Świat polskiej myśli i polskiej niepodległości został wyrzucony z naszej świadomości, a my nic nie robimy, by to zmienić - WNET.fm
Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Świat polskiej myśli i polskiej niepodległości został wyrzucony z naszej świadomości, a my nic nie robimy, by to zmienić

Widok Krakowa, Kleparza i Kazimierza z atlasu Civitates orbis terrarum Georga Brauna i Fransa Hogenberga z 1618 roku. Przykład aglomeracji tworzonej przez 3 miasta królewskie Rzeczypospolitej Obojga Narodów | Fot. domena publiczna, Wikipedia

Położenie piastowskie nie oznacza poddania się dominacji niemieckiej, lecz odwrotnie – zobowiązuje do 1000-letniej syntezy czterech wielkich epok: piastowskiej, jagiellońskiej, okresu zaborów i II RP

Ryszard Surmacz

Gdybym napisał, że po 1989 r. na obszarze pomiędzy Bugiem i Odrą a Bałtykiem i Karpatami dzieją się rzeczy, którym trudno nadać przydomek „polskie”, byłoby to przesadą. Ale, gdy zestawimy PRL i PRL-bis z II RP, to określenie „tak zwana”, w stosunku do Polski nasuwa się samoistnie. Od 70 lat żyjemy więc w świecie, który niewiele czerpie z przeszłości i niewiele daje przyszłości – żyjemy więc w świecie pozaczasowym i czasie bez horyzontu. Jesteśmy żywicielami obcej konsumpcji.

Więcej, ten świat siedzi w nas jak rak i kształtuje nasz sposób myślenia. Polskie szkolnictwo, media, partie polityczne, a także polska narracja cały naród zamknęły w getcie lat 1945–2017. Świat polskiej myśli i polskiej niepodległości został wyrzucony z naszej świadomości, a my nic nie robimy, aby to zmienić. Niepodległe państwo i punkt odniesienia, jakim była II RP, pozostają w innej rzeczywistości.

Zdumiewające jest to, że choć wszyscy wiedzą, iż każda szersza perspektywa oglądu przechyla szalę zwycięstwa na stronę prawdy, mało kto potrafi to wykorzystać. Mała perspektywa niszczy dużą perspektywę i nikomu to nie przeszkadza. To małość. (…)

Konstrukcją małego i dużego planu jest doświadczenie. Na małym planie bardziej liczy się doświadczenie współżycia, na większym doświadczenie bycia. Jeżeli odrzucimy własną tradycję i doświadczenie dziejowe, które wynikały z walki człowieka z ziemią, którą ma czynić sobie poddaną, oraz z chciwymi ludźmi, to pozostanie nam tylko doświadczenie narzucone przez obce reżimy.

Dzisiejszy Polak myśli kategoriami bezczasowymi i nie interesuje się polskim 1000-leciem, lecz bardziej kupiecką bieżączką. Nasze wybory oscylują więc pomiędzy światem moherowym a skrajnym liberalizmem, pomiędzy szowinizmem a patriotyzmem, nieznanym a głupim. Takie podejście do życia promuje egoizm, zaciera różnice pomiędzy dobrem a złem, swoim i obcym.

Nie inaczej jest z obyczajem. Obyczaj nie jest rejestrem babcinych zachowań, lecz zapisem historii dobrej woli człowieka do człowieka – w obliczu przeciwności losu. Dobre obyczaje formułował paradygmat zgody, i tych trzeba przestrzegać. Natomiast obyczaje złe powstawały w obliczu ostrej rywalizacji, walki lub złej woli.

Dobry obyczaj był więc elementarzem przyzwoitości, któremu każdy podlegał w sposób bezwzględny. Zły obyczaj namnaża swoje kolonie tam, gdzie dobry jest słabszy lub nadmiernie wyręczany przez obce prawo, które można oszukiwać lub „interpretować”. Na podstawie zachowań niektórych prawników można zauważyć następującą prawidłowość: im mniej przyzwoitości (obyczaju) w prawie, tym większa dezorganizacja państwa. Natomiast przykładem doniosłości roli obyczaju może być chociażby ludowa tradycja śląska, gdzie w warstwie propagandowej poddano się zachodniej cywilizacji, ale w warstwie moralnej już nie. O ich życiu codziennym mniej decyduje prawo, więcej własna kultura.

I teraz, wracając do meritum: jeżeli na małym i dużym planie chcemy zabezpieczyć się przed grabieżą własnego majątku, przed zgodą na systemowe ogłupianie siebie i dzieci, przed odebraniem nam wolności, musimy zdać sobie sprawę, na czym stoimy. To nie politycy, których wybieramy, decydują o losie państwa, to nie naukowcy decydują o naszym wykształceniu, to nie wojsko decyduje o naszym bezpieczeństwie. Oni powinni być wykonawcami naszej woli. I to daje nam demokracja. Ale demokracja wymaga stosownego wykształcenia i myślącej polskimi kategoriami inteligencji. (…)

Zarówno nasze „warunki niezmienne” od ponad 300 lat, jak i „warunki naszego przetrwania” od 70 lat są przedmiotem nieustannego ataku. W okresie zaborów propagandowej manipulacji zostało poddane pięć pokoleń Polaków. Karani byliśmy za katolicyzm i narodowość. Chciano z nas zrobić Rosjan, Niemców lub Austriaków.

Na Kresach temu atakowi opierała się szlachta; w Wielkopolsce szlachecką inicjatywę przejęli chłopi i mieszczanie. Dziś na ziemiach zachodnich mieszkają Polacy z Kresów, Polacy z Wielkopolski, Polacy z Pomorza i Polacy ze Śląska, tworząc wspólnie konglomerat polskich kultur. Odwróceni do siebie plecami, stoją, jak w teatrze kukiełek lub jak pomnik spetryfikowanego PRL-u. Z punktu widzenia politycznego, historycznego, socjologicznego, interesu państwa i narodu, ba, każdego innego – jest to sytuacja kuriozalna. Brak dialogu pomiędzy nimi w dobie multikulti jest niczym innym, jak czystej wody głupotą – tym gorszą, że mającą korzenie w czasach zaborów.

Atakowani jesteśmy z zewnątrz, ale to najcięższe uderzenie – na siebie i własną kulturę, a więc dziedzinę, dzięki której przetrwaliśmy zabory, II wojnę i PRL, przychodzi ze strony wewnętrznej – w imię krótkiej perspektywy. Hitler przeciera oczy ze zdumienia, bo oto dostrzegł nowe życie dla siebie. Synowie tych Polaków, którzy pod jego nosem zbudowali Polskie Państwo Podziemne, dziś, jak wściekłe psy, rzucają się na siebie. Na całe gardło rechocze też Stalin, bo czuje jak wygasa mu żar pod siedzeniem, a narasta ten, z który pozwalał mu mordować ludzi tysiącami.

Cały artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Jedność działania albo śmierć” znajduje się na s. 13 lipcowego „Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Jedność działania albo śmierć” na s. 20 lipcowego „Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook