Obrona przed wykorzystaniem stała się nowym, obiecującym przemysłem / Andrzej Świdlicki, "Kurier WNET" nr 88/2021 - WNET.fm
Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Obrona przed wykorzystaniem stała się nowym, obiecującym przemysłem / Andrzej Świdlicki, „Kurier WNET” nr 88/2021

Fot. CC0, Pixabay

Jeśli wskutek przymusu szczepionkowego ludzie przestali być dysponentami własnego ciała, to dlaczego mieliby zachować nieograniczone prawo dysponowania swoimi pieniędzmi na kontach bankowych?

Andrzej Świdlicki

Co banki robią dla naszego dobra?

Pod pretekstem zwalczania oszustów i naciągaczy wyłudzających pieniądze od naiwnych i łatwowiernych, banki wścibsko inwigilują klientów, wzmacniając nadzór nad rutynowymi transakcjami. Właściciele prywatnych kont mają nad nimi mniejszą kontrolę.

Angielski bank zablokował mój przelew na sumę odpowiadającą średniej miesięcznej płacy w Polsce. Jeszcze tego samego dnia zatelefonowała do mnie sztuczna inteligencja, uprzedzając o tym zamiarze SMS-em. Chciała potwierdzenia, czy byłem sprawcą niedoszłego przelewu. Po serii pytań, na które odpowiadałem przyciskiem klawisza, dostałem do wyboru trzy daty urodzenia. Zawahałem się, bo alternatywy sporo mnie odmładzały, ale podałem właściwą. Nazajutrz w skrzynce mailowej znalazłem wiadomość od banku, stwierdzającą, że osoby w mojej grupie wiekowej są w większości lekkomyślne, ponieważ nie wyobrażają sobie, że jakiś wyłudzacz mógłby je chytrze podejść.

Po tym oskarżeniu o niedostatek wyobraźni zostałem dodatkowo ostrzeżony, że „zjawisko [wyłudzania pieniędzy przez ludzi podających się za kogoś innego] nasila się i nigdy nie było lepszego momentu, by mieć się na baczności”. Dowiedziałem się też, że Anglicy są zbyt uprzejmi, by finansowych oszustów obcesowo spławić i są jak Czerwony Kapturek w drodze do babci. Na szczęście są jeszcze w bankach prawdziwi myśliwi umiejący obchodzić się z wilkami.

Przelew przeszedł następnego dnia, ale zacząłem zastanawiać się, czy bankowi bardziej zależało na bezpieczeństwie transakcji, czy na kontroli nade mną? Bank zna mój adres pocztowy, numer telefonu komórkowego, adres mailowy, dane osobowe. Kiedyś z jakiegoś powodu musiałem się wylegitymować, więc ma skan paszportu. Nie zdziwiłbym się, gdyby pracował w nim zabiegany urzędnik w zarękawkach nieustannie łamiący sobie głowę, jak dla mojego dobra zgromadzić kolejną porcję danych, których najchętniej bym mu nie dawał. A może nie jest to urzędnik w zarękawkach, to byłoby jeszcze pół biedy, ale sztuczna inteligencja, która z banków zrobiła punkty krótkiej rozmowy z nieomylną maszyną. W porównaniu z żywym pracownikiem maszyna ma tę zaletę, że nie choruje, zepsutą wymienia się na taką samą, a zamiast podwyżki dostaje aktualizację. Jeszcze w latach 80. w niektórych bankach witano klientów z nazwiska; teraz idzie się tam jak do samoobsługowego McDonalda, gdzie zamówienie na frytki składa się naciskaniem na obrazek, bez potrzeby rozmowy z kimkolwiek.

Bank, który nie chce, bym stał się „ofiarą”, podąża z duchem czasu. Obrona rzeczywistych i potencjalnych ofiar przed wykorzystaniem psychicznym i fizycznym, różnymi typami molestowania oraz mową nienawiści stała się nowym, obiecującym przemysłem. Tak jak każdy przemysł, wymaga inwestycji i innowacji, jeśli chce się uchronić przed stagnacją i utratą konkurencyjności.

Przed losem „ofiary” chroni mnie też komunikat wyświetlający się na ekranie bankomatu na ścianie Barclays Banku po włożeniu karty: „Jeśli boisz się swego partnera, to jest to przemoc…” i dalej jest instrukcja, komu o tym donieść. Już nie rzeczywista przemoc, ale lęk przed takową, obojętnie – uzasadniony czy urojony – wystarcza, by z kogoś zrobić ofiarę wymagającą ingerencji w jego życie osobiste.

W rozmemłanym, hipochondrycznym społeczeństwie obrazkowym bycie ofiarą kogoś lub czegoś stało się modne. Kiedyś Anglicy mówili „pull yourself together” – weź się w garść. Teraz przedszkolaki, gdy zawala im się wieża z dwóch klocków, mówią: „I need help” – trzeba mi pomóc.

Antyprzemocowego komunikatu trudno nie widzieć, bo wisi na ekranie bankomatu do czasu wstukania PIN-u, wsączając się do głowy jako sugestia podprogowa. Słowa ‘victim’ (ofiara) i ‘abuse’ (nadużycie, przemoc, obelga) rozpleniły się w angielskim, zatomizowanym społeczeństwie, które z przeżywania samego siebie uczyniło treść życia duchowego. Zarząd nad bankami przejęli psychoterapeuci, którzy w oparciu o wyłapywanie subiektywnych, podświadomych lęków, chcą zdiagnozować ludzi jako ofiary czegoś realnego lub urojonego, najlepiej przemocy, by się nami zaopiekować i niańczyć, odbierając samodzielność decydowania o sobie. Mimo powszechnego nadużywania słowa ‘abuse’, nie zauważyłem, by w publicznym dyskursie używano go w stosunku do dzieci zmuszanych do przyjmowania eksperymentalnej szczepionki bardziej dla nich szkodliwej niż choroba, której ma zapobiegać.

Banki dawno skończyły z rutynową działalnością przechowywania pieniędzy klientów, dostają je tanio od rządów, spekulują w globalnym kasynie, a jak można wnioskować z bankomatowego komunikatu Barclays Banku, zajmują się diagnozowaniem podświadomych lęków swoich klientów. Innym nowym i obiecującym polem ich działalności stała się przemiana obyczajowości we współczesnym, postępowych duchu.

Bank Lloyds, który całe lata reklamował się wizerunkiem nobliwego czarnego konia i nadal ma go na szyldzie, wypuścił reklamę przedstawiającą parę radosnych homoseksualistów z napisem „He said yes”, co w domyśle oznacza przyjęcie propozycji wspólnego stadła. Logicznym następnym krokiem jest wspólne zaciągnięcie pożyczki na lokum, a gdzieżby indziej, jeśli nie w tak przyjaznym Lloyds Banku.

Jeszcze nie tak dawno banki reklamowały uśmiechnięte rodziny z dwojgiem dzieci, psem na ukwieconej łące i samochodem w tle.

W innej reklamie tego samego banku można zobaczyć parę w średnim wieku siedzącą naprzeciw siebie w rozmowie, która się nie klei. Kobieta z dydaktyczną miną tłumaczy mężczyźnie jak nauczycielka niezbyt rozgarniętemu uczniowi, że go nie kocha. W prawym dolnym rogu napis For your next step, co sugeruje, że następnym krokiem jest uregulowanie spraw finansowych, w banku Lloyds ma się rozumieć. Skądinąd logiczne, ale czy bank jedynie odnotowuje społeczne zjawisko nietrwałości związków męsko-damskich, czy też pośrednio tę nietrwałość normalizuje, a przez to banalizuje?

Obowiązującą sztampą w Anglii stała się reklama z udziałem ludzi wymieszanych rasowo, ale w tym konkretnym przypadku para jest biała. Gdyby była biało-czarna, komuś mogłoby nasunąć się skojarzenie, że bank nie wierzy w przyszłość partnerskich związków ludzi różnych ras, a to byłoby sprzeczne z politycznie poprawnym dogmatem inkluzywności w różnorodności. Podobny zarzut można by postawić reklamie, na której zamiast pary męsko-damskiej występowałaby para jednopłciowców.

Inkluzywność promowana przez banki póki co obejmuje klientów niezaszczepionych preparatem przeciw „politycznie wyrobionemu morderczemu koronawirusowi”, ale niekoniecznie rozciąga się na niezaszczepionych pracowników banku. Bank inwestycyjny Morgan Stanley już w lipcu zakazał im wstępu do biur w Nowym Jorku. Wymóg obejmuje także klientów i dostawców. Inny bank, Goldman Sachs, zażądał od pracowników zadeklarowania, czy się zaszczepili, co jest ingerencją pracodawcy w prywatną sferę życia pracownika sprzeczną z art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Banki w USA na ogół zatrudniają więcej niż stu pracowników, zatem podlegają tzw. szczepionkowemu mandatowi nakazanemu przez prezydenta Bidena.

Banki stały się upolitycznione. Zawsze miały szerokie możliwości blokowania lub zamykania kont, jeśli klient zalegał z płatnościami lub gdy ruchy na koncie były nietypowe. Jednak w ostatnich latach częściej i z większym zapałem z nich korzystają, nie tylko w celu zapobieżenia praniu pieniędzy, ale po to, by dać wyraz politycznym preferencjom.

W 2016 r. bank NatWest zamknął konto nadawcy Russia Today podcinającemu BBC. Pod pretekstem wątpliwości, kto jest prawowitym prezydentem Wenezueli: Maduro czy Guaido, Bank Anglii zamroził 14 ton wenezuelskiego złota wartości ok. 1,8 mld $. Praktyka używania bankowości jako politycznej broni finansowego rażenia nie ogranicza się do Wlk. Brytanii. Amerykański regulator tamtejszego finansowego rynku nałożył kolosalne grzywny na zagraniczne banki łamiące amerykańskie sankcje wobec Iranu. Chińskie, państwowe koncerny wpisały na czarną listę nominalnie brytyjski HSBC obecny na chińskim rynku od 150 lat.

Praktyki niektórych banków upodabniają je do YouTube’a, FB, Twittera, Google’a i PayPala, cenzurujących użytkowników, których poglądów lub publicznej działalności nie aprobują. W czerwcu br. Wells Fargo bez uprzedzenia wyzerował konto Lauren Witzke – współpracowniczki kanału TruNews promującego wartości chrześcijańskie. Witzke kandydowała do Kongresu, popierała Donalda Trumpa i wzięła udział w marszu na Capitol 6 stycznia. Powiedziano jej, że była to „decyzja biznesowa” i bank miał takie prawo.

Po zajściach 6 stycznia, za które Demokraci obciążyli ustępującego prezydenta Trumpa, Banks United na Florydzie zamroziły mu dwa konta. Kilka innych banków USA zapowiedziało, że z Trumpem ani jego firmami nie będzie prowadzić żadnych transakcji. Banki nie mają obowiązku zakładania i prowadzenia kont każdemu, kto zechce, ale w tym przypadku powodem były obawy, że będący przy głosie przeciwnicy Trumpa uznają je za niewystarczająco uświadomione politycznie.

Możliwość blokowania i zamykania kont często bywa motywowana zapobieganiem praniu pieniędzy, ale regulacje są skomplikowane, a ocena konkretnego przypadku subiektywna. Z danych brytyjskiego ombudsmana (FOS) rozpatrującego skargi klientów, którym banki ograniczyły dostęp do kont lub go ich pozbawiły, wynika, że co tydzień do jego urzędu wpływa ok. 50 skarg na takie praktyki. Może się wydawać, że to niedużo, ale do ombudsmana trafiają tylko skargi po wyczerpaniu wewnątrzbankowej procedury rozstrzygania sporów.

Większą skłonność do zamykania kont wykazują banki dostępne przez aplikację na smartfonie niż tradycyjne. Podobno mają lepsze algorytmy wyłapywania potencjalnych nieprawidłowości.

Koronawirusowe kwarantanny uaktywniły różnej maści naciągaczy. Towarzystwo ubezpieczeniowe Canada Life ocenia, że 5 mln Brytyjczyków zostało w tym okresie poszkodowanych lub zna kogoś, kto dał się nabrać, z czego 60% oszustw dotyczyło bankowości.

Przebierańcy podszywają się nawet pod inspektorów urzędu podatkowego. Łączne straty na tzw. scamie to 450 mln funtów, ale mogą być wyższe, bo nie wszyscy chcą przyznawać się do łatwowierności.

Nie ma powodu, by wątpić w aktywność scamersów w czasie mniemanej pandemii, tym bardziej, że dostęp do bankowości był utrudniony. Czy jednak ściślejsze kontrole banków nad transakcjami wprowadzone za parawanem pandemii zostaną odwołane, gdy/jeśli wirus się wypali? Mało to prawdopodobne. Jeśli bowiem wskutek bezpośredniego i pośredniego przymusu szczepionkowego ludzie przestali być dysponentami własnego ciała, to dlaczego mieliby zachować nieograniczone prawo dysponowania swoimi pieniędzmi na kontach bankowych? Czy nie jest najwyższy czas, by zdrowie i pieniądze zaczęły chadzać w jednym zaprzęgu?

Skoro upaństwowiono ludzkie zdrowie, to można także upaństwowić banki. Już teraz dostają do wykonania zadania niektórych instancji rządowych.

Ustawa konserwatywnego rządu Theresy May nałożyła na banki obowiązek zamykania kont osobom, którym wiza wygasła, zagrożonych deportacją lub niedoszłym azylantom.

Czyni to z nich wydłużone ramię ministerstwa spraw wewnętrznych. Nie znalazłem danych o tym, jak wymóg jest stosowany, ale rachuby, że ukróci on nielegalną imigrację, można włożyć między bajki. Powszechnie wiadomo, że europejskie banki, łącznie ze szwajcarskimi, są odgałęzieniem nie tylko krajowych urzędów podatkowych, ale także amerykańskiego IRS.

A może dlatego bank zacieśnił kontrolę nad obrotem, że nie chce konkurencji w jawnym rozboju? Sam przecież łupi klientów na zerowych stopach procentowych i inflacji, zubożając ludzi oszczędnych i zapobiegliwych.

Może walka ze scamem jest tylko propagandowym szyldem przygotowującym grunt pod wyeliminowanie gotówki z obiegu, bo jej brak to najpewniejszy sposób na oszustów chcących ją odsysać.

Aby całkiem ich zniechęcić, przydatny może okazać się chip z wprogramowanymi, unikalnymi danymi genetycznymi posiadacza. Wtedy wyłącznym monopolistą na odsysanie będzie rząd wyposażony w nieomylną wiedzę, kto, gdzie, kiedy, na co i ile wydał elektronicznych impulsów udających walutę?

Artykuł Andrzeja Świdlickiego pt. „Co banki robią dla naszego dobra?” znajduje się na s. 7 październikowego „Kuriera WNET” nr 88/2021.

 


  • Wrześniowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Andrzeja Świdlickiego pt. „Co banki robią dla naszego dobra?” na s. 7 październikowego „Kuriera WNET” nr 88/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook