Ekologia – przedmiot emocjonującej gry politycznej i gospodarczej angażującej graczy na poziomie światowym i powiatowym

Komin dymi. Czy to źle? W praktyce zależy, czyj on jest oraz dla kogo i z jakich pozycji dymi. A! Pozostaje jeszcze niewykonalne zadanie określenia, ile i jakiego dymu może z niego wylatywać. I kiedy.

Adam Gniewecki

Chyba nie ma dziedziny nauki, której teorie i reguły naginano oraz „dostosowywano” do aktualnych potrzeb tak otwarcie, jawnie i cynicznie. Jednocześnie uczciwie pojęta i stosowana ekologia, przy coraz szerszej skali aktywności ludzkiej, to środek na zachowanie naszej planety w stanie nadającym się do zamieszkania, a tym samym uratowanie ludzkości przed… właściwie nie wiadomo czym – zaniknięciem, drastyczną depopulacją, wojnami o czystą wodę, powietrze i kawałek uprawnej ziemi? Nie tragizujmy.

Rozwój techniki, czyli postęp techniczny, ma to do siebie, że prawie jednocześnie z wprowadzeniem do użycia truciciela znajduje i stosuje remedium na towarzyszące mu szkodliwości albo zastępuje go innym, zdrowszym rozwiązaniem. Bo postęp jest dziełem istoty rozumnej.

I właśnie takim istotom zawierzyłbym strzeżenie stanu Ziemi, a nie daj, Panie, politykom, czyli wybrańcom krótkowzrocznego wielkiego biznesu i finansjery.

Według Encyklopedii PWN ruch ekologiczny czy zielonych to ruch społeczny, który działa na rzecz ochrony środowiska i racjonalnego korzystania z zasobów naturalnych, aby zapewnić odpowiednią jakość życia (zdrowe powietrze, żywność, czysta woda) i prawidłowy jego rozwój na Ziemi. Ruch ten pojawił się na początku lat 70. ubiegłego wieku w wyniku kontestacji cywilizacji konsumpcyjnej. Postuluje on odrzucenie systemu przemysłowego i stworzenie takiego, w którym człowiek i społeczeństwo są częścią przyrody oraz żyją z nią w harmonii, pojęcie wzrostu zaś należy zastąpić pojęciem ekorozwoju, czyli takim modelem produkcji, który będzie opierał się na odtwarzalnych źródłach energii (w tym rezygnacji z energetyki jądrowej) i uwzględniał właściwości ekologiczne i społeczno-kulturowe regionów. Centralne struktury biurokratyczne ustąpią zdecentralizowanej demokracji bezpośredniej, a przemoc jako narzędzie polityczne zostanie odrzucona.

W 1973 r. powstała w Wielkiej Brytanii pierwsza na świecie partia ekologiczna, następne tworzono kolejno w Austrii, Belgii, Holandii, Irlandii, Niemczech, Szwecji, a w końcu lat 80. w Polsce i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Czyli ekologia i związane z nią ruchy idą dużo dalej niż troska o środowisko. Sięgają po hasła głębokich zmian w sposobie życia społeczeństw, ich organizacji i rozwoju. Nie próbuję osądzać, czy to dobrze, czy nie, ale pozwalam sobie zauważyć, że takie idee i cele działań to już polityka pełną gębą, a ta jest bez porównania mniej niewinna, autentyczna i transparentna niż prawdziwe ruchy społeczne.

(…) Prawo do czystego powietrza do dzisiaj nie doczekało się wpisania na listę praw człowieka, mimo że wydaje się ono oczywiste. A może dlatego, że właśnie takie jest, dotycząc potencjalnie i jednocześnie wielu państw i licznych grup interesów. Na przykład komin dymi. Czy to źle? Z pozycji idealisty – tak, ale w praktyce – zależy, czyj on jest oraz dla kogo i z jakich pozycji dymi. A! Pozostaje jeszcze niewykonalne zadanie określenia, ile dymu i w jakim składzie może z niego wylatywać. I kiedy. Tyle będzie opinii, ile grup lobbystów, źródeł finansowania badań nad dymem i kominem oraz ilu „pożytecznych idiotów” zdołają zwerbować agenci wpływu, a także ile zadym w sprawie dymu uda się zorganizować. Jakby się nie kręcić, w końcu staje się twarz w twarz z polityką. I tu możemy naturalnie i płynnie przejść do sprawy Agendy 2030. (…)

W roku 2015 Polska przyjęła Agendę, a wraz z nią 17 celów i 169 związanych z nimi zadań. Za realizację podjętych zobowiązań odpowiada Ministerstwo Rozwoju, uwzględniając je w planach na kolejne dekady. W części dotyczącej demografii Agenda mówi, że „wzrost zaludnienia zwiększa napięcie środowiskowe, które obniża jakość życia” i „instytucje na wszystkich poziomach powinny dokładniej badać związki między zmianami demograficznymi, zróżnicowanymi poziomami rozwoju i wpływem na środowisko”, ponieważ „polityka ludnościowa jest częścią polityki zrównoważonego rozwoju, a społeczności muszą uczestniczyć w konsultacjach na temat rozwoju polityki ludnościowej. Kobietom szczególnie należy umożliwić podejmowanie decyzji o liczebności rodziny, w tym celu dostęp do „właściwych środków”, zaś wszechstronna prenatalna opieka medyczna powinna być dostępna dla wszystkich”.

Agenda zawiera m.in. punkty dotyczące: likwidacji ubóstwa we wszystkich jego formach, promowania zrównoważonego rolnictwa, w tym produktów GMO (!), wspierania zrównoważonego oraz zintegrowanego rozwoju gospodarczego (globalizm?!), podjęcia pilnych działań w celu zwalczania zmian klimatu i ich skutków (dekarbonizacja ze wszystkimi jej aspektami?!), ochrony i zrównoważonego korzystania z oceanów, mórz i zasobów morskich (morza i oceany miały być największą spiżarnią świata!), promowania pokojowego i integracyjnego społeczeństwa (wymuszone mieszanie narodów, ras i kultur, które pod przymusem integrować się nie chcą?!).

Chwalebne i chwytliwe idee. Któż nie chciałby zlikwidować ubóstwa? Jakie formy ludzkiej działalności mają zostać wykluczone, a jakie obowiązkowe? Co będzie wolno robić bez kontroli, a co tylko pod nadzorem? W końcu, jakie środki kontroli będą stosowane? Agenda 2030 to m.in. zamysł ograniczenia populacji świata, która, gdy czytać między wierszami, jest za wysoka. To w zasadzie manifest dotyczący przyszłości świata, zaaprobowany przez prawie wszystkie kraje, zawierający nieostre, niewyraźne i niejednoznaczne pojęcia, normy oraz elastyczne definicje, których doprecyzowaniem, na miarę swoich potrzeb, zajmą się egzekutorzy programu.

(…) Globalni Egzekutorzy decydują, co w konkretnych okolicznościach i dla kogo oznaczają paragrafy Agendy. Ekologia to globalnie obowiązująca, swobodnie i bez ograniczeń interpretowana ideologia, a Agenda 2030 to Manifest wskazujący kierunek politycznej poprawności.

(…) W 2015 r. Bill Gates zapytał: „Jak możemy wyprodukować wystarczającą ilość mięsa bez niszczenia planety?” i sam odpowiedział, że „jednym z rozwiązań byłoby poproszenie największych drapieżników – Amerykanów i nie tylko – o ograniczenie konsumpcji mięsa nawet o połowę”. Następnie dodał: „Wiążę również nadzieję z przyszłością substytutów mięsa”, zauważając, że zainwestował w rozwiązania alternatywne wobec mięsa, jakie proponuje np. firma Impossible Foods, współfinansowana przez Google i Jeffa Bezosa oraz Gatesa. Impossible Foods stawia sobie za cel zastąpienie w naszej diecie mięsa produktami roślinnym za 15 lat. Jeśli liczyć od daty wypowiedzi 2015 r., to wymieniony przez Gatesa docelowy rok pokrywa się z planowaną datą osiągnięcia celów ONZ-owskiej Agendy 2030.

Już w czasie, gdy pracowałem nad niniejszym tekstem, dotarła do mnie wiadomość, że Bill Gates, Jeff Bezos oraz były wiceprezydent USA Al Gore zainwestowali prawie 160 mln USD w Amerykański startup Nature’s Fynd, zajmujący się produkcją sztucznego ekologicznego mięsa i serów na bazie mikroba-grzyba o nazwie Fusarium strain flavolapis, żyjącego w okolicach gorących źródeł Parku Narodowego Yellowstone. W rezultacie fermentacji mikroba otrzymuje się zasobną w białko, nazwaną Fy, podstawę wszystkich produktów firmy. Substancję, która ma zawierać o połowę więcej protein niż tofu (twarożek sojowy otrzymywany w procesie koagulacji mleka sojowego) i zaledwie 10% tłuszczu w porównaniu do wołowiny. Nature’s Fynd planuje dostarczać ją jeszcze w 2021 r. do sklepów i restauracji. Będą to m.in. bezmięsne hamburgery, nuggetsy jak z kurczaka, jogurty czy serki śmietankowe.

Wszystko bez produktów odzwierzęcych. Ekologiczne, jeśli przyjąć, że ekologia to działania ofensywnie chroniące naturę przed człowiekiem, od uprzykrzenia mu życia po odebranie przypisanego mu przez naturę pokarmu i depopulację, czyli częściowe wytępienie.

(…) Jeszcze niedawno ekolodzy walczyli zaciekle o tzw. warstwę ozonową. Obecnie jest to już niemodne, a zainteresowanie skupia się raczej wokół emisji CO₂. Jednak warto przyjrzeć się sprawie ozonu jako charakterystycznej dla przemijalności ekologicznych trendów. Wkrótce po wystrzeleniu satelity meteorologicznego, w latach 80. XX w. zaobserwowano gwałtowny zanik powłoki ozonowej nad Antarktyką. W ciągu zaledwie 3 lat obserwacji tzw. dziura ozonowa powiększyła się ponad 10-krotnie. Naukowcy zaczęli bić na alarm. Winnym utraty ozonu nad biegunem południowym okrzyknięto freon, który w tamtych czasach był powszechnie używany jako czynnik chłodzący w lodówkach i klimatyzatorach, gaz nośny aerozolowych kosmetyków oraz w produkcji spienionych polimerów.

Mimo wyeliminowania freonu ze sprzętu AGD i składu aerozoli, dziura ozonowa nadal puchła. Między rokiem 1979 i 1987 zwiększyła się 23-krotnie, a w latach 2000 i 2006 osiągnęła rekordowe 30 milionów kilometrów kwadratowych. Uczeni przekonywali, że regeneracja warstwy ozonowej przebiegała powoli i mimo zaprzestania stosowania freonu, na efekty tzw. zielonej rewolucji trzeba było jeszcze poczekać. Następnie dziura malała, by w roku 2015 ponownie osiągnąć rekord z lat 2000–2006. Obecnie znowu maleje.

Dziura najwyraźniej „pulsuje”. Tak małej dziury ozonowej nad Antarktyką, jak w 2019 r., nie było wcześniej od ponad 30 lat. Nie jest to jednak, wbrew informacjom niektórych mediów, zasługa ograniczania emisji niszczących warstwę ozonową gazów, lecz nietypowego, tak silnego ocieplenia się stratosfery, że dziura ozonowa skurczyła się najbardziej od ponad 3 dekad.

To nagłe skurczenie się dziury ozonowej nie było efektem działań człowieka, czyli ograniczania emisji niszczących ozon gazów. Źródłem tej anomalii było tzw. nagłe ocieplenie stratosferyczne. Dziura ozonowa nie utrzymuje się nad Antarktyką przez cały rok. Pojawia się ona wraz z początkiem wczesnej wiosny (na półkuli północnej panuje wtedy wczesna jesień), gdy spod topniejącego lodu Antarktyki wydobywają się olbrzymie ilości gazów, głównie metanu. Powoduje on niszczenie warstwy ozonowej. Opinie specjalistów są podzielone. Jak zawsze w nieoczywistych kwestiach ekologicznych. Jedni utrzymują, że dziura ozonowa to efekt „freonowej” działalności ludzkiej, inni zaś twierdzą, że to bzdura, a zjawisko jest całkowicie naturalne i stare jak świat, a jego obserwacja stała się możliwa dopiero dzięki postępowi techniki. (…)

Zdzisław Kijas, profesor nauk teologicznych i rektor Papieskiego Wydziału Teologicznego św. Bonawentury Seraficum w Rzymie powiedział: „Czynić sobie ziemię poddaną znaczy to samo, co troszczyć się o nią. Kto odczytuje to wyrażenie egoistycznie, grzeszy”. To oznacza symbiozę człowieka z jego środowiskiem, które zyskuje na ludzkiej „opiece”, a nie wykluczanie rozsądnych i wyważonych działań ludzkich.

Symbioza oznacza współżycie. Rozwój świadomości człowieka w sprawie uzależnienia jego losu od kondycji planety, na której żyje, i postęp techniczny oraz prosty instynkt samozachowawczy doprowadzą do zrównoważenia produkcji zanieczyszczeń i ich usuwania. Pogodzenia ludzkich dążeń z dobrostanem Ziemi. Z udziałem ekologów albo bez. Człowiek to istota racjonalna. Nie będzie podcinał gałęzi, na której siedzi, ale też nie zgodzi się na skarmianie go mięsem i twarożkami z „grzybobakterii” czy roślinami GMO albo wymuszone depopulowanie, czy sztuczne ograniczenia służące celom innym niż ekologia. Na przykład polityce, finansom czy gospodarce.

Cały artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Polityka ekologiczna i ekologia polityczna” znajduje się na s. 10–11 sierpniowego „Kuriera WNET” nr 86/2021.

 


  • Sierpniowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Polityka ekologiczna i ekologia polityczna” na s. 10–11 sierpniowego „Kuriera WNET” nr 86/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Gorzki kielich Hygei, czyli o przemianie farmaceutyki w Big Pharmę/ Adam Gniewecki, „Kurier WNET” nr 85/2021

Ilość osób szukających wsparcia w religii maleje, a śmierć coraz szerzej uznaje się za koniec ostateczny. Skutkiem jest paniczny pęd ku wszystkiemu, co daje nadzieję zdrowia i dłuższego życia.

Adam Gniewecki

Wikipedia definiuje Big Pharmę jako teorię spiskową, a właściwie grupę teorii utrzymujących, że firmy medyczne, a zwłaszcza duże korporacje farmaceutyczne, z pobudek merkantylnych dopuszczają się działań dla społeczności szkodliwych, a nawet niedopuszczalnych. Posuwają się one do aktów wręcz złowrogich dla dobra publicznego, polegających na ukrywaniu skutecznych metod leczenia chorób i ich prawdziwych przyczyn, w ten sposób odpowiadając za poszerzanie się ich skali. Niektórzy twierdzą nawet, że lekarstwo na wszystkie nowotwory zostało już wynalezione, lecz ukryte.

W innych publikacjach dotyczących Big Pharmy można znaleźć twierdzenia o fałszywości takich teorii, ale także o ich uzasadnionej faktami prawdziwości. W książce The Big Pharma conspiracy theory prof. Robert Blaskiewicz z University of Wisconsin-Eau Claire napisał, że teoretycy spiskowi używają terminu ‘Big Pharma’ jako „skrótu dla abstrakcyjnej jednostki składającej się z korporacji, organów regulacyjnych, organizacji pozarządowych, polityków i często lekarzy, a wszyscy z palcem w wartym biliony dolarów torcie farmaceutycznym na receptę”. Według prof. Blaskiewicza, teoria spiskowa Big Pharma odznacza się czterema klasycznymi cechami. Po pierwsze, założeniem, że spisek jest prowadzony przez małą, złowrogą grupę; po drugie, przekonaniem, że ogół społeczeństwa nie zna prawdy; po trzecie, że jej wyznawcy traktują brak dowodów jako dowód i wreszcie, że argumenty wysuwane na poparcie tej teorii są irracjonalne lub błędne.

Steven Novella, profesor Yale University School of Medicine pisze, że chociaż przemysł farmaceutyczny z wielu powodów zasługuje na krytykę, jego „demonizacja” to cynizm i intelektualne uproszczenie oraz zauważa, że przesadzone ataki na Big Pharmę odwracają uwagę od realnych i merytorycznych problemów, w ten sposób ułatwiając życie przemysłowi farmaceutycznemu. W 2016 roku David Robert Grimes, irlandzki autor prac naukowych w zakresie fizyki i biologii raka, opublikował artykuł, w którym przedstawił matematycznie nierealność teorii spiskowej dotyczącej uniwersalnego remedium na raka. Wykazał, że gdyby istniał wielki spisek farmaceutyczny mający na celu ukrycie leku na raka, zostałby ujawniony po około 3,2 roku, ze względu na ogromną liczbę osób, które musiałyby zachować to w tajemnicy. To oczywiste, a poza tym matematyka jest sędzią nieomylnym.

Nie twierdzę, iż ukrywa się formułę leku na raka. Chcę zajrzeć za kulisy, żeby sprawdzić, czy w atmosferze wzajemnego zrozumienia światy produkcji farmaceutyków, medycyny i polityki nie posuwają się za daleko w przedkładaniu własnych korzyści ponad nasze dobro, a obserwacja i praktyka życiowa mówią mi, że chyba tak.

(…) Czy tępiciele teorii spiskowych nie słyszeli, że z rzadkimi wyjątkami, nie ma dymu bez ognia? Sami przyznają, iż wielkim firmom farmaceutycznym „zdarzają się grzeszki”, jednocześnie pouczając, że zaprzeczanie temu byłoby naiwnością oraz wyjaśniając, że „te firmy, jak wszystkie inne, walczą o klientów i czasem stosują naganne praktyki”. Otóż nie! „Te firmy” nie są jak „wszystkie inne”. One mają władzę nad zdrowiem i życiem miliardów, co oznacza zaufanie, uczciwość i przejrzystość oraz misję społeczną i odpowiedzialność. O tym farmaceutyczni łowcy teorii spiskowych wydają się zapominać, choć są świadomi przynajmniej częściowej słuszności zwalczanych przez siebie opinii.

O tym, jak się starają skompromitować i ośmieszyć podejrzenia o złe praktyki gigantów farmaceutycznych, niech świadczy ilość „dementi”, sprostowań rzeczy prostych, wyjaśnień spraw jasnych i ośmieszania w mediach – głównie społecznościowych – niewygodnych ludzi i ich opinii. Doszło do utworzenia absurdalnej karykatury portalu internetowego BIGPHARMA POLAND (https://bigpharma.pl/), łudząco przypominającego stronę internetową prawdziwej firmy, ale tylko do chwili bliższego zapoznania się z informacjami, które zawiera.

Na przykład „wysokość zapłaty jest uzależniona od ilości i toksyczności środków, które pracownik zdoła sprzedać swoim pacjentom” albo „potrzebujemy młodzieńczego zapału i kreatywności, by wykluczać naszych przeciwników z opinii publicznej”. Jest też zaproszenie na konferencję „Innowacje w depopulacji”, która ma w programie wystąpienie „Richarda Quicksilvera, przewodniczącego berlińskiej loży masońskiej”, „Strategię Kontrolowanego Wyludniania Europy Środkowo-Wschodniej: perspektywa i zagrożenia” oraz prelekcję „dr. Gerharda Mullersteina” „Fantastyczne Odczyny Poszczepienne i jak je wywoływać”; itd., itp. Jest tak śmiesznie, że robi się poważnie. Istnieją także portale tego typu w innych językach.

Tyle trudu, żeby pokazać czyste ręce? „Jeżeli ktoś mówi, że tam nikogo nie ma, to znaczy, że ktoś tam jest” – powiedział Kubuś Puchatek. Im bardziej krzyczą, że nic w tym nie ma, tym bardziej coś w tym jest. Zasapanym mozołem zaprzeczania podejrzeniom Big Pharma je ugruntowuje i zachęca, by zajrzeć jej do wnętrza.

Big Pharma doczekała się opracowań książkowych. Na przykład po dziesięcioleciach zajmowania się branżą opieki zdrowotnej, w 2006 r. brytyjska dziennikarka Jacky Law wydała książkę Big Pharma: Exposing the Global Healthcare Agenda, w której twierdzi, że wzrost wpływów międzynarodowych firm farmaceutycznych oddziałuje szkodliwie na opiekę zdrowotną, a producenci leków wprowadzają produkty w oparciu o prognozy zysku, a nie względy medyczne. Najchętniej leczą zamożnych klientów z problemów seksualnych i emocjonalnych. Choć już nie wynajduje się tak wielu nowych przełomowych leków jak w przeszłości, branża utrzymuje przychody, modyfikując produkty istniejące i wydając coraz więcej na marketing skierowany do lekarzy i pacjentów. (…)

Big Pharma panoszyła się coraz bezczelniej i wydana 6 lat później, czyli w roku 2012, książka brytyjskiego lekarza i naukowca Bena Goldacre’a Bad Pharma: Jak firmy farmaceutyczne wprowadzają lekarzy w błąd i szkodzą pacjentom, o przemyśle farmaceutycznym, jego związkach z profesją medyczną oraz zakresie, w jakim kontroluje on badania naukowe nad własnymi produktami, znacznie ostrzej traktuje poczynania farmaceutycznego dyktatora.

Goldacre twierdzi wprost, że „gmachowi medycyny grozi ruina”, ponieważ argumenty naukowe, stanowiące jego fundamenty, są systematycznie zniekształcane przez przemysł farmaceutyczny. Pisze, że przemysł ten finansuje większość badań klinicznych własnych produktów i znaczną część ustawicznego kształcenia lekarzy, że badania kliniczne są często prowadzone na małych, niereprezentatywnych grupach, wyniki negatywne są rutynowo ukrywane, autorami zaś pozornie niezależnych opracowań naukowych mogą być firmy farmaceutyczne lub ich kontrahenci – oczywiście przy zachowaniu dyskrecji.

Określając bez ogródek sytuację jako „morderczą i katastrofalną”, autor przedstawia propozycje działań naprawczych do realizacji przez pacjentów, lekarzy, naukowców i samego przemysłu farmaceutycznego.

W drugiej części książka opisuje badania nowych leków. Przejście ze stadium eksperymentowania na zwierzętach do badań na ludziach składa się z trzech etapów: fazy 1 – eksperymentu z wolontariuszami oraz faz 2 i 3 – badań klinicznych. Uczestnicy fazy 1 są określani jako wolontariusze, ale w USA płaci się im 200–400 USD dziennie, a badania mogą trwać kilka tygodni. Ponadto wolontariusze mogą brać udział w testach kilka razy w roku, co oznacza spory dochód, więc główną motywację uczestnictwa stanowi najprawdopodobniej zarobek.

Uczestnicy są zwykle wybierani z najbiedniejszych grup społecznych, a „outsourcing” w coraz większym stopniu oznacza przeprowadzane testów przez kontraktowe organizacje badawcze w krajach o „wysoce konkurencyjnych” zarobkach. Autor podaje, że tempo wzrostu ilości badań klinicznych przeprowadzanych w Indiach wynosi 20% rocznie, w Argentynie 27%, a w Chinach 47%, podczas gdy ilość takich samych badań w Wielkiej Brytanii spada o 10% rocznie, a w USA o 6%.

Przejście na „outsourcing” rodzi kwestie dotyczące integralności danych, nadzoru zgodności z przepisami, trudności językowych, znaczenia pojęcia świadomej zgody wśród znacznie uboższej populacji, standardów opieki klinicznej, zakresu, w jakim korupcja może być uważana za rutynę w niektórych krajach. Istnieje także problem etyczny, polegający na pobudzeniu oczekiwań społeczeństwa na testowane na jego członkach leki, na które większość populacji nie może sobie pozwolić. Autor stawia pytanie: „czy wyniki badań klinicznych z wykorzystaniem jednej populacji można niezmiennie zastosować gdzie indziej?” i dostrzega oczywistość istnienia różnic zarówno społecznych, jak i fizycznych.

Goldacre pyta, czy pacjenci ze zdiagnozowaną depresją w Chinach są rzeczywiście tacy sami jak pacjenci z tą samą chorobą zdiagnozowaną w Kalifornii i zauważa, że ludzie pochodzenia azjatyckiego metabolizują leki inaczej niż mieszkańcy Zachodu.

Zdarzały się również przypadki zaniechania dostępnego leczenia podczas badań klinicznych. W 1996 roku w Kano w Nigerii firma Pfizer porównała nowy antybiotyk stosowany podczas epidemii zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych z jego konkurencyjnym odpowiednikiem, ale skutecznym tylko w wyższych dawkach niż stosowane podczas badania. Goldacre pisze, że w obu grupach badanych zmarło 11 dzieci. Prawie po równo w każdej. Rodzinom najwyraźniej nie powiedziano, że konkurencyjny antybiotyk w skutecznej, czyli zdwojonej dawce, był dostępny w przychodni Lekarzy bez Granic, w sąsiednim budynku.

Instytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego wyjaśnia, iż „podżeganiem chorobowym” (ang. disease mongering) nazywa się wymyślanie nowych chorób i podejmowanie starań w celu przekonania nas, że na nie cierpimy. Takimi działaniami zajmuje się potężny przemysł, także w Polsce. Ta perfidna strategia została nazwana przez „British Medical Journal” korporacyjnym konstruowaniem choroby.

Periodyk napisał, że „można zarobić masę pieniędzy na wmawianiu ludziom, że są chorzy” i wyjaśnił, iż „firmy farmaceutyczne najpierw biorą udział w procesie definiowania chorób, a potem ogłaszają ich istnienie pacjentom i konsumentom”.

„Podżeganie chorobowe” rozpoczęło się w 1879 r., wraz z wynalezieniem przez Josepha Lawrence’a i Jordana W. Lamberta listeriny jako chirurgicznego środka odkażającego. Niedługo po tym wynalazcy zaczęli sprzedawać specyfik w formie stężonej, jako środek czyszczący do podłóg i lek przeciwko rzeżączce. Od roku 1895 zalecali ją dentystom jako płyn do ust, aż w 1914 r. stała się pierwszym produktem sprzedawanym w tym charakterze bez recepty. W latach 20. XX wieku zarząd Lambert Pharmacal Company, producenta Listerine, zrozumiał, że ma wspaniały lek i… potrzebuje jedynie choroby. Wymyślono więc „halitozę” – cuchnący oddech.

Za nazwę przyjęto niejasny, szerzej nie znany termin medyczny. Listerinę promowano jako lekarstwo na dolegliwość, która, jak przekonywano, mogła zniweczyć szanse w miłości, małżeństwie i pracy. Wkrótce ludzie w całej Ameryce zaczęli chorować na halitozę. Sztuczka polegała na „rozdęciu” zwykłej, nieszkodliwej przypadłości do poziomu patologii, którą należało zwalczyć, aby móc odnosić sukcesy w życiu i nie utracić osobistego szczęścia. Reklamy Listerine były minitelenowelami, w których ludzie narażali się na wstyd w towarzystwie i porażkę w życiu, jeśli nie używali tego produktu. To nic innego jak stare jak świat, wciąż skuteczne sztuczki szamanów i znachorów mających „cudowne leki na wszystko”.

William James, harvardzki psycholog uznawany za ojca amerykańskiej psychologii, twierdził, że „twórcy tych reklam powinni być traktowani jak wrogowie publiczni i nie powinno się okazywać im litości”.

Amerykańska liberalna witryna internetowa „Huffington Post” wymienia kilka taktyk „podżegania chorobowego”, na przykład:

  • określanie normalnej czynności organizmu jako wymagającej leczenia;
  • opisywanie dolegliwości, które niekoniecznie ludziom naprawdę doskwierają;
  • wskazywanie, że duży odsetek populacji cierpi na daną „chorobę”;
  • określanie choroby jako niedoboru „czegoś” lub braku równowagi hormonalnej;
  • zatrudnianie lekarzy, którzy potwierdzą takie przekazy;
  • wybiórcze wykorzystywanie statystyk w celu wyolbrzymienia pozytywnych stron zażywania leku;
  • promowanie leku jako całkowicie bezpiecznego;
  • opisywanie powszechnie występującego objawu, który może oznaczać cokolwiek, jako oznaki poważnej choroby.

(…) Jako pierwszy krok w kierunku uodpornienia się na przekaz Big Pharmy, „British Medical Journal” proponuje oduczenie się naiwności. HA! Łatwo powiedzieć i każdy by chciał. To samo źródło twierdzi, że lęk przed cierpieniem i śmiercią przysparza podatnych na „podżeganie chorobowe”. Ilość osób szukających wsparcia w religii maleje, a śmierć coraz szerzej uznaje się za koniec ostateczny. Skutkiem jest paniczny pęd ku wszystkiemu, co daje nadzieję zdrowia i dłuższego życia. W takim razie od bicia głową w mur fortecy Big Pharmy lepsze będzie może rozwijanie psychicznej i duchowej dojrzałości, uodporniających na próby wszczepiania lęków. Ponadto sposób życia determinuje nasze zdrowie. Jak jemy, ćwiczymy, pracujemy, bawimy się, kochamy i odnosimy się do innych.

Nawet WHO, zapewne w przypływie szczerości, opublikowało niegdyś opracowanie mówiące, że 80% zasług w przedłużeniu ludzkiego życia należy przypisać poprawie szeroko pojętej higieny, tylko 20% zaś postępom medycyny i farmacji.

Czyli zdrowie oraz jakość i długość życia wyznaczane są przez sposób, w jaki żyjemy i myślimy, a nie przez pigułki. Oczywiście wymienione powyżej 20% bywa nieodzowne i zbawcze, ale nie w skali zalecanej przez „podżegaczy chorobowych”, zawodowo doszukujących się patologii w każdym aspekcie naszego istnienia.

Cały artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Gorzki kielich Hygei, czyli o przemianie farmaceutyki w Big Pharmę” znajduje się na s. 8–9 lipcowego „Kuriera WNET” nr 85/2021.

 


  • Lipcowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Gorzki kielich Hygei, czyli o przemianie farmaceutyki w Big Pharmę” na s. 8–9 lipcowego „Kuriera WNET” nr 85/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

„Homo schwabus” to nowy człowiek, którym mamy stać się w niedalekiej przyszłości / Adam Gniewecki, „Kurier WNET” 84/2021

WIELKI RESET to plan całkowitego globalnego wyzerowania systemu finansowego, gospodarczego, politycznego, ekologicznego i technicznego, w celu dalszego transferu bogactw z rąk 99% populacji w ręce 1%.

Adam Gniewecki

Świat według Schwaba

Przed rozpoczęciem dorocznego Forum Ekonomicznego w Davos w roku 2020 szwajcarska policja poinformowała o zdemaskowaniu dwóch szpiegów, z których jeden był przebrany za hydraulika, obaj zaś legitymowali się rosyjskimi paszportami dyplomatycznymi. Fakt, że ambasada rosyjska w Bernie zaprzeczyła prowadzeniu „prac przygotowawczych” do szpiegowania na Światowym Forum Ekonomicznym, potwierdza prawdziwość informacji.

Poza tym kontrola hydrauliczna przed nieprzewidzianą, nawet wirtualną wizytą rosyjskiego przywódcy to tradycja i zrozumiała konieczność. I oto w roku 2020 w Davos niespodziewanie i wirtualnie, ale jednak, pojawił się Władimir Putin, który ostrzegł, że pandemia koronawirusa zaostrzyła wcześniejszy brak równowagi i napięcie na świecie do tego stopnia, że może rozpocząć się walka „wszystkich przeciwko wszystkim”. Rosyjski prezydent powiedział, że „pandemia stała się głównym wyzwaniem dla ludzkości i przyspieszyła zmiany strukturalne, których warunki wstępne już istniały” i dodał, że kryzys zwiększył rozwarstwienie społeczne, populizm, radykalizm prawicowy i lewicowy, a wewnętrzne procesy polityczne stały się bardziej gwałtowne. Pojawienie się rosyjskiego przywódcy wzbudziło zrozumiałe kontrowersje, choć Klaus Schwab, założyciel i Dyrektor Wykonawczy WEF, przedstawiając Putina powiedział, że Rosja jest wieloletnim uczestnikiem Forum i że „w czasach sporów i różnic ważna jest kontynuacja dialogu”.

Kto zna sylwetkę pana Klausa Schwaba, zrozumie, że podkreślające ogólne zagrożenie, niepewność i nieuchronność zmian strukturalnych, słowa Putina były muzyką dla jego uszu i miodem na serce. Tym, którzy go nie znają, jego fascynującą osobowość, zapatrywania, plany i działania postaram się przybliżyć.

Klaus Martin Schwab urodził się 30 marca 1938 r. w Ravensburgu w Niemczech, gdzie w Humanistisches Gymnasium zdał maturę. W 1961 r. ukończył jako inżynier mechanik i doktor nauk technicznych ETH Zürich (Szwajcarski Federalny Instytut Technologii), następnie na Uniwersytecie we Fryburgu uzyskał doktorat z ekonomii, a tytuł magistra administracji publicznej w John F. Kennedy School of Government na Uniwersytecie Harvarda. W latach 1972–2003 Schwab wykładał politykę biznesową na Uniwersytecie Genewskim, którego profesorem honorowym pozostaje do dzisiaj. Jest także profesorem honorowym Uniwersytetu Ben Guriona w Izraelu oraz Uniwersytetu Spraw Zagranicznych Chin. Cieszy się siedemnastoma doktoratami honorowymi, w tym: London School of Economics, Narodowego Uniwersytetu w Singapurze, Koreańskiego Instytutu Nauki i Zaawansowanych Technologii, uniwersytetów w Hajfie i Bangkoku. W październiku 2017 r. został Doktorem Honorowym Politechniki w Kownie za „szerzenie wiedzy o gospodarce i innowacyjnych pomysłach, wspieranie przedsiębiorczości społecznej i wspieranie młodych przedsiębiorstw oraz wkład w opracowanie koncepcji czwartej rewolucji przemysłowej.

W latach 2001–2018: otrzymał nagrodę Candlelight Award z rąk ówczesnego Sekretarza Generalnego ONZ Kofi Annana, został pasowany przez królową Elżbietę na rycerza – Komandora Kawalera Orderu św. Michała i św. Jerzego, został udekorowany japońskim Orderem Wschodzącego Słońca na Wielkiej Wstędze i dostał Medal Przyjaźni Reformy Chin za „promowanie międzynarodowej wymiany gospodarczej i współpracy z Chinami”.

Fakt, że od prezydenta Bronisława Komorowskiego w 2012 r. otrzymał Order Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej, mocno mnie i zapewne czytelników zaskakuje. Czym prof. Schwab zasłużył się naszemu krajowi? Zupełnie nie wiem. Jedyne wytłumaczenie widzę w magicznym wpływie odznaczonego na wielkich tego świata. W latach 1993–1995 był członkiem Rady Doradczej Wysokiego Szczebla ONZ ds. Zrównoważonego Rozwoju, zaś okresie 1996–1998 wiceprzewodniczącym Komitetu ONZ ds. Planowania Rozwoju. Zasiadał w zarządach firm, takich jak The Swatch Group, The Daily Mail Group i Vontobel Holding. Jest członkiem honorowym FC Bayern Monachium.

Gdyby nawet zupełnie hipotetycznie nie należeć do wielbicieli Klausa Schwaba, nie można się nie zgodzić, że jest szeroko i głęboko wykształcony, a jego wiedzę potwierdziły i uhonorowały liczne instytucje naukowe oraz międzynarodowe i rządy na całym świecie.

Trudno o listę zaprzyjaźnionych z nim osobistości z najwyższych światowych szczebli decyzyjnych, politycznych, finansowych, biznesowych, a gdyby takową zdobyć, byłaby bardzo długa i rozgałęziona.

Od 1979 r. publikuje coroczny, opracowany przez sztab ekonomistów raport globalnej konkurencyjności, oceniający potencjał wzrostu gospodarczego i produktywności krajów na całym świecie. Raport opiera się na opracowanej przez Schwaba metodzie mierzenia konkurencyjności nie tylko produktywnością, ale także pod kątem zrównoważonego rozwoju, czyli takiego, który zaspokaja potrzeby obecne, nie zagrażając możliwościom zaspokojenia potrzeb przyszłych pokoleń. Rozwoju opierającego się na pojęciu „potrzeb” (szczególnie podstawowych) najbiedniejszych na świecie, którym należy nadać najwyższy priorytet oraz „ograniczeń” – narzuconych zdolności środowiska do zaspokojenia potrzeb obecnych i przyszłych przy pomocy techniki i organizacji społecznej. Tej definicji nie można zarzucić braku humanitaryzmu i troski o przyszłość planety oraz następnych pokoleń jej mieszkańców. Z drugiej strony wiadomo, ile wątpliwych moralnie, etycznie i merytorycznie pokrętnych działań, choćby dotyczących rolnictwa czy zdrowia i liczebności populacji naszej planety, pod pozorem zrównoważonego rozwoju już zrealizowano oraz planuje się przeprowadzić.

Ulubiony przez Klausa Schwaba, zrównoważony rozwój jest odmieniany przez wszystkie przypadki w ONZ i stał się motywem przewodnim jej Agendy 2030, a w ramach Dekady Działania na rzecz osiągnięcia celów zrównoważonego rozwoju do 2030 r., we wrześniu lub październiku 2021 r. ONZ zwoła, już z góry kontestowany przez organizacje rolników, a nawet ekologów, szczyt Food Systems Summit.

Zrównoważony rozwój wpisano w Art. 5 naszej aktualnej konstytucji: „Rzeczpospolita Polska strzeże niepodległości i nienaruszalności swojego terytorium, zapewnia wolności i prawa człowieka i obywatela oraz bezpieczeństwo obywateli, strzeże dziedzictwa narodowego oraz zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju”.

Skoro mowa o Klausie Schwabie jako doktorze ekonomii i jej wykładowcy, corocznie publikującym raport o potencjale wzrostu gospodarczego i produktywności krajów świata oraz orędowniku zrównoważonego rozwoju, przyjrzyjmy się sprawom bliżej i merytorycznie.

W pojęciu produktywności mieszczą się i znacząco o niej decydują czynniki związane z procesem produkcyjnym, jak: postęp techniczny oraz organizacja, a także metody i techniki pracy. Te ostatnie mają na celu zwiększenie produktywności pracy poprzez usprawnianie samego jej procesu. Potężnie wspierający wydajność postęp techniczny wzrasta lawinowo. Jest jak kula śniegowa. Czym go więcej, tym go szybciej przybywa. Z kolei miarą efektywności pracy jest wielkość produkcji przypadająca na jednego zatrudnionego. Czyli, jakby rzeczy nie obracać, produktywność zależy od wydajności pracy. Ponadto obie na przestrzeni dziejów wzrastają. W okresie 100 lat wieku XX wydajność wzrosła 13,6 razy [„Le Monde Diplomatique”, edycja polska, nr 11 (105), 2014]. Wydajność pracy z końca zeszłego wieku należałoby pomnożyć jeszcze przez kilka, by dowiedzieć się, ile razy w ciągu ostatnich 120 lat w sumie wzrosła.

Gdy Karol Marks pisał Manifest komunistyczny, w systemie kapitalistycznym udział pracowników w wytworzonej przez nich wartości wynosił kilkanaście procent. Reszta przypadała tzw. właścicielom środków produkcji. W zachodnim kapitalizmie udział pracowników w podziale wartości dodanej urósł od owych kilkunastu procent w końcu XIX w. do 60% w latach 50.–70. ubiegłego stulecia, które nazwano złotą erą kapitalizmu. Potem trend zaczął się odwracać, choć – przynajmniej dotychczas – proporcje z czasów Marksa nie wróciły

Globalizacja przyniosła przeniesienie dużej części produkcji do krajów rozwijających się, zwykle „mało demokratycznych” gdzie większość albo całość wartości dodanej bierze władza. Jednocześnie w krajach rozwiniętych płace klasy średniej przestały rosnąć, a nawet spadły. Kto więc dzisiaj zarabia najwięcej? Nie, nie właściciele środków produkcji, których relatywnie umiarkowane dochody są wrażliwe na koronawirusy i uzależnione od ciągłości dostaw z drugiego końca świata.

Teraz to obracająca kapitałem finansjera notuje rekordowe zyski. Na przykład majątek Georga Sorosa, jednego z braci w wierze Klausa Schwaba, pochodzi ze spekulacji finansowych. Soros skupował akcje tzw. śmieciowych przedsiębiorstw, czyli spółek stojących u progu bankructwa. Wychodził z założenia, że jeśli firmy przetrwały najgorsze, to w przyszłości kurs ich wzrośnie, i trafiał. Ten sam Soros w 1992 r. uznał, że funt szterling jest przewartościowany i dokonał spekulacji przeciw tej walucie, inwestując 10 mld USD i grając na spadek kursu. W rezultacie Bank Anglii musiał wycofać swój pieniądz z mechanizmu kursów walutowych. Soros zarobił około miliarda USD i został nazwany „człowiekiem, który złamał Bank Anglii”.

Inny, wyznający GREAT RESET i nowy początek świata multimiliarder, Bill Gates, od 2006 r. stopniowo wycofywał się z pełnionej w Microsofcie funkcji, by zająć się zarabianiem na obracaniu kapitałem. Na przykład w ten sposób w 2020 r., mimo pandemii, zwiększył swoje aktywa o 2 mld USD. Spekulacje finansowe przynoszą największe zyski, ale nie pomnażają dóbr. Nie produkują niczego prócz nowego pieniądza, a ten wkrótce nie będzie miał pokrycia w niczym, nawet w samym sobie i dlatego będzie musiał zniknąć.

Twierdzi się, że czas pracy uległ skróceniu. Owszem, w porównaniu z tym sprzed kilkudziesięciu lat. Obecnie opóźnia się wiek emerytalny, a wielu bez szemrania pracuje o wiele dłużej niż to przewiduje umowa. Czy stopa życiowa obywateli świata wzrosła, choćby w grubym przybliżeniu, adekwatnie do przedstawionego powyżej przyrostu wydajności pracy? Tych, którzy powiedzą „tak”, zapytam: po co w takim razie walka o zaspokojenie podstawowych ludzkich potrzeb i skąd zmagania z coraz powszechniejszym ubóstwem głodem i chorobami? Gdzie podziewają się nadwyżki pochodzące z galopująco rosnącej wydajności pracy? Ich lwią część zgarnia 1% populacji! Według Oxfam (międzynarodowa organizacja humanitarna, zajmującą się walką z głodem na świecie i pomocą w krajach rozwijających się) 1% najbogatszych ludzi świata „zgarnia” ponad 80% wypracowanych zysków i posiada dwukrotnie większy majątek niż wszyscy pozostali razem wzięci. Według danych podanych niedawno dysproporcja ta jeszcze bardziej się pogłębiła w czasie „kryzysu covidowego”, przy jednoczesnym, wykładniczym wręcz wzroście zadłużenia państw.

Masa pieniędzy i pochodzącej z nich władzy rośnie i pomnaża mega, a nawet gigadobrobyt, który już właścicielom nie wystarcza. Trzeba czegoś mocniejszego. Władza to narkotyk, a absolutna, boska władza to supernarkotyk. Trzeba utrzymać przewagę oraz tak zmienić świat i ludzi, żeby nigdy jej nie utracić. Żyć w zaprojektowanym przez nas – stwórców – nowym świecie. Czystym, ekologicznym, zaopatrzonym w konieczną liczbę podporządkowanych wykonawców.

Nie dajmy się nabrać na ideę zrównoważonego rozwoju. To nic genialnego. Wszak każdy normalny człowiek kocha dzieci i wnuki oraz chce zostawić im świat w jak najlepszym stanie. Mamy to w genach i we krwi. Tacy jak pan Klaus Schwab są potrzebni, by wpędzać nas w permanentne zbiorowe poczucie winy i konieczności jej odkupienia – według ich recepty.

Klaus Schwab kręci się od dawna wokół i pośród najmożniejszych. Sprzedaje, wpaja, konsekwentnie szerzy swoje idee i pomysły oraz znajduje aliantów. Wykłada, występuje i publikuje wiele oraz pisze książki: w 1971 r. – Moderne Unternehmensführung im Maschinenbau (Nowoczesne zarządzanie przedsiębiorstwem w inżynierii mechanicznej) z Heinem Kroosem; w 2016 r. – The Fourth Industrial Revolution (Czwarta Rewolucja Przemysłowa); w 2018 r. – Shaping the Fourth Industrial Revolution (Kształtowanie przyszłości czwartej rewolucji przemysłowej) – z Nicholasem Davisem; w 2020 r. – Covid-19: The Great Reset (z Thierrym Malleretem), oraz w styczniu 2021 r., kontynuującą idee zawarte we wcześniejszych publikacjach – Stakeholder Capitalism (Kapitalizm interesariuszy) – z Peterem Vanhamem.

Klaus Schwab jest tak dynamiczny, twórczy i ruchliwy, że trudno nadążyć za jego inicjatywami i dokonaniami, np. w dziedzinie fundacji. W 1998 r. założył wraz z żoną Hilde Foundation for Social Entrepreneurship, wspierającą innowacje społeczne na całym świecie; w 2004 r. Forum Młodych Liderów Globalnych, a następnie w 2011 – społeczność Global Shapers. Był też aktywistą i członkiem komitetu sterującego skupiającej wpływowych plutokratów Grupy Bilderberg.

Ale cofnijmy się do roku 1971, do czasu, gdy Klaus Schwab założył Europejskie Forum Zarządzania, którego członkowie spotykali się w szwajcarskim Davos, radząc, jak kontynuować przedwojenną myśl wykorzystania państwa do ochrony i wspierania interesów zamożnej elity, a Schwab promował ideologię „kapitalizmu interesariuszy”, w którym przedsiębiorstwa ściśle współpracują z rządami. Magazyn „Forbes” uznał kapitalizm interesariuszy za „efekciarską pustą etykietę” i pozorowanie „koncentracji firmy na zaspokajaniu potrzeb swoich interesariuszy, czyli klientów, pracowników, partnerów, społeczności i społeczeństwa jako całości.

„Forbes” zauważył, że w ten sposób „firmy mogą nadal prywatnie przekazywać pieniądze swoim akcjonariuszom i kadrze zarządzającej, zachowując jednocześnie publiczny obraz wrażliwości społecznej i altruizmu”. Społeczeństwo jest tu postrzegane jako biznes, którego jedynym celem jest rentowność. Taki program Schwab po raz pierwszy przedstawił w 1971 r. w książce Moderne Unternehmensführung im Maschinenbau (Nowoczesne zarządzanie przedsiębiorstwem w inżynierii mechanicznej), w której przy pomocy określenia ‘interesariusze’ przemianował nas, czyli istoty ludzkie, na podrzędnych uczestników globalnego przedsięwzięcia komercyjnego, których celem życia ma być „osiągnięcie długotrwałego wzrostu i dobrobytu”, czyli ochrona i powiększanie bogactwa elit.

Pojęcie ‘czwartej rewolucji przemysłowej’ – 4IR (ang. 4 Industrial Revolution) – logicznie wypływa z historii rozwoju ludzkości i techniki. Klaus Schwab kolejno wymienia: rewolucję agrarną, rewolucję przemysłową, czyli zastąpienie siły mięśni siłą maszyn od XVIII w.: pierwszą rewolucję przemysłową związaną z wynalezieniem maszyny parowej, drugą rewolucję przemysłową – epokę masowej produkcji dzięki wykorzystaniu energii elektrycznej, trzecią rewolucję przemysłową – erę komputerów i internetu oraz opiewaną przez siebie i właśnie rozpoczętą – czwartą rewolucję przemysłową, integrującą byt fizyczny, biologiczny i cyfrowy oraz dającą początek globalnemu społeczeństwu nowych, zachipowanych „ludzi 4IR” o różnych typach, modelach i numerach seryjnych.

W swojej Czwartej rewolucji przemysłowej Schwab przedstawia wspaniałości Nowego Wspaniałego Świata, poprzedzonego przez WIELKI RESET. Obniżą się koszty, a zyski wzrosną. Praca zostanie częściowo lub całkowicie zautomatyzowana. Za kilka lat prawie wszystkie serwisy informacyjne będą generowane przez maszyny. Rozmarza się o „rewolucji”, która ma zmienić sposób i zasady życia oraz widzi ją jako „niepodobną do wszystkiego, czego ludzkość doświadczyła wcześniej”. Odlatuje wyobraźnią do nie tak, jego zdaniem, dalekiej chwili sprzężenia, za pośrednictwem urządzeń mobilnych, miliardów ludzi, co ma dać nieosiągalną obecnie moc obliczeniową, możliwości przechowywania informacji i łatwy dostęp do nich.

Skoki postępu technicznego, jak sztuczna inteligencja (AI), internet rzeczy (IoT), robotyka, pojazdy autonomiczne, druk 3D, nanotechnologia, biotechnologia, materiałoznawstwo, magazynowanie energii, obliczenia kwantowe itd. oraz ich naturalną synergię przedstawia jako momenty przełomowe w historii ludzkości. I tu nas zadziwia naiwnością, ale nie zaskakuje nowiną, bo już na początku tego tekstu sami odkryliśmy, że postęp techniczny wzrasta lawinowo i czym go więcej, tym szybciej go przybywa. Poza tym może być narzędziem przełomu na dobre albo złe.

Nie pozwólmy się mamić, postęp techniczny niekoniecznie jest przełomem dobrego postępu. Klaus Schwab chce, żeby „wszystko było inteligentne i połączone z internetem”. Nawet, przepraszam, bydło, bo „czujniki podłączone do niego bezprzewodowo będą mogły komunikować się ze sobą za pośrednictwem sieci telefonii komórkowej”.

Z zachwytem opisuje „inteligentne fabryki komórek”, które „przyspieszyłyby wytwarzanie szczepionek” i technikę Blockchain, czyli rozproszone przechowywanie informacji, gwarantujące ich niezmienność, będące podstawową architekturą kryptowalut i zdecentralizowaną bazą danych o transakcjach, ich rejestrem albo zapisem zdarzeń.

Podczas lektury Czwartej rewolucji przemysłowej trudno nie zauważyć, że w istocie opowieść służy gloryfikacji, zdaniem autora, „wartości”, a bystrego czytelnika – po prostu zysku. Beneficjentami 4IR będą elity polityczne, biznesowe i intelektualne, ponieważ „stworzy ona całkowicie nowe źródła wartości” i „zapoczątkuje ekosystemy tworzenia wartości, których nie można sobie wyobrazić w warunkach rewolucji trzeciej.

Jak przyznaje sam prof. Schwab, techniczne narzędzia czwartej rewolucji przemysłowej, przy wykorzystaniu sieci 5G, umożliwiając nowe formy nadzoru i kontroli, są bezprecedensowym zagrożeniem dla wolności.

Określanie kosmicznej turystyki i chmur dronów nad głowami mianem czwartej rewolucji przemysłowej może wywołać uśmiech. Ale ten znika, gdy w następnej książce K. Schwaba – Kształtowanie przyszłości czwartej rewolucji przemysłowej czytamy, że „technologie 4IR nie będą już częścią otaczającego nas fizycznego świata, a staną się częścią nas”, „aktywne wszczepiane mikroczipy przełamią barierę naszych ciał”, technika zaś pozwoli „wtargnąć do przestrzeni naszych umysłów, odczytywać myśli i wpływać na nasze zachowanie”.

Część książki omawia „zmianę człowieka”, gdzie prof. Schwab wskazuje na „zdolność nowej techniki do stania się częścią nas” – jak w cyborgu – „kombinacji życia cyfrowego i analogowego, co zredefiniuje naszą naturę”.

Autor żegluje po wodach biotechnologii, biologii syntetycznej, „pisania” DNA, neurotechnologii, sztucznej inteligencji, „inteligentnych tatuaży”, „komputerów biologicznych”, „organizmów zaprojektowanych na zamówienie” i nurkuje coraz odważniej w głębiny, nomen omen, utopii. Rodzą się uzasadnione pytania o granicę między człowiekiem i maszyną oraz co teraz ma oznaczać bycie człowiekiem. Jeśli wspomnieć program eugeniczny Niemiec hitlerowskich, w których prof. Schwab urodził się i spędził pierwsze 6 lat życia, a obecnie głosi „urbi et orbi” odrodzenie eugeniki, czas wyciągać wnioski.

W książce o 4IR prof. Schwab porusza i próbuje wzruszyć z posad właściwie wszystkie aspekty dzisiejszego – powoli i naturalnie ewoluującego – świata. Przy okazji narzeka na biurokrację spowalniającą wdrażanie żywności zmodyfikowanej genetycznie, której stosowanie zdecydowanie popiera. „Globalne bezpieczeństwo żywnościowe zostanie osiągnięte tylko wtedy, gdy przepisy dotyczące żywności modyfikowanej genetycznie zostaną dostosowane tak, aby odzwierciedlały prawdę, że edycja genów stanowi precyzyjną, wydajną i bezpieczną metodę ulepszania upraw”.

Za pośrednictwem Voice for the Planet Schwab lansuje globalny Nowy Ład dla Natury, zainaugurowany w 2019 r. na WEF w Davos przez Global Shapers – organizację utworzoną przez Schwaba w 2011 r. – „zajmującą się” młodzieżą. Global Shapers została określona przez Cory’ego Morningstara, dziennikarza śledczego, jako „groteskowy pokaz korporacyjnych nadużyć podających się za DOBRO”.

W „Czwartej rewolucji przemysłowej” Schwab szczerze i otwarcie przedstawia sposób wykorzystywania fałszywego „aktywizmu młodzieżowego” i młodej naiwności do realizacji kapitalistycznych celów. Pisze: „Aktywizm młodzieżowy rośnie na całym świecie, rewolucjonizowany przez media społecznościowe, które zwiększają mobilizację w stopniu, który wcześniej byłby niemożliwy.

Przyjmuje wiele różnych form, od niezinstytucjonalizowanego udziału politycznego po demonstracje i protesty oraz dotyczy tak różnych zagadnień, jak zmiana klimatu, reformy gospodarcze, równość płci i prawa osób LGBTQ. Młode pokolenie zdecydowanie stoi na czele zmian społecznych. Nie ma wątpliwości, że będzie on katalizatorem zmian i źródłem krytycznego impulsu dla WIELKIEGO RESETU”.

W 1971 r. Klaus Schwab założył Europejskie Forum Zarządzania i prawie natychmiast potem zorganizował w Centrum Kongresowym w szwajcarskim kurorcie Davos pierwsze Europejskie Sympozjum Zarządzania. Wydarzenie, w którym uczestniczyło 450 dyrektorów firm zachodnioeuropejskich, objęła patronatem Komisja Europejska i kilka europejskich stowarzyszeń przemysłowych. Rok później na Forum Zarządzania pojawił się był szef rządu Luksemburga, Pierre Werner, a w następnych corocznych mitingach uczestniczyło coraz więcej coraz większego kalibru polityków, roztrząsane zagadnienia zaś nie dotyczyły jedynie zarządzania i gospodarki.

W roku 1986 Schwab przekształcił Europejskie Forum Zarządzania w Światowe Forum Ekonomiczne (ang. World Economic Forum – WEF), którego pozostaje Prezesem Wykonawczym. Kompetencje zgromadzenia oficjalnie poszerzono o sprawy dotyczące konfliktów międzynarodowych. Siedziba WEF znajduje się w położonym pod Genewą szwajcarskim miasteczku Cologny. Forum ma również biura w Nowym Jorku, Pekinie i Tokio, w październiku 2016 r. zaś WEF ogłosiło otwarcie nowego Centrum Czwartej Rewolucji Przemysłowej w San Francisco. WEF to poważna i bardzo wpływowa organizacja, co uznały władze Szwajcarii, przyznając Forum w 2015 r. rangę organizacji pozarządowej o statusie „innego organu międzynarodowego”. A to już, zgodnie ze szwajcarskim prawem o państwie przyjmującym, ranga dyplomatyczna na poziomie ONZ-owskim.

Oprócz dorocznej konferencji w Davos i publikacji raportów, Światowe Forum Ekonomiczne organizuje spotkania regionalne. Specjalne Doroczne Spotkanie 2021 w Singapurze, wcześniej zapowiedziane na maj, a następnie przełożone na 17–20 sierpnia, ostatecznie ma się odbyć w pierwszej połowie 2022 r. Miejsce i data mają zostać określone latem br. na podstawie oceny sytuacji. Kilka dni temu, w specjalnym oświadczeniu WEF zakomunikowało: „Z przykrością stwierdzamy, że tragiczne okoliczności na całym świecie, niepewne perspektywy podróży, różne tempo wprowadzania szczepień i niepewność co do nowych wariantów (koronawirusa) uniemożliwiają zorganizowanie globalnego spotkania z przywódcami politycznymi, biznesu i społeczeństwa obywatelskiego z całego świata na taką skalę, jak planowano”.

W ten sposób koronawirus zniweczył plany związane z pierwszym globalnym szczytem przywódców, który miał zająć się wyzwaniami związanymi z odbudową świata po jego inwazji, czyli pandemii Covid-19 i stworzeniem podstaw dla bardziej integracyjnego i zrównoważonego świata, jak zapowiadało WEF. Kto pod kim dołki…

Dlaczego? Proszę czytać dalej – o trzech krokach do osiągnięcia WIELKIEGO RESETU.

Prof. Klaus Schwab jest zagorzałym zwolennikiem całkowitego WIELKIEGO RESETU obecnego porządku, koniecznego do stworzenia od zera Nowego Wspaniałego Świata. WIELKI RESET to w istocie plan całkowitego globalnego „wyzerowania” systemu finansowego, gospodarczego, politycznego, ekologicznego i technicznego, w celu dalszego transferu bogactw z rąk 99% populacji w ręce 1% tworzących oligarchiczną władzę, która za jakiś czas stanie się oficjalnie rządem światowym. To nie teoria spiskowa, to konkretny plan, o którym mówi się głośno na Forum. To jest ogólnoświatowa akcja mająca doprowadzić do upadku obecnego systemu finansowego i przekształcenie go w opartą na technice dyktaturę – globalny technoimperializm. Na swojej stronie internetowej WEF przedstawia się jako „globalna platforma współpracy publiczno-prywatnej”, a pożyteczni „zwolennicy” świadczą, jak buduje „partnerstwo między biznesmenami, politykami, intelektualistami i innymi przywódcami społecznymi w celu definiowania, omawiania i rozwijania kluczowych kwestii globalnego programu. „Partnerstwa”, które tworzy WEF, mają na celu zastąpienie przywództwa demokratycznie wybranych rządami wybrańców. W swojej The Fourth Industrial Revolution Profesor przyznaje: „Krótko mówiąc, globalne zarządzanie znajduje się w centrum wszystkich innych kwestii”. Dodajmy, że zarządzać będzie nomenklatura, własność zostanie zlikwidowana, a jej los podzielą pieniądze. W 2016 roku WEF opublikowało wideoklip, w którym przedstawia 8 przepowiedni Klausa Schwaba na rok 2030:

  1. „Nic nie będziesz mieć” – i „będziesz z tego powodu szczęśliwy”.
  2. „Stany Zjednoczone nie będą wiodącym supermocarstwem na świecie”.
  3.  „Nie umrzesz, czekając na dawcę narządów” – zostaną wykonane na drukarkach 3D.
  4. „Zjesz znacznie mniej mięsa” – mięso będzie „okazjonalnym przysmakiem, a nie podstawowym produktem, dla dobra środowiska i naszego zdrowia”.
  5. „Miliard ludzi zostanie przesiedlonych z powodu zmian klimatycznych” – Otwarte Granice Sorosa.
  6. „Zadymiacze atmosfery będą musieli zapłacić za emisję dwutlenku węgla” – „będzie globalna cena węgla, co pomoże w odesłaniu paliw kopalnych do historii”.
  7.  „Mógłbyś przygotowywać się do lotu na Marsa” – naukowcy „wymyślili, jak zachować zdrowie w kosmosie”.
  8. „Zachodnie wartości zostaną przetestowane do granic wytrzymałości” – „nie można zapomnieć o kontroli i równowadze, które stanowią podstawę naszych demokracji”.

Klaus Schwab pozostaje w zażyłych stosunkach ze zdumiewającą liczbą najmożniejszych tego świata, których z zadziwiającą łatwością przekonuje do swoich wizji. Wśród nich jest popierający ideę WIELKIEGO RESETU Joe Biden, którego pierwszą decyzją jako prezydenta USA był powrót Stanów Zjednoczonych do paryskiego porozumienia klimatycznego, czyli odwrócenie decyzji Donalda Trumpa z 2017 r. Sprawy klimatyczne to jeden z filarów ideologii zrównoważonego rozwoju i Agendy 2030 ONZ. Jeden ze straszaków, które mają nas przekonać o konieczności przebudowania dotychczasowego, prowadzącego do totalnej klęski, porządku świata.

Drogę do osiągnięcia RESETU Schwab widzi w trzech następujących krokach:

  1. „Ogłoś zamiar reformy wszystkich aspektów życia społeczeństw przez wprowadzenie globalnego zarządzania i przesłanie powtarzaj.
  2. Jeśli to nie przekonuje, symuluj fałszywe scenariusze pandemii, które pokażą, dlaczego świat potrzebuje WIELKIEGO RESETU.
  3. Jeśli fałszywe scenariusze pandemii nie są wystarczająco przekonujące, poczekaj, na prawdziwy globalny kryzys i powtórz krok pierwszy”.

Po wybuchu pandemii COVID-19 Prezes Wykonawczy Forum zauważył, że „pandemia stanowi rzadkie, ale wąskie okno okazji do refleksji, nowego wyobrażenia i zresetowania naszego świata, by stworzyć zdrowszą, bardziej sprawiedliwą i dostatnią przyszłość”.

3 czerwca ubiegłego roku, podczas Światowego Forum Ekonomicznego, Klaus Schwab i brytyjski książę Karol uroczyście zapowiedzieli rozpoczęcie WIELKIEGO RESETU. Obok spadkobiercy brytyjskiego tronu i Prezesa Wykonawczego WEF, w Davos gościli wówczas: Antonio Guterres – obecny sekretarz ONZ, były przewodniczący Międzynarodówki Socjalistycznej i były Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców – oraz Kristalina Georgievna – dyrektor zarządzająca MFW, a także wielu bardzo ważnych polityków i światowych osobistości oraz przedstawicieli finansjery z najwyższej półki, jak Gatesów czy Rockefellerów. Nie zabrakło Grety Thunberg, której Schwab jest wielbicielem. Nieco już „przerośnięta” nastolatka przemówiła w Davos natychmiast po zakończeniu swego jednoosobowego chodnikowego protestu sztokholmskiego.

Czy idea „WIELKIEGO RESETU według Klausa Shwaba” to nowość czy kontynuacja? Wszak już w XVIII w. Oświecenie pchnęło naukę i technikę ku pierwszej fazie wielkiej rewolucji przemysłowej i przemian społecznych oraz ich kontynuacji, drogą kolejnych etapów rozwoju myśli społecznej, nauki i techniki oraz rewolucji doprowadzając cywilizację zachodnią do ustroju nazwanego demokracją liberalną – opartą na wolności jednostki, równości i prawach naturalnych oraz wolnym rynku, swobodach obywatelskich, własności prywatnej i równości wobec prawa.

Na drodze kolejnych WIELKICH PRZEŁOMÓW znajdujemy się od ponad 250 lat. Zamiana nazwy PRZEŁOM na nową i nośną – RESET oraz gigantomańska chęć pokierowania losami świata nie zmienią wyznaczonego przez naturę biegu rzeczy. Mogą go najwyżej na chwilę zakłócić. Poza tym WIELKI RESET to kolejna odsłona permanentnej ewolucji i kolejnych rewolucji. To nie nowość, to KONTYNUACJA. Profesorze Schwab, „konia kują, a Pan nogę podstawia”! Nieładnie przypisywać sobie tytuł proroka przyjścia nieuniknionego!

WIELKI RESET to koncepcja, która powstała w wyniku kryzysu finansowego w 2008 r., opisana w roku 2010 w książce The Great Reset: How New Ways of Living and Working Drive Post-Crash Prosperity, w której Richard Florida przedstawił krach gospodarczy nie jako kryzys, ale okazję do „zresetowania”, pokazując jak będzie wyglądać gospodarka i społeczeństwo, życie i praca w przyszłości. Wydany w 2016 r. Wielki reset walki ze złotem i koniec systemu finansowego Willema Middelkoopa przedstawia „zresetowanie” systemu jako nieuchronne i przewiduje konieczność znalezienia do 2020 r. „nowej kotwicy” światowego systemu finansowego, koniecznej dla utrzymania wiodącej roli USA, jednocześnie rezerwując znaczące pozycje dla waluty europejskiej i chińskiej. Przewiduje ponowne użycie złota jako jednego z filarów kolejnej fazy globalnego systemu finansowego oraz przeszacowanie jego ceny, która może osiągnąć poziom 7 tys. USD za uncję.

Thierry Malleret, który napisał wraz z prof. Klausem Schwabem książkę Covid-19: The Great Reset, to pokrewna Profesorowi dusza, współzałożyciel i główny autor „Monthly Barometer”, analitycznego biuletynu prognoz makroekonomicznych dla decydentów wysokiego szczebla, współwłaściciel genewskiej firmy doradztwa inwestycyjnego dla osób o „bardzo wysokich dochodach” i właściciel podobnego przedsiębiorstwa o nazwie Rainbow Insight. Na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos Malleret przez wiele lat z rzędu tworzył i wdrażał program oraz kierował założoną przez siebie Globalną Siecią Ryzyka.

Wybuch pandemii COVID-19 zapewne nie zdziwił Schwaba ani Mallereta, gdyż WEF był współgospodarzem ćwiczenia „Event 201”, które odbyło się w Nowym Jorku nieco ponad dwa miesiące przed jej początkiem i polegało na symulacji epidemii wywołanej przez nowego koronawirusa. Pokaz zakończono w chwili, gdy na całym świecie umarło 65 mln osób.

Jak mówią autorzy, książka Covid-19: The Great Reset ma na celu prezentację „przypuszczeń i pomysłów co do obrazu świata po pandemii”. Schwab i Malleret przyznają, że Covid-19 to „jedna z najmniej śmiertelnych pandemii w ciągu ostatnich 2000 lat” oraz że „jej konsekwencje pod względem uszczerbków na zdrowiu i śmiertelności będą stosunkowo łagodne”. W książce Covid-19… tę „niegroźną” chorobę autorzy przedstawiają jako pretekst do bezprecedensowej i totalnej przemiany pod nazwą „WIELKI RESET”

Schwab i Malleret umieszczają Covid-19 w ciągu wydarzeń, które umożliwiły radykalne zmiany w społeczeństwach. Za przykład podają II wojnę światową, która w ich mniemaniu miała porównywalną skalę mocy transformacyjnej z obecną pandemią, a potencjał obu jest wystarczający do powstania kryzysu transformacyjnego na niewyobrażalną wcześniej skalę.

Przyszłych panów „pocovidowego”, „zresetowanego” świata książka nazywa „oświeconym przywództwem”. Autorzy zachęcają i z góry chwalą: „Niektórzy liderzy i decydenci, którzy już stali na czele walki ze zmianami klimatycznymi, mogą chcieć wykorzystać szok wywołany pandemią do wprowadzenia długotrwałych i szerszych zmian środowiskowych. W efekcie dobrze wykorzystają pandemię, nie pozwalając, by kryzys poszedł na marne. „To nasz decydujący moment” – ekstatycznie deklarują, dorzucając olśniewające wizje: „wiele rzeczy zmieni się na zawsze”… „pojawi się nowy świat”… „przewrót społeczny wywołany przez COVID-19 będzie trwał latami, a być może pokoleniami”. Stawiają problem i sami go rozwiązują: „Wielu z nas zastanawia się, kiedy sytuacja wróci do normy. Krótka odpowiedź brzmi: nigdy”. I dalej jadą „bez trzymanki”, proponując podział historii na „erę przedpandemiczną” i „świat po pandemii”.

W sprawie „resetu środowiskowego” Schwab i jego prawa ręka zauważają: „Na pierwszy rzut oka pandemia i środowisko mogą wydawać się tylko odległymi krewnymi, ale są znacznie bliżej i bardziej ze sobą powiązane, niż się nam wydaje”. Autorzy twierdzą, że zjawiska klimatyczne oraz obecna, a może i przyszłe pandemie „mają charakter globalny i dlatego można im skutecznie zaradzić tylko w sposób skoordynowany na całym świecie”. Tak WEF et consortes przekonują do globalnego zarządzania.

Zielona i postpandemiczna gospodarka przynoszą zyski często tym samym grupom interesu, a według Schwaba i Mallereta „ankiety i raporty potwierdzają opinie, że strategie ESG (ESG – czynniki, w oparciu o które tworzone są ratingi i oceny pozafinansowe przedsiębiorstw, państw i innych organizacji. Składają się one z 3 elementów: E – Środowisko, S – Społeczna odpowiedzialność i G – Ład korporacyjny) skorzystały na pandemii i powinny przynieść dalsze korzyści. Dane wskazują, że w pierwszym kwartale 2020 r. sektor zrównoważonego rozwoju osiągnął lepsze wyniki niż fundusze konwencjonalne”.

Potentaci „sektora zrównoważonego rozwoju” radują się na myśl o fortunach, które mogą zbić na WIELKIM RESECIE zainicjowanym przez covid, gdy państwa będą służyć finansowaniu hipokryzji ubranej w ideową poprawność.

U.S. Business Roundtable (nieoficjalna rada biznesu USA) w 2019 r. przedstawiła stanowisko właścicieli i zarządców 200 firm amerykańskich, którzy zapowiedzieli ewolucję „kapitalizmu właścicieli” – shareholders capitalism – w kierunku „kapitalizmu interesariuszy” – stakeholders capitalism, gdzie przymioty i doświadczenie pracowników, klientów, dostawców i otoczenia społecznego firm staną się równie ważne jak te inwestorów i zarządców. Niespełna rok później, w maju 2020 r., prof. Bill George z Harvardu, obserwując przewartościowania liderów firm adaptujących się do „covidowego” kryzysu, opublikował artykuł, który odbił się szerokim echem: Stakeholders capitalism is here to stay (Kapitalizm interesariuszy zostaje na dobre).

W styczniu 2021 r. Klaus Schwab wraz z Peterem Vanhamem wydali książkę Stakeholder Capitalism, która stanowi kontynuację idei dotychczas prezentowanych przez prezesa WEF, bo już w 1971 r. K. Schwab zastanawiał się, jak kontynuować przedwojenną myśl wykorzystania państwa w interesach elity i promował ideologię „kapitalizmu interesariuszy”, która zdaniem „Forbesa” jest pozorowaniem „koncentracji firmy na zaspokajaniu potrzeb swoich interesariuszy, czyli klientów, pracowników, partnerów, społeczności i społeczeństwa jako całości”, by pod tym szyldem „nadal prywatnie przekazywać pieniądze swoim akcjonariuszom i kadrze zarządzającej, zachowując jednocześnie publiczny obraz wrażliwości społecznej i altruizmu”.

Kapitalizm interesariuszy przekonuje, że gospodarka globalna działa na rzecz postępu, ludzi i planety i że jeśli nie zaczniemy od rozpoznania prawdziwego kształtu problemów, nasz obecny system nadal będzie nas zawodził. Opisując obecną sytuację, Kapitalizm interesariuszy wskazuje sposoby zaradzenia problemom. Rozdział po rozdziale prof. Schwab pokazuje, że każdy i na każdym z poziomów społecznych może przyczynić się do przekształcenia „zepsutych” elementów globalnej gospodarki oraz – kraj po kraju, firma po firmie i obywatel po obywatelu – skleić je z powrotem w sposób, który przyniesie korzyści wszystkim. Zgodnie z hasłem Ministerstwa Prawdy: „By żyło się lepiej, by żyło się lepiej wszystkim”.

W artykule „Nadchodzi homo schwabus”, prof. Adam Wielomski napisał: „Homo schwabus to nowy człowiek, którym mamy stać się w niedalekiej przyszłości, aby ponadnarodowe korporacje mogły zwiększać swoje zyski i władzę”. Ja dodam: jeżeli pozwolimy, żeby to się udało, to tym razem w 75 lat się nie wywiniemy. Nie dajmy się więc oszwabić!

Niektórzy zastanawiają się, czy prof. Klaus Schwab jest prorokiem, czy szarlatanem. Ja sądzę, że tym drugim, ale nie jestem całkiem pewien, czy jest ręką czy narzędziem. A jeżeli on jest narzędziem, to kto jest ręką?

Dziękuję Panu Stanisławowi Kubielasowi – profesorowi Wydziału Nauk Ekonomicznych UW za konsultacje dotyczące niektórych zagadnień ekonomicznych.

Artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Świat według Schwaba” znajduje się na s. 8–9 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 84/2021.

 


  • Czerwcowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Świat według Schwaba” na s. 8–9 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 84/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Adam Gniewecki: czwarta rewolucja przemysłowa jednoczy byt fizyczny, biologiczny i cyfrowy

Czym jest „Czwarta rewolucja przemysłowa”, którą głosi Klaus Schwab? Publicysta w „Kurierze WNET” o planach prezesa wykonawczego Światowego Forum Ekonomicznego.

Klaus Martin Schwab, Niemiec urodzony na rok przed drugą wojną światową […] spędził dzieciństwo w Niemczech. Maturę zrobił też w rodzinnym Ravensburgu. Następnie wyjechał na studia już do Szwajcarii do Zurychu, gdzie skończył studia techniczne został inżynierem.

Adam Gniewecki podkreśla, że prezes wykonawczy Światowego Forum Ekonomicznego jest człowiekiem bardzo głęboko wykształconym- na najlepszych uczelniach. Schwab ma także znajomości wśród najwyższych sfer.

Klaus Schwab nam proponuje i idzie konsekwentnie w kierunku realizacji tych propozycji. Proponuje nam świat czwartej rewolucji technicznej.

Według publicysty czwarta rewolucja łączy się z powstaniem rządu światowego. Ludzkości przewodzić ma „oświecone przywództwo”. Zmianie ma podlegać sama natura człowieka.

Czwarta rewolucja przemysłowa […] jednoczy byt fizyczny biologiczny i cyfrowy, czyli wszystko razem. Człowiek złożony z mechaniki cyfrowej z mechaniki zwykłej i biologii

Gniewecki wskazuje na książki Klausa Schwaba „Czwarta rewolucja przemysłowa” i „Kształtowanie przyszłości czwartej rewolucji przemysłowej” oraz „Covid 19. Wielki Reset” oraz „Kapitalizm interesariuszy”.

Klaus Schwab jest zwolennikiem eugeniki, czyli zmian genetycznych, badań i manipulowania genami.

[related id=145223 side=right]Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Adam Gniewecki: Były próby wprowadzania kontroli populacji przez ograniczanie płodności kobiet przy programie szczepień

Kontrola populacji, GMO, edukacja seksualna i Wielki Reset. Publicysta w „Kurierze WNET” o Agendzie 2030 Organizacji Narodów Zjednoczonych.

W Agendę 2030 możemy włożyć bardzo wiele spraw cały pakiet współczesnych spraw, które budzą zresztą wielkie kontrowersje, takie jak pakiet klimatyczny, wyżywienie świata.

Głównymi deklarowanymi celami ONZ na obecną dekadę są: wyeliminowanie ubóstwa, głodu, zapewnić wszystkim wysoką edukację, osiągnąć równość płci oraz wzmocnić pozycję kobiet i dziewcząt. Adam Gniewecki zauważa, że agendę krytykują organizacje rolnicze za plan wprowadzenia żywności z roślin genetycznie modyfikowanych.

Nie wiadomo jak za kilkadziesiąt lat będą wyglądały ludzkie organizmy po tego typu żywieniu. Wiele organizacji i wiele badań naukowych wskazuje na to, że wystarczy rozwijać rolnictwo proste, w formie rozproszone i naturalne.

Publicysta wskazuje, że ONZ pragnie ograniczenia ludności ludzi na świecie w imię ochrony klimatu. Zbiega się to z pomysłami Billa Gatesa i innych miliarderów-filantropów, którzy pragną kontroli populacji.

Były już próby robione na przykład wprowadzania tego typu kontroli przez ograniczanie płodności kobiet, kiedy to dodawano do szczepionek przeciwtężcowych składnik, który powodował wydzielanie hormonu w organizmie. Takiego, że kobieta nie była w stanie donosić ciąży i wszczepiono w Afryce, czy wszczepiono w Ameryce Południowej i w Indonezji kobiety i tylko wyłącznie kobiety w wieku rozrodczym.

[related id=141855 side=right][WHO i UNICEF zaprzeczyły w wydanym w 2014 r. oświadczeniu jakoby prowadzone przez szczepienia w Kenii były niebezpieczne. Nie udowodniono podnoszonych przez część mediów zarzutów wobec akcji szczepień- przyp. red.]

Gniewecki obawia się, że cele dotyczące edukacji seksualnej są zagrożeniem dla najmłodszych. Dodaje, że niektóre cele Agendy 2030 są próbą wychowania nowego człowieka podczas wielkiego światowego resetu.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Organizacja Narodów Zjednoczonych – jak zawsze, decydują silni i bogaci / Adam Gniewecki, „Kurier WNET” 83/2021

W praktyce ONZ nie jest niezależnym organem chroniącym prawa człowieka, które ONZ zresztą sformułowała, a obecnie sama nagina. Krok po kroku staje się narzędziem ideologicznej inżynierii społecznej.

Adam Gniewecki

ONZ – iluzje i rzeczywistość

W 1693 r. w dziele O obecnym i przyszłym pokoju w Europie William Penn zaproponował utworzenie Ligi Narodów, której podstawowymi zasadami miały być: suwerenna równość państw bez względu na ich rangę międzynarodową i potencjał oraz prawo państw członkowskich do wzajemnego kontrolowania stanu przestrzegania wolności i praw obywatelskich. Główne zadanie organizacji miało polegać pokojowym rozstrzyganiu sporów między suwerenami. Penn nie dopuszczał użycia przez Ligę siły.

Liga Narodów jako organizacja międzynarodowa powstała w 1920 r. i dotrwała roku 1946, a została utworzona z inicjatywy prezydenta Stanów Zjednoczonych Woodrowa Wilsona podczas paryskiej konferencji pokojowej, kończącej I wojnę światową. Założycielami jej były 32 państwa, członkowie dawnej koalicji wojennej (w tym Polska), i 5 dominiów oraz 13 państw zaproszonych. Z czasem liczba państw członkowskich zwiększyła się do 57. USA nie były członkiem organizacji, chociaż ich delegat uczestniczył w obradach w charakterze obserwatora. Z pięciu mocarstw światowych w Lidze znalazły jedynie dwa: Francja i Wielka Brytania, a poza nią pozostawały dwa największe mocarstwa europejskie: Niemcy i Rosja Sowiecka. Najważniejszym w praktyce organem była, licząca 9 członków, Rada Ligi Narodów, w skład której wchodzili przedstawiciele ówczesnych mocarstw, określani jako „klub elitarny”, oraz reprezentanci innych państw. Polska musiała wywalczyć sobie miejsce w Radzie, ponieważ jej obecność mogła blokować, a przynajmniej utrudniać ewentualne wejście do niej Niemiec. Jednak po kilkumiesięcznych staraniach podpisano akt stanowiący o wejściu do Rady Polski, jako „godnej powagi Ligi Narodów”.

W Lidze mocarstwa zajmowały pozycję uprzywilejowaną, miały zatem większy wpływ na proces decyzyjny niż państwa słabsze, ponieważ w Radzie miały zapewnione miejsca stałe – analogicznie do Rady Bezpieczeństwa dzisiejszego ONZ.

W rezultacie marginalizowane małe i średnie państwa odnosiły się niechętnie do porządku powersalskiego, co przyczyniało się do nieskuteczności działań organizacji. Ligę Narodów powołano w przekonaniu, że światowa organizacja zrzeszająca narody może utrzymać pokój i zapobiec ponownej tragedii, jaką była I wojna światowa. Niestety nadzieje okazały się płonne. Ligę Narodów rozwiązano w 1946 r., a w czasie jej istnienia Europą wstrząsnęły dwie wojny – polsko-bolszewicka i wojna domowa w Hiszpanii, całą ludzkością zaś – II wojna światowa.

Następczynią Ligi Narodów jest Organizacja Narodów Zjednoczonych – ONZ, która powstała 24 października 1945 r. w wyniku wejścia w życie podpisanej 26 czerwca 1945 r. w San Francisco Karty Narodów Zjednoczonych. Obecnie członkami ONZ są 193 państwa, Watykan zaś jest jedynym w pełni suwerennym i powszechnie uznanym państwem, które nie należy do Narodów Zjednoczonych. Do ONZ nie należą też podmioty międzynarodowe, które mają status „państwa-obserwatora”.

ONZ stawia sobie za cel zapewnienie pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego, rozwój współpracy między narodami oraz popieranie przestrzegania praw człowieka.

Budżet operacyjny ONZ na lata 2018–19 wynosił 5,6 mld USD Największy płatnik to Stany Zjednoczone, których składka wynosi 22% całości. Misje pokojowe ONZ finansowane są z odrębnego źródła. Prezydent Donald Trump twierdził, że USA łożą niewspółmiernie wysoką sumę i domagał się reformy finansowania ONZ.

Organizacje wyspecjalizowane ONZ to organizacje międzynarodowe powiązane i blisko współpracujące z ONZ, a wszystko razem nazywa się „rodziną ONZ”. Organizacje wyspecjalizowane muszą spełnić następujące warunki: • być organizacjami międzyrządowymi, • mieć charakter powszechny, tj. otwarty dla wszystkich państw świata, • posiadać szerokie kompetencje choćby w jednej z dziedzin, o której mowa w art. 57 Karty Narodów Zjednoczonych, • być związane z ONZ umową międzynarodową. Organizacje wyspecjalizowane są autonomiczne i stanowią odrębne podmioty prawa międzynarodowego, mają swoich członków, odrębne organy i własne budżety, a z ONZ są połączone porozumieniami zawieranymi z Radą Gospodarczo-Społeczną ONZ, zatwierdzanymi przez Zgromadzenie Ogólne. Tym dwóm organom organizacje wyspecjalizowane przedkładają sprawozdania ze swej działalności. Do organizacji wyspecjalizowanych, których jest 15, należą sprawy o wymiarze międzynarodowym, związane z wyżywieniem i rolnictwem, zdrowiem, finansami, transportem, komunikacją, kulturą, nauką oraz oświatą. Status odmienny od pozostałych ma Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej.

Siły zbrojne ONZ, zgodnie z rozdziałem VII Karty Narodów Zjednoczonych, składają się z kontyngentów dostarczanych przez państwa członkowskie na podstawie specjalnych układów zawieranych z Radą Bezpieczeństwa (układy takie nie zostały dotychczas zawarte). Ich zadaniem ma być stosowanie sankcji zbrojnych w razie naruszenia pokoju oraz w przypadku aktów agresji.

ONZ podejmuje tylko operacje pokojowe z użyciem narodowych kontyngentów. Interwencja wymaga zgody państwa, na którego terytorium ma być prowadzona. Od czasu swego powstania ONZ przeprowadziła liczne wojskowe operacje pokojowe.

Do zakończonych powodzeniem można zaliczyć: 1950–1953, Korea – utrzymanie podziału Półwyspu Koreańskiego i zahamowanie ekspansji komunizmu; 1990–1991, Zatoka Perska – mandat ONZ dla sił brytyjsko-amerykańskich, które wyzwoliły Kuwejt po zajęciu państwa przez siły irackie (operacja Pustynna Burza); 1992–1993, Kambodża – największa operacja pokojowa ONZ, uwieńczona demokratyzacją kraju.

Niestety niektóre operacje pokojowych sił zbrojnych ONZ nie były udane, a nawet zakończyły się tragicznie. Do takich należały: 1960–1964, Kongo, gdzie interwencja doprowadziła do utrzymania niepodległości kraju i jego integralności terytorialnej, ale wyniosła do władzy prezydenta Mobutu Sese Seko, którego dyktatorskie rządy cechowały się korupcją i defraudacją funduszy oraz dóbr publicznych. Do końca jego rządów w dwóch następujących po sobie wojnach domowych zginęły lub padły ofiarami łamania praw człowieka, w tym morderstw i gwałtów, setki tysięcy osób; na Cyprze od 1964 roku stacjonują siły pokojowe, którym nie udało się zapobiec podziałowi wyspy po agresji tureckiej; 1992–1994, Somalia – zakończona porażką operacja Przywrócić Nadzieję, która miała skłonić do rozbrojenia walczące strony i zabezpieczyć dostawy z pomocą humanitarną, a skończyła się tragiczną operacją w Mogadiszu (głównie wojska USA); 1992–1995, była Jugosławia – siły ONZ UNPROFOR, które miały zaprowadzić pokój w dawnych republikach związkowych, poniosły fiasko i zostały zastąpione przez siły NATO – IFOR, gdy w chronionej przez siły ONZ Srebrenicy doszło do największej zbrodni ludobójstwa po II wojnie światowej, gdzie siły serbskie wymordowały co najmniej 8 tys. Bośniaków; 1993–1996, Rwanda – siły ONZ UNAMIR miały monitorować układ pokojowy między plemionami Hutu i Tutsi.

Uznawana za największą porażkę ONZ masakra ok. 800 tys. ludzi odbywała się na oczach żołnierzy sił pokojowych. Wydarzenia te zostały ukazane w filmie Hotel Ruanda.

Sekretarz generalny ONZ wybierany jest przez Zgromadzenie Ogólne na wniosek Rady Bezpieczeństwa. Obecnie, jako dziewiąty, stanowisko to piastuje przedstawiciel Portugalii António Guterres. Kompromitującą porażką Organizacji można nazwać dwukrotny wybór Austriaka Kurta Waldheima, czwartego Sekretarza Generalnego, w latach 1972–1981, czyli na dwie kadencje. Jego zabiegi o trzecią zawetowały Chiny. Krótko potem, w 1986 r., został on wybrany na prezydenta Austrii, choć wcześniej ujawniono fakt jego przynależności do NSDStB (Narodowosocjalistyczny Niemiecki Związek Studentów) i SA, a także służbę w oddziale niemieckiego Wehrmachtu, który dopuścił się zbrodni wojennych na Bałkanach. Sam polityk w swojej biografii fakty te ukrywał.

Według upublicznionych informacji oddział, którym dowodził, odpowiadał za śmierć 1200 greckich Żydów. Wskazywano, że Waldheim musiał wiedzieć o różnych zbrodniach wojennych, w tym deportacjach greckich Żydów czy masakrach w Jugosławii. Przypuszczano, że sam również mógł brać udział w zbrodniach wojennych. Jednak międzynarodowa komisja nie znalazła na to dowodów. Niemniej ujawnienie jego przeszłości spowodowało, że w większości państw był traktowany jako persona non grata. W rezultacie jako głowa państwa oficjalnie odwiedził tylko kraje arabskie oraz Watykan. Zmarł w 2007 r., a w liście opublikowanym pośmiertnie wyraził żal z powodu „tak późnego jednoznacznego odniesienia się do nazistowskich zbrodni wojennych”.

W okresie 1997–2006 pierwszym czarnym Afrykaninem na stanowisku Sekretarza Generalnego ONZ był Kofi Annan z Ghany, laureat Pokojowej Nagrody Nobla w 2001 r., który skupił uwagę Organizacji na prawach człowieka i rozwoju globalnym.

Wcześniej Annan pełnił funkcję Asystenta Sekretarza Generalnego ds. Operacji Pokojowych w okresie, gdy w Rwandzie i Jugosławii dopuszczano się ludobójstw przy biernej postawie sił pokojowych. Zarządzał także Organizacją w czasach korupcyjnego i politycznego skandalu związanego z programem Ropa za Żywność w Iraku.

PO 7 nieudanych próbach rozwiązania kryzysu krymskiego przez Radę Bezpieczeństwa ONZ, z których wszystkie blokowane były przez rosyjskie weto, 27 marca 2014 r. Zgromadzenie Ogólne przyjęło rezolucję dotyczącą integralności terytorialnej Ukrainy i aneksji Krymu przez Federację Rosyjską oraz uznającą referendum krymskie za nielegalne. Dokument wzywa Rosję „do natychmiastowego i bezwarunkowego wycofania swoich sił z Krymu”. Rezolucja mówi też o „dalszej destabilizacji Krymu w wyniku przenoszenia tam przez Rosję zaawansowanych systemów uzbrojenia, w tym samolotów i pocisków o zdolnościach jądrowych, broni, amunicji i personelu wojskowego na terytorium Ukrainy”. ONZ wezwała Moskwę do „niezwłocznego zaprzestania tych działań”. Na początku 2021 r., przedstawiciel Ukrainy przy ONZ wezwał do pozbawienia Rosji prawa weta w Radzie Bezpieczeństwa, ponieważ państwo to jest agresorem prowadzącym wojnę przeciw jego krajowi. Natomiast we wrześniu 2017 r. Rosja i Ukraina wystąpiły z propozycjami wprowadzenia sił pokojowych ONZ do Donbasu. Jednak różnice stanowisk między obydwoma państwami uniemożliwiły osiągnięcie porozumienia.

Rosja prowadzi otwartą wojnę z suwerennym sąsiadem, któremu zajęła część terytorium. ONZ „potępia” i „wzywa”. Rezolucje przeciw armatom. Bezradność słów i dokumentów wobec siły i arogancji.

Polska zwróciła się do Rady Bezpieczeństwa ONZ o omówienie traktowania Polaków na Białorusi. Nawet jeżeli omówią, to co praktycznie z tego wyniknie? Tak w ONZ, jak i w jej poprzedniczce – Radzie Ligi Narodów – decydował i decyduje interes silnych i bogatych, a weto służy jego zabezpieczeniu. Króluje polityka faktów dokonanych, a nieegzekwowane postanowienia całej reszty gremium świadczą o bezsilności, choć według Artykułu 4, Rozdział 2 Karty Narodów Zjednoczonych: „W poczet członków Organizacji Narodów Zjednoczonych może być przyjęte każde państwo miłujące pokój, które przyjmie zobowiązania zawarte w niniejszej Karcie i – zdaniem Organizacji – zdolne jest i pragnie zobowiązania te wykonywać”. Ideały sobie, a praktyka, jaka jest, każdy widzi. Oby nie skończyło się tak jak w pierwszej połowie XX w.

Czy ONZ, jak i cały świat polityki, kieruje się pragmatyzmem, czyli hipokryzją w imię tzw. zdrowego rozsądku? Właśnie – „zdrowego”, czyli leżącego w kompetencjach jednej z najważniejszych ONZ-owskich agencji wyspecjalizowanych, czyli Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), której nazwę od ponad roku odmienia się codziennie przez wszystkie przypadki. Jej dyrektor, wybrany w 2017 r. przy poparciu Pekinu, Tedros Adhanom Ghebreyesus, mimo, że alarmowany już 31 stycznia 2019 r. przez Tajwan, że w Wuhan wirus SARS-CoV-2 przenosi się z człowieka na człowieka, nie tylko nikogo o tym nie powiadomił, ale w połowie stycznia 2019 r. podał, że chińskie władze nie znalazły na to wyraźnych dowodów, choć wcześniej jego organizacja informowała o pierwszym przypadku choroby poza Chinami – w Tajlandii.

Tedros w pisemnym raporcie WHO chwalił „przejrzystość” i „sposób podejścia” Chin do sprawy COVID-19, jednocześnie krytykując ograniczenia podróży z i do Chin wprowadzone przez USA. Dopiero 11 marca WHO ogłosiło wybuch pandemii koronawirusa. Wcześniej przez ponad 2 miesiące wirusy podróżowały samolotami po całym świecie.

Trudno się dziwić, że Donald Trump wstrzymał finansowanie WHO, uzasadniając to m.in. uległością organizacji wobec Chin, szerzeniem dezinformacji i błędami, które doprowadziły do rozprzestrzenienia się COVID-19 na świecie.

Dla WHO był to poważny uszczerbek finansowy, ponieważ USA wpłacały wcześniej do Organizacji średnio ponad pół mld USD rocznie, co stanowiło ok. 7,5% jej budżetu, a w latach 2016–2017 aż 13%. Ten krok w specjalnym oświadczeniu skrytykował Sekretarz Generalny ONZ, a także miliarder, współtwórca Microsoftu Bill Gates, który corocznie za pośrednictwem swojej fundacji przelewał na rzecz WHO niewiele mniejsze sumy niż USA.

Joe Biden, następca prezydenta Trumpa, natychmiast po objęciu stanowiska finansowanie WHO przywrócił. Niezależnie USA wpłacały do WHO składki członkowskie proporcjonalne do swoich dochodów i liczby ludności. W budżecie na lata 2020–21 składki te wynoszą 116 mln USD. Dobrowolne wpłaty, w przeciwieństwie do składek członkowskich, pozwalają ofiarodawcom na wskazywanie projektów, na które środki mają być przeznaczone. Zarówno USA, jak i Fundacja Billa i Melindy Gatesów przeznaczyły znaczną część swoich dobrowolnych wpłat na programy skoncentrowane na globalnej eliminacji polio. Kolejnym priorytetem wskazanym przez Fundację Gatesa była poprawa dostępu do szczepionek i leków podstawowych.

Fundacja Gatesów inwestuje w firmy farmaceutyczne, przedsięwzięcia powodujące zanieczyszczenie środowiska, a nawet w dochodowe korporacje więzienne. Pojawia się usprawiedliwione pytanie, dlaczego Fundacja wspiera prywatnymi pieniędzmi dostatecznie już finansowaną przez liczne państwa organizację międzynarodową? Ponadto od dawna poważne osobistości wyrażają obawy co do wpływu fundacji – jednego z największych źródeł finansowania WHO – na globalne projekty Organizacji.

Trudno zaliczyć do bezpodstawnych opinie łączące koronawirusa, Billa Gatesa i WHO. Gates nie ukrywa, że podstawową misją jego fundacji jest zmniejszenie populacji świata o 10 do 15%, a nowoczesne szczepionki, aborcja i rozwój medycyny mogą się do tego przyczynić.

Tę opinię podzielają członkowie „Good Clubu” skupiającego „crème de la crème” światowych bogaczy, „odpowiednich” polityków i osób wpływowych. To WHO przeprowadziła w Nikaragui, Meksyku i na Filipinach szczepienia milionów kobiet w wieku rozrodczym. rzekomo przeciwko tężcowi. Niezależne badania próbek tych szczepionek wykazały, że specyfik zawierał naturalny hormon powodujący poronienia. Podobna akcja, finansowana przez WHO i UNICEF – Fundusz Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci – miała miejsce w Kenii w 2020 r. Ofiarami znowu stały się kobiety. To dla WHO Fundacja Rockefellera wraz z rockefellerowskim Population Council, Bankiem Światowym – w skład którego wchodzą trzy agencje wyspecjalizowane ONZ – oraz amerykańskimi Narodowymi Instytutami Zdrowia realizowały przez 20 lat projekt rozpoczęty w 1972 r. w celu opracowania ukrytej szczepionki aborcyjnej z nosicielem tężcowym.

W roku 2014 Christina Figures, Sekretarz Wykonawczy Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych, oświadczyła, że „ziemia jest przeludniona” i należy podjąć działania w celu zmniejszenia populacji planety, ponieważ „obecna sytuacja grozi zbyt dużą produkcją gazów cieplarnianych”. W wywiadzie dla agencji Bloomberg News, Figueres pochwaliła rząd chiński za stosowanie przymusowych aborcji i sterylizacji, ponieważ „Chiny emitują najwięcej gazów cieplarnianych”.

W roku 1992, ONZ podała w Nocie Oficjalnej, że „jest obecnie w trakcie określania celów zrównoważonego rozwoju jako części nowego programu, który zostanie zainaugurowany podczas Szczytu Zrównoważonego Rozwoju we wrześniu 2015 r.”. Jak zapowiedziano, w roku 2015 ONZ Notą Oficjalną przekształciła Agendę 2021 w plan zrównoważonego rozwoju. Zrównoważony rozwój – pojemne, uniwersalne i modne określenie działań, których nie chce się nazwać po imieniu, stał się motywem przewodnim Agendy 2030 – dokumentu przyjętego na tzw. Szczycie Ziemi podczas Konferencji Narodów Zjednoczonych „Środowisko i Rozwój” (UNCED), w Rio de Janeiro w czerwcu 1992 r., gdzie 178 rządów – w tym polski – głosowało za przyjęciem programu, który obejmuje kontrolę populacji jako kluczowy instrument. Ostateczny tekst powstał w wyniku konsultacji i negocjacji, które rozpoczęły się w 1989 r., i stanowi zbiór zaleceń i wytycznych dla działań dotyczących ochrony i kształtowania środowiska życia człowieka, które powinny być podejmowane na przełomie XX i XXI wieku w celu zapewnienia trwałego i zrównoważonego rozwoju. Sygnatariusze zobowiązali się m.in. do zapewnienia powszechnego dostępu do świadczeń w zakresie zdrowia seksualnego i prokreacyjnego, w tym planowania rodziny i rozpowszechniania informacji i edukacji w tym zakresie. 25 września 2015 r. Polska przyjęła Agendę, a wraz z nią 17 celów i 169 związanych z nimi zadań. Za realizację podjętych zobowiązań odpowiada Ministerstwo Rozwoju, uwzględniając je w planach na kolejne dekady.

Tekst dokumentu jest bardzo obszerny, a diabeł tkwi w interpretacji i sposobie realizacji nieprecyzyjnie i hasłowo określonych zadań. Wiele źródeł oskarża autorów Agendy o zamiar wyludnienia Ziemi, a przynajmniej zmniejszenia jej populacji o 10, 15, a nawet 95%, o czym dokument nie mówi wprost.

Czytając dotyczący publikacji wniosków Agendy 2030, Przewodnik dla Samorządów Regionalnego Samorządowego Centrum Edukacji Ekologicznej przy Sejmiku Samorządowym we Wrocławiu pt. Dynamika Demograficzna i Zrównoważony Rozwój, rozdział 5, dowiemy się, że: „ogólny i eufemistyczny charakter tego rozdziału świadczy o zdecydowanej kampanii Kościoła katolickiego, aby usunąć wyraźne odniesienia do antykoncepcji i kontroli urodzin”. Zwroty, które mogłyby świadczyć o aprobacie kontroli urodzin, są opatrzone frazą: „w zgodzie z wolnością, godnością i wartościami osobistymi mającymi związek z okolicznościami etycznymi i kulturowymi”. Dokument podaje, że w tym samym rozdziale, czyli dotyczącym demografii, Agenda mówi: „wzrost zaludnienia zwiększa napięcie środowiskowe, które obniża jakość życia”; „instytucje na wszystkich poziomach powinny dokładniej badać związki między zmianami demograficznymi, zróżnicowanymi poziomami rozwoju i wpływem na środowisko”; „polityka ludnościowa jest częścią polityki zrównoważonego rozwoju, a społeczności muszą uczestniczyć w konsultacjach na temat rozwoju polityki ludnościowej. Kobietom szczególnie należy umożliwić podejmowanie decyzji o liczebności rodziny i dostęp w tym celu do »właściwych środków«, zaś „wszechstronna prenatalna opieka medyczna powinna być dostępna dla wszystkich”.

Agenda 2030, opracowana w celu zrównoważenia rozwoju świata, zawiera m.in. punkty dotyczące: likwidacji ubóstwa we wszystkich jego formach, promowania zrównoważonego rolnictwa, w tym produktów GMO (!), wspierania zrównoważonego oraz zintegrowanego rozwoju gospodarczego (globalizm?!), podjęcia pilnych działań w celu zwalczania zmian klimatu i ich skutków (dekarbonizacja ze wszystkimi jej aspektami?!), ochrony i zrównoważonego korzystania z oceanów, mórz i zasobów morskich (morza i oceany miały być największą spiżarnią świata!), promowania pokojowego i integracyjnego społeczeństwa (wymuszone mieszanie narodów, ras i kultur, które się integrować nie chcą?!).

Chwalebne i chwytliwe idee. Któż nie chciałby zlikwidować ubóstwa? Jakie formy ludzkiej działalności mają zostać wykluczone, a jakie obowiązkowe? Co będzie wolno robić bez kontroli, a co tylko pod nadzorem? W końcu, jakie środki kontroli będą stosowane?

Agenda 2030 to m.in. zamysł ograniczenia populacji świata, która, gdy czytać między wierszami, jest za wysoka. Dla potwierdzenia tego wniosku można zapoznać się z opublikowanym w 2015 r. przez ONZ raportem zatytułowanym Trendy w stosowaniu antykoncepcji na świecie, w którym wskazano, że w owym czasie najpowszechniejszą z owych metod była… sterylizacja, zaś więcej niż jedna trzecia kobiet pozostających w związkach używała antykoncepcji długoterminowej. Raport akcentował, że co najmniej 10% kobiet na świecie nie miało zaspokojonych potrzeb dotyczących planowania rodziny i prognozował, że do roku 2030 osiemset milionów (!) kobiet na świecie będzie używało nowoczesnych metod antykoncepcji.

Klaus Schwab, urodzony w Ravensburgu/Niemcy w 1938 r., to były wiceprzewodniczący Komitetu ONZ ds. Planowania Rozwoju, były członek Komitetu Sterującego Grupy Bilderberg oraz założyciel i obecny Prezes Wykonawczy Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, które stworzył w roku 1986 z założonego przez siebie w 1971 r. Europejskiego Forum Zarządzania. To globalista oraz zagorzały zwolennik Wielkiego Resetu, czyli skasowania dotychczasowego ładu i uformowania nowego człowieka – obywatela Nowego Wspaniałego Świata. Jest wyznawcą tzw. trasnhumanizmu odzwierciedlającego pragnienie ludzkości przekroczenia granic i poszerzenia tego, co znaczy być człowiekiem. Dla jednych to przyszłość, gdzie wszyscy są piękni, wiecznie młodzi i nieśmiertelni, a problemy głodu czy wojen nie istnieją. Dla innych to krajobraz po katastrofie, gdzie garstka technokratów, mając dostęp do zdobyczy postępu, zmusza resztę do wegetacji na resztkach tego, co pozostało z dawnej cywilizacji. Schwab nie ukrywa, że jego wymarzony cel można osiągnąć stosując 3 kroki:

„1. Ogłoś zamiar reformy wszystkich aspektów życia społeczeństw przez wprowadzenie globalnego zarządzania i przesłanie powtarzaj; 2. Jeśli to nie przekonuje, symuluj fałszywe scenariusze pandemii, które pokażą, dlaczego świat potrzebuje Wielkiego Resety; 3. Jeśli fałszywe scenariusze pandemii nie są wystarczająco przekonujące, poczekaj na prawdziwy globalny kryzys i powtórz krok pierwszy”. Po wybuchu pandemii „reformator” zauważył, że stanowi ona „rzadkie, ale wąskie okno okazji do refleksji, nowego wyobrażenia i zresetowania naszego świata, by stworzyć zdrowszą, bardziej sprawiedliwą i dostatnią przyszłość”.

Klaus Schwab i Thierry Malleret, założyciel Monthly Barometer, we wspólnej, opublikowanej latem 2020 r., książce pt. COVID-19: The Great Reset twierdzą, że: „Wielki Reset doprowadzi do połączenia naszej fizycznej, cyfrowej i biologicznej tożsamości” i zachwycają się sposobem, w jaki postęp techniki wkrótce pozwoli władzom „wtargnąć do dotychczas prywatnej przestrzeni naszych umysłów, czytać nasze myśli i wpływać na nasze zachowanie”. Według Schwaba i Mallereta Wielki Reset opiera się na wymianie obecnego systemu kapitalistycznego na scentralizowaną władzę technokratów, co ma obniżyć zakres swobód obywatelskich, standardy życia i konsumpcję paliw, ale przyspieszyć automatyzację pracy. Wielcy reformatorzy marzą, że: „czwarta rewolucja przemysłowa doprowadzi do połączenia naszej fizycznej, cyfrowej i biologicznej tożsamości”.

Dzięki mikroczipom wgląd w myśli ma stać się możliwy, a „wraz ze wzrostem możliwości w tym obszarze, pojawi się skłonność organów ścigania i sądów do określania prawdopodobieństwa popełnienia przestępstwa, oceny winy, a nawet odzyskiwania wspomnień bezpośrednio z ludzkich mózgów” i straszą, że: „przekroczeniu granicy będzie towarzyszyć skanowanie mózgu w celu oceny ryzyka dla porządku publicznego”.

Grożą rychłym pojawieniem się „wszczepianych nadajników umożliwiających przekazywanie niezwerbalizowanych myśli oraz odczytywanie znaczenia fal mózgowych”.

Wszystko to, jak bajki o żelaznym wilku, można by skwitować uśmiechem, gdyby nie fakt, że Klaus Schwab to niezwykle wpływowa postać, znajdująca się w centrum operacyjnym nadciągających wydarzeń. Trzeba wziąć pod uwagę koneksje, jakimi dysponuje dzięki pełnionym wcześniej funkcjom. Poza tym zasiadał w zarządach wielu firm, był profesorem Uniwersytetu Genewskiego, jest profesorem honorowym Uniwersytetu Ben-Guriona w Izraelu oraz Uniwersytetu Spraw Zagranicznych Chin, absolwentem John F. Kennedy School of Government na Harvard University, posiada doktorat z ekonomii Uniwersytetu we Fryburgu oraz doktorat z inżynierii Szwajcarskiego Federalnego Instytutu Technologii w Zurychu. To członek wąskiej elity, za którą stoją środowiska intelektualne oraz grupy będące u władzy politycznej czy finansowej. Podczas ubiegłorocznego Światowego Forum Ekonomicznego, w obecności obecnego sekretarza ONZ – António Guterresa i wielu bardzo ważnych osobistości, Klaus Schwab i brytyjski książę Karol zapowiedzieli rozpoczęcie Wielkiego Resetu.

W 2019 r. António Guterres ogłosił, że w ramach Dekady Działania na rzecz osiągnięcia celów zrównoważonego rozwoju do 2030 r., we wrześniu lub październiku 2021 r. zwoła szczyt Food Systems Summit (FSS, Szczyt ds. Systemów Żywnościowych). Już trwają spory o to, kto jest winny narastaniu plagi głodu i chorób oraz czy wydarzenie nie będzie promocją korporacyjnego, intensywnego i „technicznego” rolnictwa. Na przewodniczącą Szczytu Guterres mianował byłą minister rolnictwa Rwandy Agnes Kalibatę. Jest ona jednocześnie prezesem utworzonego w 2006 r. przez fundacje Gatesa i Rockefellera Sojuszu na rzecz Zielonej Rewolucji w Afryce – AGRA, mającego na celu wspieranie ekspansji na kontynencie afrykańskim intensywnego, zaawansowanego technicznie rolnictwa i wysokowydajnych odmian nasion – w tym opatentowanych nasion GMO i pestycydów.

Po prawie 15 latach oraz skonsumowaniu miliarda USD otrzymanych od Gatesa, Rockefellera i innych darczyńców, AGRA nie poprawiła losu rolników zmuszanych do kupowania nasion i nawozów od Monsanto oraz jego dostawców, a także innych firm wytwarzających komercyjnie nasiona GMO.

Kluczową osobą w AGRA jest Robert Horsch, były dyrektor wykonawczy Monsanto. Przejęte w 2016 r. przez koncern Bayera Monsanto to wiodący producent genetycznie zmodyfikowanych, opatentowanych nasion roślin uprawnych i jeden z pionierów tej branży. W roku 2010 Gates zainwestował w Monsanto 23 mln USD, kupując 500 tys. akcji firmy, która sprzedaje ok. 90% genetycznie zmodyfikowanych nasion używanych w USA oraz, dzięki swoim patentom, kontroluje ok. 95% wszystkich nasion soi i 80% całej kukurydzy uprawianej w USA. Monsanto zyskało rozgłos z powodu podawania nieprawdy i fałszowania danych na temat skutków zdrowotnych swoich wynalazków, jak np. PCB (polichlorowane bifenyle, powodujące ryzyko rozwoju chorób takich jak m.in. miażdżyca oraz nadciśnienie tętnicze u ludzi i wielu chorób u zwierząt), dawno skompromitowane DDT czy używany podczas wojny wietnamskiej, niszczący rośliny i ludzi, Agent Orange.

We wczesnych latach 80. firma Monsanto zaczęła opracowywać genetycznie zmodyfikowane nasiona odporne na – jej własnego autorstwa – rakotwórczy herbicyd RoundUp . Bayer, który po przejęciu Monsanto „odziedziczył” pozwy firmy, tylko w zeszłym roku wypłacił 10 mld USD odszkodowań ofiarom raka, najprawdopodobniej spowodowanego przez chwastobójcę RoundUp. Podejrzenia co do dominacji wielkiego biznesu w programie FSS wzrosły, gdy okazało się, że dokument koncepcyjny Szczytu mówi o rolnictwie „precyzyjnym”, gromadzeniu danych i inżynierii genetycznej jako ważnych dla rozwiązania problemu bezpieczeństwa żywnościowego inicjatywach, wspieranych przez duże firmy i filantropów. Za to nie wspomniano o rolnictwie ekologicznym ani o społeczeństwie obywatelskim.

Fakt kierowania szczytem ONZ przez prezesa AGRA wskazuje na powiązania między ONZ, fundacjami Gatesa i Rockefellera, Światowym Forum Ekonomicznym i siecią globalnych korporacji.

To nie przypadek, że Gates i Rockefeller poprzez AGRA znajdą się w centrum podczas Szczytu ONZ ds. Systemów żywnościowych w 2021 r., a WEF odgrywa główną rolę w światowym resetowaniu „systemów żywnościowych”. Także nie są przypadkiem ostatnie naciski na rząd Narendra Modiego, aby wdrożyć w Indiach taki sam „korporacyjny” program żywnościowy jak w Afryce.

Olivier De Schutter, były specjalny sprawozdawca ONZ ds. żywności, oraz Olivia Yambi, ekspert ds. żywienia i była pracownica UNICEF, popierają inicjatywy ekologiczne. Utrzymują, że do porządku obrad powinny zostać wprowadzone takie tematy, jak: potwierdzona przez naukowców i rolników agroekologia oraz społeczeństwo obywatelskie a suwerenność żywnościowa. Ten sam Olivier De Schutter jako specjalny sprawozdawca przedstawił 8 marca 2011 r. przed Radą Praw Człowieka ONZ raport Agroekologia i prawo do pożywienia, wykazując, że wystarczająco wspierana agroekologia może podwoić produkcję żywności w całych regionach w ciągu 10 lat, jednocześnie łagodząc zmiany klimatyczne i zmniejszając ubóstwo na obszarach wiejskich.

„Nie rozwiążemy problemu głodu i nie zatrzymamy globalnego ocieplenia za pomocą rolnictwa przemysłowego na wielkich plantacjach” – napisał w komunikacie prasowym i dodał: „Rozwiązanie leży we wspieraniu wiedzy i poszukiwań drobnych rolników, zwiększaniu ich dochodów, a tym samym przyczynianiu się do rozwoju obszarów wiejskich”.

W ramach protestu przeciw centralnej roli AGRA w FSS, Civil Society and Indigenous Peoples’ Mechanism (CSM) wspólnie z UN Committee on World Food Security (CFS) poinformowały, że 500 grup społeczeństwa obywatelskiego, liczących w sumie ponad 300 mln członków, zapowiedziało bojkot Szczytu i zorganizowanie równoległego spotkania. Niezależnie 148 grup z 28 krajów, tworzących Ludową Koalicję na rzecz Bezpieczeństwa Żywnościowego, wystosowało do ONZ list z wezwaniem do zerwania „strategicznego partnerstwa” ze Światowym Forum Ekonomicznym. „WEF wykorzysta szczyt do usprawnienia neoliberalnej globalizacji. Będzie to oznaczać, że globalne nierówności i monopol korporacyjny zostaną raczej odsunięte na boczny tor obrad niż skonfrontowane z tezą, iż są główną przyczyna głodu i skrajnego ubóstwa” – stwierdziła Koalicja. Tymczasem, Agroecology Research-Action Collective (ARC) zbiera podpisy pod apelem o bojkot Szczytu przez środowiska naukowe, z powodu wykluczenia wielu podmiotów zajmujących się systemami żywnościowymi i selektywnego traktowania źródeł wiedzy w tym zakresie.

Listów i apeli do ONZ w sprawie FSS można zacytować dużo więcej. Wpadają one w próżnię albo spotykają się z odpowiedzią w stylu ideologicznym, jak ta, jakiej na łamach „Guardiana” udzieliła Agnes Kalibata, przecząc istnieniu z góry przyjętej ideologii. I dodała:

„Rozpoczynając życie jako uchodźczyni i córka drobnego rolnika, nigdy nie straciłam zapału do pracy nad zapewnieniem sobie możliwości życiowych. Prawa człowieka i równość są podstawą wszystkiego, na co pracuję”. Do sprawy likwidacji głodu ma się to nijak, a ludziom wychowanym w krajach „demokracji ludowej” brzmi złowieszczo i znajomo.

W grudniu 1948 r. Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło Powszechną deklarację praw człowieka, stanowiącą: „Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi pod względem swej godności i praw”. Przez 62 lata ta słuszna zasada wystarczała, aż w roku 2011 Rada Praw Człowieka ONZ wyraziła „głębokie zaniepokojenie z powodu aktów przemocy i dyskryminacji na tle orientacji seksualnej i tożsamości płciowej”, nagle zauważając, że „na całym świecie lesbijki, geje, osoby biseksualne i transpłciowe – czyli osoby LGBT – nadal są ofiarami dyskryminacji i aktów brutalnej przemocy, tortur, porwań, a nawet morderstw. W 76 krajach stosunki seksualne między osobami tej samej płci są uważane za przestępstwo, co stanowi naruszenie podstawowych praw” oraz twardo stwierdziła: „Trzeba położyć kres tym naruszeniom”. Po serii posiedzeń, apeli i rezolucji w tej kluczowej dla cierpiącej z powodu chorób, głodu, prześladowań religijnych i etnicznych oraz wplątanej w niezliczone wojny ludzkości, 26 lipca 2013 r. ONZ rozpoczęła światową kampanię „Wolni i Równi” („Free & Equal”) w celu „uwrażliwiania na przemoc i dyskryminację związane z homofobią oraz uprzedzeniami transgenderowymi, a także położenia kresu nadużyciom wobec milionów nękanych osób LGBT…”. Po wymienieniu cierpień i krzywd osób, w których obronie staje, deklaracja kończy się pełnymi nadziei i znanymi z innych, złowieszczych wystąpień, słowami: „razem możemy stworzyć wolny i równy świat”. Ciarki po plecach i zimny pot na czole!

W roku 2015, stojąca wówczas na czele Rady Praw Człowieka ONZ Arabia Saudyjska sprawiła, że Organizacja musiała chwilowo zrezygnować z walki o supremację ideologii LGBT. Minister spraw zagranicznych tego kraju, Adel Al-Jubeir, oświadczył: „Sprawa płci dotyczy tylko kobiet i mężczyzn, i tylko te osoby mogą zakładać rodziny, a wszelkie dewiacje zachodniej cywilizacji są sprzeczne z prawem islamu”. I dodał: „Arabia Saudyjska nie ma zamiaru stosować się do zaleceń niezgodnych ze swoją wizją świata”.

Państwo Saudów sprzeciwiło się także jednemu z programów Agendy 2030, dotyczącemu sposobu zwalczania biedy na świecie, kontrolowania zachodzących zmian klimatycznych oraz walki o równość. Czy mamy do czynienia z postępem islamizacji, który może stanąć na przeszkodzie propagacji ideologii LGBT jako jednego z narzędzi w procesie tworzenia nowego człowieka dla Nowego Wspaniałego Świata? „Marsz przez instytucje” jednak trwa i w połowie 2016 r. Rada Praw Człowieka przy ONZ utworzyła stanowisko niezależnego eksperta ds. monitorowania „problemu dyskryminacji” ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową oraz implementacji międzynarodowych zapisów, dotyczących praw człowieka, ze szczególnym uwzględnieniem zwalczania przemocy i dyskryminacji.

Dokument Standardy edukacji seksualnej w Europie, opublikowany w 2012 r. przez WHO, czyli organizację wyspecjalizowaną ONZ, opracowało 19 ekspertów w zakresie medycyny, psychologii oraz nauk społecznych z 9 krajów Europy Zachodniej. W pracach brały udział instytucje rządowe, organizacje międzynarodowe i pozarządowe oraz środowiska akademickie. Opracowanie przedstawia zagadnienia do omówienia z dziećmi w ramach edukacji seksualnej według grup wiekowych:

  • 0–4 lat (Rozwijanie świadomości różnorodności w obszarach: ciała, związków, rodziny, stylów życia. Doświadczanie radości i przyjemności w poznawaniu własnego ciała, w tym przyzwolenie na dotykanie miejsc intymnych.),
  • 4–6 lat (Doświadczanie radości i przyjemności w poznawaniu własnego ciała, w tym przyzwolenie na dotykanie miejsc intymnych. Pokazywanie i rozwijanie szacunku w kontekście różnorodności norm związanych z seksualnością, świadomości posiadania wyborów, ale też ryzyka. Świadomość własnej tożsamości seksualnej. Informacje o różnych koncepcjach rodziny.),
  • 6–9 lat (Wybory dotyczące rodzicielstwa, ciąży, płodności i adopcji. Różne metody antykoncepcji. Wprowadzanie pojęć „akceptowalne współżycie za zgodą obu stron”. Seksualne prawa dzieci. Szacunek wobec różnych stylów życia, wartości i norm),
  • 9–12 lat (Informacje na temat przyjemności, masturbacji, orgazmu, różnych metod antykoncepcyjnych, ich stosowaniu i mitów dotyczących antykoncepcji. Doradztwo w zakresie antykoncepcji, skutecznego stosowania prezerwatyw i innych środków antykoncepcyjnych oraz nauka ich uzyskiwania. Tematy menstruacji, ejakulacji, cyklu owulacyjnego. Emocje moje i emocje innych, rozumienie konieczności postawienia granicy. Przyjaźń i miłość wobec osób tej samej płci.),
  • 12–15 lat (Nauka odmowy niechcianych zachowań seksualnych. Informacje na temat różnicy pomiędzy tożsamością płciową a płcią biologiczną. Pomoc w rozwijaniu szacunku wobec różnorodności seksualnej i orientacji seksualnych. Znajomość ciała, wizerunku i wpływ na zdrowie ludzi, również akceptowanie różnic ciała. Cykl menstruacyjny, ciąża, partnerstwo. Prawa seksualne własne i innych osób.),
  • powyżej 15 roku życia (Informacje na temat tożsamości płciowej i orientacji seksualnej. Zmiany psychologiczne w okresie dojrzewania. Komunikowanie się, negocjowanie i uczucia w związku. Krytyczne podejście do norm kulturowych i religijnych w odniesieniu do ciąży, rodzicielstwa itp. Przemoc seksualna – umiejętność reagowania przy znajomości praw seksualnych.)

Nie planowałem cytowania wszystkich tematów „lekcyjnych” proponowanych przez „pedagogów” z WHO-ONZ, ale by zilustrować wykorzystanie tu metody mieszania rzeczy słusznych i stosownych z bulwersującymi stopniem niestosowności, czy wręcz demoralizacji, zmieniłem zdanie. Na przykład, w wieku od 4 do 6 lat dzieci mają „mieć świadomość własnej tożsamości seksualnej” – przecież w tym wieku każde dziecko już wie, czy jest dziewczynką, czy chłopczykiem; ale też „doświadczać radości i przyjemności w poznawaniu własnego ciała” – dziecko samo widzi i czuje jakie jest; „w tym przyzwolenie na dotykanie miejsc intymnych” – przyzwolenie komu i w jakich okolicznościach?! Propedeutyka tolerancji, czyli tolerowania pedofila przez ofiarę?! Nie będę dalej komentował wartości tego szlachetnego kamienia milowego pedagogiki. Nie będę znęcał się nad czytelnikami i sobą, bo mi, jak mawia p. Jan Pietrzak, „żyła wychodzi”. Czytelnikom pewnie też.

W połowie lutego 2019 r. prezydent Warszawy R. Trzaskowski podpisał tzw. deklarację LGBT+, która w dziedzinie edukacji zapowiada m.in. wprowadzenie edukacji antydyskryminacyjnej i seksualnej w każdej szkole, z uwzględnieniem tożsamości psychoseksualnej i identyfikacji płciowej, zgodnie ze standardami WHO.

W tej sprawie Rzecznik Praw Dziecka, Mikołaj Pawlak, skierował do prezydenta stolicy pytanie: „Jakie korzyści i dobra ma nieść realizacja deklaracji LGBT+ w zakresie konstytucyjnego prawa rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi poglądami?”.

Jednocześnie, ocenił, że standardy WHO-ONZ, do których odwołuje się deklaracja, „niosą ze sobą stwierdzenia, które są wątpliwe dla wielu rodziców”. Nie wiem, czy i jaką odpowiedź na swój list z warszawskiego ratusza otrzymał Rzecznik, ale nieraz słyszałem, jak w dyskusjach na ten temat używano argumentu, że to przecież wytyczne WHO, czyli ONZ-owskie! No to co? – że grzecznie zapytam. Czy chodzi o to samo WHO, które ze szkodą dla świata opóźniało ogłoszenie pandemii, albo współdziałało w „antykoncepcyjnych” szczepieniach na tężca w Afryce i Ameryce Południowej itd., a teraz chce nam demoralizować dzieci?

Wiążące, podstawowe dokumenty ONZ wśród praw człowieka nie wymieniają tych z kategorii LGBT+, lecz mówią wprost o ochronie rodziny. Formułuje to jednoznacznie Powszechna deklaracja praw człowieka oraz przyjęte 20 lat później Międzynarodowe pakty praw obywatelskich i politycznych, a także Międzynarodowy pakt praw gospodarczych, społecznych i kulturalnych. Przyjęta 20 listopada 1989 r. przez Zgromadzenie Ogólne ONZ Konwencja o prawach dziecka podkreśla znaczenie rodziny opartej na związku kobiety i mężczyzny dla rozwoju dziecka. Tyle oficjalne dokumenty i teoria. Praktykę widzimy sami.

Liga Narodów, poprzedniczka ONZ, nie zrealizowała celu, w którym powstała, czyli uratowania ówczesnego świata od wojen, choć sama przetrwała II wojnę światową i została rozwiązana dopiero w 1946 r., gdy jej następczyni, czyli ONZ, istniała już od roku.

Członkami ONZ są praktycznie wszystkie kraje naszego globu, a waga głosu każdego z nich, jak dawniej, zależy od siły i bogactwa. Rada Ligi Narodów był to tzw. klub elitarny mocarstw, które zasiadały w niej na stałe, co zapewniało im przewagę nad innymi, dobieranymi czasowo państwami. Tak jakby misja Ligi Narodów zakończyła się sukcesem, ONZ powtarza ten sam schemat. Rada Bezpieczeństwa składa się z 5 członków stałych – mocarstw, czyli: Chińskiej Republiki Ludowej, Francji, Rosji, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, z których każdemu przysługuje prawo weta, oraz 10 członków niestałych, wybieranych na 2 lata. Gdybym śmiał, zapytałbym: po co nam ten ONZ, jeśli powtarza się w nim schemat obowiązujący i bez niego – silni decydują, słabi wykonują. Elegancko, „prawem weta” nazwano zasadę, że najsilniejsi muszą być jednomyślni, bo jeden z nich, wkurzony, nawet sam może narobić bigosu. Nihil novi sub sole. Prawo silniejszego znaliśmy już wcześniej!

Od czasu powstania ONZ, czyli od 1946 r., przez świat przetoczyły się niezliczone wojny. Nawet ludobójstwa. Wiele wojen toczy się właśnie teraz, jak choćby ta żarząca się i mogąca w każdej chwili wybuchnąć płomieniem, w Donbasie. Krym od kilku lat okupują Rosjanie. Trudne do policzenia wojny na Bliskim Wschodzie, które pochłonęły już miliony ofiar i spowodowały wielomilionowe migracje, rozpalają się i przygasają.

Według art. 4 rozdz. 2 Karty Narodów Zjednoczonych, „W poczet członków Organizacji Narodów Zjednoczonych może być przyjęte każde państwo miłujące pokój…” Czy należy uznać, że według ONZ-u wszystkie strony wymienionych i wielu innych wojen „miłują pokój”? W grudniu 2019 r. Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło kolejną rezolucję wzywającą Rosję do wycofania sił zbrojnych z Krymu i zaprzestania okupacji terytorium Ukrainy. 63 kraje były za, 19 przeciw, a 66 wstrzymało się od głosu. Czyli 85 krajom „miłującym pokój” odpowiada albo nie przeszkadza rosyjski napad na sąsiada i okupacja części jego terytorium. Można by mnożyć przykłady krwawych konfliktów, którym ONZ nie zdołała zapobiec albo ich rozwiązać, nieudanych lub niezrealizowanych misji wojskowych czy bezsilnej retoryki rezolucji.

W praktyce Organizacja Narodów Zjednoczonych nie jest niezależnym organem chroniącym prawa człowieka, które to ona zresztą sformułowała, a obecnie sama nagina. Krok po kroku staje się narzędziem ideologicznej inżynierii społecznej. Jej organizacje wyspecjalizowane, jak m.in. Międzynarodowa Organizacja Zdrowia, Międzynarodowy Fundusz Rozwoju Rolnictwa, Organizacja do spraw Wyżywienia i Rolnictwa czy Bank Światowy, stały się instrumentami współgrającymi w dążeniach do realizacji utopijnej wizji Wielkiego Resetu i budowy Nowego Wspaniałego Świata. Wspaniałego dla 1 procenta populacji, który obecnie posiada 2 razy więcej niż cała reszta.

W październiku 2020 r. eksperci Międzyrządowej Platformy Naukowo-Politycznej ds. Różnorodności Biologicznej i Funkcji Ekosystemów (IPBES), działającej pod auspicjami ONZ, ogłosili, że „Ucieczka przed epoką pandemii jest możliwa, ale będzie to wymagało sejsmicznej zmiany w podejściu, od reakcji do zapobiegania” i ostrzegli, że bez takiej zmiany „kolejne pandemie będą nawiedzać świat częściej i rozprzestrzeniać się szybciej”. Czy to eksperci tej samej ONZ, której podlegająca WHO zlekceważyła początkową fazę rozwoju obecnej pandemii, a później, głosem swojej specjalnej komisji, spośród wszystkich możliwych powodów pojawienia się zarazy, wykluczyła tylko jeden. Ten o „wycieku” wirusa z laboratorium w chińskim Wuhan, stawiając tezę o przeniesieniu się koronawirusa na ludzi z nietoperzy za pośrednictwem innego zwierzęcia, np. kota. Sprawa przeprowadzenia drobiazgowego, bezstronnego i wolnego od nacisków śledztwa, aż do uzyskania pewności, powoli usycha.

Czy ONZ nie słyszy głosów świadków i specjalistów, którzy uparcie twierdzą, że wirus SARS-CoV-2 pochodzi z laboratorium w Wuhan i musiał podlegać działaniom ręki człowieka?

Protokół genewski to układ międzynarodowy z 1925 r., czyli z czasów Ligi Narodów. To główne, obowiązujące do dzisiaj międzynarodowe porozumienie zabraniające prowadzenia wojny chemicznej i bakteriologicznej. Na Protokół powołuje się w preambule Konwencja z 1972 r. o zakazie prowadzenia badań, produkcji i gromadzenia zapasów broni bakteriologicznej (biologicznej) i toksycznej oraz o ich zniszczeniu, sporządzona w Moskwie, Londynie i Waszyngtonie 10 kwietnia 1972 r. Czy dzisiejszej, „miłującej zdrowie” ONZ nie interesuje, kto, gdzie, jak, w jakim celu i w jakich warunkach prowadzi obosieczne prace nad śmiercionośnymi wirusami, „przerabiając” je – „gain of function” – na szczepionki lub bardziej zjadliwe odmiany? Wedle potrzeby i uznania. Według Konwencji, każde państwo-strona, które stwierdzi jej naruszenie przez inne państwo, może wnieść skargę do Rady Bezpieczeństwa ONZ. Skarga taka powinna zawierać wszystkie możliwe dowody potwierdzające jej zasadność… Który kraj, nawet mając niezbite dowody, wniesie skargę do organu, w którym zasiada 5 najmocniej „miłujących pokój i zdrowie” państw, z których każde ma prawo weta?

Traktat o zakazie broni jądrowej został uchwalony 7 lipca 2017 r. w przez Konferencję ONZ głosami 122 państw; 69 odmówiło udziału w Konferencji. Międzynarodowy Traktat uprawnia Agencję Energii Atomowej do nadzorowania wykonania jego postanowień. Pod egidą ONZ zawarto także: Układ o zakazie prób broni nuklearnej w atmosferze, w przestrzeni kosmicznej i pod wodą, Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, Traktat o przestrzeni kosmicznej i Traktat o całkowitym zakazie prób z bronią jądrową. Czy ONZ rozumie, że broń biologiczna może być groźniejsza od jądrowej i bardziej „kusząca”? Ten, kto jej użyje, wcześniej się przed nią zabezpieczy, a infrastruktura wroga pozostanie nietknięta.

Oprócz ostrzeżeń przed nadejściem „epoki pandemii”, nie słyszę wołań i apeli, i nie czytam rezolucji w sprawie zakazu prowadzenia badań nad wirusami, a przynajmniej ich ograniczenia i kontroli.

Czy można poważnie i z szacunkiem traktować organizację, na której Zgromadzeniu Ogólnym, otwierającym Szczyt Klimatyczny, 16-latka (Greta Thunberg), przemawiając, zauważa, że „nie powinna musieć zajmować się kryzysem” oraz zanosząc się płaczem, gromi przywódców świata, że „ukradli jej marzenia i dzieciństwo swoimi pustymi słowami”, a także ocenia: „To wszystko jest złe, nie powinnam być tutaj. Powinnam być w szkole, po drugiej stronie oceanu”. Dzieciak ma rację! Ale czy to ona wymyśliła tę hecę? To prymitywne, niesmaczne przedstawienie z młodocianą nawiedzoną „Pytią” w roli głównej jest niestety autorstwa dorosłych, mających wpływ na losy ludzkości.

ONZ to emanacja współczesnego świata. Z jego zaletami i wadami. Czy jest z niej jakiś pożytek? Myślę, że tak. Choćby fakt, że jest to światowe, permanentne forum rozmów, negocjacji i ustaleń. Trochę mało, ale zawsze można przystąpić do reform. A to ulubione zajęcie polityków.

Artykuł Adama Gnieweckiego pt. „ONZ – iluzje i rzeczywistość” znajduje się na s. 1, 10 i 11 majowego „Kuriera WNET” nr 83/2021.

 


  • Majowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Adama Gnieweckiego pt. „ONZ – iluzje i rzeczywistość” na s. 10–11 majowego „Kuriera WNET” nr 83/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Na czym polega prywatna wizja raju, którą realizuje wobec świata Bill Gates? / Adam Gniewecki, „Kurier WNET” nr 82/2021

Miliarder twierdzi, że nowoczesne szczepionki, rozwój medycyny i aborcja mogą przyczynić się do zmniejszenia populacji świata o 10 do 15 procent, co, jak przyznaje, jest główną misją jego Fundacji.

Adam Gniewecki

Gates of future

„Good Club” to grupa, w której skład wchodzą: David Rockefeller Junior – patriarcha najbogatszej amerykańskiej dynastii, miliarderzy: Warren Buffett i George Soros oraz Michael Bloomberg, były burmistrz Nowego Jorku i oczywiście Bill Gates, a także potentaci medialni: Ted Turner i Oprah Winfrey oraz Patricia Stonesifer – była dyrektor naczelna Fundacji Billa i Melindy Gatesów. Nieformalna popołudniowa sesja klubu, 5 maja 2009 r., na Manhattanie w domu sir Paula Nurse’a, brytyjskiego biochemika, laureata nagrody Nobla i prezesa prywatnego Uniwersytetu Rockefellera, była tak dyskretna, że Stacy Palmer, redaktor „Chronicle of Philanthropy”, powiedziała: „Dowiedzieliśmy się o tym dopiero po fakcie i przez przypadek”. Jednak niektóre szczegóły wyszły na jaw.

Ważnych tematów wystąpień było wiele, lecz uczestnicy uznali poruszony przez Billa Gatesa problem przeludnienia za priorytet. Gates argumentował, podobnie jak rok wcześniej podczas konferencji w Long Beach, że uwolnione od chorób i skrajnego ubóstwa rodziny szybko zmieniłyby swoje nawyki i miały mniej dzieci.

William Henry Gates III, z zawodu informatyk i przedsiębiorca, urodził się 28 X 1955 r. w Seattle, w zamożnej rodzinie amerykańskiej. Ojciec, znany prawnik, miał korzenie angielsko-niemieckie, a matka, należąca zarządu dużego banku i rady zarządzającej prestiżowego uniwersytetu oraz organizacji charytatywnej – szkockie. W 1994 r. poślubił Melindę z d. French, z którą ma troje dzieci. We wrześniu 1973 r. rozpoczął studia na wydziale matematyki Harvard University, porzucając je kilka lat później dla pracy w dziedzinie informatyki. Był współzałożycielem, głównym projektantem oprogramowania i prezesem zarządu korporacji Microsoft. 15 czerwca 2006 r. ogłosił, że przez najbliższe 2 lata będzie stopniowo wycofywał się z pełnionej przez siebie funkcji, by poświęcić się działalności dobroczynnej, ale zachował 9% udziałów w firmie. Jedną z ostatnich inicjatyw Gatesa w Microsofcie było stworzenie grupy zajmującej się oprogramowaniem robotów. Forbes podaje, że jego majątek wynosi obecnie prawie 121 mld USD netto.

Według Gatesa to Warren Buffett, miliarder z czwartą lokatą na liście najbogatszych tego świata, skłonił go do poświęcenia się działalności charytatywnej. Wkrótce potem Buffett ogłosił, że będzie wpłacał na rzecz Gates Foundation identyczne sumy jak sam Gates, czyli do 1,5 miliarda dolarów rocznie.

William H. Gates Foundation i Gates Foundation Learning to w połączeniu Fundacja Bill & Melinda Gates (BMGF), która została założona w 2000 r. i jest uznawana za największą prywatną fundację na świecie. Jej aktywa wynoszą 46,8 mld USD, a podstawowe deklarowane cele to: poprawa opieki zdrowotnej i zmniejszenie skrajnego ubóstwa na świecie oraz poszerzenie możliwości edukacyjnych i dostępu do technologii informatycznych w Stanach Zjednoczonych.

Od 2018 r. Bill i Melinda Gatesowie przekazali na rzecz swojej fundacji około 36 mld dolarów. BMGF jest kontrolowana przez trzech powierników: Billa i Melindę Gatesów, Warrena Buffetta oraz dyrektora generalnego Marka Suzmana.

Według tygodnika „Time”, miliarder został uhonorowany m.in. miejscami na listach 100 ludzi, którzy najbardziej wpłynęli na losy świata w XX w. oraz 100 najbardziej wpływowych ludzi w latach 2004–2006. Według „The Guardian”, w 2001 r. był pierwszy na liście „Top 50 Cyber Elite” magazynu „Time”, w 1998 drugi na liście „Elite 100” magazynu „Upside” oraz jedną ze 100 osób najbardziej wpływowych w mediach („Top 100 influential people in media”).

Postać Gatesa stała się inspiracją kilku filmów i musicalu o Billu Gatesie i Stevie Jobsie zatytułowanego Nerds://A Musical Software Satire, który został wystawiony prywatnie 30 lipca 2000 r. Gates jest doktorem honoris causa brooklińskiego Uniwersytetu Nyenrode (od 2000), sztokholmskiego Królewskiego Instytutu Technologii (od 2002), tokijskiego Uniwersytetu Waseda, Uniwersytetu Harvarda (od 2007) i Instytutu Karolinska (od 2008). Królowa Elżbieta II w 2005 r. nadała mu tytuł Rycerza Komandora Orderu Imperium Brytyjskiego. W listopadzie 2016 r. wraz z żoną został odznaczony przez Prezydenta Obamę Medalem Wolności. A to nie wszystkie honory, godności i oznaki bezdyskusyjnej supersławy, jakimi cieszy się miliarder-filantrop i celebryta, waga, wszechstronność i ilość których mogą przyprawić o zawrót głowy.

Gates nie jest członkiem żadnej partii politycznej, ale po rozstrzygnięciu ostatnich wyborów złożył gratulacje obecnemu amerykańskiemu prezydentowi, podobnie jak szef koncernu Amazon – Jeff Bezos.

Bill Gates jest autorem książek: Droga ku przyszłości (wraz z Nathanem Myhrvoldem i Peterem Rinerasonem, 1995) i Biznes szybki j@k myśl (wraz z Collinsem Hemingwayem, 1999). Światowa premiera trzeciej – How to avoid a climate disaster, czyli „Jak uniknąć katastrofy klimatycznej” – odbyła się w lutym 2021 r. Polską wersję jednocześnie opublikowało Wydawnictwo Agora. Opracowanie książki zajęło autorowi i współpracującym specjalistom, m.in. z dziedziny chemii, fizyki, biologii, inżynierii, finansów oraz nauk politycznych, 10 lat.

Gates kupuje grunty rolne. Ma już ogromne ich połacie w 18 stanach USA i jest obecnie największym właścicielem ziem rolnych w Ameryce. Według zapisów ze stycznia 2021 r., posiada tereny o łącznej powierzchni 242 000 akrów (2420 ha). Forbes odnotował, że największe obszary ziemi Gatesa znajdują się w Luizjanie (69 071 akrów – 690 ha), Arkansas (47 927 akrów – 479 ha) i Nebrasce (20 588 akrów – 205 ha). Ponadto ma udział w 25 750 akrach (257 ha) ziemi na dalekim zachodnim przedmieściu miasta Phoenix w Arizonie. Jest też właścicielem innych ziem – bezpośrednim oraz za pośrednictwem podmiotów zewnętrznych, np. Cascade Investments, jak ujawnił The Land Report.

Wśród amerykańskich indywidualnych posiadaczy obszarów ziemskich Gates pozostaje w tyle za potentatem medialnym Johnem C. Malone’em, który zajmuje miejsce czołowe, z 2,2 mln akrów (22 tys. ha) rancz i lasów oraz założycielem CNN Tedem Turnerem, który posiada 2 mln akrów (20 tys. ha) różnych gruntów, choć w gronie posiadaczy ziemi rolnej liderem jest Bill Gates. Według The Land Report, Jeff Bezos z Amazona również „inwestuje w ziemię na dużą skalę”.

Po co miliarderom-filantropom i technokratom takie ilości gruntów, skoro jednocześnie do opinii publicznej kierują zapowiedzi niedalekiej przyszłości, w której własność prywatna ma przestać istnieć?

Ponadto założyciel Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) i globalista Klaus Schwab wyjaśnił już w swoich publikacjach, że „czwarta rewolucja przemysłowa” i „Wielki reset” doprowadzą do zniesienia własności prywatnej. Przesłanie to można odnaleźć także na oficjalnej stronie internetowej WEF. W braku prywatnej własności jedynym wyjściem dla rzeszy maluczkich będzie życie w stanie stałej zależności od uprzywilejowanych bogatych elit, które będą mogły mieć wszystko. Plan powtórki z feudalizmu, czyli formy niewolnictwa?

Choć raport „Forbesa” nie podaje, co z zakupioną ziemią robi Gates, ten nie ukrywa swej wizji przyszłości żywności i rolnictwa. W zgodzie z WEF, od dawna jest orędownikiem stosowania organizmów genetycznie modyfikowanych – GMO, pestycydów i produktów pochodzenia roślinnego – jako alternatywy dla mięsa, w imię zrównoważonego rozwoju, likwidacji głodu oraz walki ze zmianami klimatu. W 2016 r. miliarder wyjaśnił „Wall Street Journal”, że nasiona modyfikowane genetycznie mają cechy, które sprawiają, iż uprawy GMO są skutecznym narzędziem do walki z głodem, np. w Afryce, i pochwalił opracowanie przez CGIAR (Consortium of International Agricultural Research Centers) – światową organizację zajmującą się badaniami rolniczymi – ponad 150 nowych, odpornych na suszę odmian kukurydzy.

W zeszłym roku Gates zaczął rozszerzać inicjatywę stosowania nasion GMO. W styczniu 2020 r. jego fundacja założyła w St. Louis w stanie Missouri The Bill & Melinda Gates Agricultural Innovations LLC, znaną jako Gates Ag One. Według komunikatu fundacji, ma ona na celu „umożliwianie rozwoju odpornych, poprawiających plony nasion na całym świecie” oraz pomagać we wprowadzaniu „przełomowych rozwiązań przeznaczonych dla małych gospodarstw rolnych”. Dyrektorem generalnym Gates Ag One jest Joe Cornelius, były szef ds. żywności, żywienia i rozwoju technologii w Bayer Crop Science, a w latach 90. dyrektor ds. międzynarodowej ekspansji w Monsanto. Przejęte w 2016 r. przez koncern Bayera Monsanto to wiodący producent genetycznie zmodyfikowanych, opatentowanych nasion roślin uprawnych i jeden z pionierów tej branży.

W roku 2010 Gates zainwestował w Monsanto 23 mln USD, kupując 500 tys. akcji firmy, która sprzedaje ok. 90% genetycznie zmodyfikowanych nasion używanych w USA i, dzięki swoim patentom, kontroluje ok. 95% wszystkich nasion soi i 80% całej kukurydzy uprawianej w USA.

Monsanto zyskało rozgłos z powodu podawania nieprawdy i fałszowania danych na temat skutków zdrowotnych swoich wynalazków, jak np. PCB (polichlorowane bifenyle powodujące ryzyko rozwoju chorób, m.in. miażdżycy oraz nadciśnienia tętniczego u ludzi i wielu chorób u zwierząt), dawno skompromitowane DDT czy używany podczas wojny wietnamskiej, niszczący rośliny i ludzi Agent Orange. We wczesnych latach 80. firma Monsanto zaczęła opracowywać genetycznie zmodyfikowane nasiona odporne na jej własnego autorstwa rakotwórczy herbicyd Roundup. Bayer, który „odziedziczył” pozwy Monsanto, tylko w zeszłym roku wypłacił 10 mld USD odszkodowań ofiarom raka, najprawdopodobniej spowodowanego przez chwastobójcę.

Podczas gdy szkodliwe skutki wprowadzania roślin GMO próbuje się przypisywać pestycydom, które często im towarzyszą, wielu lekarzy uważa, że to zmanipulowane genetycznie rośliny stanowią groźbę. W 2009 r. Amerykańska Akademia Medycyny Środowiskowej (AAEM) wezwała do „natychmiastowego nałożenia moratorium na żywność modyfikowaną genetycznie”.

Badania na zwierzętach wskazują, że modyfikowana genetycznie żywność może powodować m.in. bezpłodność, przyspieszone starzenie się, zaburzenia cukrzycowe i immunologiczne oraz przyswajania białek.

Z kolei, według organizacji Children’s Health Defense, związane z żywnością inwestycje Gatesa współgrają z planami WEF dotyczącymi „resetu” w zakresie jej produkcji i rolnictwa. WEF planuje globalne stosowanie organizmów zmodyfikowanych genetycznie i chemikaliów oraz przemysłową produkcję białek jako „zrównoważone rozwiązania problemów związanych z żywnością i zdrowiem”.

W 2015 r. Gates zapytał na blogu: „Jak możemy wyprodukować wystarczającą ilość mięsa bez niszczenia planety?” i sam odpowiedział, że „jednym z rozwiązań byłoby poproszenie największych drapieżników – Amerykanów i nie tylko – o ograniczenie konsumpcji mięsa nawet o połowę”. Następnie dodał: „Wiążę również nadzieję z przyszłością substytutów mięsa”, zauważając, że zainwestował w rozwiązania alternatywne wobec mięsa, jakie proponuje np. firma Impossible Foods, współfinansowana przez Google i Jeffa Bezosa oraz Gatesa. Impossible Foods stawia sobie za cel zastąpienie w naszej diecie mięsa produktami roślinnym za 15 lat.

Dla równowagi godzi się dodać, że według danych oficjalnych, do roku 2012 opublikowano kilkadziesiąt tysięcy rezultatów badań nad uprawami i żywnością GMO oraz kilka tysięcy prac nad ich bezpieczeństwem. Według autorów, statystyki nie wskazywały na szkodliwość żywności modyfikowanej genetycznie. Jakoś mnie te uczone badania słabo przekonują. Jest jasne i oczywiste, że rezultaty mogą pojawić się w następnych pokoleniach, a nic bardziej nie myli niż krótkoterminowe statystyki – szczególnie te zmanipulowane.

Ile lat i szkód trzeba było, żeby zrozumieć szkodliwość DDT i innych „zbawiennych” trucizn? Ponadto, dlaczego pszczoły nie przyswajają pyłków z kwiatów roślin GMO i umierają z głodu, mając ich pełne brzuszki? Ciekawe, co powiedziałby siewcom GMO Albert Einstein, według którego w 3 lata po wymarciu pszczół, z ziemi znikną ludzie, zwierzęta i rośliny.

Znając czyny, poznajmy słowa ostatniej książki wizjonera i naszego przyszłego wybawcy. Gates, przypominając Paula Ehrlicha, autora książki Bomba populacyjna, wieszczącego przeludnienie naszej planety i wzywającego do zmniejszenia jej populacji, twierdzi, że ten się pomylił, nie uwzględniając innowacyjności, która zapobiegła katastrofie, tworząc rękami N. Borlauga nowy gatunek pszenicy. Otóż nie wierzę, żeby tak wybitny innowator technik informatycznych nagle… nie pokładał wiary i nadziei w dalszej innowacyjności. Twierdzę, że wierzy w swoją ideę, misję i cel, a nie rozważa tego, co do nich nie pasuje. Gates uparcie głosi konieczność oraz chęć ratowania ludzkości i planety ziemi m.in. za pomocą nowego, zrewolucjonizowanego rolnictwa. Jeśli nie da się z nas wszystkich zrobić wegan, to przynajmniej należy zastąpić mięso jego laboratoryjnymi albo roślinnymi wersjami, co znacznie zmniejszy pogłowie trzód i ograniczy emisję gazów cieplarnianych. Ponadto potwierdził, że od dawna inwestuje w ziemię oraz w badania, które „pomogą stworzyć doskonalsze rośliny i zwierzęta o ulepszonych genach”.

I już zgadujemy, po co autorowi takie ogromne obszary ziemi uprawnej. Do eksperymentowania nad nowymi rodzajami pokarmów dla maluczkich, a potem może też produkowania w zgodzie z naturą roślin, naturalnej żywności oraz hodowli prawdziwych zwierząt na prawdziwe mięso. Dla siebie i reszty grona wybrańców, którzy będą zarządzać Nowym Wspaniałym Światem.

W światowe plany żywnościowe, objawione i realizowane przez Billa Gatesa, wplata się w sposób naturalny Globalny Bank Nasion – GBN (Svalbard Global Seed Vault), zbudowany w 2008 r. na norweskiej wyspie Spitsbergen, będącej częścią grupy wysp Svalbard na Morzu Barentsa, około 1100 km od bieguna północnego. Betonowy schron, opatrzony stalowymi wrotami prowadzącymi do tunelu wydrążonego w wiecznej zmarzlinie 120 m pod poziomem morza, działa bez stałego personelu i przechowuje obecnie ponad milion odmian nasion roślin jadalnych z całego świata. Zaplanowany jest na 4,5 mln odmian po 500 nasion na każdą, czyli 2,25 mld nasion przechowywanych w temperaturze -18 stopni C. W lodowym tunelu, poniżej poziomu morza, zawartość tlenu jest niska, dzięki czemu nasiona starzeją się wolniej. Prawdopodobieństwo kataklizmu albo zniszczeń wojennych jest tu znikome, w przeciwieństwie do 1400 podobnych banków istniejących w 100 krajach, których większość jest narażona na klęski żywiołowe. Budowa Globalnego Banku Nasion kosztowała 10 mln USD.

Bankiem nasion i ich pozyskiwaniem zarządza Crop Trust, czyli Global Crop Diversity Trust, z siedzibą w Bonn, który informuje, że jego „wyłączną misją jest zapewnienie zachowania i możliwości udostępnienia ludzkości różnorodności światowych upraw dla celów przyszłego bezpieczeństwa żywnościowego”. Instytucja ta może pochwalić się imponującą listą sponsorów, zwaną Radą Darczyńców. Wśród nich znajduje się Bayer Crop Science – właściciel związanej z Gatesem firmy Monsanto, Du Pont Pioneer Hi-Bred i Syngenta AG – należąca dziś do Chem China. Wymienione firmy to najwięksi na świecie dostawcy opatentowanych nasion GMO oraz chemikaliów rolniczych, takich jak Roundup zawierający glifosat, którego Syngenta AG, jest największym na świecie dostawcą.

Głównym sponsorem i inspiratorem powstania Crop Trust w roku 2004, we współpracy z FAO, jest Bill and Melinda Gates Foundation, włączona do przedsięwzięcia przez Rockefeller Foundation, która zapoczątkowała biotechnologię GMO w latach 70. w swoim International Rice Research Institute, wydając miliony dolarów na nieudane próby opracowania sztucznej odmiany ryżu – Vitamin A-enhanced Golden Rice. Crop Trust jest także finansowany przez CGIAR (Consortium of International Agricultural Research Centers), czyli światową organizację zajmującą się badaniami rolniczymi, za pośrednictwem Bioversity International.

Ten niedostępny dla osób postronnych „skarbiec natury” to roślinna arka Noego kontrolowana przez kilku najważniejszych, światowych zwolenników eugeniki i redukcji liczby ludności. W razie globalnego kryzysu żywnościowego tacy potentaci agrobiznesu GMO jak Bayer-Monsanto czy Syngenta oraz współpracujący z nimi superbogacze, jak np. rodziny Gatesów, Sorosów albo Rockefellerów, będą mieli do nich dostęp.

Kto kontroluje nasiona, kontroluje świat. Poza tym, gdy wreszcie po Wielkim Resecie powstanie Nowy Wspaniały Świat, jego panujący stwórcy, przeciwieństwie do uległego pospólstwa, nie będą się żywić zmanipulowanymi genetycznie roślinami czy fabrycznie wyhodowanym mięsem. Wszak pokarm bogów to nektar i ambrozja. Choć czasem trochę dziczyzny, świeżych jarzyn, owoców, odrobina frutti di mare i wino z najlepszych winogron, nie zaszkodzą. Olimpem zaś będzie im jakaś morska albo lądowa, dobrze strzeżona „Zielona Wyspa”. Na razie, jak sam przyznaje najnowszej książce, Gates zajada ze smakiem burgery, choć już rzadziej, ze względu na zgubny wpływ produkcji wołowiny na klimat. Maluczkim jednak doradza burgery wegańskie.

Bill Gates uważa szybką rezygnację z węgla za błąd. Tu, nie wierząc w bajki o człowieku jako o autorze zmian klimatycznych, muszę się zgodzić. Uważam, że zmiany ziemskiego klimatu mają charakter naturalny. Na przykład w XII w. w Toruniu i jego okolicach było tak ciepło, że zakony, biskupi, a później Krzyżacy uprawiali winną latorośl. Bez wina nie wyobrażano sobie wówczas życia. W klimatologii funkcjonuje pojęcie tzw. małej epoki lodowcowej, której szczyt miał miejsce w XVI w. W 1658 r. król Szwedzki Karol X, z całą armią, końmi, taborami i parkiem artyleryjskim, przekroczył po lodzie Wielki Bełt i Mały Bełt. Z tego okresu zachowały się kroniki o targach odbywających się na środku Morza Bałtyckiego, dokąd zjeżdżali saniami kupcy z różnych krajów. Węgla i ogólnie paliw powinniśmy używać dopóty, dopóki nie znajdziemy innych bezpiecznych, ekonomicznych i sensownych sposobów produkcji energii, traktując z dystansem opowieści o klęsce ocieplenia globalnego jako rezultacie naszych działań.

W najnowszej książce Gates twierdzi, że transformacja przemysłu energetycznego w dekadę to bajka. Radzi skupić się na szukaniu bezemisyjnych źródeł energii.

Krytykuje amerykański tzw. Zielony Ład, lansowany m.in. przez Alexandrę Ocasio-Cortez, demokratkę z Izby Reprezentantów, która wzywa rząd USA do takiej mobilizacji, by już za 10 lat radykalnie zredukować emisję CO2, a całą energię pozyskiwać ze źródeł odnawialnych i bezemisyjnych. Jednocześnie na swoim blogu ostrzega przed globalną katastrofą klimatyczną, której „nie da się już uniknąć”. Twierdzi, że jej skutki można tylko zredukować i radzi Bidenowi, jak to zrobić, chwaląc aktualnego prezydenta USA za powrót do porozumienia paryskiego. Gates uważa, że nie wszystko stracone, a dzięki Ameryce i jej presji na inne kraje świat może stać się zeroemisyjny już do 2050 roku. Wizjoner postrzega nadzieję ratunku w wynalazkach i innowacyjności w dziedzinie ogrzewania i chłodzenia, produkcji żywności, wytwarzania czystej energii oraz transportu i przemysłu. Odkrywa, że emisje na jednym kontynencie wpływają na klimat drugiego i vice versa. Doradza rygorystyczne standardy dotyczące m.in. ekologicznej produkcji elektryczności i paliwa oraz podatek węglowy.

Zadziwia analogia wizji i projektów Gatesa z praktyką i planami UE w celu ratowania naszej planety i jej mieszkańców, podczas gdy reszta świata na pytanie „to be or not to be” nie zwraca uwagi, albo je, o zgrozo, wręcz lekceważy.

Miliarder znalazł sposób zaradzenia szkodom czynionym przez nieświadomych i nieposłusznych. To projekt, który ma na celu zmianę ziemskiego klimatu za pomocą rozpylania w atmosferze przez tysiące samolotów milionów ton specjalnych aerozoli. Substancje te mają blokować część promieniowania słonecznego docierającego do powierzchni Ziemi. Osłabienie naturalnego ogrzewania planety ma powstrzymać postęp globalnego ocieplenia.

Ostatnio media ujawniły, że Gates planuje pierwszą fazę testową na czerwiec tego roku, nad Szwecją. Ciekawe, co rząd i obywatele tego kraju o tym sądzą? Co by się stało, gdyby po globalnej realizacji tego idiotycznego pomysłu przyszło naturalne ochłodzenie klimatu? Mielibyśmy nową epokę lodowcową!

Gatesa zainspirował pomysł naukowców z Uniwersytetu Harvarda, którzy zaproponowali wieloletni eksperyment geoinżynieryjny. W ramach projektu Stratospheric Controlled Perturbation Experiment (SCoPEx), planuje się rozpylenie 2 kg dwutlenku siarki, tlenku glinu lub węglanu wapnia na wysokości ok. 10 km nad Nowym Meksykiem. Eksperyment ma zostać przeprowadzony w czerwcu br., a pył ma się rozprzestrzenić na niewielkim obszarze. Projekt jest przyczyną ostrych kontrowersji – i nie dziwota, bo jego konsekwencje są praktycznie nieprzewidywalne. Może doprowadzić do nasilenia zmian klimatycznych, wzrostu liczby gwałtownych zjawisk, i rozregulować klimat planety. Erupcje wulkanów El Chichón w 1982 r. i Pinatubo w 1991 r. spowodowały zmniejszenie plonów ryżu, soi, pszenicy i kukurydzy. Realizacja projektu oznaczałaby możliwość tragicznych m.in. dla rolnictwa skutków i światowej klęski głodu. Eksperyment ma się odbyć w ramach projektu Solar Geoengineering Research Program, będzie finansowany przez Uniwersytet Harvarda i zasilony 7 mln USD m.in. przez Gatesa, Alfred P. Sloan Foundation i Hewlett Foundation.

W ostatniej swej książce Gates zawarł radosne przesłanie, iż „jesteśmy w stanie uniknąć katastrofy”. Dodałbym, że za cenę innej, jeszcze większej. Ingerencje w skomplikowany, delikatny, wytworzony naturalnie przez miliony lat porządek natury, gdzie wszystko wiąże się ze wszystkim, już przynosiły i mogą znowu przynieść nieprzewidywalne i zapewne tragiczne rezultaty.

Podczas wykładu na konferencji TED2010 w lutym 2010 r. Gates przedstawił wzór na ilość dwutlenku węgla generowanego przez ludzkość: CO2 = P x S x E x C, gdzie: CO2 to ilość dwutlenku węgla wytwarzanego wskutek ludzkiej działalności, P – populacja świata, S – usługi i towary potrzebne do zaspokojenia potrzeb populacji, E – energia zużyta na do wytworzenia usług i towarów, C – ilość CO2 na jednostkę wytworzonej energii. Idealnym wynikiem tego iloczynu byłoby „0”, a to wymaga „wyzerowania” przynajmniej jednego ze składników równania. Którego? „P”? Ten, składnik, wg naszego wybawcy, należy przynajmniej znacznie zmniejszyć, czyli pozbawić nas szczęścia i radości z posiadania dzieci – tylu, ile chcemy. Można zmniejszyć składnik „S” – przez obniżenie poziomu i jakości życia, a także „E” – dzięki innowacjom zawdzięczanym postępowi technicznemu i radykalnej zmianie diety. Tak więc, by zminimalizować wynik „równania Gatesa”, czyli ocalić świat i siebie, mamy: zrezygnować ze szczęścia, jakie dają dzieci, żywić się szkodliwym byle czym oraz ograniczyć konsumpcję towarów i usług. Jeśli tak żyć, to po co żyć? W takim razie składnik „P” wyzeruje się sam, i po kłopocie. Miliarder-krótkowidz chce z nas zrobić idiotów. Udaje, że nie widzi, iż postęp naukowy i techniczny zmieni wszystkie założone parametry. Nie potrafimy przewidzieć rzeczy jeszcze nieodkrytych, a to one, a nie „wizjonerzy”, wyprowadzą nas z impasu, którego zresztą jeszcze nie ma.

W celu poszerzenia grupy swoich nierozgarniętych wiernych, bo trudno zgadnąć, w jakim by innym, Fundacja Billa i Melindy Gatesów w ciągu ostatniej dekady przekazała ponad 140 mln USD aktywnym propagatorom poglądu, że matematyka jest rasistowska.

Ci krytykują „koncepcję matematyki jako czysto obiektywnej”, bo jest „jednoznacznie fałszywa” i przekonują, że skupianie się na „właściwej odpowiedzi” jest przykładem białej supremacji. Dzięki tym funduszom Departament Edukacji Oregonu zorganizował kursy dla nauczycieli, by wreszcie pojęli i stosowali prawdę, że 2 x 2 to niekoniecznie 4, ale tyle, ile się komu podoba. Ciekawe, czy ten rewolucyjny sposób nauczania ma objąć prywatne szkoły, do których będą uczęszczać dzieci i wnuki bogaczy oraz wpływowych polityków?

Po krótkim okresie liderowania finansującym Światową Organizację Zdrowia, Gates wrócił na drugą pozycję, po USA, co do wysokości sum wpłacanych na rzecz WHO, której przedstawiciele spotykają się kilka razy w roku z głównymi darczyńcami, aby omówić priorytety działań organizacji. Był pierwszą osobą prywatną, która przemawiała na zgromadzeniu ogólnym WHO. Jednocześnie miliarder twierdzi, że nowoczesne szczepionki (sic!) i rozwój medycyny oraz aborcja mogą przyczynić się do zmniejszenia populacji świata o 10 do 15%, co, jak przyznaje, jest główną misją jego Fundacji.

To w dużej części finansowana przez Gatesa WHO przeprowadziła szczepienia milionów kobiet w wieku od 15 do 45 lat w Nikaragui, Meksyku i na Filipinach, rzekomo przeciwko tężcowi. Mężczyzn nie szczepiono. Comité Pro Vida de Mexico – katolicka organizacja świecka – zleciła badania próbek szczepionek, a te wykazały, że specyfik, podawany wyłącznie kobietom w wieku rozrodczym, zawierał ludzką gonadotropinę kosmówkową (hCG) – naturalny hormon, który w połączeniu z nosicielem tężcowym stymulował przeciwciała, powodujące poronienia. Żadna z zaszczepionych nie została o tym poinformowana.

Okazało się, że Fundacja Rockefellera wraz z rockefellerowskim Population Council, Bankiem Światowym oraz amerykańskimi Narodowymi Instytutami Zdrowia były zaangażowane w 20-letni projekt rozpoczęty w 1972 r., mający na celu opracowanie ukrytej szczepionki aborcyjnej z nosicielem tężcowym – realizowany dla WHO. Według portalu Fronda.pl, podobna akcja, finansowana przez WHO i UNICEF, miała miejsce w Kenii w marcu 2020 r. Ofiarami znowu stały się kobiety. Proceder miał na celu kontrolę urodzeń, a sprawę ujawnił Kościół. W Kenii nie było szczególnych wskazań do masowych szczepień przeciwko tężcowi.

W 2014 r. ukazała się informacja, że firma Microchips Biotech, Inc., Massachusetts, opracowała nową formę antykoncepcji: bezprzewodowy implant, który może być włączany i wyłączany za pomocą pilota i jest zaprojektowany na 16 lat aktywności. Fundacja Gatesów przyznała firmie 20 mln USD na dalsze prace nad tego rodzaju implantami.

Wystąpienia, akcje i inwestycje Gatesa, którym sprzyja jego gigantyczny majątek, rozległe stosunki z rządzącymi, wysokimi urzędnikami i władcami pieniądza można by jeszcze długo wymieniać. Włącza się on w działania, które dają szansę realizacji obranego celu – redukcji populacji świata. Zatroskany o przyszłość ludzkości, o czym świadczą czyny i rozmowy, wierzy w ideę eugenisty Thomasa Malthusa, że zrównoważenie zasobów świata jest związane z kontrolą jego populacji, którą można osiągnąć dzięki poprawie opieki zdrowotnej, a przede wszystkim poprzez szczepienia.

Powszechne szczepienia wymagają rejestracji i masowej kontroli tożsamości, najlepiej metodą biometryczną, od której już blisko do tworzenia społeczeństw bezgotówkowych. Według wizji Gatesa, każdy obywatel świata otrzyma „konieczne” szczepienia, a jego dane biometryczne zostaną zapisane w krajowych identyfikatorach cyfrowych, zintegrowanych w sieć światową. Tożsamość cyfrowa ma być powiązana ze wszystkimi naszymi działaniami i transakcjami, a jeśli zostaną one uznane za nielegalne, będą po prostu kasowane. Jako „kontrolę populacji” Gates rozumie nie tylko regulację jej liczebności, ale też kontrolę obywateli całej planety. Aby zrozumieć zakres tego programu i jego związek z planami Gatesa, trzeba przyjrzeć się aktywności założonego w 2000 r. z inicjatywy Fundacji Billa i Melindy Gatesów oraz finansowanego przez nich GAVI (Global Alliance for Vaccines and Immunization) – publiczno-prywatnego globalnego partnerstwa dla zdrowia, którego celem jest zwiększenie dostępu do szczepień w krajach biednych. W jego ramach Fundacja Gatesów, WHO i Bank Światowy współpracują z producentami szczepionek. Od 2017 r. GAVI odchodzi od swojej podstawowej misji na korzyść zapewnienia szczepionym dzieciom cyfrowej tożsamości biometrycznej, utrzymując, że bez niej „100% skuteczność akcji nie zostanie osiągnięta”.

Wraz z pierwszą firmą Gatesa – Microsoftem oraz Fundacją Rockefellera, GAVI założył partnerstwo publiczno-prywatne ID2020 Alliance, którego celem jest stworzenie globalnego standardu cyfrowej tożsamości biometrycznej. ID2020 Alliance zajął się poszukiwaniem innowacyjnych technik cyfrowych „do identyfikacji i rejestracji dzieci”.

Aadhaar to 12-cyfrowy, niepowtarzalny numer identyfikacyjny, który mieszkańcy lub posiadacze paszportów Indii mogą uzyskać dobrowolnie na podstawie danych biometrycznych i demograficznych. Dane są gromadzone przez utworzony w 2009 r. Unique Identification Authority of India (UIDAI). To największy system biometrycznej identyfikacji, który główny ekonomista Banku Światowego Paul Romer określił jako „najbardziej zaawansowany program identyfikacji na świecie”. Ten stworzony w kilka lat największy eksperyment społeczny obejmuje ponad miliard osób zarejestrowanych w najpojemniejszej bazie danych identyfikacji biometrycznej, jaką kiedykolwiek zbudowano. Projekt obejmuje skanowanie tęczówki i pobieranie odcisków palców całej populacji Indii. Jakoś nie zaskakuje fakt, że uruchomił go wieloletni przyjaciel i wspólnik państwa Gatesów, Nandan Nilekani, współzałożyciel indyjskiej międzynarodowej firmy Infosys. Gates jest także związany z firmą, Idemia, która opracowała technologię dla biometrycznej bazy danych projektu. Ta sama firma dostarcza technologię rozpoznawania tęczówki, stanowiącą podstawę systemu Aadhaar. Idemia dostarcza również systemy rozpoznawania twarzy dla rządu chińskiego i opracowuje cyfrowe prawa jazdy dla USA.

Ujawnione ostatnio dokumenty świadczą o tym, że rząd Indii wykorzystuje dane zebrane w ramach programu Aadhaar w celu „automatycznego śledzenia podróży obywateli, zmiany pracy lub zakupów nieruchomości”, integrując informacje w czasie rzeczywistym z bazą danych geoprzestrzennych zbudowaną przez indyjską agencję kosmiczną ISRO.

Wszechobecny nadzorca obserwuje społeczeństwo, monitorując, analizując i zapisując w czasie rzeczywistym każdą transakcję i każdy ruch każdego z obywateli. Krok do realizacji marzeń Billa Gatesa czy kamień milowy nieuchronnego postępu? A może jedno i drugie?

Jest i aspekt komiczny. W styczniu 2018 r., gazeta „The Tribune” ujawniła, że dane każdego z ponad miliarda Hindusów zarejestrowanych w Aadhaar, w tym: nazwiska, adresy, kody pocztowe, zdjęcia, numery telefonów i e-maile, można było kupić za 500 rupii, czyli około 7 USD. Ponadto Unique Identification Authority of India, który zarządza programem Aadhaar, przyznał, że na 210 portalach internetowych, w tym rządu i władz terytorialnych, pojawiła się lista beneficjentów świadczeń społecznych z ich nazwiskami, adresami itp. oraz 12-cyfrowymi numerami Aadhaar.

17 marca br. w rozmowie z PR24 brukselska korespondentka Dominika Ćosić powiedziała, że UE rozważa wydawanie populacji „wyszczepionych” tzw. zielonych certyfikatów, mających upoważniać do podróżowania. W tym celu Unia – wielbicielka wolności, równości, a także tępicielka wszelkiego wykluczenia oraz autorka RODO – planuje stworzenie centralnej bazy danych Europejczyków wolnych od SARS-CoV-2. Informacje o swoich „uodpornionych” mają przekazywać wszystkie kraje członkowskie. Narodziny nowej kasty? Czyżbyśmy zaczęli doganiać Indie? Idea kontroli populacji dosięga Europy? Chyba tak. A nawet naszego regionu i kraju, ponieważ dyrektor generalny Microsoft Polska, Mark Loughran, w połowie zeszłego roku zapowiedział, że jego firma macierzysta zainwestuje w Polsce miliard dolarów. W ten sposób Microsoft staje się partnerem „Chmury Krajowej”, tworzonej przez PKO BP i Polski Fundusz Rozwoju. Nowe centrum gromadzenia danych ma być największym tego typu przedsięwzięciem w naszym regionie, a jego powstanie ma w całości sfinansować Microsoft. Ma to być największa inwestycja typu IT w historii Polski. Partnerstwo Microsoftu i „Chmury Krajowej” jest częścią projektu „Polska Dolina Cyfrowa”.

Czy Microsoft, czytaj Bill Gates, będzie miał dostęp do informacji zebranych w tej Chmurze? Założę się, że tak. Choć nie jest już formalnym szefem firmy, pozostaje jednak jej poważnym udziałowcem i ma tam zapewne swoich ludzi.

Miliarder-kandydat na zbawcę świata starannie dobiera przyjaciół, a ich grono łączy wizja ratowania ludzkości i naszej planety przed zgubnymi skutkami działań człowieka i rozrostu jego populacji. To – między innymi – potentaci finansowi, multimiliarderzy: David Rockefeller Junior, Warren Buffett i George Soros; potentaci medialni: Ted Turner i Oprah Winfrey oraz były burmistrz Nowego Jorku, Michael Bloomberg. Współpracujący z Gatesem jego znajomi i wyznawcy na całym świecie zajmują wysokie polityczne i społeczne pozycje, dzięki czemu mogą przyczyniać się do realizacji elementów wielkiego planu. Wśród nich jest książę Karol, Klaus Schwab – założyciel i prezes WEF w Davos, Anthony Fauci – doradca ds. zdrowia publicznego ostatnich 8 prezydentów USA, Tedros – dyrektor WHO, Alexandra Ocasio-Cortez – kongresmenka USA, Joe Cornelius – były dyrektor ds. żywności, żywienia i rozwoju technologii w Bayer Crop Science oraz wiele innych prominentnych osób, szefów i właścicieli firm działających w dziedzinie ochrony zdrowia, farmakologii, produkcji żywności, elektroniki i informatyki.

Gates regularnie gości na corocznym Światowym Forum Ekonomicznym (WEF) w Davos, którego założyciel i prezes Klaus Schwab jest zagorzałym zwolennikiem WIELKIEGO RESETU obecnego porządku, czyli wyzerowania koniecznego do stworzenia Nowego Wspaniałego Świata. Drogę do osiągnięcia Resetu Schwab widzi w trzech krokach:

„1. Ogłoś zamiar reformy wszystkich aspektów życia społeczeństw przez wprowadzenie globalnego zarządzania i przesłanie powtarzaj; 2. Jeśli to nie przekonuje, symuluj fałszywe scenariusze pandemii, które pokażą, dlaczego świat potrzebuje WIELKIEGO RESETU; 3. Jeśli fałszywe scenariusze pandemii nie są wystarczająco przekonujące, poczekaj na prawdziwy globalny kryzys i powtórz krok pierwszy”. Po wybuchu pandemii COVID-19 ten sam reformator zauważył: „pandemia stanowi rzadkie, ale wąskie okno okazji do refleksji, nowego wyobrażenia i zresetowania naszego świata, by stworzyć zdrowszą, bardziej sprawiedliwą i dostatnią przyszłość”. Media na całym świecie, jak najęte katarynki, prawie nieprzerwanym mieleniem tematu pandemii, intencjonalnie czy też nie, pomagają w realizacji punktów 2. i 3. scenariusza Klausa Schwaba.

3 czerwca ub.r., podczas Światowego Forum Ekonomicznego, Klaus Schwab i brytyjski książę Karol zapowiedzieli z wielką pompą rozpoczęcie GREAT RESETU. Obok następcy brytyjskiego tronu i prezesa Forum, w Davos gościli wówczas: Antonio Guterres – obecny sekretarz ONZ, były przewodniczący Międzynarodówki Socjalistycznej i były Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców – oraz Kristalina Georgievna – dyrektor zarządzająca MFW, a także wiele ważnych światowych osobistości. Oczywiście nie zabrakło państwa Gatesów. W swojej książce Kształtowanie przyszłości czwartej rewolucji przemysłowej Klaus Schwab pisze: „technologie czwartej rewolucji przemysłowej nie będą już częścią otaczającego nas fizycznego świata – staną się częścią nas” i otwarcie popiera „aktywne wszczepialne mikroczipy, które przełamią barierę naszych ciał”. Marzy też o chwili, gdy technika pozwoli „wtargnąć do dotychczas prywatnej przestrzeni naszych umysłów, odczytywać nasze myśli i wpływać na nasze zachowanie”.

Przedstawiony przez Klausa Schwaba scenariusz dojścia do WIELKIEGO RESETU Bill Gates najwyraźniej znał od dawna. Już w 2015 r. na konferencji Ted Talk zapowiedział globalne epidemie, podczas których nowe wirusy mogą zabić ponad 10 mln osób w ciągu najbliższych dekad. Wieszczył, że „pojawi się wirus, który pomimo zakażenia pozwoli czuć się na tyle dobrze, by wsiąść do samolotu albo przejść się na rynek”. Na ten sam temat Gates opublikował artykuł w „New England Journal of Medicine”. Podczas wykładu w Bostonie mówił o konieczności przygotowania się na nieuchronną pandemię, przedstawiając symulację rozprzestrzeniania się wirusa grypy z Chin na cały świat. W jednym ze swoich wykładów zaś, w 2018 r., zaprezentował stworzoną przez Institute for Disease Modeling symulację ilustrującą pandemię grypy powodującej śmierć 33 mln osób na całym świecie. 19 października, czyli na niewiele ponad dwa miesiące przed początkiem pandemii COVID-19, sfinansował ćwiczenie „Event 201”, które odbyło się w Nowym Jorku i było symulacją epidemii wywołanej przez nowego koronawirusa. Zakończono je w momencie, w którym na całym świecie umiera 65 milionów osób.

W styczniu br., w wypowiedzi dla prasy niemieckiej Bill Gates zapowiedział kolejne pandemie, groźniejsze nawet dziesięciokrotnie. Określając je jako „nową normalność”, zachęcał do przygotowania się do nich.

Miliarder nie byłby sobą, gdyby jednocześnie nie zaapelował o przeciwstawienie się „szczepionkowemu nacjonalizmowi”. Bill Gates nie ogranicza się do rad i ostrzeżeń, ale także działa. W celu przyspieszenia prac nad szczepionką na SARS-CoV-2, opartą na bazie mRNA, fundacja Gatesów dofinansowała firmę Moderna Therapuetics kwotą 20 mln USD. Następnie obiecała tej samej firmie dalsze 80 mln. Poza tym, w ostatnich latach The Gates Foundation przekazała firmie Pfizer wielomilionowe dotacje na cele badawcze. Krążą niepotwierdzone oficjalnie informacje, jakoby Bill Gates posiadał udziały w tej firmie.

COVID-19 wywołał panikę na rynkach. Wraz ze spadkami na giełdach stopniał majątek Billa Gatesa. Mimo pandemii, Gates zdołał jednak nie tyko odrobić stracone 16 mld USD, ale zwiększyć stan posiadania o dodatkowe 2 miliardy.

Od założenia Microsoftu Gates agresywnie dążył do poszerzenia gamy produktów firmy, a gdy zyskiwał dominującą pozycję, zaciekle jej bronił. Praktyki biznesowe Gatesa niejednokrotnie kończyły się sprawami w sądach. W 1998 r. podczas jednej z nich biznesmen zeznawał w sposób, jak określiła prasa, „wymijający” i „pokrętny” oraz spierał się z prokuratorem o definicje takich słów, jak m.in.: konkurować czy zainteresowany. „BusinessWeek” relacjonował, iż tak często powtarzał „nie pamiętam”, że sędzia zaczął chichotać. Wiele jego zaprzeczeń i usprawiedliwień było natychmiast obalanych przez prokuraturę. Większość relacji dyrektorów Microsoftu przedstawiała go jako człowieka nieprzyjaznego, besztającego podwładnych za błędy czy nietrafione propozycje, a nawet zwykłego krzyczeć na pracowników lub rzucać poniżające uwagi.

Bill Gates to ważny, reprezentatywny projektant mechanizmu mającego zemleć naszą cywilizację, a na jej gruzach zbudować nową – doskonałą, bezpieczną, zamieszkującą czystą i znowu piękną planetę. Już takich „reformatorów” natury i człowieka widzieliśmy i wiemy, co to przyniosło.

Miliarder-filantrop bez zahamowań, przebiegle i konsekwentnie, na koszt ludzkości i jej kosztem próbuje wdrażać ideologiczne mrzonki o depopulacji, transformacji człowieka oraz ratowaniu Ziemi.

To przebiegły hipokryta o dwóch twarzach. Jednej oficjalnej – miłej i łagodnie zatroskanej oraz drugiej – brutalnej i bezwzględnej w działaniach. Nie waha się eksperymentować na milionach bezbronnych mieszkańców stref biedy, fundując im pseudoszczepionki albo systemy superkontroli populacji. Inwestuje w rozbudowę sektora jadalnych roślin GMO, udając, że nie wie, iż jeszcze nieznane konsekwencje ich przeciągłego spożywania mogą okazać się tragiczne.

Ostatnią książkę Billa Gatesa oraz jego amatorskie rady, recepty i utopijne pomysły można by uznać za nieszkodliwe syndromy zarozumiałej dumy profana-superdorobkiewicza, który uwierzył we własną wielkość, nieomylność, powołanie i misję, gdyby nie fakt, że już zaczął je wprowadzać w czyn. Trafne, głoszone od lat przepowiednie Billa-proroka co do aktualnej pandemii nasuwają myśl o jego prawdziwym jasnowidztwie albo podejrzenie, że realizuje je ich autor z „zespołem”. W takim razie, co z przyszłymi zarazami, które wieszczy?

Jeżeli Bill Gates wraz ze sprzymierzonymi mocarzami tego świata miałby zrealizować swoje rojenia, to Globalny Bank Nasion na Spitsbergenie byłby magazynem niezmanipulowanych roślin dla areopagu przyszłych władców, ich przybocznych i totumfackich, panujących jak bogowie nad Nowym Wspaniałym Światem na czele z Williamem Henrym Gatesem III.

Role są rozpisane, a każdy z członków „Good Clubu” zna swoje zadania, których realizacja ma doprowadzić świat do stanu kompletnego chaosu, a zatomizowane, wymieszane społeczeństwa do całkowitej dezorientacji. Z tej biernej, bezradnej masy będzie można ulepić świat od nowa. Ale do ukończenia dzieła trzeba jeszcze czasu, podczas gdy reformatorzy i przyszli władcy, czyli członkowie „Good Clubu” i reszta ekipy, są już na ogół w wieku zaawansowanym. Nie mam dowodów, ale jestem przekonany, że prywatne laboratoria pracują skrycie dzień i noc, by stworzyć „Eliksir Nieśmiertelności” dla wybrańców, by ci zdążyli zasiąść na swym Olimpie i władać długo, a może nawet w nieskończoność.

A gdyby tak grono superreformatorów wykupiło u Elona Muska bilety na najbliższą wyprawę na Marsa? Stać ich. Szczególnie, że byłyby w jedną stronę. Ileż tam miejsca na eksperymenty – na samych sobie i do woli. Stamtąd będą mogli oglądać wieszczony przez nich upadek i ostateczną zagładę Błękitnej Planety wraz z jej mieszkańcami. A może poradzimy sobie bez nich?

Artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Gates of future” znajduje się na s. 1, 10 i 11 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 82/2021.

 


  • Kwietniowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Gates of future” na s. 1, 10 i 11 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 82/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Adam Gniewecki: Bill Gates albo jest absolutnym prorokiem, albo zapowiada to, w czym sam macza palce

Adam Gniewecki o spełniających się przepowiedniach Billa Gatesa, szczepionkach miliardera oraz jego poparciu dla depopulacji.

To taki Janus współczesny- bóg o dwóch twarzach, który sam robi to przed czym ostrzega.

[related id=131130 side=right] Adam Gniewecki przybliża sylwetkę założyciela Microsoftu. Wskazuje, na jego zaangażowanie w produkcję szczepionek i oskarżenia pod ich adresem. Tymczasem miliarder jest zwolennikiem depopulacji – drastycznego zmniejszenia liczby ludzi na Ziemi. Bill Gates od kilku lat doskonale przewiduje różne wydarzenia. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, iż niemalże wszystkie przepowiednie się spełniają. Publicysta przypomina Event 201- symulację walki z pandemią nowej choroby. Sądzi, że

Albo Bill Gates jest absolutnym prorokiem, albo zapowiada to, w czym sam macza palce.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Świat chyba nie zamierza wyciągnąć wniosków z brutalnej lekcji pandemii / Adam Gniewecki, „Kurier WNET” nr 81/2021

Już nie ma mowy o przyczynach pandemii, konsekwencjach wobec winnych i solidarności w reformowaniu gospodarki świata. Za to UE triumfalnie informuje o porozumieniu ws. umowy inwestycyjnej z Chinami.

Adam Gniewecki

Kiedy rozum śpi, budzą się wirusy

Wokół pandemii covid-19. Kalendarium wybranych faktów

2019

§  30 grudnia. Li Wenliang, 34-letni lekarz ze szpitala w Wuhan, wszczął alarm z powodu nowego koronawirusa. Li wysłał komunikat do grupy innych lekarzy z opisem objawów i ostrzeżeniem. Policja w Wuhan udzieliła mu nagany i uciszyła, żądając, by podpisał list z przyznaniem się do „fałszywych komentarzy”.

§  31 grudnia. Po zbadaniu raportu Li, Tajwan skontaktował się z WHO ws. transmisji wirusa w Wuhan z człowieka na człowieka, ale WHO nie powiadomiła o tym nikogo.

2020

§  1 stycznia. Pracownik firmy badającej genomikę w Wuhan otrzymał telefon z Komisji Zdrowia Prowincji Hubei, nakazujący zaprzestanie testowania próbek z Wuhan i zniszczenie ich wszystkich.

§  3 stycznia. Narodowa Komisja Zdrowia (NHC) Chin zakazała publikowania informacji związanych z „nieznaną chorobą” i nakazała laboratoriom przekazanie wszystkich próbek do wyznaczonych instytucji lub zniszczenie ich.

§  9 stycznia. Chiny zidentyfikowały nowego koronawirusa jako przyczynę „tajemniczej choroby” w Wuhan.

§  14 stycznia. WHO podało na Twitterze: „Wstępne badania prowadzone przez chińskie władze nie znalazły wyraźnych dowodów na transmisję człowiek-człowiek nowego koronawirusa”. Dzień wcześniej WHO poinformowała o pierwszym przypadku choroby poza Chinami – w Tajlandii.

§  20 stycznia. Chiny potwierdziły transmisję koronawirusa człowiek–człowiek.

§  21 stycznia. US Center for Disease Control and Prevention (CDC) potwierdziło pierwszy przypadek koronawirusa w stanie Waszyngton, USA. Pacjent niedawno wrócił z Wuhan.

§  23 stycznia. Wuhan – 11 mln mieszkańców – zostało zamknięte. Chiny zakazały podróży z Wuhan do innych miast. Nie wstrzymano lotów międzynarodowych.

§  28 stycznia. Dyrektor WHO Tedros Ghebreyesus pochwalił „przejrzystość” Chin w sprawie wirusa.

§  30 stycznia. Tedros odwiedził Chiny i chwalił władze kraju za „ustanawianie nowych standardów reakcji na wybuch epidemii”. Ogłosił, że epidemia koronawirusa jest zagrożeniem zdrowia publicznego o znaczeniu międzynarodowym.

§  31 stycznia. Władze USA ogłosiły od 2 lutego ograniczenie podróży z i do Chin.

§  1 lutego. Z powodu epidemii koronawirusa Włochy wprowadziły stan wyjątkowy.

§  4 lutego. Tedros skrytykował ograniczenia wprowadzone przez USA, mówiąc, że „mogą spowodować wzrost paniki bez korzyści dla zdrowia publicznego”.

§  7 lutego. Wspomniany na początku doktor Li Wenliang umarł w Wuhan po zarażeniu się wirusem. Jego śmierć wywołała oburzenie w Chińskim internecie.

§  14 lutego. Tedros powiedział, że WHO „poszukuje sposobu stawiania klinicznych diagnoz, tak by inne choroby układu oddechowego, włącznie z grypą, nie mieszały się z danymi o covid-19”. Ostrzegł także przed krytykowaniem Chin: „To jest czas na solidarność, nie na piętnowanie”.

§  28 lutego. WHO w raporcie pochwaliła reakcję Chin na covid-19: „Zdecydowane działanie Chin, by zatrzymać szybkie szerzenie się tego nowego patogenu układu oddechowego, zmieniło kurs szybko eskalującej i śmiertelnej epidemii”.

§  11 marca. Tedros nazwał wybuch choroby pandemią: „Spodziewamy się, że liczba przypadków, liczba zgonów i liczba dotkniętych krajów będzie jeszcze wyższa”.

§  18 marca. Dyrektor wykonawczy WHO, Mike Ryan, skrytykował prezydenta Trumpa: „Musimy uważać, jakiego języka używamy, bo może to prowadzić do piętnowania. Pandemia grypy w 2009 roku zaczęła się w Ameryce Północnej, ale nie nazwaliśmy grypy północnoamerykańską. To jest czas na marsz do przodu i wspólną walkę z wirusem. Wirusy nie znają granic i nie dbają o twoje pochodzenie etniczne, kolor skóry ani o to, ile pieniędzy masz w banku”.

§  20 marca. Tedros powiedział, że według raportów z Wuhan nie ma tam żadnych nowych przypadków koronawirusa.

§  29 marca. Ai Fen, lekarka z Wuhan, która jako jedna do pierwszych lekarzy alarmowała kolegów o szerzeniu się koronawirusa, zniknęła. Jej los jest nieznany.

§  8 kwietnia. Dzień po tym, jak Donald Trump oskarżył WHO o „wielki chinocentryzm” i zagroził obcięciem funduszy dla WHO, Tedros odpowiedział: „Proszę odesłać na kwarantannę upolitycznianie covida. Będziemy mieli wiele zwłok, jeśli nie zachowamy się porządnie”. Powiedział także, że krytyka jego działania w sprawie pandemii koronawirusa jest motywowana rasizmem.

§  16 kwietnia. Druga fala covid-19 wybuchła w mieście Harbin na północy Chin.

§  28 kwietnia. Dr Li-Meng Yan uciekła z Hongkongu do USA. Chciała ujawnić prawdę o koronawirusie, a w Chinach mogłaby za to trafić do więzienia lub zginąć. Pracowała w Hongkong School of Public Health jako ekspert w dziedzinie wirusologii i immunologii. Oświadczyła, że jej przełożeni zignorowali badania, które przeprowadziła na początku pandemii, a chiński rząd wiedział o wybuchu epidemii na długo przed jej ogłoszeniem.

§  Początek września. Przez Europę zaczyna przetaczać się druga fala epidemii covid-19.

§  9 listopada. 5 dni po przegranej Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich firma Pfizer ogłasza, że wyprodukowała szczepionkę przeciw covid-19.

§  26 grudnia. Na 4 lata pozbawienia wolności skazano Chińską dziennikarkę Zhang Zhan, która relacjonowała początki pandemii w Wuhan. Zarzucono jej „wysyłanie fałszywych informacji poprzez wiadomości wideo i inne internetowe media, takie jak WeChat, Twitter i YouTube” oraz „złośliwe spekulowanie na temat epidemii covid-19 w Wuhan”. Skazana to jedna z wielu osób represjonowanych w Chinach z podobnych powodów.

2021

§  9 lutego. Zakończyła się misja ekspertów WHO w Wuhan. Jej członkowie skarżyli się na ograniczenia swobody działań oraz doboru materiałów i osób do badań. Działano w oparciu o cztery scenariusze rozprzestrzeniania się wirusa. Trzy z nich, zakładające różne możliwości zakażenia człowieka od zwierząt, nie przyniosły rozstrzygnięć ani konkretnych wniosków, ograniczając się do przypuszczeń. Czwarty scenariusz, przyjmujący, że wirus wydostał się z chińskiego laboratorium, został odrzucony i nie będzie dalej sprawdzany.

§  15 lutego. Dochodzenie Associated Press i Atlantic Council wykazało, że na polecenie chińskiego rządu w mediach społecznościowych, takich jak Twitter czy Facebook, tworzono fikcyjne konta w celu dezinformowania opinii publicznej świata co do źródła koronawirusa i przerzucania winy za epidemię covid-19 na tajne laboratoria w USA, np. w Fort Detrick.

Opracowanie autora

Właśnie mija rok od rozpoczęcia światowej „ery wielkiej izolacji”. Według WHO, czyli Światowej Organizacji Zdrowia, dotychczas na covid-19 zmarło na świecie ok. 2,5 mln osób, a w naszym kraju 41 tys. Można dyskutować, czy przyczyną zgonów był tylko koronawirus, a dokładniej – jego odmiana nazwana SARS-CoV-2, czy też jego kombinacje z tzw. chorobami współistniejącymi i czy to dużo, czy nie. Statystyki i interpretacje danych mogą być obarczone błędami, a liczby niedokładne, ale biorąc pod uwagę lawinowy charakter przyrostu zakażeń – co charakteryzuje pandemię – i puszczając wodze wyobraźni, można, a nawet trzeba się przestraszyć. Niektórzy twierdzą, że covid-19 to wymysł. Niestety nie, a niejeden z wątpiących przekonał się na własnej skórze albo na przykładzie bliskich, że się mylił.

O wirusie, który chorobę wywołuje, jego genezie, drodze wniknięcia w populację ludzką, możliwych mutacjach itd. opinia publiczna, czyli zbiór potencjalnych ofiar, wie niewiele. Informacje do niej docierające bywają wzajemnie sprzeczne, niewiarygodne albo oszlifowane oficjalnymi dwuznacznościami, przypuszczeniami i skażone niedomówieniami, przemilczeniami albo wręcz kłamstwami. Jeśli do tej kakofonii dodać nielepsze publikacje tzw. poważnych mediów i wodospady internetowego bełkotu, mamy pandemię dezorientacji i braku zaufania do kogokolwiek. Po roku ludzie mają już dosyć tzw. obostrzeń, kwarantanny, zdalnej pracy i nauki, samotności i niepewności jutra. Stąd krok do paniki, buntu, chaosu oraz wymknięcia się sytuacji spod i tak słabej kontroli.

Epidemie i pandemie są znane od zarania dziejów. Na przykład „czarna śmierć”, czyli dżuma, w XIV-wiecznej Europie zredukowała populację z 450 do 350 mln. Ludzkość potrzebowała 150 lat, by dojść do stanu liczebnego sprzed pandemii. Dżuma powracała jeszcze sporadycznie do Europy do XIX w. Wirus grypy hiszpanki w latach 1918–1920 pochłonął na całym świecie, zależnie od cytowanego źródła, od 25 do aż 100 mln istnień ludzkich. Wirus ebola (gorączka krwotoczna) od 1976 do 2015 r. zabił ponad 8 tys. osób.

Po raz pierwszy odnotowana 16. 11. 2002 r. w Chińskim Foshan, spowodowana koronawirusem epidemia SARS, wywołująca ciężki, ostry zespół oddechowy, zabiła 774 osoby w latach 2002–2004. Zareagowano profesjonalnie i merytorycznie, uznając koronawirus SARS za poważne zagrożenie na całym świecie i aby zapobiec kolejnemu wybuchowi epidemii, postanowiono opracować czułe metody diagnostyczne i skuteczne sposoby leczenia. Stworzono finansowany ze środków unijnych „Chińsko-europejski projekt Sepsda na rzecz diagnostyki SARS i badań nad lekami przeciwwirusowymi do walki z SARS”. Trwał on od 1.05. 2004 do 30.04. 2008 r. i kosztował 3,3 mln euro, a wyniki prac rzuciły światło na biologię koronawirusa SARS, choć nie do końca wiadomo, gdzie owo światło padło i w którym kierunku się odbiło.

Nawrót epidemii, czy też wybuch nowej nastąpił w chińskim mieście Wuhan i jest datowany, zależnie od pochodzenia źródła, na przełom lat 2019 i 2020. Spowodował go wirus obecnie znany jako SARS-CoV-2, wywołujący chorobę covid-19. Wuhan to 11-milionowe miasto, będące siedzibą największego w Azji Instytutu Wirusologii – Wuhan Institute of Virology (WIV), pierwszego i jedynego w Chinach ośrodka bezpieczeństwa biologicznego patogenów, oficjalnie na poziomie bezpieczeństwa BSL-4. Od czasu pierwszego wybuchu epidemii SARS w roku 2002, ośrodek gromadził duże ilości koronawirusów pochodzących z próbek nietoperzy.

Naukowcy z WIV opublikowali opisy eksperymentów, w których żywe koronawirusy nietoperzy wprowadzano do komórek ludzkich. Ponadto, według „Washington Post”, „pracownicy ambasady USA, którzy odwiedzili WIV w 2018 roku, mieli poważne obawy dotyczące bezpieczeństwa”.

WIV znajduje się o 12 km od targu żywych zwierząt w Huanan, który początkowo uważano za miejsce pochodzenia pandemii covid-19. W Wuhan znajduje się także laboratorium Wuhan Center for Disease Prevention and Control (WCDPC), o poziomie bezpieczeństwa BSL-2, oddalone zaledwie o 250 m od tego samego targu. W przeszłości koronawirusy nietoperzy były w tym laboratorium przechowywane.

Znając czas i miejsce rozpoczęcia akcji, należałoby teraz zająć się jej uczestnikami i rolą każdego z nich.

Tedros Adhanom Ghebreyesus, urodzony w 1965 r. w Asmarze w Cesarstwie Etiopskim (obecnie Erytrea), ósmy Dyrektor Generalny Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), posiada doktorat z filozofii i magisterium w dziedzinie immunologii chorób zakaźnych. W okresie panowania w Etiopii reżimu autokratycznego był ministrem zdrowia i ministrem spraw zagranicznych. Za kadencji Tedrosa jako ministra spraw zagranicznych jego kraj zaciągnął w Chinach ogromne pożyczki, w tym jedną na ponad 13 miliardów dolarów. Chiny zostały największym partnerem handlowym Etiopii, także dzięki swoim inwestycjom w tym kraju, który stał się ich przyczółkiem w regionie. Etiopię zwie się obecnie „małymi Chinami” Afryki Wschodniej. Zorientowani utrzymują, że w 2017 r. Pekin poparł kandydaturę Ghebreysusa na stanowisko szefa WHO.

Prześledźmy, zgodnie z naszym „kalendarium”, rolę i działania podległej Tedrosowi organizacji międzynarodowej, w trakcie wybuchu epidemii covid-19 i w początkach jej rozwoju.

Jako dyrektor WHO Tedros już 31 grudnia 2019 r. został zaalarmowany przez Tajwan, że w Wuhan wirus przenosi się z człowieka na człowieka, lecz nikogo o tym nie powiadomił. Dwa tygodnie później WHO podała, że „chińskie władze nie znalazły wyraźnych dowodów na transmisję nowego koronawirusa drogą człowiek–człowiek choć dzień wcześniej ta sama organizacja informowała o pierwszym przypadku choroby poza Chinami – w Tajlandii.

Po upływie następnych dwóch tygodni Tedros pochwalił „przejrzystość” Chin w sprawie wirusa, by tydzień później zganić ograniczenia podróży z i do Chin, wprowadzone przez prezydenta Trumpa, mówiąc, że „mogą spowodować wzrost paniki i piętnowania, bez korzyści dla zdrowia publicznego”. W połowie lutego Tedros ostrzegł przed krytykowaniem Chin: „To jest czas na solidarność, nie zaś na piętnowanie” i dodał, że WHO „poszukuje jasności co do sposobu stawiania klinicznych diagnoz, żeby inne choroby układu oddechowego, włącznie z grypą, nie mieszały się z danymi dotyczącymi covid-19”. Dwa tygodnie później w 40-stronicowym raporcie WHO chwaliła reakcję Chin na covid-19: „Zdecydowane działanie Chin, by zatrzymać szybkie szerzenie się tego nowego patogenu układu oddechowego, zmieniło kurs szybko eskalującej i śmiertelnej epidemii”.

Wreszcie 11 marca Tedros ogłosił wybuch pandemii koronawirusa, jednocześnie oświadczając: „Spodziewamy się, że liczba zakażeń, liczba zgonów i liczba dotkniętych krajów będzie jeszcze wyższa”, by niecałe 10 dni później oświadczyć, że według raportów, w Wuhan nie ma nowych przypadków koronawirusa.

Tydzień później dyrektor wykonawczy WHO, Mike Ryan, skrytykował prezydenta Trumpa, mówiąc: „Musimy uważać, jakiego języka używamy, bo może to prowadzić do piętnowania. Pandemia grypy w 2009 roku zaczęła się w Ameryce Północnej, ale nie nazwaliśmy jej północnoamerykańską grypą. To jest czas na pójście do przodu i wspólną walkę z wirusem. Wirusy nie znają granic i nie dbają o twoje pochodzenie etniczne, kolor skóry ani to, ile pieniędzy masz w banku”.

7 kwietnia prezydent USA Donald Trump oskarżył WHO o „wielki chinocentryzm” i zagroził obcięciem funduszy dla WHO, a dzień później Tedros odpowiedział: „Proszę odesłać na kwarantannę upolitycznianie covida. Będziemy mieli wiele zwłok, jeśli nie zachowamy się porządnie”, dodając, że krytyka jego działania w sprawie pandemii koronawirusa jest motywowana rasizmem.

Czy tak, jak wynika z podanych wyżej faktów, wyobrażamy sobie działania szefa międzynarodowej organizacji sprawującej pieczę nad zdrowiem populacji świata?

Trzeba jednak przyznać, że WHO stworzyła międzynarodowy zespół do zbadania pochodzenia pandemii, którego członkami zostali: prof. dr Thea Fisher, MD, DMSc (PhD) (Szpital Nordsjællands, Dania), prof. John Watson (Public Health England, Wielka Brytania), prof. dr Marion Koopmans, DVM PhD (Erasmus MC, Holandia), prof. dr Dominic Dwyer, MD (Westmead Hospital, Australia), dr Vladimir Dedkov (Institute Pasteur, Rosja), dr Hung Nguyen-Viet (International Livestock Research Institute (ILRI), Wietnam), PD dr med vet. Fabian Leendertz (Robert Koch-Institute, Niemcy), dr Peter Daszak (EcoHealth Alliance, USA), dr Farag El Moubasher, PhD (Ministerstwo Zdrowia Publicznego Kataru), prof. dr Ken Maeda, DVM (National Institute of Infectious Diseases, Japonia). W skład zespołu WHO wchodzi również dwóch przedstawicieli Organizacji ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) oraz dwóch przedstawicieli Światowej Organizacji Zdrowia Zwierząt (OIE), a także pięciu ekspertów WHO pod kierownictwem dr Petera Bena Embarka, duńskiego naukowca specjalizującego się w bezpieczeństwie żywności i chorobach odzwierzęcych. Dr Peter Ben Embark, laureat nagrody Scientific Spirit Award Chińskiego Instytutu Nauk o Żywności i Technologii w 2017 r., został szefem 13-osobowej misji WHO zajmującej się dochodzeniem w sprawie pochodzenia covid-19.

9 lutego 2021 r., po 28 dniach utrudnianych przez gospodarzy prac, misja zakończyła kontrolę w Wuhan. Jej członkowie skarżyli się na przetrzymywanie w izolacji, ograniczenia swobody działań oraz doboru obiektów, materiałów i osób do badań. Dociekania zakładające różne możliwości zakażenia człowieka od zwierząt nie przyniosły rozstrzygnięć ani konkretnych wniosków, ograniczając się do przypuszczeń.

Jedynym „twardym” wynikiem prac kontrolnych było odrzucenie hipotezy, że wirus wydostał się z chińskiego laboratorium i komunikat, że ten wątek nie będzie dalej sprawdzany. Można zastanawiać się, na ile śledztwo było prowadzone w sposób niezależny – zwłaszcza po tym, jak drugiego dnia naukowcy odwiedzili propagandowe muzeum, opisujące walkę Wuhan z covid-19. – Nie ma dowodów, aby koronawirus wydostał się z laboratorium – powiedział na tydzień przed końcem prac, cytowany przez agencję Reutera, uczestnik misji Peter Daszak.

Znowu dr Peter Daszak, którego nazwisko pojawia się prawie zawsze w kontekście koronawirusa i covid-19. Czyżby nowy Batman? Niewykluczone. Mamy przecież też Batwoman, czyli dr Shi Zhengli, kierującą Center for Emerging Infectious Diseases w wuhańskim Instytucie Wirusologii (WIV), a przedtem pracującą nad koronawirusami podobnymi do SARS w University of North Carolina. Shi Zhengli i Peter Daszak współpracują od ponad 15 lat.

Dr Peter Daszak to człowiek o swojsko brzmiącym nazwisku, którego rodowodu i korzeni nie sposób się doszukać w powszechnie dostępnych źródłach. Urodził się w Manchesterze 18.11. 1965 r. Ukończył University of East London i Bangor University. Pracował naukowo na dwóch angielskich uniwersytetach, a pod koniec lat 90. XX w. przeniósł się do USA, gdzie zajmuje liczne stanowiska w instytucjach naukowo-badawczych. Jest zoologiem i znawcą ekologii chorób, w szczególności odzwierzęcych, oraz badaczem, konsultantem i ekspertem publicznym w zakresie przyczyn i rozprzestrzeniania się epidemii chorób odzwierzęcych takich jak covid-19, ebola, nipah i inne. Należy do Partii Demokratycznej. We wrześniu 2020 r. został powołany na przewodniczącego komisji WHO ds. początków pandemii. Daszak jest również członkiem komitetu WHO do zbadania pochodzenia pandemii. Jest jedyną osobą zasiadającą w obu komisjach. Poza tym uczestniczył w ostatniej komisji kontrolującej laboratorium w Wuhan.

Peter Daszak jest prezesem EcoHealth Alliance (EHA), z siedzibą w Nowym Jorku, organizacji pozarządowej non profit, która ma wspierać programy dotyczące zdrowia na świecie i zapobiegania pandemiom. W latach 2013–2020 EHA była zasilana funduszami rządowymi USA, a suma dotacji osiągnęła 123 mln USD, z czego około jedna trzecia pochodzi z Pentagonu. Jednym z „doradców politycznych” EHA jest David Franz, były dowódca Fort Detrick – głównego ośrodka obrony biologicznej USA.

Daszak wielokrotnie pojawiał się obok Billa Gatesa, aby promować zoonotyczną (zoonoza to choroba odzwierzęca) teorię covid-19, a EHA współpracuje z amerykańską agencją rządową USAID oraz Bill & Melinda Gates Foundation w niebezpiecznych eksperymentach na superwirusach „chimerowych”, zbudowanych z koronawirusów chińskich nietoperzy podkowiastych. To właśnie Bill Gates, już w 2018 r., prorokował epidemię „groźnej infekcji dróg oddechowych”, akcentując potrzebę nowego „porządku świata”, „aby stawić jej czoła”. Ten sam Bill Gates sfinansował ćwiczenie „Event 201”, które odbyło się w Nowojorskim hotelu The Pierre, A Taj Hotel 19 października 2019 r.

Były to 3,5-godzinne warsztaty, podczas których symulowano serię dramatycznych zdarzeń opartych na wcześniej przygotowanych scenariuszach epidemii wywołanej przez nowego koronawirusa, który pojawia się w Ameryce Południowej. W ćwiczeniach wzięło udział 15 liderów światowego biznesu, władz i sektora zdrowia publicznego. Scenariusz symulacji kończył się w punkcie, w którym ginie 65 milionów ludzi na całym świecie.

Od 2014 roku, czyli od czasów prezydentury Obamy, który nałożył moratorium na federalne finansowanie niebezpiecznych badań – „gain-of-function” (badania medyczne seryjnego pasażowania bakterii lub wirusów in vitro i przyspieszania procesów mutacji, w celu dostosowania do oczekiwań ich zdolności przenoszenia, zjadliwości i antygenowości), to National Institutes of Health (NIH) finansował badania EHA w Chinach, zaś WIV był pośrednim beneficjentem amerykańskich dotacji. W kwietniu 2020 r., kilka dni po tym, jak prezydent USA Donald Trump dowiedział się, że Stany Zjednoczone opłacają prace nad koronawirusem nietoperzy w WIV, grant w wysokości 3,7 mln USD od (NIH) – jednej z wielu amerykańskich instytucji finansujących EHA, został wstrzymany. Jako warunek odmrożenia dotacji NIH postawił siedem wymagań. Między innymi zażądał pozyskania fiolki z próbką SARS-CoV-2, która została wykorzystana przez WIV do określenia sekwencji genetycznej wirusa, a także zorganizowania inspekcji urzędników federalnych USA w chińskim instytucie.

Daszak i Shi (czyli Batwoman) nazwali żądania NIH „haniebnymi” i wyrazili obawę, że zamrożenie funduszy opóźni prace nad zapobieżeniem kolejnej pandemii, odmawiając innych komentarzy. Nie ogłaszając przyczyn, NIH przywrócił w sierpniu 2020 r. grant na badania sposobu, w jaki koronawirusy przenoszą się z nietoperzy na ludzi, podwyższając go do 7,5 mln USD. Jednak „przeoczono” fakt, że znacznie więcej funduszy EHA otrzymuje z Pentagonu niż z NIH. Poza tym EHA przyznaje, że jest „odbiorcą grantów od innych agencji federalnych, w tym National Science Foundation, US Fish and Wildlife Service oraz Amerykańskiej Agencji ds. Rozwoju Międzynarodowego. Niestety adres e-mail, który podała EHA jako odpowiedni do uzyskiwania informacji w sprawie jej finansowania, okazał się „martwy”. Listy tam wysyłane pozostają bez odpowiedzi.

To wszystko wydaje się enigmatyczne i niejasne, dopóki nie założymy, że Peter Daszak i jego organizacja non profit – EcoHealth Alliance – współpracują z wojskiem oraz wpleceni są w złożone powiązania międzynarodowe, co starają się ukryć. Z drugiej strony, niektóre amerykańskie media obwołały Daszaka zdrajcą oraz szpiegiem chińskim. I znowu obraz mętnieje, chyba że przyjąć, iż Chiny i USA współpracują (współpracowały?) w dziedzinie szeroko rozumianej wirusologii „obosiecznej”, czyli broni biologicznej.

Jeśli w grę wchodzą wywiady, armia i giganci finansów, to mętny obraz już takim pozostanie, a nawet bardziej straci na ostrości, gdy do grona dramatis personae wprowadzimy następną wpływową osobę.

Dr Anthony Stephen Fauci, 80-letni Amerykanin pochodzenia włoskiego, uznawany jest za jednego z najwybitniejszych ekspertów ds. chorób zakaźnych na świecie. To doradca ds. zdrowia publicznego wszystkich kolejnych prezydentów USA od czasów Ronalda Reagana. Od lat 80. XX w. pracuje w strukturach amerykańskich Narodowych Instytutów Zdrowia. Odegrał kluczową rolę w badaniach nad patogenezą AIDS. Podczas pandemii koronawirusa doradzał Donaldowi Trumpowi w opracowaniu strategii walki z covid-19.

Od momentu wybuchu pandemii dr Fauci i dyrektor WHO Tedros zgodnie minimalizowali stopień zagrożenia, co przyczyniło się do opóźnienia obronnej reakcji świata i, wskutek utrzymania międzynarodowej komunikacji lotniczej, ułatwienia rozprzestrzeniania się wirusa.

Stojąc obok Trumpa na briefingu, Fauci pozwolił sobie na podważanie krytycznych słów prezydenta dotyczących postępowania Tedrosa i władz chińskich. Opinie i postawa Fauciego w sprawie zwalczania epidemii spotkały się z krytyką Republikanów i silnym oporem społecznym. Wśród zwolenników Trumpa powstało hasło „Fire Fauci” (wyrzucić Fauciego). Konflikt między Faucim i prezydentem oraz jego administracją pogłębiał się i trwał do końca kadencji. Obecnie Anthony Fauci doradza Joemu Bidenowi.

18 września 2020 r. czworo naukowców, na czele z Li-Meng Yan (MD, PhD.), która niedawno musiała uciekać z Chin, opublikowało raport omówiony przez Jima Claytona na stronach CDN („Conservative Daily News”). Autorzy dokumentu twierdzą, iż istnieją bezpośrednie relacje między Faucim, finansowaniem badań w Wuhan i zdolnością Chin do tworzenia wirusa SARS-CoV-2. Instytut w Wuhan już w latach 2012/2013 prowadził prace nad wirusami bardzo podobnymi do SARS-CoV-2, pochodzącymi z kopalń w chińskiej prowincji Yunnan. Zatem WIV posiadał kompetencje potrzebne do kontynuacji badań w tym zakresie. Twórcy raportu utrzymują, iż w celu przeniesienia z USA do Chin badań nad niebezpiecznymi wirusami, Fauci bezpodstawnie potwierdził najwyższy, 4 poziom bezpieczeństwa Laboratorium Wirusologii w Wuhan, choć wiedział, że Instytut nie spełnia odpowiednich wymagań oraz że wszystkie tego typu obiekty w Chinach nadzorowane są przez wojsko w ramach programu „biowarfare”. W ten sposób Fauci miał przyczynić się, ich zdaniem, do stworzenia dwóch bardzo poważnych zagrożeń, tj. możliwości przypadkowego uwolnienia koronawirusa i/ lub jego użycia jako broni.

Autorzy raportu twierdzą, że dr Fauci wspierał i wspiera nadal finansowanie badań „gain-of-function” nad koronawirusem. Prace te mają na celu przekształcanie łagodnych wirusów zwierzęcych w patogeny ludzkie zdolne do wywoływania pandemii, choć ich celem deklarowanym jest zapobieganie i zwalczanie przyszłych ognisk epidemii

Anthony Fauci jednocześnie współdziała z globalnymi gigantami farmaceutycznymi, Fundacją Billa i Melindy Gatesów oraz współpracuje z WHO. W 2017 r. Fauci oznajmił, że „ta administracja zostanie dotknięta poważną pandemią”. Nie wiadomo, jak to przewidział, chyba żeby sobie przypomnieć doniesienia o współpracy Fauciego z zespołem, który w 2015 r. stworzył wirusa w Chinach.

Zbiegła z Chin wspomniana Li-Meng Yan utrzymuje, że w Chinach i na świecie to laboratoria badawcze są najczęstszym źródłem ognisk niebezpiecznych patogenów, w tym SARS-CoV-2, czego przykładem mogą być dwie wcześniejsze przypadkowe ucieczki wirusów SARS w 2004 roku z ośrodka badawczego w Pekinie. Można tu przytoczyć jeszcze inne takie wypadki, jak „ucieczkę” w 1977 r., z rosyjskiego lub chińskiego laboratorium, już „wymarłego” wirusa grypy H1N1, który wywołał epidemię. Na szczęście niegroźną, ponieważ ludzie w wieku powyżej 20 lat byli na ten typ wirusa odporni. Pandemia N1H1 wybuchła ponownie w latach 2009/2010 jako świńska grypa, tym razem powodując poważną liczbę zgonów.

Do przykładów laboratoryjnych ucieczek prowadzących do śmierci ludzi i zwierząt można dodać ospę w Wielkiej Brytanii i końskie zapalenie mózgu w Ameryce Południowej. Te przypadki zostały formalnie uznane w literaturze naukowej, choć wirusolodzy mówią o nich niechętnie.

Trwa tak zacięta wojna z pandemią, że już się zapomina albo nie chce pamiętać o istotnym pytaniu, skąd się wziął wróg. Czy to dzika horda jaskiniowych zbójów – naturalnych degeneratów, czy też armia, którą ktoś stworzył i uzbroił w konkretnych celach strategicznych? Stanowcze zapowiedzi wyjaśnienia tej ważnej kwestii ucichły, choć ich tłumione echa jeszcze krążą. Oficjalna poprawność wymaga wyznawania poglądu o naturalnej degeneracji jaskiniowej z udziałem nietoperzy albo bezradnego milczenia. Coraz rzadziej, ale pojawiają się jeszcze trzeźwe, choć coraz bardziej stłumione głosy, jak ten amerykańskiego sekretarza stanu Mike’a Pompeo, który wiosną 2020 r. powiedział, że ma „poważne dowody” na to, że covid-19 pochodzi z laboratorium w Chinach, po czym prawie natychmiast z tego twierdzenia się wycofał.

Miesiąc później, w wywiadzie dla „The Telegraph”, były szef MI6 sir Richard Dearlove powołał się na „ważny raport naukowy”, sugerujący, że nowy koronawirus nie pojawił się w sposób naturalny, ale został stworzony przez chińskich naukowców. Dearlove powiedział, że wierzy, iż pandemia „zaczęła się jako wypadek” po tym, jak wirus „uciekł” z laboratorium. Nikołaj Pietrowski, profesor medycyny na Uniwersytecie we Flinders w Australii, jednocześnie m.in. wiceprezes i sekretarz generalny międzynarodowego stowarzyszenia immunologicznego oraz twórca COVAX – 19 – australijskiej szczepionki na covid-19 – wiosną 2020 r. stwierdził, że „w naturze nie znaleziono żadnego wirusa pasującego do covid-19, pomimo intensywnych poszukiwań jego pochodzenia”.

Pietrowski zauważył, iż biorąc pod uwagę fakt, że Chiny liczą 1,3 mld mieszkańców, a miasto Wuhan ma ich 11 mln, to prawdopodobieństwo wybuchu pandemii na skutek handlu dzikimi zwierzętami w Wuhan jest niższe od 1%.

Poza wymienionymi, dużo więcej osób kompetentnych wyraża pogląd, że wirus odpowiedzialny za obecną pandemię powstał w wyniku laboratoryjnych manipulacji i „uciekł z klatki”. A może został z niej „wypuszczony”? Wyjaśnienie tej bardzo ważnej kwestii nie leży w sferze naszych kompetencji ani możliwości. Mamy jednak sporo informacji co do wciąż formalnie nierozstrzygniętej spornej sprawy dotyczącej laboratoryjnego czy naturalnego pochodzenia wirusa oraz miejsca wybuchu pandemii. Powołajmy więc sąd, w którym orzekać będzie Zdrowy Rozsądek – jako przewodniczący, a w składzie znajdą się jeszcze: Logika i Doświadczenie Życiowe. Sformułujmy podejrzenie: Wirus, który wywołał pandemię covid-19, pochodził z laboratorium w Wuhan, gdzie pandemia się rozpoczęła. Przedstawmy poszlaki:

1. Wybuch epidemii nastąpił w Chinach, w mieście Wuhan. 2. Badania nad wirusem, który wywołał pandemię, prowadzono w Instytucie Wirusologii właśnie w Wuhan. 3. Wymieniony instytut nie spełniał wymaganych warunków bezpieczeństwa. 4. Prawdopodobieństwo wybuchu pandemii na skutek handlu dzikimi zwierzętami akurat w Wuhan jest niższe od 1%. 5. Władze chińskie miałyby interes w ukryciu faktu manipulacji nad naturą wirusa i jego „ucieczki”. 6. W skład Komisji WHO wchodziła co najmniej jedna wpływowa i kompetentna osoba, która mogła być zainteresowana ukryciem wersji laboratoryjnego źródła pandemii – dr Peter Daszak. 7. Komisja WHO nie była niezależna, ponieważ podlegała zainteresowanemu w sprawie dyrektorowi delegującej instytucji. 8. sposób i zasięg działań Komisji był ograniczany przez władze kraju-gospodarza. 9. Liczne źródła miarodajne i naukowe utrzymują, że natura i budowa wirusa wskazują na brak możliwości jego powstania w sposób naturalny, czyli miejscem jego pochodzenia było laboratorium.

Po przeanalizowaniu poszlak, sąd jednomyślnie wydał orzeczenie o pełnej, graniczącej z pewnością zasadności podejrzenia, iż wirus, który wywołał pandemię covid-19, pochodził z laboratorium w Wuhan. W uzasadnieniu podkreślił dużą liczbę silnych poszlak wskazujących na powyższe. Sąd nie rozpatrywał kwestii, czy rzeczone wydarzenia były wynikiem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, czy rozmyślnego działania. Sędzia Zdrowy Rozsądek zwrócił uwagę, że współwinnym, przez zaniedbanie, może być także rozum ludzkości, który zasnął na służbie. Zalecił szybkie dobudzenie, a prewencyjnie – zakup globalnego budzika.

Spraw opisanych wcześniej ani orzeczenia wydanego wspólnymi siłami zdrowego rozsądku, logiki i doświadczenia życiowego nie można zlekceważyć, a wynikają z nich zatrważające wnioski.

Badania w zakresie inżynierii genetycznej i biotechniki, prowadzone w celu podniesienia bezpieczeństwa, służą jednocześnie wytwarzaniu bardzo niebezpiecznych patogenów. Prace w większości finansowane są przez wojsko i prowadzone pod jego nadzorem, a ich wyniki są, według terminologii używanej w handlu bronią, „wyrobami podwójnego przeznaczenia” – cywilnego oraz wojskowego – defensywnego i ofensywnego. Te działania, z natury niebezpieczne i mogące wymknąć się spod kontroli, są tajne, a opinia publiczna zwykle nie ma pojęcia o ich pełnym zakresie. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności, czyli wypadek, może przynieść poważne, bardzo poważne albo tragiczne dla świata konsekwencje, a w ekstremalnym przypadku groźniejsze niż zabawa odbezpieczoną bombą termojądrową.

Jeśli tego typu badania ze względów prawnych nie mogą być prowadzone w USA, a wyda się, że są prowadzone, wtedy oddaje się robotę do chińskiego, doświadczonego już w tej materii „podwykonawcy”, dosyłając pieniądze i swoich „majstrów” do pomocy.

Jak to możliwe? Możliwe, jeśli wziąć pod uwagę istnienie tzw. deep state, które dyskretnie i różnymi metodami finansuje oraz kontynuuje zakazane działania. Działa kombinacja wpływów i możliwości urzędników państwowych, naukowców, sił zagranicznych, zainteresowanych bogaczy oraz ideologów itd., którym „laboratoryjny wypadek” może być na rękę. Czy rządy na to pozwalają? Wystarczy wpaść na Forum do Davos, by się przekonać, kto rządzi naprawdę.

Ping-pong przerzucania się winą trwa, ale wydaje się oczywiste, że USA finansowały badania nad koronawirusem w chińskim WIV oraz z nim współpracowały.

Tymczasem liczba tylko odnotowanych (!) na świecie zachorowań osiągnęła już 111 mln. Światowa gospodarka jest w stanie katastrofalnym. Na przykład Wielka Brytania naliczyła najwyższy od 300 lat spadek PKB. Mamy dwie mutacje wirusa – brytyjską i południowoafrykańską. U nas już zaczęła się trzecia fala pandemii oraz świadczące o bezradności zamykanie i otwieranie różnych stref aktywności, apelowanie o dyscyplinę społeczną, debaty w sprawie „dookreślenia” rozporządzenia co do obowiązujących modeli maseczek i temu podobne bezskuteczne pozory działań. A co mogą zrobić rządzący? Nic więcej!

Władza rządzi ludem, a nie wirusami. Wirusami rządzi biologia i badacze, którzy spontanicznie i na zlecenie robią rzeczy uczone, ale bez myśli o tym, ile zła mogą wyrządzić rezultaty ich uczonej roboty – przypadkowo albo w nieodpowiednich rękach. Nadzieja w szczepieniach i naturze, która zapewne spowoduje powolne wygaśnięcie epidemii. Chyba, że wirus będzie rósł w siłę, bo tak już ma.

W początkowym okresie pandemii mówiono o śledztwie w sprawie jej przyczyn, wyciąganiu konsekwencji wobec ewentualnych winnych i solidarności w reformowaniu światowego systemu gospodarczego. Te tony już ucichły, Unia Europejska zaś triumfalnie informuje, że właśnie osiągnęła porozumienie polityczne w sprawie umowy inwestycyjnej z Chinami i przyspiesza działania w celu jej zawarcia. Zaczynam wątpić, by świat wyciągnął z tej brutalnej lekcji wnioski. Kto miałby tego dokonać? ONZ, WHO? Przepraszam, nie chciałem Państwa rozśmieszać. Politycy – sterowani ideologiami i pieniądzem, skupieni na własnych karierach dziejowi krótkowidze? Poważnie wątpię. Lekcje historii są dla ludu, a nie dla nich. Więc kto? Może przebudzony rozum? Ale czyj? Bo mądrość zbiorowa nie ma wystarczającej mocy sprawczej.

Cały artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Kiedy rozum śpi, budzą się wirusy” znajduje się na s. 1, 8–9 marcowego „Kuriera WNET” nr 81/2021.

 


  • Marcowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Kiedy rozum śpi, budzą się wirusy” na s. 8–9 marcowego „Kuriera WNET” nr 81/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Gniewecki: Były szef MI6 wierzy, że pandemia zaczęła się od wycieku wirusa z laboratorium w Wuhan

Adam Gniewecki o pandemii koronawirusa w rocznicę ogłoszenia przez WHO światowej pandemii.

Epidemia SARS […] po raz pierwszy zdarzyła się w 2002 roku w Chinach w mieście Foshan i zabiła wtedy 774 osoby.

Adam Gniewecki przybliża genezę SARS-CoV-2 w rocznicę ogłoszenia przez Światową Organizację Zdrowia pandemii. Wirus pojawił się po raz pierwszy na targu zwierząt w Wuhan. Winę za to, że z Chin wirus rozprzestrzenił się po świecie ponosi zdaniem naszego gościa przewodniczący WHO  Tedros Adhanom Ghebreyesus, który za późno ogłosił pandemię.

Do tego czasu krążyły samoloty po całym świecie. […] Ich pasażerowie roznosili wirusa po świecie.

Gniewecki wskazuje, że Etiopia, z której pochodzi Ghebreyesus nazywana jest „małymi Chinami” ze względu na swe powiązania z Państwem Środka. Nie rozstrzyga przy tym, czy szef WHO celowo zwlekał z ogłoszeniem pandemii, czy po prostu źle ocenił sytuację.

Jeden z niemieckich poważnych uczonych ogłosił tezę, że według niego jest prawdopodobieństwo 99 proc., że ten wirus podlegał obróbce ręką człowieka i że prawdopodobnie ten właśnie wirus uciekł z laboratorium Wuhan, które zresztą jest nadzorowane przez chińskie wojsko, a do tego współpracuje i współpracowało i badania były finansowane ze strony USA.

Nasz gość przedstawia także głosy, które mówią, że nowy koronawirusa mógł zostać stworzony przez Chińczyków. Wiosną 2020 r. Mike Pompeo mówił, że posiada mocne dowody na stworzenie przez Pekin koronawirusa. Później się z tego wycofał. Ze swoich słów nie wycofał się za to były szef MI6, który stwierdził, że pandemia jest wynikiem wypadku i wycieku wirusa z laboratorium. Gniewecki zaznacza, że głosu byłego szefa brytyjskiego wywiadu nie można tak po prostu zignorować.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.