Pandemia - klęska naturalna czy zamierzona? Gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy? / Adam Gniewecki, "Kurier WNET" nr 88/2021 - WNET.fm
Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Pandemia – klęska naturalna czy zamierzona? Gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy? / Adam Gniewecki, „Kurier WNET” nr 88/2021

Fot. S. Rankin, CC BY-NC 2.0

Kwestią zasadniczą jest stale, kto i w jakim celu stworzył tego demona i czy został on uwolniony specjalnie. Bez odpowiedzi na to pytanie paniczne miotanie się w celu zduszenia zarazy nie ma sensu.

Adam Gniewecki

Ekonomia pandemii. Gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy?

W pierwszej połowie ubiegłego roku dr Arkadiusz Sieroń z Uniwersytetu Wrocławskiego opublikował opracowanie, w którym starał się przewidzieć ekonomiczne skutki właśnie rozpędzającej się pandemii COVID-19. Autor stwierdził, że pandemia wpłynie na gospodarkę w sposób dwojaki. Spadek ludzkiej aktywności spowoduje obniżenie konsumpcji. Za dobitny przykład mogą posłużyć tu branże turystyczna, transportowa i rozrywkowa oraz spadek popytu na ropę naftową i jej cen. Ponadto bardzo poważny, jeśli nie poważniejszy skutek pandemii to negatywny szok podażowy. Obniżenie podaży siły roboczej spowoduje spadek produkcji, a pozostają koszty stałe, pensje i długi, pojawiają się kłopoty i ryzyko bankructwa wzrasta.

W owym okresie Bank Światowy podzielił koszty pandemii na trzy kategorie: ok. 12% całkowitych kosztów miało być rezultatem podwyższonej śmiertelności, 28% – skutkiem dużej absencji pracowniczej, a aż 60% miało wynikać ze zmian behawioralnych, czyli zmiany sposobu życia – tak, by uniknąć infekcji. Czyli przewidywano, że koronawirus nie musi być tak zabójczy jak np. ebola, ale jego skutki będą gospodarczo bardzo kosztowne.

Na domiar złego w czasie pandemii wszystkie sektory gospodarki ulegają zakłóceniom, co może powodować niedobory towarów i podwyższenie ich cen.

Ograniczenie działalności gospodarczej podczas pandemii powoduje spadek dochodów podatkowych właśnie wtedy, gdy rząd zwiększa wydatki, co skutkuje większym deficytem fiskalnym i zadłużeniem publicznym. A wiele rządów jeszcze przed wybuchem zarazy było bardzo poważnie zadłużonych. Na przykład Włochy, których dług publiczny wynosił 135% PKB. Ten sam Bank Światowy szacował zmniejszenie z powodu pandemii światowego PKB nawet o 4,8%, gdyby zaraza przybrała charakter podobny do grypy hiszpanki, oraz 3,1% przy jej umiarkowanym przebiegu, jak grypy z 1958 roku, i 0,7% przy scenariuszu łagodnym, jak grypy w roku 1968.

Epidemia z roku 2020 miała zasięg globalny, co musiało negatywnie wpłynąć na gospodarkę całego świata, szczególnie przy wysokim stopniu jej globalizacji, nawet po wygaśnięciu zarazy u jej źródła, czyli w Chinach.

W czasie pierwszych kilku miesięcy najwięcej infekcji odnotowano w Chinach, we Włoszech, w Iranie, Korei Południowej, Francji, Hiszpanii i Stanach Zjednoczonych, czyli, wyłączając Iran, w największych gospodarkach świata. Kraje te to razem 45,5% światowej gospodarki według PKB – zgodnie z parytetem siły nabywczej i 54,5% według nominalnego PKB.

Poza tym w czwartym kwartale 2019 r. Włochy i Japonia znalazły się na skraju recesji. U progu katastrofy epidemiologicznej gospodarka USA Stanów Zjednoczonych wyglądała lepiej, ale nawet dla niej nie spodziewano się szczególnej odporności na koronawirusa.

Przy już odwróconej krzywej dochodowości (krótkoterminowe obligacje są niżej oprocentowane od długoterminowych, co może świadczyć o wielkiej niepewności inwestorów co do najbliższej przyszłości i wiąże się z wyprzedażą papierów wartościowych) oraz reakcji społeczeństw i władz na pandemię, analitycy coraz częściej dyskutowali nie o tym, czy recesja nastąpi, ale o tym, jak będzie głęboka.

Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego, w 2019 r. globalna gospodarka wzrosła zaledwie o 2,9% (najwolniejsze tempo od czasów Wielkiego Kryzysu) oraz zaledwie 0,4 punktu procentowego powyżej poziomu uważanego za recesyjny, co oznacza, że świat najprawdopodobniej i tak miał doświadczyć recesji w roku 2020.

Na początku roku 2020, podczas nieplanowanego posiedzenia Fed obniżył stopę funduszy o 50 punktów bazowych, zamiast, jak zwykle, o ćwierć punktu procentowego, a ta nagła decyzja nie tylko nie zatrzymała spadków cen akcji, ale wręcz zwiększyła niepewność na rynkach. Amerykański bank centralny ponownie obniżył stopy procentowe 15 marca, tym razem aż o cały punkt procentowy – do 0–0,25%. Ekonomiści zadawali pytanie, czy paniczna polityka pieniężna naprawi zerwane globalne łańcuchy dostaw i wznowi zawieszoną działalność produkcyjną oraz zdecydowanie odradzali kontynuację decentralizacji produkcji skutkującej tak długimi i wrażliwymi na zakłócenia łańcuchami dostaw. Wreszcie dochodzili do wniosku, że polityka pieniężna jest bezsilna wobec szoków podażowych. Jeśli producent nie może uzyskać niezbędnych półproduktów np. z Azji albo gdy pracownicy nie pojawiają się w pracy, to poziom stóp procentowych nie ma znaczenia.

Jeśli radykalna obniżka stóp procentowych nie ożywiła anemicznego wzrostu gospodarczego po wielkiej recesji, kiedy koronawirus jeszcze nie zalągł się nawet w głowach tzw. specjalistów, to tym bardziej nie mogła pomóc obecnie.

Pandemia wpływa na gospodarkę głównie przez zmianę zachowań ludzi, a tych działania banków centralnych nie zmienią. Powszechne obniżki stóp procentowych (także przez NBP) były niepotrzebne i pandemicznej gospodarce nie pomogły. Za to przyczyniły się do nasilenia negatywnych skutków niekonwencjonalnej polityki pieniężnej, jak nadmierne zadłużenie albo rozmnażające się „firmy zombie”, czyli takie, które zbankrutowałyby bez pomocy państwa.

Eurostat podaje, że w ubiegłym roku zadłużenie krajów UE, liczone łącznie z wszystkimi funduszami celowymi, wzrosło o 19,2%, do 293 mld euro, czyli 1,34 biliona złotych. To dziewiąty największy procentowo wzrost w Unii, a szósty wartościowo (o 290 mld zł).

O skali obaw i czarnowidztwa w świecie gospodarki i finansów niech świadczy fakt, że już w kwietniu 2020 r. dyrektor wykonawcza Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Kristalina Georgiewa, oceniła, że kryzys wywołany rozprzestrzenianiem się nowego koronawirusa jest „gorszy od Wielkiego Kryzysu z przełomu lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku”, a konsekwencje pandemii COVID-19 spowodują, że 170 krajów będzie miało w roku 2020 ujemny wzrost gospodarczy. Dodała, że globalny wzrost gospodarczy w 2020 r. będzie „silnie negatywny” oraz że mamy też do czynienia z „niespotykaną niepewnością dotyczącą skali i okresu trwania tego kryzysu”. Oświadczyła, że w najlepszym przypadku MFW oczekuje „częściowego ożywienia” gospodarczego w 2021 roku, jednak pod warunkiem, że pandemia zacznie się wycofywać w III kwartale roku 2020. Zastrzegła się jednak, że jeśli potrwa ona do końca 2020 r., to rok 2021 „będzie jeszcze gorszy” pod względem gospodarczym.

Oto przy okazji studiowania przewidywań gospodarczych skutków rozpędzającej się pandemii dowiedzieliśmy się, że tuż przed jej wybuchem świat obsuwał się w nieuniknioną recesję gospodarczą. Pandemia, przypadkiem czy celowo, stała się dla wielu państw i ponadnarodowych korporacji ratunkiem i usprawiedliwieniem zaniechań, nadużyć i skandalicznych błędów.

Zaraza nie uratowała sytuacji globalnej gospodarki, ale dostarczyła usprawiedliwienia i zasłony dymnej wielu rządom i zarządom. Jednocześnie, uderzając w gospodarkę globalną, pandemia – wymarzona przez partyzantów WIELKIEGO RESETU, takich jak między wieloma innymi, Bill Gates i Klaus Schwab – musiała osłabić i osłabiła znacznie gospodarkę świata, co według Schwaba stanowi warunek przekonania ludzkości o konieczności zburzenia dotychczasowego porządku i rozpoczęcia wszystkiego od nowa pod kierunkiem rządu ogólnoświatowego.

Na wypadek, gdyby obecna pandemia nie uderzyła dostatecznie mocno i przekonywająco w ekonomię świata, Gates przepowiedział kilka jeszcze silniejszych w ciągu najbliższej dekady.

Już w fazie początków zarazy zauważono słabość gospodarki opartej za zbyt długich łańcuchach dostaw i postanowiono je radykalnie skrócić, przenieść produkcję z np. Dalekiego Wschodu na „własne podwórka”. I co? Nic się nie zmieniło i nie zmienia. Nadal panuje „święta naiwność” i przekonanie o możliwości utrzymania, choćby jeszcze trochę, idiotyzmu w postaci transportowania milionów czy miliardów ton półproduktów i całości wyrobów na dystanse dziesiątków tysięcy kilometrów oraz powierzanie podwykonawstwa krajowi totalnie kontrolującemu swoich obywateli, łamiącemu ich podstawowe prawa i utrzymującemu obozy pracy oraz planującemu gospodarczy podbój świata. Biznesy narodowe i prywatne to krótkowidze, którzy nie chcą okularów.

Teraz proszę usiąść i zapiąć pasy. Chiny lokują produkcję w Etiopii, gdzie koszty pracy są 10-krotnie niższe niż w Kraju Środka.

Przechodząc od przewidywań do znanych dzisiaj skutków pandemii, widzimy, że niektóre kraje wykorzystały spowodowane „koronakryzysem” zakłócenia handlu międzynarodowego. Chiny umocniły pozycję lidera w światowym eksporcie. Udział Państwa Środka w tej dziedzinie zwiększył się w roku 2020 o 1,6 pkt. proc. a jego udział w rynku światowym osiągnął prawie 15%. Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) było to możliwe m.in. dzięki szybkiemu dostosowaniu produkcji do rosnącego światowego popytu na niektóre wyroby. Przede wszystkim te związane ze zwalczaniem pandemii oraz urządzenia elektroniczne i elektryczne.

Największym wygranym w zakresie handlu towarowego jest Państwo Środka. Środka i jednocześnie centrum wybuchu pandemii. Logika w tym jest, ale sprawiedliwości dopatrzeć się trudno. Eksperci PIE stwierdzają, że dotychczas koronawirus nie zmienił tak radykalnie jak przewidywano światowego ładu ekonomicznego, w swoim raporcie zaś zwracają uwagę na to, że „globalne łańcuchy dostaw zostały zakłócone, ale nie trwale zerwane”.

Według Geoffreya Okamoto, pierwszego zastępcy dyrektora zarządzającego MFW, od wiosny 2021 r. widać coraz silniejsze oznaki ożywienia gospodarczego w skali globalnej, ale jednocześnie ostrzegł on, że „nadal istnieje znaczące ryzyko, m.in. pojawienia się kolejnych wariantów koronawirusa”. Podczas przemówienia na Chińskim Forum Rozwoju Okamoto przyznał, że Chiny już wróciły do poziomu wzrostu sprzed pandemii i poinformował, że na świecie pojawiają się oznaki rosnącej przepaści między gospodarkami rozwiniętymi i rynkami wschodzącymi. Według prognoz MFW, skumulowany dochód na mieszkańca w krajach wschodzących i rozwijających się, z wyłączeniem Chin, w latach 2020–2022 będzie o 22% niższy niż byłby bez pandemii. Ogólna perspektywa pozostaje wyjątkowo niepewna – powiedział Okamoto, dodając, że nie jest jasne, jak długo potrwa pandemia, a dostęp do szczepionek pozostaje bardzo nierówny, zarówno w gospodarkach rozwiniętych, jak i wschodzących.

Okamoto przytoczył dane, z których wynika, że od początku pandemii około 90 mln ludzi znalazło się poniżej progu skrajnego ubóstwa. Równocześnie o ok. 130 mln osób zwiększyła się liczba żyjących w ubóstwie, czyli za mniej niż 2 USD dziennie.

Tak więc do pośrednich efektów epidemii Sars-CoV-2 można zaliczyć globalny wzrost liczby osób żyjących w ubóstwie i pierwsze od 30 lat skurczenie się klasy średniej. W skali świata spadek dochodów z powodu COVID-19 odczuli zarówno najlepiej zarabiający, jak i członkowie klasy średniej, której globalny spadek ilościowy wystąpił po raz pierwszy od 30 lat. Z szacunków amerykańskiego Pew Research Center, opartych na wstępnych danych Banku Światowego, wynika, że niemal dwie trzecie gospodarstw domowych w państwach rozwijających się odczuło spadek dochodów. To samo źródło podało, że w minionym roku zmalała także liczba osób o wysokich dochodach. W grupie lepiej sytuowanych konsekwencje COVID-19 odczuło przynajmniej 150 mln osób.

Jeśli przytoczone oceny są poprawne, to w skali świata COVID-19 zakończył 30-letni ciągły rozwój klasy średniej.

Według Banku Światowego na skutek pandemii w roku 2020 globalna gospodarka skurczyła się o 4,3%, co jest relatywnie dobrym wskaźnikiem wobec wcześniejszych prognoz mówiących o recesji na poziomie 5,2%. Mimo to eksperci przyrównują obecną sytuację do tej, która miała miejsce w trakcie Wielkiego Kryzysu i po obu wojnach światowych. Poza spowolnieniem wzrostu gospodarczego wyzwaniem na kolejną dekadę jest rekordowe zadłużenie odstraszające inwestorów. Ujemny wskaźnik wzrostu gospodarczego zanotowały Stany Zjednoczone (-3,6%), natomiast nasz kraj dobrze wypada pod tym względem na tle strefy euro, która w 2020 roku straciła 7,4% PKB. Obronną ręką z kryzysu wyszły Chiny, które utrzymały dodatni wskaźnik wzrostu gospodarczego (2%). Bank Światowy prognozował początek wychodzenia z kryzysu spowodowanego pandemią już w roku 2021. Wstępne prognozy zakładają globalny wzrost gospodarczy na poziomie 4%.

W ubiegłym roku Polska gospodarka skurczyła się o 3,4%. Nasz kraj zdobył brązowy medal w konkurencji gospodarczej odporności na koronawirusa wśród krajów UE. Ostatnio MFW podwyższył prognozę wzrostu PKB Polski w 2021 r. z 2,7% do 3,5%, a na 2022 r. obniżył do 4,5% z 5,1%.

Wstępne prognozy Banku Światowego dla Polski i strefy euro na rok 2021 r. zakładają wzrost gospodarczy na poziomie 3,5%. W końcu sierpnia br. GUS podał, że według wstępnych szacunków nasz PKB wzrósł w drugim kwartale o 11,1% rok do roku. W skali dwóch lat polska gospodarka już nie spada, ale rośnie o 1,9%. Tak jakbyśmy straty spowodowane pandemią nadrobili z naddatkiem.

Na 28 badanych przez Eurostat państw, licząc stosunek wzrostu zadłużenia do PKB, zajmujemy 15 miejsce w UE. Dług naszego państwa w stosunku do PKB urósł o 11,9 pkt. proc. – do 57,6% PKB. W Niemczech o 10,1 pkt. proc. PKB, a w Czechach – 7,8 pkt. proc. W pierwszym kwartale bieżącego roku dług Skarbu Państwa zwiększył się o 34 mld zł i nadal rośnie.

Według Eurostatu, mamy najwyższą inflację w UE. W kwietniu 2021 r. wyniosła ona 5,1% rok do roku i była najwyższa od 20 lat. Hurtowe ceny prądu tylko w czerwcu wzrosły o 15%, odbijając się na cenach towarów, a wzrost cen ropy wywołał podrożenie paliw – czyli „wszystkiego”. Swoje zrobił także dodruk pieniądza i rekordowo niskie stopy procentowe oraz regulacje, jak np. wprowadzone przez gminy irracjonalne koszty usuwania śmieci.

Spadek bezrobocia nie wynika z przyrostu liczby miejsc pracy, a raczej zwiększenia liczby przejść na emeryturę w roku 2020. Według GUS, liczba zatrudnionych w gospodarce narodowej spadła między pierwszym kwartałem 2020 a pierwszym kwartałem 2021 roku o 117 tys., z czego o 82 tys. w sektorze przedsiębiorstw, który doznał największych blokad epidemicznych. Bez inwestycji nie ma trwałego wzrostu gospodarczego i dlatego należy je uważnie obserwować. W czwartym kwartale roku 2020 nakłady na środki trwałe, czyli inwestycje, były niższe o 14,4% rok do roku. Dopiero w pierwszym kwartale 2021 nastąpiło lekkie drgnięcie w górę. Inwestycje wzrosły realnie (z uwzględnieniem inflacji) o 1,3%.

Według Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), w 2020 r. polska gospodarka straciła ponad 185 mld zł. Taką liczbę wskazał „licznik strat” spowodowanych przez COVID-19, prowadzony przez FPP. Kwota ta odpowiada szacunkowej wartości PKB, który nie został wytworzony na skutek szerzenia się koronawirusa. W obecnych warunkach straty polskiej gospodarki można szacować na 450 mln zł dziennie.

Jak wygląda polska gospodarka i jej perspektywy, zakładając wygasanie pandemii i ominięcie nas przez „czwartą falę”? Plusy to: niskie, a nawet najniższe w Unii bezrobocie, szybki wzrost PKB i bardzo dobre prognozy w tym zakresie do roku 2022, dające nam drugie po Irlandii miejsce w UE. Do minusów należy zaliczyć: potężny wzrost zadłużenia państwa i wysoką inflację.

W uznaniu świetnych wyników odbudowującej się polskiej gospodarki biurokraci UE znacząco zwlekają z rozpatrzeniem naszego wniosku o wypłatę pierwszej raty „funduszu odbudowy” w wysokości 13% całości. Chodzi o 57 mld euro, na co składają się: 23 mld w formie grantów i 34 mld preferencyjnych pożyczek. Warunkiem odmrożenia naszych pieniędzy jest uznanie przez Polskę wyższości prawa unijnego nad krajowym. Przy okazji urzędnicy UE złamali własne, czyli unijne prawo, stanowiące, że wniosek Polski powinien był być rozpatrzony do końca sierpnia 2021 r.

Postawiono nas wobec alternatywy: należne pieniądze albo zachowanie kawałka suwerenności. Świetna okazja do „przyduszenia” skandalicznie szybko rozwijającej się polskiej gospodarki, która z pandemią radzi sobie oburzająco dobrze. Właśnie podano, że w 2021 r. dochód naszego kraju wyniesie 480 mld zł zamiast spodziewanych 400.

Pandemia zmieniła i być może jeszcze zmieni tradycyjną kolejność w światowym peletonie gospodarczym. Na obecnym etapie najszybszy wzrost osiąga Gujana, granicząca z tonącą w biedzie i recesji Wenezuelą. Prognozowano, że w roku 2020 gospodarka Gujany urośnie o 85% rok do roku, ale koronawirus te przewidywania skorygował do 43,4% dynamiki PKB. Źródło sukcesu leży w gujańskiej morskiej strefie ekonomicznej, gdzie znaleziono ropę naftową. Teraz biedny i zacofany kraj awansuje na południowoamerykańskiego tygrysa.

W Europie w czasach pandemii największe zyski odnotuje Irlandia. Ulokowane tam największe amerykańskie koncerny na rozwijaniu rynku online korzystają najbardziej.

Afryka i Azja okazują się „pandemicznymi liderami”. Prognozowane wzrosty PKB krajów tych kontynentów na lata 2020–2022 mają w kolejności wynieść: Niger – 22%, Etiopia i Wietnam po 17,5%, a Bangladesz 17,2%. Daleko im jednak do połudnowoamerykańskiej Gujany – 144,5%. Dla przypomnienia, gospodarka Polska w tym samym okresie ma urosnąć o 4,5% (przy spadku o 2,7% w 2020 r.), a światowa – o 7,1%.

Pod względem oczekiwanego wzrostu procentowego gospodarki podczas 3 lat zarazy nasz kraj zajmuje 58 miejsce wśród 196 państw badanych przez MFW.

Koronawirus wyszedł z Chin i akurat ten kraj za sprawą pandemii znacząco zmniejsza dystans do krajów rozwiniętych. W ubiegłym roku wzrost PKB Państwa Środka wyniósł 2,3%, a według MFW, w latach 2020–2022 wyniesie 17,1%. To szósta dynamika na świecie.

Warto zauważyć, że w pierwszej szóstce krajów o najwyższej przewidywanej dynamice wzrostu są aż 3 kraje azjatyckie: Chiny, Wietnam i Bangladesz. Licząc nominalnie na osobę, trzeci na świecie wzrost ma osiągnąć Tajwan. Azjatyckie „tygrysy” umiały skorzystać z sytuacji

Jedenaście państw afrykańskich, pięć azjatyckich i jedno południowoamerykańskie ma rosnąć szybciej od przodującej w Europie Irlandii, która jest na 18 miejscu na świecie.

MFW zapowiada kłopoty dla krajów – producentów ropy naftowej, takich arabskich potęg jak Kuwejt i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Straty PKB na mieszkańca w okresie 2020–2022 dla ZEA mają sięgnąć 5,6 tys. USD, a dla Kuwejtu 5,3 tys. USD. Spaść mają też dochody Arabii Saudyjskiej, ale trzykrotnie wolniej. Poza tym ciężkie czasy nadeszły dla małych gospodarek, opartych na turystyce, jak: Aruba, Bahamy oraz karaibska republika Saint Kitts i Nevis. Licząc w procentach, największą stratę ponieść ma wspominana już Wenezuela.

Z krajów europejskich tempem wzrostu pochwalić się mogą Litwa i Łotwa, dla których na lata 2020–2022 MFW zapowiedział odpowiednio 5,6 i 5,3% wzrostu. Najmocniej kryzys ma uderzyć w gospodarkę Białorusi, choć ta nie wprowadziła lockdownu.

Jak widać, to nie wystarczyło. Lockdownu nie zastosowała także Szwecja, a jednak jej wzrost ma wynieść 3,1%. Wśród krajów europejskich w latach 2020–2022 gospodarka Niemiec ma urosnąć o 1,9%, Francji o 1,2%, a Czech o 2,7%, zaś skurczyć się: Wielkiej Brytanii o 0,3%, Włoch o 1,7% oraz Hiszpanii o 0,8%. Niemcy i Czesi zawdzięczają stosunkowo skromne przewidywania problemom branży motoryzacyjnej w czasie pandemii.

W lipcu 2021 r. amerykańskie ministerstwo handlu podało, że licząc w skali całego roku, PKB USA wzrósł o 6,5%. Oznacza to, że amerykańska gospodarka odrobiła opóźnienie spowodowane pandemią. Na rok bieżący specjaliści prognozują ponad 6% wzrostu, co byłoby najlepszym wynikiem od prawie 40 lat. Optymistyczne przewidywania może przekreślić szybko pogarszająca się sytuacja epidemiczna związana z szerzeniem się wariantu delta koronawirusa oraz wysoka i wciąż rosnąca inflacja. Australia i Brazylia także już odrobiły pandemiczne straty. W I kwartale 2021 r. wysokości PKB obu krajów wróciły na poziomy z końcówki 2019 r. Ogólnie, według kalkulacji Deloitte, gospodarki krajów zamożnych są obecnie średnio o ok. 2,7 proc. mniejsze niż przed pandemią.

Świat choruje i gospodarczo traci, ale są tacy, którym atak koronawirusa przyniósł, przynosi i zapewne jeszcze przyniesie potężne zyski.

Zyskowność koronaszczepionek poszybowała w górę, kiedy Joe Biden powiedział, że popiera tymczasowe zniesienie patentów, by ich produkcja była bardziej opłacalna dla krajów biedniejszych.

Szefowie UE nie są w tej sprawie zgodni. Raporty finansowe producentów szczepionek przeciw COVID-19, takich jak Pfizer, Johnson&Johnson, AstraZeneca i Moderna, odnotowali znaczny wzrost zysków od czasu wprowadzenia swoich preparatów na rynek.

Na przykład Pfizer na sprzedaży swojej szczepionki zarabia gigantyczne pieniądze. BBC podało, że dzięki temu do końca br. koncern ten ma zarobić 26 mld USD. Tymi pieniędzmi podzieli się z partnerem z Niemiec, czyli BioNTech-em – niemiecką firmą, która w praktyce opracowała szczepionkę, na co otrzymała dotację w wysokości 455 mln USD od rządu niemieckiego i około 6 miliardów USD jako gwarancję zakupu specyfiku przez USA i UE. Na tak powstałą szczepionkę Pfizer nalepił swoją etykietę. Ponadto szczepionka marki Pfizer jest oparta na technologii mRNA opatentowanej przez amerykański National Institutes of Health i sfinansowanej przez władze USA.

Krótko mówiąc, Pfizer wykorzystał partnerstwo z jeszcze nieznaną niemiecką firmą biotechnologiczną, która otrzymała dotacje od rządu swojego kraju na opracowanie szczepionki opartej na technologii finansowanej przez amerykańskich podatników, a następnie dostała państwowe gwarancje zakupu specyfiku na miliardy dolarów. Pfizerowi udało się sprywatyzować wszystkie zyski, uspołeczniając całe ryzyko.

W 2021 r. amerykański koncern zamierza dostarczyć w sumie 1,6 mld dawek. Jednocześnie już toczy rozmowy z zainteresowanymi państwami na temat dystrybucji szczepionek w 2022 roku. Eksperci przewidują, że w kolejnych latach producenci szczepionek przeciw COVID-19 mogą spodziewać się niemałych zysków. Zapotrzebowanie ma być tak duże, jak w przypadku szczepionek na grypę.

Pfizer rozpoczął testy leku na COVID-19. Prezes Pfizera, Mikael Dolsten, powiedział, że doustny specyfik o symbolu PF-07321332 można będzie stosować przy pierwszych oznakach infekcji, bez konieczności hospitalizacji lub intensywnej opieki medycznej. Zgodnie z planem lekarstwo może trafić do sprzedaży pod koniec 2021 r. W pierwszej kolejności ma znaleźć się na rynku amerykańskim i ewentualnie brytyjskim.

Ranking w kolejności wysokości zysków firm farmaceutycznych wytwarzających szczepionki na COVID-19, liczony jako stosunek przychodów netto I kw. 2020 do I kw. 2021, wygląda tak: Pfizer +45% (1,5 mld USD), AstraZeneca +167% (1 mld USD) i Johnson&Johnson +6,9% (0,4 mld USD). Koncernowi Moderna miniony rok przyniósł zamianę straty 0,2 mld USD w I kw. 2020 na zysk w wys. 1,2 mld USD w I kw. 2021.

Niemiecka firma państwowa BioNTech, która współpracowała z Pfizerem przy szczepionce, nie opublikowała danych za I kw. 2021, ale wiadomo, że od momentu powstania, czyli od 13 lat, notowała deficyt, zaś w IV kw. 2020 r. po raz pierwszy wykazała zysk.

Warto zauważyć, że jednocześnie cena akcji Moderny wzrosła od lutego 2020 r. o ponad 700%, a BioNTech’u o ok. 600%. W tym samym okresie akcje chińskiego producenta szczepionki przeciw COVID-19, CanSino Biologics, wzrosły o ok. 440%.

Jak wynika z analizy opracowanej przez think tank Institute for Policy Studies, majątki 650 miliarderów od 18 marca do 24 listopada 2020 r. wzrosły łącznie o bilion USD i są warte 4 biliony USD. W tym przedziale czasu 29 miliarderów podwoiło swój stan posiadania, a do klubu dołączyło 36 nowych. Głównym źródłem pomnażania majątków podczas zarazy jest posiadanie udziałów w firmach z branży technologicznej i e-commerce. Jednym z najszybciej bogacących się jest Jeff Bezos – szef Amazona, który korzysta na ogromnym wzroście handlu przez internet.

O 47,8 mld USD wzbogacił się także założyciel Facebooka Mark Zuckerberg, bowiem media społecznościowe w czasie pandemii ogromnie zyskały na znaczeniu. Eric Yuan, szef Zoom, który w 2019 r. nie był miliarderem, został nim roku 2020 i to od razu z imponującym wynikiem 17 mld USD. Główny udziałowiec należącej do Microsoftu aplikacji Teams wzbogacił się o 21 mld dolarów. Pokaźny wzrost odnotował także Elon Musk – właściciel Tesli, SpaceX, The Boring Company i Neuralink, który dogonił Billa Gatesa. Obaj panowie obecnie remisują w konkursie na najbogatszego człowieka świata. Bloomberg, który od lat tworzy listę 500 najbogatszych ludzi świata twierdzi, że majątek Elona Muska wzrósł w dziewięć miesięcy do 127,9 mld USD.

Według organizacji społecznej The People’s Vaccine Alliance, dzięki rosnącym wartościom firm biotechnologicznych opracowujących i produkujących szczepionki przeciw COVID-19, od początku pandemii co najmniej 9 osób zostało miliarderami o łącznym majątku netto w wysokości 19,3 mld USD. Ośmiu „starych” miliarderów, mających pokaźne portfele w odpowiednich korporacjach farmaceutycznych, wzbogaciło się w sumie o 32,2 mld USD.

Ta sama organizacja obliczyła, że za pieniądze świeżo upieczonych krezusów można by zaszczepić wszystkich obywateli krajów o niskich dochodach i jeszcze 25% dawek zostałoby dla innych. Kraje te, zamieszkane przez 10% światowej populacji, otrzymały 0,2% dostępnych światu szczepionek.

Na szczycie listy 9 nowych miliarderów znajdują się dyrektor generalny Moderny Stéphane Bancel (4,3 mld USD) i Ugur Sahin, dyrektor generalny BioNTech (4 mld USD) oraz m.in. założyciele i dyrektorzy wyższego szczebla chińskiego CanSino Biologics – Zhu Tao (1,3 mld USD), Qiu Dongxu (1,2 mld USD) i Mao Huihua (1 mld USD).

O ironio, obywatele i firmy krajów odpowiedzialnych za współdziałanie co najmniej przy badaniach nad SARS-CoV-2 zarobili na wybuchu zarazy najwięcej. Na przypadkowe lub intencjonalne wywleczenie wirusa z chińskiego laboratorium dowodów jeszcze nie ma, ale dochodzenia trwają.

Co dalej? Czy szczepienia zakończą pandemię? Obawiam się, że nie tędy droga.

Może należy opracować lekarstwo albo dopuścić remedium już istniejące i zbudować zaufanie co do jego skuteczności oraz nieszkodliwości. Wirus mutuje, a w większości dość dobrze wyszczepionych krajów Europy czwarta fala COVID-19 szaleje z pełną siłą.

Potężne zagrożenie nadciąga do Polski ze wschodu i zachodu. Silne uderzenie zarazy może zniweczyć skutki dotychczasowych starań świata o utrzymanie sytuacji gospodarczej w jakim takim stanie, zburzyć plany kontynuacji rozwoju i ośmieszyć snucie planów odnowy i tworzenie funduszów odbudowy, gdy gmach gospodarczy będzie walił się nadal. Ale to tylko przewidywania, a te, na szczęście, rzadko się sprawdzają.

Bez odpowiedzi pozostają pytania o genezę pandemii i podstawy twierdzenia Billa Gatesa, że w ciągu najbliższych 10 lat świat doświadczy jej jeszcze kilka razy. Kwestią zasadniczą jest stale, kto i w jakim celu stworzył tego demona i czy został on uwolniony specjalnie, czy też wymknął się przypadkowo. Bez jasnej odpowiedzi na to pytanie paniczne miotanie się w celu zduszenia zarazy nie ma sensu i przypomina walkę z objawami, a nie z przyczynami choroby.

Pandemia znacznie osłabiła gospodarkę światową, która, nie wyciągając wniosków co do niebezpieczeństw niesionych przez globalizację i rozproszenie produkcji na obszar całego świata, powraca na stare tory.

I jeszcze jedno. Czy COVID-19 zwalczać tylko w niewielkiej skali, czy też tępić wszystkimi siłami i w którym z tych przypadków pandemia przyniesie większe szkody społeczne i gospodarcze? Lekarstwa na COVID-19, przynajmniej oficjalnie, jeszcze nie ma. Nieznane są możliwości mutacyjne wirusa, długofalowe skutki choroby ani długoterminowe skutki szczepionek. Nie wiemy, ile może być jeszcze nawrotów zarazy.

Aktualne podsumowanie gospodarczych skutków pandemii może dotyczyć tylko jej pierwszego etapu i chwilowego przygaśnięcia. Dalsze wybuchy COVID-19 albo nowe pandemie na pewno spowodują zapaść światowej gospodarki, a wraz z nią potężne ruchy społeczne, biedę, może wojny albo… wyśniony przez Klausa Schwaba „et consortes” GREAT RESET i wreszcie początek budowy tak przez ludzkość wyczekiwanego, zbawczego Nowego Wspaniałego Świata (patrz „Kurier WNET” nr 84 z czerwca 2021 – „Świat według Schwaba”).

Artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Ekonomia pandemii” znajduje się na s. 1, 10 i 11 październikowego „Kuriera WNET” nr 88/2021.

 


  • Październikowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Adama Gnieweckiego pt. „Ekonomia pandemii” na s. 10–11 październikowego „Kuriera WNET” nr 88/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zobacz także:


 

Republikanie komentują

  1. Gdyby zaprzestać oglądania tv to pandemii by nie było. Byłyby rzadkie zachorowania ale gdzie tam kto by pomyślał o pandemii.
    Wszyscy dokładnie wiemy jaka walka odchodzi pomiędzy tvp i tvn, ale jakoś jeśli chodzi o pandemię … ręka w rękę.
    Obserwuję to w skali makro i mikro. Rodzina, sąsiedzi koledzy z pracy. Wiem jakie to nieszczęście dla ludzi naprawdę chorych i potrzebujących pomocy lekarskiej, zwłaszcza szpitalnej. To dopiero koszmar.

  2. NON sens. Ani w TVN ani w TVP nie zobaczyłem śmierci mojego sąsiada na covid ale na mojej ulicy. To nie były rzadkie przypadki jeżeli w obrębie kilkunastu domków mieliśmy przypadek śmierci zdrowego, zamożnego 60-latka.

  3. „Piotr Bronowicki pisze: 25 października 2021 o 10:50
    a jak śmiertelność ?”
    …………………………………..
    Cóż, w Rocznikach Statystycznych RP,
    na stronie GUS,
    informacja o przyczynach zgonów dostępna w w szczegółach.
    grypy jako przyczyny zgonu nie podawano.

    Podam ogólnie ->

  4. Przyczyny zgonów; ” W 2019 r., podobnie jak w latach poprzednich, najwięcej zgonów w Polsce było następstwem chorób układu krążenia — prawie 40% oraz nowotworów złośliwych — 24,5%. ”

    Adnotacja do Tablicy 11 (74). ZGONY Mały Rocznik Statystyczny RP 2021
    ……………………………

  5. Otóż to. Bo śmiertelność z tytułu grypy liczona jako stosunek zmarłych na grypę w relacji do zachorowań jest liczona w częściach promila. Natomiast śmiertelność covid jest liczona w procentach. Gdyby podobna ilość ludzi zachorowała na covid co na grypę to mielibyśmy powtórkę z „czarnej śmierci” XIV wieku. Dlatego konieczne są lockdowny, DDM, itd.

  6. Piotr Bronowicki pisze: 28 października 2021 o 09:35
    ” Gdyby podobna ilość ludzi zachorowała na covid co na grypę to mielibyśmy powtórkę z „czarnej śmierci” XIV wieku. Dlatego konieczne są lockdowny, DDM, itd.”
    …………………………………………………….
    Gdyby – ale tak nie jest,
    zdania specjalistów są podzielone – vide WNET .

    A „dzięki locdawnom” mamy zapaść w kontynowaniu leczenia tak zwanych
    chorób towarzyszących.

  7. Covid 19 jest chorobą na którą ludzie chorują, czasem ciężko i czasem umierają ale rzadko. To łatwo sprawdzić jeśli się tylko chce. Covid 19 jest pierwszą chorobą chyba w historii świata której się nie leczy tylko zarażonych separuje i czeka aż organizm sam da rade albo nie. Zalecane są jedynie leki przeciwbólowe, a w przypadku niewydolności oddychania w szpitalu podaje się tlen. W sytuacjach bardzo trudnych podłącza się respirator, ale dziś wiadomo, że rozwala płuca.
    Przy tzw pandemii Covid 19 po raz pierwszy chyba w historii świata lekarzom zalecono nie przyjmować chorych za wyjątkiem również po raz pierwszy zastosowanych porad telefonicznych, które wiadomo, są bzdurą. Takie porady powodują, że wszystkie stany zapalne traktowane są jako Covid 19 przez testy i nie leczone. Lekarze, którzy leczą są zastraszani. Jakoś tak się dzieje, ze w szkołach najczęściej chorują dzieci zaszczepione pomimo, że nas informuje się inaczej. Nie daj Boże dziś zachorować na cokolwiek.

  8. Kujawiak: Tak nie jest bo jest lockdown, dystans, dezynfekcja. Trzeba wiedzieć co może być i reagować zawczasu. quidquid agis, prudenter agas et respice finem
    Kwapisz: „chorują dzieci zaszczepione”- czy są na to wiarygodne statystki ?

    p.s. jak czytam wypowiedzi zmierzające do zamordowania Narodu przez antycovidowców to nie wierzę, że jest aż tylu (niepożytecznych) idiotów. To muszą być agenci wpływu…


Facebook