Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Emerytalne plany Małgorzaty Gersdorf: prezes Sądu Najwyższego na emigracji / Jan Bogatko, „Kurier WNET” nr 50/2018

Nie mogę się opędzić od słów piosenki sprzed lat: „Mam gorsecik, kolczyk z kółkiem, będę tańczyć, będę tańczyć z całym pułkiem. Małgorzatka tańcowała, póki się nie, póki się nie postarzała”.

Jan Bogatko

Tańcowała Małgorzatka…

Kiedy była prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf dotrzyma swej obietnicy pełnienia funkcji prezes SN na emigracji?

Oświadczenie, złożone w lipcu na łamach lewicowej (innych w zasadzie w Niemczech już nie ma) gazety „Süddeutsche Zeitung” z Monachium jest tak przerażająco jednoznaczne, że nawet najwybitniejszy prawnik z grona sędziów Sądu Najwyższego nie byłby w stanie inaczej zinterpretować tej wypowiedzi, jak tylko tak, że Małgorzata Gersdorf chce utworzyć jakiś konkurencyjny wobec Sądu Najwyższego w Warszawie trybunał, na którego czele zamierza osobiście stanąć.

Bawić się można na wiele sposobów, a Monachium (także to czerwone) ma swój karnawał, zwany nad Izerą Fasching, na którym każdy się bawi jak chce. Czemu nie w prezes Sądu Najwyższego na emigracji? I chyba tylko to Małgorzata Gersdorf miała na myśli, opowiadając w Karlsruhe o swych planach na spędzenie emerytury.

A może się jednak mylę, skoro występ Małgorzaty Gersdorf w siedzibie i na zaproszenie BGH (Bundesgerichtshof) – niemieckiego odpowiednika polskiego Sądu Najwyższego – przygotowywano z wielką precyzją, by nie dopuścić do politycznej gafy. Nadburmistrz miasta Karlsruhe, w którym to zapadają ostateczne wyroki, Frank Mentrup, po otrzymaniu od ambasadora Najjaśniejszej Rzeczpospolitej w Berlinie pisma, informującego go o tym, że Małgorzata Gersdorf jest jedynie emerytowaną prezeską Sądu Najwyższego, zwrócił się z zapytaniem w tej sprawie do wyższej instancji, czyli do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ministerstwo Spraw Zagranicznych uspokoiło nadburmistrza Karlsruhe słowami: „nie ma sygnałów, jakoby nie była już ona prezeską”.

Nie można mieć pretensji do nadburmistrza Karlsruhe, że w tak delikatnej sprawie zwrócił się do resortu stojącego wyżej od ambasadora. Sęk w tym, że pomylił stolice – bo nie wydaje mi się, by sądził, że polski ambasador podlega szefowi AA (Auswärtiges Amt) w Berlinie, aczkolwiek nie da się wykluczyć takiego rozumowania.

Protesty zawiedzionych ludzi, wynikające z kompleksów lub z politycznej determinacji, przyjmują różnorakie formy. W redakcji niemieckiej rozgłośni radiowej, w której pracowałem do chwili przejścia na emeryturę, na którą zresztą jakże niecierpliwie czekałem; a zatem w tej redakcji lat temu wiele pracował pewien redaktor, dla którego przegrana CDU w wyborach do Bundestagu (w roku 1969) była tak wielkim szokiem, że wyszedł przez okno willi w najelegantszej wówczas dzielnicy Kolonii, Marienburg, w której mieściła się redakcja, i wszedł na znak protestu wobec zwycięstwa czerwonych (SPD) na drzewo, z którego zdjęli go strażacy i panowie w białych kitlach. A on uwierzył tylko w przesłanie o końcu świata, jaki niechybnie musiał po wyborach nadejść. Być może miał on przed oczyma plakat wyborczy CDU, na którym groźnie wyglądający gość przestrzega: Alle Wege des Marxismus führen nach Moskau!. Co czyta Małgorzata Gersdorf?

O dalszych losach oświadczenia berlińskiego MSZ, rozstrzygającego ostatecznie o tym, czy Małgorzata Gersdorf nie jest, czy jest prezesem Sądu Najwyższego Rzeczpospolitej Polskiej w Warszawie, już nie czytałem ani nie słyszałem, ani też nie widziałem czegokolwiek w niemieckich mediach. Deklaracja berlińskiego AA, która ma wszelkie atuty, by znaleźć się nie tylko w skryptach instytutów dziennikarstwa, ale i prawa międzynarodowego, przeszła bez śladu! Cicho, sza!

Tak więc nie dowiedziałem się, czy szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych (w Warszawie) wezwał w nocy (a tak nakazuje protokół) ambasadora zaprzyjaźnionego mocarstwa, by mu wytłumaczyć, że nie tylko dobry obyczaj nie zezwala na tego typu niesmaczną ingerencję w sprawy sąsiedniego państwa. Jestem przekonany, że do tego wydarzenia doszło, nie wyobrażam bowiem sobie, by MSZ w Warszawie sam siebie zlekceważył.

Wprawdzie wielu polityków dzisiejszej opozycji po przegranych wyborach do Sejmu wyrażało gotowość dalszego prowadzenia działalności politycznej w gabinecie cieni (złośliwie i nieładnie nazywanego przez nielewicowych internautów „gabinetem cieniasów”), względnie deklarowało opuszczenie kraju, ale wypowiedzi te były raczej wyrazem rozpaczy, niż odpowiadały wymogom Realpolitik. Opuścić kraj, ale dokąd? Przenieść się do Brukseli bez apanaży chociażby członka Parlamentu Europejskiego? To raczej mało wykonalne, zbyt kosztowne i nieefektywne. Taki projekt nie daje, jak to się dzisiaj mówi, możliwości „finansowej samorealizacji”. Projekt Sądu Najwyższego na emigracji nie mógłby udać się w pojedynkę: a gdzie premier, gdzie rząd, gdzie ministrowie, no i gdzie pan prezydent? Wydaje mi się, że nawet najbogatsze Karnevalvereine w Niemczech nie weszłyby w ten biznes, bo niewielki, jeśli w ogóle, przyniósłby on profit. A publika, na przykład w Nadrenii, woli jednak młode, fikające nóżkami Maryśki od najlepszych zasłużonych artystek rewolucji.

W Karlsruhe, stolicy niemieckiego prawa, świętuje się także piątą porę roku, czyli Fasching. Małgorzata Gersdorf powinna się pośpieszyć z realizacją swego projektu emigracyjnego, jeśli chce zdążyć na czas. Karnawał to zbyt poważna sprawa, by oddać go w nieprofesjonalne ręce. Zarabia gastronomia. Hotelarstwo. Reklama. Także i policja ma ręce pełne roboty, a nie jest ona w Niemczech tak pokojowa, jak w Polsce. To wszystko wymaga przygotowań. Pisanie tekstów skeczy pożera czas i intelekt tęgich piór, szkoły tańca mają pełne programy, sale na festyny rezerwuje się na lata z góry. I jak tu zmieścić w programie Fastnacht „Malgorzata Gersdorf Show”? Nie, na ten karnawał jest już zdecydowanie za późno. I mało prawdopodobne, by w tym projekcie gościowi z dalekiej Warszawy pomogła finansowo Bettina Limperg, gospodyni spotkania, na którym Gersdorf wyraziła ochotę na funkcję „pierwszej prezes na emigracji”.

Czytelnik prasy niemieckiej sporo może dowiedzieć się o – chciałoby się powiedzieć – braterskiej pomocy dla Gersdorf i towarzyszy w walce ze „strategicznym demontażem państwa prawa w Polsce przez populistyczną partię rządzącą” – jak „informuje” „Süddeutsche Zeitung”. Także niemiecki Trybunał Konstytucyjny włącza się w krucjatę wspierającą „zaangażowanych polskich kolegów”. Tymczasem – opowiada Johannes Masing, sędzia niemieckiego BFG, który „od dawna utrzymuje ścisłe kontakty z zaangażowanymi polskimi kolegami” – Trybunał Konstytucyjny w Polsce, pierwszy cel demontażu, został w zasadzie unicestwiony przez „pozbawienie go serca i tożsamości”. A teraz to samo stało się z Sądem Najwyższym Małgorzaty Gersdorf!

Tak dla informacji: w niemieckim Trybunale Konstytucyjnym nie ma ani jednego sędziego z ex-NRD. Na to nie zezwolił duch państwa prawa. Oczywiście niemieckiego państwa prawa.

Ach, jakie wzruszające sceny z wieczornej gali Małgorzaty Gersdorf w przedkarnawałowym Karlsruhe opisuje monachijska „Süddeutsche Zeitung”! Oto na zakończenie wykładu w BGH dopuszczono pytania ze strony zaproszonej publiczności. Zgłosiła się pewna Polka mieszkająca w Niemczech. W jej oczach – zauważa dziennik – sytuacja wygląda jeszcze groźniej, niż faktycznie jest. Emigrantka pyta, czy Polska nie stoi aby w obliczu wojny domowej. – Nie była Pani tam od dawna – odpowiedziała pytaniem Małgorzata Gersdorf – prawda? I dodała: – Nie, wykluczam wojnę domową. Tym bardziej, że nasze wojsko jest niezbyt dobrze zorganizowane.

Nasi sojusznicy na pewno się cieszą z tej opinii. Na takie dictum nie zdobyłby się żaden niemiecki polityk za granicą. To skończyłoby jego karierę. Raz na zawsze. Przed, po i w trakcie karnawału. Ale w Polsce takie lekceważenie nie uchodzi za naganne. I to nie tylko w maglu.

Wszystkie niemieckie gazety – bez wyjątku – uważają się za znawców polskiej konstytucji, której ich dziennikarze zapewne nigdy nie mieli i nie będą mieć w ręku.

Fakt uchwalenia ustawy obniżającej wiek emerytalny sędziów do lat 65 uważają one za „ewidentne naruszenie polskiej konstytucji”, jak chce monachijska gazeta. Czytelnik tych dzienników przecież po konstytucję nie sięgnie i nie przeczyta tam chociażby, że to „Ustawa określa granicę wieku, po osiągnięciu której sędziowie przechodzą w stan spoczynku” – art. 180 ust. 4. Dlatego pani Gersdorf może w Karlsruhe z przejęciem opowiadać manipulowanej publiczności o „czystkach” w Polsce pod pretekstem obniżenia wieku emerytalnego. Nie ponosi w związku z tym żadnego ryzyka. Nic jej za to w Polsce nie grozi. Nikt jej nie oskarży, nie postawi przecież przed sądem emerytki. Zabraknie dreszczyku na paradę karnawałową w Karlsruhe?

Nie, Małgorzata Gersdorf nie utworzy Sądu Najwyższego na emigracji. W każdym razie nie w Niemieckiej Republice Federalnej. Ani w żadnym z państw członkowskich Unii Europejskiej. Zabraniają tego przepisy prawa i umowy międzynarodowe. Oczywiście dla Małgorzaty Gersdorf jest to na razie obojętne. Ale emerytowana pierwsza prezes Sądu Najwyższego musi się jeszcze wiele nauczyć, zanim wejdzie na śliski, unijny parkiet. Na przykład podstawowej zasady, że nawet najbardziej efektowne kłamstwo ma krótkie nogi. A raczej – im efektowniejsze, tym krótsze.

I nie mogę się opędzić od słów piosenki sprzed lat: „Mam gorsecik, kolczyk z kółkiem, będę tańczyć, będę tańczyć z całym pułkiem. Małgorzatka tańcowała, póki się nie, póki się nie postarzała”.

Felieton Jana Bogatki, pt. „Tańcowała Małgorzatka…” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr sierpniowy 50/2018, s. 3, wnet.webbook.pl.

 


Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki, pt. „Tańcowała Małgorzatka…” na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr sierpniowy 50/2018, s. 3, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

 

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook