Co poeta Feliks Netz - Polak z wyboru - miał do powiedzenia o postawie wyprostowanej i rzezi słowików nad Wisłą - WNET.fm
Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Co poeta Feliks Netz – Polak z wyboru – miał do powiedzenia o postawie wyprostowanej i rzezi słowików nad Wisłą

Guziki z Muzeum Katyńskiego | Fot. CC B\y 2.0, Flickr

Zaczynając pisać, musiał wybrać język i określić swoją tożsamość narodową, gdyż po tragedii wojny nie można było być jednocześnie Niemcem i Polakiem, okazywać sympatię sprawcom i ofiarom zbrodni.

Sławomir Matusz

Poetycka twórczość Feliksa Netza od pierwszych tomików mierzyła się z koszmarem II wojny światowej i jej skutkami. Zapamiętane obrazy z dzieciństwa – z Kretek koło Brodnicy, gdzie wiosną 1945 roku NKWD aresztowało i deportowało do łagrów ponad 700 osób, które podpisały volkslisty lub były do tego zmuszone; z podróży przez pół Polski do Lubania na Dolnym Śląsku na początku 1946 roku, a właściwie ucieczki przed NKWD, gdyż ojciec Feliksa Netza był Niemcem – nie przystawały do tego, czego uczył się potem w liceum i Wyższej Szkole Pedagogicznej w Katowicach i były sprzeczne z tym, co musiał mówić, stając do egzaminów magisterskich na Uniwersytecie Śląskim. Nie wiadomo dlaczego, rodzina wybrała Lubań jako miejsce osiedlenia. Przyczyną mogła być bliskość granicy z NRD i może zamiar przesiedlenia za Odrę, jaki mógł mieć ojciec poety. Co go od tego pomysłu odwiodło – też nie wiadomo. Być może niechęć do NRD i pragnienie życia za Łabą, co wtedy wydawało się niemożliwe.

Oficjalnie obowiązywała inna wersja historii, jaką pisał Janusz Przymanowski w swojej powieści Czterej pancerni i pies (1964).

Przyszły poeta, pół Polak, pół Niemiec, po kolejnej ucieczce do Katowic najpierw musiał iść do pracy w kopalni; indoktrynowany w liceum i na studiach, a później w PZPR, potrzebował wielu lat pracy i odwagi, by przepracować zapamiętane zdarzenia, obrazy, relacje i rozmowy.

Zaczynając pisać, musiał wybrać język i określić swoją tożsamość narodową, gdyż po tragedii, jaką była wojna, nie można było być jednocześnie Niemcem i Polakiem, okazywać sympatię sprawcom i ofiarom zbrodni. Z Matki Polki, wychowany w polskiej szkole, w debiutanckim tomie Związek zgody (1968) napisze:

tam – powiadają – wszelkie zrozumienie
gdy już nie ręka a myśl cię zawiedzie
przeto poszedłem: z lancą
w konfederatce dumny! z erkaemem
kazania skargi mając ku przestrodze
śpiewałem tylko śpiewy historyczne
a jeśli biłem to już w dzwon ze spiżu

Jest w tych słowach jasna i czytelna deklaracja – być może okolicznościowa, z okazji jakichś uroczystości. Jest patos – spiż. Ale nie ma oskarżeń, raczej dominuje w tomie zamyślenie i współczucie. (…)

Edward Zyman w pośmiertnym szkicu, poświęconym sylwetce i poezji Feliksa Netza Skrzypienie osi świata. O poezji Feliksa Netza przytacza fragmenty wiersza Sny polskie, opublikowanego w tomie Z wilczych dołów (1973) – zwrotkę pierwszą i trzecią; cały wiersz ma 4 zwrotki. Do wiersza powrócę, ale trudno uznać komentarz Edwarda Zymana za oddający w pełni prawdę o tym utworze: „Uważny czytelnik tych wersów nie miał wątpliwości, że Netz pisze o tragedii katyńskiej, choć słowo to w początkach lat 70. w tekście poetyckim pojawić się nie mogło; było wymazane ze zbiorowej pamięci, skazane na wieczną – wydawało się wówczas – banicję”.

Jest w komentarzu Edwarda Zymana pewne przekłamanie.

Być może Feliks Netz pisze o Katyniu. Jednak poeta był wtedy redaktorem katowickiego tygodnika społeczno-politycznego „Perspektywy”, miał legitymację partyjną, a o Katyniu wolno było mówić i pisać, nawet uczono, obwiniając o tę zbrodnię Niemców. Taką wersję wydarzeń upamiętniał nawet pomnik postawiony przez Sowietów.

I taka wersja wówczas Feliksa Netza obowiązywała – miał obowiązek tak ją przedstawiać, choć niewątpliwie znał raport Ferdynanda Goetla. W PRL nigdy nie wolno było obwiniać o żadną zbrodnię Związku Radzieckiego. Prawdy można było dowiedzieć się, słuchając Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, jednak w oficjalnej polskiej prasie przedstawiano to jako polityczne kłamstwo. Niemniej jest to piękny, symboliczny wiersz i bardzo prawdziwie mówiący o losie żołnierzy polskich, gdziekolwiek zginęli i z czyjejkolwiek ręki, który warto przytoczyć w całości:

o władztwo mundurów parzonych w obłoku
naftaliny przelot orłów przez srebrne guziki
wiatr w przestrzelonej głowie
hula pomiędzy jedną rocznicą a drugą
ile to już wdów wyszło za mąż

bug z nami chłopcy i wszystkie rzeki czerwone
i morza martwe łyse i sowie góry
nie ma zbawienia
w szałasach płaczu z prześwitem na piorun
klęcząc w struchlałą narodową noc

sny polskie tym się różnią od snów innych ludów
że nie śpi nawet w zabitym umarły
drży jak karabin
pod czujną stopą zaczajony w ziemi
oczekujący na znak

już wdowom po nas cudze dzieci mleko
wyjadły z piersi które w nas się tulą
jak skrzydła salwy
ale my spokojni póki w naszych kościach
żelazne nerwy

Wiersz odwołuje do tradycji, do szacunku dla mundurów żołnierzy polskich, mundurów oficerskich – na co wskazują srebrne guziki – przechowywanych z czcią, chronionych przed molami naftaliną. Na związek wiersza ze zbrodnią w Katyniu wskazuje „przestrzelona głowa”.

Poeta odwołuje się do mitu o Antygonie, która szuka ciała brata, by je pochować. Dlatego w wierszu Netza „nie ma zbawienia/ w szałasach płaczu”, bowiem nie było godnego pochówku. „W szałasach płaczu” to tyle, co schronienie w płaczu. Płacz chroni jak płaszcz, jak płaszcz żołnierski. W tym płaczu słychać głosy, wołanie o pomstę do nieba – dlatego w tym płaczu jest „prześwit na piorun”, znak od boga (Zeusa lub Boga chrześcijańskiego). W czasie „struchlałej narodowej nocy” nie śpią nie tylko żałobnicy, ale w zabitych nie śpią nawet umarli, czekający na godny pochówek i pamięć.

Zagadką są dwa pierwsze wersy strofy drugiej, a szczególnie słowa „bug z nami chłopcy”. Można zapytać, dlaczego rzeka Bug, a nie inna. Niemen, Słucz, Zbrucz lub Dniestr? Wymienienie którejś z rzek, które utraciliśmy, mogło spowodować interwencję cenzury.

Zagadkowe są również dwa pierwsze wiersze strofy ostatniej: „już wdowom po nas cudze dzieci mleko/ wyjadły z piersi które w nas się tulą”. Czy to znaczy, że zmarli akceptują nowe życie i nowe związki wdów, które powychodziły za mąż, czy jest to aluzja do masowych gwałtów żołnierzy Armii Czerwonej? Dzieci zrodzone w następstwie gwałtów nie są winne, podobnie jak zgwałcone kobiety – dlatego można myśleć i napisać z czułością „piersi które w nas się tulą” – które ofiarowane z miłością, ciągle należą się zmarłym żołnierzom. (…)

Po grudniu 1970 roku odżyły nadzieje, zluzowano cenzurę i Feliks Netz z tego skorzystał, wydając nowy tomik poezji. Dlatego mógł w wierszu raport z podziemia napisać:

przyduszony ciężką tkaniną ziemi: snem
który jest moim nieprzekupnym okiem
– schodzę w podziemie: zrywam z kłamliwym bractwem dnia;
– tylko tam rządzą ścisłe reguły zakonne:
leżenie krzyżem sprzyja studiom nad naturą wszechrzeczy
– palcami dotykam korzeni wszystkich drzew genealogicznych
– w konspiracyjnej czytelni docieram do fachowych źródeł
wyschniętych rzek; w jarzeniowym świetle białych kości recytuję
wyborną prozę bitew;

Mamy tu odwróconą symbolikę dnia i nocy – dzień i światło dnia nazwane są „kłamliwym bractwem”, to, co jawne, jest fałszywe. To, co skryte w ciemnościach podziemia, jest prawdziwe, zgodne z naturą i regułą zakonną, nosi walory poznania ścisłego. Wiedzę zdobywa się w konspiracji, a jedynie snów nie można przekupić. Podmiot wiersza ma świadomość uczestniczenia (za dnia) w czymś złym, jakimś zakłamaniu, w zbiorowym przekupstwie.

W PRL działał koncesjonowany system, w którym dostęp do druków zastrzeżonych, czasopism i książek wydawanych za granicą miały elity partyjne oraz intelektualne współpracujące z władzą. Przed powstaniem drugiego obiegu Zniewolony umysł Czesława Miłosza czy artykuły Ferdynanda Goetla w „Kulturze” paryskiej o zbrodni katyńskiej można było przeczytać, uzyskując specjalną zgodę na to – władz uczelni, Związku Literatów Polskich, Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich – lub ominąć ten zakaz dzięki znajomym, którzy mieli dostęp do takich zbiorów, na przykład bibliotekarzom.

Oficjalnie można było być marksistą, a nocami praktykować leżenie krzyżem.

(…) Feliks Netz jako poeta był przez większość życia niezauważony lub lekceważony przez krytyków towarzyszących Nowej Fali, z powodów politycznych. Feliks Netz, urodzony w 1939 roku, był tylko 7 miesięcy starszy od Lothara Herbsta – najstarszego z poetów kręgu Nowej Fali, również Niemca z pochodzenia, który wybrał język polski. Gdyby rodzina Netzów pozostała w Lubaniu i Feliks Netz studiowałby we Wrocławiu, a nie w Katowicach, być może dołączyłby do Grupy Literackiej Agora – do Lothara Herbsta i Jana Miodka, złożył w 1968 r. podpis pod manifestem grupy „Wobec innego”, wyrażonym w kilku podpunktach:

„a) celem naszym jest kształtowanie marksistowskiego oblicza kultury i literatury. Nie możemy jednak pozwolić na prymitywne demagogiczne ustalenia wypaczające metodę marksistowskiego interpretowania zjawisk. Wychodzimy z założenia, że tylko dialog przeciwstawnych systemów, a więc zachowanie formuły dialektycznego myślenia, pozwoli nam konstruktywnie wywiązać się z nałożonych na siebie zadań. Stąd zapraszamy do współpracy ludzi o innych postawach światopoglądowych, uważając to za nasz obowiązek; b) zaangażowanie po lewej stronie barykady jest dla nas sprawą moralnego nakazu i wyboru w imię przezwyciężenia wyraźnie zarysowującego się ogólnego kryzysu wartości i stanu zagrożenia” (mies. „Agora”, nr 19/68, ZSMP Uniwersytetu Wrocławskiego). Nie piszę tego, by deprecjonować poetę, tylko pokazać klimat tych czasów i drogę, jaką pokonał, jaką musiał pokonać, zanim wydał Krzyk sowy.

Poeci Nowej Fali kilka lat później będą tworzyli „drugi obieg” wydawniczy, uwalniając się od cenzury. Feliks Netz jednak nie drukował w drugim obiegu, nie angażował się w działania opozycji demokratycznej ani w dyskusje literackie.

Mimo że odszedł z SDP (stowarzyszenia dziennikarzy) i ZLP po wprowadzeniu stanu wojennego, był redaktorem miesięczników „Tak i nie. Śląsk” i „Śląsk”.

Co ciekawe, o ile czołowi poeci Nowej Fali po 1989 roku poparli kręgi liberalne i lewicowo-liberalne, a „Zeszyty Literackie” przejęła Agora SA – wydawca „Gazety Wyborczej”, to Feliks Netz poszedł „w prawo”, a w 2010 roku przystąpił do Społecznego Komitetu Poparcia Jarosława Kaczyńskiego.

Było to wynikiem zmiany aksjologicznej, jaka się w nim dokonała, i przyjęcia „postawy wyprostowanej”, którą w pełni pokazał w swojej ostatniej książce Krzyk sowy, najlepszej w jego poetyckim dorobku. (…)

Chowa twarz w dłoniach,
bo nie zna lepszej kryjówki.

Symboliczny jest tu „krzyż ramy okiennej”, który symbolizuje tutaj religijne przebudzenie. Gest chowania twarzy w dłoniach oznacza zamyślenie, jest gestem pokory. Przebudzenie nastąpiło – można, nawet należy mówić własnym, czystym głosem, nie bać się prawdy, poszukiwać jej, demaskować i nazywać zło. Poeta dostrzega fałsz przemian lat dziewięćdziesiątych, przeprowadzanych pod szczytnymi hasłami, demaskuje i nazywa, opisuje ich barbarzyński charakter w wierszu zatytułowanym Barbarzyńcy:

Kiedy już
odśpiewają hymn z niespotykaną ilością spółgłosek
pójdą do darmowego dziś burdelu u zbiegu alej
Kawafisa i Herberta

Nie przypadkiem poeta przywołuje Zbigniewa Herberta – nie tylko jako swojego literackiego patrona. Polska przypomina Feliksowi Netzowi bardziej Utykę z wiersza Herberta Pan Cogito o postawie wyprostowanej niż normalny kraj. Nowa konstytucja, jaką napisali nowi barbarzyńcy, mogłaby być konstytucją Utyki z wiersza. Dlatego tak do niej odniósł się Herbert:

„Przedstawiony projekt konstytucji odrzucam w całości. Po pierwsze, ze względów może frywolnych, to jest stylistycznych, ale niestety – taki mam zawód. To elaborat napisany fatalną polszczyzną. A przecież będzie lekturą dzieci i młodzieży. Po wtóre, z punktu widzenia prawnego i merytorycznego jest to wypracowanie wręcz haniebne. Roi się w nim od sformułowań: »niektórych spraw«, »może«, mających zapewne przykryć treść i zapowiedzi zgoła groźne – system o fasadzie kapitalistycznej, którego istotę stanowi gardząca społeczeństwem oligarchia, posiadająca wszystkie kluczowe urzędy i stanowiska finansowo-polityczne”.

Niestety, Zbigniew Herbert umiera 28 lipca 1998 roku. Feliks Netz rozumie już doskonale, że postawa wyprostowana pozwala mu widzieć dalej i głębiej, pisać bez lęku, nazywać, a nie ukrywać prawdę w gąszczu metafor.

 

Cały artykuł Sławomira Matusza pt. „Śniła mi się Polska. Od Katynia do Smoleńska” znajduje się na s. 16 październikowego „Kuriera WNET” nr 88/2021.

 


  • Październikowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Sławomira Matusza pt. „Śniła mi się Polska. Od Katynia do Smoleńska” na s. 16 październikowego „Kuriera WNET” nr 88/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook