Piotr Andrzejewski: Wyrok TSUE to brutalny dyktat. Byłby prawomocny, gdyby Polska była kondominium

Zdaniem naszego gościa wyniki wyborów świadczą o nieustającej walce twardej opozycji o utracone wpływy. Sędzia Trybunału Stanu opowiedział również o reformie polskiego sądownictwa.

Wokół reformy polskiego wymiaru sprawiedliwości / M. Patey, J. Chmielowska, P. Andrzejewski, „Kurier WNET” 52/2018

Stanowisko Komisji Weneckiej nie znajduje potwierdzenia w procedurach innych krajów Europy i w braku jakiejkolwiek weryfikacji odziedziczonego po komunizmie składu personalnego władzy sądowniczej.

Mariusz Patey
współpraca: Jadwiga Chmielowska, Piotr Andrzejewski

Wokół reformy polskiego wymiaru sprawiedliwości

Historyczny i międzynarodowy kontekst polskich problemów z kształtowaniem instytucji wymiaru sprawiedliwości

Problemy z polskim wymiarem sprawiedliwości jak w soczewce skupiają wszystkie niedostatki transformacji. Mało kto niezwiązany z Polską, a czytający dotyczące Polski wiadomości, jest w stanie odpowiednio je zinterpretować.

Polska droga ku demokratycznemu porządkowi rozpoczęła się 4 czerwca 1989 r. po częściowo wolnych wyborach. Społeczeństwo w przeważającej większości wyraziło wotum nieufności dla komunistycznego reżimu. Polska jednak tylko nominalnie stała się demokratycznym państwem prawa. Komuniści przewidzieli wiele zabezpieczeń, pozwalających im wejść w nową rzeczywistość bez uszczuplania swoich sfer wpływu w ważnych obszarach funkcjonowania państwa.

Budowa demokratycznego państwa prawa wszędzie na świecie była procesem trudnym i rozłożonym w czasie. Polskie społeczeństwo, mimo determinacji uczestników opozycji antykomunistycznej i NSZZ Solidarność, nie było w stanie ani w pełni rozliczyć winnych zbrodni komunistycznych, ani wykształcić skutecznych mechanizmów odsuwających ludzi szczególnie uwikłanych we współpracę z komunistycznym reżimem. Wraz ze starym establishmentem pozostały złe praktyki, widoczne szczególnie w sferze publicznej.

System demokratyczny ma się jednak nie najgorzej. Wskazują na to kolejne wybory do parlamentu i samorządów. A mnogość komitetów wyborczych i partii, ostry język sporu, demonstracje i protesty są nieodłączną cechą demokracji.

Po przejęciu przez dotychczasową opozycję władzy w 2016 r. i uzyskaniu wpływu na państwowe radio i telewizję zwiększył się pluralizm mediów, choć może niepokoić zbytnia koncentracja i słabość kapitału lokalnego w segmencie mediów prywatnych.

Niezwykle ważny dla rozwoju i stabilności demokratycznego państwa prawa jest wymiar sprawiedliwości. By mógł sprawnie działać, prócz dobrych rozwiązań organizacyjno-prawnych musi się opierać na środowiskach prawniczych mocno osadzonych w systemie wartości akceptowanych przez społeczeństwo.

W Polsce od tysiąca lat fundamenty wartości i rozwój państwowości były ściśle związane z cywilizacją łacińską. Zabory, utrata państwowości, kolejne okupacje i komunizm przerwały organiczny rozwój państwa i społeczeństwa i doprowadziły do rozszczelnienia systemu wartości. Skutkiem doświadczeń historycznych była demoralizacja społeczeństwa, słabość wyniszczonych elit, głębokie podziały i niski poziom zaufania tak w kontaktach międzyludzkich, jak i do instytucji państwa.

W tzw. Polsce Ludowej, tworze powstałym w 1944 r. w wyniku zajęcia terenów polskich przez Armię Czerwoną, sędziowie, prokuratorzy, a nawet adwokaci mieli na pierwszym miejscu stawiać dobro komunistycznego systemu. Komuniści lubili powtarzać, że wymiar sprawiedliwości jest karzącą ręką partii.

Nieformalna sieć powiązań, polecenia wydawane ustnie, na telefon, stały się normą. System edukacji na studiach prawniczych ukierunkowany był na kształcenie uległego karierowicza, polegającego raczej na związkach rodzinno-środowiskowych niż na wiedzy i wypełnianiu misji społecznej. Erozja tradycyjnego systemu wartości przyspieszyła. Mieliśmy tysiące zbrodni sądowych, setki sędziów, prokuratorów zaangażowanych w proceder niszczenia prawdziwych i wyimaginowanych wrogów systemu komunistycznego.

Co stało się po 1989 r. z całym środowiskiem prawniczym służącym komunistycznemu reżimowi? Niektórzy wyjechali z Polski, a inni sądzili, oskarżali, bronili – już w imieniu wolnej, demokratycznej Polski. Ostateczny upadek systemu tylko pozornie miał wpływ na jakość ich pracy.

Tzw. socjalistyczna etyka została zastąpiona indywidualnym i środowiskowym egoizmem, lojalnością w stosunku do grupy, uległością wobec osób stojących wyżej w hierarchii zawodowej, społecznej, połączonym z pogardą i wyższością wobec osób reprezentujących odmienny świat wartości. Jednocześnie środowisko to skutecznie broniło osób z komunistyczną przeszłością przed odpowiedzialnością.

Przypomnę choćby proces przeciwko zbrodniarzowi komunistycznemu Władysławowi Pożodze, który był funkcjonariuszem WUBP w Rzeszowie, gdzie działał jako młodszy referent od 15 marca 1946 r. i jako referent od 15 października 1946 r w komunistycznych organach represji. Na jego polecenie Jerzy Vaulin ps. Mar 24 października 1946 r. dokonał zabójstwa Antoniego Żubryda i jego żony Janiny, będącej w 8. miesiącu ciąży. Zbrodniarze uniknęli kary pomimo dowodów. Sędzia (córka stalinowskiego zbrodniarza sądowego) oddaliła pozew z uzasadnieniem, że daje wiarę wyjaśnieniom oskarżonych, jakoby mordowali z pobudek pospolitych, a nie ideologicznych, czyli ich zbrodnie nie kwalifikują się jako nazistowskie czy komunistyczne.

Warto również przytoczyć sentencję wyroku w ciągnącym się 11 lat procesie w sprawie zabójstw podczas tzw. rewolty grudniowej z 1970 r na Wybrzeżu, gdzie strzelanie do demonstrantów i przypadkowych ludzi celem spacyfikowania zamieszek wymierzonych w komunistyczne rządy zostało uznane za udział w bójkach. I to wbrew zdaniu ławników, jedynego ciała w polskim wymiarze sprawiedliwości mającego legitymację społeczną. Także strzelających z helikopterów na rozkaz komunistycznego generała Korczyńskiego sędziowie potraktowali jak drobnych chuliganów. Wielu winnych nawet nie stanęło przed sądem.

Mimo wielu dowodów i świadków, organizatorzy i wykonawcy skrytobójczych mordów popełnianych w latach 1980–1990 na działaczach opozycji, księżach, pozostali bezkarni. Dawni sprawcy tego typu przestępstw sądowych są nadal czynnymi sędziami, często uczestniczą w procesie kształcenia do zawodów prawniczych i wpływają na politykę kadrową sądów.

By zilustrować patologię systemu, przypomnę prowokację dziennikarską, w której młody dziennikarz, podający się za pracownika kancelarii premiera, mógł wpłynąć na pracę sędziego lokalnego sądu. Jednak to dziennikarz ma do dziś kłopoty z prawem, nie sędzia. Przykładów erozji etyki zawodowej prawników, czy wręcz braku uczciwości, jest wiele.

Ta sytuacja budzi frustrację dużej części środowisk byłej opozycji demokratycznej. Znacząco w tym kontekście wypadają badania poziomu zaufania społecznego do instytucji wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Sądy darzone są zaufaniem poniżej 50% (na poziomie 40%) i ten wskaźnik w latach 2006–2016 niewiele się zmienił (http://www.tnsglobal.pl/archiwumraportow/files/2016/11/K.068_Zaufanie_do_instytucji_O10a-16.pdf ).

Polska nie jest jednak niechlubnym wyjątkiem na tle pozostałych krajów, mających doświadczenia z systemami komunistycznymi, bo wiele z nich zmaga się z podobnymi problemami.

System komunistyczny, zanim się rozpadł, przygotował rozwiązania prawne utrudniające reformę, która naruszałaby stan posiadania dotychczasowego establishmentu postkomunistycznego.

Po fali euforii w 1989 r., przyszło rozczarowanie i zwątpienie w uczciwość i dobre intencje ludzi Solidarności, umiejętnie podsycane przez wciąż silne w mediach środowiska postkomunistyczne.

Powrót do władzy postkomunistów dla uważnych obserwatorów nie był zaskoczeniem. Uchwalono konstytucję, która poprzez niejasne przepisy umożliwiła dowolność interpretacji w jednych obszarach i niemożność przeprowadzania modernizacji państwa w innych.

Wygrana Zjednoczonej Prawicy w wyborach 2016 r. grozi dotychczasowemu układowi postkomunistycznemu utratą wpływów, a przed rządzącą centroprawicą, która nie ma większości konstytucyjnej, stoi dylemat: legalizm i brak zmian czy próba zmian i oskarżenia o naruszanie porządku prawnego państwa? A specyfiką polską, mimo ostrego sporu i podziałów w społeczeństwie, jest niechęć do radykalizmów i swoisty pacyfizm.

Moim zdaniem mamy do czynienia z inicjacją szybkich zmian, prowadzących do wzmocnienia podmiotowości społeczeństwa. Polska od 1989 r. odchodzi od modelu rządów elit na rzecz upodmiotowienia społeczeństwa.

Krajowa Rada Sądownictwa. Rys historyczny

Krajowa Rada Sądownictwa ma opiniodawcze znaczenie przy obsadzie stanowisk sędziowskich dokonywanych przez prezydenta. Została utworzona w 1989 r. w efekcie uzgodnień między opozycją demokratyczną a władzą komunistyczną podczas obrad Okrągłego Stołu. Jej celem miał być nadzór nad niezależnością sądów i niezawisłością sędziów. Instytucja KRS została wpisana do konstytucji jako organ kolegialny przedstawicieli władzy ustawodawczej i wykonawczej z najliczniejszym udziałem sędziów desygnowanych przez Sejm. Ostatecznie została powołana do życia na podstawie ustawy z 20 grudnia 1989 r. Weszli do niej prawnicy mający akceptację władzy komunistycznej.

Konstytucja RP z 1997 r., uchwalona za rządów koalicji SLD-PSL, czyli postkomunistów, wraz z ustawą z 2001 r., podczas kolejnych rządów SLD-PSL, opisuje funkcjonowanie KRS. Najważniejszą zmianą dotyczącą kompetencji było przyznanie KRS prawa do udziału w kształtowaniu wynagrodzeń sędziów.

Wprowadzono organ Rady – Prezydium, a w miejsce zapisu o kadencyjności KRS wprowadzono przepis o kadencjach członków KRS. Zmieniono tryb zaskarżania uchwał Rady w sprawach indywidualnych sędziów. Zamiast wnoszenia skargi do Naczelnego Sądu Administracyjnego, wprowadzono skargę do Sądu Najwyższego. Zmiany te w praktyce wzmocniły korporację zawodową sędziów.

Jeśli dodać do tego spostrzeżenie, że polski system sądowniczy opierał się dotychczas głównie na ludziach będących podporą reżimu komunistycznego, co znajdowało wyraz w treści zapadających wyroków, można zrozumieć rozgoryczenie nastawionej antykomunistycznie części społeczeństwa marzącej o republice bez uprzywilejowanych kast i elit.

W polskiej konstytucji z 1997 r. uchwalonej przez koalicję SLD-PSL Radę opisano w rozdziale VIII „Sądy i trybunały”. Jednak pojawiły się wątpliwości co do teoretycznego sklasyfikowania miejsca KRS w systemie władzy. Część prawników twierdzi, że nie można jej przyporządkować ani do władzy ustawodawczej, ani wykonawczej, ani sądowniczej. Od organów dwóch pierwszych władz znacznie się różni, a co do władzy sądowniczej, to Konstytucja wyraźnie stwierdza, że władzę tę sprawują tylko sądy i trybunały. Mimo to Radę opisuje się jako niewydający wyroków („pozajudykacyjny”) organ władzy sądowniczej. Bywa też opisywana jako organ administracji państwowej i porównywana do organów kontroli państwowej i ochrony prawa. Przyporządkowanie KRS do konkretnej władzy (albo stwierdzenie, że nie należy ona do żadnej z nich) ma wpływ na interpretację kompetencji Rady.

Propozycje zmian po dojściu PiS do władzy

Kierunek zmian w wymiarze sprawiedliwości zmierzał do ściślejszej kontroli jakości pracy sędziów poprzez uformowanie odpowiednich instytucji przy Sądzie Najwyższym i zwiększenie roli przedstawicieli społeczeństwa w procesie wyboru sędziów. Temu miały służyć zmiany w sposobie wyłaniania członków Krajowej Rady Sądownictwa. Innym z celów było odsunięcie w stan spoczynku sędziów o niewygaszonych związkach z postkomunistycznym establishmentem i uwikłanych w orzekanie łamiące zasadę lex retro non agit.

22 lipca 2017 r. Sejm uchwalił ustawę wygaszającą niejednolitą kadencję wszystkich członków KRS, dzieląc ją na dwa zgromadzenia.

Uchwalenie tej ustawy, a także ustaw o ustroju sądów powszechnych oraz Sądzie Najwyższym, uznawanych przez niektórych jako naruszające zasadę trójpodziału władz, wywołało protesty zwolenników status quo w kraju.

Prezydent Andrzej Duda zawetował ustawę 31 lipca 2017 r., proponując własną inicjatywę ustawodawczą w tym zakresie. We wrześniu do Sejmu wpłynął prezydencki projekt nowelizacji. Zaproponował m.in. zmiany sposobu wyboru członków Rady oraz obowiązek transmisji obrad KRS przez internet. Prawo zgłaszania kandydatów do Rady miałyby grupy co najmniej 2000 obywateli oraz grupy co najmniej 25 sędziów. Sejm wybierałby członków KRS kwalifikowaną większością 3/5 głosów, a w przypadku konieczności przeprowadzenia drugiej tury – w głosowaniu imiennym.

Mimo tych zmian sędziowie nadal będą mieć olbrzymi wpływ na bieżącą politykę, nie będąc przedstawicielami Suwerena – Narodu.

Reperkusje międzynarodowe reform

Opinię o ustawie wydała Komisja Wenecka, mijając się niejednokrotnie z treścią obowiązującego w Polsce systemu prawnego. Według Komisji, w państwie prawa znacząca część lub większość członków rad sądowniczych powinna być wybrana przez sędziów, a według uchwalonej ustawy Sejm może wybrać kandydatów, którzy mają minimalne poparcie sędziów. I tu można zarzucić Komisji Weneckiej próbę ograniczenia prawa społeczeństwa do możliwie szeroko rozumianej podmiotowości, realizowanej bezpośrednio bądź przez przedstawicieli.

Wybór większością 3/5 głosów daje szanse osobom bardziej neutralnym, ale w drugiej turze głosowania partia rządząca może wybrać kandydatów zwykłą większością, co upolitycznia Radę. Pogłębi to wspólna dla wszystkich członków kadencja.

W Europie powszechne są kadencje niesynchroniczne, kiedy pracują razem członkowie wybrani przez parlamenty różnych kadencji. Zwiększa to szansę, że będą oni reprezentowali różne poglądy polityczne.

Różne poglądy nie gwarantują jednak większej niezależności, bo mogą prowadzić do nadmiernego wpływu tych opcji politycznych, które nie są przez społeczeństwo popierane w demokratycznych wyborach. Grozi to obstrukcją prac rządu przez ludzi nie posiadających legitymacji społecznej. Uderza to w 400-letnią tradycję demokracji i samorządności I Rzeczypospolitej, opartych na zbiorze praw Nihil novi sine communi consensu z 1505 r., a potwierdzonych w Konstytucji 3 maja z 1791 r. Jednak lepiej, aby Rada reprezentowała wartości większości społeczeństwa, niż gdyby mniejszość miała swe poglądy narzucać większości, co miało miejsce podczas rządów komunistów.

Według Komisji Weneckiej ustawa ta razem z innymi reformami osłabia niezależność wymiaru sprawiedliwości. Jej stanowisko nie znajduje potwierdzenia w procedurach innych krajów Europy i w braku jakiejkolwiek weryfikacji odziedziczonego po komunizmie składu personalnego władzy sądowniczej. Komisja nie wzięła pod uwagę kontekstu: transformacji państwa polskiego i specyfiki systemu sowieckiego, z jakiego Polska relatywnie niedawno wyszła.

System doboru sędziów. Rozwiązania europejskie i amerykańskie

W II połowie XX w. wiele państw europejskich utworzyło organy, które mają chronić niezależność sądów i niezawisłość sędziów. Są one powiązane z władzą sądowniczą, jednak na ich skład mają wpływ także organy władzy ustawodawczej i wykonawczej. Istnieją m.in. we Francji (Najwyższa Rada Sądownictwa, organ konstytucyjny) oraz we Włoszech i Portugalii.

W innych państwach europejskich, które także są państwami prawa, organy podobne do KRS nie występują. Do tych państw należą m.in. Niemcy, Austria i Luksemburg. Tam w procesie wyboru sędziów uczestniczą ministrowie sprawiedliwości lub organy kolegialne innego typu.

Niemcy. Sędziów najwyższej instancji (bez Federalnego Trybunału Konstytucyjnego) wybiera 32-osobowa komisja rekrutacyjna (Richterwahlausschuss) złożona po połowie z posłów do Bundestagu (skład odzwierciedla proporcjonalnie układ sił w Bundestagu) i ministrów sprawiedliwości krajów związkowych (rządy landowe wyłaniane są w osobnych wyborach, proporcje partyjne są często inne niż w Bundestagu). Kandydatów proponuje federalny minister sprawiedliwości albo członkowie komisji rekrutacyjnej. Po zaopiniowaniu kandydata przez tzw. radę prezydialną danego sądu (prezes i inni sędziowie) komisja rekrutacyjna zwykłą większością głosów dokonuje wyboru na drodze tajnego głosowania. Po zatwierdzeniu wyboru przez rząd federalny sędziego mianuje prezydent RFN. Ta procedura od lat krytykowana jest przez przedstawicieli samorządu sędziowskiego jako zbyt upolityczniona i mało przejrzysta, ale za to społeczeństwo uzyskuje pośredni wpływ tak na obsadę, jak i na ewaluację pracy sądów.

We Francji o nominacjach sędziowskich decyduje Najwyższa Rada Sądownictwa (Conseil Supérieur de la Magistrature) ustanowiona w konstytucji Republiki Francuskiej. Liczy ona 12 członków; w jej skład oprócz Prezydenta i Ministra Sprawiedliwości wchodzi 5 sędziów, prokurator, przedstawiciel Rady Państwa (odpowiednika Trybunału Konstytucyjnego) i 3 osobistości niezwiązane ani z parlamentem, ani z sądami, mianowane przez Prezydenta oraz Przewodniczącego Zgromadzenia Narodowego i Senatu.

System francuski jest zatem przykładem włączenia władzy ustawodawczej i wykonawczej w proces wyłaniania organu odpowiedzialnego za wyłanianie kandydatów sędziowskich. Korporacje prawnicze w V Republice mają jednak specjalny status. Elitaryzm trzeciej władzy wyraża się wysoką barierą wejścia do zawodu sędziego i słabą kontrolą społeczną. O zasady i wartości etyki zawodowej sędziów dba środowisko prawnicze.

W Szwecji postanowienia o nominacjach sędziowskich podejmuje minister sprawiedliwości na podstawie zgłoszeń na wolne stanowisko, które z kolei są rezultatem procesu aplikacyjnego pilotowanego przez Radę ds. Nominacji Sędziów (Domarnämnden). Do 2011 r. większość jej 9-osobowego składu powoływał rząd. Po reformie z 2011 r. pięciu członków Domarnämnden to sędziowie wybierani przez innych sędziów, dwóch to prawnicy powoływani przez rząd po konsultacjach ze środowiskiem prawniczym oraz dwóch – przez parlament. Rada sprawdza referencje potencjalnych kandydatów na sędziów uzyskane od innych sędziów. Prezesi sądów, które ogłosiły nabór, przeprowadzają rozmowy kwalifikacyjne i zestawiają listy najlepszych kandydatów. Minister sprawiedliwości prawie zawsze zatwierdza kandydata wyłonionego przez Radę (jeśli nie, to rekomenduje ona nowego kandydata).

W Holandii sędziowie powoływani są dekretem królewskim na wniosek ministra sprawiedliwości, ale kandydata wskazuje Rada Sądownictwa, składająca się z trzech do pięciu członków (obecnie z czterech). Zawsze co najmniej połowa to byli sędziowie, zgłoszeni przez środowisko sędziowskie. Przewodniczący Rady, który decyduje w wypadku równowagi głosów, musi pochodzić właśnie z sędziowskiej frakcji w Radzie.

Najbliższy tradycji I Rzeczypospolitej jest amerykański system wyboru sędziów.

Ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych uważali, że sprawny system sądownictwa oparty na niezawisłych sędziach zapewni stabilność państwa. Akceptując metodę przyjętą przez władze federalne (dożywotniego mianowania), władze stanowe również wybierały sędziów dożywotnio, przy czym część legislatur stanowych powoływała sędziów samodzielne, w innych wyboru dokonywał gubernator. Wybór dokonany przez gubernatora zatwierdzała specjalna rada wyznaczana przez legislaturę. Zmienił to prezydent A. Jackson, stwarzając tzw. system łupów (spoils system), zgodnie z którym każde stanowisko w administracji publicznej czy w innej władzy może, drogą nominacji, obsadzić na niemal wszystkich szczeblach zwycięzca wyborów, odpowiednio do swoich poglądów.

Przyczyniło się to do zmiany metody powoływania sędziów. Władzę w tym aspekcie oddano w ręce wyborców, którzy poprzez powszechne głosowanie mogli obsadzać urzędy sędziów. Przemawiał za tym także pogląd, że osoby orzekające w mniejszych społecznościach powinny być z nimi związane i rozumieć lokalne uwarunkowania.

Z biegiem problemem stało się zaangażowanie polityczne sędziów. Jego rozwiązaniem miały być wybory, w których kandydaci nie ujawniają swoich poglądów politycznych. Na początku XX w. wykształcił się kolejny sposób powoływania sędziów – merytoryczny (merit selection). Zakładał on zaangażowanie w procedurę wyboru gubernatora oraz specjalnej komisji nominacyjnej, weryfikującej kandydatów. Obowiązkowym elementem postępowania były późniejsze wybory(retention election), podczas których obywatele wypowiadali się w kwestii utrzymania urzędu przez sędziego mianowanego przez władze stanowe.

Współcześnie zastosowanie mają wszystkie wymienione metody powoływania sędziów. Istnieją także partyjne sposoby wyboru (partisan election). Na kartach do głosowania wskazana jest przynależność partyjna kandydatów. Początkowo stosowano je w wielu stanach na wszystkich poziomach sądownictwa. Z biegiem lat skupiono się na niezawisłości sędziów, szczególnie politycznej. Obecnie tylko siedem stanów korzysta z partyjnej metody powoływania sędziów na wszystkich szczeblach sądownictwa. Znacznie bardziej popularne jest przeprowadzanie wyborów partyjnych w celu wyłonienia składu sądów 1. instancji. Wybory partyjne pojawiają się również jako element obsadzania urzędów sędziowskich w stanach, które wykształciły własne procedury w tym zakresie. Stosunkowo często wybory bezpartyjne są poprzedzane partyjnymi prawyborami. W Karolinie Płn. wybory do sądów wszystkich stopni są bezpartyjne, ale kandydaci na sędziów sądu apelacyjnego są obowiązani do ujawniania przynależności partyjnej. Obrazuje to trudności w usystematyzowaniu omawianej tematyki.

Kolejną współczesną metodą kształtowania składu sądów stanowych są wybory bezpartyjne (nonpartisan election). Od wszelkich wyborów powszechnych różnią się tym, że na kartach do głosowania nie wskazuje się na przynależność partyjną kandydata. Wiele stanów zrezygnowało z wyborów partyjnych na rzecz tej formy. I choć z czasem zaczęły one ustępować metodzie merytorycznej, metodę tę nadal stosuje się w blisko 20 stanach, najczęściej przy wyborach sędziów sądów 1. instancji, jednak są stany (13), w których nawet sędziowie sądów najwyższych pochodzą z głosowania powszechnego. Np. w Michigan wszyscy sędziowie wybierani są w drodze wyborów bezpartyjnych. Mimo to kandydaci na sędziów sądu najwyższego wskazywani są przez partie polityczne. Trudno więc przypuszczać, by ich poglądy nie były znane wyborcom.

Czy proponowane przez rząd zmiany są niekonstytucyjne?

W świetle obowiązującej konstytucji mieliśmy do czynienia z tak różnorodnymi argumentami autorytetów prawa za lub przeciw reformie sądownictwa, że można tylko potwierdzić, że sędziowie mają poglądy polityczne, które wpływają na ich konkluzje.

Warto jednak przytoczyć obszerne cytaty z ustawy zasadniczej, by każdy mógł samodzielnie zorientować się w naturze problemu.

Art. 4 ust. 1 Konstytucji stanowi, że „władza zwierzchnia” w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu”, wyrażając w ten sposób jedną z podstawowych zasad ustrojowych Rzeczypospolitej: zasadę suwerenności (zwierzchności) narodu. Skoro władza zwierzchnia należy do narodu, to tylko naród jako całość („wszyscy obywatele”), nie zaś jakiś inny podmiot, autorytet, grupa społeczna czy partia polityczna sprawuje władzę pierwotną i od nikogo niezależną (suwerenną).

Zasada ta ma w Polsce długą tradycję, wywodzącą się z koncepcji suwerenności ludu, która wykształciła się w Europie na przełomie XIX i XX w., stanowiąc w swym pierwotnym ujęciu zaprzeczenie rządów absolutnych. W Rzeczypospolitej wspólnota obywateli kierowana dobrem rzeczy wspólnej pojawiła się w zbiorze praw podstawowych z 1505 r., znanym jako Nihil Novi i potem wyrażona w Konstytucji 3 maja 1791 r. W praktyce Rzeczypospolitej wybory sędziów grodzkich (karnych), ziemskich (cywilnych) i skarbowych (administracyjnych), a także sądów sejmowych i Trybunału Koronnego (odpowiedników Sądu Najwyższego) w wyborach bezpośrednich i równych trwały aż do końca państwa, tzn. do 1795 r. W tym znaczeniu wola narodu, a nie władcy absolutnego jest źródłem władzy najwyższej i od nikogo niezależnej.

Obecnie naród jako podmiot władzy suwerennej stanowią – w odróżnieniu od innych koncepcji – „wszyscy obywatele Rzeczypospolitej” niezależnie od ich przynależności etnicznej, pozycji społecznej, wykształcenia, statusu majątkowego, religii czy światopoglądu. Konstytucja używa pojęcia narodu nie w znaczeniu etnicznym (osób mających polskie pochodzenie) ani politycznym (jak to miało miejsce w demokracji szlacheckiej I Rzeczypospolitej), lecz filozoficzno-społecznym, obejmującym „wszystkich obywateli Rzeczypospolitej” (demokracja uniwersalna). Tak rozumiany naród jest podmiotem władzy suwerennej, zwierzchniej w państwie. Jednak władzę tę wykonują tylko ci obywatele, którym przysługują prawa wyborcze (tzw. korpus wyborczy). Niezależnie od filozoficznych rozważań nad pojęciem narodu zawartym w art. 4 Konstytucji, ten krąg osób jest z prawnego punktu widzenia określony bardzo precyzyjnie.

Najważniejszą konsekwencją zasady suwerenności narodu jest to, że tylko jego wola może stanowić w Rzeczypospolitej Polskiej powszechnie obowiązujące prawo. Dlatego nie należy do źródeł prawa powszechnie obowiązującego w Polsce ani prawo wewnętrzne administracji (art. 93 Konstytucji), ani prawo natury.

Według obowiązującej konstytucji naród jako suweren może wyrażać swoją wolę za pośrednictwem swoich przedstawicieli (demokracja pośrednia, przedstawicielska) lub bezpośrednio (demokracja bezpośrednia) (art. 4 ust. 2 Konstytucji). Praktyka demokracji bezpośredniej nie jest powszechnie stosowana.

Idealną sytuacją z punktu widzenia zasady suwerenności narodu byłoby, gdyby suweren mógł bezpośrednio podejmować wszelkie decyzje, co przyczyniłoby się do większej legitymizacji podejmowanych rozstrzygnięć. Jednak współcześnie ten model sprawowania władzy przez naród z wielu względów jest trudny do realizacji. Z całą pewnością nie są natomiast przedstawicielami narodu organy władzy wykonawczej (Rada Ministrów), gdyż nie opierają one swego umocowania bezpośrednio na woli narodu – nie pochodzą z wyborów bezpośrednich. To samo dotyczy sądów i trybunałów, które stosownie do swej roli wydają wyroki nie w imieniu narodu, ale „w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej” (art. 174 Konstytucji). Sądy jednak poprzez wydawane orzeczenia mają wpływ na bieżącą politykę. Mogą bowiem orzekać o zgodności z konstytucją uchwalanych przez parlament ustaw.

Władza sądownicza nie może jednak przypisywać sobie i przekraczać granic wiążącego ją prawa, którego stanowienie konstytucja deleguje Sejmowi i Senatowi pod kontrolą Prezydenta. Wynika stąd, że tylko tam, gdzie konstytucja nie odsyła do regulacji ustawowej (kompetencji władzy ustawodawczej), można zastosować jej przepisy bezpośrednio. Konstytucja RP daje możliwość oceny sądów przez Suwerena, odsyłając do ustawy. Dotychczasowa praktyka ustawodawcza raczej nie sprzyjała kontroli społecznej sądów.

Bezpośrednie stosowanie przepisów Konstytucji w polskiej praktyce prawnej

Kwestia bezpośredniego stosowania konstytucji to w zasadzie novum ostatnich dziesięcioleci. W Polsce w okresie międzywojennym przyjmowano powszechnie, że normy konstytucyjne nie nadają się do praktycznego stosowania, dopóki nie zostaną rozwinięte w ustawodawstwie zwykłym. Konstytucja miała jedynie znaczenie dokumentu programowego, wymagającego konkretyzacji za pomocą przepisów ustawowych. Rozróżniano w związku z tym obowiązywanie i stosowanie Konstytucji a to ostatnie zawężano wyłącznie do wykonywania kompetencji przez organy konstytucyjne państwa.

Z art. 8 ust. 2 Konstytucji wynika, że nie wszystkie jej postanowienia mogą być stosowane bezpośrednio. Niektóre jej przepisy mogą stanowić same podstawę rozstrzygnięcia, a niektóre wymagają dopiero rozwinięcia w ustawie. Konstytucja jednak rzadko mówi wyraźnie, który jej przepis należy bezpośrednio stosować, a który się do tego nie nadaje. Nie nadają się z pewnością do bezpośredniego stosowania te postanowienia, których rozwinięcie i konkretyzację sama Konstytucja zastrzega ustawie zwykłej (por. np. art. 81 Konstytucji). Jednak kwestia bezpośredniego stosowania Konstytucji budzi dalsze wątpliwości. Jest tak dlatego, że normy konstytucyjne są bardzo zróżnicowane pod względem charakteru. Niekiedy dopiero pogłębiona analiza danego przepisu może dać odpowiedź na pytanie, jaki jest jego charakter i czy norma z niego wyprowadzona może czy nie może być bezpośrednio zastosowana.

Opozycja kontra większość sejmowa z reformą sprawiedliwości w tle

Jako punkt wyjścia do naświetlenia istoty sporu między większością sejmową a opozycją niech posłuży jeden z nagłośnionych ostatnio elementów reformy, polegający na obniżeniu wieku emerytalnego sędziów Sądu Najwyższego i tym samym pozbyciu się osób ukształtowanych przez poprzedni system. Naturalnie niepodobna zupełnie się odciąć od prawników uczących się zawodu w komunistycznej Polsce. Wydaje się jednak zasadne rozpocząć zmiany pokoleniowe, bowiem tylko w ten sposób w końcu będzie można choć częściowo się uwolnić od bagażu lat komunizmu.

Przytoczę zapisy Konstytucji w części dotyczącej sędziów, aby każdy mógł sam ocenić zasadność bardzo poważnych oskarżeń podnoszonych, także na forum międzynarodowym, ze strony opozycji.

Art. 180

  1. Sędziowie są nieusuwalni.
  2. Złożenie sędziego z urzędu, zawieszenie w urzędowaniu, przeniesienie do innej siedziby lub na inne stanowisko wbrew jego woli może nastąpić jedynie na mocy orzeczenia sądu i tylko w przypadkach określonych w ustawie.
  3. Sędzia może być przeniesiony w stan spoczynku na skutek uniemożliwiających mu sprawowanie jego urzędu choroby lub utraty sił. Tryb postępowania oraz sposób odwołania się do sądu określa ustawa.
  4. Ustawa określa granicę wieku, po osiągnięciu której sędziowie przechodzą w stan spoczynku.
  5. W razie zmiany ustroju sądów lub zmiany granic okręgów sądowych wolno sędziego przenosić do innego sądu lub w stan spoczynku z pozostawieniem mu pełnego uposażenia.

Art. 181

Sędzia nie może być, bez uprzedniej zgody sądu określonego w ustawie, pociągnięty do odpowiedzialności karnej ani pozbawiony wolności. Sędzia nie może być zatrzymany lub aresztowany, z wyjątkiem ujęcia go na gorącym uczynku przestępstwa, jeżeli jego zatrzymanie jest niezbędne do zapewnienia prawidłowego toku postępowania. O zatrzymaniu niezwłocznie powiadamia się prezesa właściwego miejscowo sądu, który może nakazać natychmiastowe zwolnienie zatrzymanego.

Art. 182

Udział obywateli w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości określa ustawa.

Art. 183

  1. Sąd Najwyższy sprawuje nadzór nad działalnością sądów powszechnych i wojskowych w zakresie orzekania.
  2. Sąd Najwyższy wykonuje także inne czynności określone w Konstytucji i ustawach.
  3. Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego powołuje Prezydent Rzeczypospolitej na sześcioletnią kadencję spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego.

Art. 184

Naczelny Sąd Administracyjny oraz inne sądy administracyjne sprawują, w zakresie określonym w ustawie, kontrolę działalności administracji publicznej. Kontrola ta obejmuje również orzekanie o zgodności z ustawami uchwał organów samorządu terytorialnego i aktów normatywnych terenowych organów administracji rządowej.

Art. 185

Prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego powołuje Prezydent Rzeczypospolitej na sześcioletnią kadencję spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Art. 186

  1. Krajowa Rada Sądownictwa stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów.
  2. Krajowa Rada Sądownictwa może wystąpić do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem w sprawie zgodności z Konstytucją aktów normatywnych w zakresie, w jakim dotyczą one niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

Warto też przytoczyć zapis ustawy dotyczący przechodzenia sędziów w stan spoczynku (Dz.U.2018.0.23, tj. Ustawa z dnia 27 lipca 2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych).

Artykuł 69. Przejście sędziego w stan spoczynku

§ 1. Sędzia przechodzi w stan spoczynku z dniem ukończenia 65 roku życia, chyba że nie później niż na sześć miesięcy i nie wcześniej niż na dwanaście miesięcy przed ukończeniem tego wieku oświadczy Krajowej Radzie Sądownictwa wolę dalszego zajmowania stanowiska i przedstawi zaświadczenie stwierdzające, że jest zdolny, ze względu na stan zdrowia, do pełnienia obowiązków sędziego, wydane na zasadach określonych dla kandydata na stanowisko sędziowskie.

§ 1a. (uchylony)

§ 1b. Krajowa Rada Sądownictwa może wyrazić zgodę na dalsze zajmowanie stanowiska sędziego, jeżeli jest to uzasadnione interesem wymiaru sprawiedliwości lub ważnym interesem społecznym, w szczególności jeśli przemawia za tym racjonalne wykorzystanie kadr sądownictwa powszechnego lub potrzeby wynikające z obciążenia zadaniami poszczególnych sądów. Uchwała Krajowej Rady Sądownictwa jest ostateczna. W przypadku niezakończenia postępowania związanego z dalszym zajmowaniem stanowiska sędziego po ukończeniu przez niego wieku, o którym mowa w § 1, sędzia pozostaje na stanowisku do czasu zakończenia tego postępowania.

§ 2. Sędzia przechodzi na swój wniosek w stan spoczynku, z zachowaniem prawa do uposażenia określonego w art. 100 uposażenie i inne uprawnienia sędziego przechodzącego lub przeniesionego w stan spoczynku § 2, po ukończeniu 55 lat przez kobietę, jeżeli przepracowała na stanowisku sędziego lub prokuratora nie mniej niż 25 lat, a 60 lat przez mężczyznę, jeżeli przepracował na stanowisku sędziego lub prokuratora nie mniej niż 30 lat.

§ 2a. Przepis § 2 stosuje się do sędziego, który wymagane warunki spełnił do dnia 31 grudnia 2017 r.

§ 2b. Sędzia będący kobietą przechodzi na swój wniosek w stan spoczynku po ukończeniu 60 lat, niezależnie od okresu przepracowanego na stanowisku prokuratora lub sędziego.

§ 3. W razie wyrażenia przez Krajową Radę Sądownictwa zgody, o której mowa w § 1b, sędzia może zajmować stanowisko nie dłużej niż do ukończenia 70. roku życia. Sędzia ten może przejść w stan spoczynku za trzymiesięcznym uprzedzeniem, składając odpowiednie oświadczenie Krajowej Radzie Sądownictwa. Okres uprzedzenia ulega wydłużeniu o przysługujący sędziemu urlop wypoczynkowy niewykorzystany do końca okresu uprzedzenia. Na wniosek sędziego Krajowa Rada Sądownictwa może udzielić zgody na przejście w stan spoczynku przed upływem okresu uprzedzenia.

W art. 180 i dalszych Ustawy Zasadniczej długość kadencji dotyczy instytucji sędziego, nie osoby, która może z różnych przyczyn przejść w stan spoczynku. Konstytucja odsyła tu do ustawy. Sędziowie Sądu Najwyższego zakwestionowali skuteczność obniżenia wieku emerytalnego, argumentując możliwością dyskryminacji ze względu na wiek, co stałoby w sprzeczności z przepisami traktatowymi UE.

Już w 1998 r Trybunał Konstytucyjny zajmował się wiekiem emerytalnym sędziów. 24 czerwca 1998 r. rozpatrywał nowelizację przepisów o ustroju sądów powszechnych z grudnia 1997 r. Nowelizację zaskarżył – przed podpisaniem – ówczesny prezydent wywodzący się z postkomunistycznej elity władzy, Aleksander Kwaśniewski. Chodziło przede wszystkim o przepisy, zgodnie z którymi do końca 2000 r. miały nie być stosowane przepisy o przedawnieniu w postępowaniu dyscyplinarnym wobec sędziów czynnych zawodowo, którzy, orzekając w procesach politycznych w latach 1944–89, sprzeniewierzyli się niezawisłości sędziowskiej. Jeden z wątków tej sprawy dotyczył ówczesnego przepisu mówiącego, że sędzia przechodzi w stan spoczynku, jeśli „ukończył 65 rok życia, chyba że Krajowa Rada Sądownictwa, na wniosek sędziego, po zasięgnięciu opinii kolegium właściwego sądu, wyrazi zgodę na dalsze zajmowanie stanowiska, nie dłużej jednak niż do ukończenia 70 roku życia”.

„TK uważa, że postanowienia art. 180 Konstytucji muszą być rozpatrywane w ich całokształcie i na tle ogólnych zasad funkcjonowania władzy sądowniczej. Zamieszczone w tym przepisie gwarancje niezawisłości sędziowskiej nie mają charakteru autonomicznego, a traktować je należy jako jeden z instrumentów służących zabezpieczeniu niezależności władzy sądowniczej i jej zdolności do niezawisłego wymierzania sprawiedliwości” – wskazał wówczas w uzasadnieniu orzeczenia Trybunał. Jak podkreślił, „podstawowe znaczenie w tym zakresie ma zasada nieusuwalności sędziów, w szczególności wykluczająca powierzenie samodzielnym decyzjom władzy wykonawczej jakichkolwiek rozstrzygnięć dotyczących sytuacji prawnej sędziego”. (…) „Stąd Konstytucja nakazuje ustawodawcy określenie granicy wieku, po osiągnięciu której sędziowie muszą przejść w stan spoczynku. Stosownie do postanowień ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych granicą tą było i nadal pozostaje 70 rok życia; po jej przekroczeniu nikt nie może pełnić urzędu sędziowskiego w sądach”. Jak wskazano, „nie oznacza to jednak, by ustawodawca nie mógł też ustanowić innych, dodatkowych granic, po osiągnięciu których możliwe jest przesunięcie sędziego w stan spoczynku, nawet jeżeli nie wyraża on na to zgody”. (…) „W świetle ogólnych konstytucyjnych zasad ustroju sądownictwa konieczne jest, by regulacja taka była ustanowiona w sposób respektujący zasadę niezawisłości sędziowskiej i aby służyła ona realizacji konstytucyjnie legitymowanych celów” – zaznaczył TK.

Wydaje się, że niniejszy artykuł wystarczająco wykazał, że polski system wyboru sędziów nie odbiega od szerokiego spektrum rozwiązań stosowanych w demokratycznych państwach prawa. Autorzy są zwolennikami dalszych zmian, zmierzających do systemu, w którym społeczeństwo miałoby wpływ na powoływanie sędziów sądów powszechnych.

Taki system, wobec dużej polaryzacji polskiej sceny politycznej i niskiego kapitału zaufania do elit politycznych, pozwalałby na bezpośrednie związanie III władzy ze społeczeństwem. Silna legitymacja społeczna skutkowałaby w długim horyzoncie czasowym wzrostem zaufania do wymiaru sprawiedliwości. System wyborów mógłby się przyczynić do rozszczelnienia lojalności grupowej z korzyścią dla społeczeństwa. Poprawie powinna także ulec jakość obsługi obywateli przez instytucje sądów i podporządkowanie jej naczelnej zasadzie polskiej Konstytucji.

Motywowane politycznie autorytarne kontestowanie reform przez przedstawicieli niekontrolowanego dotychczas społecznie polskiego systemu sądownictwa opiera się na forsowaniu nadrzędności systemu prawa UE nad funkcjonowaniem władzy sądowniczej w Polsce. Wykorzystują to przechodzący w stan spoczynku sędziowie i zwracają się z tzw. pytaniami prejudycjalnymi do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w oparciu o wykładnię prawa traktatowego – Kartę praw podstawowych UE, z pominięciem kompetencji i roli Polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Należy jednak przypomnieć, że Polska i Zjednoczone Królestwo wykluczyły nadrzędność Karty praw podstawowych UE nad prawem narodowym,. podpisując protokół (nr. 30)wykluczający prawo w sprawie stosowania karty praw podstawowych protokół (nr. 30) do. traktatu lizbońskiego.

Artykuł Mariusza Pateya, Jadwigi Chmielowskiej i Piotra Andrzejewskiego pt. „Wokół reformy wymiaru sprawiedliwości” znajduje się na s. 10–11 październikowego „Kuriera WNET” nr 52/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Mariusza Pateya, Jadwigi Chmielowskiej i Piotra Andrzejewskiego pt. „Wokół reformy wymiaru sprawiedliwości” na stronie 10–11 październikowego „Kuriera WNET”, nr 52/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Nad sądami w dalszym ciągu unosi się duch Igora Andrejewa – twórcy Centralnej Szkoły Prawniczej im. Teodora Duracza

Kim są posiadacze spiżowych życiorysów w rodzaju Strzembosza, Frasyniuka czy Schetyny? Jako człowiek rozumny i racjonalny, pozostaję przy hipotezie diabła, który kusi zawsze, wszędzie i każdego.

Jan Martini

Sędziowska mądrość etapu

Według Wikipedii inteligencja to „zdolność do postrzegania, analizy i adaptacji do zmian otoczenia”. Nie ulega wątpliwości, że sędziowie są ludźmi inteligentnymi. Szczególnie sędziowie najwybitniejsi. Sędziowie z Koszalina. Sędziowie Sądu Najwyższego.

Posada sędziego SN to ukoronowanie kariery w zawodach prawniczych. Dlatego, aby dostać się na sam szczyt, trzeba wyjątkowych zdolności i wiedzy (nie mówiąc o nieskazitelnej postawie moralnej). Jak to się stało, że aż czterech sędziów z Koszalina (miasta dość średniego) zasłużyło sobie na taki awans? Czyżby bogate w jod morskie powietrze sprzyjało rozwojowi talentów prawniczych? Przyczyna jest bardziej prozaiczna – to stan wojenny umożliwił koszalińskim sędziom ujawnienie w pełni swoich zdolności. Sędziowie Szerszenowicz, Rychlicki i Godyń to oficerowie, którzy awansowali z Sądów Garnizonowych do Izby Wojskowej Sądu Najwyższego, a niewątpliwy wpływ na ich karierę miały taśmowo wydawane wyroki w trybie doraźnym („z dekretu”).

Jedyny cywil w tym towarzystwie – Waldemar Płóciennik – jako sędzia Sądu Najwyższego zasłużył się dla „nadzwyczajnej kasty” niebywale. To on był autorem kuriozalnej ustawy SN z dnia 20 grudnia 2007 roku, która miała na celu ustalenie odpowiedzialności sędziów wydających wyroki za strajki w dniach 13–16 grudnia 1981 roku – a więc za czyny nie podlegające karze, bowiem dokonane przed opublikowaniem w dzienniku ustaw dekretu o stanie wojennym (17 XII), a prawo nie działa wstecz. Według sędziego Płóciennika (i Sądu Najwyższego), sędziowie byli zobowiązani stosować prawo na podstawie wiadomości z telewizji i plakatów obwieszczających wprowadzenie stanu wojennego! Podejmowane próby odsunięcia od orzekania czy pociągnięcia do odpowiedzialności sędziów skompromitowanych w stanie wojennym skończyły się fiaskiem.

Pion prokuratorski IPN prowadził kilkaset spraw przeciw prokuratorom i sędziom wydającym wyroki sprzeczne z prawem w momencie ich wydawania. W obronie tych szemranych sędziów stanął Sąd Najwyższy pod przewodnictwem nieocenionego sędziego Płóciennika. Choć art. 4 ustawy o IPN wyraźnie stanowi, że zbrodnie komunistyczne przedawniają się po 40 latach, 25 maja 2010 roku podjęto uchwałę o przedawnianiu zbrodni sądowych według kodeksu karnego (po 15 latach). Prokuratura IPN musiała wszystkie prowadzone sprawy umorzyć, gdyż okazało się, że przestępstwa sądowe są już przedawnione. Tak więc w praworządnym (?) kraju Sąd Najwyższy wcielił się w ustawodawcę i zmienił prawo…

Gdyby miłujący demokrację postkomuniści odzyskali władzę, wdzięczna kasta sędziowska mogłaby wystawić użytecznemu sędziemu Płóciennikowi jakiś pomniczek. W Koszalinie wciąż jest niezłe miejsce po usuniętym przez pisiorów i solidaruchów pomniku „utrwalaczy władzy ludowej”…

Nie mniej zdolni byli wojskowi koledzy sędziego Płóciennika. W stanie wojennym por. Bogdan Rychlicki i kpt. Bogdan Szerszenowicz mieli pełne ręce roboty, orzekając w sądzie Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy na sesjach wyjazdowych w Koszalinie i Słupsku (prowadzono 327 spraw politycznych w stosunku do 493 osób). W Gdańsku i Szczecinie takich spraw było wielokroć więcej, zbyt dużo nawet na możliwości „rozgrzanych” koszalińskich sędziów wojskowych. Trzeba było posiłkować się sądami cywilnymi. Sprawy były dość banalne – „rozpowszechnianie fałszywych treści”, przewożenie ulotek, pisanie haseł „godzących w sojusze” itp. Wyroki oscylowały w przedziale od roku do 4 lat pozbawienia wolności. Trzeba docenić piękny literacki styl kpt. Szerszenowicza w uzasadnieniu wyroku 3 lat i 6 miesięcy dla Piotra Pawłowskiego z Kołobrzegu: „Szczególnie jątrząca i ostra w swej wymowie treść przewożonych przez oskarżonego pism, ich znaczna liczba, a przez to szeroki krąg potencjalnych adresatów, w okresie nasilonej eskalacji rozruchów i napięć społecznych przeciwdziałających normalizacji sytuacji społeczno-politycznej w kraju nakazuje ocenić stopień społecznego niebezpieczeństwa tego czynu jako szczególnie wysoki”.

Kolega kapitana – por. Bogdan Rychlicki – również miał okazję błysnąć talentami. Np. gdy prowadził sprawę Ryszarda Szpryngwalda, który będąc na kuracji w Kołobrzegu, wręczył ulotkę patrolowi wojskowemu (żołnierze, nie czytając treści, aresztowali straceńca). Sędzia wskazywał na „szczególnie wysokie społeczne niebezpieczeństwo czynu, gdyż oskarżony podjął próbę działań wymierzonych wprost w dyscyplinę i jedność polityczną Wojska i osłabiał gotowość obronną Państwa Polskiego”.

Sąd Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy na sesji wyjazdowej w Koszalinie, pod przewodnictwem sędziego porucznika Bogdana Rychlickiego, uznał kuracjusza za winnego i skazał go za to na karę 3 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności oraz karę dodatkową pozbawienia praw publicznych na okres 3 lat.

Gdy nastała III RP, sędziowie ci, już jako pułkownicy orzekający w Izbie Wojskowej Sądu Najwyższego, przeszli zdumiewającą przemianę – teraz w rewizjach nadzwyczajnych masowo uniewinniali oskarżonych, których skazywali kilka lat wcześniej. I na tym polega sędziowska mądrość etapu.

Ową przemianę tak skomentował adwokat Edward Stępień z Kołobrzegu: „Muszę przyznać, że nie jest wcale zabawne, gdy czytam uzasadnienie wyroku wydanego przez pana sędziego Sądu POW w Bydgoszczy porucznika Bogdana Rychlickiego w sprawie Ryszarda Szpryngwalda oraz wprost odwrotne poglądy pana sędziego Izby Wojskowej Sądu Najwyższego pułkownika Bogdana Rychlickiego w sprawach rehabilitacyjnych kilka lat później”. Bogdana Rychlickiego przemianę Szawła w Pawła wzmocniło umieszczenie dodatkowego imienia. Odtąd sędzia nazywa się Jan Bogdan Rychlicki.

Użyteczny sędzia dwojga imion został wykorzystany do sprawy istotnej dla działających w Polsce środowisk agenturalnych. Agent Tomasz Turowski został oskarżony o kłamstwo lustracyjne, bo zataił fakt pracy w komunistycznym wywiadzie. Turowski (jeśli to jego prawdziwe nazwisko) jako fałszywy jezuita rezydował w Rzymie, „chroniąc Jana Pawła II” (jak sam utrzymywał) i był obecny podczas zamachu na papieża.

Minister Sikorski na wiosnę 2010 roku zatrudnił go jako fachowca w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i dwa dni później w jego troskliwe ręce powierzył organizację podróży prezydenta Kaczyńskiego do Katynia. Turowski zadanie wykonał, choć „zapomniał” (czy może wiedział, że nie będzie to potrzebne) zorganizować kolumnę samochodów i autokar do transportu gości ze smoleńskiego lotniska do Katynia.

W sprawie dotyczącej tak ważnej postaci potrzebni byli doświadczeni sędziowie. Sąd Najwyższy w składzie (Jan) Bogdan Rychlicki, Piotr Hofmański i Michał Laskowski (ostatnio aktywny medialnie) uznał, że Tomasz Turowski nie jest kłamcą lustracyjnym, bo zatajając swoją agenturalną przeszłość działał „w stanie wyższej konieczności”.

„Lżył, poniżał i wyszydzał Naród Polski”

Miałem zaszczyt być oprawiany przez kapitana Bogdana Szerszenowicza – późniejszego sędziego Sądu Najwyższego. Moja sprawa została zrelacjonowana w lokalnej gazecie w notatce pt. Niebezpieczne archiwum:

„Sąd Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy na sesji wyjazdowej w Koszalinie ogłosił wczoraj wyrok w sprawie Jana Martiniego (lat 38), znanego koszalińskiego pianisty zatrudnionego w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym. 1 maja br. J. Martini został zatrzymany w swoim mieszkaniu podczas przepisywania na maszynie biuletynów, apeli, odezw wydanych pod firmą różnych ogniw NSZZ Solidarność. Zakwestionowane materiały zajmowały w aktach sprawy dziewięćdziesiąt kilka stron.

J. Martini, który w Zarządzie Regionu Pobrzeże NSZZ Solidarność pełnił funkcję przewodniczącego Komisji Kultury i Informacji, oskarżony został o przechowywanie i sporządzanie w celu rozpowszechnienia treści szkalujących naród polski, ustrój i naczelne organy PRL, jak również treści zawierających fałszywe wiadomości, mogące wywołać niepokój publiczny lub rozruchy, a także osłabiające gotowość obronną kraju. Oskarżony stwierdził na rozprawie, że zakwestionowane materiały gromadził w swoim domowym archiwum dla celów historycznych (…)”.

Miałem zastrzeżenia co do niezawisłości sędziów-wojskowych, gdyż każdy żołnierz ma swojego przełożonego, który może wydać rozkaz sędziemu: „ukarać surowo, dla przykładu”. Dlatego napisałem podanie o przeniesienie mojej sprawy do sądu cywilnego. Argumentowałem, że nie jestem szpiegiem ani dezerterem. Przytoczyłem nawet opinię marszałka Montgomery’ego, który też był krytyczny wobec wojskowego wymiaru sprawiedliwości („sprawiedliwość wojskowa ma się tak do sprawiedliwości, jak muzyka wojskowa do muzyki”), ale nie uwzględniono mojej prośby. Skład orzekający z sędzią Szerszenowiczem „skazał Jana Martiniego na karę 3 lat pozbawienia wolności oraz na karę dodatkową pozbawienia praw publicznych na okres 2 lat, opłatę na rzecz Skarbu Państwa w wysokości 4 200 zł, przepadek na rzecz Skarbu Państwa maszyny do pisania marki Łucznik, a także dowodów rzeczowych w postaci różnego rodzaju wydawnictw, druków i maszynopisów. Sąd, wymierzając wyrok, wziął pod uwagę m.in. bardzo dobrą opinię oskarżonego z miejsca pracy, jego zaangażowanie w pracy społecznej datujące się jeszcze sprzed sierpnia 1980 r., zwłaszcza na niwie artystycznej. Wyrok jest już prawomocny”.

Wyrok otrzymałem dość umiarkowany, ponieważ nie udowodniono mi „rozpowszechniania” ani redagowania naszej podziemnej gazetki Regionu Pobrzeże NSZZ Solidarność pt. „Gazeta Wojenna – Grudzień 81”. I pomyśleć, że parę lat później aferzysta Dariusz Przywieczerski za zdefraudowanie 158 mln dolarów dostał wyrok niższy o pół roku…

Już w III RP, po Rewizji Nadzwyczajnej Naczelnego Prokuratora Wojskowego, „Sąd Najwyższy – Izba Wojskowa w Warszawie uniewinnił Jana Martiniego od przypisanego mu przestępstwa, kosztami postępowania odwoławczego obciążył Skarb Państwa”. Ale maszyny do pisania marki Łucznik już mi nie oddali…

Sędzia najzdolniejszy

Trzej koledzy z prowincjonalnego Sądu Wojskowego w Koszalinie spotkali się po latach w Sądzie Najwyższym. Sędzia Janusz Godyń wyraźnie szybciej awansował – dość szybko został przeniesiony do Katowic, a później do Warszawy. W 1990 roku został prezesem Izby Wojskowej Sądu Najwyższego i funkcję tę pełnił 26 lat, do 2016 roku. Na tym stanowisku był dwukrotnie awansowany przez kolejnych prezydentów RP. W 1993 r. Lech Wałęsa wręczył mu nominację na generała brygady, a później Aleksander Kwaśniewski na generała dywizji.

W 2017 roku Krajowa Rada Sądownictwa odznaczyła generała medalem „Zasłużony dla Wymiaru Sprawiedliwości Bene Merentibus Iustitiae” za to, że „wyróżniał się pracą orzeczniczą i pozaorzeczniczą”. Wiele wskazuje na to, że awanse sędziego Godynia wynikają z jego pracy „pozaorzeczniczej”.

Sędzia nie ukrywał w oświadczeniach lustracyjnych swojej pracy dla „organów bezpieczeństwa PRL”, a Polska (w przeciwieństwie do innych byłych „demokracji ludowych”) jest krajem, w którym posiadanie w życiorysie faktu współpracy z „organami” nie hańbi, lecz ułatwia karierę i nobilituje towarzysko. Prezydencki projekt reformy sądownictwa przewidział likwidację Izby Wojskowej Sądu Najwyższego. Czujna „Rzeczpospolita” w artykule pt. Projekt reformy likwiduje izbę wojskową SN alarmuje, że chodzi tu o dekomunizację, a więc działanie naganne, godzące w prawa człowieka („przyjęto rozwiązanie zdaniem ekspertów łamiące konstytucję, tzn. przymusowe wysłanie ich w stan spoczynku”). Na temat projektu wypowiedziały się też autorytety.

Małgorzata Gersdorf: „automatyczne przeniesienie w stan spoczynku sędziów Izby Wojskowej jest sprzeczne z konstytucją – a także to marnotrawstwo doświadczenia i wiedzy osób pełniących najwyższy urząd sędziowski w Polsce”.

Niezawodny prof. Strzembosz Zaś wykrył faszyzm: „Likwidacja Izby Wojskowej z równoczesną »likwidacją« sędziów jest bezprawna. Oni są wybrani do ukończenia 70 lat, a ich przeniesienie w stan spoczynku nie zostało w żaden sposób uzasadnione. Jarosław Kaczyński pomawia Sąd Najwyższy, że są w nim jacyś sędziowie zaplątani w brzydkie sprawy w czasie stanu wojennego. Nie rozumiem, dlaczego sędziów z Izby Wojskowej uważa się zbiorowo za ludzi o splamionych rękach. (…) Obecnie mamy do czynienia z typem ustawy faszystowskiej. Faszyzm tym się charakteryzował, że pociągał ludzi do odpowiedzialności zbiorowej. Potraktowanie wszystkich sędziów Izby Wojskowej jako naznaczonych negatywnie jest zatem postępowaniem faszystowskim”.

Profesor Adam Strzembosz – Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego w latach 1990–1998 – przejdzie do historii jako autor słów „sądownictwo oczyści się samo” (broń Boże nie ruszać!). Pytany przez Ewę Stankiewicz na okoliczność „oczyszczenia”, profesor wypalił zniecierpliwiony: „Kto miał wtedy oczyszczać sadownictwo? Dyrektor departamentu kadr, który był oficerem bezpieki, czy trzech wiceministrów z PZPR?”.

Czy jakaś forma „oczyszczania” miała miejsce?

Internet taktownie milczy na temat okoliczności opuszczenia Sądu Najwyższego przez pułkownika Szerszenowicza. Być może przyczyną była gafa, jaka przydarzyła się temu sędziemu, który prowadząc sprawę rehabilitacyjną prof. Szaniawskiego w 1996 roku, z przyzwyczajenia wydał wyrok w „imieniu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej”…

Sędzia Strzembosz jest posiadaczem wspaniałego życiorysu z tzw. piękną kartą opozycyjną (członek władz Solidarności, usunięty z pracy w Sądzie Wojewódzkim podczas stanu wojennego, uczestnik okrągłego stołu, przewodniczący Komisji Prawa przy Komitecie Obywatelskim Lecha Wałęsy). Prezydent Kaczyński nadał mu Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi dla Rzeczpospolitej Polskiej, a w szczególności dla przemian demokratycznych w Polsce, za działalność państwową i publiczną”.

Jednak w 2015 roku coś dziwnego porobiło się z sędzią Strzemboszem (zresztą nie tylko z nim). Stał się nieprzejednanym wrogiem „dobrej zmiany”. Najprostsze i zarazem najbardziej racjonalne wytłumaczenie jest takie, że profesora Strzembosza skusił diabeł. Równocześnie na głowę sędziego posypał się deszcz nagród i odznaczeń: 2016 – Honorowy Obywatel Miasta Stołecznego Warszawy, 2017 – tytuł „Prawnik roku”, 2017 – Nagroda im. Pawła Włodkowica, 2017 – Medal św. Jerzego, 2017 – Nagroda im. prof. Zbigniewa Hołdy.

Jerzy Targalski w swojej fundamentalnej pracy Służby specjalne i pieriestrojka (podtytuł: Rola służb specjalnych i ich agentur w demontażu komunizmu w Europie Środkowej) ukazał mechanizmy, które zastosowali twórcy „naukowego socjalizmu”, aby naukowo i metodycznie przygotować się do „upadku komuny”. Rzeczą podstawową było wytworzenie i uwiarygodnienie kadr przewidzianych do objęcia kluczowych stanowisk w przyszłej „demokracji”.

Wyznawca spiskowej teorii dziejów po przeczytaniu książki Targalskiego może zastanawiać się, kim są posiadacze spiżowych życiorysów w rodzaju Strzembosza, Milczanowskiego, Frasyniuka czy Schetyny. Będąc człowiekiem rozumnym i racjonalnym, pozostaję jednak przy hipotezie diabła, który kusi zawsze, wszędzie i każdego.

Kasta trzyma się mocno

Na początku lat 90. Sejm uchwalił dwie ustawy, które zostały zablokowane przez Trybunał Konstytucyjny i Aleksandra Kwaśniewskiego. Po dojściu do władzy AWS, w 1998 roku uchwalono ustawę o odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, którzy w latach 1945–1989 „sprzeniewierzyli się niezawisłości sędziowskiej”. Do Sądu Najwyższego wpłynęło 30 spraw, które w większości były od razu umarzane. Wdrożono tylko dwie sprawy, zakończone uniewinnieniem. Żaden zbrodniarz sądowy nie został ukarany, ponieważ „wydawane wyroki zgodne były z ówcześnie obowiązującym prawem”, a sędziowie mieli „immunitet sędziowski”(!). W 1992 roku sejm wydał uchwałę w sprawie urzędników państwowych od szczebla wojewody wzwyż, będących współpracownikami UB i SB w latach 1945–1990, lecz Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem użytecznego prof. Zolla uznał ją za sprzeczną z konstytucją i „odrzucił w całości”. Zszokowany werdyktem premier Olszewski powiedział wówczas: „Trybunał Konstytucyjny był powołany do strzeżenia zgodności aktów prawnych z konstytucją. Natomiast przyznanie sobie kompetencji kontrolowania wszelkich uchwał sejmu, bo w tej chwili TK jakby przyjął założenie, że jest kontrolerem działalności sejmu, to jest w moim przekonaniu pozakonstytucyjna uzurpacja”.

Wkraczanie sądownictwa w kompetencje innych władz jest zresztą problemem nie tylko polskim, ale u nas jest to szczególnie widoczne. Miłośnicy demokracji powołują się na trójpodział władz i na niezależność sądownictwa. Problem w tym, że o ile pozostałe władze poddane były weryfikacji wyborczej, to sądownictwo tylko się powiela w wielopokoleniowych klanach prawniczych, a przecież opresyjny „wymiar sprawiedliwości” był rdzeniem i filarem reżimu komunistycznego. Sądownictwo było nierozerwalnie zintegrowane z policją polityczną. W esbeckich papierach czasem można znaleźć adnotację „skład orzekający zabezpieczony”. To na UB i SB ustalano wyroki, które „niezawisły” sędzia odczytywał na sali sądowej.

W PRL nikt nie wymagał apolityczności sędziów – 60% z nich należało do PZPR (w Sądzie Najwyższym nawet 80%), a wspomniani koszalińscy sędziowie SN stali się apolityczni, bo im „wyprowadzono sztandar”, likwidując PZPR w 1990 roku. Dziś sędziowie nie należą do partii politycznych, lecz nad sądami w dalszym ciągu unosi się duch Igora Andrejewa – twórcy Centralnej Szkoły Prawniczej im. Teodora Duracza.

Dlatego złowrogo brzmią słowa sędzi Kamińskiej (tej od „nadzwyczajnej kasty”): w końcu i tak my będziemy wydawać wyroki”.

Artykuł Jana Martiniego pt. „Sędziowska mądrość etapu” znajduje się na s. 5 październikowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 52/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Martiniego pt. „Sędziowska mądrość etapu” na s. 5 październikowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 52/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Minister Paweł Mucha o działaniach sędziów: Jestem zbulwersowany niektórymi pytaniami zadawanymi przez sądy TSUE

Wiceszef Kancelarii Prezydenta RP odpowiadając na pytania rzecznika Sądu Najwyższego, podkreślił, że sędziowie, wobec których prezydent nie podjął decyzji, przechodzą w stan spoczynku.

Paweł Mucha, prezydencki minister podkreślił, że wysyłanie kolejnych pytań prejudycjalnych, nie wstrzyma reformy Sądu Najwyższego (SN): Nie neguje, że Sąd Najwyższy ma uprawnienie zadawania pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, ale nie ma w polskim prawie takie instrukcji jak zawieszenie stosowania przepisów ustawy, coś takiego nie występuje. Sąd Najwyższy nie ma tego rodzaju kompetencji.

Na gruncie polskiego prawa podmiotem, który jest uprawniony do co do rozstrzygania o konstytucyjności ustaw, jest Trybunał Konstytucyjny. Nie widzę żadnych podstaw, żeby te czynności, które są podejmowane przez Krajową Radę sądownictwa były kwestionowane – podkreślił w rozmowie z dziennikarzami wiceszef kancelarii prezydenta RP.

Minister Paweł Mucha kilkukrotnie podkreślał, że nie przewiduję, aby TUSE przyznał rację wykładni zawartej w pytaniach Sądu Najwyższego. Jednocześnie zastrzegła, że: Nie chciałbym tutaj antycypować przyszłych rozstrzygnięć Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, nie mając także przekonania co do zasadności stawianych pytań. Powiem wprost, jestem zbulwersowany niektórymi pytaniami zadawanymi przez sądy powszechne, zwłaszcza w tak drastycznych sprawach, jak sprawa też gangu mokotowskiego.

12 września (tj. w środę) po upływie terminu dotyczącego sędziów Sądu Najwyższego będzie wysłane pismo informacyjne kierowane z Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej do tych siedmiu sędziów, którzy wskutek braku rozstrzygnięcia pana prezydenta pozytywnego, czyli postanowienia o wyrażeniu zgody na dalsze orzekanie, przyszli stan spoczynku – podkreślił prezydencki minister.

ŁAJ

Tomasz Rzymkowski: Żaden sąd nie może zawiesić działania ustawy, nawet Sąd Najwyższy

Żaden organ w Polsce nie posiada kompetencji, aby zawiesić stosowanie prawa. Nie może tego uczynić nawet Trybunał Konstytucyjny, który może ustawę derogować – stwierdził w Poranku WNET poseł Kukiz’15.

W dzisiejszym Poranku WNET poseł i prawnik Tomasz Rzymkowski opowiedział o pozytywnym zaskoczeniu podczas przesłuchiwaniu kandydatów do Sądu Najwyższego. Potępił również wywieranie nacisków na adwokatów, którzy zgodnie z prawem zgłosili się swoją kandydaturę. Odnosząc się do nagłego zwołania posiedzenia Krajowej Rady Sądownictwa uznając, że nie ma w tym nic specjalnie nadzwyczajnego.

Zapytany o postanowienie Sądu Najwyższego o zawieszenie niektórych punktów ustawy o Sądzie Najwyższym, ocenił to jako niebezpieczny precedens, który pozwoliłby sądom powszechnym w Polsce zawieszać stosowanie pewnych przepisów prawa powszechnie obowiązującego, wskutek postanowienia sądu:

– Takiej kompetencji sądownictwo w Polsce nie posiada. Takiej kompetencji nie posiada żaden organ w Polsce, aby zawiesić stosowanie prawa. Nie da się zawiesić. Trybunał Konstytucyjny może stwierdzić niezgodność z konstytucją i derogować z porządku prawnego, parlament w łączności z prezydentem może dokonywać wiążących zmian w polskim prawodawstwie. Natomiast sądy tego czynić nie mogą. Nawet Ten niezwykły sąd, Sąd Najwyższy w słynny składzie siedmioosobowym.

Poseł stwierdził również, że nie jest zwolennikiem reform Prawa i Sprawiedliwości ponieważ uważa, że poza zmianami personalnymi nie pomogą zwykłemu obywatelowi, a wręcz mogą zaszkodzić.

Posła Rzymkowskiego cieszy również veto prezydenta względem zmiany ordynacji wyborczej ponieważ:

– Ta ordynacja zakładała eliminację opinii katolickiej i narodowej z dyskursu publicznego w Parlamencie Europejskim.

 

WJB

Stracił stanowisko, bo zgłosił się do Sądu Najwyższego. „Nawet nie będę wymieniał przepisów KPA, które naruszono”

Mamy tu zasadę: albo ktoś jest z mainstreamem, albo jest naszym przeciwnikiem – stwierdził mecenas Grzegorz Hawryłkiewicz, który z powodu swojej kandydatury do SN stracił stanowisko wykładowcy.

Grzegorz Hawryłkiewicz w latach 80. kolportował prasę i wydawnictwa niezależne, uczestniczył w manifestacjach niepodległościowych. Obecnie przez 10 lat piastował stanowisko wykładowcy prawa karnego procesowego oraz od ponad 5 lat pełnił funkcję Kierownika Szkolenia Aplikantów Adwokackich. Problem powstał, gdy zgłosił swoją kandydaturę do Sądu Najwyższego. Jak mówi, „poprzez smsy dowiedziałem się, że nie wszyscy moi koledzy to akceptują, ale uważam, że nie każdy musi to akceptować”.


Jednak nawet podczas posiedzenia Okręgowej Rady Adwokackiej postanowiono odwołać go ze stanowiska. „Adwokat Hawryłkiewicz aplikuje do Sądu Najwyższego i może zostać powołany. W takiej sytuacji z dnia na dzień zostaniemy bez osoby zajmującej się szkoleniem aplikantów” – stwierdziła Justyna Mazur, dziekan ORA w Bydgoszczy, jak możemy przeczytać w artykule Małgorzaty Czajkowskiej z „Gazety Wyborczej”.

– Nie było mnie na posiedzeniu rady. Nawet o nim nie wiedziałem. Zawsze jakoś informowaliśmy się o posiedzeniach e-mailem, esemesem czy telefonem, bo przecież my się wszyscy znamy. Tym razem to wszystko jakoś umknęło (…) Nawet nie będę wymieniał przepisów KPA, które naruszono – mówił mecenas Grzegorz Hawryłkiewicz. – Każdy ma prawo do swoich sympatii bądź antypatii i ja to z szacunkiem przyjmuję. Natomiast tu nie mamy kwestii sympatii, tylko zasadę: albo ktoś jest z mainstreamem, albo jest naszym przeciwnikiem. Zamiast swobodniej wymiany poglądów okazuje się, że albo jesteś z nami, albo przeciwko nam.

Mecenas komentował również zastosowanie „zawieszenie ustawy” przez Sąd Najwyższy oraz skierowanie zapytania do Sądu Europejskiego.

WJB

 

 

 

Polski chłopiec do bicia dyżuruje w niemieckiej prasie, a w Polsce wysyła sędziów na przymusowe emerytury

Według niemieckiej prasy Magdalena Gersdorf nie przeszła jeszcze na emeryturę, a Sąd Najwyższy ma prawo zawiesić działanie ustawy – mówił Jan Bogatko w Poranku WNET.

W każdy czwartek łączymy się z Janem Bogatką, aby opowiedział, o czym pisze niemiecka prasa. Tak zwany sezon ogórkowy panuje również w Niemczech. Jednak nawet w wakacje nie zapomina się tam o „chłopcu do bicia”, jakim jest Polska. Temat polskiej reformy sądownictwa nie schodzi z łamów gazet i w ten sposób Niemcy czytają o „likwidacji trójpodziału władz”, „zamachu na niezależność sądów” oraz „przymusowym wysyłaniu sędziów na emerytury”.

– To brzmi oczywiście okrutnie, a chodzi o ustawę, która zgodnie z konstytucją reguluje wiek emerytalny sędziów – tłumaczył Jan Bogatko.

[related id=60326]Jednak, jak zapewnia nasz korespondent: – Jak rozmawia się z ludźmi z kręgów prawniczych w Niemczech, są niesłychanie zdziwieni, co dzieje się w Polsce. Jak się im spokojnie wyjaśnia, o co chodzi, to również są zdziwieni, że wszystko wygląda zupełnie inaczej, niż przedstawiają media.

W niemieckich mediach panuje również oburzenie z powodu odrzucenia przez Austriaków wniosku azylowego Afgańczyka, który powoływał się na to, że jest homoseksualistą:

– Urzędnicy powiedzieli, że ten człowiek nie spełnia tych warunków. Nie wiem, jakimi kryteriami oni się kierują, ale nie chcę wchodzić w zbyt pikantne szczegóły, jak można by sprawdzić, czy ktoś jest lub nie jest homoseksualistą – skomentował Jan Bogatko.

 

WJB

Emerytalne plany Małgorzaty Gersdorf: prezes Sądu Najwyższego na emigracji / Jan Bogatko, „Kurier WNET” nr 50/2018

Nie mogę się opędzić od słów piosenki sprzed lat: „Mam gorsecik, kolczyk z kółkiem, będę tańczyć, będę tańczyć z całym pułkiem. Małgorzatka tańcowała, póki się nie, póki się nie postarzała”.

Jan Bogatko

Tańcowała Małgorzatka…

Kiedy była prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf dotrzyma swej obietnicy pełnienia funkcji prezes SN na emigracji?

Oświadczenie, złożone w lipcu na łamach lewicowej (innych w zasadzie w Niemczech już nie ma) gazety „Süddeutsche Zeitung” z Monachium jest tak przerażająco jednoznaczne, że nawet najwybitniejszy prawnik z grona sędziów Sądu Najwyższego nie byłby w stanie inaczej zinterpretować tej wypowiedzi, jak tylko tak, że Małgorzata Gersdorf chce utworzyć jakiś konkurencyjny wobec Sądu Najwyższego w Warszawie trybunał, na którego czele zamierza osobiście stanąć.

Bawić się można na wiele sposobów, a Monachium (także to czerwone) ma swój karnawał, zwany nad Izerą Fasching, na którym każdy się bawi jak chce. Czemu nie w prezes Sądu Najwyższego na emigracji? I chyba tylko to Małgorzata Gersdorf miała na myśli, opowiadając w Karlsruhe o swych planach na spędzenie emerytury.

A może się jednak mylę, skoro występ Małgorzaty Gersdorf w siedzibie i na zaproszenie BGH (Bundesgerichtshof) – niemieckiego odpowiednika polskiego Sądu Najwyższego – przygotowywano z wielką precyzją, by nie dopuścić do politycznej gafy. Nadburmistrz miasta Karlsruhe, w którym to zapadają ostateczne wyroki, Frank Mentrup, po otrzymaniu od ambasadora Najjaśniejszej Rzeczpospolitej w Berlinie pisma, informującego go o tym, że Małgorzata Gersdorf jest jedynie emerytowaną prezeską Sądu Najwyższego, zwrócił się z zapytaniem w tej sprawie do wyższej instancji, czyli do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ministerstwo Spraw Zagranicznych uspokoiło nadburmistrza Karlsruhe słowami: „nie ma sygnałów, jakoby nie była już ona prezeską”.

Nie można mieć pretensji do nadburmistrza Karlsruhe, że w tak delikatnej sprawie zwrócił się do resortu stojącego wyżej od ambasadora. Sęk w tym, że pomylił stolice – bo nie wydaje mi się, by sądził, że polski ambasador podlega szefowi AA (Auswärtiges Amt) w Berlinie, aczkolwiek nie da się wykluczyć takiego rozumowania.

Protesty zawiedzionych ludzi, wynikające z kompleksów lub z politycznej determinacji, przyjmują różnorakie formy. W redakcji niemieckiej rozgłośni radiowej, w której pracowałem do chwili przejścia na emeryturę, na którą zresztą jakże niecierpliwie czekałem; a zatem w tej redakcji lat temu wiele pracował pewien redaktor, dla którego przegrana CDU w wyborach do Bundestagu (w roku 1969) była tak wielkim szokiem, że wyszedł przez okno willi w najelegantszej wówczas dzielnicy Kolonii, Marienburg, w której mieściła się redakcja, i wszedł na znak protestu wobec zwycięstwa czerwonych (SPD) na drzewo, z którego zdjęli go strażacy i panowie w białych kitlach. A on uwierzył tylko w przesłanie o końcu świata, jaki niechybnie musiał po wyborach nadejść. Być może miał on przed oczyma plakat wyborczy CDU, na którym groźnie wyglądający gość przestrzega: Alle Wege des Marxismus führen nach Moskau!. Co czyta Małgorzata Gersdorf?

O dalszych losach oświadczenia berlińskiego MSZ, rozstrzygającego ostatecznie o tym, czy Małgorzata Gersdorf nie jest, czy jest prezesem Sądu Najwyższego Rzeczpospolitej Polskiej w Warszawie, już nie czytałem ani nie słyszałem, ani też nie widziałem czegokolwiek w niemieckich mediach. Deklaracja berlińskiego AA, która ma wszelkie atuty, by znaleźć się nie tylko w skryptach instytutów dziennikarstwa, ale i prawa międzynarodowego, przeszła bez śladu! Cicho, sza!

Tak więc nie dowiedziałem się, czy szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych (w Warszawie) wezwał w nocy (a tak nakazuje protokół) ambasadora zaprzyjaźnionego mocarstwa, by mu wytłumaczyć, że nie tylko dobry obyczaj nie zezwala na tego typu niesmaczną ingerencję w sprawy sąsiedniego państwa. Jestem przekonany, że do tego wydarzenia doszło, nie wyobrażam bowiem sobie, by MSZ w Warszawie sam siebie zlekceważył.

Wprawdzie wielu polityków dzisiejszej opozycji po przegranych wyborach do Sejmu wyrażało gotowość dalszego prowadzenia działalności politycznej w gabinecie cieni (złośliwie i nieładnie nazywanego przez nielewicowych internautów „gabinetem cieniasów”), względnie deklarowało opuszczenie kraju, ale wypowiedzi te były raczej wyrazem rozpaczy, niż odpowiadały wymogom Realpolitik. Opuścić kraj, ale dokąd? Przenieść się do Brukseli bez apanaży chociażby członka Parlamentu Europejskiego? To raczej mało wykonalne, zbyt kosztowne i nieefektywne. Taki projekt nie daje, jak to się dzisiaj mówi, możliwości „finansowej samorealizacji”. Projekt Sądu Najwyższego na emigracji nie mógłby udać się w pojedynkę: a gdzie premier, gdzie rząd, gdzie ministrowie, no i gdzie pan prezydent? Wydaje mi się, że nawet najbogatsze Karnevalvereine w Niemczech nie weszłyby w ten biznes, bo niewielki, jeśli w ogóle, przyniósłby on profit. A publika, na przykład w Nadrenii, woli jednak młode, fikające nóżkami Maryśki od najlepszych zasłużonych artystek rewolucji.

W Karlsruhe, stolicy niemieckiego prawa, świętuje się także piątą porę roku, czyli Fasching. Małgorzata Gersdorf powinna się pośpieszyć z realizacją swego projektu emigracyjnego, jeśli chce zdążyć na czas. Karnawał to zbyt poważna sprawa, by oddać go w nieprofesjonalne ręce. Zarabia gastronomia. Hotelarstwo. Reklama. Także i policja ma ręce pełne roboty, a nie jest ona w Niemczech tak pokojowa, jak w Polsce. To wszystko wymaga przygotowań. Pisanie tekstów skeczy pożera czas i intelekt tęgich piór, szkoły tańca mają pełne programy, sale na festyny rezerwuje się na lata z góry. I jak tu zmieścić w programie Fastnacht „Malgorzata Gersdorf Show”? Nie, na ten karnawał jest już zdecydowanie za późno. I mało prawdopodobne, by w tym projekcie gościowi z dalekiej Warszawy pomogła finansowo Bettina Limperg, gospodyni spotkania, na którym Gersdorf wyraziła ochotę na funkcję „pierwszej prezes na emigracji”.

Czytelnik prasy niemieckiej sporo może dowiedzieć się o – chciałoby się powiedzieć – braterskiej pomocy dla Gersdorf i towarzyszy w walce ze „strategicznym demontażem państwa prawa w Polsce przez populistyczną partię rządzącą” – jak „informuje” „Süddeutsche Zeitung”. Także niemiecki Trybunał Konstytucyjny włącza się w krucjatę wspierającą „zaangażowanych polskich kolegów”. Tymczasem – opowiada Johannes Masing, sędzia niemieckiego BFG, który „od dawna utrzymuje ścisłe kontakty z zaangażowanymi polskimi kolegami” – Trybunał Konstytucyjny w Polsce, pierwszy cel demontażu, został w zasadzie unicestwiony przez „pozbawienie go serca i tożsamości”. A teraz to samo stało się z Sądem Najwyższym Małgorzaty Gersdorf!

Tak dla informacji: w niemieckim Trybunale Konstytucyjnym nie ma ani jednego sędziego z ex-NRD. Na to nie zezwolił duch państwa prawa. Oczywiście niemieckiego państwa prawa.

Ach, jakie wzruszające sceny z wieczornej gali Małgorzaty Gersdorf w przedkarnawałowym Karlsruhe opisuje monachijska „Süddeutsche Zeitung”! Oto na zakończenie wykładu w BGH dopuszczono pytania ze strony zaproszonej publiczności. Zgłosiła się pewna Polka mieszkająca w Niemczech. W jej oczach – zauważa dziennik – sytuacja wygląda jeszcze groźniej, niż faktycznie jest. Emigrantka pyta, czy Polska nie stoi aby w obliczu wojny domowej. – Nie była Pani tam od dawna – odpowiedziała pytaniem Małgorzata Gersdorf – prawda? I dodała: – Nie, wykluczam wojnę domową. Tym bardziej, że nasze wojsko jest niezbyt dobrze zorganizowane.

Nasi sojusznicy na pewno się cieszą z tej opinii. Na takie dictum nie zdobyłby się żaden niemiecki polityk za granicą. To skończyłoby jego karierę. Raz na zawsze. Przed, po i w trakcie karnawału. Ale w Polsce takie lekceważenie nie uchodzi za naganne. I to nie tylko w maglu.

Wszystkie niemieckie gazety – bez wyjątku – uważają się za znawców polskiej konstytucji, której ich dziennikarze zapewne nigdy nie mieli i nie będą mieć w ręku.

Fakt uchwalenia ustawy obniżającej wiek emerytalny sędziów do lat 65 uważają one za „ewidentne naruszenie polskiej konstytucji”, jak chce monachijska gazeta. Czytelnik tych dzienników przecież po konstytucję nie sięgnie i nie przeczyta tam chociażby, że to „Ustawa określa granicę wieku, po osiągnięciu której sędziowie przechodzą w stan spoczynku” – art. 180 ust. 4. Dlatego pani Gersdorf może w Karlsruhe z przejęciem opowiadać manipulowanej publiczności o „czystkach” w Polsce pod pretekstem obniżenia wieku emerytalnego. Nie ponosi w związku z tym żadnego ryzyka. Nic jej za to w Polsce nie grozi. Nikt jej nie oskarży, nie postawi przecież przed sądem emerytki. Zabraknie dreszczyku na paradę karnawałową w Karlsruhe?

Nie, Małgorzata Gersdorf nie utworzy Sądu Najwyższego na emigracji. W każdym razie nie w Niemieckiej Republice Federalnej. Ani w żadnym z państw członkowskich Unii Europejskiej. Zabraniają tego przepisy prawa i umowy międzynarodowe. Oczywiście dla Małgorzaty Gersdorf jest to na razie obojętne. Ale emerytowana pierwsza prezes Sądu Najwyższego musi się jeszcze wiele nauczyć, zanim wejdzie na śliski, unijny parkiet. Na przykład podstawowej zasady, że nawet najbardziej efektowne kłamstwo ma krótkie nogi. A raczej – im efektowniejsze, tym krótsze.

I nie mogę się opędzić od słów piosenki sprzed lat: „Mam gorsecik, kolczyk z kółkiem, będę tańczyć, będę tańczyć z całym pułkiem. Małgorzatka tańcowała, póki się nie, póki się nie postarzała”.

Felieton Jana Bogatki, pt. „Tańcowała Małgorzatka…” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr sierpniowy 50/2018, s. 3, wnet.webbook.pl.

 


Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki, pt. „Tańcowała Małgorzatka…” na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr sierpniowy 50/2018, s. 3, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

 

Tomasz Rzymkowski: W mojej opinii Magdalena Gersdorf nadal jest pierwszym prezesem Sądu Najwyższego

– Będę zabiegał o to, aby wnioski o Trybunał Stanu znalazły się dla kilku przedstawicieli administracji rządowej – stwierdził Tomasz Rzymkowski komentując pracę komisji ds. Amber Gold.

Niemiecka prasa i pierwsza prezes Sądu Najwyższego na uchodźstwie, czyli echa wizyty Małgorzata Gersdorf w Niemczech

Polska demokracja na dnie, Polska już zginęła, wbrew temu, co głosi polski hymn narodowy. Jest tylko jedna nadzieja – Komisja Europejska

 

W ten sposób publicyści i dziennikarze wyrażali swoje niepokoje o polski kraj i o jedność Unii Europejskiej. Tam mówi się o jej zwolnieniu, nie o przejściu na emeryturę.

„Będę pierwszą prezes na emigracji” głosi tytuł opowieści w Małgorzacie Gersdorf w niemieckim dzienniku „Süddeutsche Zeitung”.

W czasie, gdy usiłowano wyjaśnić czy pani Gersdorf jest prezesem czy nie, dyplomaci słali listy. Polska ambasada w Berlinie informowała burmistrza Karlsruhe, że pani Gesdorf już jest emerytowanym prezesem, a niemieckie ministerstwo spraw zagranicznych twierdziło, że nie posiada informacji na ten temat.

W tej sprawie wszystkie media niemieckie cytują niemiecką agencję prasową, co do kropki i przecinka. Naszemu korespondentowi przywiodło to na myśl czasy PRL.

W Niemczech nie budzą zdziwienia rewelacje o faszyzmie w Polsce. Nadal pokazuje się zdjęcia wielotysięcznych tłumów, protestujących przeciw zmianom konstytucji.

Zachęcamy do wysłuchania całej korespondencji.