Gardenia w Muzycznym IQ

Muzyczne IQ

21 stycznia 2022 r. gościłem w Muzycznym IQ Alka Januszewskiego i Radka Nowaka z warszawskiej Gardenii. Rozmawialiśmy m.in. o najnowszym albumie zespołu pt. Neuroza. Piękne spotkanie z pięknymi ludźmi

Zapraszam do odsłuchu. Radek Ruciński

Istniejąca od 35 lat warszawska grupa Gardenia wydała nowy album „Neuroza”.

Neuroza to choroba spowodowana zaburzeniami czynności układu nerwowego, związana z sytuacjami stresowymi współczesnego świata. „Neuroza” to także tytuł najnowszej płyty warszawskiego zespołu Gardenia. Już okładka wprowadza nas w neurotyczną atmosferę muzyczną albumu. Metaforycznie, zostajemy wprowadzeni w środek umysłu, pod czujnym okiem opatrzności – a może Wielkiego Brata? Neurozy bywają różne, charakteryzują się przede wszystkim zmiennością nastrojów. Taka też różnorodna stylistycznie i brzmieniowo jest muzyka na płycie. Znajdujemy tu motoryczny „Pokój Przemian”, jazzujące „Wymyślone Przedmioty”, minimalistyczne „Schody” , depresyjne „Zabij Przeszłość”, ciężką mantrę „Dzisiaj Nie Liczy Się Nic”. Płyta zabiera nas w podróż przez niespokojne stany psychiki współczesnego czlowieka. Odnajdując w nich własne doświadczenia, uświadamiamy sobie, jak wielu z nas przeżywa dramatyczne, niebezpieczne godziny, trwając w Pokoju Przemian, nieustannie próbując znaleźć z niego wyjście.

Gardenia powstała w 1987 roku w Warszawie. W następnym roku wydała swoją debiutancką (analogową) płytę w wytwórni Pronit. W latach 80. i 90. sporo koncertowała zarówno w małych klubach, jak i na dużych festiwalach m. in: Róbrege i Jarocin. Jej styl muzyczny krytycy zaliczyli do gatunku “psychodelicznego punku” lub też “zimnej fali”. Najbardziej znanym utworem granym w radio były “Papierosy i zapałki”.

Gardenia mniej lub bardziej intensywnie działa do dziś, obecnie grając w swoim pierwotnym składzie: Radosław Nowak – śpiew, Alek Januszewski – gitara, Przemysław Wójcicki – bas, Mariusz Radzikowski- perkusja. „Neuroza” to szósty studyjny album Gardenii. Ostatni pt. “Czarny gotyk” miał swoją premierę w styczniu 2018 roku.

źródło: https://www.cantaramusic.pl/

 

Być Może Ostatnia Płyta

Muzyczne IQ

10 grudnia 2021 r. gościliśmy Adama Kalinowskiego, który to opowiedział o swojej pierwszej solowej, „Być Może Ostatniej Płycie”; jej premiera miała miejsce 18 listopada tego roku.

Spotkanie pełne humoru, ciekawych anegdot, no i momentami głębokich przemyśleń (czy wiecie co to jest kryzys ćwierćwiecza?). Wszystko wskazuje na to, że przed tym skromnym, ale pewnym siebie jednocześnie artystą (choć sam jeszcze tak o sobie nie mówi) piękna kariera. Dzięki Adam. Trzymamy kciuki. A Was drodzy słuchacze zachęcamy do wysłuchania rozmowy z Kalinovskim i zapoznania się z jego twórczością.

„Muzycznie jest to mieszanka gatunków rock, alternatywa i pop. Chciałem w ten sposób
nawiązać do swoich rockowych korzeni, ale jednocześnie pokazać, że polski rock może być
świeży, intrygujący, a nawet przebojowy.
Kolejnym moim celem było stworzenie własnej, muzycznej tożsamości. Szczególnie, że po
udziale w programach talent show zarzucano mi jej brak. Przyjąłem tę krytykę z pokorą i
postanowiłem tą płytą pokazać, że mam coś ważnego do powiedzenia. Ważnego dla mnie i dla
moich Fanów. Zważywszy na fakt do jak różnych Artystów byłem porównywany przez osoby
słuchające przedpremierowo tego samego zestawu piosenek myślę, że choć częściowo udało
mi się ten cel osiągnąć. To byłoby dla mnie jako debiutanta naprawdę dużo.
Zachęcam zarówno osoby, które mnie od dawna wspierają, jak i te, które wątpią w moją
muzyczną wartość, żeby posłuchały tej płyty i wyrobiły sobie własne zdanie.” –Adam Kalinowski.

https://kalinovski.pl/

Projekt Chanel w Muzycznym IQ

Muzyczne IQ

Historia zespołu, która zaczęła się od „Końca”.

Justyna Młynarska z Projekt Chanel gościła w Muzycznym IQ dn. 26.11.2021. Porozmawialiśmy o reaktywacji zespołu po blisko 30 latach. Niedawno wydali świetną EPkę „Jestem”. W przyszłym roku ma się ukazać płyta. Już nie możemy się doczekać. Jeśli jesteś fanem The Cure, Sisters of Mercy czy Depeche Mode to muzyka dla Ciebie. O inspiracjach można by rozmawiać jeszcze długo, najważniejszym jednak jest, że Marcin Bogusz i Justyna Młynarska pozostają sobą nie siląc się na to co modne i na czasie. Piękny, szczery powrót po latach. Zapraszamy do odsłuchu.

Justyna Młynarska (wokal): „Zaczęliśmy razem grać 30 lat temu. Marcin Bogusz komponował, a Darek Olejniczak pisał teksty. Tworzyliśmy zgrany team. Nie mieliśmy tylko nazwy i któregoś dnia wymyśliłam Chanel.

Utwór „Koniec” utorował nam drogę do konkursu „Debiuty Opole 91”. Nie wygraliśmy, gdyż nasz muzyka i image zupełnie odstawały od reszty prezentowanych artystów. Publiczność przyjęła nas bardzo dobrze, ale jury zdecydowało inaczej: https://www.youtube.com/watch?v=0UP3YPUaR28

Po Debiutach zagraliśmy jeszcze kilka koncertów i nasze drogi się rozeszły. To były trudne czasy transformacji i nie wiedzieliśmy co z nami będzie. Mieliśmy po 20 lat, a zostaliśmy rzuceni na głęboką wodę. Każdy z nas ruszył w swoją stronę świata, by po 30 latach znów tworzyć razem. Nasze drogi znów się zeszły. To co teraz usłyszycie jest efektem współpracy Marcina Bogusza i Darka Olejniczaka”.

Marcin Bogusz (lider/wokal/gitara): “Do reaktywacji przekonała mnie Justyna, po tym jak festiwal Opole upublicznił nasz występ na kanale YouTube. Ludzie bardzo emocjonalnie reagowali na ten numer, więc postanowiłem nagrać go jeszcze raz, tylko dla nich. Nie myślałem wtedy o epce lub pełnym albumie. Do tego znowu zmusił mnie entuzjazm i zaangażowanie osób, które tworzą teraz tak zwany obóz Projeku Chanel. Kompozycje i teksty, to prawda, emocje, szczerość. Jest to odzwierciedlenie mojej duszy, mojego życia. Z Darkiem Olejniczakiem, rozumiemy się bez słów. Często Darkowi mówię o czym bym chciał, żeby był tekst, a on ubiera to w piękne słowa. Tak pracowaliśmy, pracujemy i będziemy ze sobą pracować. To wspaniały poeta i wielkiej wrażliwości. Czuję się zaszczycony pracować z takimi ludźmi, którzy zmieniają moje życie, które zmierza kierunku światła”.

Johan Band w Muzycznym IQ – rozmowa z Januszem Johanem Stasiakiem

Johan Band

Janusz Johan Stasiak odwiedził Muzyczne IQ . To było piękne spotkanie, pełne anegdot, o wzlotach i upadkach jedynego takiego Ikara polskiego rocka, co to nigdy nie spadł i nie przestał marzyć.

Rozmawialiśmy o nowym solowym projekcie Janusza – Johan Band i płycie Do Utraty Tchu.

Do udziału w tym projekcie Johan namówił swoich wieloletnich Przyjaciół uprawiających wiele różnych gatunków muzycznych od rocka po blues, pop i rock progresywny. W sesjach nagraniowych wzięli więc udział znakomici muzycy z zespołów: Believe, Collage, Restless, Róże Europy oraz gościnnie Crossroads, Breakout, Kult. W nagrywaniu płyty brał również udział Robert Bielak – jeden z najlepszych w Polsce skrzypków, lider olsztyńskiej Bohemy Artystycznej .

Album jest muzyczną opowieścią która w pięknych aranżacjach łączy gatunki muzyki wspomniane powyżej. Teksty na płycie są pewnego rodzaju podróżą człowieka przez całe swoje życie, pełne namiętności i miłości, upadków i wzlotów oraz dążeniu do spełnienia swoich najskrytszych marzeń. Odzwierciedleniem przekazu artystycznego albumu „Do utraty tchu” jest singiel „Ikar” otwierający płytę i zarazem promujący to wydawnictwo.

Audycja z dn. 5 listopada 2021 r.

Muzyczne IQ
Janusz Johan Stasiak i Muzyczne IQ

 

 

Tygodniowy Kalejdoskop Kulturalny – 30.10.2021 r.

Mariusz Knorowski – kurator Muzeum Plakatu w Wilanowie o wystawie Ryszarda Kaji. Basia Pospieszalska i Michał Bąk o nowej płycie ich arcyświetnego duetu.

Beata Majchrowska o swojej, nominowanej do Nagrody im. Witolda Pileckiego książce „Historia Antoniego Pallutha”. Profesor Jerzy Miziołek o Fra Filippo Lippim. Piotr Jamski o warszawskich dzwonach i to nie tych, w których się chodzi.

Wildstein: „Szpot” podważał fundamentalne założenia PRL-u, eksponując jego niszczycielski wymiar oraz liczne paradoksy

Gościem „Magazynu Wnet” jest Bronisław Wildstein – dziennikarz i publicysta, który wspomina postać Janusza „Szpota” Szpotańskiego, nieco zapomnianego dziś poety i satyryka. Rozmawia Anna Nartowska.

Bronisław Wildstein mówi o utrzymującym się od lat mglistym wizerunku Janusza Szpotańskiego w pamięci masowej – zdaniem publicysty taki stan rzeczy jest bezpośrednim skutkiem powiązań między władzami III RP z dawnym rządem PRL.

To jest pewna operacja – III RP jest kontynuacją personalną PRL co powoduje mistyfikację PRL-u i eliminację tych, którzy odsłaniali prawdę o nim.

Gość „Magazynu Wnet” zaznacza, że nie jest to jedyna ofiara tego typu „czystek” – podobny los spotkał m.in. Janusza Krasińskiego, którego niektórzy nazywali „polskim Sołżenicynem”. Twórczość „Szpota” charakteryzowała się dużą dozą ironii, która miała za zadania wypunktować paradoksy i absurdy ówczesnej rzeczywistości.

Nie tylko odsłaniał PRL, ale również fundamentalne założenia, paradoksy i niszczycielski wymiar tej ideologii.

Zdaniem dziennikarza taki stan rzeczy utrzymuje się do dziś, zmieniła się jedynie powierzchowność całego procesu.

Ideologia komunistyczna przepoczwarza się, ale w swoich fundamentalnych założeniach pozostaje taka sama.

Gość „Magazynu Wnet” dodaje, że w III RP ma miejsce relatywizacja narracji na temat PRL-u.

W PRL-u nikt nie bronił tego systemu – dopiero po jego upadku zaczęły się opowieści o budowie nowej Polski, pewnej alternatywy itd.

Przejawem takiego stanu rzeczy jest m.in. – jak zaznacza Wildstein – pewna forma cenzury społecznej.

Są ośrodki decydujące, z czego można się śmiać – np. z Kościoła. Natomiast z nowych ideologii już nie.

Janusz „Szpot” Szpotański, w swoich budzących skojarzenia z Arystofanesem satyrach, nie wahał się uderzać w najczulsze punkty, w celu wypunktowywania kolejnych absurdów. Nie uginał się nawet pod naporem prześladujących go służb – dobrym przykładem takiej konsekwencji, a zarazem i egzemplifikacją jego charakteru, jest rok 1968, gdy twórca został zamknięty na 3 i pół roku w więzieniu za napisanie opery „Cisi i gęgacze czyli bal u prezydenta”.

Siedział w więzieniu i czytał gazety. W międzyczasie układał w głowie dwa poematy, które następnie podyktował po cichu adwokatowi, który je spisał, a następnie puścił w miasto, zgodnie z życzeniem Szpota.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

P.K.

 

Marek Andrzejewski gwiazdą koncertu w Lublinie „Wielkiej wyprawy Radia WNET”

Radio Wnet

Marek Andrzejewski, gitarzysta i wokalistka pochodzący z Lublina powrócił w roku 2021 z nową płytą „Wariactwo”. To już szósty autorski album artysty. Wszystkie utwory zaaranżował i zinstrumentalizował Jego syn Michał Andrzejewski.

Marek Andrzejewski w latach 90–tych XX wieku współpracował z folkowym zespołem „Orkiestra św. Mikołaja”, z teatrem „Gardzienice” i z Teatrem Grupa Chwilowa. Jako autor i wykonawca piosenek zadebiutował w 1993 roku, choć Tomasz Wybranowski, dyrektor muzyczny Radia WNET, wskazuje rok 1991 i pewien recital listopadową porą pod auspicjami grupy poetyckiej „II Piętro” w Akademickim Cetrum Kultury Chatka Żaka.

W 1994 roku Marek Andrzejewski wyśpiewał Pierwszą nagrodę na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie oraz nagrodę im. Wojtka Bellona przyznawaną śpiewającym autorom. Dwukrotnie zdobył Grand Prix i Nagrodę Publiczności Ogólnopolskiego Festiwalu Recitali w Siedlcach (w 1994 i 1997 roku).

W 1995 roku razem ze znakomitymi muzykami z Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach utworzył siedmioosobową „Grupę Niesfornych”. Nagrał z nimi płytę pt. „Trolejbusowy Batyskaf” (1997), a w gorącej dziesiątce „Muzycznej Jedynki” znalazły się dwa teledyski: tytułowy „Trolejbusowy batyskaf” oraz „Jak listy”. Wielokrotnie reprezentował środowisko Lubelskie na koncertach galowych Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu.

Marek Andrzejewski

 

W 1999 roku powstała „Lubelska Federacja Bardów”. Marek wprowadził zespół do Kawiarni Artystycznej Hades w miejsce swoich wcześniejszych „Piwnicznych spotkań z piosenką”.

W 2003 ukazała się druga autorska płyta Marka „Dziesięć pięter”.

Oprócz muzyków z Grupy Niesfornych płytę współtworzyli: Vidas Švagždys, Tomasz Szymuś i przyjaciele Marka z Grupy MoCarta. Piosenki z tej płyty można było usłyszeć w radiowej Trójce, a jedną z nich – „Tylko misie” zaśpiewali później Artur Andrus i Andrzej Poniedzielski.

W 2012 roku ukazał się longplay „Elektryczny sweter”, który pokazał bardziej rockową duszę autora. Oczywiście nie brakuje na niej typowych dla Marka piosenek o charakterze przebojowym, jak „Kiedykolwiek” (jeden z największych hitów w historii Listy Polskich Przebojów WNET Polish Chart), czy ballad tak tkliwych i pięknych po prostu  jak „Idzie grudzień”.

Chwila obecna i czas albumu „Wariactwo”

Wariactwo to muzyczna odpowiedź artysty na obecne trudne czasy pandemii. Nowe piosenki są nowe i wszystkie autorskie. Zdaniem krytyków powstała energetyczna mieszanka dynamicznych, efektownych utworów pełnych nastroju i zajmujących (i serce  ducha) ballad.

 

Michał wniósł do piosenek świeże spojrzenie, nagrał instrumenty klawiszowe, gitary elektryczne, gitary akustyczne, bas oraz zaprogramował bębny – wyjaśnia Marek Andrzejewski. Dzięki niemu ta płyta jest bardziej odważna niż poprzednie, a ja starałem się dotrzymać mu kroku pisząc ważne, odważne teksty. Właściwie teksty te podyktował niespokojny 2020 rok. Wiele mówi już sam tytuł – podkreśla Marek Andrzejewski.

Artyści tym albumem chcą pokazać, że nie dają się tytułowemu „wariactwu”.

Postanowiłem zaśpiewać o potrzebie zmiany naszego beztroskiego, rabunkowego podejścia do świata. W przeciwnym razie czeka nas śmietnisko, wylądujemy na wysypisku rzeczy zużytych i ze śmietnikiem w umysłach zapchanych fałszywymi ideami i fałszywymi informacjami. Powstały piosenki na przekór niepewności, ku pokrzepieniu serc i dla podbudowania nadszarpniętego poczucia sensu i wartości – mówi artysta.

W nagraniach płyty wziął też udział Jarosław Spałek (trąbka, flugelhorn), Aleksandra Dąbrowska, Aleksandra Rudzińska, Jagoda Naja i Katarzyna Wasilewska (chórki), Marek Andrzejewski (gitara akustyczna, śpiew). Całość zmiksował Andrzej Karp.

 

Piotr „TUSE” Jaworski: Street Art coraz bardziej opiera się nie na jakości, tylko chęci pokazania się za wszelką cenę

Gościem „Popołudnia Wnet” jest Piotr „TUSE” Jaworski, artysta graffiti, który opowiada o swoich pracach i początkach kariery, a także o obecnej sytuacji w sztukach typu Street Art.

Piotr Jaworski jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, działa lokalnie pod pseudonimem „TUSE”. Przy podjęciu decyzji o obraniu artystycznej ścieżki kariery zadecydował częściowo przypadek – wcześniej gość „Popołudnia Wnet” planował wiązać swoją przyszłość z prawem. Dziś jego prace można znaleźć w niektórych szkolnych podręcznikach, gdzie pojawiają się jako przykładowe ilustracje streetartu. Mimo upływu lat, artysta nie trafi zapału do malowania i wciąż ma ochotę tworzyć nowe rzeczy i podejmować nowe wyzwania.

Cały czas chcę mi się malować, co nie jest regułą wśród moich rówieśników, bo ciężko przecież robić to pracując w biurze i mając dwójkę dzieci – zostali tylko ci, którzy się tym zajmują zawodowo. Na chwilę obecną mam chęć tworzenia i staram się ją do końca wykorzystać.

Komentując swoją obecność w podręcznikach szkolnych, Piotr „TUSE” Jaworski zwraca uwagę na pewien dość istotny aspekt swojej pracy – tworząc w przestrzeni publicznej trzeba liczyć się z pewnym ryzykiem wykorzystania swojego dzieła do różnych celów – nie zawsze tych wymarzonych.

Malując w przestrzeni otwartej musisz liczyć się z tym, że każdy może na tym mazać albo po prostu zrobić temu zdjęcie, ostatnio widziałem np. pocztówki z moim obrazem. O umieszczeniu jednego z moich obrazów w podręczniku dowiedziałem się od jakichś ludzi po czasie.

Najwięcej prac stanowią portrety. Artysta zaznacza, że portrety graffiti są bardziej zrozumiałe dla przeciętnego odbiorcy niż np. litery, których jego zdaniem większość widzów nie próbuje nawet rozczytać. Nie ma również jego zdaniem podziału na graffiti dobre i złe – wiele zależy od samego autora i jego konceptu. Zdaniem TUSE część młodych artystów nie do końca dobrze to rozumie i zdarza się im przestrzeń publiczną po prostu szpecić.

Coraz mniej jest umiejętności, a coraz bardziej jest to kwestia pokazania się za wszelką cenę na głównej ulicy, czy kamienicy. Ostatnimi czasy zadaje pytania: czy w wieku 40 lat będziesz się cieszył jak ktoś przyjdzie i ci coś napisze? (…) O podobnych tworach mówi się teraz „no style”. Niestety te rzeczy niewiele mają wspólnego z jakością i umiejętnościami.

Sprawy nie zawsze układają się po myśli twórcy – próba wykonania muralu z portretem Brunona Zwarry zasłużonego dla miasta Gdańska, natrafiła na przeszkody. Miasto nie chciało nawet zapłacić za materiały. Po trudnościach w porozumieniu z miastem artyście z pomocą wnuka Zwarry udało się wykonać portret, którym teraz chełpi się administracja Gdańska.

Po bezskutecznych staraniach o grant od prezydenta zrobiłem to oddolnie, wsparł mnie przy tym wnuk Brunona Zwarry, który dorzucił trochę pieniędzy na farby. (…) Sytuacja jest ciężka, pieniądze do pobrania były śmieszne – nie chodziło nawet o honorarium, tylko o niezbędny sprzęt.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

Zobacz więcej na:

https://tuse.pl

PK