Grzegorz Braun na prezydenta Rzeszowa, potem Podkarpacia i wreszcie całej Polski! / Felieton sobotni Jana A. Kowalskiego

Gdyby Grzegorz Braun został prezydentem Rzeszowa i miał władzę przywrócenia normalnej normalności całemu Podkarpaciu, moglibyśmy sami sprawdzić, jaki wariant w walce z Covid-19 jest lepszy.

Ale po kolei. Nie udało się Grzegorzowi Braunowi zostać prezydentem Wrocławia ani Gdańska. Nie znaczy to jednak, że nie może zostać prezydentem Rzeszowa – stolicy Podkarpacia. Wybory dopiero przed nami 😊 Gdybym był mieszkańcem, sam bym na niego zagłosował. Dla jednego hasła wyborczego: precz z lockdownem i maseczkami!

Kiedyś Grzegorza Brauna zobaczyłem i opisałem w roli przyszłego szefa kolaboracyjnego rządu Polski pod okupacją… (sami wpiszcie państwo). I taką historyczną rolę wyznaczyłem naszemu wspaniałemu mówcy. Jednak Polska potrzebuje go już teraz, w tym histerycznym czasie. Wymyślonej pandemii, która zakneblowała nam usta maseczkami i zamknęła w domach. I spowodowała skutek uboczny – od 60 000 do 80 000 nadwymiarowych śmierci w roku 2020. A za chwilę zniszczy nasze biznesy i oszczędności.

Potrzebujemy kogoś, kto będzie mógł poprowadzić alternatywny rozwój Polski.

To nasz amerykański sojusznik podsunął mi ten śmiały pomysł. Polityka wewnętrzna Imperium Wolności. Jego wielkość oparta jest na trwałym podziale na zwolenników centralizacji i decentralizacji. Wolności osobistej i zamordyzmu. Na rodziny republikańskie i demokrackie.

Taki podział w Polsce nazywamy nieszczęściem dwóch zwaśnionych plemion. I zupełnie poważnie płaczemy nad nim, i załamujemy ręce. Bo chcemy mieć jedno plemię i jednotorową politykę opanowaną całkowicie przez zwycięską większość. Z chwilową mniejszością bezwzględnie uległą i posłuszną. I szlus!

Niestety taka mentalność uniemożliwia elastyczne reagowanie na zmieniające się okoliczności. Naraża nas na ogromne koszty bezalternatywności. Trwania w możliwym błędzie. I prowadzi głęboką koleiną wprost do kolejnego upadku. Nie moglibyśmy przynajmniej w tym jednym naśladować Amerykanów?

Tak, do radzenia sobie z Covid-19 zmierzam. Jeden amerykański stan, Kalifornia, wprowadził całkowity lockdown, maseczki i zamordyzm w stosunku do obywateli. Inny – Floryda – całkowity luz. Ależ ucieszyłem się szczęściem mieszkańców Florydy, podglądając na internetowej kamerce promenadę pełną ich roześmianych gąb. I nigdzie nawet śladu maseczki. Wyniki zachorowalności i śmierci podobne. Ale jakże odmienne życie codzienne. W pierwszym przypadku życie w strachu i niewoli. W drugim życie w szczęściu i wolności.

W kwietniowym „Kurierze WNET” zamieściliśmy tekst Adama Beckera o Kristi Noem, republikańskiej gubernator Dakoty Południowej. To ona, na początku paniki, jako jedyna nie nakazała lockdownu, obowiązkowego noszenia masek ani zachowywania tzw. dystansu społecznego. Teraz takich stanów jest już dwadzieścia.

Gdyby Grzegorz Braun został prezydentem Rzeszowa i miał władzę przywrócenia normalnej normalności całemu Podkarpaciu, moglibyśmy sami sprawdzić, jaki wariant w walce z Covid-19 jest lepszy. A potem, gdyby się sprawdził, rozszerzyć go na pozostałe województwa. Na całą Polskę. Pozwalając zarazem województwu zachodniopomorskiemu trwać w lockdownie. Do kiedy tylko zechce.

Dlatego apeluję do naszej elity politycznej i nas wszystkich: uczmy się od naszego najlepszego sojusznika. Uczmy się rozwiązań, które budują wielkość państwa i narodu.

Odrzućmy pokusę totalizmu fizycznego i myślowego, ograniczającego nasz wybór i narzucającego zniewolenie. Uczmy się poszanowania wolności i szacunku dla odrębnego zdania. Tylko w ten sposób nasz naród i państwo mogą być zawsze zwycięskie.

Jan Azja Kowalski

PS Trzeciego maja, z okazji święta Maryi Królowej Polski, pójdę do kościoła. I nie zamierzam się zastanawiać, z jakiej okazji pojawi się w nim mój sąsiad. Najważniejsze, żebyśmy obaj pomodlili się o wspaniały rozwój naszej Ojczyzny.

Kristi Noem – najbardziej charyzmatyczny polityk od czasów prezydenta Trumpa / Adam Becker, „Kurier WNET” nr 82/2021

Pomimo wszystkich swoich dokonań Kristi Noem twierdzi, że jej największym osiągnięciem jest wychowanie wspólnie z mężem dzieci. Są niezwykle kochającą się, konserwatywną i głęboko wierząca rodziną.

Adam Becker

Kristi Noem

Od czasu, kiedy Donald J. Trump zdecydował się kandydować na urząd prezydenta, nie pojawił się w US tak charyzmatyczny polityk, jak Kristi Noem – 33 Gubernator Dakoty Południowej. Jestem przekonany, że Południowa Dakota – stan znany w Polsce dotąd głównie z powodu Mount Rushmore, czyli góry, w której wykuto głowy czterech prezydentów amerykańskich – przez najbliższe lata będzie kojarzony głównie z Kristi Noem.

Kim jest Kristi Lynn Noem, oprócz tego, że rządzi od dwóch lat stanem, który będąc większy niż połowa Polski (prawie 200 tys. km2) ma niewiele więcej ludności niż Kraków (niecałe 900 tys.)?

Fizycznie jest bardzo atrakcyjną brunetką w wieku 50 lat, o idealnej sylwetce (172 cm/58 kg), urodzoną 30 listopada 1971 r. w Watertown jako córka Rona i Corinne Arnoldów. Wychowała się z rodzeństwem na rodzinnym ranczo i farmie w wiejskim hrabstwie Hamlin. Od 30 lat jest żoną Bryona Noema, którego poznała jeszcze na pierwszym roku studiów, matką trojga dzieci (dwie córki: Kassidy i Kennedy oraz syn Booker). Jest politykiem, farmerem-rolnikiem i właścicielem małej firmy.

Przy posiadłości rodzinnej, odziedziczonej po dziadku i ojcu, z jej inicjatywy powstał domek myśliwski i restauracja, prowadzone przez nią i rodzeństwo. Jest nieźle wykształcona, ukończyła Hamlin High School, a później rozpoczęła naukę na Northern State University, a którą – z powodów, o których piszę poniżej – musiała przerwać.

Dokończyła edukację już po rozpoczęciu kariery politycznej, studiując eksternistycznie nauki polityczne na Uniwersytecie Południowej Dakoty w 2012 r. „The Washington Post” nazwał ją wtedy „najpotężniejszą stażystką w Kongresie stanowym” z uwagi na ilość punktów, które zapewniała jej na studiach kariera polityczna. Pomimo wszystkich swoich osiągnięć życiowych i zawodowych Kristi twierdzi, że jej największym osiągnięciem jest wychowanie wspólnie z mężem dzieci. Są niezwykle kochającą się, konserwatywną i głęboko wierząca rodziną.

Kristi Noem jest przede wszystkim jednym z najbardziej skutecznych, niezależnych i twardych polityków GOP, czyli Partii Republikańskiej. Miłośniczką i kolekcjonerką broni, którą świetnie się posługuje.

Przed ostatnią Gwiazdką opublikowała na Instagramie zdjęcie, na którym używa z wprawą miotacza płomieni, z podpisem: „Czy jest już zbyt późno, żeby dopisać coś do listy życzeń gwiazdkowych?”. Można też znaleźć filmik, w którym Noem, strzelając ze strzelby, mówi, że to jest sposób na praktykowanie/wymuszanie „social distancingu” w Południowej Dakocie. Cokolwiek by mówić, nie da się koło niej przejść obojętnie.

Nietypowa była jej droga do stanowiska gubernatora, zaznaczona tragedią rodzinną, która według jej słów zmusiła ją brutalnie do zetknięcia się z polityką.

Kristi miała 21 lat, studiowała z dala od domu rodzinnego i właśnie oczekiwała z mężem na narodziny ich pierwszego dziecka, kiedy zadzwoniono do niej z rodzinnego domu z informacją, że jej ukochany ojciec, Ron Arnold, został przysypany ziarnem w silosie na zboże. Jako dziewczyna wychowana na farmie wiedziała, co to znaczy. Natychmiast rzuciła wszystko i pojechała do domu, gdzie w międzyczasie sąsiedzi spychaczami rozbili silos, wydobyli zasypanego ojca i rozpoczęli reanimację. Cała rodzina pojechała za karetką do szpitala, w którym lekarze przez kilka godzin walczyli o jego życie – niestety bezskutecznie. Jak powiedziała, tej nocy straciła człowieka, który wydawał się jej niezwyciężony!

Wkrótce po śmierci ojca, kiedy rodzina próbowała się dopiero pozbierać po nieszczęściu, otrzymali list z urzędu skarbowego. Tragedia podkopała ich poczucie bezpieczeństwa, a należny „podatek od śmierci” miał teraz dodatkowo zachwiać ich bezpieczeństwem finansowym.

Byli właścicielami ziemi, którą ich dziadek kupił wiele lat wcześniej i ziemi, którą ojciec Kristi dokupił, kiedy już była w szkole średniej. Mieli bydło i maszyny potrzebne do uprawy roli i hodowli, czyli coś, co mogli stracić. Mogli – ponieważ z powodu inwestycji nie dysponowali pieniędzmi, które musieli oddać za NIC urzędowi skarbowemu!

Nie mogła zrozumieć bezwzględności systemu podatkowego, który kazał rodzinie pogrążonej w żałobie (na farmie oprócz niej i matki żyły jeszcze dwie siostry: Kassidy i Cindy), pozbawionej oparcia głowy rodziny, w chwili kryzysu, płacić podwójny podatek. Przecież zapłacili podatek wcześniej, kupując sprzęt, ziemię i inne aktywa – teraz musieli płacić za to wszystko jeszcze raz – DLATEGO, ŻE NIESPODZIEWANIE ZGINĄŁ TRAGICZNIE JEJ TATA! To nie było w porządku. Nie mogła sobie nawet wyobrazić utraty farmy, którą latami budowała jej rodzina. Farmy, którą jej dziadek i tata stworzyli i rozbudowali tylko po to, żeby przekazać ją następnym pokoleniom, dzieciom i wnukom. To dlatego ojciec wstawał o świcie – żeby zostawić w jak najlepszym stanie coś, co będzie łączyło jego dzieci!

Kiedy kilka lat wcześniej potrzebowali maszyn niezbędnych w gospodarstwie i padł pomysł sprzedaży w tym celu kawałka ziemi, właśnie ojciec stwierdził, iż to w ogóle nie wchodzi w grę. Zawsze powtarzał – „Nigdy nie sprzedawaj ziemi. Bóg już jej nie robi!”.

W końcu udało im się załatwić pożyczkę, która pozwoliła spłacić podatek – była tak duża, że przez dekadę miała wpływ na każdą ich życiową decyzję!

Kristi Noem po raz pierwszy opowiedziała tę historię, komentując w trakcie kampanii prezydenckiej 2016 r. propozycję Hillary Clinton, która zaaprobowała postulat czołowego marksistowskiego polityka Partii Demokratycznej Berniego Sandersa drastycznego podwyższenia podatku od spadku do 65%, twierdząc, że dotknie to tylko 1% społeczeństwa! Noem skomentowała ten projekt mówiąc, że Hillary chce doprowadzić do tragedii i rzeczywistego pozbawienia majątku oraz wywłaszczenia tysięcy rodzin amerykańskich po to, żeby móc zdobyć dodatkowe środki finansowe na pokrycie kilkudniowych wydatków rządowych! Wcześniej, jesienią 2016 r., w bardzo ważnej komisji Kongresu – „House Was and Means Committee”, zajmującej się całością przychodów podatkowych i wydatków społecznych, w której zasiadała Noem, Republikanie przedstawili plan reformy podatkowej mającej na celu zwiększenie przychodów rodzin, pracowników i wzmocnienia gospodarki amerykańskiej. Jak powiedziała Noem, miało to zmniejszyć obciążenia podatkowe każdej rodziny i uprościć system podatkowy m.in. przez wyeliminowanie szkodliwych podatków dodatkowych – w szczególności podatku od śmierci/spadku, który tak bardzo dwie dekady wcześniej dotknął ją i jej rodzinę. „Żadna rodzina nie powinna przechodzić przez to, co nasza! Pracowici Amerykanie zasługują na lepszy los” – stwierdziła w jednym z wywiadów.

Właśnie takie sytuacje zadecydowały o tym, że Kristi Noem postanowiła wejść do świata polityki – po to, żeby go zmienić! To chyba właśnie łączy ją najbardziej z do niedawna najpotężniejszym człowiekiem w USA, czyli Donaldem J. Trumpem, z którym ma znakomite zresztą relacje.

Karierę polityczną rozpoczęła w 2006 r. w legislaturze stanowej Izby Niższej Kongresu stanu Południowa Dakota, jako przedstawicielka 6 Okręgu zdobywając 39% głosów. W 2008 r. została wybrana ponownie na to stanowisko, uzyskując 41% głosów. W 2010 r. została wybrana do Izby Niższej Kongresu US jako przedstawiciel Dakoty Południowej. Było to jej pierwsze poważne zwycięstwo polityczne, ponieważ pokonała wtedy uchodzącą za wschodzącą gwiazdę Partii Demokratycznej i pochodzącą z bardzo wpływowej w Dakocie Południowej rodziny Stephanie Herseth Sandlin, pierwszą kobietę wybraną do Kongresu z tego stanu, najmłodszą swojego czasu kongresmenkę US, wybieraną dotąd trzykrotnie. W kampanii wyborczej Herseth Sandlin podkreślała swoją niezależność od klubu partii demokratycznej, kiedy głosowała wbrew swojej partii przeciwko reformie służby zdrowia, ratowaniu Wall Street i ustawie o ograniczeniu handlu energią. Noem wykorzystywała jako główny argument przeciwko niej to, że głosowała na ogólnie nielubianą ze względu na swoją arogancję Nancy Pelosi jako przewodniczącą Izby Niższej. Jak pisał wtedy „The Washington Post”: „39-letnia Herseth Sandlin, uważana w skali kraju za wschodzącą gwiazdę swej partii, stanęła wobec najpoważniejszego jak dotąd w jej karierze wyzwania, czyli 38-letniej Kristi Noem, samorodnej gwiazdy Fox News”. Stanęła i została pokonana.

Noem dostała się do Kongresu US, pokonując Herseth Sandlin 48:46. Rywalka Noem najwyraźniej źle zniosła porażkę, ponieważ pozostając prominentnym politykiem Demokratów, nigdy więcej nie poddała się ocenie wyborców.

Kariera Noem, przeciwnie – zaczęła rozkwitać. W marcu 2011 r. została jednym z 12 regionalnych dyrektorów Narodowego Komitetu Republikańskiego ds. wyborów w 2012 r.

W 2012 r. wybrano ją na drugą kadencję; zyskała bardzo wyraźną przewagę nad kandydatem Demokratów Matthew Varilekiem 57:43, a w 2014 na trzecią, już po prostu deklasując Demokratkę Corinnę Robinson 67:33! Podobnie było 2016, kiedy to po raz czwarty wygrała wybory do Kongresu, pokonując Demokratkę Paulę Hawks 64:36.

Noem była czwartą kobietą reprezentująca Dakotę Południową w Kongresie. Razem z senatorem Timem Scottem z Karoliny Południowej, zostali wyznaczeni przez aklamację spośród 87-osobowej grupy wybranych po raz pierwszy republikańskich członków Kongresu na łączników z przywództwem Republikanów w Kongresie, co uczyniło z Noem drugą kobietę na czele Izby Republikańskiej w Kongresie.

Jest niewątpliwie politykiem bardzo konserwatywnym. Jako kongresmen w kongresie stanowym pomogła m.in. uchwalić ustawę o cięciach podatkowych i zatrudnieniu, która pozwoliła przeciętnej rodzinie z Dakoty Południowej zwiększyć dochód o 2400 dolarów.

W Kongresie US zwalczała nadmierne opodatkowanie. Popierała dyscyplinę budżetową uniemożliwiającą rządowi doprowadzanie do deficytu budżetowego, czyli wydatkowanie przekraczające wpływy budżetowe. Była i jest zwolenniczką cięć budżetowych, likwidacji podatku od nieruchomości, obniżenia stawki podatku od osób prawnych i uproszczenia kodeksu podatkowego. Sprzeciwia się podniesieniu podatków w celu zrównoważenia budżetu. Promowała ustawodawstwo zwalczające handel ludźmi i niewolnictwo seksualne. Sprzeciwiała się Obamacare i głosowała za jej uchyleniem. Chciała dodać do prawa nowe przepisy ograniczające wysokości odszkodowań za błędy medyczne i umożliwiające kupowanie planów ubezpieczenia zdrowotnego w innych stanach. Poparła cięcia w finansowaniu Medicaid, zaproponowane przez Paula Ryana.

Noem jest przeciwniczką aborcji i małżeństw osób tej samej płci; jeszcze w 2015 r. stwierdziła, że nie zgadza się z orzeczeniem Sądu Najwyższego, iż zakazy małżeństw osób tej samej płci są niezgodne z konstytucją.

Wykazuje się niepopularnym myśleniem zdroworozsądkowym. Głosowała m.in. w 2010 r. za poparciem przepisów, które nakazywałyby szkołom nauczać o tzw. zmianach klimatycznych jako „teorii naukowej, a nie udowodnionego faktu” i nakazu informowania uczniów, że „istnieje wiele różnych zagadnień klimatologicznych, meteorologicznych, astronomicznych, termologicznych oraz kosmologiczna i ekologiczna dynamika, która może wpływać na światowe zjawiska pogodowe, a znaczenie i wzajemne powiązania tych czynników są w dużej mierze spekulatywne”. Ściągnęło to na nią opinię osoby zaprzeczającej zmianom klimatycznym. Już samo to wystarczyłoby, żeby ją lubić.

Noem była i jest zwolenniczką zakończenia przez US importu ropy naftowej i uzależnienia od jej zagranicznych dostawców oraz zachęcania do ochrony istniejących zasobów. Popiera dotacje do produkcji paliw i sprzeciwia się zniesieniu federalnych dotacji dla firm naftowych. Poparła budowę rurociągu Keystone XL. Wspierała wiercenia przybrzeżne i zniesienie moratorium na wiercenia głębinowe w Zatoce Meksykańskiej oraz zezwolenia na ponowne jej wydobywanie w tym rejonie. Opowiada się za zablokowaniem działań Agencji Ochrony Środowiska na rzecz zaostrzenia norm zanieczyszczenia powietrza.

Mimo że poparła interwencję NATO w Libii w 2011 r., zastanawiała się, czy US interweniowały w celu ochrony ludności cywilnej, czy raczej w celu usunięcia ówczesnego przywódcy Libii Muammara Kadafiego, i wezwała prezydenta Obamę do podania dodatkowych informacji na temat roli US w konflikcie, uznając jego dotychczasowe wypowiedzi na ten temat za niejasne i niejednoznaczne.

Noem jest bardzo skuteczna także w dziedzinie pozyskiwania funduszy, co w polityce jest niezwykle ważne. Jeszcze na początku pierwszej kadencji w Kongresie US utworzyła „Kristi Pac”, czyli komitet przywódczy ds. działań politycznych i wykorzystywała go także do wspierania innych republikańskich kandydatów.

14 listopada 2016 ogłosiła, że nie będzie ubiegać się o reelekcję do Kongresu, ale zamiast tego będzie w 2018 r. kandydować na urząd gubernatora swojego rodzinnego stanu, czyli Dakoty Południowej. Dzięki swojemu programowi ochrony stanu przed podwyżkami podatku, walki ze wzrostem ingerencji rządu federalnego i jego nadużyciami – pokonała w prawyborach 56%:44% urzędującego prokuratora generalnego DP, Marty’ego Jackleya, a w wyborach powszechnych – kandydata Demokratów, byłego jeźdźca rodeo, Billy’ego Suttona 51%:47,6%. W styczniu 2019 r. złożyła przysięgę i została pierwszą kobietą gubernatorem w historii Dakoty Południowej.

Pierwszą ustawą, jaką podpisała jako urzędujący gubernator 31 stycznia 2018 r., było zniesienie konieczności posiadania pozwolenia na noszenie przy sobie ukrytej broni. W ramach swojej inicjatywy „Family First” obiecała chronić wolność religijną i tradycyjne małżeństwo jako „dany przez Boga związek między jednym mężczyzną i jedną kobietą”

oraz skrytykowała decyzję Sądu Najwyższego US (Obergefell v. Hodges) uznającego taką definicję małżeństwa za dyskryminującą mniejszości seksualne, jako próbę uciszenia tych, którzy wyznają tradycyjne wartości.

Podpisała także kilka ustaw ograniczających aborcję w sposób, który jej zdaniem powinien pomóc rozprawić się definitywnie z handlarzami aborcji w Dakocie Południowej, wymagając m.in. od aborcjonistów korzystania z oficjalnego stanowego formularza, który kobiety muszą podpisać przed aborcją. Jak powiedziała: „Coraz więcej znaczących badań medycznych dostarcza dowodów na to, że nienarodzone dzieci czują, myślą i rozpoznają dźwięki w łonie matki. Są to ludzie, którym należy dać te same prawa, co wszystkim innym”. Jest zdecydowaną przeciwniczką legalizacji narkotyków, także tzw. rekreacyjnej marihuany. Pod jej rządami Dakota Południowa stała się stanem o chyba najniższych podatkach w US, bardzo liberalnych przepisach i szeroko otwartym na inwestycje.

Ale tak naprawdę Kristi Noem wykazała się zarówno konserwatywnym podejściem, jak niezależnością polityczną w trakcie tzw. pandemii covid-19, przyjmując zasadę pełnego zaufania do obywateli swojego stanu i dając im swobodę reagowania na wydarzenia z tym związane. Jako JEDYNY GUBERNATOR US nie nakazała lockdownu, obowiązkowego noszenia masek ani zachowywania tzw. dystansu społecznego.

Nie nakazywała, ale też nie zabraniała. Rekomendowała rodzicom pozostawienie dzieci w szkołach i zachęcała ludzi do turystyki na otwartych terenach stanu w celu pobudzenia gospodarki w okresie spowolnienia. Często wyrażała swój sceptycyzm co do skuteczności noszenia masek oraz zachęcała do zgromadzeń bez stosowania zasady zachowania dystansu społecznego. Nie uległa też presji głównego doradcy medycznego prezydenta US i dyrektora Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych zarazem, dr. Anthony’ego Fauciego, gorącego zwolennika pełnego zamknięcia gospodarki i życia społecznego, maseczkowania (który w swoim szaleństwie ostatnio nawet zaleca noszenie dwóch albo i trzech masek nakładanych jedna na drugą) i powszechnego nieustannego szczepienia. Podczas swojego wystąpienia na corocznej konferencji konserwatystów, która odbyła się w lutym tego roku w Orlando na Florydzie, a na której była – obok Donalda Trumpa i gubernatora Florydy DeSantisa – gwiazdą, Noem opowiedziała związana z tym anegdotę, bo trudno to właściwie inaczej nazwać.

Otóż Fauci, próbując przekonać ją do konieczności wprowadzenia lockdownu w Dakocie Południowej, argumentował, że w przeciwnym razie przewiduje, iż w szczycie chorobowym Dakota będzie miała jednocześnie ok. 10 tys. hospitalizowanych chorych. Noem z uśmiechem powiedziała, że: „Chyba się trochę pomylił – w najgorszym momencie mieliśmy niewiele ponad 600 chorych!”. Odpowiedzią był wybuch śmiechu i aplauz widowni.

W ogóle jej tegoroczne wystąpienie na CPAC było chyba przełomowe w jej karierze politycznej i pokazało, że ambicje Noem sięgają znacznie wyżej niż stanowisko gubernatora stanu. Przypomniała, że kiedy po raz pierwszy pojawiła się na CPAC rok wcześniej, była praktycznie nieznana i chyba jedyne, co o niej wiedziano, to to, że jest gubernatorem jednej z dwóch Dakot – cieplejszej! Teraz tłumaczyła, dlaczego Ameryka powinna być konserwatywna – co, jej zdaniem, pokazał właśnie rok 2020. Administracja prezydenta Trumpa doprowadziła do utworzenia 7 mln nowych miejsc pracy, do najniższego historycznie bezrobocia wśród zarówno czarnej, jak latynoskiej i azjatyckiej społeczności, a prawie 10 mln ludzi wydźwignięto z ubóstwa. Teraz, z powodu lockdownu, gubernatorzy zamykają stany, szkoły, firmy i doprowadzają do rekordowego bezrobocia i ubóstwa, a gospodarkę amerykańską do stanu zastoju. To za jej przykładem po kongresie 16 innych rządzonych przez republikanów stanów zniosło nieomal całkowicie lockdown. Dzisiaj, na 50 stanów USA, tylko w 4 obowiązuje lockdown porównywalny z tym, co mamy teraz w Polsce.

„Powiedzmy to sobie jasno: covid nie niszczy gospodarki – to rząd niszczy gospodarkę!” – te słowa wypowiedziane przez Kristi Noem powinny pojawić się na plakatach i banerach na wszystkich protestach i manifestacjach organizowanych na całym świecie przeciw restrykcjom wprowadzanym pod pozorem tzw. pandemii.

Artykuł Adama Bodnara pt. „Kristi Noem” znajduje się na s. 5 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 82/2021.

 


  • Kwietniowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Adama Bodnara pt. „Kristi Noem” na s. 5 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 82/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Adam Becker szczerze: Zabiłem człowieka. Spędziłem 13 lat w więzieniu. Chciałem popełnić samobójstwo

Adam Becker o trudnej historii swojego życia: zbrodni, którą popełnił i tym, jak został pierwszym więźniem-studentem w Polsce.

Adam Becker zdradza, że odbywał karę w więzieniu za zabójstwo. Kiedy miał 19 lat dokonał włamania, czasie którego zabił człowieka. Był wówczas pod wpływem narkotyków. Szybko został schwytany przez policję. Przyznał się do winy. Mówi, że po 40 latach od swej zbrodni:

Nie ma dnia, żebym nie żałował.

Beckerowi za jego czyn groziła wówczas kara śmierci. Został skazany na 25 lat więzienia i trafił do jednego z cięższych zakładów karnych.  Był on bardzo przeludniony i obowiązywał w nim obowiązek pracy. Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego przyznaje, że chciał popełnić samobójstwo.

Kilka razy w życiu chciałem się zabić . Myślę, że śmierć mojego ojca miała na to jakiś wpływ.

Ostatecznie powstrzymał się przed odebraniem sobie życia, nie chcąc zostać zapamiętanym jako morderca. W więzieniu chciał się uczyć angielskiego, mimo że nie wolno mu było tego robić. Za posiadanie książek do angielskiego karano go izolacją.

Byłem jednym z organizatorów strajku w ’81 roku i jak wprowadzono stan wojenny, to wylądowałem od razu na izolatce.

Były więzień mówi, że jego współwięźniowie mieli podobnie wysokie wyroki. W zakładzie karnym trafił do zasadniczej szkoły obuwniczej. Po pięciu latach zdał maturę. Został pierwszym pensjonariuszem zakładu karnego, który studiował, odbywając karę. Dostawał przepustki na sesje. W 1989 r. wyszedł na zwolnienie warunkowe.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Becker: YouTube usuwa materiały podające w wątpliwość wynik wyborów. Cztery stany pozwane o złamanie Konstytucji USA

Jak Donald Trump wciąż może wygrać? Adam Becker o pozwie Teksasu i 17 innych stanów przeciwko Pensylwanii, Michigan, Wisconsin i Georgii; tym co może przynieść proces oraz o cenzurze w mediach.

YouTube usuwa materiały podające w wątpliwość wynik wyborów prezydenckich, oficjalnie o tym powiedzieli.

Adam Becker komentuje pozew wystosowany przez administrację amerykańską przeciwko Facebookowi. Wskazuje na cenzurę w mediach społecznościowych. Stwierdza, że walczą one o życia, gdyż “zdają sobie sprawę, iż w przypadku wygranej Trumpa nic ich nie ocali”. Komentator życia politycznego w USA informuje, że

Teksas plus 17 innych stanów wniosły pozew przeciwko Pensylwanii, Michigan, Wisconsin i Georgii do Sądu Najwyższego o złamanie konstytucji, czyli zmian procedury przeprowadzanych wyborów.

Pozywający wskazują, że procedura przeprowadzenia wyborów odbyła się w inny sposób niż przez normalną ścieżkę legislacyjną.  W przypadku Georgii obie partie dogadały się ze sobą. Jak mówi nasz rozmówca,

Wbrew temu co część ludzi mówi, że Trump nie ma poparcia wśród Republikanów to jednak ma, ponieważ w jednym ze stanów oskarżonych o złamanie konstytucji jest Georgia, w której rządzi demokratyczny gubernator.

[W Georgii rządzi Brian Kemp z Partii Republikańskiej- przyp. red.] W Pensylwanii zaś sąd federalny pozwolił żeby uwzględniane były głosy przychodzące do trzech dni po wyborach.

Niektóre hrabstwa nawet inaczej podchodziły do sprawy oceny głosów, przyjmowania, otrzymywania, dat i tak dalej, weryfikacji głosów, czyli nawet wewnątrz tego samego stanu były inne procedury, co jest ewidentnym naruszeniem protokołów lekcyjnych.

Protokoły elekcyjne zawarte są w trzecim artykule Konstytucji USA. Becker podkreśla, że podważanie konstytucji nie może zostać zbagatelizowane. Wyraża nadzieję, że

Będzie musiało być podjęte prawdopodobnie unieważnienie wyborów w tych czterech stanach.

W przypadku unieważnienia wyborów w tych czterech stanach Joe Biden straci większość w głosach elektorskich, spadając poniżej gwarantującej zwycięstwo granicy 280 głosów. Wybór prezydenta nastąpiłby w głosowaniu przedstawicieli poszczególnych stanów w Izbie Reprezentantów na zasadzie jeden stan- jeden głos. Większość mieliby wówczas Republikanie.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Adam Becker: Oprogramowanie usunęło 2,7 mln głosów dla Trumpa. Zwycięstwo Bidena było po prostu niemożliwe

W jaki sposób Nancy Pelosi może zostać po. prezydenta USA? Adam Becker o programie do liczenia głosów Dominion, oczekiwaniach zwolenników Bidena i telewizji Trumpa.

Must see @seanhannity takedown of the horrible, inaccurate and anything but secure Dominion Voting System which is used in States where tens of thousands of votes were stolen from us and given to Biden. Likewise, the Great @LouDobbs has a confirming and powerful piece!

— Donald J. Trump (@realDonaldTrump) November 13, 2020

Adam Becker komentuje tweeta amerykańskiego prezydenta, który wskazuje na wady programu do liczenia głosów. Miał on rzekomo usunąć 2,7 mln głosów Donalda Trumpa. 435 tys. głosów  miało zostać przerzucone na Bidena. Becker przyznaje się do pomyłki – mąż Nancy Pelosi nie jest właścicielem programu Dominion. Przypomina, że w Pensylwanii kandydat Demokratów zwyciężył 60232 głosami.

Niezależnie od tego sąd w Pensylwanii zarządził odrzucenie wszystkich głosów niezawierających potwierdzenia tożsamości.

W Georgii żaden z kandydatów na prezydenta nie uzyskał wystarczającej większości, by wygrać, więc będzie dogrywka.

Zwolennicy Bidena oczekują, iż przedstawi on listę nazwisk swojego przyszłego gabinetu jeszcze przed Świętem Dziękczynienia [czyli przed 26 listopada – przyp. red.]

Komentator życia politycznego w USA odnosi się do analizy Grzegorza Górskiego, który przedstawił sytuację, w której żaden z elektorów nie zdobędzie wymaganej większości w gronie elektorów w przypadku unieważnienia mandatu części elektorów. Wówczas za wyborem prezydenta i wiceprezydenta głosowaliby deputowani Izby Reprezentantów na zasadzie 1 stan, 1 głos.

Becker odnosi się także do krytyki, jaką amerykański prezydent wystosował wobec Fox News. Przypomniał, że tym, co przyniosło jej sukces, była współpraca z Republikanami. Mówi się, że Trump planuje stworzyć własne media. Telewizja ma wystartować jako cyfrowy kanał streamujący on-line.

Rozmówca Jaśminy Nowak wskazuje, że triumfalnie ogłoszona szczepionka firmy Pfizer musi być przechowywana w temperaturze -70°C:

Powodzenia w dystrybucji takiego specyfiku.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Becker: Scenariusz, że ani Trump, ani Biden nie wygra jest realny. Wówczas p.o. prezydenta będzie Nancy Pelosi

Adam Becker o ponownym liczeniu głosów w Georgii i Pensylwanii, przedwczesnych gratulacjach Netanjahu dla Bidena oraz o nowym zielonym ładzie Demokratów i tym, kto na nim skorzysta, a kto straci.

Adam Becker informuje, że Donald Trump zdecydowanie wygrał na Alasce. W Georgii głosy będą ponownie przeliczone, a prawdopodobnie także w Pensylwanii.

Prawdopodobnie w puli pojawi się znów ponad 80 głosów [elektorskich]. Zobaczymy kto je zgarnie.

Komentator życia politycznego w USA wskazuje, że Donald Trump przegrywał w swing states różnicą kilku tysięcy głosów, więc wiele jeszcze może się zmienić wobec ponownego ich przeliczenia. Dziwi się, że premier Izraela pośpieszył z gratulacjami dla Josepha Bidena. Bardziej powściągliwy był polski prezydent, który pogratulował kandydatowi Demokratów udanej kampanii wyborczej. Adam Becker odnosi się także do propozycji Demokratów w zakresie energetyki. W wyniku wprowadzania New Green Deal

Ceny benzyny wzrosną nam bardzo mocno, Każdy z nas dostanie po kieszeni.

Wskazuje, że w Kalifornii, gdzie udział OZE w miksie energetycznym jest najwyższy w Stanach Zjednoczonej, jest też najdroższa energia. Biden chce zaś stawiać na odnawialne źródła energii.

Nie ma nic wspólnego praktyka z teorią. Musi doprowadzić do podwyżki cen co będzie działało na korzyść Związku Radzieckiego i Iranu, które teraz ledwie zipią.

Mówi się, że Arabia Saudyjska stoi w kolejce do podpisania porozumienia z Izraelem- dodaje. Gdyby do tego faktycznie doszło

To będzie rewolucyjna zmiana. Bliski Wschód będzie bezpieczniejszy.

Becker odpowiada na pytanie, czy istnieje możliwość by żaden z obu kandydatów nie został prezydentem. W sytuacji ekstremalnej obowiązki prezydenta przejmie Nancy Pelosi jako speaker Izby Reprezentantów.

Rozmówca Adriana Kowarzyka przypomina sprawę wadliwego automatu do głosowania w Michigen, który przypisał 6 tys. głosów Trumpa Bidenowi. Wiele może się zmienić jeśli znajdzie się więcej takich automatów. Wskazuje, że właścicielem 60 proc. akcji firmy, która zapewniała oprogramowanie do tych automatów jest mąż Nancy Pelosi.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Wojna zaczyna się często od akcji prewencyjnych i czasami się na nich szczęśliwie kończy!

Wszystko w tych wyborach było sfałszowane. Od gry na jedną bramkę 95% mediów, przez blokowanie informacji przez FB, TT i Google po dające olbrzymie możliwości nadużyć głosowanie korespondencyjne.


Zanim zacznę komentować bieżące wydarzenia chcę państwu podziękować w imieniu swoim i najlepszego Radia WNET  za słuchalność i wspieranie nas w niełatwej dzisiaj walce o przetrwanie myśli konserwatywnej i republikańskiej idei aktywnego społeczeństwa obywatelskiego. Za liczne głosy wsparcia i zwykłej sympatii, które nadają sens tej pracy i siły do jej wykonywania. Jeszcze raz dziękujemy! W komentarzach pod moimi nagraniami spotykam się z zarzutami, że jestem zbyt zaangażowany po jednej ze stron, co automatycznie podobno oznacza stronniczość oraz, może przede wszystkim zbytnią emocjonalność mojego przekazu.

Odpowiem na to krótko. Mam 65 lat i zbyt mało czasu mi pozostało, niezależnie od tego, że uważam, że czas ten zależy od Woli Bożej jedynie, żebym się nie angażował po stronie tego, co definiuję jako Dobro. Przekaz mój jest też głównie skierowany do tych, którzy podzielają moje poglądy oraz oczywiście do tych, którzy, mam nadzieję, dopiero zaczną je podzielać. Nie mam zamiaru dostosowywać się do zasad politycznej poprawności i starać się być obłym, żeby pozyskać większe zasięgi.

Nie mówię i nie będę mówił niczego, w co sam nie wierzę. Nie kłamię, choć oczywiście zdarzają mi się pomyłki lub niewłaściwe oceny, raczej w drobnych i nierzutujących na sens przekazu sprawach. Nie jestem tzw. ekspertem, których jest aż za dużo na świecie, ani „mędrcem” (bardzo podoba mi się w tym kontekście angielskie „pundit”), przekonanym o swojej nieomylności i
przemawiającym ex katedra. Dlatego też staram się dyskutować z odbiorcami mojego przekazu, na ile to jest oczywiście możliwe. Przyznaję i cieszę się, że jest to coraz trudniejsze z uwagi na rosnącą ilość Waszych komentarzy. Zbyt wiele czasu w swoim życiu poświęciłem głównie zarabianiu i wydawaniu pieniędzy, co nie przyniosło ani mnie, ani mojej
rodzinie niczego dobrego, żebym nie chciał walczyć o sprawy, które są według mnie tego warte. Tutaj przechodzę do zarzutu zbytniej emocjonalności.

Uważam, że toczymy wojnę, którą zresztą w tej chwili zdecydowanie przegrywamy i jest to ostatni moment, żeby próbować przynajmniej odwrócić przebieg ważnej, pewnie najważniejszej, bitwy, która pozwoli nam zacząć odzyskiwać utracone pozycje.

Przegrywamy ją niestety na własne życzenie, ponieważ zbyt często nie chcemy się wydać właśnie zbyt emocjonalni, śmieszni, szurowaci lub „politycznie niepoprawni”.

Daliśmy się zapędzić do getta behawioralnego, w którym obrona takich wartości jak Bóg, Ojczyzna, Honor (to moja kolejność wartości), przywrócenie pojęciom ich prawidłowych znaczeń, wolność wypowiedzi konserwatywnej wydaje się wręcz niedorzeczna i śmieszna, podczas gdy śmiertelnie poważnie traktowane
są próby „reedukacji” naszych dzieci przez trans płciowe indywidua z przysłowiowymi piórami w tyłkach.

[related id=128983 side=left]A skoro wojna to i emocje, które jej nieodmiennie towarzyszą!
Wracając jednak do naszych baranów, czyli wyborów prezydenckich w USA. Zarzucono mi wielokrotnie, że bronię przegranej sprawy, ponieważ wybory były uczciwe, a Biden wygrał z dużą przewagą 5 mln głosów. Po pierwsze: ilość oddanych głosów w amerykańskim systemie wyborczym nie do końca przekłada się na zwycięstwo, ponieważ przewaga głosów elektorskich w stanach słabiej zaludnionych może dać i tak zwycięstwo mimo wygranej w stanach gęsto zaludnionych. System jest na tyle mądry, że reguluje to w zmieniających się proporcjach.
Po drugie: jeszcze nie wygrał, ponieważ teraz rozpocznie się batalia sądowa, pewnie na poziomie kilku jurysdykcji.

Czterokrotnie już w historii USA prezydentem zostawał kandydat, który przegrał głosowanie powszechne. Al Gore, który wygrał z Georgem Bushem młodszym w 2000 roku i został ogłoszony, tak jak Biden dzisiaj, prezydentem elektem, dowiedział się przeszło miesiąc po wyborach 37 dni), że jednak nim nie zostanie.

Po trzecie: wszystko w tych wyborach było sfałszowane. Od gry na jedną bramkę 95% mediów, przez blokowanie informacji przez FB, TT i Google po dające olbrzymie możliwości nadużyć, głosowanie korespondencyjne z kompletnie szalbierczymi zasadami i uniemożliwienie nadzoru procesu liczenia głosów. Czy są dowody nadużyć? Liczne, które są przedstawiane, choć nie wszystkie ujawniane oraz cały czas dochodzą nowe.

Dla mnie, ale nie tylko, koronnym dowodem nieprawidłowości jest blokowanie kontroli dostępu do obserwacji liczenia oddanych głosów, wbrew prawu i mimo nakazu sądowego. Sędziom się to pewnie też nie spodoba.

Tak na logikę lub tzw. zdrowy chłopski rozum: czy gdyby wszystko było ok, uniemożliwialiby kontrolę? Na prawicowym portalu American Greatness można przeczytać, że wybory w Meksyku były bardziej uczciwe od tych teraz w USA. Jednak dalej uważam, że Donald J. Trump będzie prezydentem następne 4 lata. Ktoś na TT bardzo słusznie zauważył, że ci, którzy teraz w stanach i miastach rządzonych przez tzw. demokratów tańczą i świętują na ulicach, to ci sami, którzy mówili, że trzeba głosować korespondencyjnie ze względów bezpieczeństwa. Można zobaczyć na zdjęciach z tych parad oszustów Nancy Pelosi, jedną z najbardziej zakłamanych polityków, która wydawała się dotąd nie zdejmować maseczki nawet przy sikaniu, jak roześmiana od ucha do ucha bawi się w tłumie bezmaseczkowych zwolenników. Tak, to ci sami ludzie, którzy jeszcze kilka dni temu oskarżali Trumpa o organizowanie wieców wyborczych będących wylęgarnią śmiertelnie groźnej choroby. ’

Demokraci jeszcze nie wygrali, ale już grożą, że usuną Trumpa z Białego Domu siłą. Wierzę, że będą kolejnymi w długim
korowodzie tych, którzy przekonali się, że pycha kroczy przed upadkiem.

Wygląda na to, że trzeba będzie przenieść się z FOX na Newsmax. Zarzuty, że przedwczesne ogłoszenie wygranej Bidena w Arizonie znacznie skomplikowały sytuację Trumpa nie są chyba jednak nieuzasadnione, a moje przejęzyczenie/zbitka, w którym omyliłem Murdocha z Bloombergiem było być może prorocze.

FOX wbił praktycznie nóż w plecy Trumpowi, kiedy ten, nie spodziewając się z tej strony ataku, odwrócił się plecami. W nowym świetle stawia to zdaje się donację żony Murdocha Jerry Hall
w kwocie 0,5 mln dolarów na kampanię Bidena. Do tej chwili można to było traktować jako kaprys niezależnej kobiety, ale teraz jawi się raczej jako gra na dwa fronty a sytuacja z Arizoną jako przerzucenie w decydującym momencie sił na rzecz pozornego dotąd przeciwnika. FOX teraz stoi w jednym zgodnym rzędzie z CNN, NBC i MSNBC ogłaszając wygraną Bidena. W sobotę zdjęto z anteny (ponoć na razie na tydzień) popularny show sędzi Jeanine Pirro po tym jak zarząd stacji dowiedział się, że zamierza w tym
odcinku ujawnić oszustwa wyborcze Demokratów.
Wyborcy Trumpa się mobilizują. Niezależny portal społecznościowy Parler, na którym jestem od kilku tygodni, podwoił w ciągu kilku ostatnich dni liczbę subskrybentów do 2 mln. Rumbler, czyli prawicowy YT, wszedł do dziesiątki najbardziej popularnych aplikacji.

Czas na POWSTANIE! Zawalczyć przeciw tej kradzieży. Prezydent Trump obnażył to bagno, teraz czas by wyciągnął korek, żeby spuścić je do kanalizacji. Pomóżmy mu usunąć szczury, które zatkały rury!” – Diamond & Silk duet czarnoskórych bardzo popularnych na prawicy yotuberek.

Ludzie organizują się w uzbrojone grupy patrolujące swoje sąsiedztwo. Na razie jeszcze spokojnie. Jest to konieczne, ponieważ np. policja w Nowym Jorku zanotowała w październiku 120% wzrost ilości strzelanin w stosunku do października 2019. Demokraci rules! Kiedy okaże się, że przerżnęli wybory będzie się działo.

Głównym hasłem, pod którym organizują się zwolennicy Trumpa jest: FOX News i CNN nie będą decydowały o tym kto będzie prezydentam. To zadanie sądów”. Oraz Komitetu Elektorów oczywiście.

Na koniec najważniejsze. Od kilku dni w mediach społecznościowych pojawiały się informacje skierowane do Trumpeterów, czyli zwolenników Donalda Trumpa, żeby byli spokojni, ponieważ on na pewno ma jakiś plan. Jakieś 3 dni temu na TT pojawiła się informacja, że rząd umieścił na kartach do głosowania znaki wodne, które pozwolą na odrzucenie fałszywych głosów. Dzisiaj pan Maciej, jeden z naszych słuchaczy przesłał mi świetny materiał, któremu na pewno nie będzie łatwo teraz przebić się
przez firewalle mediów społecznościowych, ale ten stan długo nie potrwa. Dziękuję Panie Maćku. Materiał ten to wywiad, jakiego udzielił Owenowi Shroyerowi z Infowars, Steve Pieczenik pisarz, były wieloletni współpracownik Departamentu Stanu, określany czasem jako „top goverment insider”, czyli czołowy cywilny współpracownik rządowy. Pieczenik potwierdza krążące informacje twierdząc, że uzyskał dopiero teraz od tzw. służb zgodę na ich ujawnienie. W wywiadzie powiedział, że Donald Trump i jego ludzie odpowiedzialni za sprawy bezpieczeństwa narodowego od 2016 roku wiedzieli jak skorumpowany jest Joe Biden i Demokraci, oraz że zrobią wszystko, żeby oszukać wynik następnych wyborów. Dlatego też przygotowali ściśle tajną operację, która miała zdemaskować raz na zawsze ich działania.

W tajemnicy umieszczono na wszystkich legalnych i wydrukowanych przez rząd kartach do głosowania specjalny znak z kodem QRS, który pozwala śledzić dokładnie trasę i miejsce lokalizacji dosłownie każdej karty. Pewnie jest to jakiś blockchain używany w kryptowalutach.

Teraz właśnie odwraca się los oszukanych wyborów. To, że Trump wydawał się jakby przybity zaistniałą sytuacją było celowym działaniem. Zniknął na kilka dni, żeby przeciwnik w swej pozornej bezkarności i bezpodstawnie triumfujący odsłonił wszystkie swoje karty. Wtedy miał zostać zadany ostateczny cios. Dzieje się to właśnie teraz. Kilkadziesiąt godzin temu ok. 20 tys. żołnierzy Gwardii Narodowej zostało w tajemnicy skierowane do 12 stanów, m.in. Waszyngton, Delaware, Teksas, Arizona, Alabama i innych.

Te wybory są pułapką, którą Trump zastawił na Demokratów. I ta pułapka właśnie się zatrzaskuje.

Więcej powiem Państwu w kolejnym komentarzu.

Czy jest to prawda? Nie wiem. Pieczenik jest znanym autorem bestselerów sensacyjnych. Kiedyś powiedziałbym, że tak, ale, znając historię 'Wojny światów”, czyli słuchowiska Orsona Wellesa o inwazji Marsjan na Ziemię, nadanego przeszło 80 lat temu, zachowuję ostrożność. Dowiemy się wkrótce, ponieważ jeżeli tak jest naprawdę, trudno będzie ukryć działanie w terenie 20 tys. żołnierzy!

Wszystkie korespondencje Adama Beckera znajdują się tutaj

 

Adam Becker: Są sygnały że urzędnicy pocztowi otrzymali polecenie antydatowania poczty wyborczej

Adam Becker o interwencjach sztabu wyborczego Donalda Trumpa ws. liczenia głosów, sygnałach nadużyć wyborczych i artykule New York Timesa.

Adam Becker przedstawia najnowsze wyniki cząstkowe wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Zakończenie wyborów w Arizonie zostało oprotestowane przez ubiegającego się o reelekcję prezydenta. Po przeliczeniu 88 proc. ogłoszono wygraną Bidena, choć wynik ten może się jeszcze zmienić.

 Sztab wyborczy Trumpa złożył wniosek w sądzie w Michigen wniosek o wstrzymanie liczenia głosów.

Sztabowcy twierdzą, że uniemożliwiono im kontroli liczenia głosów zgodnie z przepisami stanowymi. W stanie tym wprowadzono prawo pozwalające na liczenie napływających pocztą listów do dwóch dni po wyborach (wysłanych nie później niż 2 listopada). Sąd jednak odrzucił je, uznając, że liczyć można tylko te, które wpłynęły do godziny 20 w dniu wyborów.

Są sygnały […], że urzędnicy pocztowi otrzymali polecenie odkładania przychodzącej już czwartego dnia poczty  […] i datowania jej na dni przed 3 listopada.

Nadzoru nad liczeniem głosów sztab Trumpa żąda także w Pensylwanii, gdzie liczenie głosów ma trwać do piątku. Tymczasem na 90 proc. amerykańskich prefiksów wysłano wiadomość głosową w sposób utrudniający weryfikację i lokalizację nadawcy:

FBI prowadzi śledztwo ws. wysyłania automatycznego przekazu telefoniczego […] „zostań w domu bądź bezpieczny”. Zostało to jednoznacznie uznane jako wezwanie do niebrania udziału w głosowaniu.

Komentator życia politycznego w USA komentuje artykuł New York Times, według którego Donald Trump ma obecnie 76 dni na przemeblowanie amerykańskiej administracji, tak by usunąć ludzi odpowiedzialnych za swoją porażkę. Wśród nich są wymienieni szef FBI Christopher A. Wray i doradca ds. epidemiologicznych Anthony Fauci.

Negatywnym bohaterem wyborów są sondażownie. […] Tym jest próba wmówienia ludzi, że na nic nie mają wpływu- wybór został dokonany za nich.

Adam Becker wciąż wierzy, że wybory wygra Donald Trump. Sądzi, że Amerykanie się obudzą.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Adam Becker: Gdyby liczyć tylko te głosy, które już napłynęły, wygrałby Donald Trump

Adam Becker o wynikach wyborów prezydenckich w USA, aktualnej przewadze Donalda Trumpa w kluczowych stanach i tym, co jeszcze może się zmienić.

Wydaje się to prostą drogą do zwycięstwa, choć cały czas prowadzi jeszcze Joe Biden.

Adam Becker wskazuje, że zmniejsza się przewaga kandydata Demokratów nad urzędującym prezydentem. Gdyby liczyć te głosy, które już napłynęły wygrałby Donald Trump. Prowadzi on 14 punktami proc. w Pensylwanii, gdzie jest 20 głosów elektorskich,  w Michigan (16 głosów elektorskich) i Wisconsin (10 głosów) 4 punktami proc. i zaledwie 1,5 punktu proc. w Karolinie Północnej (15 głosów). W tej ostatniej (lub w Pensylwanii), jak wskazuje nasz gość

Jest jeszcze około miliona głosów przesłanych korespondencyjnej, które nie są policzone.

Ewentualnie w Karolinie Północnej może się cos zmienić. Tymczasem w wyborach do Senatu Republikanie i Demokraci idą łeb w łeb.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Becker: Lewackie media i Big Techi boją się Trumpa. Propozycje Demokratów byłyby największą podwyżką podatków po II wś

Adam Becker o przewadze sondażowej Bidena i jego wymownym milczeniu oraz o propozycjach gospodarczych Demokratów, nadużyciach mediów i groźbie zamieszek.

 Dziennikarz specjalizujący się sondażach twierdzi, że margines błędu wynosi więcej niż w 2016.

Adam Becker mówi, że według sondażowni, którą śledzi przewaga Bidena wynosiła kilka tygodni temu 10, dwa tygodnie temu 5, trzy dni temu 3, a od dziś w nocy 1 punkt procentowy. Tymczasem w Nowym Jorku i wielu innych miastach restauracje, sklepy i firmy zabezpieczają swoje witryny. Spodziewają się zamieszek po ogłoszeniu wyniku wyborów. Policja zabezpiecza okolice Białego Domu.

Coraz bardziej oczywiste staje się to, że Stany Zjednoczone ogarną zamieszki niezależnie od wyniku wyborów.

Komentator życia politycznego w USA twierdzi, iż milczenie kandydata Demokratów wobec zarzutów, jakie się wobec niego pojawiają, potwierdza, że „był mocno umoczony w całej aferze”.

Tylko w ostatnim tygodniu Demokraci wydali na reklamy w mediach 62 mln dolarów przeciwko 15,5 mln Trumpa.

Odnosi się do sugestii jednego ze słuchaczy, że wobec utrzymywania się wyraźnej przewagi Joego Bidena na Donaldem Trumpem w prawie wszystkich sondażach, nie powtórzy się scenariusz z 2016 r. Stwierdza, że obecnie „lewackie media i Big Techi” boją się Trumpa bardziej niż cztery lata temu i dlatego dopuszczają się większych nadużyć. Gdyby prezydent „przewietrzył” obecny system to załamałby się obecny model biznesowy tych branż. Za elekcją obecnego prezydenta przemawiają dane gospodarcze. Stany Zjednoczone podnoszą się po stratach wynikających z koronawirusa.

W Wenezueli Nicolas Maduro zachwala comrade Biden.

Adam Becker przypomina słowa Donalda Trumpa o tym, że zwycięstwo jego kontrkandydata będzie oznaczało uczynienie z USA drugiej Wenezueli. W wyniku propozycji Demokratów zwiększyć się ma, według analiz Manhattan Institute, dług publiczny, deficyt budżetowy i wysokość podatków.

Propozycje te zagrażają ekonomii, a planowany wzrost podatków o prawie 4 biliony dolarów to największa podwyżka od czasu II wojny światowej.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.