Muzyczne burritos część III – Miami

Miami to nie tylko miasto kojarzące się z turystyką i luksusowym życiem. To także brama do Ameryki Łacińskiej, w tym jej muzycznej części, o której opowiemy w najbliższej audycji.

Położone na słonecznej Florydzie Miami to jeden z głównych celów turystycznych nie tylko mieszkańców Stanów Zjednoczonych Ameryki. Samo miasto stało się jednak także celem wielu muzyków pochodzenia latynoskiego, przez co zyskało miano jednej z głównych stolic muzyki latynoskiej USA.

Skąd jednak wzięło się tylu artystów latynoskich, którzy przewinęli się przez Miami? Żeby znaleźć odpowiedź na to pytanie, należy zajrzeć do geografii historii obejmującej wydarzenia, jakie miały miejsce w tej części świata w II połowie XX wieku. Stan Floryda, którego Miami jest najważniejszym miastem leży w odległości nieco ponad 300 kilometrów od Kuby. Na tę stosunkowo niewielką odległość należy nałożyć Rewolucję Kubańską, która rozpoczęła się w 1959 roku i zdaniem kubańskiego rządu trwa po dzień dzisiejszy. Rewolucję, w wyniku której wiele osób, nie mogąc się pogodzić z reżimem rządów Fidela Castro, po prostu opuściło wyspę. Część z nich zrobiła to dobrowolnie, część pod przymusem, zaś wielu z nich po prostu nie pozwolono powrócić na wyspę. Wśród muzyków latynoskich pochodzenia kubańskiego prym z pewnością wiedzie Gloria Estefan, której zespół Miami Sound Machine największe triumfy święcił w latach 80-tych ubiegłego stulecia.

Muzycznego fenomenu gwiazd muzyki latynoskiej w Miami z pewnością nie można wytłumaczyć jedynie historią i geografią. Wiele z nich, jak np. Pitbull, urodziło się już w tym mieście. Jeszcze inni, pochodzący z innych krajów Ameryki Łacińskiej w Miami i okolicach uwiło sobie nowe „gniazdka”. Leżąca w pobliżu miasta wyspa Star Island, pełna jest luksusowych rezydencji gwiazd kultury latynoamerykańskiej.

Co zatem przyciąga do Miami? Skąd w tym mieście wzięło się tylu muzyków latynoskich? Wreszcie jaką muzykę grają? Odpowiedzi na te pytania spróbuje odnaleźć nasz dzisiejszy gość – Marek Świrkowicz. W rozmowie ze Zbyszkiem Dąbrowskim nie tylko przedstawimy gwiazdy najjaśniej świecące pod gorącym słońcem Florydy, ale również i muzyków, którzy być może nie są aż tak popularni, ale którzy z pewnością zapisali się wielkimi literami w historii muzyki latynoamerykańskiej.

Na muzyczne doznania rodem ze słonecznego Miami zapraszamy w najbliższy poniedziałek, 28-go maja, jak zwykle o 21H00!

¡República Latina – żaden zakątek nie jest nam obcy!

Nie tylko salsa: muzyka kubańska alternatywnie / No sólo salsa: la música cubana alternativa

Muzyka kubańska znana jest polskiemu odbiorcy dzieki chociażby filmowi Buena Vista Social Club. A jednak na Kubie grane są i inne gatunki muzyczne, niekoniecznie związane z „czystą” muzyką latynoską.

Muzyka kubańska znana jest chyba każdemu mieszkańcowi ziem między Odrą a Bugiem. Nawet jeżeli nie jest on świadomy, że dźwięki których słucha pochodzą właśnie z tej uroczej karaibskiej wyspy. Bowiem muzyka kubańska to z jednej strony wielkie gwiazdy z drugiej zaś gorące rytmy oraz niezapomniane utwory. Utwory, które doczekały się dziesiątków, jeśli nie setek aranżacji w różnych wersjach językowych.

Ale muzyka kubańska, to nie tylko takie gatunki, jak son, trova, salsa, mambo, chachachá czy rumba, których najczęściej słuchamy. Kubańczycy z pewnością należą do jednych z najbardziej muzykalnych narodów świata, a ich muzyka opiera się na różnych gatunkach. Muzyka kubańska ma bowiem bardzo wiele do zaoferowania miłośnikom niemalże wszystkich styli muzycznych, nie tylko tych kojarzonych z typową „muzyką latynoską”.

Muzyka kubańska bowiem to także bardzo bogata historia związana z muzyką klasyczną, dziedzictwem europejskich kolonizatorów, której operowy styl od wielu setek lat po dzień dzisiejszy święci swoje triumfy. Z innych styli, z których słynie muzyka kubańska wymienić należy bardzo silny jazz kubański, rock, z jego wieloma odmianami (w tym punk rock, czy heavy metal) oraz rytmiczny hip-hop, czy reggaetón, znany na wyspie jako Cubatón.

Większość z nich jest z pewnością nieznana w Polsce. Czas najwyższy zatem, by to zmienić. Przewodnikiem po alternatywnej muzyce kubańskiej będzie pochodzący z Kuby Yoilán Pérez Harriette, człowiek, w którego żyłach muzyka płynie zamiast hemoglobiny. W rozmowie ze Zbyszkiem Dąbrowskim nasz gość opowie o tych stylach muzycznych, o których zazwyczaj się nie mówi, a których warto wspomnieć, by zobaczyć, jak bogata jest muzyka kubańska. Z naszym gościem porozmawiamy również o jego planach związanych z muzykowaniem.

Na kubańskie rozmowy o muzyce zapraszamy w najbliższy poniedziałek, 14-go maja, jak zwykle o 21H00! Będziemy rozmawiać po polsku i hiszpańsku!

¡República Latina – w poszukiwaniu nowych styli!

Resumen en castellano: aunque la música cubana es conocida también en Polonia, sabemos muy poco de ella. La mayoría de la gente asocía a la música cubana con el son, la trova, salsa, rumba u otros géneros de la música latina popular. Sin embargo hay que mencionar que en Cuba se toca también otros géneros musicales. La opera y la música clácica, el jazz o el rock son también bien conocidos en Isla, aunque no los toca tanta gente.

Hoy en República Latina vamos a conocer la música alternativa cubana. Alternativa a los géneros más populares de la música cubana, conocidos a lo más de la música la Isla. El guía por los senderos musicales cubanos será Yoilán Pérez Harriette, un Cubano relacionado con la música desde siempre. Con nuestro invitado vamos a hablar sobre la riqueza de los géneros musicales de Cuba. Vamos a hablar tambien de los planes musicales de él.

Para nuestra conversación musical cubana, les invitamos a escucharnos el lunes 14 mayo, como siempre a las 21H00! Vamos a hablar polaco y español!

„71”, czyli rock z Hiszpanii / „71” – rock de España

Rock z Hiszpanii to ciekawa alternatywa dla tych, którym klasyczna muzyka latynoska się znudziła. Madrycka Grupa „71” to z kolei świetny przedstawiciel fenomenu, jakim jest rock z Hiszpanii.

„71”, czyli rock „Made in Spain” / „71” – rock de España

Muzyka w języku hiszpańskim najczęściej kojarzona jest z gorącymi rytmami salsy, bachaty, merengue, cumbii, czy też namiętnym tangiem. Tymczasem całkiem mocną gałęzią przemysłu muzycznego są również pop, czy rock po hiszpańsku. Wielu z nich odnosi sukcesy nie tylko w swoich ojczyznach czy krajach, gdzie języka hiszpańskiego używa się na co dzień.

Grupa „71” z Madrytu to światy przykład na to, że rock z Hiszpanii ma się naprawdę dobrze.  Co więcej rock z Hiszpanii w wykonaniu grupy „71” to całkiem niezła odskocznia od miarowych bitów reggaetonu, czy łzawych dźwięków bachaty. Zaś rock z Hiszpanii w wykonaniu grupy „71” to po prostu świeży powiew dla uszu. Żeby się tego przekonać należy jej po prostu posłuchać. Szansa ku temu już w najbliższym wydaniu República Latina.

Nasz dzisiejszy gość – Roberto Pedromingo jest frontmanem grupy „71”. W rozmowie ze Zbyszkiem Dąbrowskim nasz gość opowie o tym, skąd wzięła się nazwa grupy, jak długo jej członkowie się znają i jak długo ze sobą współpracują a także jakie inspiracje muzyczne wpłynęły na styl muzyczny jego grupy. Porozmawiamy również o tym, skąd biorą się pomysły na ich piosenki, co jest ich inspiracją, jak te pomysły przelewane są potem na papier oraz na poszczególne instrumenty, jednym słowem na cały pomysł powstawania płyty. A skoro mowa o płycie, to również przedstawimy krążek grupy, pod nazwą „Soy” i opowiemy skąd wzięła się nazwa tej płyty. Opowiemy także o tym, co łączy ten rockowy zespół z Hiszpanii z Polską oraz o tym, czy rock z Hiszpanii jest i może być popularny w Polsce. Nasz gość zdradzi nam również plany trasy koncertowej na najbliższy czas.

Na rockowo hiszpańskie wrażenia muzyczne zapraszamy w najbliższy poniedziałek, 23-go kwietnia, jak zwykle o 21H00! Będziemy rozmawiali po polsku i hiszpańsku!

¡República Latina – muzyczny pluralizm!

Resumen en castellano: Mucha gente asocia la música en español con los ritmos “latinos” de salsa, bachata, merengue, cumbia o tango. Sin embargo no se puede olvidar que en español componen también muchos artistas representando los géneros de pop y rock. Su música es conocida no sólo en los países español-parlantes, sino en muchos países del mundo.

El proyecto del grupo “71” ya está en el mercado desde unos años. El grupo es el muy buen ejemplo mostrando, que el rock en español está de buena condición. Es también un buen descanso para la gente ya bien aburrida de los ritmos de reggaetón, bachata etc. Para poder checarlo hay que escuchar la música del grupo. La chance más cercana sería en la próxima edición de República Latina.

Con el líder del grupo “71” – Roberto Pedromingo vamos a hablar sobre el nombre del grupo, los miembros del grupo, las inspiraciones musicales. Vamos también hablar de sus canciones: las ideas y el disco del grupo – “Soy”. Vamos también a hablar de las relaciones del grupo con Polonia y sus planes para el próximo futuro.

Para escucharnos les invitamos el lunes 23 de abril, como siempre a las 21H00! Vamos a hablar polaco y castellano!

Wiosna i zmiany w Liście Polskich Przebojów WNET – Poliszczart. Podsumowanie notowania numer „47” – Orwat & Wybranowski

W związku z pojawiającymi się jeszcze od czasu do czasu, mniej lub bardziej kąśliwymi uwagami, że mainstream u nas rządzi, świadomie i z premedytacją przytoczymy dziś kilka wypowiedzi byłych wojowników o wolność i jakość w rockowej muzyce. Pokażemy również ich trudne początki.   „My naprawdę długo terminowaliśmy”   Katarzyna Nosowska wspomina swoje początki: Dostałam kiedyś od Darka Krzywańskiego, który był mózgiem i założycielem Kafla wszystkie nasze stare nagrania. Jak na tamte […]

W związku z pojawiającymi się jeszcze od czasu do czasu, mniej lub bardziej kąśliwymi uwagami, że mainstream u nas rządzi, świadomie i z premedytacją przytoczymy dziś kilka wypowiedzi byłych wojowników o wolność i jakość w rockowej muzyce. Pokażemy również ich trudne początki.

 

„My naprawdę długo terminowaliśmy”

 

Katarzyna Nosowska wspomina swoje początki: Dostałam kiedyś od Darka Krzywańskiego, który był mózgiem i założycielem Kafla wszystkie nasze stare nagrania. Jak na tamte czasy, to było naprawdę coś, tym bardziej, że ten jego sprzęt sami „na garbie” wnosiliśmy do pociągów i przewoziliśmy na koncerty. Godzinami staliśmy na dworcu w Czerwonce, aby załapać się na pociąg z przesiadkami i dostać się z powrotem do Szczecina. To nie było tak, że nagle postanowiłam śpiewać i nagle wszystko stało się cudowne. My naprawdę długo terminowaliśmy w warunkach, które były niezłą szkołą życia, jakże często urągających etosowi artysty. Trzeba było po prostu zacisnąć zęby i napierać.

 

Katarzyna Nosowska. Foto: Monika S. Jakubowska. 

-Wydaje mi się, że młodzieży w tych czasach jest tak ciężko, ponieważ oni nie mają tej zaprawy. Tak to widzę. Pragną sukcesu i wydaje im się, że łatwo jest być dziś tak zwaną gwiazdą. Czasy są takie, że ci ludzie są bardzo zagubieni. Myślę, że miesza im się w głowach lista priorytetów. My nigdy nie chcieliśmy być gwiazdami. Ja zawsze chciałam śpiewać” – powiedziała przed laty Kasia Nosowska, która wraz z powstałą w roku 1992 formacją Hey genialnym utworem „2015” już po raz czwarty wdrapała się na sam szczyt naszej Listy.

 

Nieznośna lepkość… cenzury

 

W roku 1983 legendarna punkowa załoga Dezerter maszerowała Ku przyszłości, z cenzurą na karku, która niczym rakieta SS-20 (pierwotna nazwa Dezertera z roku 1981) na oczach całego społeczeństwa bez pardonu unicestwiała legalnie wydany przez nich singiel.

Robert „Robal” Matera, frontman kultowego Dezertera. Foto: Artur Grzanka.

 

Krzysztof Grabowski wspomina ten fragment biografii następująco:

„Sytuacja do dziś jest niejasna. Po wydaniu pierwszego nakładu (ok. 35 tys. egz.) pojawiła się potrzeba dodruku, ponieważ płyta sprzedawała się błyskawicznie. Niestety dodruk nigdy nie miał miejsca. Jest kilka wersji tej sprawy.

Jedna to ta, że kazano zmielić następny nakład oraz, że nie wydano zgody na dostawę plastiku do tłuczni… ale nikt nie chce się przyznać, jak było na prawdę…”.

Jak widać centralnie sterowane niszczenie młodych buntowników z Warszawy nie zabiło w nich ducha.

20 kwietnia 2018, czyli prawie 40 lat po powstaniu SS-20 ich „Paradoks” zajął 9 miejsce na Liście Polskich Przebojów WNET Polisz Czart.

 

Metody Stasi, czyli… niszczenie taśm

 

U progu rockowego bumu, jaki w roku 1982 odnotowano na ziemiach polskich, hymn mojego pokolenia zatytułowany „Przeżyj to sam”, w atmosferze politycznego skandalu, po dwóch dniach emisji w programie III Polskiego Radia zdjęto z anteny, a Grzegorz Stróżniak po 30 latach od tych gorących chwil powiedział:

„Wówczas wiedziałem tylko tyle, że piosenkę wycofano z anteny. Zmarły niedawno autor tekstu Andrzej Sobczak, wspominając tamten czas, opowiedział mi kilka szczegółów, których wtedy nie znałem i nie zdawałem sobie sprawy z tego co się wokół tej piosenki działo. Wersję tę poznałem dopiero 27 lat od tamtych wydarzeń. Według Andrzeja Sobczaka podobno ktoś wpadł wtedy do studia Trójki i w atmosferze złości niszczył taśmy z tym nagraniem. Piosenka promowała się krótko i – o ironio losu – jest dziś najbardziej popularną kompozycją Lombardu.”

Grzegorz Stróżniak, lider grupy Lombard. Fotografia z archiwum zespołu.

Pomimo tak trudnych początków legendarnej kapeli z Wielkopolski ich utwór „Szara ulica” głosami słuchaczy zdobył 10 pozycję w 47 Notowaniu Listy Polisz Czart.

 

Muzyczne rzemiosło amatorsko-hobbystyczne zwane Kultem

 

„Myślę, że taką bardzo dobrą szkołą dla mnie – powiedział mi jakiś czas temu Kazik Staszewski – było to, że myśmy działali te pierwsze 10, 12 lat na zasadach zupełnie amatorsko-hobbystycznych. Do 1990 roku nie przypuszczałem, że będzie to jakieś moje konkretne zajęcie, wobec czego, nie miałem żadnego ciśnienia na to, żeby zaistnieć gdzieś w radio, czy w telewizji.

 

Kazik „Kazelot” Staszewski, polskie muzyczne dobro narodowe. Foto: Monika S. Jakubowska.

– Mieliśmy możliwość zagrania paru koncertów, potem było ich trochę więcej i to było dla nas najważniejsze, a pieniądze… sam wiesz, jakie wtedy pieniądze były. Ludzie udawali, że pracują, a oni udawali, że im płacą. Wobec czego, kiedy znaleźliśmy się w sytuacji, że to już była praca, z której w jakiś sposób mogliśmy się utrzymać, to po pierwsze byliśmy na tyle mądrzy, żeby wiedzieć, kto w tej polskiej branży muzycznej jest kim i z kim się można zadawać, a z kim nie. Potem mieliśmy już konkretny i dość mocny kręgosłup oraz świadomość tego, co chcemy robić i w tym nas ta nowa rzeczywistość ekonomiczna zastała. Myślę, że w jakiś sposób to nas ukształtowało, a poza tym ludzie widzieli, co robimy”.

Pomimo tak przedziwnie niemedialnych początków Kultu w roku 1982, zespół ten w ostatnim wydaniu naszej Listy kawałkiem „Opowiadam się za miłością” zdobył tym razem zaszczytne 2 miejsce.

 

 

Mięta do książek

 

„Zacząłem pisać teksty jeszcze w liceum – wspomina Muniek StaszczykMiałem bardzo dobrego polonistę śp. pana Mariana Kucharskiego. Tak zwany Maniek – nasz wychowawca w liceum w Częstochowie, w czwartym ogólniaku, o którym jest piosenka T. Love „IV Liceum”. Był świetnym polonistą. Dosyć srogi facet i mocno – że tak powiem – „trzymał za jaja”.

Zygmunt „Muniek” Staszczyk, założyciel, tekściarz i wokalista T.Love. Foto: Monika S. Jakubowska.

 

Byłem dosyć niesforny, natomiast z polskiego udało mi się napisać najlepszą maturę w szkole i to właśnie dzięki niemu i mojemu ojcu, który we mnie jako u dzieciaka wzbudził taką miętę – miłość do książek. Pisać zacząłem na fali punka, który ośmielił mnie tym, że zespoły równolatków w tamtych czasach opowiadały o tym, co sami widzą i o tym jakie mają problemy. Sytuacja w Polsce była wtedy o tyle ciekawa, że naprawdę na naszych oczach zmieniała się rzeczywistość”.

 

Jak więc można w powyższej wypowiedzi wyczytać i co niedawno potwierdził także we wspomnieniu o swoim niedawno zmarłym Poloniście, profesorowi Adolfowi Czeredereckiemu,  Tomasz Wybranowski, byli niegdyś tacy wychowawcy młodego pokolenia, którzy miłością do literatury potrafili zarażać w czasach, kiedy czytało się jeszcze oryginalne dzieła zamiast ich marnej jakości streszczeń.

W ostatni piątek „Marta Joanna od aniołów” powstałej w roku 1982 grupy T. Love zajęła w „47” notowaniu Polisz Czart pozycję 11.

 

Kiedyś muzyka coś dla ludzi znaczyła

 

„Kiedyś chodziło się codziennie do klubu, bo codziennie ktoś grał, a muzyka była formą komunikowania się z ludźmi, miała charakter bardzo bliski i coś dla tych ludzi znaczyła – opowiada wczorajszy jubilat Wojciech WaglewskiW tej chwili cała muzyka jest traktowana tak, jak traktuje się muzykę popową. Fajnie jest się przy niej nakręcić, fajnie sobie przy niej poskakać, a potem w poniedziałek idzie się zapieprzać na kupno nowej komórki, nowych spodni i butów i tyle i tak to życie wygląda. Także nie wierzę w to nie tylko w Polsce.

 

Wojciech Waglewski, od ponad czterdziestu lat filar polskiej muzyki. Foto: Adam Pańczuk.

Nie wierzę, aby na świecie pojawił się jakiś artysta, który byłby w stanie zmienić tę całą agresję. Ten powrót agresji nie jest przecież cechą tylko polską w tej chwili. Ta agresja zaczyna kipieć powoli. To nie są czasy, w których muzyka ma coś do powiedzenia tym bardziej, że polityka ma w tej chwili trzy razy większą moc rażenia, niż w czasach Marleya. Ma Internet i wszechogarniającą mnóstwo ludzi telewizję, Wtedy telewizja nic nie znaczyła, a Internetu nie było. Internet inwigiluje dziś wszystkich na każdym kroku i fałszuje facebooki. Te papierowe fałszywki w stanie wojennym były niczym wobec tego, że dziś całe portale internetowe się fałszuje, podrabia i wysyła jakieś śmieci. Jakie to jest zupełnie inne pole rażenia, inne instrumenty, inna technika i inne połacie mózgu są atakowane, więc to se ne vrati”.

Przedwczoraj „Słowa pożegnania” powstałej w roku 1985 grupy Voo Voo na liście Radia WNET zajęły 5 miejsce.

 

Początki naszej muzyki? To była to wielka przygoda

 

„Powiem szczerze, że jeśli chodzi o stronę muzyczną całego przedsięwzięcia i tego, co wtedy się działo, niewiele pamiętam – wspomina rok 1989 i krążek Miejsce, którego wszyscy szukamy… zespołu She, gdzie wówczas grał lider Illusion Tomasz „Lipa” Lipnicki.

 

Illusion w pełnej krasie. Drugi od lewej, Tomek „Lipa” Lipnicki. Foto: archiwum zespołu.

-Pamiętam raczej tylko emocjonalne sprawy, jakieś personalne zdarzenia, jakieś fragmenty nagrań, fragmenty imprezy i fragmenty tego, cośmy wtedy tam robili. Nie mogę za bardzo powiedzieć o tym, jak powstawała muzyka, bo nawet nie pamiętam gdzie, kiedy i jak myśmy ją tworzyli. Pamiętam, że prawdopodobnie część materiału powstała w Domu Kultury Cebulka w Brzeźnie, a część gdzieś „po domu” i wiesz… była to wielka przygoda i raczej tak utkwiło mi to w pamięci niż jako jakieś dokonanie muzyczne”.

W ostatnim notowaniu naszej zabawy Lipa wraz ze swoim legendarnym Illusion nagranie „Kto jest winien” umieścił na zaszczytnym 14 miejscu.

 

Spełnieni (po wielu latach pracy) Instrumentaliści

 

„To była taka spontaniczna sytuacja, Dimon, Denat i ja siedzieliśmy w studio i nagrywaliśmy płytę Koli – Szemrany, a już w tym momencie mieliśmy drugi projekt czyli Lao Che. Pomyśleliśmy, że można by nagrać jakąś piosenkę, więc reszta chłopaków dojechała do studia i przez noc skomponowaliśmy w studiu zupełnie nowy utwór. Dimon, Denat i ja poznaliśmy się przy okazji zakładania zespołu Koli. Każdy z nas grał na jakichś instrumentach, a tego w Koli nie było ze względu na taki para hip hopowy profil kapeli.”

 

Hubert „Spiety” Dobaczewski, głos, muzyka i metafory Lao Che. Foto: Monika S. Jakubowska.

-Pomyśleliśmy więc, że dobrze byłoby jeszcze założyć grupę, gdzie moglibyśmy się spełniać jako instrumentaliści i tak powstało Lao Che” – tak wspomina Hubert „Spięty” Dobaczewski, gitarzysta i wokalista powstałej w 1999 roku grupy Lao Che początki tej zacnej formacji, która utworem „Nie raj” w 47 Notowaniu naszej Listy zajęła medalowe 3 miejsce.

 

Jesteśmy postpinkfloydowi 

 

„Na jednym z koncertów w Niemczech – wspomina Mariusz Duda z Riverside – znajomy dziennikarz przyniósł nam najnowszy numer magazynu Eclipse, gdzie pięknie rozrysowana była tabelka z różnymi stylami muzycznymi, jakie się narodziły. Było to delikatnie mówiąc trochę zwariowane, ale pocieszył mnie fakt, że zespół Riverside nie został zakwalifikowany do rocka neoprogresywnego, w którym znajdowały się Pendragon, IQ i inne tego typu zespoły, tylko nazwano nas „Art and Prog”.

Mariusz Duda, wokalista i basista grupy Riverside. Foto: Sławomir Orwat.

-Gdzieś tam na górze tabeli był Pink Floyd i odniesienie, że to co my gramy, ma także coś wspólnego z tym co określono jako „Art”, czyli że jesteśmy postpinkfloydowi, że to co gramy to bardziej emocjonalne kompozycje, niż granie w stylu Dream Theater”.

 

Ś.P. Piotr Grudziński, gitarzysta i kompozytor Riverside. Foto; archiwum Sławomira Orwata.

 

Nieodżałowany, przedwcześnie zmarły genialny gitarzysta tej formacji Piotr Grudziński dodał: „Teksty Mariusza wspaniale pasują do naszej muzyki. Są trochę zawikłane, nie do końca dopowiedziane, a słuchacz ma wolność ich interpretacji. Nie dają one pełnego obrazu i każdy może sobie indywidualnie historię dopowiedzieć”.

W ostatni piątek „The Depth Of Self Delusion” znanej dziś na całym niemal świecie polskiej grupy Riverside osiągnął na Liście Polisz Czart lokatę 17.

 

Strzały w ryj, po których krew leci do dzisiaj

 

„Beatlesi, pierwsza fala punk rocka, Clash, Sex Pistols. Był to dla mnie bardzo potężny kop – opowiada lider zespołu Strachy Na Lachy – Krzysztof „Grabaż” Grabowsk– Na pewno Ian Curtis i Joy Division. Sporo mam tu do zawdzięczenia nie tylko Beatlesom, ale i całej muzyce lat sześćdziesiątych. Uważam, że wszystko, co powstało ciekawego, wymyślono właśnie wtedy. To wtedy powstały najbardziej cenne i znaczące dzieła, oczywiście jeśli mówimy o kanonie rocka.

Krzysztof „Grabaż” Grabowski, z „ezoterycznego Poznania”, wokalista i poeta formacji Strachy Na Lachy i Pidżama Porno. Foto: Marek Jamroz.

-Ostatnim twórcą, który kupił mnie całego i w którym zanurzyłem się, był Manu Chao, jeśli chodzi o prowadzenie orkiestry i kontakt z publicznością. Mniej się może zgadzam z tym, o czym on śpiewał, bo już jestem za stary na takie rzeczy, natomiast artystycznie wywarł na mnie kolosalne wrażenie. Trudno też nie wspomnieć o polskich muzykach z lat osiemdziesiątych. To był dla mnie bezpośredni impuls do tego, aby samemu się tym zająć. Były to kapele, które tworzyli moi rówieśnicy i było widać i słychać, że umiejętności wirtuozerskich nie ma tam żadnych, ale za to jest ogromna energia i prawda, na którą dałem się nabrać i uznałem ją za swoją. Kazik Staszewski, Muniek Staszczyk, Grzesiek Każmierczak z Variete, WC i teksty Jaromira Krajewskiego, Dezerter. To były takie strzały w ryj, po których krew praktycznie leci do dzisiaj. Bez tego polskiego akcentu i wywołania tego bezpośrednio, nie było by mnie”.

 

Przedwczoraj Strachy zaznaczyły swoją obecność w Polisz Czart aż dwukrotnie – „Obłąkany obłok” – 8 i „Co się z nami stało” – 13.

 

Ja znam swoich odbiorców

 

„Ja znam swoich odbiorców, spotykam się z tymi osobami po koncertach i zazwyczaj chwilę rozmawiamy – mówi Mela Koteluk – Tworzymy swego rodzaju zjawisko socjologiczne, bardzo fascynujące, bo na nasze koncerty przychodzą ludzie w bardzo różnym wieku i jest to poważny przekrój pokoleniowy.

Malwina „Mela” Koteluk. Foto: Artur Grzanka.

-Od dzieciaków, które stoją z rodzicami pod sceną w ochronnych słuchawkach na uszach, poprzez gimnazjalistów, licealistów, studentów, wartkich trzydziestolatków, aż po seniorów i całe rodziny. To prawdziwa różnorodność, której wspólnym mianownikiem są wrażliwi, bystrzy, ciekawi słuchacze”.

W 47 Notowaniu Listy Polskich Przebojów WNET Polisz Czart „spadochronowa” „Melodia ulotna” Meli uplasowała się na miejscu 6.

 

Powrót do historii? Ale dlaczego???…

 

W związku z pojawiającymi się jeszcze od czasu do czasu mniej lub bardziej kąśliwymi uwagami, że mainstream u nas rządzi, świadomie i z premedytacją przytoczyłem dziś kilka wypowiedzi byłych wojowników o wolność i jakość w rockowej muzyce oraz pokazałem ich trudne początki, a poniższe zestawienie, które specjalnie na dziś przygotowałem (w przypadku solistów jest to rok wydania ich pierwszego albumu) niechaj będzie dowodem na to, że nasz PoliszCzartowy mainstream rodził się na przestrzeni aż 50 lat jakże często w bólach reżimowej cenzury (Lombard, Dezerter) i z ciężarem sprzętu na plecach nastoletniej Kasi Nosowskiej.

Taka bowiem różnica czasowa dzieli moment powstania niemieckiej grupy Scorpions (od 2003 roku z polskim basistą Pawłem Mąciwodą w składzie) oraz wydanie debiutanckiej płyty Korteza. Jaki z tego wniosek drodzy pretendenci do naszego TOP20?

I Ty także możesz zostać naszym mainstreamowcem i wcale nie musisz być przez to muzycznie kojarzony ani z panem Zenkiem, ani z innymi Bayerami, a kto po przeczytaniu powyższych fragmentów życiorysów ma do naszego TOP20 jeszcze jakieś zastrzeżenia, niech pierwszy rzuci kamieniem.

 

Scorpions 1965

Turbo 1980

Dezerter 1981

Lombard 1981

Kult 1982

T. Love 1982

Voo Voo 1985

Farben Lehre 1986

Hey 1992

Illusion 1992

Lao Che 1999

Riverside 2001

Strachy Na Lachy 2002

Mikromusic 2002

Gaba Kulka 2003

Mela Koteluk 2012

Kazik i Kwartet Proforma 2012

Organek 2013

Kortez 2015

 

I jeszcze w Post Scriptum

 

ps. Wszystkie powyżej przytoczone wypowiedzi artystów naszego TOP20 pochodzą z wywiadów, jakie przeprowadziłem z nimi na przestrzeni ostatnich 9 lat. Słowa Meli Koteluk to fragment rozmowy Marka Jamroza z roku 2015.

 

Sławomir Orwat

współpraca: Tomasz Wybranowski

 

 

A oto pierwsza „50” 47.wydania Listy Polskich Przebojów WNET – PoliszCzart

 

1             5             +4          17          Hey – 2015

2             4             +2          17          Kult – Opowiadam się za miłością

3             8             +5          5             Lao Che – Nie raj

4             12          +8          17          Organek – Mississippi w ogniu

5             9             +4          13          Voo Voo – Słowa pożegnania

6             14          +8          14          Mela Koteluk – Melodia ulotna

7             11          +4          2             Kazik i Kwartet Proforma – Gdybym miał kogoś

8             3             -5           3             Strachy Na Lachy – Obłąkany obłok

9             7             -2           11          Dezerter – Paradoks

10          24          +14       3             Lombard – Szara Ulica

 

 

11          17          +6          12          T. Love – Marta Joanna od Aniołów

12          26          +14       10          Mikromusic – Synu

13          2             -11        13          Strachy Na Lachy – Co się z nami stało

14          6             -8           2          Illusion – Kto jest winien

15          21          +6          8             Kortez – Pierwsza

16          10          -6           17          Farben Lehre – Wolność

17          16          -1           12          Riverside – The Depth Of Self  Delusion

18          22          +4          13          Scorpions – Tainted Love

19          –              –              N          Turbo – Strażnik Światła

20          33          +13       9             Gaba Kulka – Niejasności

21          15          -6           5             Sztywny Pal Azji – Iluminacje

22          28          +6          5             Lubelska Federacja Bardów – Autorski wieczór

23          18          -5           6             Waglewski Fisz Emade – Ojciec        

24          36          +12       8             Maleo Reggae Rockers – Nie Mów Nie

25          20          -5           6             Nocny Kochanek – Dziewczyna z kebabem 

26          –              –              N             Ahawa – Trzeba być dobrym

27          39          +12       4             Happy Prince – Don’t let go

28          23          -5           11          Marek Andrzejewski – Ballada o Czarnym Wtorku

29          13          -16        14          Sztywny Pal Azji – Luxtorpeda

30          50          +20       12          Paweł Domagała – Opowiem Ci o mnie

31          31          –              17          Janusz Radek – Nie mów, że dotyk

32          –              –            N             Marek Andrzejewski – Hasztagi

33          34          -1           17          Old Breakout – Modlitwa

34          19          -15        4             Ga-Ga Zielone Żabki – Jak wygląda prawdziwe życie

35          47          +12       2             Szymon Wydra & Carpe Diem – Płyń

36          37          +1          11          Gienek Loska Band – Pieśń emigranta          

37          25          -12        8             Closterkeller – Kolorowa Magdalena

38          –              –            N             YAVENIRIE – Something Is Coming

39          32          -7           13          Hetman – Czarny chleb i czarna kawa

40          27          -13        14          Kabanos feat. Zacier – Balony

41          –              –              N             Myśli Rozczochrane Wiatrem Zapisane – Kamienie

41          –              –              N             Dogs Head – Other Side

42          48          +6          16          Joa Kołaczkowska & Blues Flowers – Blues o

43          42          -1           7             Mirek Czyżykiewicz – Wieniczka

44          –              –              N             Open Blues – Musisz pamiętać

45          44          -1           6             Zdrowa Woda – Ciechociński blues

46          –              –              N             Dziady Kazimierskie – Wetrna Hora

47          –              –              N             VernissagE – Jestem Słońcem

48          46          -2           2             El Grey – We Are Bound

49          –              –              N             Normalsi – Nie pozwól mi

49          –              –              N             Cochise – Pain Of God

50          29          -21        2             Shakin Dudi – Anonimowy abstynent

 

Zaś w całym 47 katalogu głosów odbiorców Listy Polskich Przebojów WNET PoliszCzart , bo to przecież Wy głosujecie, „52” nagrania po polsku i za przyczyną polskich twórców.

Lista PoliszCzart w Radiu WNET – ZAPRASZAMY NA NASZ PORTAL wnet.fm a tutaj link, do wszystkich nagrań z Listy, które możecie obejrzeć (i wysłuchać) w naszym kanale YouTube. Przygotował, jak zwykle, ten zestaw Lech Rustecki:

 

https://www.youtube.com/playlist?list=PL_u0ithhPa8ieTeK0G8PduDS_QPSg2425&disable_polymer=true

Śpiewacy poznańscy w „Śpiewakach norymberskich” Richarda Wagnera. Karkołomne zadanie dla współczesnych realizatorów

Po trzech godzinach spektaklu, z perspektywą jeszcze ponad dwóch godzin, moja cierpliwość została wyczerpana i po prostu wyszłam z teatru. Nie byłam przy tym jedyna w tym akcie „głosowania nogami”.

Celina Martini

Miałam już okazję na łamach „Kuriera WNET” wyrazić swoją opinię na temat niestosownej zbieżności terminu wystawienia tej nacjonalistycznej niemieckiej opery ze stuleciem odzyskania niepodległości Polski i takąż rocznicą zwycięskiego powstania wielkopolskiego. Jakimś usprawiedliwieniem dla takiego wyboru repertuarowego mogło być jedynie, gdyby okazało się, że otrzymaliśmy zjawiskowe dzieło, fajerwerk artystyczny dający niezapomniane wrażenia i każący wybaczyć historyczne faux pas. (…)

Wystawianie Wagnera dzisiaj jest zadaniem mocno karkołomnym. Jak skrócić dzieło, by zachować jego charakter i sens muzyczny? Jak podać treść i filozoficzne przesłanie, by były interesujące dla współczesnych? Jak uniknąć asocjacji z „późnym wnukiem” – Hitlerem, który upodobał sobie niektóre wagnerowskie idee? Z tego ostatniego powodu w Polsce przez kilkadziesiąt lat po wojnie nie wystawiano oper Wagnera.

Współcześni reżyserzy, zgodnie z zasadami dekonstrukcji, destrukcji i dekompozycji, mają swoje sposoby na „odświeżenie” sztuk. W tym celu zazwyczaj wprowadzają na scenę trochę nagości, akcenty antyklerykalne i elementy zupełnie obce idei autora, a dające efekt zaskoczenia. Niestety sposoby te są już tak oklepane i zużyte, że zamiast zainteresowania budzą znudzenie i irytację. Reżyser poznańskiej inscenizacji Śpiewaków norymberskich poszedł tą właśnie drogą.

W pierwszym akcie nie wiadomo dlaczego ubrał Magdalenę – przyjaciółkę głównej bohaterki – w habit mniszki dzierżącej modlitewnik. Wprowadził też na scenę – zwłaszcza w akcie drugim – całą masę postaci alegorycznych mniej (raczej) lub więcej związanych z treścią sztuki. Zastawił w ten sposób chytrą pułapkę na widza, któremu zawsze może zarzucić niedostatek inteligencji w rozszyfrowaniu swoich artystycznych zamierzeń. Jednocześnie ten natłok wrażeń odwraca uwagę od sedna spektaklu, którym jest muzyka. (…)

Nie chciałabym jednak odmawiać poznańskiej realizacji należnych jej zalet. Sam fakt opanowania tak ogromnej i skomplikowanej formy sztuki jest sam w sobie godzien podziwu. Bogactwo inscenizacji świadczyło o możliwościach teatru. Strona muzyczna, jak zawsze, trzymała przyzwoity europejski standard, choć z pewnością takie kolosalne przedsiewzięcie artystyczne wymaga kilkakrotnej prezentacji przed publicznością, aby wykonawcy nabrali większej naturalności i śmiałości. Dlatego niezrozumiała jest dla mnie polityka repertuarowa dyrekcji Teatru, która daje na afisz jedynie po 3–4 kolejne przedstawienia danej opery, by porzucić je w momencie, kiedy artyści zaczynają się w niej pewniej czuć.

Z zadowoleniem przyjęłam informację, że reżyser złagodził nacjonalistyczny wydźwięk zakończenia opery, każąc głównemu protagoniście, zamiast stanąć z niemiecką sztuką na czele niemieckiego ludu (jak napisał Wagner), uciekać w przerażeniu ze sceny.

Tak więc, nie odmawiając poznaniakom prawa do poznawania największych arcydzieł światowej sztuki operowej, ponownie wyrażam żal, że nie skorzystano z ważnych rocznic, aby zaprezentować którąś z wybitnych polskich oper. Cudze chwalicie, swego nie znacie…

Cały artykuł Celiny Martini pt. „Wagner i śpiewacy poznańscy” znajduje się na s. 3 kwietniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Komentarz Celiny Martini pt. „Wagner i śpiewacy poznańscy” na s. 3 kwietniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

Ingolf Wunder gwiazdą Praskich Koncertów – 8 kwietnia klasycznie w Wyższej Szkole Menedżerskiej w Warszawie

Wiosna na Pradze – Północ złoci się najlepszymi dźwiękami. Oto rozpoczyna się mini – cykl „Praskich Koncertów Klasycznie i Jazzowo”.

W bieżącym roku cykl gościć będzie w życzliwych i pięknych mury Auli Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Warszawie, przy ulicy Kawęczyńskiej 36.

Przesłaniem muzycznego święta jest cykliczna prezentacja na warszawskiej Pradze-Północ najlepszych z najlepszych artystów muzyki klasycznej i jazzu.

 

Sobotnio i jazzowo

 

W sobotni wieczór, 7 kwietnia usłyszymy Julię Sawicką z Zespołem. Wielu krytyków muzycznych, w tym gronie Sylwester Podgórski, zapewniają, że

Julia Sawicka jest bardziej jazzowa od Norah Jones, bardziej optymistycznia od Cassandry Wilson.

Oprócz Julii Sawickiej, zaprezentuje się także Trio Marcina Wasilewskiego. Obok natchnionego „łowcy fortepianowych jazzujących fraz”, jak mawiam o liderze Marcinie Wasilewskim, pojawią się także jego muzyczni towarzysze: basista Sławomir Kurkiewicz i perkusista Michał Miśkiewicz.

Oceny, że to „jeden z najlepszych zespołów jazzowych na świecie”, nie są przesadzone. Trio współpracowało z wirtuozem trąbki Tomaszem Stańko i francuskim perkusistą Manu Katché, słynnym z powodu współpracy z Peterem Gabrielem czy Stingiem.

Mimo regresu na rynku muzycznym dwa albumu Trio, „Faithful” (2008) i „Spark of Life” (2011; nagrana z Joakimem Milderem), osiągnęły status złotych płyt.

 

Ingolf Wunder w Warszawie?! Tak!!!

 

Natomiast 8 kwietnia zapraszamy na recital fortepianowy austriackiego pianisty Ingolfa Wundera – laureata II nagrody na Konkursie Chopinowskim w 2010 roku i wyłącznego artysty renomowanej wytwórni „Deutsche Grammophon”. Jak na Austriaka przystało, pianista zaprezentuje swój najnowszy projekt muzyczny ”Mozart +” obejmujący utwory Wolfganga Amadeusa Mozarta oraz dzieła innych kompozytorów zainspirowanych dorobkiem tego największego klasyka wiedeńskiego.

Ingolf Wunder

 

Ingolf Wunder, oprócz startów w Konkursach Chopinowskich, wielokrotnie koncertował w naszym kraju.

Z jego wielu recitali, finezyjni polscy słuchacze wspominają w szczególności jeden, jesienny, niezwykły, z 20 listopada 2011 roku. Tego dnia bowiem, Ingolf Wunder zaczarował słuchaczy zebranych w Sali Filharmonii Poznańskiej.

 

Ingolf Wunder, z towarzyszeniem  Orkiestry Kameralnej Polskiego Radia „Amadeus”, wykonał „Koncert Fortepianowy e-moll op. 11” Fryderyka Chopina.

Tak, tak! To ten sam utwór, który zaprezentował w pamiętnym finale Konkursu Chopinowskiego z 2010 roku. To wykonanie, zdaniem rzeszy fachowców, krytyków muzycznych i samych melomanów, powinno dać Wunderowi pierwszą nagrodę w konkursie. Wiemy, że tak się nie stało, ale dla wielu osób, to właśnie on może czuć się zwycięzcą.

Oto, co napisał, o jesiennym poznańskim koncercie artysty sprzed prawie siedmiu lat, najlepszy polski bloger piszący o muzyce klasycznej Classic – On – Sunday – Morning:

/…/ „Pięknie. Dynamiczne allegro, bajecznie wyciszone i romantyczne Larghetto i porywające Allegro Vivace, które zakończyło się burzą oklasków na stojąco zgromadzonej publiczności (mimo całorocznego obcowania z Chopinem wyraźnie spragnionej dobrej muzyki, bo … Filharmonia pękała w szwach, zajęte były nawet miejsca “stojące” J ). Potem … cztery bisy! A każdy następny lepszy od poprzedniego. Taki bezpośredni, trafiający do słuchacza. Nastrojowy, a z drugiej strony wręcz piorunujący fortepianowymi pasażami. I brawa, okrzyki, owacje na stojąco … jednym zdaniem – mówiło się o Wunderze, że to estradowy wyjadacz i … faktycznie, tak zagrał dla nas ten koncert, że publiczność wychodziła z Auli z wypiekami na twarzy. I o to przecież chodzi, prawda?” /…/

 

Jaki z tego wniosek? Po prostu trzeba pojawić się w czarownej Auli Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Warszawie, przy ulicy Kawęczyńskiej 36, i w niedzielny wieczór dać ponieść się fortepianowym porywom Ingolfa Wundera.

Wojciech Zabłocki, Burmistrz Dzielnicy Praga – Północ

– Mam nadzieję, że każdy z Państwa znajdzie coś dla siebie szczególnego w tym krótkim cyklu, który mamy zamiar rozszerzać w przyszłych latach. Życząc Państwu niezapomnianych wrażeń i wzruszeń podczas tych muzycznych spotkań – zachęca i zaprasza Wojciech Zabłocki, Burmistrz Dzielnicy Praga – Północ.

Wstęp wolny! Co dziwi mnie i zastanawia, bo na jego koncerty nielekko się dostać. I chwała za to burmistrzowi Pragi – Północ, który wie, że człowiek nie tylko chlebem.

Tomasz Wybranowski

Lista Przebojów WNET PoliszCzart nr 45 za nami. Bohaterowie zmęczeni. Hey „2015” na „1” a Dezerter i „Paradoks” na „3”

Marek Andrzejewski ukrył tym razem swoje solowe piosenki pod numerami 2 i 4, co jest wynikiem, który nie tylko potwierdza jego znakomite PoliszCzartowe status quo, ale ponadto jest także znakomitą pozycją startową przed kolejnym notowaniem. Niemniej jednak, nieoczekiwany spadek „Autorskiego wieczoru” lubelskich mistrzów metafor z pozycji 1 na 11 może wzbudzać niemałe zaniepokojenie, to z drugiej strony w historii naszej Listy Polskich Przebojów WNET podobnych, a nawet o wiele poważniejszych spadków z wysokiego konia […]

Marek Andrzejewski ukrył tym razem swoje solowe piosenki pod numerami 2 i 4, co jest wynikiem, który nie tylko potwierdza jego znakomite PoliszCzartowe status quo, ale ponadto jest także znakomitą pozycją startową przed kolejnym notowaniem.

Niemniej jednak, nieoczekiwany spadek „Autorskiego wieczoru” lubelskich mistrzów metafor z pozycji 1 na 11 może wzbudzać niemałe zaniepokojenie, to z drugiej strony w historii naszej Listy Polskich Przebojów WNET podobnych, a nawet o wiele poważniejszych spadków z wysokiego konia nigdy nie brakowało.

Dodamy tylko, że na antenie Radia WNET i zaprzyjaźnionej irlandzkiej rozgłośni NEAR FM promujemy najnowszy, długo oczekiwany krążek Marka Andrzejewskiego „Hasztagi”. Obszerne fragmenty albumu „Hasztagi” w świątecznych programach Tomasza Wybranowskiego. 

Mówiąc o zmęczeniu bohaterów, tym razem nie chodzi mi jednakże tylko o czołowe lokaty, ale przede wszystkim o ilościowy bilans wszystkich piosenek literackich w TOP20. Ilościowy spadek z dziewięciu utworów przed tygodniem na zaledwie 4 w najnowszym zestawieniu coś bowiem pokazuje i powinien dać ich twórcom do myślenia.

Przyczyn tej sytuacji należy moim zdaniem dopatrywać się albo w zmęczeniu sympatyków Krainy Łagodności regularnym, cotygodniowym zaznaczaniem 15 formularzowych kwadracików, albo tym razem fani piosenki literackiej najzwyczajniej w świecie skupili się bardziej na łapaniu wielkanocnego zajączka i sianiu rzeżuchy, co po mistrzowsku wykorzystali punkowcy wprowadzając do naszego TOP30 rekordową (jak na ten nurt) ilość aż 4 kawałków, w tym pierwsze medalowe – trzecie miejsce Dezertera!

W tym momencie nie wolno mi pominąć milczeniem, że o ile wspomniany Dezerter jak i legendarni podwójni zwycięzcy Jarocina ukrywający się dziś pod szyldem Ga-Ga Zielone Żabki czy też zasłużona płocka załoga Farben Lehre wielokrotnie już w przeszłości zdążyły nas przyzwyczaić do swoich pobytów w TOP20, o tyle najwięcej nieskrywanej radości dostarczyła mi wczoraj inna płocka formacja punkowa – Reszta Pokolenia z jednym z najstarszych stażem i najbardziej zasłużonym dla Listy Polisz Czart słuchaczem Sławkiem Kurkiem, z którym miałem okazję przed kilku laty spotkać się twarzą w twarz na jednym z koncertów i którego serdecznie przy okazji pisania niniejszego komentarza pozdrawiam.

 

Stuk, puk, pukam do twego wnętrza…

 

Cieszy znakomita 4 pozycja najlepszego moim zdaniem utworu z albumu „Szara” legendarnej formacji Sztywny Pal Azji – „Iluminacje”, o której dwa tygodnie temu napisałem, że nikt tak pięknie dotychczas nie bał się wyznać Miłości.

Jarku kłaniam Ci się dziś publicznie do stóp za ten prosty, a zarazem w swej odwadze jakże głęboki tekst, który jest niczym najlepsze lekarstwo na wszelkie dolegliwości – te fizyczne i te duchowe. Słuchając Mirosława Baki dochodzę wręcz do przekonania, że ten przepiękny wyciskacz wzruszeń powinni regularnie wykorzystywać podczas swoich terapii najprzeróżniejszej maści uzdrawiacze popękanych dusz stawiający sobie za cel jak najszybsze przywrócenie społeczeństwu schowanych za wysokim murem nieufności właścicieli straconych złudzeń i zawiedzionych serc.

Skoro już jednak ośmieliłem się dokonać przed chwilą parafrazy jednego z najpiękniejszych tekstów Grabaża, to nie odmówię sobie także mało odkrywczego stwierdzenia, że Grabaż nie tylko wielkim poetą zawsze był, ale mimo dość długiej przerwy w pisaniu. Oddech i kropka.

Krzysztof „Grabaż” Grabowski, metafory i głos grupy Strachy Na Lachy. Fot. Marek Jamroz.

I… To wciąż, nieustannie potrafi wywoływać (zapewne nie tylko) u obu prowadzących Listę Przebojów Polisz Czart hipnotyczne uzależnienie, trudne do zdefiniowania.

To i dreszcze na plecach, i fluidy, którymi można by podobnie jak przesłaniem SzPal-owych „Iluminacji” uleczyć całe zastępy przygniecionych brzemieniem życia, a jako dowód niezwykłego podobieństwa przesłania obu wymienionych utworów przytaczam specjalnie przeze mnie stworzoną tekstową zbitkę autorstwa obu wspomnianych poetów rocka: Krzysztofa Grabowskiego i Jarosława Kisińskiego:

 

„Plum, plum, oto mej pamięci łezka, stoisz tutaj znów, a ja przed tobą klękam, odpowiedź łatwa do odgadnięcia… i chcę ci powiedzieć chłopca w sobie karcąc, że zawsze będę przy tobie i kocham cię, kocham cię bardzo…”

 

Gdzie jesteśmy, kim jesteśmy, czego ciągle chcemy…

 

…rozpaczliwie woła niedościgniony Mariusz Duda z Riverside w przepięknej kompozycji „The Depth Of Self-Delusion” traktującej o sile iluzji i zatracenia się w niej dotkniętego nią współczesnego człowieka.

Mariusz Duda (Riverside) a obok, z prawej Sławomir Orwat (WNET, Poliszczart). Fot. Zuzanna Potocka.

W tekstach Mariusza bardzo często odnajdujemy dwa ściśle powiązane ze sobą wątki: zagubienie człowieka w labiryntach otaczającej go rzeczywistości, oraz wynikającą z tego zagubienia jego samotność.

Czyż wszystko to nie nawiązuje do „leczniczego” przekazu, o którym pisałem przed chwilą i czyż nie łączy się to również z poruszającym tekstem Kasi Nosowskiej z naszego aktualnego i w pełni zasłużenie trzykrotnego numeru 1 grupy Hey – „2015”?

 

 

Nasi Słuchacze chyba jednak lubią tekstowe wędrówki po najskrytszych zakątkach ludzkiej duszy, a kto wie ilu z nich wsłuchuje się w nie w celu odnalezienia swojego osobistego wyjścia z ciemności zagubienia..

 

To pierwszy taki rok, gdy samotność znużyła mnie,

Pierwszy taki rok, gdy przez fosę rzuciłam most,

To pierwszy taki rok, gdy do normy wrócił mi puls…

Awangarda i polska alternatywa dotrzymuje kroku!

45 Notowanie przyniosło nam jak zwykle wiele znakomitych utworów z tak zwanego mainstreamu. Voo Voo, Kortez, Mela Koteluk, Scorpions, Organek, Kult, T. Love, Nocny Kochanek i Strachy Na Lachy aż dwukrotnie!

Robert „Robal” Matera, czyli 1/3 Dezertera w akcji „na żywo”. Fot. Artur Grzanka.

Zestaw ten w połączeniu z wymienionymi już Heyem, Sztywnym Palem Azji i Riverside pokazuje jak na dłoni jaka przepaść popularności dzieli dziś wielkie firmy rocka od całej reszty rozproszonego i fatalnie promowanego od lat w dużych mediach undergroundu.

Dlatego tym bardziej obecność Dezertera, Farben Lehre, Ga-Ga Zielone Żabki i Reszty Pokolenia ogromnie cieszy.

Smuci natomiast spadek notowań piosenki literackiej, a obecność Marka Andrzejewskiego, Janusza Radka i Lubelskiej Federacji Bardów w TOP20 niechaj nie będzie uspokojeniem! Dlaczego?

Ponieważ siła tego szczególnego świata wrażliwości leży przede wszystkim w… empatii i dlaczego w obliczu Świąt, których istotą jest Odrodzenie Człowieka.

 

 

I tego specyficznego „Odrodzenia” właśnie Kochani Artyści życzę Wam, podobnie jak Wybran, najbardziej załączając parafrazę zupełnie innej piosenki trzykrotnej zdobywczyni numeru 1 Kasi Nosowskiej:

Czasem coś.. tyci czort w zdaniach szyk przestawi mi, ale… kochajcie mnie mimo wszystko…

 

Wyniki 45 wydania Listy Polskich Przebojów WNET – Poliszczart

 

1          3          +2       15       Hey – 2015

2          2          –          15       Marek Andrzejewski – Kiedykolwiek

3          12       +9       9          Dezerter – Paradoks

4          11       +7       3          Sztywny Pal Azji – Iluminacje

5          4          -1        9         Marek Andrzejewski – Ballada o Czarnym Wtorku

6          14       +8      10       T. Love – Marta Joanna od Aniołów

7          –          –          N         Strachy Na Lachy – Obłąkany obłok

8          9          +1       11       Strachy Na Lachy – Co się z nami stało

9          5          -4        15       Kult – Opowiadam się za miłością

10       6          -4        15       Organek – Mississippi w ogniu

11       1          -10      3          Lubelska Federacja Bardów – Autorski wieczór

12       7          -5        15       Janusz Radek – Nie mów, że dotyk

13       20       +7       4          Nocny Kochanek – Dziewczyna z kebabem

14       32       +18     15       Farben Lehre – Wolność

15       29       +14     2          Ga-Ga Zielone Żabki – Jak wygląda prawdziwe życie

16       28       +12     11       Scorpions – Tainted Love

17       17       –           12       Mela Koteluk – Melodia ulotna

18       22       +4       6          Kortez – Pierwsza

19       26       +7       10       Riverside – The Depth Of Self  Delusion

20       33       +13     11       Voo Voo – Słowa pożegnania

 

 

21       10       -11      3          Lao Che – Nie raj

22       34       +12     14       Joa Kołaczkowska & Blues Flowers – Blues o

23       30       +7       12       Sztywny Pal Azji – Luxtorpeda

24       23       -1        9          Janusz Radek – Manekin start

25       24       -1        12       Kabanos feat. Zacier – Balony

26       –           –           N         Reszta Pokolenia – Gdzie będziesz

27       21       -6        8          Mikromusic – Synu

28       25       -3        17       Agnieszka Truszczyńska – Niekochanie

29       27       -2        4          Waglewski Fisz Emade – Ojciec

30       50       +20     6          Closterkeller – Kolorowa Magdalena

31       8          -23      17       Piotr Selim – Specjalista od wzruszeń

 

 

32       –           –           N         Lombard – Szara ulica

32       –           –           N         Ereles – W tę noc

33       42       +9       2          Happy Prince – Don’t let go

34       18       -16      5          Mirek Czyżykiewicz – Wieniczka

35       16       -19      7          Jan Kondrak – Miłości mej pierwszej

36       40       +4       4          Zdrowa Woda – Ciechociński blues

37       13       -24      9          pARTyzant  – Kenopsja  III Największy Spadek

38       49       -11      11       Hetman – Czarny chleb i czarna kawa

39       31       -8        9          Gienek Loska Band – Pieśń emigranta

40       –           –           N         YANISH   Wiosenna Alergia

 

41       48       +7       2          Hungarica & G Kupczyk – Przybądź wolności

42       38       -4        6          Maleo Reggae Rockers – Nie Mów Nie

43       35       -8        9          Agnieszka Truszczyńska – The Morning

44       44       –           10       Paweł Domagała – Opowiem Ci o mnie

45       –           –           N         Remi & Falko – Te łzy trzeba wypłakać

46       41       -5        7          Gaba Kulka – Niejasności

47       19       -28      11       Piotr Woźniak – Tango Mortale II Najw. Spadek

48       15       -33      9          Piotr Selim – W rytmie bolera I Najwiekszy  Spadek

49       –           –           N         Greta Van Fleet – Highway Tune

49       –           –           N         Open Blues – Musisz pamiętać

50       43       -7        15       Old Breakout – Modlitwa

 

Listę Poliszczart prowadzą: Sławomir Orwat i Tomasz Wybranowski

Więcej informacji o Liście Poliszczart i polskiej muzyce na blogu Sławomira Orwata „Muzyczna Podróż”. Tutaj znajdziecie link: http://slawek-orwat.blogspot.ie

Twórca Listy PoliszCzart, WNETowy człowiek w Londynie – Sławomir Orwat i Tomasz Wybranowski.

Premiera „Śpiewaków norymberskich” w poznańskiej operze w stulecie niepodległości Polski i powstania wielkopolskiego

Nasycone niemieckim nacjonalizmem dzieło znakomicie nadaje się na rocznicę państwową dla polskich Untermenschów, którzy nie wytworzyli własnej istotnej kultury i powinni czcić świętą niemiecką sztukę.

Celina Martini

W Teatrze Wielkim w Poznaniu 4 marca ma się odbyć w premiera „Śpiewaków norymberskich” Wagnera, nacjonalistycznej, niemieckiej opery. Tymczasem na afiszu nie ma żadnej opery polskiej. Jak na miasto znane z „najdłuższej wojny nowoczesnej Europy”, to bardzo specyficzny prezent na 100-lecie Niepodległości Polski.

Poznań. Dawna kolebka piastowska. Miejsce walk o niepodległość Polski i godność Polaków. Dziś z dumą nawiązuje do swej królewsko-cesarskiej, czyli pruskiej, przeszłości. Stulecie niepodległości i wybuchu powstania wielkopolskiego Poznań uczci po swojemu. Wystawieniem opery „Śpiewacy norymberscy” Ryszarda Wagnera, znakomitego niemieckiego kompozytora, inspiratora nazizmu, wielbionego przez Hitlera. Przepiękna, tryumfalna muzyka tej opery towarzyszyła słynnemu filmowi Leni Riefenstahl (także ulubienicy führera) „Triumf des Willens” – „Tryumf woli”. Był to rodzaj reportażu z odbywającego się w 1935 roku, w Norymberdze właśnie, parteitagu – zjazdu niemieckiej partii nazistowskiej. Niemieckie kierownictwo muzyczne i niemiecka reżyseria spektaklu gwarantują autentyzm wykonania w języku oryginału.

Opera jest komedią. Opisuje perypetie zakochanych, którzy walczą w konkursie śpiewaczym o serce swej wybranki. Nad całością intrygi czuwa szewc Sachs. Przedstawienie jest długie.

Po kilku godzinach śpiewów i gęstych partii orkiestrowych niewinna historyjka nabiera rumieńców. Jowialny szewc staje się przywódcą ludu, który pozdrawia go okrzykiem „Heil!” To „Heil!”, wielokrotnie powtarzane, szczególnie miło zabrzmi w polskich uszach. Jako przywódca napomina swój lud: „ehrt eure deutschen Meister!” (czcijcie swoich niemieckich mistrzów), bo najważniejsze jest zachować „heilige deutsche Kunst” (świętą niemiecką sztukę).

W tym momencie Sachs przekształca się w proroka przebudzenia narodu do nowego życia za pośrednictwem nowej sztuki i przywódcę wielbiącej go wspólnoty. Staje się równocześnie prorokiem polityki przyszłości, opartej na manipulowaniu masami i popychaniu ich w dowolnym kierunku. Geniusz Wagnera oddał hołd duchom totalitarnej przyszłości.

Okres tworzenia i wystawienia „Śpiewaków norymberskich” (1861–1868) to okres intensywnych wysiłków Bismarcka zmierzających do przywrócenia Rzeszy Niemieckiej. Nasycone niemieckim nacjonalizmem dzieło znakomicie nadaje się na rocznicę państwową dla polskich Untermenschów, którzy nie wytworzyli własnej istotnej kultury i powinni czcić niemieckich mistrzów i świętą niemiecką sztukę. (…)

Mam propozycję dla Poznania, poznaniaków i dyrekcji Opery Poznańskiej: bierzcie przykład z Niemców. Czcijcie świętą polską sztukę.

Artykuł Celiny Martini pt. „W poszukiwaniu polskiej sztuki” znajduje się na s. 1 marcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Celiny Martini pt. „W poszukiwaniu polskiej sztuki” na s.1 marcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Porzucił teatr, tworzy chrześcijańską poezję śpiewaną nie zapominając przy tym o kulturze osobistej

Kuba Kornacki właśnie wydał nową płytę ,,Trzy sny”. Jest to coś nowego w przestrzeni muzyki dotykającej tematów religijnych. Artysta pisze teksty metaforyczne, liryczne i subtelne.

Ale rozmowa w audycji Bliżej nieba dotyczyła nie tylko muzyki, ale też tego jak pan Kuba spotkał Jezusa. ,,Po kilku minutach na kolanach zobaczyłem coś, co paręnaście lat później nakręcił Mel Gibson w ,,Pasji”. To nie przypominało obrazów, które zwykłem widzieć w ikonografii. Zobaczyłem człowieka tak zbitego, że nie przypominał ludzi. A potem usłyszałem jedno zdanie, które mi wywaliło życie do góry nogami. To zdanie brzmiało: Poszedłem na to z miłości do ciebie. Wtedy zrozumiałem różnicę pomiędzy religijnością a relacją. Zrozumiałem, że mogę przez wiele lat odbębniać ryty, ale nigdy Go nie spotkać. Zacząłem na nowo czytać Biblię. Zacząłem na nowo odkrywać, że On jest prawdą, a Jego miłość jest konkretem.”