Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Wizja ostatniego Poranka WNET, kiedy już walec cywilizacyjny zgniecie całą Europę… / JAK, „Kurier WNET” 50/2018

Fot. Witia, CC A-S 3.0, Wikipedia

Możemy się domyślać, jak będzie wyglądał pierwszy Poranek, gdy wreszcie zasłużone Radio WNET dostanie koncesję. Ale czy wyobrażacie sobie, jak będzie wyglądał ostatni? Może właśnie tak.

JAK

Ostatni Poranek Radia WNET

Zaczyna w swoim stylu KS, z charakterystycznym zawieszaniem głosu i z miną, jakby chciał zapalić papierosa.

– Dzień dobry Państwu! Jest godzina 7.08. Nazywam się Krzysztof Skowroński. Jestem szczęśliwym ojcem pięciorga… a tak, dziękuję ci, Antoni, oczywiście czworga, ale za to pięknych i mądrych dzieci. Zapraszam Państwa na audycję. Zapraszam w imieniu Radia WNET – radia waszej ostatniej nadziei. Jak wiemy, nadzieja umiera ostatnia i w bólach, i mamy nadzieję, że tym razem też tak będzie. Jak co dzień zabieramy Państwa w podróż, podróż do źródeł, a zarazem do przyszłych źródeł, bo również na Czerwoną Planetę. Zabierzemy Państwa w podróż na Marsa, gdzie udaje się nasza koleżanka, Jaśmina tak czy owak, Jaśmina Nowak oczywiście.

– Jaśmino, czy się słyszymy?

(Cisza). – Na razie się nie słyszymy. Przypomnę zatem tylko, że Jaśmina Nowak – przyszłość naszego radia – leci właśnie w kosmos… na Marsa… nie sama, ale z naszym zapasowym głównym nadajnikiem. Bo właśnie z Marsa będziemy nadawać nasze Poranki i nie tylko Poranki, na cały kosmos. Ale na razie nadajemy z Ziemi, z Polski, z Warszawy, z budynku PAST-y przy ulicy Zielnej 47, z piątego piętra, które razem z czwartym jeszcze się broni i mamy nadzieję, że się nie podda przynajmniej do godziny dziesiątej, do końca naszego dzisiejszego Poranka.

– Jaśmino, czy nas słyszysz?

(Cisza). – A zatem, wykorzystując naszą ultranowoczesną technologię, przenieśmy się na zieloną planetę, przenieśmy się do Dubaju, przenieśmy się do Dublina… (Charakterystyczny pstryk palcami prawej dłoni w kierunku realizatora).

– Witam cię, Krzysztofie, stąd, z Dablina. Radio WNET Dublin, radio Dablin, cały czas dla was, drodzy radiosłuchacze i radiowidzowie, bo przecież doskonale nas widać na waszych mobilkach. Zielona Wyspa jest już prawie cała czarna, to znaczy, chciałem powiedzieć, niebiała, ale na mocy porozumienia, jakie zawarł ulsterski rząd naszej szmaragdowej wyspy z przywódcami rebeliantów pod wodzą tajemniczego Al Neriego, którego charakterystyczny czarny turban możemy podziwiać na wszystkich kanałach telewizji, al telewizji, i największych alibordach w mieście, Radio WNET Dublin, Radio WNET Dablin może nadawać w dotychczasowym paśmie, aż do upadku siedziby przy ulicy Zielnej. Pod jednym warunkiem: możemy nadawać tylko po polsku. Wielu moich irlandzkich przyjaciół już dobrze słyszy w naszym języku. Zatem, Krzysztofie, w was nasza nadzieja. A Państwo posłuchajcie, proszę, niezapomnianego głosu mojej serdecznej przyjaciółki, Kasi Nosowskiej, i jej proroczej piosenki… (Piosenka Nosowskiej o Nadziei: „Jak dobrze znasz te poranki, gdy wszystko, co widzisz obietnicą cudu jest”…).

– Dziękujemy Tomaszowi Wybranowskiemu za tę nutę nadziei i kolejny raz łączymy się z Jaśminą Nowak. Hallo, Jaśmino, jak nas słyszysz?

(Cisza). – Wróćmy zatem jeszcze raz do Dublina. Powiedz Tomku, a jaka u was dzisiaj pogoda, bo w Warszawie leje od rana i nawet nie ma jak wyjść na balkon, żeby zapalić papierosa.

– U nas na mocy ostatniego dekretu Al Neriego w ogóle nie można palić papierosów. Do dyspozycji są tylko fajki wodne w kawiarniach prowadzonych przez Braci, ale przed pierwszym pyknięciem sziszy należy podpisać dokument o przejściu na islam, na pokojowy islam w wydaniu Al Neriego.

– To w takim razie zostaję w Warszawie, tu w budynku PAST-y, na piątym piętrze, które razem z czwartym jeszcze się broni. Zatem przenieśmy się teraz pod Giewont. Pod Gubałówkę, gdzie ulokował swoje studio, studio Radia WNET, Witold Gadowski.

– Dzień dobry, Witoldzie, czy się słyszymy, bo widzimy się bardzo dobrze…

– Witojcie piknie, słysymy się i widzimy, ze hej! Bo powietrze dzisiejsego ronka az czyści…

– Bardzo dobrze, ale jedna uwaga, Witku, czy możemy mówić po polsku, bo nie chcemy chyba stracić radia w Dublinie…

Siorbanie przy piciu herbaty, co nie tylko słychać, ale i widać, w wykonaniu WG.

– Oczywiście, skoro szefostwo tak postanowiło, to cóż, wypada mi się tylko podporządkować. Ale nie wydaje się Państwu, że jest to jednak jakaś forma zamachu na naszą wolność? To znaczy nie decyzja szefostwa, z którą mnie, Witkowi Gadowskiemu, reporterowi wojennemu wypada się zgodzić, ale taka narzucona odgórnie decyzja Al Neriego jednak w jakiś sposób ogranicza naszą wolność… (siorbanie).

– A co na ten temat myśli pan Stanisław Michalkiewicz?

– Gdyby nasza złota pani nie zaprosiła 20 lat temu islamskich bojowników Al Neriego, rzekomo prześladowanych w swojej ojczyźnie, to teraz nie musielibyśmy o tym rozmawiać. Chociaż z drugiej strony nasi bracia starsi w wierze i ich pobratymcy wyznania handlowego mieli w tym też niemały udział. A nasza ludność tubylcza…

– Muszę przerwać tę fascynującą rozmowę (KS) – bo chyba mamy kontakt z Jaśminą Nowak, naszą forpocztą na Marsie.

(Szszszsszszzsz).

– No niestety, ale jakiś sygnał już do nas dotarł… No to teraz Antoni Opaliński, który trzyma pod pachą stertę internetowych gazet, o! widzę też autentyczne ulotki. Co za niepowtarzalny zapach… Powie nam, co w prasie piszczy…

– Dzień dobry Państwu, na początek rozkładam ogromną płachtę „Kuriera WNET”, oczywiście wydruk z naszej drukarki w formacie A0, z której przed chwilą skorzystałem na piętrze numer cztery.

– Rozumiem, że nasi koledzy z powstańczej reduty jeszcze się bronią?

– Oczywiście, i robią to nad wyraz energicznie, dlatego nie ma najmniejszej obawy o losy naszej dzisiejszej audycji, ale przejdźmy do przeglądu prasy. W „Kurierze WNET” dominuje nastrój pogodnego zrozumienia zaistniałej sytuacji. Na pierwszej stronie artykuł Pawła Rakowskiego, naszego kiedyś redakcyjnego kolegi, a obecnie reprezentanta Al Nuriego na Polskę i pozostałe państwa Trójmorza, który wyjaśnia wszelkie aspekty wygnania Braci z ich ojczyzny i ich poszukiwanie miejsca dla siebie i swoich rodzin. Że zacytuję: „Musimy odrzucić nasz zgniły, dekadencki, europocentryczny sposób myślenia o islamie jako społeczności niższej cywilizacji. Przyjęcie islamu, religii pokoju, a nie wojny, to otwarcie się na nowy świat, który nie zabija swoich dzieci, ale je intensywnie płodzi. To otwarcie może jedynie ubogacić naszą cywilizację i kulturę. Tchnąć żywego ducha w nasze skostniałe i wymierające społeczeństwa. Powinniśmy przede wszystkim zrozumieć i pokochać młodych, pełnych wigoru bojowników Al Nuriego”. Ten apel Paweł Rakowski kieruje przede wszystkim do kobiet, tak samotnych w naszej zmurszałej cywilizacji.

– Dziękujemy Antoniemu Opalińskiemu, a co Państwo sądzą na ten temat? Zachęcam do dyskusji na łamach naszej gazety niecodziennej. To może teraz przenieśmy się do naszego studia w Arizonie. Co słychać u Wojciecha Cejrowskiego, bo co widać, to oczywiście widzimy?

– A i owszem, jest dobrze. Siedzę, jak widzicie, na mojej werandzie i piję mate z mojego indiańskiego kubka. Nie pijcie mate ze szklanki, a już nigdy z fajansu. To zabija smak i Was. W ten sposób stajecie się niewolnikami, zamiast być ludźmi wolnymi, jak ja tu teraz. A o islamistach nie ma nawet co gadać. Dziś z rana pięciu odstrzeliłem z mojego sztucera, to teraz żaden nawet nosa nie wychyli nad poziom prerii. Pewnie się tam teraz obwąchują z pieskami preriowymi i inną gadziną. Tfu, szkoda gadać! Ale jak już mowa o islamistach, to pamiętam ich z dawnych czasów, gdy jeszcze tak nie obrośli w piórka. Na każdego jest sposób i na islamistów też. Trzeba tylko trochę wytężyć te swoje szare komórki, a przede wszystkim przejść się po prerii, pooddychać świeżym powietrzem, napić się mate, posłuchać latynoskiej muzyki. Od razu lepiej się robi człowiekowi na duszy, a jak na duszy, to i na sercu. A od serca do rozumu to tylko niewielki krok. Kontynuując zatem moją barwną opowieść, muszę przypomnieć jedno wydarzenie, które zmieniło całe moje myślenie o muzułmanach. Przede wszystkim nie możemy się ich bać, ale ze świeżym umysłem, z wolną duszą, nawodnieni mate, możemy ich pokonać siłą ich własnego zabobonu.

– Ale czy… – KS próbuje coś wtrącić.

– Wcale mi nie przeszkadzasz. Zatem posadzili mnie kiedyś w Arabii, w takim wielkim kole przy ognisku. Dwudziestu arabusów i ja jeden biały, i co najważniejsze, jedna ogromna micha arabskiego żarcia. A trzeba wiedzieć, że przepadam za arabskim żarciem, za arabusami nie, ale za arabskim żarciem i owszem. Trzeba tylko potem wypić dwa litry miętowej herbaty z kardamonem, niezawodny środek na dolegliwości żołądkowe. Już patrzyłem, jak te arabusy islamskie zaraz mi wymiotą wszystkie żarełko i tylko czekają z wyciągniętymi prawymi rękami, aż trochę micha ostygnie. A trzeba wiedzieć, że ja mam dużą odporność na temperaturę, od kiedy terminowałem u jednego kowala w Meksyku. No i oni tak czekają ze swoimi brudnymi prawymi łapami, a ja hyc! i przed nimi wszystkimi zanurzyłem swoją rękę w misie. Dosłownie zbaranieli, a potem zaczęli krzyczeć, biegać koło ogniska, ale co najważniejsze, żaden już nawet nie chciał tknąć kuskusu. A muszę przyznać, że pyszny był. A dlaczego żaden już nawet nie chciał patrzeć na żarcie? Bo ja, proszę Pana, mańkut jestem i lewą ręką nabrałem jedzenia. A oni, wie Pan, co oni robią lewą ręką? To co my papierem toaletowym, proszę Pana. Z islamistami nie siłą, ale sposobem trzeba.

– Rozumiem, Panie Wojciechu, że teraz strzela Pan do nich również z lewej ręki?

– Ma się rozumieć, proszę Pana. Ostatniemu wyraźnie to pokazałem, zanim postrzeliłem go w plecy, ale tak, żeby jeszcze zdążył doczołgać się do swoich. Może dlatego żadnego nie widziałem od paru godzin. Bo zginąć z ręki mańkuta, to dla arabusa jeszcze gorzej, niż z ręki kobiety. Bo nie będzie żadnego raju, nie będzie żadnej hurysy. Jak Pan widzi, proszę pana, trzeba myśleć, jeszcze raz myśleć bez ograniczeń i być mańkutem. Trzeba być, nie chwaląc się, Wojciechem Cejrowskim, żeby sobie z tym syfem poradzić. A zatem powodzenia, bo muszę teraz naparzyć świeżej mate. Bo stara to jest, wie Pan, tyle samo warta, co zużyta guma do żucia.

– Dziękujemy Wojciechowi Cejrowskiemu z naszego studia w Arizonie. Jak mogli usłyszeć i zobaczyć nasi radiowidzowie, Ameryka w osobie naszego redakcyjnego kolegi radzi sobie zupełnie nieźle.

– Czy mamy połączenie z kosmosem? Mam sygnał od naszego niestrudzonego realizatora, że tak, zatem zaczynamy. Halo kosmos, halo Jaśmina, jak nas słychać?

(Szszszszzszszszszss…).

– No niestety, w kosmosie w dalszym ciągu zakłócenia… zatem wracamy na ziemię. Mamy właśnie połącznie z naszym człowiekiem z gór, niezbyt co prawda wysokich, bo z Beskidu Niskiego, z Janem Kowalskim, naszym specjalistą od konstytucji. Pan Jan pół życia pisał swoją kowalską konstytucję, która jednak w zmienionych okolicznościach ma małe szanse wejść w życie. Bo szariat to przecież nie jest. Niestety z panem Kowalskim mamy jedynie łączność telefoniczną i to na okres pół minuty, bo ze względu na zasady konspiracji, pan Jan nie zgodził się na dłuższą rozmowę.

– Panie Janie, jak Pan ocenia, czy Pana praca nad nową konstytucją miała i ma nadal jakiś sens w dzisiejszej, zmienionej sytuacji?

– Oczywiście, my zmieniamy konstytucję, ale i konstytucja zmienia nas. Jestem teraz innym człowiekiem niż 30 lat temu.

– A zatem nie żałuje Pan – tak mam to rozumieć?

– Oczywiście, umrę teraz spokojnie, zmieniony nie do poznania przez napisaną przez siebie konstytucję. Czy można umrzeć szczęśliwszym?

(Pi, pi, pi, pi…)

– Jan Kowalski już nas nie słyszy, ale dziękujemy za tę wypowiedź. Jak zwykle Jan Kowalski nie rzuca swoich słów na wiatr, o czym doskonale wiedzą czytelnicy „Kuriera” i Portalu WNET. Panie Janie, dziękujemy za tę nutę rozumnego szaleństwa, jaka dzięki Panu zagościła w mediach WNET.

W przedsionku redakcji daje się słyszeć narastający hałas. Coś wali się z hukiem, jakby wyważano drzwi.

– Jest godzina 9.45. Słuchacie Radia WNET, radia waszej ostatniej nadziei. Drodzy Radiowidzowie, nie wiem, czy uda nam się dokończyć dzisiejszy Poranek…

– Gdzie jest Lech? – KS kieruje swój głos w stronę realizatora programu.

– Jaki Lech?

– Lech Rustecki, nasz nieoceniony libero.

Do pokoju wbiega w tym momencie Antoni Opaliński z dymiącą fajką.

– Czwórka padła! Lech rzucił się w drzwiach, na chwilę ich zatrzyma – mówi jak na siebie donośnym głosem, lekko tylko podniesionym.

(Sygnał od realizatora – podniesiony kciuk).

– Proszę Państwa, w ostatniej chwili naszego programu udało nam się nawiązać połączenie z kosmosem, z naszą kochaną Jaśminą! Ostatnią nadzieją białych na Czerwonej Planecie.

– Witaj Jaśmino, co słychać w kosmosie? Jak podróż?

– Dzień dobry Krzysztofie, dzień dobry, witam wszystkich naszych Radiowidzów. Nazywam się Dżasmin Al Nowi i z ramienia szlachetnego Al Nuriego przejmuję dowodzenie Radiem WNET tu, w kosmosie i na wszystkich ziemskich kontynentach. Jednocześnie pragnę Was zapewnić, że formuła Radia WNET pozostanie niezmieniona. Audycje będą redagowane w języku polskim, a odnowiona redakcja Radia WNET pod moim kierownictwem i dzięki łaskawej opiece szlachetnego Al Nuriego wypłynie na szerokie wody ziemskie i kosmiczne…

(W tle KS do realizatora: – Przerwij jej, Smyku. – Nie potrafię, to ona ma główny nadajnik…).

…Pragnę zarazem gorąco podziękować Krzysztofowi Skowrońskiemu, mojemu nieocenionemu nauczycielowi i mentorowi, za wszystko, co zrobił dla mnie, dla naszego radia i dla nas wszystkich. Krzysztofie, dziękujemy! Dla Ciebie i dla wszystkich, na nowe czasy, piosenka.

(Piosenka: habibi… klasyczna arabska muza).

Na stole leży mikrofon, KS ma wyciągnięte nogi w dżinsach i zapala papierosa. Przy wejściu stoją ubrani na czarno bojownicy Al Nuriego. Przez wyłamane drzwi, spod których wystaje Lech Rustecki (jeszcze żywy), wkracza do studia z podniesioną głową Paweł Rakowski, dumnie dzierżąc flagę Braci.

Koniec audycji.

Opowiadanie JAK pt. „Ostatni Poranek Radia WNET” znajduje się na s. 7 sierpniowego „Kuriera WNET” nr 50/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Opowiadanie JAK pt. „Ostatni Poranek Radia WNET” na stronie 7 sierpniowego „Kuriera WNET” nr 50/2018, s. 3, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

 

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook