Kilkadziesiąt tysięcy powstańców styczniowych jest nieznanych. 80% ich potomków nie wie, że ich przodek był bohaterem - WNET.fm
Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Kilkadziesiąt tysięcy powstańców styczniowych jest nieznanych. 80% ich potomków nie wie, że ich przodek był bohaterem

Aleksander Sochaczewski, Żegnaj, Europo! | Fot. domena publiczna, Wikipedia

Są grupy i indywidualni historycy, którzy podejmują trud przypominania o nieznanych faktach. Korzystając z ich opracowywań, można podążyć śladami tych, z których wielu zostało na obcej ziemi.

Marcin Niewalda

Mało kto wyjeżdża do Irkucka „na wycieczkę”. 6000 kilometrów to odległość dla wielu nie do przebycia, a jednak tysiące polskich zesłańców musiało przebyć je piechotą. Wśród artystów, których przybił smutny widok skutych kajdanami skazańców, był Modest Musorgski, który w swoich Obrazkach z wystawy zawarł utwór Bydło. Choć nie mógł tego napisać oficjalnie i choć większość encyklopedii twierdzi, że zainteresował go widok wołów na polu – to w partyturze napisał, że to właśnie karawany polskich zesłańców, gnanych przez Syberię jak bydło, zainspirowały go do stworzenia tego poruszającego muzycznego obrazu.

Dzisiaj w Irkucku można natrafić na kilka grobów, a nawet jest ulica polskich powstańców (pamięci tych, którzy w 1866 r. w desperacji wywołali powstanie zabajkalskie – uważane za ostatni akt powstania styczniowego). Gdyby jednak pojechać kilkanaście kilometrów dół Angary, natrafi się na Usole – dawne miejsce niewolniczych prac, gdzie na wyspie ważono sól, a solanka drażniła rany. Gdzie leżało, nie orientuje się nawet wielu zainteresowanych historią. Miejscowość ta w XIX wieku składała się z kilkuset drewnianych domów, w których, w różnych warunkach, mieszkało wielu Polaków. Dzisiaj daremnie szukać ich śladów. (…)

Właśnie trwają pracę m.in. nad ustaleniem grobu Piotra Garyantesiewicza – 16-latka, który po powstaniu uciekł do Stanów Zjednoczonych i wiódł trudny los górnika. Pozostałby zupełnie zapomniany, gdyby nie króciutka notka w jednym z emigracyjnych pisemek. Dzięki współpracy z Polonią w Calumet (Michigan) udało się odkryć, że pracował na przodku, że miał zmiażdżoną dłoń, był ojcem kilkorga dzieci, i że pewnego dnia podczas wybuchu w kopalni urwał się głaz i zabił go na miejscu. Dzieci, osierocone również przez matkę, która zmarła zapewne w połogu, zmieniły trudne nazwisko na Gaiy. Dzisiaj cmentarz jest zarośnięty, a nikt z Polonii nie miał pojęcia, że kryje grób powstańca.

Historia młodego bohatera jest wciąż pełna zagadek. Nie wiadomo, w którym oddziale walczył, gdzie przyszedł na świat w 1846 roku, ani czy zostawił w kraju rodzinę. Może któryś z czytelników „Kuriera WNET” będzie umiał rozjaśnić tajemnicę.

Choć ślady powstańcze znaleźć można i na dalekiej Kołymie, gdzie stoi pomnik Czerskiego – polskiego powstańca – i w Argentynie, gdzie postyczniowy emigrant ma swój plac, to wiele jest białych plam nawet na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. Jednym z zapomnianych miejsc są Antopojce, gdzie oddział Wisłoucha stoczył zwycięski bój. Miejscowość dzisiaj nie istnieje. Miejsca po domach zostały zaorane, polany leśne zarosły. Pamięć uleciała do tego stopnia, że darmo szukać tego miejsca na mapach Google czy w serwisach kresowych. Ustalanie jego położenia wymagało kilku dni ślęczenia nad XIX-wiecznymi mapami. Okazało się że miejsce miało też inną nazwę – Antonojce. Litwini, wymieniając dokonania wspomnianego dzielnego dowódcy, piszą, że walczył o wolność… Litwy. W ogóle na większości litewskich stron internetowych dotyczących powstania słowo ‘Polska’ nie pada ani razu, a napisy na nielicznych tabliczkach upamiętniających zryw dotyczą tylko „walki o wolność”. W świadomości Litwinów działania powstańcze w 1863 były zrywem litewskim.

Cały artykuł Marcina Niewaldy pt. „Czego nie wiemy o powstańcach śląskich” znajduje się na s. 10 i 11 wrześniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 51/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Marcina Niewaldy pt. „Czego nie wiemy o powstańcach śląskich” na s. 10 i 11 wrześniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 51/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook