Namiestnictwo Andrzeja Potockiego w Galicji 1903-1908, zakończone zabójstwem dokonanym przez nacjonalistę ukraińskiego - WNET.fm
Top bar
Reklama
Advertisement
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Namiestnictwo Andrzeja Potockiego w Galicji 1903-1908, zakończone zabójstwem dokonanym przez nacjonalistę ukraińskiego

Konający Potocki. Fot. Wikipedia

Zabójstwo A. Potockiego odbiło się szerokim echem w całej Polsce pod zaborami; dzień tego mordu stał się datą symboliczną w stosunkach Polaków z Galicji i Rusinów podkreślających swoją ukraińskość.

Stanisław Orzeł

W czerwcu 1903 r. Namiestnikiem Galicji został Andrzej Potocki herbu Pilawa (ur. 10 czerwca 1861 r. w Krzeszowicach, zm. 12 kwietnia 1908 r. we Lwowie), który był politykiem związanym z konserwatystami krakowskimi, marszałkiem Sejmu Krajowego Galicji.

Na początku urzędowania nieco złagodził ostrą politykę w stosunku do socjalistów i ludowców poprzedniego namiestnika – Podolaka L. Pinińskiego. W latach 1903 i 1906 podejmował całkowicie odmienne niż jego poprzednik decyzje wobec strajków rolnych w Galicji Wschodniej. Pisał wprawdzie do Wiednia, że mają one nie tyle ekonomiczny, co antyziemiański charakter, wskazywał, że bezrolni i małorolni chłopi ukraińscy zwrócili się w ich trakcie nie przeciw wielkiej własności rolnej w ogóle, ale szczególnie przeciw polskiej wielkiej własności w Galicji. Jednak w odróżnieniu od L. Pnińskiego, jako środek zaradczy przeciw spowodowanemu strajkami brakowi rąk do pracy proponował zahamowanie emigracji chłopów ukraińskich i zalecał to starostom w poufnym okólniku z kwietnia 1904 r. (Wikipedia).

Gdy w 1904 r. wygasły strajki na Śląsku austriackim, w lipcu „wstrzymano pracę przy robotach wiertniczych, wydobyciu ropy naftowej i wosku ziemnego w okręgach: borysławskim, krośnieńskim i jasielskim. (…) Ponieważ strajkujących oceniano wówczas na 7000 osób, na prawie każdego robotnika wypadał uzbrojony żołnierz. Niezależnie od tego wysłano wówczas oddziały wojskowe w rejon Krosna. Nie zdecydowano się jednak ogłosić stanu wojennego, jak tego domagali się przedsiębiorcy. Obawy władz były wówczas tak wielkie, że (…) namiestnik Galicji hr. Andrzej Potocki przerwał kurację w Karlovych Varach, przybył na miejsce owego wielkiego strajku i skłonił się do ustępstw wobec robotników. Z drugiej strony zjawili się tu także czołowi przywódcy socjaldemokratyczni polscy i ukraińscy, jak I. Daszyński, Z. Marek, Z. Żuławski, J. Drobner, K. Kaczanowski, J. Schiffler, S. Wityk, T. Mełeń, a także prezes Unii Górników, wybitny socjaldemokrata czeski P. Cingr” (J. Buszko, Dzieje ruchu robotniczego w Galicji Zachodniej: 1848–1918, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1986, s. 221).

Potocki podjął rozmowy z przywódcami socjalistów (m.in. z Ignacym Daszyńskim) w duchu pojednawczym, zmierzając do uwzględnienia przez władze i przedsiębiorców większości postulatów strajkujących. Dzięki temu strajk zakończył się „częściowym sukcesem: skróceniem dnia roboczego w tej gałęzi przemysłu do 9 godzin na dobę. Powstawały wspólne związki zawodowe (…)

Kiedy w 1905 r. wybuch rewolucji w Rosji spowodował w Galicji wzrost napięcia politycznego, falę zebrań, wieców, demonstracji ulicznych i strajków, w tym politycznych, wzywających do solidarności z wydarzeniami „za kordonem”, a jednocześnie postulującym demokratyzację ustroju, Potocki – jako namiestnik cesarski – zdecydowanie się temu przeciwstawił. Zarzucano mu m.in., że arystokracja galicyjska posiadająca majątki w zaborze rosyjskim wpływała na niego, aby podkreślić w ten sposób lojalność w stosunku do cara. Jednak na jego postawę wobec wydarzeń rewolucyjnych w Rosji oddziaływała – nie bez podstaw, jak pisał w okólniku z 5 lutego 1905 r. o fali strajków w Królestwie Polskim – obawa przed ich rozprzestrzenieniem się na teren Galicji. Zwłaszcza, że podobne obawy zgłaszały wówczas władze Prus. Nic więc dziwnego, że 15 lutego 1905 r. wszelkie objawy solidaryzowania się z ruchem rewolucyjnym w Królestwie potępiła uchwalona w porozumieniu z Potockim rezolucja Koła Polskiego w Wiedniu. Natomiast pismem z 27 maja 1905 r. Potocki okazał niezadowolenie krakowskiej Dyrekcji Policji, która nie udzielała żandarmerii rosyjskiej informacji o przebywających w Galicji działaczach socjalistycznych z Królestwa. Coraz liczniejsze manifestacje poparcia dla wydarzeń w Królestwie zaniepokoiły namiestnika do tego stopnia, że wydał generalny zakaz zebrań, których porządek dzienny przewidywałby „omówienie wydarzeń w Rosji”. Skoro w coraz bardziej zapalnej sytuacji nie udawało się tego zakazu w pełni wykonywać, polecił policji rozpędzać takie zebrania. (…)

W tym czasie na terenie autonomii galicyjskiej pod presją nastrojów antyukraińskich we własnym obozie, Potocki i podległa mu administracja poparli w wyborach sejmowych z lutego 1908 r. „moskalofilów”, a nie kandydatów ukraińskiej odrębności narodowej. (…) Namiestnik, rozumiejąc swój błąd, próbował wznowić pertraktacje z Klubem Ukraińskim. (…) W świetle później ujawnionych dokumentów należy rozważyć, czy szowinistyczna agitacja rozpętana przez ukraińskich nacjonalistów, do której dali się wciągnąć Podolacy i endecy, połączona z nawoływaniem do fizycznej rozprawy z przeciwnikami, nie była elementem pruskich manipulacji, których celem było storpedowanie próby kolejnej ugody polsko-ukraińskiej. Zwłaszcza, że rząd pruski 20 marca 1908 r. wprowadził w życie ustawę o przymusowych wywłaszczeniach, dążąc do ostatecznej zmiany stosunków własnościowych w Wielkopolsce i Prusach Zachodnich, tak aby własność niemiecka osiągnęła tam trwałą przewagę. Tymczasem w autonomii galicyjskiej pod rządami Habsburgów procesy przebiegały w zupełnie przeciwnym kierunku: polska własność i wpływy polityczne we władzach Galicji umacniały się. Proces ten mogły utrwalić podejmowane przez namiestnika Potockiego kolejne próby ponownego porozumienia z narodowcami ukraińskimi. W interesie Berlina i Moskwy było przerwanie tych działań, a na straży zbliżenia niemiecko-rosyjskiego stał premier Rosji, Piotr Stołypin.

Wywołane szowinistyczną nagonką emocje doprowadziły do zbrodni: 12 kwietnia 1908 r. we Lwowie, o godzinie 13:30, student III roku filozofii Uniwersytetu Lwowskiego, Ukrainiec Mirosław Siczynśki, zjawił się na audiencji u namiestnika i w jej trakcie strzelił czterokrotnie z rewolweru do Potockiego.

(…) Śmiertelnie ranny Potocki bezpośrednio po zamachu był jeszcze na tyle przytomny, że w otoczeniu rodziny sporządził ustny testament.

(…) Zabójstwo A. Potockiego odbiło się szerokim echem w całej Polsce pod zaborami; jego śmierć wywołała powszechne oburzenie nie tylko wśród Polaków galicyjskich, a dzień tego mordu politycznego stał się datą symboliczną w stosunkach Polaków z Galicji i Rusinów podkreślających swoją ukraińskość. Jak pisał Czesław Partacz, był to koniec „epoki złudzeń i sentymentów w stosunkach polsko-ukraińskich w Galicji”, złudzeń i sentymentów, których ziemianie wschodniogalicyjscy nigdy nie mieli wobec narodowców ukraińskich”. (…)

Za zabójstwo Potockiego Siczynśki został skazany na karę śmierci. Wyrok – w wyniku zabiegów polityków ukraińskich, zbieżnych z poglądami namiestnika Michała Bobrzyńskiego, do którego dotarł przyjaciel Siczynśkiego, wspomniany Cehłynśkij oraz, co szczególnie ciekawe, austriackiego szefa sztabu generalnego, gen. F. Conrada v. Hőtzendorffa – został złagodzony przez cesarza do 20 lat więzienia. (…)

Czy maczały w tym palce pruskie służby specjalne – trudno udowodnić, ale faktem jest, że w nocy z 9 na 10 listopada 1911 r. dzięki funduszom zebranym w Galicji, Rosji i Ameryce przyjaciele Siczynśkiego, głównie socjaliści galicyjscy, zorganizowali jego ucieczkę z więzienia męskiego w Stanisławowie „i wyjazd w przebraniu kupca żydowskiego przez Czerniowce, Lwów i Kraków do”… Berlina.

Siczynśki nie skorzystał z zaproszenia do USA i udał się przez Norwegię do Szwecji. „Po wybuchu pierwszej wojny światowej (…) jako korespondent gazety szwedzkiej wyjechał do Austro-Węgier [nikt go nie aresztował – S.O.], gdzie spotykał się z różnymi osobistościami politycznymi, m.in. (…) z liderem austriackiej socjaldemokracji W. Adlerem. W drodze powrotnej (…) zatrzymał się w Berlinie, gdzie odrzucił [? – S. O.] wcześniejszą propozycje austriacką podjęcia dywersji w USA na rzecz państw centralnych, zarazem jednak zdecydował się tam wyjechać. Tam od 1915 r. stał na czele Sejmu Ukraińskiego w Ameryce i „Federaciji Ukrainśkij”. Koneksje w Foreign Languages Information Service ułatwiły mu m. in. audiencję u prezydenta W. Wilsona. „W r. 1918 skierował list do (…) Wilsona z wezwaniem do poparcia sprawy ukraińskiej i protestem przeciw przyznaniu Galicji Wschodniej przyszłej Polsce” (A.A. Zięba, Iwan Andrij Myrosław Siczynśkij, Internetowy Polski Słownik Biograficzny). W czasach ZSRR trzykrotnie „odwiedzał Ukraińską SRR, zarówno w latach 30. (Połtawa), jak i 60. XX wieku (Lwów)”. Co znaczące – 25 czerwca 2013 r. rada obwodu lwowskiego przyjęła uchwałę o upamiętnieniu czynu M. Siczynśkiego, określonego jako bohaterski (Wikipedia), mimo, że w „karierze” tego zbrodniarza widać wiele tropów działania służb specjalnych Prus i Austro-Węgier, a od lat 20. XX w. – również sowieckich.

Cały artykuł Stanisława Orła pt. „Namiestnictwo Potockiego a pruskie manipulacje w Galicji. Rewolucja 1905-1907” znajduje się na ss. 10 i 11 marcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 69/2020, gumroad.com.

 


Od 4 kwietnia aż do odwołania ograniczeń w kontaktach, związanych z obowiązującym w Polsce stanem epidemii, 70 numer „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi naszej Gazety Niecodziennej będzie dostępny jedynie w wersji elektronicznej, pod adresem gumroad.com, w cenie 4,5 zł.

O wszelkich zmianach będziemy Państwa informować na naszym portalu i na antenie naszego radia wnet.fm.

Artykuł Stanisława Orła pt. „Namiestnictwo Potockiego a pruskie manipulacje w Galicji. Rewolucja 1905-1907” na ss. 10 i 11 marcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 69/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook