Stanisław Tyszka: Jarosław Kaczyński w sprawie premii dla ministrów zaczął mówić jak Paweł Kukiz

Wicemarszałek Sejmu z Klubu Kukiz’15 podkreślił, że poprze w głosowaniu pomysł prezesa PiS o obniżeniu uposażeń dla posłów i senatorów, ale liczy również na opodatkowanie diet poselskich.

W rozmowie z Radiem Wnet Stanisław Tyszka podkreślił, że dzisiejsza decyzja Jarosława Kaczyńskiego jest spełnieniem postulatów ruchu Kukiz’15: To jest realizacja postulatów Kukiz’15, które podnosimy od dwóch lat. Mówiliśmy o głębokiej niesprawiedliwości, że posłowie mają dziesięciokrotnie większą kwotę wolną od podatku niż zwykli Polacy.

Wicemarszałek Sejmu wskazał, że wcześniej partia rządząca próbowała wprowadzać podwyżki dla polityków, co spotkało się ze skutecznym sprzeciwem opozycji: Mówiliśmy o projekcie podwyżek dla ministrów posłów i senatorów o pięć tysięcy złotych, że to jest program Koryto plus. Dzięki Pawłowi Kukizowi rząd się wtedy cofnął. Oddałem premię, którą mi przyznał marszałek Sejmu, i w tym roku nagród już nie było. Teraz Jarosław Kaczyński mówi Pawłem Kukizem i to nas bardzo cieszy.

Będzie bunt w Prawie i Sprawiedliwości. W obecnym systemie partiokratycznym posłowie głosują na rozkaz. Co to są za przedstawiciele narodu? To są tylko mierni i bierni wykonawcy decyzji szefów partii – podkreślił w rozmowie z Radiem Wnet Stanisław Tyszka.

Zdaniem polityka Kukiz’15 należy przeprowadzić gruntowną reformę wynagrodzeń polityków, polegającą na powiązaniu pensji dla posłów i senatorów z zarobkami Polaków: Trzeba porozmawiać o zbudowaniu siatki wynagrodzeń w Rzeczpospolitej, w której prezydent będzie zarabiał najwięcej, a wszyscy pozostali urzędnicy z prezesami spółek skarbu państwa odpowiednio mniej.

Zgadzamy się na wynagrodzenie posłów, ale liczymy na uchwalenie naszego projektu, który zakłada opodatkowanie diet poselskich – podkreślił Stanisław Tyszka.

ŁAJ

Ameryka, Chiny i zaostrzający się konflikt. Czy to już wojna… handlowa? [VIDEO]

Radosław Pyffel komentował w Poranku WNET o coraz bardziej konfliktowe relacje Chiny-USA

 

Prezydent Donald wprowadza cła na import chińskich towarów do USA. Wojna handlowa między globalnym hegemonem a wschodzącym mocarstwem staje się rzeczywistością. Relacje ekonomiczne i polityczne obu krajów oraz ich wpływ na światową i polską gospodarkę komentował w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim Radosław Pyffel , członek Rady Dyrektorów Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych. W dyskusji uczestniczył także obecny w studiu Jan Pospieszalski.

 

 

Waszyngton jest dla Japonii strategicznym partnerem w rozgrywce z Chinami i Koreą Północną: Ryszard Czarnecki z Seulu

Japonia i Korea Południowa są państwami zawieszonymi między wzrastającą potęgą Chin, a wciąż groźnymi ambicjami Rosji

Ryszard Czarnecki,  który uczestniczył w delegacji Parlamentu Europejskiego w Japonii i Korei, podzielił się ze słuchaczami Poranka WNET refleksjami na temat sytuacji politycznej  na dalekim wschodzie.

– Gra mocarstw na Dalekim Wschodzie nabiera tempa. Według wielu ekspertów, jeśli ma wybuchnąć III wojna światowa, to właśnie w Azji.

– Japończycy wiszą na sojuszu politycznym. Obecny premier Shinzō Abe wysunął koncepcję przymierza czterech państw Japonii, Indii Australii, USA , państw, które miały się przeciwstawić Chiną w Azji. 

– Waszyngton jest dla Japonii punktem odniesienia ze względu na komunistyczne Chiny i Koreę Północną, która dokonuję największej ilości cyberataków na Japonię – mówił Ryszard Czarnecki.

USA i Chiny prowadzą niebezpieczną grę, której następstwem może być spowolnienie światowej gospodarki. Wojny celnej obawiają się inwestorzy na giełdach. Amerykański indeks Dow Jones oraz indeks największych spółek w Warszawie WIG-20 odnoszą spadki.

 

Korea Płd: Milion katolików mówi „nie” aborcji. Podpisy zebrano w dwa miesiące

Konferencja Biskupów katolickich Korei (Południowej) przekazała do Trybunału Konstytucyjnego swego kraju ponad milion podpisów przeciwko legalizacji aborcji.

Podpisy zbierano w całym kraju od grudnia 2017 do końca stycznia. Obowiązującą dotychczas surową ustawę o przerywaniu ciąży Trybunał będzie rozpatrywał 24 kwietnia.

„Prawo do życia nie może być przedmiotem głosowania” – oświadczył przewodniczący episkopatu, arcybiskup Kwangdżu Hyginus Kim Hee-joong. Zwrócił uwagę, że „dekryminalizacja aborcji może prowadzić ludzi do myślenia, że wszystko jest w porządku”. Dlatego Kościół jest zdecydowanie „przeciwny zabijaniu niewinnego życia i żadne okoliczności ani przyczyny nie mogą tego usprawiedliwiać” – dodał hierarcha.

W 2017 r. 230 000 zwolenników aborcji podpisało apel do prezydenta kraju w sprawie legalizacji aborcji, która obecnie jest tam zabroniona. Obowiązujące obecnie przepisy w tym zakresie przewidują jedynie kilka wyjątków, w tym ciążę w wyniku gwałtu czy zagrożenie życia matki.

Jeszcze w 2012 r. południowokoreański Trybunał Konstytucyjny odrzucił projekt takiej liberalizacji, twierdząc, że „prawo kobiet ciężarnych do samodecydowania nie może znosić prawa płodu do życia”.

Chrześcijaństwo jest (liczbowo) największą religią w Korei Płd.: większość spośród ok. 52 milionów mieszkańców określa się jednak jako niewierzący, 8,6 milionów stanowią protestanci, a 5,1 mln. – katolicy. Drugą co do wielkości religią jest buddyzm, wyznawany przez ok. 10,7 mln osób.

 

Źródło: KAI

Płużański: Wiele osób straciło zaufanie do prezydenta [VIDEO]

Tadeusz Płużański skomentował weto prezydenta Andrzeja Dudy dotyczące ustawy degradacyjnej.
„Ta ustawa jest częścią dekomunizacji Polski. Dziwię się, że prezydent ją zawetował”.

Ustawa degradacyjna zakłada m.in. możliwość pozbawienia stopni wojskowych żołnierzy, którzy pełnili służbę w organach bezpieczeństwa państwa wymienionych w ustawie lustracyjnej.

Zdaniem naszego gościa wiele osób jest oburzonych takim obrotem sprawy i straciło zaufanie do prezydenta. Wśród polityków również pojawiło się wiele ważnych komentarzy:

„Pojawił się ważny głos Michała Dworczyka, który jest głosem de facto premiera. Dworczyk podkreślił, że na żadnym etapie prac kancelaria prezydenta nie zgłaszała żadnych poprawek. Ponadto jego zdaniem lepiej byłoby odesłać ustawę do Trybunały Konstytucyjnego, a nie ją wetować.

Andrzej Duda uważa, że nie powinniśmy stawiać wszystkich członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego na równi, ponieważ jak podkreślił – uzasadniając swoje weto – stawia ich to w gorszej sytuacji niż stalinowskich oprawców, którym przysługuje tryb odwoławczy.

Zdaniem Płużańskiego te osoby i instytucje można stawiać na równi, ponieważ reprezentowały one stan wojenny:

„Można było zrezygnować np. z bycia członkiem WRON-u. Oczywiście działo się to kosztem gorszego funkcjonowania w komunistycznej rzeczywistości. Trudno się zgodzić również z argumentem prezydenta, jakoby w ustawie nie było ścieżki odwoławczej. Ona faktycznie nie dotyczy członków WRON-u, ale jeżeli jakiś ubek uważa, że jest poszkodowany przez tę ustawę, to może się odwołać.”

Dziennikarz podkreślił, że nie zgadza się również z argumentem, że żołnierzy nie można degradować pośmiertnie:

„To trzeba robić pośmiertnie, ponieważ za życia nie udało się ich skazać; nie udało się odebrać im przywilejów emerytalnych. (…) Uważam, że kwestie przyszłości są istotne i bez tego nie zbudujemy normalnego państwa. Ta ustawa jest częścią dekomunizacji Polski. Dziwię się, że prezydent nie chciał jej podpisać”.

Zapraszam do wysłuchania rozmowy.

jn

Berlin–Warszawa i z powrotem. Po zaprzysiężeniu rządu szef dyplomacji i sama kanclerz Niemiec ruszyli do Warszawy

Angela Merkel tak się śpieszyła do Warszawy, że na później odłożyła złożenie w Bundestagu oświadczenia rządowego. Rozmowy z premierem Morawieckim i z prezydentem Dudą były dla niej ważniejsze.

Jan Bogatko

Kiedy pojawiło się doniesienie, że oto po 171 dniach zabiegów, rozmów koalicyjnych i błyskawicznej wizycie w zaprzyjaźnionym Paryżu szef niemieckiej dyplomacji z ramienia koalicyjnej SPD, Heiko Maas, wsiadł do samolotu i poleciał do Warszawy, tejże Warszawy, która jest solą w oku niemieckich mediów lewicowo-liberalnych (a innych między Odrą a Renem brak), zapanowała w Niemczech pewna konsternacja – jak to możliwe? Dlaczego? Czary goryczy dopełniło doniesienie polskich mediów (pomijam znane lewicowo-liberalne) o zamiarze Angeli Merkel udania się w poniedziałek po zaprzysiężeniu jej kolejnego, czwartego z kolei rządu, na rozmowy z premierem Morawieckim i prezydentem Dudą, wrogami publicznymi liberalnej lewicy i jej intelektualnych ofiar w Republice Federalnej. Zaskoczenie było tak wielkie, że nadaremnie by szukać w prasie piątkowej czy weekendowej w Niemczech doniesień o tej wizycie.

Ktoś (zupełnie nieważne kto) zaryzykował nawet stwierdzenie, że do Polski (podobno popadła ona przez politykę rządu „narodowo-katolickiego” w totalną izolację w Europie i na świecie) tak wybitni politycy obozu (demokracji ludowej, chciałoby się powiedzieć, nawiązując do języka „Trybuny Ludu” czy „Neues Deutschland”, jakim te media posługują się na co dzień i od święta) przyjechali, bo są z Polską w złych relacjach! Brawo! Wniosek: gdyby byli z nią w dobrych relacjach, to by nie przyjechali (no, może z wyjątkiem Paryża, ale to przecież wyjątek, a nie reguła).

No to zagadka: z jakim państwem na świecie wszyscy są w najlepszych relacjach? Jasne – z Koreą Północną! Dowód? Niemal nikt tam nie przyjeżdża z polityczną wizytą. Ale wróćmy do naszych baranów: totalna, sprawująca w Polsce rządy przez osiem lat, nigdy nie była zaskoczona blitz-wizytą swej berlińskiej idolki w tak karkołomnym tempie. Jeszcze bardziej totalnych zaskoczył klimat wizyty, o tematach rozmów nawet nie wspominając.

Nadzieje opozycji pozaparlamentarnej w Polsce (to znaczy takiej, która wprawdzie bierze diety poselskie, ale pracuje głównie na ulicy i za granicą w walce z rządem na rzecz jego demontażu, w myśl zasady „po nas potop”) na ostrą krytykę rządu Morawieckiego nie spełniły się. Przeciwnie, kanclerz Angela Merkel przejęła główne przesłanie stratega partii Prawo i Sprawiedliwość, Jarosława Kaczyńskiego, wygłoszone przez niego w Sejmie w związku z przejściową likwidacją granic przez Niemcy w dniach wędrówki ludów: „Pomoc tak, ale na miejscu”. Tak „Plan Kaczyńskiego” zastąpił berlińskie bezhołowie i nadał imigracji do Europy niezbędny porządek, no bo w końcu także i w Niemczech Ordnung muss sein, czy się to podoba, czy nie. (…)

Nadszedł czas i przyszedł Maas. Talent dyplomatyczny (poza nieudolnym występem w relacjach polsko-niemieckich jako szef resortu sprawiedliwości) przyszły minister spraw zagranicznych wykazał w trudnych rozmowach międzyresortowych, głównie z ministrem spraw wewnętrznych Thomasem de Maizière. Umiarkowany frankofil z Kraju Saary (włączonego do Republiki Federalnej Niemiec dopiero w 1957 roku) uważany jest przez jednych za technokratę, przez drugich za polityka pozbawionego raczej wyobraźni. Może to i dobre? Zwłaszcza, że Niemcy miewały już polityków z wybujałą wyobraźnią, co nie najlepiej się dla Niemców kończyło.

No i proszę – ledwie się przeprowadził z gabinetu szefa resortu sprawiedliwości do MSZ, a już do głosu doszła Realpolitik, czego można było doświadczyć w Warszawie. Umiarkowanie, ton rzeczowy, żadnych aluzji, same konkrety. Nie można było tak, Herr Bundesminister, od początku? Niemcy bardzo przestrzegają protokołu. Moja babcia wspominała mi o pewnej „konduktorowej wąskotorowej” spod Poznania i o jej kompleksie wobec „konduktorowej szerokotorowej” ze stolicy księstwa. (…)

No dobrze, ale o co chodziło Merkel w Warszawie? Po pierwsze: o, jak się wydawało zapomniany, Trójkąt Weimarski. Być może stosunek Macrona do Trójkąta, który niegdyś był listkiem figowym Democratic Show w Unii Europejskiej, a dzisiaj – zwłaszcza po Brexicie i problemach w euroklubie – nabrałby znowu znaczenia, przesądził o wyciągnięciu dłoni w kierunku Warszawy? Może krytyka Francji i centralistycznej, aroganckiej nawet polityki Macrona ze strony innych członków Unii Europejskiej wpłynęła na nowe otwarcie Berlina i wolę zapalenia fajki pokoju z Warszawą? Mimo nieporzuconych przez Berlin planów „gospodarczych” budowy Nordstream II Niemcy są zaniepokojone polityką Rosji. Wraca rozsądek? Trzeba mieć nadzieję na dobrą zmianę nad Sprewą. I trzeba Niemcom w tym pomóc.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Berlin–Warszawa i z powrotem” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr kwietniowy 46/2018, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki pt. „Berlin-Warszawa tam i z powrotem” na s. 3 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

Prezydent Andrzej Duda: Odmawiam podpisania ustawy degradacyjnej i kieruję ją do ponownego rozpoznania przez Sejm

Mówiąc krótko, wetuję tę ustawę. Nie jest to dla mnie łatwa decyzja, bo chciałbym, żeby te sprawy zostały załatwione i wierzę w symboliczny wymiar tej ustawy dla wojska – powiedział prezydent.

 

 

Długo się nad tą ustawą zastanawiałem. Jak państwo wiecie i gdy znacie moją dotychczasową drogę polityczną to wiecie, że moje poglądy jeżeli chodzi o czasy słusznie minione, poprzedni ustrój i osoby, które brały czynny udział w budowaniu aparatu represji, to zdanie jest absolutnie jednoznaczne. Byłym przecież współtwórcą ustawy lustracyjnej. Byłem zwolennikiem radykalnych rozwiązań w tym zakresie – powiedział prezydent Andrzej Duda.

Zdaniem prezydenta zapisy ustawa degradacyjna jest źle napisana, a jej zapisy będą budzić niepotrzebne niepokoje społeczne: Nie chciałbym, by powstała ustawa, która w tych czasach, jakie mamy dzisiaj, w wolnej i niepodległej, suwerennej Polsce, będzie dzieliła społeczeństwo, zamiast zostać przyjęta ze zrozumieniem. Chciałbym żebyśmy taką ustawę przyjęli, która będzie przyjęta przez społeczeństwo ze zrozumieniem. Może nie wszyscy będą się z nią do końca zgadzali, ale nie będzie ona wywoływała emocji, a przede wszystkim nie będzie niesprawiedliwa, a niestety w tym pierwszym elemencie ta ustawa jest po prostu niesprawiedliwa. Nie możemy w Polsce przywracać sprawiedliwości, jednocześnie wprowadzając niesprawiedliwe rozwiązania. W moim przekonaniu nie tędy droga.

Prezydent wskazując że w przypadku odbierania świadczeń byłym esbekom że jest możliwość złożenia wyjaśnień i złożenia odwołania, której brakuje w przypadku degradacji członków WRON: I stąd moje ogromny wątpliwości dotyczące tej ustawy, tzw. degradacyjnej. One sprowadzają się do trzech elementów. Jeżeli chodzi o członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Jest dla nas wszystkich chyba oczywiste (…) że WRON, a zwłaszcza jej kierownictwo, jej czołowi członkowie, to był po prostu związek przestępczy o charakterze zbrojnym (…) i że ci, którzy piastowali tam najwyższe stanowiska, łącząc je z najwyższymi funkcjami państwowymi i partyjnymi to ludzie, którzy nie zasługują na szacunek i rzeczywiście, jeśli chodzi o odebranie im stopni, to sprawa, jest dla mnie mało dyskusyjna. To byli ludzie, którzy szkodzili Polsce, którzy budowali tutaj ustrój zniewolenia nas wszystkich, Polaków – podkreślił prezydenta Andrzej Duda.

Andrzej Duda wskazał, że będzie chciał organizować dialog w sprawie rozwiązania degradacji komunistycznych zbrodniarzy: Rozmawiałem z ministrem Błaszczakiem, z premierem. Po świętach zaproszę do siebie ministra, szefa urzędu ds. kombatantów i osób represjonowanych, przedstawicieli organizacji kombatanckich, być może również przedstawicieli osób pokrzywdzonych w stanie wojennym i być może jeszcze jakieś inne osoby, po to, żebyśmy się spotkali i przedyskutowali w jaki sposób załatwić tę trudną sprawę, która budzi wiele kontrowersji — zapowiedział prezydent.

Wydaje mi się, że każdy przyzwoity człowiek, kiedy na to patrzy, uważa, że takie rozwiązanie musi być tutaj wprowadzone. Ktoś kto, nie ma nikogo, kto wstawiłby się za nim, będzie miał ze strony państwa zabezpieczonego kogoś kto będzie reprezentował jego interesy i kto wniesie tę skargę do sądu od orzeczenia, jeżeli będzie taka potrzeba. Po to właśnie by bronić jego interesów — dodał prezydent.

 

ŁAJ

Abuna Kazimierz Gajowy: Wszyscy chrześcijanie przeżywają to co dzieję się w Syrii

Następuję roszada, według mnie Syria jest w trakcie podziału, czyli pewne regiony będą należały do poszczególnych enklaw religijno-społecznych – mówił Abuna Kazimierz Gajowy.

 

Święta Wielkanocne już za nami, jednak w w Libanie wciąż trwają. Podczas rozmowy w Wielki Piątek Abuna Kazimierz Gajowy mieszkający w Bejrucie, opowiadał nam o tradycji Świąt Wielkanocnych obchodzonych przez maronitów jak i protestantów. Dzisiaj w Poranku Wnet mówił o sytuacji w Syrii.

– Wbrew rożnym informacjom, które docierają do Europy, syryjscy chrześcijanie w Damaszku świętowali Wielkanoc w sposób szczególny, dlatego, że nareszcie dotarło do nich trochę spokoju, rozmawiałem z siostrami, z księżmi, którzy tam pracują, wszyscy mówią jedno słowo: „nareszcie”, nareszcie mogliśmy spokojnie obchodzić Święta Wielkanocne. Wszystkie ogniska zapalne wokół Damaszku,poddały się. Wojska Asada przy pomocy innych sojuszników zmusiły rebeliantów do pewnej ugody. Z miasta Duma rebelianci będą przetransportowani do ostatniego „gniazda rebeliantów” Idlib w północno- zachodniej Syrii- mówił Abuna Kazimierz Gajowy.

Według syryjskiego dowództwa, wciąż trwają walki wokół Dumy, kontrolowanej przez antyrządowe ugrupowanie zbrojne Dżaisz al-islam. Duma to ostatni fragment Wschodniej Guty, znajdujący się jeszcze w rękach rebeliantów.

„Jednostki armii kontynuują działania bojowe, by wyprzeć terrorystów z Dumy” – głosi komunikat, odczytany w telewizji przez wojskowego rzecznika.

Jak podaje Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka, od początku wojny w Syrii, zginęło ponad 340 tys. osób.Ponad jedna trzecia ofiar to cywile. Niektóre agencje, jak Reuters informują o nawet 500 tys. ofiar. Od 2011 roku zginęło prawie 20 tys. dzieci. Śmierć poniosło ponad 60 tys. żołnierzy reżimu i również 60 tys. ekstremistów. O ciężkiej sytuacji syryjskich dzieci informuje UNICEF. W porównaniu z rokiem 2016, w 2017 zginęło 50 proc. więcej nieletnich. Ponad 200 dzieci poniosło śmierć od początku lutego w bombardowaniach Wschodniej Guty.

Milowy krok w kierunku ściślejszej integracji europejskiej. Bruksela chce europejskich podatków. Rząd PiS jest na „tak”

Premier Mateusz Morawiecki i rząd PiS dają zielone światło dla wprowadzenia podatków na poziomie europejskim. Bruksela proponuje wprowadzenie bezpośredniego zasilania budżetu.

Dyskusja nad wprowadzeniem nowej formy opodatkowania, które miałoby działać na poziomie całej Unii Europejskiej i bezpośrednio zasilającego unijny budżet, toczy się od kilku lat. Obecnie stanowi jeden w ważniejszych elementów negocjacji nad nową wieloletnią perspektywą finansową. Do tej pory budżet UE działał na klasycznych zasadach budżetu instytucji międzynarodowej, gdzie to państwa członkowskie mają pełną kontrolę nad planowanymi wydatkami wspólnotowymi i w ramach negocjacji ustalają ich wysokość.

Jednocześnie państwa członkowskie pozostają w zasadzie jednym źródłem finansów dla instytucji unijnych, nie licząc mechanizmu stałego przekazywania odpowiedniej części pobieranych ceł oraz niewielkiego ułamka podatku VAT. Taki mechanizm hamuję rozrost siły biurokracji brukselskiej, która dysponuje znacznie mniejszymi środkami finansowanymi niż kraje członkowskie.

Jednak ta sytuacja może się zmienić. Zagrożenie terroryzmem, kryzy migracyjny oraz Brexit, wywierają silną presję na wzrost wydatków z unijnego budżetu, a państwa członkowskie, wymagając realizacji nowych zdań na poziomie wspólnoty, nie specjalnie chcą zwiększyć swój udział w kontrybucji do wspólnej kasy. Mimo że składki wszystkich krajów członkowskich w ramach następnej perspektywy będą wyższe (komisarz ds. budżetu proponuje wzrost składek od 10 do 20 procent), to i tak nie starczy na pokrycie ubytku po wyjściu Wielkiej Brytanii oraz na finansowanie nowych zadań. Dlatego europejscy decydenci, zarówno na poziomie rządów nordowych, jak i brukselskich urzędników, szukają nowych źródeł dochodów. Część rządów jest gotowa na zwiększenie udziału budżetu UE w dochodach z ceł oraz z podatku VAT. Komisja Europejska szanse na dodatkowe środki upatruje we wprowadzeniu nowych danin, które nie będą już uchwalane na poziomie państw narodowych, i przez nie kontrolowane, tylko w pozostaną w gestii Brukseli.

[related id=53818]

Otarcie możliwości wprowadzania ogólnoeuropejskich podatków może sprzyjać postępującej integracji europejskiej i zwiększenia siły Komisji Europejskiej. Komisji, posiadając własne źródła dochodów, będzie mniej uzależniona od rządów narodowych i coraz bardziej zacznie przypominać swoisty „superrząd”. Wizja Europy-ojczyzn głoszona przez obóz Zjednoczonej Prawicy, po przekroczeniu podatkowego Rubikonu, może się znacząco oddalić.

Dlatego pomysły Brukseli nie budzi wielkiej akceptacji w państwach UE, poza nielicznymi stolicami, co podkreśla prof. Tomasz Gross, politolog wykładający m.in. na UW: Jeśli mówimy o możliwości wprowadzenia opodatkowania transakcji finansowych, to na taki mechanizm nie ma zgody przynajmniej kilku państw członkowskich, żeby tego typu podatek wprowadzać w ramach całej Unii Europejskiej. Podobnie zresztą jak nie ma zgody na skonsolidowanie podstawy opodatkowania czy inne pomysły podatkowe KE. W sprawach podatkowych głosowanie państw członkowskich odbywa się jednomyślnie. Dlatego każda dyskusja o podatkach jest tak trudno, a dyskusje o podatkach europejskich, to już niemal czysta utopia – zaznaczył prof. Tomasz Grzegorz Grosse.

Jednak wizji realizacji wszystkich nowych zadań, jakie stawiają przed unią kraje Europy zachodniej i południowej oraz kontynuacji w pełnym wymiarze dotychczasowych polityk, bez zwiększa wysiłku państwa członkowskich, zadaje się ulegać, obok komisji, również rząd Prawa i Sprawiedliwości. Zdaniem Jerzego Kwiecińskiego ministra inwestycji i rozwoju, który odpowiada za środku europejskie: Trzeba rozmawiać o nowych rozwiązaniach, o nowych źródłach budżetu, szczególnie takich, które nie będą uszczuplały obecnych dochodów krajów członkowskich, również naszego kraju. Takie możliwości są, jeżeli te dodatkowe dochody będą w stanie sfinansować priorytety ważne dla Unii, ale ważne również dla naszego kraju. Wydaje mi się, że będzie wola do tego, żeby takie nowe źródła dochodów budżetu europejskiego uchwalić – odpowiedział na pytanie o wprowadzenie nowych podatków minister inwestycji i rozwoju, odpowiedzialny za realizację unijnej polityki spójności.

Bardziej sceptycznie do idei wprowadzenia ogólnoeuropejskiego podatku odnoszą się europarlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości. Zdaniem dr. Zbigniewa Kuźmiuka polityka PiS i posła do Parlamentu Europejskiego: Decyzja, żeby uzyskać taki dodatkowy dochód, jest propozycją atrakcyjną, ale z drugiej strony jest to niebezpieczeństwo oddania części suwerenności. To byłby pierwszy podatek europejski. Co skłania nas ewentualnie do poparcia tej propozycji, to że nie byłoby to obciążenie dodatkowe dla takiego kraju jak Polska.

Poparcie polski dla wprowadzenia podatków na poziomie europejskim zapowiedział w Brukseli premier Mateusz Morawiecki: Tutaj też bardzo ucieszyłem się z tego, co pan przewodniczący Jean-Claude Juncker wczoraj mówił i dzisiaj to potwierdził, czyli taką intencję, żeby wzmocnić ten budżet również poprzez własne środki. W tym aspekcie też wyraziłem nasze otwarcie co do Financial Transactions Tax, czyli podatku od transakcji finansowych. Taka myśl pojawia się od czasu do czasu w dyskusji w Brukseli, my jesteśmy otwarci na dyskusje w tym obszarze – podkreślił na oficjalnej konferencji 10 stycznia w Brukseli premier Mateusz Morawiecki.

Zdaniem politologa prof. Tomasza Grosse jedną z podstawowych barier przed powołaniem europejskich podatków, jest brak demokratycznych procedur w samej Brukseli: Polityka fiskalna musi mieć kontrolę demokratyczną. Hasło Amerykańskiej rewolucji „nie ma podatków bez reprezentacji” jest w dalszym ciągu aktualne. W Unii Europejskiej nie ma takiej kontroli, która mogłaby autoryzować politykę budżetową realizowaną przez Komisję lub inne instytucje unijne, na podobnym poziomie jak ma to miejsce w parlamentach narodowych. Jeżeli polski rząd zapowiada, że jest gotowy zgodzić się na wprowadzenie podatków europejskich, to mogę to skomentować jako grę negocjacyjną, która prawdopodobnie ma zwiększyć korzyści Polski w przyszłym budżecie UE.

Istotą podatku od transakcji finansowych, o którym wspominał premier Morawiecki, jest obciążenie transakcji dokonywanych na giełdzie w ramach handlu papierami wartościowymi. Na przykład podatek funkcjonujący we Francji w wynosi 0,2 proc i obejmuje transakcje papierów wartościowych spółek obecnych na paryskim parkiecie, o wartości powyżej 1 mld euro.

Podatek od transakcji finansowych, który jest stosowany, w różnych wariantach, w kilku krajach m.in. w Wielkiej Brytanii, gdzie w postaci opłaty stemplowej funkcjonuje od XVII wieku, w Szwecji, na Węgrzech oraz jak już wspomnieliśmy we Francji. Idea wprowadzenia nowej daniny od przepływu kapitału stała się szczególnie popularna po wybuchu kryzysu finansowego, jako lekarstwo na niekontrolowaną spekulację giełdową. Podatek od transakcji finansowych, w myśl jego promotora profesora Uniwersytetu Yale i laureat nagrody Nobla Jamesa Tobina, ma sypać piasek w szprychy rynków finansowych, żeby zwolniły i zaczęły się ściślej trzymać fundamentów ekonomicznych.

Jednak kraje, które wprowadziły podatek, szybko odczuły odpływ kapitału na giełdy nieobjęte podatkiem, lub do miejsc, gdzie jest on mniej dotkliwy, jak w przypadku Londynu. Wraz z odpływem kapitały spadła również wyceny akcji przedsiębiorstw.

Dlatego po kryzysie finansowym w ramach prac Komisji Europejskiej oraz 11 państw członkowski pojawiał się pomysł wprowadzania podatku od transakcji na poziomie europejskim, który utrudniłby inwestorom ucieczkę na inne giełdy. Pierwsze podejście zakończyło się przygotowaniem przez komisję konkretnej propozycji, ale brak woli politycznej wśród większości państw wspólnoty spowodował, że odłożona projekt na półkę.

Według propozycji Komisji Europejskiej z 14 lutego 2013 roku, unijny podatek od transakcji finansowych miał objąć wszystkie transakcje pomiędzy instytucjami finansowymi, wykonywane na ryku instrumentów finansowych. Żeby zastosować podatek, wystarczy, aby co najmniej jedna ze stron transakcji była zarejestrowana na teranie UE. W wariancie przygotowanym przez KE przyjęto niewysokie stawki, 0,1 proc. dla obrotu akcjami i obligacjami, a obrót instrumentami pochodnymi według stawki wynoszącej 0,01 proc.

Teraz idea europejskiego podatku powraca przy debacie nad budżetem unii na lata 2021-27. Największym orędownikiem upowszechnienia podatku od transakcji, jest prezydent Francji Emanuel Macron. Potrzebę powrotu do rozmów nad europejskim podatkiem od transakcji Macron zaznaczył w czasie wykładu na Sorbonie we wrześniu 2017 roku, podkreślając, że podatek miał być realizowany w ramach państw narodowych, ale część przynoszonych przez niego dochodów miałaby być na stale przekazywana na cele polityki europejskiej. Prezydent Francji mówił o możliwości wprowadzenia nowego podatku w ramach budowy odrębnego budżetu dla strefy euro.

Nie wiadomo co dokładnie miał na myśli premier Morawiecki, odnosząc się do kwestii podatku od transakcji, czy to miał być ukłon w stronę Paryża, czy pójście jeszcze dalej i poparcie projektów podatku wspólnotowego, wysuwanych przez komisję.

Obok zaproponowanego przez premiera Morawieckiego podatku od transakcji na stole znajduje się kilka możliwych rozwiązań. Jedne są dla Polski bardzo groźne, jak wprowadzenie podatków ekologicznych, naliczanych ze względu na zanieczyszczenie powietrza lub zużycie energii, ale są też propozycje nie mniej niebezpieczne dla naszego kraju jak podatek cyfrowy, tworzący wysublimowane mechanizmy prawe zapobiegające unikaniu opodatkowania w krajach wspólnoty przez globalne korporacje działające na rynku usług cyfrowych. Do tej pory wielkie korporacje skutecznie unikały opodatkowania. W tym przypadku oficjalna propozycja komisji mówi tylko o harmonizacji zapisów na poziomie państw narodowych, a nie o zmianie systemu finansowania Unii Europejskiej.

Zdaniem Zbigniewa Kuźmiuka na obecnym etapie negocjacji bardziej prawdopodobne jest przyjęcie podatku cyfrowego niż wprowadzenie daniny od transakcji finansowych. Zaproponowane 21 marca przez komisję propozycję podatku cyfrowanego, zakładają harmonizację przepisów w zakresie opodatkowania największych firm cyfrowych, ale nie zmienia ogólnych zasad działania podatków na poziomie krajów członkowskich.

Mimo wypowiedzi premiera Morawieckiego, który opowiadał się za prowadzeniem podarku od transakcji, minister inwestycji Jerzy Kwieciński, który pełni funkcję pełnomocnika premiera do spraw funduszy europejskich i rozwoju regionalnego, podkreśla, że Polski rząd nie ma jeszcze jednoznaczne stanowiska w tej kwestii: Dopóki nie zostaną podjęte decyzje, byłoby bardzo niedobre, gdyby Polski rząd wypowiadał swoje wyraźne preferencje. Będziemy mogli coś więcej powiedzieć, jak będzie widać wyraźną zgodę ze strony krajów członkowskich i również poparcie Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego dla takich rozwiązań.

Prof. Grosse przyznaje, że komisja myśli o wprowadzeniu nowych podatków europejskich, które pozostałyby poza bieżącą kontrolą rządów i parlamentów narodowych, ale zdecydowany opór dużej liczby stolic w tej kwestii, sprawia, że nie ma realnych szans na realizację planów Brukseli: Państwa członkowskie w zakresie podatków przede wszystkim rozmawiają o możliwości wprowadzenia nowych danin albo lepszego zharmonizowania funkcjonujących przepisów, ale przy założeniu, że podatki pozostają domeną narodową. Komisja natomiast mówił, że skoro już toczy się dyskusja na ten temat, to może warto pochylić się nad takimi aspektami tych reform, żeby podatki nie tylko był zharmonizowane, ale stały się również dochodami Unii Europejskiej. Jednak państwa członkowie nie są chętne pójść tą drogą i większość zdecydowanie odrzuca taką możliwość.

Kwestia zmiany fundamentów finansowania unijnego budżetu będzie jedną z postulatów państwa broniących pełnego wymiaru polityki spójności i wspólnej polityki rolnej, jak Polska. Pozostaje pytanie czy utrzymanie na wysokim poziomie strumienia środków europejskich, jest wystarczającą przesłanką za optowaniem przez polski rząd za zwiększeniem władzy Komisji Europejskiej kosztem państw narodowych, zwłaszcza w tak newralgicznym aspekcie jak finanse.

 

ŁAJ

Dr Paweł Zyzak: Chiny nie są bezbronne w wojnie handlowej ze Stanami Zjednoczonymi [VIDEO]

Poszerza się grono państw, które zostały wyłączone spod taryf min. UE i inni sojusznicy Stanów Zjednoczonych. Ważą się losy Korei Południowej. Natomiast taryfy uderzą w Chiny- mówi dr Zyzak.


W ostatnim czasie Donald Trump nie stroni od opinii o Chinach. Na jego twitterze pojawił się wpis nt. ostatniej wizyty Kim Dzong Una w Pekinie.

„Otrzymałem wiadomość zeszłej nocy od Xi Jinping, że jego spotkanie z Kim Dzong Un przebiegł bardzo dobrze i że Kim nie może doczekać się spotkania ze mną. W międzyczasie i niestety, maksymalne sankcje i presja muszą być utrzymane za wszelką cenę!”- wpis Donalda Trumpa z 28 marca.

Kwestia relacji amerykańsko-chińskich cały czas absorbuję światowe media. Dzisiaj w Poranku Wnet gościem był dr Paweł Zyzak, historyk i specjalista od polityki amerykańskiej, który podkreślił, że nazwany „wojną handlową” konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Chinami jest „Sporem na wielu płaszczyznach, a postawienie Chin do pionu jest odwetem za wykradanie tajemnic handlowych, o które oskarżają Republikę Chińską amerykańskie tajne służby. Agresywna i nieuczciwa konkurencja oraz stosowanie dumpingowych cen są zasadniczymi powodami do nałożenie taryf celnych”.

Gospodarka chińska zaczyna dominować nad światem i jeżeli ktoś tego nie powstrzyma, to skończy się chińską globalną dominacją gospodarczą – powiedział Krzysztof Skowroński.

– Trudno mi sobie wyobrazić, że nałożenie ceł na stal i aluminium ma zatamować ekspansję Chin. Cła mają pokazać chińczykom, że przekroczyli jakąś granice. Chiny prowadzą agresywną, nieuczciwą politykę, jeżeli chodzi o walutę i wykradanie tzn.”know how”. Chiny stają się dominującym partnerem UE, wyparły Stany Zjednoczone poprzez swój eksport – powiedział dr Paweł Zyzak.

Jednak jak twierdzi gość Poranka Wnet Chiny nie są bezbronne w obliczu wojny handlowej ze Stanami Zjednoczonymi, skuteczną bronią  mogą być zgromadzone przez komunistyczny rząd obligacje:

– Chińczycy są górą w tej grze i wystarczy, że zaczną sprzedawać amerykańskie obligację, czyli domagać się zwrotu kredytów zaciągniętych przez Stany Zjednoczone, znajdą się pod ścianą. (…) Chiny ostrzegają USA aby nie otwierały Puszki Pandory, mogą obrać szeroką gamę amerykańskich firm, od rolnictwa po samoloty, samochody, półprzewodniki, a nawet usługi.

NB