od wielu dekad są one prorosyjskie. Nasz gość wskazuje, że obecnie Rosja nie ma łatwej sytuacji, jeśli chodzi o swoją zachodnią sąsiadkę. Nie sądzi, by „Rosji udało się przehandlować Niemcom sprawę Białorusi w zamian za Nord Stream II”. Rozmówca Łukasza Jankowskiego zauważa, że przez Sejm została przyjęta jednogłośnie uchwała ws. Białorusi. Zauważa, że prezydent Alaksandr Łukaszenka „ani o milimetr nie zwiększył suwerenności Białorusi”. Nie wykorzystał on okazji do tego w czasach rządów Jelcyna.


Protest Białoruś 2020 / Fot. Homoatrox / CC 3.0

Siergiej Marcelew komentuje sytuację w białoruskiej stolicy. Wyjaśnia, jakimi siłami do rozpędzania zamieszek dysponuje Łukaszenka. Podkreśla, że mimo ofiar wśród protestujących Białorusini są zdeterminowani. Zauważa, że strajkują z jednej strony ludzie otrzymujący pensje z budżetu państwa, jak lekarze, a z drugiej strony robotnicy. Strajk tych ostatnich jest szczególnie groźny dla białoruskiej gospodarki. Politolog wyjaśnia, że ludzi o różnych poglądach politycznych łączy chęć odsunięcia obecnego prezydenta od władzy. Stwierdza, że protesty nie są antyrosyjskie lub antyzachodnie, ale pro-białoruskie.


Logo Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris0

Dr Filip Furman wyjaśnia na czym polega proponowany przez Ordo Iuris projekt ustawy przeciwko konwencji stambulskiej. Chodzi o potwierdzenie prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi poglądami oraz o identyfikację realnych przyczyn przemocy domowej. Przypomina ile europejskich krajów nie ratyfikowało konwencji stambulskiej. Prawnik wskazuje na art. 12 konwencji, który mówi o potrzebie zmian społecznych w relacjach damsko-męskich. Zaznacza, że w polskim tekście konwencji jest mowa o płci, ale w angielskiej i francuskiej, które są obowiązującymi wersjami użyte jest słowo gender [franc. genre- przyp. red.] oznaczające płeć kulturową. Nie powinno się zaś, jak mówi, implementować tego słowa do polskiego prawa.


Aleksander Bondariew / Fot. Radiownet.pl

Aleksander Bondariew zauważa, że kiedy mowa jest o tym, czym Białorusini chcą demokratyzacji, to trzeba zdefiniować demokrację. Stwierdza, że jest ona narzędziem dla ludzi, by wybrać kto ma rządzić. Zauważa przy tym, że w krajach takich jak Stany Zjednoczone, czy Polska część ludzi nie chce zaakceptować wyniku demokratycznych wyborów. Podkreśla pokojowość białoruskich protestów. Ludzie zdejmują buty, kiedy wchodzą na ławki.

Nasz gość mówi także o protestach w rosyjskim obwodzie chabarowskim, gdzie ludzie protestują przeciw aresztowaniu jego gubernatora. Zauważa, że jeśli w Rosji i Białorusi będzie dużo takich obwodów, to władza nie będzie mogła stłumić protestów. Bondariew wyjaśnia, że Białorusini i Rosjanie rozumieją przez demokratyzację co innego niż Adam Michnik. Chodzi im o wolność, nie o demokrację liberalną według zachodnich wzorców. Rosyjski dysydent zauważa, że Łukaszenka nie może wzorem gen. Jaruzelskiego oddać władzy w zamian za własność, gdyż tej ostatniej na Białorusi nie ma, a tą pierwszą traci. Wskazuje, że z trzech opozycyjnych kandydatów Łukaszenki wszyscy mają związki z Moskwą.


Artiom Bujan przypomina aferę GetBacku sprzed dwóch lat. W czwartek odbędzie się demonstracja Stowarzyszenia Poszkodowanych Obligatariuszy GetBacku. Jego prezes podkreśla, że „jesteśmy bardzo zaniepokojeni tym, jak śledztwo jest prowadzone”. Wskazuje, że „nie są zwieszone środki na kontach spółek, tylko majątek osobisty sprawców”. Zadaje pytanie, czemu prokurator środków tych nie zabezpieczył.


Andrzej Halicki / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET

Andrzej Halicki stwierdza, że „Aleksander Łukaszenka na pewno jest przegranym tych wyborów, dlatego nie można go uznać”. Wyjaśnia, jaką pomoc Polska może zaoferować Białorusinom. Ma ona wymiar prawny, medyczny, komunikacyjny. Odnosi się do kwestii podwyżki dla parlamentarzystów i urzędników. Stwierdza, że była to propozycja PiS-u. Głosowanie za podwyżkami ocenia jako błąd. Zdradza, ile zarabia poseł do Parlamentu Europejskiego, a ile na Sejm RP. Jest to w przeliczeniu na złotówki ok. 22 tys. zł bez diety poselskiej wobec 8 tys. zł brutto. Europoseł odpowiada na pytanie o wpływ Donalda Tuska w Platformie Obywatelskiej. Wyjaśnia, że szef Europejskiej Partii Ludowej, do której Platforma Obywatelska należy, cieszy się autorytetem.

 

Stefanik: Nie wiadomo, kto mógłby zastąpić Łukaszenkę. Europa Zachodnia będzie się bała destabilizacji

Co mają obecne protesty na Białorusi do stanu wojennego w PRL? Jakie skutki mogłoby mieć obalenie Łukaszenki? Zbigniew Stefanik o zachodnich sankcjach, Libanie i problemie z Turcją.

Dziennikarz polskich mediów we Francji, Zbigniew Stefanik porównuje obecną reakcję państw zachodnich do sytuacji, gdy wprowadzono w Polsce stan wojenny w 1981 roku. Wówczas także wprowadzono sankcje, ale dalej handlowano i prowadzono interesy z Sowietami.

Wprowadzone sankcje nie przeszkodziły w tym wspólny wspólnym amerykańsko-sowieckim interesie, jakim był transport zboża do Związku Sowieckiego z USA.

Zdaniem redaktora Stefanika, państwa Unii Europejskie będą obawiały się zmiany władzy na Białorusi i podaje przykład Algierii, która w czasie zimnej wojny znajdowała się pod kontrolą Moskwy. Tam w lutym ubiegłego roku toczyły się wielomilionowe protesty,w wyniku których prezydent Algierii Abd al-Aziz Buteflika i jego klan stracili władzę. Nie zmieniło to wiele, ponieważ nadal

Ten sam układ nadal sprawuje tam władze, bo Zachód boi się destabilizacji tego państwa.

W tej chwili nie wiadomo, kto mógłby zastąpić Łukaszenkę i rozpocząć proces demokratyzacji, co wzmacnia niepewność i nie sprzyja poparciu zza granicy. Zachód uznaje, że o tym, co się dzieje na Białorusi decyduje Władimir Putin. Zdaniem rozmówcy Jaśminy Nowak, Polska ma obowiązek moralny wspierać Białorusinów, ale może to robić jedynie symbolicznie, gdyż nie posiada żadnych instrumentów, które mogłyby zmienić tę rzeczywistość:

Nie można myśleć, o jakichkolwiek zmianach na Białorusi bez Rosji. Próbowano tego dokonać na Ukrainie- skutki tego, są takie, jakie znamy. […] Zachód na tym etapie ma inne priorytety, jak bardzo skomplikowana sytuacja w Libanie. Coraz większy kłopot jest z Turcją.

Zaznacza, że przy braku alternatywy na Białorusi w przypadku upadku Łukaszenki byłby stary układ z nową twarzą albo chaos. Odnośnie tego ostatniego kraju, redaktor Stefanik zauważa, że stosunki na linii Paryż-Ankara uległy istotnemu pogorszeniu w 2018 roku, gdy masowo wycofano z punktów sprzedaży jeden z tygodników, który zdaniem Turcji, pokazywał w niekorzystnym świetle prezydenta Erdoğana:

Francja uznała te działania za wrogie. Mówiono nad Sekwaną wręcz o elemencie wojny hybrydowej.

Ponadto Francuzi krytykują zaangażowanie Turcji w Libii, z kolei Ankara krytycznie odnosi się do zaangażowania Paryża w Libanie. W związku z tym, w obecnym sporze grecko-tureckim, Francja z pewnością stanie po stronie Greków.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

M.K./A.P.

Siarhiej Pielasa: Weterani jednostek specjalnych na Białorusi przechodzą na stronę protestujących

Dziennikarz telewizji Biełsat, Siarhiej Pielasa komentuje działania sił bezpieczeństwa na Białorusi.

Siarhiej Pielasa ocenia, że nie jest pewny czy do Białorusi wkroczy kolumna ok. 30 rosyjskich samochodów tzw. więźniarek, należących do Gwardii Rosyjskiej.

Informacja o kolumnie rosyjskich samochodów więziennych została odnotowana przez obserwatorów pewnego projektu, który śledzi działania dotyczące bezpieczeństwa. Chodzi o kilkadziesiąt samochodów, które należą do tzw. Gwardii Rosyjskiej, do której należy OMON – najbardziej niebezpieczna jednostka policyjna przeciwdziałająca działaniom obywateli – mówi gość „Popołudnia Wnet”.

Samochody są bez oznaczeń i mogą przewieść około 600 funkcjonariuszy OMON, co może być odczytane jako element próby zastraszenia Białorusinów i demonstracja siły ze strony Rosji. „Łukaszenka wykorzystał wszystkie jednostki, które ma pod ręką” – dodaje.

Zdaniem gościa „Popołudnia Wnet”, Łukaszenka zastosował do pacyfikacji protestów wszystkie 1200 jednostek OMON, wojska wewnętrzne w liczbie 12 tys. żołnierzy i jednostki specjalne ALFA, które to miały uprzednio zatrzymać rosyjskich separatystów w pobliżu Mińska. Wedle nieoficjalnych danych, dotychczas śmierć poniosły co najmniej dwie osoby, kilkadziesiąt osób zaginęło, a od 7 do 10 tys. osób zostało zatrzymanych. Taktyka brutalnego tłumienia protestów nie zadziałała, a ostrożne szacunki wskazują, że wczoraj na ulice Mińska wyszło około 200-250 tys. ludzi.

Siarhiej Pielasa twierdzi, że najbardziej obawia się pomocy dla Łukaszenki ze strony Władimira Putina, ale uważa jest jeszcze zbyt wcześnie, by władze sięgnęły po taki scenariusz. Dodaje, że widać już pęknięcia wśród funkcjonariuszy wojsk wewnętrznych, ale nie spodziewa się zmiany strony pośród członków OMON-u, który należy całkowicie rozwiązać.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

M.N.

Przydacz: Prezydent Łukaszenka powinien przeprowadzić dialog ze społeczeństwem

Marcin Przydacz przedstawia stanowisko państwa polskiego wobec sytuacji na Białorusi. „Nasza strona chce wesprzeć dialog między tamtejszą władzą, a białoruskim społeczeństwem” – twierdzi.

Sytuacja na Białorusi jest bardzo dynamiczna. Na tym etapie trudno jest określić, w jakim kierunku ta sytuacja podąża i kiedy dojdzie do przełamania politycznego – mówi gość „Poranka Wnet”.

Od kilku dni protesty przyjmują zupełnie inny charakter. Na początku na ulicach widziano przede wszystkim etatowych opozycjonistów, młodzież czy intelektualistów, od kilka dni dołączają do nich zakłady pracy. Z pewnością zaskoczyło to Łukaszenkę do tego stopnia, że zmienił taktykę, ustały bowiem brutalne aresztowania.

Póki co prezydent Łukaszenka wysyła sygnały, że nie jest gotowy do dialogu. „Myślę, że potrzebna jest jeszcze większa presja międzynarodowa. Jako strona polska chcemy wyciągać rękę do dialogu i pomagać w mediacji. Mamy nadzieję, że władze w Mińsku skorzystają z europejskiego wsparcia. Społeczeństwo białoruskie ewidentnie chce zmiany i potrzebuje rozmowy” – podkreśla.

„Idealny scenariusz byłby taki, gdyby prezydent Alaksandr Łukaszenka przeprowadził dialog ze społeczeństwem” – mówi wiceszef Ministerstwa Spraw Zagranicznych i podkreśla, iż państwo polskie będzie działać w taki sposób, aby uszanować suwerenność Białorusi.

Marcin Przydacz uważa, że może nastąpić do pęknięć w białoruskim establishmencie, przez co część elity może być kolejną stroną w konflikcie między władzą a społeczeństwem. Zaznacza, że w jego przekonaniu na tym etapie Białoruś prowadzi grę psychologiczną. Na tym etapie Rosja nie potrzebuje w żaden sposób interweniować, choć nigdy nie można tego wykluczyć.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./M.N.

Grzegorz Wysocki: Zarobki ministrów i prezydenta nie są najwyższe w porównaniu z dyrektorami spółek

Grzegorz Wysocki o protestach na Białorusi, podwyżkach dla parlamentarzystów, ministrów i nauczycieli oraz o finansach samorządowych.

Grzegorz Wysocki komentuje sytuację polityczną na Białorusi. Stwierdza, że ma tam wielu przyjaciół. Ludzie nie wierzą w wynik wyborów i chcą zmian.

Zarobki ministrów i prezydenta nie są najwyższe w porównaniu z dyrektorami spółek.

Odnosi się do podwyżki dla parlamentarzystów i wysokich urzędników. Stwierdza, że jest to decyzja Sejmu. Ustawowo przyznawane są też podwyżki dla nauczycieli. Ciężar ich spada jednak na barki samorządów, których subwencja się nie zwiększyła.

Chwali także gminę Łomazy, której jest radnym. Samorządowiec przyznaje przy tym, że czasem brakuje środków finansowych na lokalne inwestycje. Mówi o tym, jak gmina stara się zachęcić młodych, by nie wyjeżdżali.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Dziennikarz z Grodna: Jeśli ludzie chcą zmian, to nie mogą ustąpić. Łukaszenka będzie się mścił

Aleksy Szota o protestach w Grodnie i na całej Białorusi, tym, co musi się stać, by Łukaszenka upadł, strajkach robotników i zatrzymaniach protestujących.

Po raz pierwszy od upadku ZSRR są protesty są  w całym kraju i po raz pierwszy robotnicy dołączyli się do protestów politycznych.

Aleksy Szota wskazuje, że dotąd u naszego wschodniego sąsiada robotnicy strajkowali jedynie w sprawach socjalnych. Zauważa, że na Białorusi duży przemysł jest prawie w całości państwowy. Ich pracownicy przyłączyli się do protestu przeciw sfałszowanym wyborom. Strajkują także górnicy w Soliborsku oraz robotnicy zakładów metalurgicznych, będących oczkiem w głowie białoruskiego przemysłu.

Ludzie się domagają, żeby wypuszczono więźniów, pozwolono na pokojowe zebrania.

Redaktor naczelny portalu Grodno News przypomina wygwizdanie Alaksandra Łukaszenki przez strajkujących robotników, których zakład odwiedził. Informuje o zwolnieniach aresztowanych. Wśród wypuszczonych był rosyjski turysta, którego zatrzymano zarzucając mu przewożenie pieniędzy dla opozycji. Wciąż nie wiadomo co się stało z częścią zatrzymanych przez służby osób.

Nasz gość mówi, iż milicja jest bardzo arogancka. Szota twierdzi, że obecnie trzeba postawić wszystko na jedną kartę. Albo uda im się wypełnić swoje postulaty, albo wyemigrują z ojczyzny.

Łukaszenka nigdy nie odejdzie sam. […] Jeśli ludzie chcą zmian, to nie mogą ustąpić.

Jeśli “Baćka” utrzyma się u władzy, to będzie się mścił. Przyrównuje to do stalinowskiej wielkiej czystki. Nie wiadomo jednak, kto miałby go zastąpić. By prezydent Białorusi upadł musiałaby nastąpić zdrada w gronie elity władzy.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Romaszewska-Guzy: Swiatłana Cichanouska była przez 3 godziny szantażowana przez oficerów KGB

Agnieszka Romaszewska-Guzy mówi o odrzuceniu przez Białorusinów sowieckiej symboliki, wiecu poparcia dla Łukaszenki, pokojowych protestach i szantażowaniu Swiatłany Cichanouskiej przez oficerów KGB.


Dyrektor telewizji Biełsat, Agnieszka Romaszewska-Guzy opowiada o protestach białoruskich zakładów pracy i wielotysięcznych marszach, które odbywają się w całym kraju. Opisuje także wizytę prezydenta Łukaszenki w firmie zajmującej się produkcją wyrzutni rakiet, gdzie po raz pierwszy krzyczano mu w oczy „odejdź”.

Nad robotnikami powiewał biało-czerwono-biały sztandar. Widać, że wszędzie Białoruś zrobiła się biało-czerwono-biała, tzn. odrzucono te oficjalne kolory, które narzucił Łukaszenka, likwidując narodową flagę i narzucając powrót do sowieckiej symboliki narodowej.

Rozmówczyni Adriana Kowarzyka wskazuje, że zorganizowany wiec poparcia dla prezydenta Białorusi składał się głównie z pracowników sektora budżetowego, którzy niechętnie chcieli w nim uczestniczyć, w przeciwieństwie do osób uczestniczących w antyrządowych protestach. Demonstranci domagający się ustąpienia Łukaszenki maszerowali w sposób pokojowy i „radosnej atmosferze”.

Wszyscy ludzie szli z balonikami. Panowała niezwykle radosna atmosfera […] Trzeba podkreślić, że to absolutnie pokojowe (protesty-przyp.red.).

Gość Kuriera w samo południe zwraca uwagę, że Swiatłana Cichanouska została zmuszona do wyjazdu, po tym, jak przez 3 godziny była szantażowana przez oficerów KGB.

W momencie, kiedy składała protest w państwowej komisji wyborczej, gdzie wpuszczono ją samą […] Zamknięto ją w pokoju, weszli oficerowie KGB i przez 3 godziny obrabiano ją odpowiednio. Trzeba pamiętać, że ma ona męża w więzieniu, a w tym czasie, miała w więzieniu także szefową swojego sztabu, która ma dwójkę dzieci. Efekt był tego taki, że po prostu ją wywieźli na granicę litewską.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

M.K.

Dobrowolski: Znęcano się nad nami cały czas. W sali do koszykówki byliśmy torturowani, bici przez całe piętnaście godzin

Co przeżyli dziennikarze z Polski w białoruskich aresztach? Witold Dobrowolski o protestach na Białorusi, zatrzymaniu polskich dziennikarzy, nastrojach wśród Białorusinów i wagnerowcach.

Społeczeństwo przez sam reżim zostało zmotywowane przez skrajne zafałszowanie wyborów.

Witold Dobrowolski o protestach na Białorusi. Nasz gość był ich świadkiem. Podczas nich został aresztowany przez białoruską milicję. Wraz z innymi aresztowanymi był torturowany.

Znęcano się nad nami cały czas. W sali do koszykówki byliśmy torturowani, bici przez całe piętnaście godzin.

Przez miejsce tymczasowe dla aresztowanych mogło przejść w ocenie naszego gościa nawet tysiąc osób. Dziennikarze z Polski przedstawiali się jako turyści, gdyż nie mieli akredytacji. Milicjanci poruszali z zatrzymanymi Polakami wątki historyczne. Nie podobało im się to, co polskie władze mówią na temat roli Związku Sowieckiego w II wojnie światowej.

Mieliśmy piekło przez dobę, a w drugim areszcie już nas nie bito.

Po przewiezieniu do regularnego więzienia aresztowani mieli już dostęp do toalety i wody, który wcześniej był utrudniony.  Wszyscy więźniowie zostali aresztowani na 14 dni. Polaków uwolniono po trzech dniach. Powodem skrócenia wyroku był rzekomy brak tłumacza w sądzie. Na uwolnionych czekały tłumy Białorusinów, co było zaskoczeniem dla reportera. Osoby aresztowane były zatrzymane przypadkowo. Częstokroć były porywane przez milicję. Witold Dobrowolski zauważa, że tymczasem

Wagnerowcy zostali skrycie przekazania Rosji.

Informuje, że część z tych, którzy przed zatrzymaniem nie angażowali się w protesty, zdecydowali się na to po wyjściu z aresztu. Wskazuje, że „społeczeństwo białoruskie w stronę Rosji nie chce iść” zdając sobie sprawę, że jest tam podobnie pod względem wolności i sytuacji gospodarczej do tego, co mają u siebie. Obecnie w dobie koronawirusa „ekonomicznie w Rosji żyje się coraz ciężej”.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.