Ekologia – przedmiot emocjonującej gry politycznej i gospodarczej angażującej graczy na poziomie światowym i powiatowym

Komin dymi. Czy to źle? W praktyce zależy, czyj on jest oraz dla kogo i z jakich pozycji dymi. A! Pozostaje jeszcze niewykonalne zadanie określenia, ile i jakiego dymu może z niego wylatywać. I kiedy.

Adam Gniewecki

Chyba nie ma dziedziny nauki, której teorie i reguły naginano oraz „dostosowywano” do aktualnych potrzeb tak otwarcie, jawnie i cynicznie. Jednocześnie uczciwie pojęta i stosowana ekologia, przy coraz szerszej skali aktywności ludzkiej, to środek na zachowanie naszej planety w stanie nadającym się do zamieszkania, a tym samym uratowanie ludzkości przed… właściwie nie wiadomo czym – zaniknięciem, drastyczną depopulacją, wojnami o czystą wodę, powietrze i kawałek uprawnej ziemi? Nie tragizujmy.

Rozwój techniki, czyli postęp techniczny, ma to do siebie, że prawie jednocześnie z wprowadzeniem do użycia truciciela znajduje i stosuje remedium na towarzyszące mu szkodliwości albo zastępuje go innym, zdrowszym rozwiązaniem. Bo postęp jest dziełem istoty rozumnej.

I właśnie takim istotom zawierzyłbym strzeżenie stanu Ziemi, a nie daj, Panie, politykom, czyli wybrańcom krótkowzrocznego wielkiego biznesu i finansjery.

Według Encyklopedii PWN ruch ekologiczny czy zielonych to ruch społeczny, który działa na rzecz ochrony środowiska i racjonalnego korzystania z zasobów naturalnych, aby zapewnić odpowiednią jakość życia (zdrowe powietrze, żywność, czysta woda) i prawidłowy jego rozwój na Ziemi. Ruch ten pojawił się na początku lat 70. ubiegłego wieku w wyniku kontestacji cywilizacji konsumpcyjnej. Postuluje on odrzucenie systemu przemysłowego i stworzenie takiego, w którym człowiek i społeczeństwo są częścią przyrody oraz żyją z nią w harmonii, pojęcie wzrostu zaś należy zastąpić pojęciem ekorozwoju, czyli takim modelem produkcji, który będzie opierał się na odtwarzalnych źródłach energii (w tym rezygnacji z energetyki jądrowej) i uwzględniał właściwości ekologiczne i społeczno-kulturowe regionów. Centralne struktury biurokratyczne ustąpią zdecentralizowanej demokracji bezpośredniej, a przemoc jako narzędzie polityczne zostanie odrzucona.

W 1973 r. powstała w Wielkiej Brytanii pierwsza na świecie partia ekologiczna, następne tworzono kolejno w Austrii, Belgii, Holandii, Irlandii, Niemczech, Szwecji, a w końcu lat 80. w Polsce i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Czyli ekologia i związane z nią ruchy idą dużo dalej niż troska o środowisko. Sięgają po hasła głębokich zmian w sposobie życia społeczeństw, ich organizacji i rozwoju. Nie próbuję osądzać, czy to dobrze, czy nie, ale pozwalam sobie zauważyć, że takie idee i cele działań to już polityka pełną gębą, a ta jest bez porównania mniej niewinna, autentyczna i transparentna niż prawdziwe ruchy społeczne.

(…) Prawo do czystego powietrza do dzisiaj nie doczekało się wpisania na listę praw człowieka, mimo że wydaje się ono oczywiste. A może dlatego, że właśnie takie jest, dotycząc potencjalnie i jednocześnie wielu państw i licznych grup interesów. Na przykład komin dymi. Czy to źle? Z pozycji idealisty – tak, ale w praktyce – zależy, czyj on jest oraz dla kogo i z jakich pozycji dymi. A! Pozostaje jeszcze niewykonalne zadanie określenia, ile dymu i w jakim składzie może z niego wylatywać. I kiedy. Tyle będzie opinii, ile grup lobbystów, źródeł finansowania badań nad dymem i kominem oraz ilu „pożytecznych idiotów” zdołają zwerbować agenci wpływu, a także ile zadym w sprawie dymu uda się zorganizować. Jakby się nie kręcić, w końcu staje się twarz w twarz z polityką. I tu możemy naturalnie i płynnie przejść do sprawy Agendy 2030. (…)

W roku 2015 Polska przyjęła Agendę, a wraz z nią 17 celów i 169 związanych z nimi zadań. Za realizację podjętych zobowiązań odpowiada Ministerstwo Rozwoju, uwzględniając je w planach na kolejne dekady. W części dotyczącej demografii Agenda mówi, że „wzrost zaludnienia zwiększa napięcie środowiskowe, które obniża jakość życia” i „instytucje na wszystkich poziomach powinny dokładniej badać związki między zmianami demograficznymi, zróżnicowanymi poziomami rozwoju i wpływem na środowisko”, ponieważ „polityka ludnościowa jest częścią polityki zrównoważonego rozwoju, a społeczności muszą uczestniczyć w konsultacjach na temat rozwoju polityki ludnościowej. Kobietom szczególnie należy umożliwić podejmowanie decyzji o liczebności rodziny, w tym celu dostęp do „właściwych środków”, zaś wszechstronna prenatalna opieka medyczna powinna być dostępna dla wszystkich”.

Agenda zawiera m.in. punkty dotyczące: likwidacji ubóstwa we wszystkich jego formach, promowania zrównoważonego rolnictwa, w tym produktów GMO (!), wspierania zrównoważonego oraz zintegrowanego rozwoju gospodarczego (globalizm?!), podjęcia pilnych działań w celu zwalczania zmian klimatu i ich skutków (dekarbonizacja ze wszystkimi jej aspektami?!), ochrony i zrównoważonego korzystania z oceanów, mórz i zasobów morskich (morza i oceany miały być największą spiżarnią świata!), promowania pokojowego i integracyjnego społeczeństwa (wymuszone mieszanie narodów, ras i kultur, które pod przymusem integrować się nie chcą?!).

Chwalebne i chwytliwe idee. Któż nie chciałby zlikwidować ubóstwa? Jakie formy ludzkiej działalności mają zostać wykluczone, a jakie obowiązkowe? Co będzie wolno robić bez kontroli, a co tylko pod nadzorem? W końcu, jakie środki kontroli będą stosowane? Agenda 2030 to m.in. zamysł ograniczenia populacji świata, która, gdy czytać między wierszami, jest za wysoka. To w zasadzie manifest dotyczący przyszłości świata, zaaprobowany przez prawie wszystkie kraje, zawierający nieostre, niewyraźne i niejednoznaczne pojęcia, normy oraz elastyczne definicje, których doprecyzowaniem, na miarę swoich potrzeb, zajmą się egzekutorzy programu.

(…) Globalni Egzekutorzy decydują, co w konkretnych okolicznościach i dla kogo oznaczają paragrafy Agendy. Ekologia to globalnie obowiązująca, swobodnie i bez ograniczeń interpretowana ideologia, a Agenda 2030 to Manifest wskazujący kierunek politycznej poprawności.

(…) W 2015 r. Bill Gates zapytał: „Jak możemy wyprodukować wystarczającą ilość mięsa bez niszczenia planety?” i sam odpowiedział, że „jednym z rozwiązań byłoby poproszenie największych drapieżników – Amerykanów i nie tylko – o ograniczenie konsumpcji mięsa nawet o połowę”. Następnie dodał: „Wiążę również nadzieję z przyszłością substytutów mięsa”, zauważając, że zainwestował w rozwiązania alternatywne wobec mięsa, jakie proponuje np. firma Impossible Foods, współfinansowana przez Google i Jeffa Bezosa oraz Gatesa. Impossible Foods stawia sobie za cel zastąpienie w naszej diecie mięsa produktami roślinnym za 15 lat. Jeśli liczyć od daty wypowiedzi 2015 r., to wymieniony przez Gatesa docelowy rok pokrywa się z planowaną datą osiągnięcia celów ONZ-owskiej Agendy 2030.

Już w czasie, gdy pracowałem nad niniejszym tekstem, dotarła do mnie wiadomość, że Bill Gates, Jeff Bezos oraz były wiceprezydent USA Al Gore zainwestowali prawie 160 mln USD w Amerykański startup Nature’s Fynd, zajmujący się produkcją sztucznego ekologicznego mięsa i serów na bazie mikroba-grzyba o nazwie Fusarium strain flavolapis, żyjącego w okolicach gorących źródeł Parku Narodowego Yellowstone. W rezultacie fermentacji mikroba otrzymuje się zasobną w białko, nazwaną Fy, podstawę wszystkich produktów firmy. Substancję, która ma zawierać o połowę więcej protein niż tofu (twarożek sojowy otrzymywany w procesie koagulacji mleka sojowego) i zaledwie 10% tłuszczu w porównaniu do wołowiny. Nature’s Fynd planuje dostarczać ją jeszcze w 2021 r. do sklepów i restauracji. Będą to m.in. bezmięsne hamburgery, nuggetsy jak z kurczaka, jogurty czy serki śmietankowe.

Wszystko bez produktów odzwierzęcych. Ekologiczne, jeśli przyjąć, że ekologia to działania ofensywnie chroniące naturę przed człowiekiem, od uprzykrzenia mu życia po odebranie przypisanego mu przez naturę pokarmu i depopulację, czyli częściowe wytępienie.

(…) Jeszcze niedawno ekolodzy walczyli zaciekle o tzw. warstwę ozonową. Obecnie jest to już niemodne, a zainteresowanie skupia się raczej wokół emisji CO₂. Jednak warto przyjrzeć się sprawie ozonu jako charakterystycznej dla przemijalności ekologicznych trendów. Wkrótce po wystrzeleniu satelity meteorologicznego, w latach 80. XX w. zaobserwowano gwałtowny zanik powłoki ozonowej nad Antarktyką. W ciągu zaledwie 3 lat obserwacji tzw. dziura ozonowa powiększyła się ponad 10-krotnie. Naukowcy zaczęli bić na alarm. Winnym utraty ozonu nad biegunem południowym okrzyknięto freon, który w tamtych czasach był powszechnie używany jako czynnik chłodzący w lodówkach i klimatyzatorach, gaz nośny aerozolowych kosmetyków oraz w produkcji spienionych polimerów.

Mimo wyeliminowania freonu ze sprzętu AGD i składu aerozoli, dziura ozonowa nadal puchła. Między rokiem 1979 i 1987 zwiększyła się 23-krotnie, a w latach 2000 i 2006 osiągnęła rekordowe 30 milionów kilometrów kwadratowych. Uczeni przekonywali, że regeneracja warstwy ozonowej przebiegała powoli i mimo zaprzestania stosowania freonu, na efekty tzw. zielonej rewolucji trzeba było jeszcze poczekać. Następnie dziura malała, by w roku 2015 ponownie osiągnąć rekord z lat 2000–2006. Obecnie znowu maleje.

Dziura najwyraźniej „pulsuje”. Tak małej dziury ozonowej nad Antarktyką, jak w 2019 r., nie było wcześniej od ponad 30 lat. Nie jest to jednak, wbrew informacjom niektórych mediów, zasługa ograniczania emisji niszczących warstwę ozonową gazów, lecz nietypowego, tak silnego ocieplenia się stratosfery, że dziura ozonowa skurczyła się najbardziej od ponad 3 dekad.

To nagłe skurczenie się dziury ozonowej nie było efektem działań człowieka, czyli ograniczania emisji niszczących ozon gazów. Źródłem tej anomalii było tzw. nagłe ocieplenie stratosferyczne. Dziura ozonowa nie utrzymuje się nad Antarktyką przez cały rok. Pojawia się ona wraz z początkiem wczesnej wiosny (na półkuli północnej panuje wtedy wczesna jesień), gdy spod topniejącego lodu Antarktyki wydobywają się olbrzymie ilości gazów, głównie metanu. Powoduje on niszczenie warstwy ozonowej. Opinie specjalistów są podzielone. Jak zawsze w nieoczywistych kwestiach ekologicznych. Jedni utrzymują, że dziura ozonowa to efekt „freonowej” działalności ludzkiej, inni zaś twierdzą, że to bzdura, a zjawisko jest całkowicie naturalne i stare jak świat, a jego obserwacja stała się możliwa dopiero dzięki postępowi techniki. (…)

Zdzisław Kijas, profesor nauk teologicznych i rektor Papieskiego Wydziału Teologicznego św. Bonawentury Seraficum w Rzymie powiedział: „Czynić sobie ziemię poddaną znaczy to samo, co troszczyć się o nią. Kto odczytuje to wyrażenie egoistycznie, grzeszy”. To oznacza symbiozę człowieka z jego środowiskiem, które zyskuje na ludzkiej „opiece”, a nie wykluczanie rozsądnych i wyważonych działań ludzkich.

Symbioza oznacza współżycie. Rozwój świadomości człowieka w sprawie uzależnienia jego losu od kondycji planety, na której żyje, i postęp techniczny oraz prosty instynkt samozachowawczy doprowadzą do zrównoważenia produkcji zanieczyszczeń i ich usuwania. Pogodzenia ludzkich dążeń z dobrostanem Ziemi. Z udziałem ekologów albo bez. Człowiek to istota racjonalna. Nie będzie podcinał gałęzi, na której siedzi, ale też nie zgodzi się na skarmianie go mięsem i twarożkami z „grzybobakterii” czy roślinami GMO albo wymuszone depopulowanie, czy sztuczne ograniczenia służące celom innym niż ekologia. Na przykład polityce, finansom czy gospodarce.

Cały artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Polityka ekologiczna i ekologia polityczna” znajduje się na s. 10–11 sierpniowego „Kuriera WNET” nr 86/2021.

 


  • Sierpniowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Polityka ekologiczna i ekologia polityczna” na s. 10–11 sierpniowego „Kuriera WNET” nr 86/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Cejrowski: Bill Gates chce wywołać powszechną bezpłodność w Afryce. Modlę się o jego nawrócenie

Gospodarz „Studia Dziki Zachód” mówi o szczepionkach na koronawirusa, planach ratowania światowej gospodarki i o sytuacji powyborczej w USA.

Wojciech Cejrowski krytykuje pomysły zamykania stoków narciarskich w związku z pandemią. Wskazuje, że narciarze w sposób naturalny zachowują od siebie dystans. Poza tym, wystawiają się na antywirusowe działanie witaminy D. Jak mówi:

Ludzie są mądrzejsi od Gowina.

[related id=114158 side=right] W kontekście przygotowań do dystrybucji szczepionki na koronawirusa, gospodarz „Studia Dziki Zachód” przypomina, że masowe szczepienia od lat promuje miliarder Bill Gates:

Ten człowiek chce wywołać powszechną bezpłodność w Afryce. Modlę się o nawrócenie Billa Gatesa.

Podróżnik prostuje słowa premiera Morawieckiego, zgodnie z którymi rząd „wpompował” w gospodarkę setki miliardów złotych. Wskazuje, że środki te nie mają żadnego pokrycia.

Tłumaczenie, że polski premier jest niewinny, bo robi to samo co wszyscy, jest jak tłumaczenie SS-manów. Tak samo należy za drukowanie pieniędzy krytykować Donalda Trumpa.

Poruszony zostaje również temat wyborów prezydenckich w USA. Wojciech Cejrowski przypomina, że w 2000 r. przez miesiąc za zwycięzcę wyborów był uznawany Al Gore.

Donald Trump zgłosi do Sądu Najwyższego wszystkie udokumentowane fałszerstwa wyborcze.

Wojciech Cejrowski mówiąc o epidemii koronawirusa zauważa, że jedynie niewielka część osób, u których wykryto zakażenie, rzeczywiście jest chora. Podróżnik wyraża zdziwienie faktem, że polski rząd w nowej „tarczy” przewidział dotację na otwieranie nowych biznesów:

Co z tymi, którym rząd zabronił prowadzić działalności?

Prof. Prokopowicz: Prezydent-elekt może pobierać środki federalne. Nie ma podstaw by uznawać Joego Bidena za elekta

Prof. Adam Prokopowicz o manipulacjach wyborczych w Stanach Zjednoczonych, ponownym liczeniu głosów, ustawie o przekazaniu władzy prezydenckiej, szczepionce Pfizera i międzynarodowych korporacjach.

Na pewno w tych wyborach zaszły poważne nieprawidłowości.

Prof. Adam Prokopowicz wskazuje, że nie wiadomo, czy są one na tyle duże, by zmienić zwycięzcę wyborów. Mogą one dotyczyć od kilkudziesięciu tysięcy do nawet miliona głosów. Chodzi tutaj o głosy oddane za kogoś innego, wypełnione nieprawidłowo, lub takie, które wpłynęły już po czasie.

Stwierdzono bardzo dużo manipulacji liczenia głosów. Są bardzo duże zastrzeżenia do tego, jakie programy zostały wykorzystane.

Ponowne przeliczenie głosów byłoby jednak żmudną i niełatwą pracą. Kilka osób, które liczyły głosy zeznały pod przysięgą, że były szantażowane lub wywierany był na nie nacisk, by liczyć głosy tak, aby wygrał kandydat Demokratów.

prezes Instytutu Globalnych Innowacji, Ekonomii i Logistyki zauważa tytułowanie Joego Bidena prezydentem-elektem niesie za sobą wagę prawną. Z tytułem tym wiąże się prawo do otrzymywania federalnych środków na organizację nowej administracji. Przywołuje ustawę z 1963 r., który zauważa, że w przypadku podejrzeń o sfałszowanie wyborów ten, który aktualnie prowadzi nie jest uznawany za prezydenta-elekta.

Jest też możliwość, że któryś kandydat uzna, że jego kontrkandydat wygrał. Donald Trump tego nie uznał, więc nie ma podstaw stosowania tego aktu.

Przypomina precedens z 2000 r., kiedy to Al Gore uznał zwycięstwo George’a W. Busha po 35 dniach od wyborów. Nasz gość mówi, iż Donald Trump nie ma podstaw, aby zgadzać się na ogłoszone przez media zwycięstwo kandydata z ramienia Partii Demokratycznej. Wyniki w wielu stanach bowiem nie zostały prawnie certyfikowane bądź policzone do końca.

Prezes firmy Pfizer zapomniał, że na opracowanie szczepionki otrzymał dofinansowanie od amerykańskiej administracji – wskazuje. Mówi się o szczepionce Bidena. Prof. Prokopowicz obawia się, że zmiany ekonomiczne na świecie prowadzą do odejścia od kapitalistycznego modelu gospodarczego. Stwierdza, że w jego przekonaniu

Mamy w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie wielką ofensywę międzynarodowych wielkich korporacji, które koniec końców prowadzić będą do ograniczenia roli małych przedsiębiorców w gospodarce.

Rządzić będą monopolistyczne korporacje, co porównuje do socjalizmu.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Wojna zaczyna się często od akcji prewencyjnych i czasami się na nich szczęśliwie kończy!

Wszystko w tych wyborach było sfałszowane. Od gry na jedną bramkę 95% mediów, przez blokowanie informacji przez FB, TT i Google po dające olbrzymie możliwości nadużyć głosowanie korespondencyjne.


Zanim zacznę komentować bieżące wydarzenia chcę państwu podziękować w imieniu swoim i najlepszego Radia WNET  za słuchalność i wspieranie nas w niełatwej dzisiaj walce o przetrwanie myśli konserwatywnej i republikańskiej idei aktywnego społeczeństwa obywatelskiego. Za liczne głosy wsparcia i zwykłej sympatii, które nadają sens tej pracy i siły do jej wykonywania. Jeszcze raz dziękujemy! W komentarzach pod moimi nagraniami spotykam się z zarzutami, że jestem zbyt zaangażowany po jednej ze stron, co automatycznie podobno oznacza stronniczość oraz, może przede wszystkim zbytnią emocjonalność mojego przekazu.

Odpowiem na to krótko. Mam 65 lat i zbyt mało czasu mi pozostało, niezależnie od tego, że uważam, że czas ten zależy od Woli Bożej jedynie, żebym się nie angażował po stronie tego, co definiuję jako Dobro. Przekaz mój jest też głównie skierowany do tych, którzy podzielają moje poglądy oraz oczywiście do tych, którzy, mam nadzieję, dopiero zaczną je podzielać. Nie mam zamiaru dostosowywać się do zasad politycznej poprawności i starać się być obłym, żeby pozyskać większe zasięgi.

Nie mówię i nie będę mówił niczego, w co sam nie wierzę. Nie kłamię, choć oczywiście zdarzają mi się pomyłki lub niewłaściwe oceny, raczej w drobnych i nierzutujących na sens przekazu sprawach. Nie jestem tzw. ekspertem, których jest aż za dużo na świecie, ani „mędrcem” (bardzo podoba mi się w tym kontekście angielskie „pundit”), przekonanym o swojej nieomylności i
przemawiającym ex katedra. Dlatego też staram się dyskutować z odbiorcami mojego przekazu, na ile to jest oczywiście możliwe. Przyznaję i cieszę się, że jest to coraz trudniejsze z uwagi na rosnącą ilość Waszych komentarzy. Zbyt wiele czasu w swoim życiu poświęciłem głównie zarabianiu i wydawaniu pieniędzy, co nie przyniosło ani mnie, ani mojej
rodzinie niczego dobrego, żebym nie chciał walczyć o sprawy, które są według mnie tego warte. Tutaj przechodzę do zarzutu zbytniej emocjonalności.

Uważam, że toczymy wojnę, którą zresztą w tej chwili zdecydowanie przegrywamy i jest to ostatni moment, żeby próbować przynajmniej odwrócić przebieg ważnej, pewnie najważniejszej, bitwy, która pozwoli nam zacząć odzyskiwać utracone pozycje.

Przegrywamy ją niestety na własne życzenie, ponieważ zbyt często nie chcemy się wydać właśnie zbyt emocjonalni, śmieszni, szurowaci lub „politycznie niepoprawni”.

Daliśmy się zapędzić do getta behawioralnego, w którym obrona takich wartości jak Bóg, Ojczyzna, Honor (to moja kolejność wartości), przywrócenie pojęciom ich prawidłowych znaczeń, wolność wypowiedzi konserwatywnej wydaje się wręcz niedorzeczna i śmieszna, podczas gdy śmiertelnie poważnie traktowane
są próby „reedukacji” naszych dzieci przez trans płciowe indywidua z przysłowiowymi piórami w tyłkach.

[related id=128983 side=left]A skoro wojna to i emocje, które jej nieodmiennie towarzyszą!
Wracając jednak do naszych baranów, czyli wyborów prezydenckich w USA. Zarzucono mi wielokrotnie, że bronię przegranej sprawy, ponieważ wybory były uczciwe, a Biden wygrał z dużą przewagą 5 mln głosów. Po pierwsze: ilość oddanych głosów w amerykańskim systemie wyborczym nie do końca przekłada się na zwycięstwo, ponieważ przewaga głosów elektorskich w stanach słabiej zaludnionych może dać i tak zwycięstwo mimo wygranej w stanach gęsto zaludnionych. System jest na tyle mądry, że reguluje to w zmieniających się proporcjach.
Po drugie: jeszcze nie wygrał, ponieważ teraz rozpocznie się batalia sądowa, pewnie na poziomie kilku jurysdykcji.

Czterokrotnie już w historii USA prezydentem zostawał kandydat, który przegrał głosowanie powszechne. Al Gore, który wygrał z Georgem Bushem młodszym w 2000 roku i został ogłoszony, tak jak Biden dzisiaj, prezydentem elektem, dowiedział się przeszło miesiąc po wyborach 37 dni), że jednak nim nie zostanie.

Po trzecie: wszystko w tych wyborach było sfałszowane. Od gry na jedną bramkę 95% mediów, przez blokowanie informacji przez FB, TT i Google po dające olbrzymie możliwości nadużyć, głosowanie korespondencyjne z kompletnie szalbierczymi zasadami i uniemożliwienie nadzoru procesu liczenia głosów. Czy są dowody nadużyć? Liczne, które są przedstawiane, choć nie wszystkie ujawniane oraz cały czas dochodzą nowe.

Dla mnie, ale nie tylko, koronnym dowodem nieprawidłowości jest blokowanie kontroli dostępu do obserwacji liczenia oddanych głosów, wbrew prawu i mimo nakazu sądowego. Sędziom się to pewnie też nie spodoba.

Tak na logikę lub tzw. zdrowy chłopski rozum: czy gdyby wszystko było ok, uniemożliwialiby kontrolę? Na prawicowym portalu American Greatness można przeczytać, że wybory w Meksyku były bardziej uczciwe od tych teraz w USA. Jednak dalej uważam, że Donald J. Trump będzie prezydentem następne 4 lata. Ktoś na TT bardzo słusznie zauważył, że ci, którzy teraz w stanach i miastach rządzonych przez tzw. demokratów tańczą i świętują na ulicach, to ci sami, którzy mówili, że trzeba głosować korespondencyjnie ze względów bezpieczeństwa. Można zobaczyć na zdjęciach z tych parad oszustów Nancy Pelosi, jedną z najbardziej zakłamanych polityków, która wydawała się dotąd nie zdejmować maseczki nawet przy sikaniu, jak roześmiana od ucha do ucha bawi się w tłumie bezmaseczkowych zwolenników. Tak, to ci sami ludzie, którzy jeszcze kilka dni temu oskarżali Trumpa o organizowanie wieców wyborczych będących wylęgarnią śmiertelnie groźnej choroby. ’

Demokraci jeszcze nie wygrali, ale już grożą, że usuną Trumpa z Białego Domu siłą. Wierzę, że będą kolejnymi w długim
korowodzie tych, którzy przekonali się, że pycha kroczy przed upadkiem.

Wygląda na to, że trzeba będzie przenieść się z FOX na Newsmax. Zarzuty, że przedwczesne ogłoszenie wygranej Bidena w Arizonie znacznie skomplikowały sytuację Trumpa nie są chyba jednak nieuzasadnione, a moje przejęzyczenie/zbitka, w którym omyliłem Murdocha z Bloombergiem było być może prorocze.

FOX wbił praktycznie nóż w plecy Trumpowi, kiedy ten, nie spodziewając się z tej strony ataku, odwrócił się plecami. W nowym świetle stawia to zdaje się donację żony Murdocha Jerry Hall
w kwocie 0,5 mln dolarów na kampanię Bidena. Do tej chwili można to było traktować jako kaprys niezależnej kobiety, ale teraz jawi się raczej jako gra na dwa fronty a sytuacja z Arizoną jako przerzucenie w decydującym momencie sił na rzecz pozornego dotąd przeciwnika. FOX teraz stoi w jednym zgodnym rzędzie z CNN, NBC i MSNBC ogłaszając wygraną Bidena. W sobotę zdjęto z anteny (ponoć na razie na tydzień) popularny show sędzi Jeanine Pirro po tym jak zarząd stacji dowiedział się, że zamierza w tym
odcinku ujawnić oszustwa wyborcze Demokratów.
Wyborcy Trumpa się mobilizują. Niezależny portal społecznościowy Parler, na którym jestem od kilku tygodni, podwoił w ciągu kilku ostatnich dni liczbę subskrybentów do 2 mln. Rumbler, czyli prawicowy YT, wszedł do dziesiątki najbardziej popularnych aplikacji.

Czas na POWSTANIE! Zawalczyć przeciw tej kradzieży. Prezydent Trump obnażył to bagno, teraz czas by wyciągnął korek, żeby spuścić je do kanalizacji. Pomóżmy mu usunąć szczury, które zatkały rury!” – Diamond & Silk duet czarnoskórych bardzo popularnych na prawicy yotuberek.

Ludzie organizują się w uzbrojone grupy patrolujące swoje sąsiedztwo. Na razie jeszcze spokojnie. Jest to konieczne, ponieważ np. policja w Nowym Jorku zanotowała w październiku 120% wzrost ilości strzelanin w stosunku do października 2019. Demokraci rules! Kiedy okaże się, że przerżnęli wybory będzie się działo.

Głównym hasłem, pod którym organizują się zwolennicy Trumpa jest: FOX News i CNN nie będą decydowały o tym kto będzie prezydentam. To zadanie sądów”. Oraz Komitetu Elektorów oczywiście.

Na koniec najważniejsze. Od kilku dni w mediach społecznościowych pojawiały się informacje skierowane do Trumpeterów, czyli zwolenników Donalda Trumpa, żeby byli spokojni, ponieważ on na pewno ma jakiś plan. Jakieś 3 dni temu na TT pojawiła się informacja, że rząd umieścił na kartach do głosowania znaki wodne, które pozwolą na odrzucenie fałszywych głosów. Dzisiaj pan Maciej, jeden z naszych słuchaczy przesłał mi świetny materiał, któremu na pewno nie będzie łatwo teraz przebić się
przez firewalle mediów społecznościowych, ale ten stan długo nie potrwa. Dziękuję Panie Maćku. Materiał ten to wywiad, jakiego udzielił Owenowi Shroyerowi z Infowars, Steve Pieczenik pisarz, były wieloletni współpracownik Departamentu Stanu, określany czasem jako „top goverment insider”, czyli czołowy cywilny współpracownik rządowy. Pieczenik potwierdza krążące informacje twierdząc, że uzyskał dopiero teraz od tzw. służb zgodę na ich ujawnienie. W wywiadzie powiedział, że Donald Trump i jego ludzie odpowiedzialni za sprawy bezpieczeństwa narodowego od 2016 roku wiedzieli jak skorumpowany jest Joe Biden i Demokraci, oraz że zrobią wszystko, żeby oszukać wynik następnych wyborów. Dlatego też przygotowali ściśle tajną operację, która miała zdemaskować raz na zawsze ich działania.

W tajemnicy umieszczono na wszystkich legalnych i wydrukowanych przez rząd kartach do głosowania specjalny znak z kodem QRS, który pozwala śledzić dokładnie trasę i miejsce lokalizacji dosłownie każdej karty. Pewnie jest to jakiś blockchain używany w kryptowalutach.

Teraz właśnie odwraca się los oszukanych wyborów. To, że Trump wydawał się jakby przybity zaistniałą sytuacją było celowym działaniem. Zniknął na kilka dni, żeby przeciwnik w swej pozornej bezkarności i bezpodstawnie triumfujący odsłonił wszystkie swoje karty. Wtedy miał zostać zadany ostateczny cios. Dzieje się to właśnie teraz. Kilkadziesiąt godzin temu ok. 20 tys. żołnierzy Gwardii Narodowej zostało w tajemnicy skierowane do 12 stanów, m.in. Waszyngton, Delaware, Teksas, Arizona, Alabama i innych.

Te wybory są pułapką, którą Trump zastawił na Demokratów. I ta pułapka właśnie się zatrzaskuje.

Więcej powiem Państwu w kolejnym komentarzu.

Czy jest to prawda? Nie wiem. Pieczenik jest znanym autorem bestselerów sensacyjnych. Kiedyś powiedziałbym, że tak, ale, znając historię 'Wojny światów”, czyli słuchowiska Orsona Wellesa o inwazji Marsjan na Ziemię, nadanego przeszło 80 lat temu, zachowuję ostrożność. Dowiemy się wkrótce, ponieważ jeżeli tak jest naprawdę, trudno będzie ukryć działanie w terenie 20 tys. żołnierzy!

Wszystkie korespondencje Adama Beckera znajdują się tutaj