Tomasz Hamerski: Sezonowość to nasz największy problem [WIDEO]

„My jesteśmy góralami, dla nas tożsamość regionalna jest rzeczą bardzo ważną”. Lokalna grupa działania „Gorce-Pieniny” stawia na rozwój partnerstwa terytorialnego.

Tomasz Hamerski mówi o partnerstwie terytorialnym, jakie rozwija Lokalna grupa działania „Gorce-Pieniny”. Jest ona stowarzyszeniem, które korzysta ze środków Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Jak mówi, „skupiamy przedstawicieli samorządu terytorialnego, przedsiębiorców, biznesmenów, organizacje pozarządowe oraz zwykłych mieszkańców, którzy starają się dbać o rozwój lokalny”. Organy te otrzymują środki finansowe na jak najlepszy rozwój regionu.

Grupa funkcjonuje na terenie 4 gmin: na terenie miasta i gminy Szczawnica, Krościenko nad Dunajcem, Ochotnica Dolna i gminy Czorsztyn.  Hamerski podkreśla, że na tych terenach żyje się głównie z turystyki, a największym problemem jest sezonowość.

Sezonowość turystów pociąga za sobą sezonowość dochodów.

Jak mówi, „staramy się zrobić wszystko, by ta sezonowość była jak najkrótsza. Najwięcej turystów przybywa do okolicy latem. Pojawiają się oni również zimą, kiedy jest śnieg, ale w mniejszej ilości. Właśnie w tych okresach, brakuje „rąk do pracy”, co jest kolejnym poważnym problemem tego regionu.

Podczas rozmowy, poruszony został również temat dotyczący upaństwowienia kolei linowych. Nasz gość podkreśla, że istotne jest, aby wróciły one w polskie „ręce”.

My jesteśmy góralami, dla nas tożsamość jest bardzo ważna.

Tomasz Hamerski przyznaje, że miały miejsce próby budowy wyciągu narciarskiego na terenie gminy Szczawnica, jednak „barierą nie do przeskoczenia”okazała się bliskość programu Natura 2000 i Pienińskiego Parku Narodowego.

Na koniec Hamerski ocenia rządowy program 500+. Jak sam przyznaje na podstawie własnych obserwacji, inicjatywa ta w zauważalny sposób, poprawiła standard życia Polskich rodzin.

Coraz więcej rodzin z dziećmi jeździ na wakacje.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P/M.K.

Kultura, natura, święty spokój – credo życiowe gospodarzy i propozycja dla gości Zagrody Magija w Bieszczadach

Nasza Szkoła Rzemiosł to nie jest w ogóle miejsce do zwiedzania. W zasadzie odradzamy ją komuś, ktoś, kto ma ochotę zwiedzić ją jak muzeum. Nasi znakomici rękodzielnicy od razu zaganiają do roboty.

Tomasz Wybranowski
Magdalena i Janusz Demkowiczowie

Wydaje się, że pod niebem Bieszczad czas trochę zwalnia. Skoro zwalnia, to jest ciut więcej sekund, aby porozmawiać.

Sami wybieramy, co chcemy w życiu robić, więc jeśli że nie chcemy pędzić i podążać za ułudami tego świata, to można znaleźć w Bieszczadach swoje miejsce. (…) Oboje pochodzimy stąd – Magda z okolic Orelca, ja z Leska. Po skończeniu studiów – Magda studiowała polonistykę, ja muzykę – postanowiliśmy wrócić w Bieszczady. Przez blisko piętnaście lat byliśmy, żartobliwie mówiąc, wiejskimi nauczycielami: ja uczyłem muzyki, Magda polskiego.

Ponieważ bardzo lubimy ludzi, postanowiliśmy stworzyć miejsce, gdzie będzie się przyjeżdżało po coś, a nie dokądś. I tak powstała nasza zagroda. Wymyśliliśmy sobie, że na naszą trzyhektarową działkę, którą dostaliśmy od rodziców Magdy, będziemy przenosić domy, których nikt nie chce. I nie chodzi o to, że myśmy je jakoś specjalnie ocalili, chociaż i to też, ale rzeczywiście to były domy, które skończyłyby w piecu. I tak przenieśliśmy tutaj dom z Leska z 1880 roku, z Zagórza z 1905, z Bzianki z 1955 i naszą pracownię garncarską – nasz najstarszy budynek – z 1847 roku.

Ponad piętnaście lat temu postanowiliśmy, że w tym miejscu będzie realizowało się takie trochę hasło, trochę manifest: kultura, natura, święty spokój. Chodzi o to, żebyśmy tutaj się spotykali, rozmawiali, wymienili doświadczenia i ubogacali się nawzajem. (…)

Sprawiacie wrażenie ludzi spełnionych. Czekacie na człowieka, który przychodzi, bo tego człowieka jesteście ciekawi.

Wyrośliśmy tutaj, zachwycaliśmy się i zadziwialiśmy kulturą pogranicza i wszystkim, co mają w sobie Bieszczady i Karpaty. I tym bogactwem chcemy się dzielić z tymi, którzy tutaj przyjeżdżają, bo to, co tworzymy i wymyślamy, jest oparte właśnie na miejscowej tradycji i dzięki niej ten region odróżnia się – i chcemy, żeby odróżniał się – od innych. Zależy nam, żeby pokazywać piękno, wielokulturowość, bogactwo tego wszystkiego, co tutaj jest. Stąd zagroda i przenoszone domy, a teraz, od czerwca, Bieszczadzka Szkoła Rzemiosł.

Jak się można zapisać do tej szkoły?

Sprawa jest bardzo prosta. My chcemy, aby ktoś, kto jest w regionie, przyszedł, polepił garnek, sam zrobił proziaka czy wypisał pozdrowienia przedwojenną kaligrafią. I nie chodzi o to, żeby stworzyć z tych ludzi rękodzielników, ale żeby trochę poczuli się jak dawni ludzie, którzy całe lato, jesień ciężko pracowali w gospodarstwie, a w zimie na przykład tkali. To jest też okazja do tego, żeby rozmawiać, kiedy siedzimy sobie w pięć, dziesięć osób i kręcimy garnki na kole garncarskim czy robimy proziaka. Nasza szkoła jest zorganizowana w ten sposób, że to nie jest w ogóle miejsce do zwiedzania. W zasadzie odradzamy ją komuś, ktoś, kto ma ochotę zwiedzić ją jak muzeum. Nasi znakomici rękodzielnicy od razu zaganiają do roboty. Wchodząc tam, od razu usłyszymy: przygotuj drewno, rozpal w piecu, zarób ciasto, poczekaj, aż wyrośnie, wytnij proziaka itd. Nie spotykamy się po to, żeby obserwować, tylko żeby działać, doznawać i rozmawiać. Jesteśmy zwolennikami turystyki doznaniowej, czyli takiej, która coś zostawi w sercu i w głowie. Chodzi o to, żeby, tak jak powiedziałem, przyjeżdżać tu po coś, a nie dokądś. Bo dokądś można pojechać wszędzie… (…)

Jak patrzymy z perspektywy czasu na to, że będąc nauczycielami, zarabiając osiemset złotych kupiliśmy dom za siedem tysięcy, rozebraliśmy go i przenieśliśmy… Chyba wszyscy dookoła patrzyli z politowaniem, a my byliśmy przekonani, że z tej sterty belek na nowo powstanie dom. Więc optymizm w nas jest i rodzi kolejne pomysły.

Jeśli przysłowiowe konie ciągną wóz w jednym kierunku, jak to jest w naszym przypadku, to można przenosić góry. I bodajże Walt Disney powiedział, że jeśli jesteś w stanie o czymś marzyć, to znaczy, że jesteś w stanie to zrobić. My się trzymamy tej dewizy, bo dla nas jest ważne, że jesteśmy razem, że razem marzymy. To nie jest tak, że jedno z nas coś sobie wymyśli, a drugie ledwie to znosi, tylko mamy taką zasadę, że musimy być we dwójkę bardzo czegoś pewni, świadomi. Jeśli oboje jesteśmy o czymś przekonani, to ta rzecz jest po prostu możliwa. I taką postawą staramy się zarażać innych.

Cały wywiad Tomasza Wybranowskiego z Magdaleną i Tomaszem Demkowiczami, pt. „Kultura, natura, święty spokój”, znajduje się na s. 18 październikowego „Kuriera WNET” nr 52/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Tomasza Wybranowskiego z Magdaleną i Tomaszem Demkowiczami, pt. „Kultura, natura, święty spokój”, na stronie 18 październikowego „Kuriera WNET”, nr 52/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego