Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Upadek poprawnego politycznie dziennikarza, który posunął się za daleko, pisząc kłamstwa na temat Stanów Zjednoczonych

Redaktor uchodzącego za poważny lewicowego (bo nie ma w Niemczech innych) magazynu „Der Spiegel” poległ na polu medialnej ch(w)ały. Gdyby pisał bajki o Polsce, nadal zbierałby prestiżowe nagrody.

Jan Bogatko

Nigdy nie był osamotniony; jest produktem propagandy po rewolucji ’68. Produktem przykazania o „poprawności politycznej”, o służbie na rzecz „liberalnej demokracji” i obronie różnie definiowanych przez polityków lewicy „naszych wartości”. Takich dyspozycyjnych „ludzi pióra” można liczyć w Niemczech na pęczki. (…)

Gdyby Claas Relotius chciał pisać o „polskim nazizmie”, o faszystach maszerujących ulicami Warszawy 11 listopada! O „prawicowo-nacjonalistycznym” polskim rządzie, o polskim antysemityzmie, o urodzinach Führera w Wodzisławiu Śląskim, a nawet o polskich obozach zagłady – nie miałby potrzeby pisać do swej (byłej) redakcji, że jest chory i wymaga pomocy.

Ale Relotius, pewien przychylności swych lewackich przyjaciół, wziął się za dość śliski temat. Wymyślił (a sprzedał jako fakt!) makabryczną historię pewnej kobiety, podróżującej po Ameryce, by zgłaszać się do więzień w charakterze świadka egzekucji (w USA jeszcze nie zakazano kary śmierci dla zbrodniarzy). Był to dla Relotiusa i jego wyczekujących poprawnej prawdy czytelników doskonały temat, ukazujący z całą ostrością i bez osłony prawicowe, trumpowskie, republikańskie barbarzyństwo.

Jakie to wstrząsające! Dreszcz przeszywa wrażliwego, nie tylko niemieckiego czytelnika, zapoznającego się na łamach magazynu „Der Spiegel” czy przedruków w prasie lokalnej albo zagranicznej z trzymającym w napięciu do ostatniego zdania artykułem o pewnym Jemeńczyku, przez pomyłkę osadzonym przez armię amerykańską w obozie w Guantanamo Bay. Barbarzyńcy mieli przetrzymywać biedaka przez 14 lat w izolacji, torturując go puszczaniem na cały regulator piosenki Bruce’a Springsteena Born in USA. Sam czytałem o tym w pełnych oburzenia niemieckich gazetach. Straszne! Sęk w tym, że to wszystko lipa. Wyssane z palca. Jak i pierwsza wspomniana wyżej historia – wierutne kłamstwo. A przecież przy odrobinie dobrej woli można było zdemaskować tego „malowanego ptaka”. FAZ pisze, że – jak podaje „Columbia Journalism Review” – dział kontroli faktów w redakcji magazynu „Der Spiegel” jest największy na świecie i podobno lepszy od słynnego działu gazety „New Yorker”. Zatem nasuwa się nieładne podejrzenie, że nie tylko Relotius kłamał. Nikt nie skontaktował się z rzekomą turystką na egzekucje, nikt nie zajrzał do oficjalnej listy internowanych w Guantanamo.

Relotius pisał to, co jego czytelnicy chcieliby przeczytać, by artykuł potwierdził ich odczucia. Podobnie zachowują się w zasadzie korespondenci mediów niemieckich w Polsce. Piszą na „społeczne zamówienie”, jak określano dawniej „socjalistyczne dziennikarstwo”. Albo oddają głos jednej stronie politycznej sceny, oczywiście tej poprawnej. Fakty muszą się zgadzać z poglądami, nie na odwrót. (…) Ludzie mają uprzedzenia i jeśli media je potwierdzają, to są przekonani, że czytają prawdę.

Czy nie składano mi kondolencji w związku z likwidacją niezależnego wymiaru sprawiedliwości w Polsce? Tak, składano. W USA jest niewątpliwie mniej szmalcowników, aczkolwiek też ich nie brak.

Czy sprawa Relotiusa wywoła reakcję konsumentów niemieckich mediów? Może. Jestem tu bardzo ostrożny w ocenie. W gazecie „Handelsblatt” z sierpnia 2018 roku (a więc sprzed afery magazynu „Der Spiegel”) w artykule Hansa-Petera Siebenhara czytam: „spadek zaufania wobec mediów jest wynalazkiem populistów. Wiarygodność niemieckich mediów nawet wzrasta – zwłaszcza dzienników”.

Cały felieton Jana Bogatki pt. „Relotius nie jest sam – jak co miesiąc, na stronie 3 „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr styczniowy 55/2019, gumroad.com.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na wnet.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia  na gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki pt. „Relotius nie jest sam” na s. 3 „Wolna Europa” styczniowego „Kuriera WNET”, nr 55/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook