Kto dziś pisze i mówi o polskości? Polskość zdaje się być skompromitowana, wyświechtana, zużyta i zawstydzona - WNET.fm
Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Kto dziś pisze i mówi o polskości? Polskość zdaje się być skompromitowana, wyświechtana, zużyta i zawstydzona

Fot. P. Drabik, CC A-S 2.0, Wikimedia.com

Dziś wielu wydaje się, że żyje w wolnym i suwerennym kraju. Skąd to przeświadczenie? Ano krok po kroku edukuje się masy, aby zrozumiały i zaakceptowały nowe, liberalne idee odnoszące się do wolności.

Herbert Kopiec

Nie powiedzą o tym w szkole ani na uniwersytecie… (II)

[M]aturzyści z 2009 roku podczas egzaminu pisemnego z wiedzy o społeczeństwie gremialnie polegli na pytaniu, kto był laureatem Pokojowej Nagrody Nobla, przewodniczącym Solidarności i prezydentem Polski w latach 1990–1995. Zaskakująco wielu napisało, że chodzi nie o Lecha Wałęsę, a o Aleksandra Kwaśniewskiego! Wymieniano również Wojciecha Jaruzelskiego, Leszka Balcerowicza i Jarosława(!) Geremka. Uczniowie sądzą, że świetnie sobie poradzą na teście, bo… oglądają telewizję („Dziennik”, 2009 r.).

Miałem studenta, który z wielką pewnością siebie zapewniał mnie, że się znakomicie orientuje, co się dzieje w Polsce i na świecie, ponieważ regularnie czyta tygodnik „NIE” Jerzego Urbana. Na moje pytanie, czy wie, kim był/jest Jerzy Urban, odpowiedział: „Tak, wiem, to chyba ładowany gość; gazeta przecież dobrze się sprzedaje”.

Nie będzie łatwo…

Przekazanie współczesnej młodzieży szkolnej prawdy o tym, co się w Polsce stało w ramach tzw. transformacji ustrojowej, nie będzie łatwe głównie dlatego, że społeczeństwo polskie (a jest to tendencja światowa) zostało poddane kontroli i manipulacji poprzez utrzymanie go w niezdyscyplinowaniu i niewiedzy co do podstawowych systemów wartości, z jednoczesnym utrzymywaniem dezorientacji, dezorganizacji i skupienia uwagi wokół spraw, które nie mają żadnego znaczenia, a odwracaniem jej od spraw zasadniczych. Okazuje się, że cel ten można najłatwiej osiągnąć poprzez sztuczne wytwarzanie problemów i zamętu (wywołanie tzw. rewolucji seksualnej, lansowanie ideologii gender, fałszywie pojętej wolności i tolerancji spod znaku „róbta co chceta” itp.), aby potem – wystroiwszy się w szaty szlachetnych bojowników o wolność i tolerancję – oferować pomoc.

I tu wkraczamy w obszar spraw i rozstrzygnięć fundamentalnych. Bowiem wedle „sił postępu” jedynym rozwiązaniem przywracającym ład społeczny w świecie jest przeprowadzenie tzw. zmiany społecznej, która polega na pogardzie dla wysokich wartości duchowych i postawieniu tradycyjnego świata na głowie. Wymaga to tworzenia innej niż chrześcijańska kultury. Inaczej mówiąc, niezbędna jest kultura zwalczająca Boga, naród, tradycyjną moralność i normalność, a także patriotyzm.

W mediach należy trwale odwracać uwagę dorosłego społeczeństwa od prawdziwych problemów społecznych. I to się już w zasadzie stało. Ale z jakiego powodu i że nie jest to przypadkowe – tego już ani w szkole, ani na uniwersytecie ofiara/obiekt owej manipulacji/ogłupiania się nie dowie. Do głowy jej nie przyjdzie podejrzenie, że edukacja, jak to zgrabnie nazwał wybitny intelektualista Noam Chomsky, „jest systemem narzuconej ignorancji”.

W przemianach polskiej kultury kluczową rolę odgrywa telewizja, która zmieniła wielu Polakom świat, zwalniając ich z samodzielnego myślenia. To przez media myśl wielu rodaków stała się nieodporna na sposób przekazu (forma decyduje o wnioskach, które mają wyciągnąć i np. Rafał Trzaskowski jest przystojny, a więc nadaje się na prezydenta!). Bywa, że to za przyczyną mediów ludzie nie wiedzą, co jest ważne, a co błahe. To znaczy wiedzą dopiero wtedy, kiedy ich liberalne media poinstruują.

Dla scharakteryzowania skrajnego liberała posłużmy się wypowiedzią liberalnego dziennikarza „Gazety Wyborczej”: „Tak, jestem liberałem, bo głęboko wierzę w to, że wolność człowieka to również, jeśli nie przede wszystkim, wolność do robienia głupstw i ćwiczenia idiotyzmów” (GW, 1 lipca 2003). A szef „Gazety Wyborczej” Adam Michnik zapewniał w płatnych reklamach, że „nam nie jest wszystko jedno”. Istotnie, „Wyborcza” – przewodnik intelektualny i światopoglądowy po zaplątanych ścieżkach życia politycznego w Polsce – zazwyczaj wzdryga się na niektóre słowa, jak choćby: lustracja, dekomunizacja, krzyż, Kościół katolicki, patriotyzm. (…)

W gruncie rzeczy zgadza się to ze słowami francuskiego postmodernisty Jacques’a Derridy: „Europa ma otworzyć się na to, co nie jest, nigdy nie było i nigdy nie będzie Europą”.

W eseju napisanym wspólnie z niemieckim filozofem Jurgenem Habermasem Derrida sprzeciwia się politycznej roli religii: „Trudno sobie wyobrazić, aby w naszej szerokości geograficznej funkcjonował prezydent, który łączy skutki swych działań z boską misją”. Tymczasem usunięcie religii z życia publicznego byłoby odcięciem naszych korzeni. Tam, gdzie następuje zerwanie z tradycją, z przeszłością, nie ma już ciągłości narodu. Powstaje niejako nowy naród. I „jesteśmy w domu”, bo przecież o to właśnie chodzi: o zerwanie naszych więzów z minionymi pokoleniami, aby uformować nas w nową jakość i związać innymi więzami.

Zarysowana sytuacja państwa i społeczeństwa polskiego zmusza do stawiania politycznie niepoprawnych pytań i zachęca do refleksji nad przyczynami lichej kondycji duchowej Polaków. Nie da się bowiem oddzielić funkcjonowania państwa od tego, co dzieje się z jego obywatelami. Trzydzieści lat po formalnym upadku komunizmu znów można obserwować społeczną apatię i poczucie poniżenia.

Kiedy wiele tendencji i wydarzeń w życiu publicznym zatrważa, to trzeba mieć świadomość, że wciąż mamy do czynienia z cynicznym dziedzictwem PRL-u; wszak nie wychodzi się suchym z rzeki. Jeśli stwierdzamy, że państwo jest chore, to znaczy, że na państwie odbijają się schorzenia jego obywateli. (…)

Myślę, że można by uratować niejedną duszę młodego Polaka, gdyby mu dać szansę na lepsze rozeznanie w życiu jego przodków w okresie PRL-u i transformacji ustrojowej. Gdyby wiedział, że w 1989 roku jego przodek zazwyczaj był mocno zmęczonym obywatelem „in statu nascendi”, miał poranioną psychikę, ale był gotów do normalności.

To prawda, że niejeden oczekiwał takich cudów, że elity choćby docenią, że tak długo przechowywał tę swoją polskość z jej małymi świętościami i wiarę w deptaną przez komunę miłość bliźniego – synonim solidarności; w tak fundamentalne wartości jak prawda, dobro i piękno, i te pomniejsze, codzienne: uczciwość, skromność, dobry smak, a po półwieczu rządów ciemniaków – bezcenne, choć zwykłe kulturalne maniery… (…)

Władzę w Polsce po 1989 roku (z przerwami) przechwycili ludzie, u których polskość wywołuje odruch buntu.

Przypomnijmy wypowiedź Donalda Tuska z 1987 roku: „Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń? Polskość to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać”.

Myślę, że za tego rodzaju przejaw niechęci wobec ojczyzny żaden polityk świata nie mógłby w swoim kraju sięgnąć po wysoki państwowy urząd. Co się stało, że było/jest(?) to możliwe w Polsce?

W naszym znów odzyskanym państwie od początku promowano te siły społeczne, które z wielką energią zabrały się do przekonywania „mas ludowych”, że nie ma nic gorszego niż polskość. Bo na salonach Europy to jest źle widziane – twierdził literat Andrzej Szczypiorski (agent SB). Polskość to nie jest przecież jakieś tragiczne fatum, jak chcą niektórzy. Dlaczego więc narzuca się nam wzorce oraz kody kulturowe obce ludziom rozumnym, wychowanym w kręgu cywilizacji zachodniej? Dlaczego próbuje się zredukować przeciętnego Polaka do roli klienta, a polskość do kulturowego zaścianka? Kto to robi i z jakimi intencjami?

„Patriotyzm to bardzo brzydkie słowo, zakłada nienawiść do innych narodów” – moralizowała lewoskrętna prof. Maria Szyszkowska. „Zaimponowali mi Czesi: jak oni rzadko mówią o ojczyźnie i honorze…” – rozmarzył się aktor Jan Nowicki (TVN24, 22 VI 2012). „Kiedy mówimy, że literatura ma pobudzać patriotyzm, to jesteśmy blisko koncepcji Goebbelsa, to znaczy traktowania literatury jako narzędzia, które ma ludzi wpychać w to, czego władza by sobie życzyła” – powiedział reżyser teatralny Krystian Lupa (GW, 4 VI 2007).

Kto dziś pisze i mówi o polskości? Pamiętam, że w latach stanu wojennego z inicjatywy środowisk niezależnych przeprowadzono wśród artystów ankietę, w której o poczucie „polskości” pytano. Kto dziś zadaje to pytanie? Polskość zdaje się być skompromitowana przez populistyczne hasła i lepperowski krawat, wyświechtana jak flagi wywieszone z racji byle płacowego protestu, publicystyczne zużyta, zawstydzona wypominanymi grzechami. A przecież pytanie o polskość trzeba stawiać, szczególnie teraz, gdy członkostwo w Unii Europejskiej wymusza marginalizację czy wręcz rezygnację z tożsamości. Liczni w naszych elitach osobiści wrogowie Pana Boga utożsamiają polskość (i słusznie) z katolicyzmem, tradycją i te postawy z równą energią zwalczają. Polskość kojarzy im się wyłącznie z nacjonalizmem i ksenofobią.

Dlaczego Polaków odstręcza się od tradycji? Zauważmy, że w czasach instytucjonalnego komunizmu byliśmy w dużo lepszej sytuacji, ponieważ dla każdego uczciwego człowieka było jasne, że przyszło nam żyć w obcym, narzuconym siłą systemie.

Dziś wielu wydaje się, że żyje w wolnym i suwerennym kraju. Sporo obserwacji dowodzi, że są to tylko pozory. Skąd to przeświadczenie, że mamy wolność? Ano krok po kroku edukuje się masy tak, aby zrozumiały i – co najważniejsze – zaakceptowały nowe, liberalne idee odnoszące się do wolności. A te nowe idee wolności, tolerancji, antypolonizmu są zawsze antyreligijne i agresywnie antyklerykalne. (…)

Cyniczni obrońcy fałszywie pojętej wolności i tolerancji – jak to się mówi – nie wiedzą, co czynią. Wielu z nich ma nikczemną przeszłość i przypomina grzechotnika, który po utracie zębów twierdzi, że zawsze był jaroszem.

Artykuł Herberta Kopca pt. „Nie powiedzą o tym w szkole ani na uniwersytecie” znajduje się na s. 8 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 87/2021.

 


  • Wrześniowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Herberta Kopca pt. „Nie powiedzą o tym w szkole ani na uniwersytecie” na s. 8 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 87/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook