Powrót wielkiego przekrętu finansowego-prywatyzacji spółki CIECH S.A. Wśród zatrzymanych były wicemin. skarbu [VIDEO]

Piotr Nisztor skomentował wczorajsze zatrzymania ws. prywatyzacji Ciechu. Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało sześć osób w tej sprawie. Wśród zatrzymanych jest m.in. były wiceminister skarbu.

Prywatyzacja Grupy CIECH, przeszło cztery lata temu wywołała wiele emocji. Grupa CIECH to potentat na polskim rynku chemicznym zajmuje również drugie miejsce w Europie jako producent sody kalcynowanej. Cztery lata temu, z powodu zadłużenia Skarb Państwa postanowił sprzedać udziały firmy. Kupiła je wtedy grupa KI Chemistry, należąca do Jana Kulczyka. Już podczas negocjacji, eksperci ekonomiczni wskazywali na zbyt niską cenę akcji i straty, jakie może spowodować w budżecie państwa.

Już ponad dwa lata temu prywatyzacją CIECH-u zajęła się Najwyższej Izby Kontroli i Prokuratury. Zatrzymań dokonali wczoraj funkcjonariusze wrocławskiej CBA z polecenia Prokuratury Regionalnej w Katowicach.

Jak informuje CBA na swojej stronie internetowej, były wiceminister skarbu Paweł T., który nadzorował transakcję, ma mieć postawione zarzuty przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Jego działania miały doprowadzić do zaniżenia wartości CIECH-u przed sprzedażą, a straty Skarbu Państwa miały wynieść od 20 do 120 milionów złotych.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

jn

Wiceminister Przedsiębiorczości: Za czyste powietrze będziemy musieli zapłacić

Minister Piotr Woźny, który w rządzie odpowiada za program walki ze smogiem, podkreślił, że bez pomocy dla osób najuboższych nie uda się na trwałe poprawić jakości powietrza w polskich miastach.

Obecnie w ramach programu poprawy jakości powietrza, rząd wprowadza trzy zasadnicze ustawy, o jakości kotłów, paliw oraz będące dopiero w fazie pisania ustawa o termomodernizacji. Pakiet ustaw ma ograniczyć emisje zanieczyszczeń generowanych przez przydomowe instalacje grzewcze: Kiedy analizujemy raporty Najwyższej Izby Kontroli, to już w 2001 roku pojawiły się konkluzję, że aby poprawić jakość powietrza w polskich miastach, trzeba wprowadzić normy jakości dla paliw stałych oraz dla koltów grzewczych.

W ramach programu termomodernizacji rząd chce przeprowadzić ocieplenie domów jednorodzinnych, które do tej pory nie były wspierane odpowiednie w ramach wydatkowania środków publicznych: O ile fundusz termomodernizacji, dobrze sprawdził się w przypadku budynków wielorodzinnych, tak zawiódł przy domach jedno rodzinnych. Jak do tej pory z tych środków skorzystało około 180 gospodarstw domowych. Kwestia wsparcia przy ociepleniu domów jednorodzinnych, była do tej pory w ogóle nieporuszana.

W Polsce budynki są w dość fatalnym stanie, jeżeli chodzi o jakość ich ocieplenia. Ze spisu powszechnego wynika, że mamy ponad 5 milionów domów jednorodzinnych, z czego ponad 75 procent jest wcale, albo w bardzo niewielkim stopniu docieplone – podkreślił wiceminister Woźny.

Gość Poranka Wnet wskazał, że na popularności tematu czystości powietrza, różne firmy starają się zarobić łatwe pieniądze: Brudne powietrze w Polsce stało się znakomitym biznesem, w ramach sprzedaży różnego rodzaju maseczek antysmogowych, czujników czy filtrów powietrza, nawet w hipermarketach pojawiły się filtry po sto kilkadziesiąt złotych. To pokazuje, że biznes smogowy dotarł do szerokiego kręgu odbiorców.

Kwestia smogu jest czysto demokratyczna i dotyka zarówno wielkich miast, jak i mniejszych miejscowości. W małych miasteczkach, gdzie mieszka kilka tysięcy osób przedsiębiorstwa cieplne nie mają środków, aby inwestować i podłączyć nowy odbiorców, więc wiele osób opala w przydomowych kotłach, co wywołuje efekt smogu – mówił w Poranku Wnet Piotr Woźny.

Wiceminister przedsiębiorczości otwarcie przyznał, że za walkę ze smogiem zapłacą wszyscy opalający domy węglem: Nie ma się co oszukiwać, to jest operacja, która będzie kosztować. Dlatego tak ważne jest, żeby dobrze rozeznać grupę, która będzie potrzebować wsparcia w ramach poprawy termoizolacji ich domów. Szacujemy, że około 12 procent populacji żyje w warunkach ubóstwa energetycznego, w większości to są rodziny żyjące w domach jednorodzinnych. Trzeba pamiętać, że osoby dotknięte ubóstwem energetycznym to nie są tylko klienci pomocy społecznej, bo to byłoby zdecydowanie za wąska grupa ludzi.

Bez programu osłonowego nie będziemy w stanie przeprowadzić projektu termomodernizacji. Ta pomoc będzie musiała być zaangażowane środki z budżetu państwa oraz środków samorządowych. Kwestia smogu wymaga współdziałania władz centralnych oraz lokalnych włodarzy – zaznaczył minister Woźny.

Gość Poranka mówił również o założeniach realizacji pilotażowego programu ocieplania budynków: W ramach obecnego programu będziemy działać w 33 miastach, gdzie jakość powietrza jest najgorsze. Tam będziemy się starali przeprowadzić w pełni refundowany proces ocieplenia w ramach programu termomodernizacji.

Jestem wielkim zwolennikiem inwestowania w geotermię. Gdzie już w Zakopanem z tego źródła ciepie ponad 30 procent energii cieplnej. Z badań geologicznych wynika, że wiele polskich miast może z tego źródła energii korzystać – zaznaczył wiceminister przedsiębiorczości.

Piotr Woźny wskazał, że temat jakości powietrza przez lata był przez kolejne rządy marginalizowany: Trzeba pamiętać, że to rząd Zjednoczonej Prawicy, po raz pierwszy postawił walkę o czyste powietrze na tak wysokim stopniu politycznym. Pod koniec marca pokażemy całościową ustawę zakładającej zasady przeprowadzenia procesu termomodernizacji domów jednorodzinnych. W tej ustawie po raz pierwszy zdefiniujemy termin ubóstwa energetycznego.

ŁAJ

Do Zatoki Puckiej wpływa solanka o niezbadanym składzie. Padłe foki i ryby są ważnym sygnałem, że dzieje się coś złego

PGNiG od kilku lat zrzuca do Zatoki Puckiej miliony ton solanki wypłukiwanej przy okazji budowy tzw. kawern, czyli podziemnych komór, służących jako magazyny do przechowywania gazu ziemnego.

Marcin Buchna, Lech Czerniak, Roman Szwarc

Dlaczego się boimy? Jeszcze nigdy nie było tak źle! Nawet „za komuny”, gdy do Zatoki ścieki nieoczyszczone lub na wpół oczyszczone zrzucał Gdańsk, Gdynia, Puck i Hel, Zatoka była rajem dla rybaków i wędkarzy. Nawet jeśli – z powodu zanieczyszczeń – bywała okresowo zamykana dla łaknących kąpieli. Teraz jest odwrotnie.

Nie ma ryb. Ludzie różnie to komentują. Najczęściej jako sprawców wymieniają foki i kormorany, które „nadmiernie się rozmnożyły”. Albo zbyt intensywne połowy, w szczególności aktywność tzw. kutrów paszowych, które wchłaniają wszystko, co żyje i stanie na ich drodze. (…)

Zarówno foki, jak i ryby giną w ponadprzeciętnej ilości. Fakty tego rodzaju powinny być skrupulatnie odnotowywane i badane. Niestety tak nie jest i to pierwszy sygnał, że źle funkcjonują procedury w obszarze odpowiedzialności Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Po prostu nie mieści się nam w głowie, że foki zabiera „Bakutil” i są one utylizowane bez ustalenia przyczyny śmierci. Jeszcze gorzej oceniamy fakt, iż usuwanie padłych ryb pozostawia się ptakom.

A co, jeśli Zatokę zatruwa zrzucany do morza roztwór minerałów wypłukiwanych z kawern? Gdyby zapytać, co nowego zdarzyło się w rejonie Zatoki w ciągu ostatnich siedmiu lat, a mogło mieć aż tak poważny wpływ na środowisko, to na pewno wymienić należy wypłukiwanie kawern! Jednak, mimo że upłynęło tyle czasu, ciągle nie wiemy, czy wspomniany roztwór jest tylko mieszanką wody i soli, jak zapewnia nas Inwestor, czy może zawiera też inne – dużo bardziej szkodliwe – związki chemiczne? Po prostu nikt dotąd nie wykonał wiarygodnych badań. (…)

Najgorsze jest to, że w ciągu tych kilku lat realizacji inwestycji można było zapobiec tego rodzaju oskarżeniom i spekulacjom dotyczącym zagrożeń. Wystarczyło systematyczne gromadzić i upubliczniać wyniki rzetelnie wykonanych badań naukowych! To z winy Inwestora ciągle nie wiemy, czy ma on do ukrycia coś, co może zaszkodzić powziętym planom, czy – po prostu – nie obchodzą go nasze problemy, ponieważ nigdy dotąd nie musiał poważnie liczyć się z opinią społeczną. Niestety, drugi powód jest równie prawdopodobny jak pierwszy, ponieważ inwestycję propaguje się pod hasłem „Energetyczne bezpieczeństwo kraju”. Cóż, oceniamy to – niestety – jako kolejną manipulację, która pozwala Inwestorowi odwołać się do spec-ustaw i dzięki temu kontynuować inwestycję, mimo wygranego przez lokalną społeczność referendum. Dlatego proponujemy, by bliżej przyjrzeć się temu problemowi. (…)

Kawerny, sztuczne jaskinie uzyskiwane poprzez wypłukiwanie soli przy pomocy strumienia wody pod wysokim ciśnieniem, są uważane za najtańszą i najbardziej bezpieczną formę przechowywania gazu ziemnego. Mogą też służyć do przechowywania wielu innych materiałów, od paliw ciekłych po odpady radioaktywne. Kawerny w Kosakowie mają wysokość około 200 m i średnicę około 60 m. Znajdują się na głębokości około 1000 m w rozległym pokładzie soli kamiennej. (…)

Głównym uzasadnieniem, by je lokalizować nad morzem, jest nieopłacalność wydobycia soli na cele spożywcze, wynikająca z jej niskiej ceny rynkowej. Dużo taniej jest ją wyrzucić, np. do morza, ponieważ rozwiązuje to nie tylko problem wysokich kosztów przetwarzania solanki na sól, a następnie składowania i zbytu milionów ton soli, ale i pozwala użyć dużo tańszych ścieków pochodzących z oczyszczalni.

W latach 80. były plany wypłukiwania kawern na Kujawach ze zrzutem solanki do Wisły, która – jak argumentowano – i tak była dość mocno zanieczyszczona (w tym zasoloną wodą wypompowywaną z kopalni węgla). Warto o tym pamiętać, by uświadomić sobie, jak łatwo środowiska przemysłowe „radzą sobie” z problemami społecznymi i ochroną środowiska. (…)

Zagrożenia związane z kawernami nie wiążą się tylko z ich budową (zrzut soli, ale też potencjalnie innych, bardziej niebezpiecznych substancji chemicznych) i użytkowaniem (np. możliwość rozszczelnienia i wybuchu). Być może najbardziej niebezpieczny jest moment, kiedy następuje ich zużycie i trzeba je – przed opuszczeniem – wypełnić jakimś materiałem, który zapobiegnie zapadnięciu się kawerny, co mogłoby skutkować – najogólniej mówiąc – szkodami górniczymi.

Niewykluczone, że właśnie wypełnianie opuszczanych kawern może okazać się najbardziej opłacalnym momentem całego przedsięwzięcia. Wystarczy tylko znaleźć bardzo niebezpieczne i trudne do utylizacji (czytaj: bardzo drogie do pozbycia się) materiały, które za odpowiednią opłatą zostaną zrzucone do kawern i – teoretycznie – pogrzebane po wsze czasy. Jakie mogą wynikać z tego zagrożenia, trudno rozpatrywać w oderwaniu od konkretnej lokalizacji.

(…) Po pierwsze to, nad kawernami znajduje się największy na Pomorzu podziemny zbiornik słodkiej wody, który, jak na razie, gwarantuje, że w aglomeracji Gdańsko-Gdyńskiej nie zabraknie w przyszłości wody pitnej. Już teraz korzystają z niej mieszkańcy Rumi, Redy, Wejherowa i Gdyni. Czy nie można wyobrazić sobie rozszczelnienia odwiertów i dostania się do zbiornika ścieków lub substancji przechowywanych w kawernach?

Po drugie, cała naziemna infrastruktura obsługi i dostępu do kawern jest zlokalizowana w obrębie dna rozległej doliny, pokrytej kilkumetrową warstwą torfów. Gdyby ktoś je podpalił, to gaszenie torfu mogłoby trwać nawet kilka lat! I co wtedy z gazem w kawernach?

Po trzecie, i to jest najmocniejsze ostrzeżenie przed potencjalnym pożarem! Dosłownie obok naziemnej infrastruktury obsługi kawern znajduje się ogromna baza paliw płynnych, funkcjonująca dla potrzeb wojskowych. Gdyby nastąpiło tam przypadkowe pęknięcie zbiornika, pożar lub zamach terrorystyczny, nie mówiąc już o nalotach w czasie działań wojennych, setki ton paliwa spłynęłoby w dolinę i spowodowało zniszczenia całej wspomnianej infrastruktury, a także nasączyło torfy, ułatwiając ich zapłon. (…)

Nie oskarżamy PGNiG, że jest winne śmierci Zatoki. Nie mamy do tego wystarczających danych. Jednak sprowadzenie zagrożeń, zarówno w części wodnej, jak i lądowej, jest wysoce prawdopodobne. Natomiast oskarżamy PGNiG, że za mało zrobiło, by właściwie rozpoznać te zagrożenia i je ujawnić oraz – w zależności od wyniku – albo uspokoić lokalne społeczności, albo przerwać inwestycję i naprawić szkody.

Cały artykuł Marcina Buchny, Lecha Czerniaka i Romana Szwarca pt. „Śmierć Zatoki” znajduje się na s. 1 i 2 lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Początek artykułu Marcina Buchny, Lecha Czerniaka i Romana Szwarca pt. „Śmierć Zatoki” na s. 1 lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl

Bartosz Marczuk: Nie planujemy żadnych zmian w podstawowych założeniach programu Rodzina 500 plus

Pomysł programu Aktywna Rodzina jest głęboko nieprzemyślany – powiedział wiceminister rodziny, odnosząc się do projektu Nowoczesnej na politykę prorodzinną, który zakłada likwidację Rodziny 500 plus.

Zdaniem gościa Poranka Wnet Program Rodzina 500 plus, w pełni realizacje podstawowe cele, założone przez ministerstwo i rząd: Bardzo uważnie patrzymy czy Rodzina 500 plus realizuje trzy podstawowe cele, czyli wzrost dzietności, spadek nędzy wśród dzieci, oraz inwestycja w kapitał ludzki w rodzinę. Kiedy patrzmy po tych dwóch latach na realizację programu, to widzimy, że we wszystkich trzech obszarach udało się nam odnieść sukces. (…) Widzimy, że program Rodzina 500 plus realizacje założone cele.

Minister Marczuk podkreślił, że program Rodzina 500 plus w aktualnym kształcie w pełnym stopniu realizuje wszystkie założenia, zarówno w zakresie walki z ubóstwem, poprzez próg dochodowy na pierwsze dziecko, oraz pronatalistyczny, ponieważ jak pokazują badania, większości rodzin nie bierze kwestii ekonomicznych przy decyzji o pierwszym dziecku. Aspekt materialny zaczyna się pojawiać przy planowaniu kolejnych dzieci.

Bartosz Marczuk odniósł się również do informacji o zmniejszeniu się liczny osób pobierających świadczenia na pierwsze dziecko: Głównym powodem, jest to, że poprawiła się sytuacja na runku pracy. Kiedy program startował w 2016 roku, za podstawę przyznawania świadczeń przyjęliśmy dane za rok 2014. Przy naborach na rok 2017, prane już były dane z 2016 roku, w którym większość rodzin miała znacznie lepsze dochody.

Do tego również udało nam się doszczelnić system w zakresie nieuprawnionego pobierania świadczenia na pierwsze dziecko. Zdarzały się sytuacje, kiedy ktoś pobierał świadczeni na pierwsze dziecko, a miał wyższe dochody od przyjętego progu. Tutaj chodzi o osoby, które rozliczały się w sposób prosty i wykazywały w zasadzie zerowe dochody, podczas gdy w rzeczywistości zarabiają bardzo dobrze albo wychowują dzięki poza granicami Polski – podkreślił wiceminister rodziny.

Gość Poranka Wnet, jednoznacznie zdementował możliwość objęcia świadczeniem wszystkich dzieci: To była wypowiedz luźna. W tej chwili nie ma absolutnie żadnych planów na zmiany w zasadniczych elementów programu Rodzina 500 plus. (…) Aby objąć programem Rodzina 500 plus wszystkie pierwsze dzieci, to budżet musiałby wydać kolejne 18 mld złotych. Pojawia się pytanie, czy to byłby program możliwy do wykonania, w dłuższej perspektywie budżetowej i czy Polacy uwierzyliby, że ten program jest na bardzo długo, skoro wydatki są tak znaczne.

Bartosz Marczuk odniósł się również do planów Nowoczesnej, która chce zlikwidować Rodzinę 500 plus: Program aktywna rodzina, jest całkowicie nieprzemyślany. Kiedy ogląda się szczegóły tego programu, to widać, że to ma być program kierowany do rodzin, w których co najmniej jedna osoba pracuje. Od razu rodzi się pytanie, jakie będą koszty administracyjne, żeby co miesiąc sprawdzać, czy ktoś pracuje. Kto będzie sprawdzać, czy na pewno jeden z rodziców pracuje?

W Poranku Wnet wiceminister rodziny prezentował najnowszą innowację, wprowadzoną w ramach projektu Karty Dużej Rodziny. Ministerstwo przeprowadziło pełną cyfryzację karty, która stała się pierwszym w polskie pełnowartościowym e-dokumentem. Kartę mogą otrzymać rodziny, które mają na utrzymaniu co najmniej trójkę dzieci. Dokument umożliwia do korzystania ze zniżek u kilku tysięcy patentów handlowych. Lista partnerów, razem z geolokalizacją lokali oferujących zniżki są dostępne w ramach aplikacji Karty Dużej Rodziny. Od początku roku posiadacze Katy Dużej Rodzinny dostaną rabat na stacjach Orlen. Paliwo będzie tańsze o 8 lub 10 groszy na lirze, a artykuły spożywcze będę przecenione o 20 procent. Do partnerów programu z wielkich korporacji należą również Lidl czy Carrefour ale również w instytucjach użyteczności publicznej.

ŁAJ

Elektrownia atomowa w Polsce pomoże osiągnąć suwerenność energetyczną – uważa poseł Krzysztof Sitarski [VIDEO]

Nominacja Daniela Obajtka na stanowisku prezesa Orlenu to zmiana pokoleniowa, która może poprawić działanie tej firmy – uważa wiceprzewodniczący sejmowej komisji energii i skarbu państwa

Krzysztof Sitarski, poseł klubu Kukiz 15 i wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Energii i Skarbu Państwa był gościem Poranka WNET. W rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim polityk komentował m.in. zmianę na stanowisku szefa Orlenu, perspektywy energetyki atomowej w Polsce i politykę rządu wobec górnictwa.

Rząd zaostrza walkę ze smogiem. Kluczowa ustawa będzie w najbliższych dniach rozpatrywana przez rząd

Minister przedsiębiorczości Jadwiga Emilewicz zapowiedziała szybkie zakończenie prac rządowych nad ustawą o jakości paliw stałych, która ma wyeliminować z rynku najgorsze rodzaje opału.

Kwestia walki o lepszą jakość powietrza stała się jednym z priorytetowych działań nowo powołanego ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, które aktywnie wypełnia rządowe założenia przyjęte na początku zeszłego roku w ramach programu „Czyste Powietrze” oraz Krajowego Programu Ochrony Powietrza, który jest koordynowany przez resort środowiska.

W lutym 2017 rządu przyjął program „Czyste Powietrze”, na który składało się kilkanaście punktów: To był pierwszy program, który podszedł systemowo do wali o wyższą jakość powietrza – podkreślił minister Jadwiga Emilewicz.

Oficjalnie rządowy program poprawy jakości powietrza koordynuje Komitet Sterujący Do Spraw Krajowego Programu Ochrony Powietrza, którego przewodniczącym jest wiceminister środowiska Paweł Sałek. Również program „Czyste Powietrze”, na który składa się 15 punktów rekomendacji Komitetu Ekonomicznego RM dla rządu, oficjalnie podlega Ministerstwu Środowiska, jednak faktycznym liderem realizacji programu, co nie oficjalnie potwierdzają pracownicy resortu Henryka Kowalczyka, zostało Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii.

W ramach przygotowania konkretnych rozwiązań ustawowych, rząd zlecił wstępne badania przyczyn utrzymywania się złej jakości powietrza w polskich miastach. Z rządowych analiz wykonanych w ramach przygotowywania na potrzeby Krajowego Programu Ochrony Powietrza, wynika, że prawie 90 procent zanieczyśćcie emitowanych do atmosfery, odpowiadają przydomowe instalacje grzewcze, a znacznie mniej szkodliwe są spaliny emitowane przez przemysł, czy energetykę oraz ciepłownictwo oraz transport kołowy. Podobne dane zostały przynoszą badania robione na zlecenie resortu przedsiębiorczości.

Powodem złej jakości powietrza jest tzw. niska emisja, czyli piece przydomowe. Są również takie miasta, gdzie za smog odpowiada transport kołowy. Obecnie przemysł, nie stanowi największego zagrożenia dla jakości powietrza – zaznaczyła w czasie konferencji minister Jadwiga Emilewicz.

Dlatego właśnie kwestia jakości paliwa oraz pieców w domach jednorodzinnych stała się najważniejszym zadaniem w walce ze smogiem. Minister Jadwiga Emilewicz jako jedna z pierwszych zaczęła zabiegać o wprowadzenie odpowiednich regulacji wykluczających nieekologiczne kotły grzewczych na paliwo stałe z rynku. Przepisy w tym zakresie zaczną obowiązywać od połowy bieżącego roku:
Pierwsze radykalne kroki zostały już podjęte. W ubiegłym roku rząd przyjął rozporządzenie o standardach emisyjnych dla kotłów na paliwo stałe. Od 1 czerwca nie będzie można sprzedawać kotłów, w których można palić najgorszego rodzaju paliwem czy nawet śmieciami – podkreśliła minister przedsiębiorczości.

Część ekspertów podkreśla, że wprowadzenie zakazu sprzedaży kotłów węglowych starszych generacji nie ograniczy zanieczyszczenia powietrza, ponieważ zawsze zostanie kwestia jakości spalanego paliwa. Kolejna istotną barierą są koszty nowych instalacji grzewczych, które przekraczają możliwości wielu polskich gospodarstw domowych.

Kwestię wyeliminowania z rynku detalicznego paliw gorszych sortów ma uregulować nowa ustawa, nad którą w tej chwili pracuje rząd. Nowa regulacje, będzie wprowadzać kontrolę jakości sprzedawanego węgla prowadzoną przez UOKiK, na wzór kontroli jakości benzyny na stacjach benzynowych.

Jadwiga Emilewicz podkreśliła, że prace nad ustawą są już na ostatniej prostej: Teraz pracujemy w Radzie Ministrów nad ustawą o jakości paliw stałych. Dzięki tej ustawie nie będzie możliwe wprowadzanie do sprzedaży, a co za tym idzie wykorzystywanie w paleniskach przydomowych, paliw najgorszej jakości pochodzących z odpadów węglowych, jak muły węglowe i flotokoncentraty –zaznaczyła minister przedsiębiorczości, podkreślając, że: Tak jak wjeżdżając na stację paliw, wiemy jakie paliwo kupuje, tak teraz kupujący węgiel na skupie, będziemy wiedzieć jakiej jakości węgiel nabywamy.

Jadnak zapisy ustawy budzą kontrowersję nawet w samym rządzie, co można obserwować w przedłużających się pracach legislacyjnych. Według pierwotnych założeń ustawa miała być przesłana do Sejmu w pierwszym kwartale ubiegłego roku, tym czasem jeszcze nie została nawet przyjęta przez rząd. Głównym oponentem wobec proponowanych rozwiązań jest Ministerstwo Energii, które odpowiada za stan górnictwa węgla kamiennego i brunatnego. Zapisy ustawy, szczególnie te dotyczące obecności siarki w węglu, których wprowadzenie zapowiedziała minister Emilewicz, może uderzyć w asortyment produkowany przez polskie kopalnie.

Obecnie konsumenci indywidualni odpowiadają za 20 procent popytu na węgiel, resztę zużywa energetyka i ciepłownictwo. Jeżeli zostałyby przyjęte przepisy mocno ograniczające zawartość siarki w węglu,  polskie kopalnie nie będą mogły dostarczyć odpowiedniego paliwa do na rynek, który będzie musiało być sprowadzane z zagranicy. Nie ma pewności jakie normy ostatecznie znajda się w ustanie, a to od tego zależy, w jak znacznym stopniu polskie kompanie węglowe, będą musieli dostosować swoją produkcję do nowych wymogów. Jak zaznaczył wiceminister przedsiębiorczość Piotr Woźny, jego resort nie chce wprowadzać rewolucyjnych zmian, z czego można się spodziewać, że przepisy dotyczące zawartości siarki w paliwie będą na tyle liberalne, aby umożliwić polskim producentom łatwą akomodację do nowych wymagań.

Jak podkreśliła minister przedsiębiorczości Jadwiga Emilewicz, program nie będzie skuteczny, bez pomocy skierowanej do osób ubogich. Rząd planuje stworzyć specjalną definicję ubóstwa energetycznego, która pozwoli na skierowanie pomocy dla osób, niezdolnych do samodzielnego sfinansowania inwestycji wymaganych nowymi ustawami.  Pomoc ma być wiele aspektowa i zapewniać pomoc na zakup nowych kotłów oraz na opalanie domu węglem dobrej jakości. Przyjęte program, przynajmniej na początku ma być skierowany do mieszkańców miejscowości, gdzie jakość powietrza jest najgorsza: W programie przyjętym przez rząd podkreślamy również, że bez współpracy ze stroną samorządową nie uda się tego programu zrealizować. Program wskazywał również, że nie ma możliwości, aby jakości powietrza się poprawiła, bez wsparcia osób najuboższych, których nie stać na termoizolację domów.

Kolejnym krokiem szykowanym przez rząd po wprowadzeniu ustawy o jakości paliw stałych będzie wprowadzenie pilotażowego programu pomagającemu osobom ubogim w realizacji inwestycji w nowe systemy grzewcze oraz w ocieplenie domów: Ustaliliśmy trzy zasadnicze kierunki interwencji rządu. Po pierwsze legislacja. W tym aspekcie wprowadziliśmy już normy dla kotłów. W najbliższych dniach Rada Ministrów pochyli się nad ustawą o jakości paliw stałych. Następnym krokiem będzie wprowadzenie regulacji dotyczących wsparcia dla osób potrzebujących w termoizolacji domów jednorodzinnych.

Jak podkreślili przedstawiciele ministerstwa ustawa o tzw. ubóstwie energetycznym ma zostać ogłoszony do końca marca: Uporaliśmy się z termoizolacją w domach wielorodzinnych, ale teraz czas na domy jednorodzinne. Jesteśmy państwem, które dwa razy więcej energii konsumuje na ogrzewanie domów. Bardzo wiele rodzin mieszka w domach stawianych w latach 80., nieposiadających odpowiedniego ocieplenia. Dlatego ministerstwo będzie szykować nowy program do osób, które nie będą w stanie same sfinansować termomodernizację swojego domu – podkreśliła minister Emilewicz.

Z wyliczeń ministerstwa wynika, że około 12,2 % procent mieszkańców Polski nie ma szans na zgromadzenie odpowiednich środków do przeprowadzanie inwestycji w ocieplanie domu i wymianę kotła grzewczego. Program pomocy w termoizolacji początkowo, będzie udzielania tylko w tych miastach, gdzie zanieczyszczenie powietrza jest najwyższe.

Do tej pory ministerstwo nie podało całościowego kosztu przeprowadzanie programu wsparcie termoizolacji u osób zagrożonych ubóstwem energetycznym, w zakresie tych miejscowości, które borykają się z problemem smogu. Jak podkreślił wiceminister przedsiębiorczości odpowiedzialnych za walkę ze smogiem Piotr Woźni, podkreślił, że szacunki będzie można podać dopiero za rok, kiedy uda się przeprowadzić pierwsze pilotażowe programy i oszacować koszty, dla wszystkich miast z najwyższymi wskaźnikami zanieczyszczenia powietrza.

Zjawisko smogu, w ostatnim roku stało się bardzo głośne politycznie, ale niska jakość powietrza towarzyszy nam od lat. Obecnie Polska stała się niechlubnym liderem rankingu najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie. Wpośród 50 miast europy z najgorszą jakością powietrza, aż 33 miasta znajdują się w Polsce.

Dzisiaj wiemy, że kwestia smogu to nie tylko niektóre miasta, ale tych obszarów jest więcej. Wiemy, że zagrożone złą jakością powietrza jest od pięciu do siedmiu województw. I to jest problem nie tylko wielkich miast, ale również mniejszych miejscowości, również tych, które mają status uzdrowisk – podkreślała minister Emilewicz, zapewniając, że w następny sezon grzewczy Polska wejdzie z nowym prawem i nowymi możliwościami ograniczania emisji zanieczyszczeń do atmosfery.

ŁAJ

Jak w majestacie prawa ograbiać z kapitału słabych, hamując ich rozwój / Florian St. Piasecki, „Kurier WNET” 43/2017

Prawo handlowe w międzynarodowej wymianie handlowej, opartej na koncepcji wolnego rynku, można uznać za bezprawie, szczególnie że naturalny proces globalizacji także sprzyja firmom wielkim i bogatym.

Prawda was wyzwoli (J 8,32)

Florian Stanisław Piasecki

Raport o błędach prawa gospodarczego Unii Europejskiej

Jak wiadomo ustrój kapitalistyczny opiera się na założeniu: istota ludzka dąży do polepszenia swojego bytu. Zaś głównym postulatem jest: prawo „świętej” własności posiadanych dóbr (majątku). Przy narastającej liczbie ludzi i ograniczonej ziemskich zasobów łatwe zdobywanie dóbr skończyło się.

Wtedy, aby powiększyć swój majątek, trzeba było unicestwić dotychczasowego właściciela w celu przejęcia jego majątku. Powstało nowe prawo wojenne – walki o byt. Zwycięzca prawem silniejszego zabierał majątek pokonanego. Brutalność tego prawa spowodowała uzupełnienie o przepisy mające chronić słabszych; nastąpiła (w Europie) chrystianizacja prawa.

Nie zahamowało to procesu zmian własnościowych, które zachodziły za zgodą ich właścicieli. Tak narodziła się dobrowolna, pokojowa wymiana dóbr. Później tę działalność, po wynalezieniu pieniądza, nazwano handlem. W istocie, pieniądz jest (umownym) dobrem uniwersalnym, które można wymienić na każde inne (kupić) i każde dobro wymienić (sprzedać) na dobro uniwersalne. Za tym powstało pojęcie kapitału, wyrażanego w jednostkach pieniężnych. Powstało w ten sposób wiele dóbr uniwersalnych – walut. Powstały giełdy walutowe, przeliczające stosunek (kurs) ich wartości. Obecnie jesteśmy świadkami narodzin wspólnej waluty ogólnoświatowej.

Teraz każdą wymianę dóbr z udziałem pieniędzy nazywamy handlem, a bez ich udziału – barterem. Wymiana handlowa zastąpiła potrzebę zmian własnościowych bez konieczności wywoływania wojen, przy zachowaniu istniejącego „świętego” prawa własności.

W rezultacie powstało prawo handlowe. O ile prawo dla krajowych transakcji handlowych okazało się wystarczające, to zastosowane do transakcji międzynarodowej wymiany handlowej, opartej na koncepcji wolnego rynku, jest stronnicze (dla wielkich i bogatych) i można uznać je za bezprawie, szczególnie że naturalny proces globalizacji także sprzyja firmom wielkim i bogatym.

Na naszych oczach ujawniają się wielkie afery i oszustwa, najczęściej związane ze sferą handlu i obrotem finansowym. Są to jednak „zwykłe” przestępstwa związane z łamaniem prawa. Ograniczają się do okradania skarbu państwa przez osoby fizyczne i osoby prawne, czasem także przez urzędników.

Treść przedstawionego tu raportu dotyczy innego rodzaju oszustw, dokonywanych w świetle prawa i z punktu obecnego prawa handlowego legalnych. Są to szczególnie obrzydliwe oszustwa, gdyż działają na korzyść państw bogatych kosztem państw biednych. W pracy dowodzę, że są one niesprawiedliwe. Widzimy to także na przykładzie Unii Europejskiej.

„PRAWO” WYKORZYSTYWANIA SŁABSZEGO

Wielkim problemem, nie tylko Unii Europejskiej, są zasady opodatkowania (podatkiem dochodowym) zagranicznych osób fizycznych i osób prawnych. Mianowicie pracownicy cudzoziemscy płacą taki podatek w kraju, w którym pracują, zaś filie zagranicznych firm – osoby prawne – płacą w swoich zagranicznych centralach (w krajach, w którym są zarejestrowane). Często rejestrują się w „rajach podatkowych”.

Jeżeli korporacja posiada wiele filii w wielu krajach, to finansowe wyniki są sumowane w kraju macierzystym, jednocześnie wykazując zerowe zyski w pozostałych krajach. Taką manipulację umożliwia przyjęcie specjalnie wyznaczanych wewnętrznych cen rozliczeniowych. Wyznaczenie takich cen jest zadaniem matematycznym (programowania liniowego), rozwiązywanym przy pomocy komputerów. Najprostszym przykładem manipulacji cenowych jest wymiana jednego dobra między dwoma „marketami”, np. ziemniaków. Market A działa na terenie państwa I (np. Polski), a Market B na terenie państwa II (np. Niemiec). Zakładając, że państwo I jest biedniejsze, a państwo II o wiele bogatsze, przyjmiemy, iż kurs giełdowy jest 1:4; taki jak np. przykład: zł:$.

Założymy następnie, że jednostką miary ziemniaków jest tona, a jej cena 1000 zł/t w kraju I, zaś w kraju II (gdzie wynagrodzenia są średnio czterokrotnie wyższe), 500 $/t. W kraju II ziemniaki są więc stosunkowo tańsze. Jednocześnie rolnik szwajcarski uzyskuje 500 $/t, dwa razy więcej aniżeli polski.

Pomijając koszty i zwroty VAT, uzyskujemy zysk 1000 zł (lub 250) z każdej wyeksportowanej tony ziemniaków. Teraz więc za wszystkie sprzedane, na przykład we Włoszech, ziemniaki z Polski, możemy zaimportować z Włoch pomarańcze po 500 $, czyli po 2000 zł za t. Policzmy, ile można zyskać na takiej operacji handlowej. Zakupując 10 ton ziemniaków, co nas kosztowało 10 000 zł, po ich sprzedaży uzyskamy 20 000 zł. Za tę kwotę (5 000 $) zakupimy 10 ton pomarańczy w celu ich sprzedaży w Polsce po cenie 16 000 zł/t, inkasując kwotę 160 000 zł (4 000 $).

Teraz wyobraźmy sobie, że te operacje wykona któryś „market” sieci niemieckiej w Polsce i market tej samej sieci we Włoszech. Wynik finansowy tych operacji pojawi się w Polsce. Zostanie on zaliczony jako zysk całej niemieckiej sieci zarejestrowanej w Berlinie, w którym zapłaci ona podatek dochodowy. Podatek ten zasili budżet niemiecki.

Jak więc łatwo zauważyć, handel międzynarodowy Polski i Włoch znalazł się poza kontrolą tych dwóch państw, a zyski osiąga inne państwo. Wszystkie operacje są wewnętrznymi operacjami jednego, prywatnego przedsiębiorstwa niemieckiego.

Stosowanie transakcyjnych cen wewnętrznych sieci handlowych w obrocie międzynarodowym umożliwia dowolne manipulacje miejscami powstawania kosztów i w konsekwencji miejscem powstawania sumarycznego zysku. „Optymalizacja” tych cen umożliwia niepłacenie podatku, gdyż markety korporacji przynoszą straty, z wyjątkiem jednego, wybranego w państwie, w którym podatek dochodowy jest najmniejszy.

Ponadto urzędy skarbowe państw nie mogą skontrolować wyników ekonomicznych marketów, gdyż są one ustalane poza granicami państw na terenie innych, dowolnie wybranych państw. Nietrudno odgadnąć, dla których państw taki system podatkowy jest korzystny, a dla których niekorzystny.

Jednocześnie biedniejsze kraje, cierpiące na bezrobocie, wysyłają swych obywateli do pracy w krajach bogatszych, tracąc wpływy budżetowe z podatku dochodowego, który muszą oni płacić w miejscu pracy, a nie w państwie, w którym są zarejestrowani jako obywatele.

Rozpatrzmy inny przykład:

Ceny jabłek i pomarańczy na tych rynkach są następujące: w Polsce jabłka 1 zł, pomarańcze 8 zł za kilogram. W Niemczech i Norwegii 0,5 euro za 1 kg jabłek. Natomiast we Włoszech pomarańcze są w cenie 1 euro za kilogram. Oczywiście wszystkie ceny są przykładowe.

Wyznaczmy następnie, kto i jakie osiągnie korzyści ze wszystkich transakcji. I tak pierwsza transakcja to sprzedaż do Niemiec 1000 kg jabłek. Właściciel sieci z każdego tysiąca zł (kredyt z banku) zainwestowanego w tę transakcję uzyska 2000 zł (500 euro), biorąc pod uwagę kurs giełdowy 4 zł za 1 euro. Za tę kwotę we Włoszech zakupuje 500 kg pomarańczy, uzyskując za nie w Polsce 4000 zł. Po zwrocie zainwestowanych (pożyczonych z banku) 1000 zł uzyskuje zysk 3000 zł! W rzeczywistości będzie nieco mniejszy, gdyż pominęliśmy koszty transportu i kredytu.

Sprawdźmy, jaką korzyść z tych transakcji uzyskała Polska – nic! I to w sytuacji, gdy eksportowała jabłka i importowała pomarańcze. A co uzyskały Niemcy? Podatek dochodowy od zysku zarejestrowanej w nich sieci. Jeżeli podatek byłby 10%, to budżet niemiecki otrzymywałby 300 zł (ponad 70 euro) – niedużo, ale bez pracy. Biorąc pod uwagę skalę obrotów handlowych, może to zapewnić znaczące podwyższenie np. emerytur obywatelom.

Zauważmy, że znacznie możemy powiększyć zysk, gdybyśmy jabłka wysłali do Norwegii. Mianowicie dostalibyśmy zwrot podatku VAT, gdyż Norwegia nie należy do Unii. Następnie otrzymaną sumę przesyłając do Włoch, możemy tam zakupić pomarańcze i przesłać je do Polski. Ten wariant nasuwa myśl, aby przesłać jabłka do Niemiec przez Norwegię, inkasując zwrot VAT, i te same jabłka przesłać z powrotem do Polski. Przy takiej operacji poniesiemy koszty transportu. Operacja może być nieopłacalna. Ale od czego mamy „głowę do interesów”: operację możemy wykonać „na papierze”. Jabłka mogą cały czas leżeć w magazynie.

TYPOWY PRZYKŁAD OSZUSTWA SŁABSZYCH

Rozpatrzmy następujący przykład. Obcy kapitał proponuje nam pomoc w wybudowaniu fabryki produkującej części samochodowe, która pozwoli zmniejszyć bezrobocie w kraju. Wyprodukowane części będą odbierane przez znaną obcą firmę produkującą samochody, dysponującą własną siecią sprzedaży. Oczywiście obcy kapitał także skorzysta, gdyż zmniejszy koszt produkcji samochodu (wskutek tańszej robocizny), a więc powiększy zysk.

Załóżmy, że taką umowę zawarto i fabryka została wybudowana. Dostarcza ona części (np. silniki) na zamówienie obcej firmy samochodowej, która jest jej właścicielem, chociaż działa na terytorium naszego państwa. Firma staje się firmą międzynarodową. Można więc uważać, że posiada strukturę sieciową. Przykładami takich firm są np. Fiat, Mercedes, itp.

Teraz obca firma zamawia w swojej filii zagranicznej potrzebne części, otrzymuje je po cenie własnej (bez zysku), gdyż nie jest to produkt do sprzedaży. Sprzedawany jest dopiero cały samochód. Wydaje się więc, że wszystko jest w porządku, obie strony są zadowolone.

Czy jednak na pewno?

Posłużę się przykładem liczbowym. Mianowicie niech koszt własny naszego silnika stanowi połowę kosztów własnych produkcji całego samochodu, a zysk jest równy połowie kosztu własnego produkcji samochodu. Na przykład: cena sprzedaży samochodu: 90 000 zł, koszt własny 60 000 zł, w tym koszt silnika 30 000 zł.

Załóżmy, że w ciągu roku sprzedano 100 000 samochodów. Stąd wynika, że firma „samochodowa” zgłosi do urzędu skarbowego swego kraju zysk do opodatkowania 3 mld. zł. Jednocześnie filia tej firmy działająca w naszym kraju nie osiąga jakiegokolwiek zysku, a przecież, proporcjonalnie do kosztu, połowę zysku osiągnięto kosztem pracy załogi w Polsce. Sprawiedliwość wymaga więc, aby połowa zysku była opodatkowana w polskim urzędzie skarbowym. Zasiliłoby to nasz państwowy budżet setkami milionów zł.

PAŃSTWO ZAKŁADNIKIEM MIĘDZYNARODOWEJ SIECI HANDLOWEJ

Z punktu widzenia prawa sieć jest to zbiór punktów handlowych (tzw. marketów – sklepów) rozproszonych na obszarze wielu państw, a należących do jednego właściciela. Z punktu widzenia ekonomicznego jest to firma nastawiona na maksymalizację zysku, rozciągnięta na obszarze geograficznym wielu państw.

Z punktu widzenia funkcji gospodarczych sieć handlowa jest przedsiębiorstwem logistycznym, pośrednikiem między wytwórcami dóbr a konsumentami, umożliwiając usunięcie niedogodności wynikających z istniejących różnic między chwilami wytwarzania dóbr i ich konsumpcji oraz miejscem ich wytworzenia a miejscem ich konsumpcji.

Zastanówmy się, do czego taka sieć dąży.

  • Do obniżki cen kupowanych towarów, aby drogo je sprzedać (po cenie maksymalizującej sumę zysków);
  • Do minimalizacji podatków;
  • Do minimalizacji kosztów transportu i przechowywania;
  • Do unifikacji prawa handlowego na terenie państw objętych siecią.

W rezultacie sieci handlowe będą faworyzować masowych dostawców, wymuszając najniższe ceny zakupu, utrzymując ich na skraju bankructwa. Zauważmy, że odmowa sprzedaży po tak niskich cenach skutkuje natychmiastowym bankructwem tych dostawców. Sprzedając następnie te towary po cenie maksymalnej, sieć drenuje ludność (rynek) z pieniędzy.

Zyski te można jeszcze znacznie zwiększyć, przesyłając towar poza granicę Unii, aby następnie ten sam towar sprowadzić na rynek innego państwa w Unii, gdzie ten towar jest poszukiwany. Oczywiście przesyłanie towaru poza granicę Unii powoduje zwrot podatku VAT, zwiększając zysk sieci. Zauważmy, że operacja transportu towaru może być operacją czysto papierkową. Jest to klasyczny przykład wyłudzania VAT.

W sieci nie można opodatkować zysków z każdej transakcji, gdyż są to wewnętrzne obroty firmy. Można tylko opodatkować zysk roczny punktów handlowych. Ale w tym przypadku ma zastosowanie „podatkowa optymalizacja”. Polega ona na wykorzystaniu aparatu tzw. cen rozliczeniowych wewnątrz przedsiębiorstwa.

Ceny wewnętrzne towarów można tak ukształtować, aby na przykład wszystkie punkty handlowe nie miały zysku – z wyjątkiem jednego, który będzie opodatkowany podatkiem dochodowym od zysku całej sieci. Teraz przedsiębiorstwo, a faktycznie właściciel sieci decyduje, czy poczuwając się do bycia obywatelem jakiegoś państwa, wybierze punkt handlowy na obszarze tego kraju, czy jest obywatelem świata i wybierze punkt, w którym wykaże zysk całej sieci na obszarze państwa, w którym podatki są najmniejsze. Np. Cypr, Luksemburg, Kajmany itp.

Narasta fala rozwoju sieci ponadnarodowych (globalnych). Wzmaga to uczucie bezsilności wobec wzrostu nierówności. W efekcie nasila się ruch terrorystyczny.

CUDOWNY ROZWÓJ PORTÓW I ŻEGLUGI

Rozpatrzmy przykład wymiany dóbr między dwoma państwami. Załóżmy, że wytwórcę dobra A w państwie A łączą z konsumentem w państwie B następujące przedsiębiorstwa: firma A (handlowa), firma T (transportowa) i firma B (handlowa).

Założymy, że firmy handlowe A i B należą do tej samej sieci (np. LAND państwa A) lub firma B jest przedstawicielem zagranicznym firmy A.

W obydwu przypadkach zysk z transakcji wynikający z różnicy cen (zakupu u wytwórcy A i sprzedaży konsumentom B) zgarnie firma A (po odliczeniu kosztów transportu). Następnie firma A część zysku wpłaci do budżetu państwa A w postaci podatku dochodowego od osób prawnych.

Z punktu widzenia państwa A taką transakcję można nazwać EKSPORTEM. Z punktu widzenia państwa B – jest to przywóz towarów konkurencyjnych na teren państwa B.

Rozpatrzmy teraz odwrotną sytuację własnościową – to firma A jest przedstawicielem firmy B, która (przez swoje przedstawicielstwo) kupuje jakiś towar u wytwórcy A. W tej sytuacji cały zysk z transakcji zgarnie firma B.

Z punktu widzenia firmy B jest to IMPORT celowy, który dla budżetu państwa jest korzystny, gdyż powiększa dochody budżetu państwa B.

W tej sytuacji, z punktu widzenia państwa A, jest to wywóz towarów, być może potrzebnych krajowi A. Taki wywóz towarów jest niekorzystny dla państwa A. Nie można takich transakcji nazywać EKSPORTEM państwa A, gdyż nie przynoszą korzyści – jest to zwyczajny wywóz towarów.

A co będzie, gdy firmy (handlowe) A i B należą do tego samego właściciela, np. państwa C? Ma ono szansę opanować całość obrotów handlowych państwa A, a nawet grupy państw. Tak właśnie powstały i rozwijały się faktorie handlowe w świeżo odkrytych krajach zamorskich. Tak rozwinęły się np. Kampania Wschodnioindyjska, Hanza itp. Rozpoczęła się era „kolonialna”. Jak dziś wiemy, nie przyniosło to korzyści kolonizowanym krajom. Natomiast wzbogacili się kolonizatorzy, właściciele faktorii.

Na marginesie zauważmy: dla handlu międzykontynentalnego zasadniczą rolę odgrywa flota morska. Nie przypadkiem np. porty tak się rozrosły (np. Hamburg).

Reasumując, zyski (budżetu) z EKSPORTU można osiągnąć, gdy jest on realizowany przez własne firmy, a koszty IMPORTU maleją.

WNIOSKI KOŃCOWE

Najważniejszym „oszustwem prawnym” jest zróżnicowanie – dla osób prawnych i oddzielnie dla osób fizycznych – przepisów dotyczących miejsca płacenia podatku dochodowego. Osoby fizyczne płacą w kraju, w którym pracują, a osoby prawne (międzynarodowe sieci!) w kraju, w którym zarejestrowana została „centrala firmy”. Takie zróżnicowanie przepisów podatkowych jest wyraźnie korzystne dla krajów posiadających kapitał i wyraźnie niekorzystne dla krajów biedniejszych.

W obecnej sytuacji mamy trzy wyjścia.

W pierwszym przypadku musielibyśmy znaleźć jakieś państwo – własną kolonię, aby uzyskany tam zysk przesyłać do Polski. Niestety wydaje się, że w obecnej sytuacji jest to niemożliwe – spóźniliśmy się.

W drugim przypadku – politycznej walki o zmianę przepisu o podatku dochodowym – prowadziłoby to do „wojny” z najbogatszymi państwami świata. Tym bardziej, że objęłaby cały świat, zyskując poparcie kilkudziesięciu okradanych (z kapitału) biedniejszych państw. Aby uniknąć światowej rewolucji, proces zmiany zasad płacenia podatku dochodowego winna przeprowadzi ONZ, kończąc „erę kolonialną”.

Jest jeszcze trzecie wyjście – nic nie robić i dać się dalej wykorzystywać przez bogatszych. To grozi krwawą rewolucją, niekontrolowaną – żywiołową. Już dziś taką przyszłość sygnalizuje szerzący się terroryzm, szczególnie w państwach kolonialnych.

Rozumnym działaniem w tej sytuacji jest podjęcie czynności opisanych w drugim przypadku.

Nietrudno zauważyć, że takie zmiany radykalnie zlikwidowałyby „wędrówki ludów” w pogoni za lepszym życiem. Lepsze życie można by osiągnąć we własnym kraju, zabierając część zysków osiąganych przez firmy zagraniczne. Zatrzymana część zysku byłaby dalej w dyspozycji firmy, pod warunkiem zainwestowania tych zysków w kraju, w którym ten zysk osiągnięto.

Ogólnie można stwierdzić, że decydenci – także naszej gospodarki – nie doceniają szkodliwości zasad handlu międzynarodowego stosowanych przez ponadnarodowe sieci handlowe, produkcyjne i logistyczne. Przykładem jest oszukańcze nazywanie ruchu towarów opuszczających nasz kraj – eksportem. A przecież wywóz towarów z Polski przez firmy zagraniczne nie wzbogaca nas. Eksportem jest dostawa towaru do odbiorcy przez polskie przedsiębiorstwo, z zyskiem wynikającym z różnicy cen zakupu i zbytu towarów. Wtedy podatek od zysku zasilałby nasz budżet. Stąd zdziwienie sfer rządowych, że „eksport” rośnie, a wpływy z „eksportu” – maleją.

Wszystkie przykłady przytoczone w tym artykule dotyczą tego, jak w pełni legalnie ograbiać z kapitału słabych, skutecznie hamując ich rozwój. Tylko jeden przypadek jest zwykłym oszustwem – „papierowa transakcja”. Reszta wynika z fałszywej zasady płacenia podatku dochodowego w miejscu zarejestrowania przedsiębiorstwa. Ta błędna zasada powstała automatycznie w okresie odkryć geograficznych, gdy państwa kolonialne dostarczały np. noże za wiele drogocennych futer lub złotych wyrobów. Ta zasada przetrwała do dziś. Skutki tej zasady są widoczne współcześnie na przykładzie Afryki i trwającego „najazdu” na Europę uciekinierów z Afryki.

Przyjęcie zasady: płacisz podatki tam, gdzie osiągnąłeś zysk, umożliwiłoby powrót uciekinierów do miejsc zamieszkania i rozwijania własnego kraju, wykorzystując własny rosnący kapitał. Tak jak 100 lat temu postąpiła odrodzona Polska. Dziś znaleźliśmy się w sieci zagranicznych sieci.

Florian Stanisław Piasecki jest emerytowanym prof. nadzwyczajnym nauk technicznych i zwyczajnym PAN.

Artykuł prof. Floriana S. Piaseckiego pt. „Raport o błędach prawa gospodarczego Unii Europejskiej” znajduje się na s. 12 styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł prof. Floriana S. Piaseckiego pt. „Raport o błędach prawa gospodarczego Unii Europejskiej” na s. 12 styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl

Trudny los „Puław” w Grupie Azoty. Powstał Komitet Strajkowy, rokowania trwają, ale na wyjście z impasu szans nie widać

Zdaniem puławskich związkowców, zamach na pion handlowy to zamach na autonomię Grupy Azoty Puławy, bowiem to Puławy są liderem i kreatorem na rynku sprzedaży nawozów i produktów chemicznych w Polsce.

Wojciech Pokora

Zaniechanie wszelkich działań zmierzających do wydzielenia jakichkolwiek obszarów ze struktury firmy, zaprzestanie łamania umów wzajemnych, tj. Umowy Konsolidacyjnej oraz Umowy Społecznej, oraz odwołanie z zarządu Zakładów Azotowych „Puławy” wiceprezesa Krzysztofa Homendy spowodowane utratą wiarygodności i zaufania społecznego – to żądania Komitetu Strajkowego, który zawiązał się w Grupie „Azoty Puławy” 9 listopada 2017 roku. (…)

Strajk w warunkach instalacji pracującej w ruchu ciągłym był bez precedensu. Wzięło w nim udział ponad tysiąc pracowników zmianowych. Ówczesny zarząd zakładów wszelkimi sposobami próbował strajk zdusić. Niedługo po tym, gdy to się udało, doszło do wezwań praktycznie na całą polską chemię. W Tarnowie-Mościcach pojawił się Acron, a w Puławach Synthos. W tamtym okresie dość powszechne były spekulacje, że wezwanie Synthosu w tym samym momencie co Acronu nie jest przypadkowe, gdyż Acron ma zakusy na całą polską chemię, a właściciel Synthosu chętnie wejdzie na rosyjskie rynki. Pojawiła się opinia, że po zakupie „Puław” Synthos odsprzeda je Acronowi, a w zamian jego właściciel wejdzie z biznesem do Rosji. Nie wiadomo, ile w tym było prawdy, ale nagłe wezwanie na oba zakłady kazały rozważać wszystkie możliwe scenariusze.

Aby bronić swego zakładu pracy przed przejęciem, założona przez puławską załogę Spółka Pracownicza „Chemia-Puławy” przygotowała i złożyła wiążącą ofertę na zakup akcji puławskich zakładów. Jednak ówczesny Minister Skarbu Państwa Mikołaj Budzanowski wycofał spółki ze sprzedaży i ogłosił ich konsolidację. (…)

W listopadzie 2012 roku zarządy Zakładów Azotowych „Puławy” SA i Zakładów Azotowych w Tarnowie-Mościcach podpisały tzw. Umowę o konsolidacji. Podpisały i utajniły. Na organizowanych przez Ministerstwo Skarbu Państwa spotkaniach w Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog” w Warszawie przedstawiciele związków zawodowych nie otrzymywali żadnych konkretnych odpowiedzi na pytania o konsolidację. Dochodziło do sytuacji, gdy wypraszano z sali dziennikarzy, by nie pojawiła się żadna relacja z tego, w jaki sposób traktowano stronę społeczną. Co ciekawe, to przedstawiciele zarządu „Puław” starali się jak najszybciej i niemal w konspiracji doprowadzić do przejęcia zarządzanej przez nich spółki. (…)

W tym samym mniej więcej czasie rozpoczęła się batalia medialna właściciela Acronu Wiaczesława Moszego Kantora. Okazało się, że Acron nadal jest zainteresowany zakupem skonsolidowanej już Grupy Azoty, co ułatwił mu fakt, że Skarb Państwa zbył większościowe udziały w Grupie, zabezpieczając całość zapisami statutowymi. (…)

Mosze Kantor wyjawił wówczas, że Acron posiada już 15% akcji Grupy i dąży do kupna 25%. I najważniejsze. Gdy minister skarbu Mikołaj Budzanowski oficjalnie ogłaszał, że wezwanie Acronu uznaje za próbę wrogiego przejęcia, w tym samym czasie Aleksander Kwaśniewski i Jan Krzysztof Bielecki lobbowali u Donalda Tuska na rzecz Rosjan. Ponadto ówczesny wiceminister skarbu Paweł Tamborski, bezpośrednio podległy ministrowi Budzanowskiemu, podpowiadał Rosjanom formułę publicznego wezwania na sprzedaż akcji tarnowskich Azotów, a nawet określił pułap cenowy, jaki inwestor ma zaproponować!

Minister Tamborski został później przez izraelski Likudnik nazwany wprost przyjacielem szefa Acronu, a po opisanym wyżej działaniu, po odwołaniu ministra Budzanowskiego, nie został z ministerstwa usunięty, lecz został szefem Giełdy Papierów Wartościowych. Mało tego, prezes Marciniak, który przeprowadził akcję przejęcia przez słabszy podmiot podmiotu silniejszego, został za to wyrzucony, a jego miejsce zajął prezes przejętej spółki. Minister Budzanowski, który nazywał działania Acronu wrogim przejęciem, podzielił los Marciniaka, a jego miejsce zajął Włodzimierz Karpiński, który uspokajał, że wpisał Grupę Azoty na wewnętrzną ministerialną listę spółek strategicznych, dzięki czemu Acron nie stanowi już zagrożenia.

Wobec tych faktów posłowie ówczesnej opozycji zażyczyli sobie wyjaśnień i spotkania z ministrem skarbu oraz ujawnienia im zapisów tzw. Umowy o konsolidacji. Spotkanie odbyło się 9 lipca 2014 roku w Sejmie. Niestety minister skarbu czasu na spotkanie nie znalazł, a reprezentujący go wiceminister Rafał Baniak odpowiadał, że nie może posłom udzielać informacji wrażliwych ze względu na Giełdę. Nie udzielono także informacji o Umowie o konsolidacji, ponieważ zdaniem ministra Baniaka to umowa pomiędzy spółkami (kontrolowanymi przez Skarb Państwa – red.), a ministerstwo nie jest w niej stroną (mimo, że konsolidacja od początku do końca była decyzją polityczną, co zostało wyżej opisane). (…)

10 kwietnia 2017 roku Rada Grupy Azoty zaakceptowała konsolidację pionów handlowych na poziomie korporacyjnym grupy. (…) Zdaniem puławskich związkowców, zamach na pion handlowy to zamach na autonomię Grupy Azoty Puławy, bowiem to Puławy są bezapelacyjnym liderem i kreatorem na rynku sprzedaży nawozów i produktów chemicznych w Polsce (kaprolaktam, melamina, nadtlenek wodoru, itp.).

Wyniki sprzedaży nie są dziełem przypadku. To skupiona w Puławach profesjonalna kadra, zdolności produkcyjne, oferta produktowa, konsekwentnie realizowana polityka sprzedaży oraz polityka cenowa, analityka i stały monitoring rynku, zarządzanie portfelem produktowym, szkolenia i komunikacja z rynkiem, inicjowanie działań marketingowych, inwestycje w budowę nowoczesnej infrastruktury powoduje, że w Grupie Azoty to Puławy wypracowują 70% zysków. Dlatego nie ma zgody na wyłączenie handlu z Puław.

Nagłośnienie tej kwestii i długotrwałe negocjacje (łącznie z zawiązaniem się w Puławach Komitetu Strajkowego, w którego skład weszli przedstawiciele największych organizacji związkowych, tj. ZZPRC ZA „Puławy” SA i zakładowej Solidarności) doprowadziło do tego, że tarnowski zarząd wycofał się ze swojej propozycji. (…) Związkowcy przyznają, że jeśli nawet dojdzie do konsolidacji pionów handlowych, ale umiejscowione zostaną one w Puławach, postulat zostanie spełniony. (…)

Trudniejszy do spełnienia jest postulat drugi, który mówi o zaprzestaniu łamania umów wzajemnych, tj. Umowy Konsolidacyjnej oraz Umowy Społecznej.

Jak wyglądały okoliczności podpisania Umowy o konsolidacji, opisałem wyżej. Warto pamiętać, że po podpisaniu umowa została od razu utajniona, co nie przeszkadzało kolejnym zarządom na powoływanie się na jej zapisy. Wyglądało to mniej więcej tak, że ogłaszano jakąś strategię, posługując się hasłem, że zgodnie z zapisami Umowy Konsolidacyjnej następuje konsolidacja jakiegoś obszaru. I tyle. Nikt nie znał umowy, nikt nie wiedział, co w niej jest, trudno było się spierać. Lecz nastąpiła jedna zmiana. Otóż w roku 2017 umowa wyciekła i trafiła w ręce załogi. Wówczas okazało się, że umowa jest bardzo wybiórczo traktowana, a zarządy Grupy wyciągają z niej tylko wygodne dla siebie zapisy. (…)

Najwięcej emocji budzi chyba postulat trzeci, dotyczący odwołania wiceprezesa Grupy Azoty Puławy Krzysztofa Homendy. Argumentowany jest on utratą zaufania społecznego i wiarygodności. (…) Zdaniem związkowców (…) wiceprezes Krzysztof Homenda opowiedział się nie po stronie spółki, której interesy powinien reprezentować, a po stronie Grupy Azoty, która prowadzi politykę nieakceptowalną dla załogi Puław. Jednak to nie wszystko. Jak czytamy w biuletynie „Nadchodzą zmiany”, utrata zaufania wobec Krzysztofa Homendy wiąże się przede wszystkim z podejrzeniem działania na szkodę spółki. (…)

„Krzysztof Homenda został powołany na Wiceprezesa Zarządu spółki Grupa Azoty Zakłady Azotowe „Puławy” SA 25 maja 2016 roku. W radzie nadzorczej Grupy Azoty zasiadał już wówczas Marek Grzelaczyk. Dwa miesiące wcześniej, 23 marca 2016 roku Krzysztof Homenda został wpisany do KRS jako posiadający 50% udziałów wspólnik w spółce Cleanbacter Instytut Technologii Mikrobiologicznych Sp. z o.o. z siedzibą w Lublinie. W spółce tej piastuje również funkcję Prokurenta.

Tego samego dnia w spółce Cleanbacter Instytut Technologii Mikrobiologicznych Sp. z o.o. z siedzibą w Lublinie rozszerzono przedmiot działalności, który ostatecznie w części pokrywa się z działalnością spółki Grupa Azoty Zakłady Azotowe „Puławy” SA. Obie spółki aktywnie funkcjonują w branży chemicznej. W CV przedstawionym Radzie Nadzorczej spółki Grupa Azoty Zakłady Azotowe „Puławy” SA. Krzysztof Homenda nie wskazał swojej działalności w spółce Cleanbacter Instytut Technologii Mikrobiologicznych Sp. z o.o. z siedzibą w Lublinie, która na swojej stronie internetowej (www.ecoph.pl) podaje, że sprzedaje swoje produkty chemiczne dla przemysłu i rolnictwa, zaś jednym z jej klientów jest PKN Orlen SA, będący własnością Skarbu Państwa.

Zgodnie z art. 211 kodeksu spółek handlowych członek zarządu nie może bez zgody spółki zajmować się interesami konkurencyjnymi ani też uczestniczyć w spółce konkurencyjnej jako wspólnik spółki cywilnej, spółki osobowej lub jako członek organu spółki kapitałowej bądź uczestniczyć w innej konkurencyjnej osobie prawnej jako członek organu. Zakaz ten obejmuje także udział w konkurencyjnej spółce kapitałowej w przypadku posiadania przez członka zarządu co najmniej 10% udziałów (K. Homenda posiada 50%).

Natomiast art. 211 nie może być traktowany w sposób zawężający (por. wyr. SN z 6 marca 2006 r., II PK 211/05, Legalis), przeciwnie, pojęcie interesu konkurencyjnego należy interpretować szeroko. Zajmowanie się interesami konkurencyjnymi może polegać na prowadzeniu przedsięwzięcia we własnym imieniu lub za pośrednictwem innych osób bądź wreszcie w charakterze pośrednika, powiernika lub pełnomocnika czy prokurenta innych osób. (…)

Sytuacja w Grupie Azoty Puławy jest dziś napięta. Rokowania trwają.

Cały artykuł Wojciecha Pokory pt. „Trudny los „Puław” w Grupie Azoty” znajduje się na s. 14 i 15 styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Wojciecha Pokory pt. „Trudny los „Puław” w Grupie Azoty” na s. 14 i 15 styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl

Zmiana Strategiczna. Połączenie gazowe z Norwegią zmieni sytuację w regionie – mówi minister Piotr Naimski [VIDEO]

Pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury przesyłowej podkreślał, że program budowy Bramy Północnej mimo napiętych terminów przebiega zgodnie z przyjętym harmonogramem.

Rozmowa  z dr. Piotrem Naimskim dotyczyła przede wszystkim realizacji programu budowy Bramy Północnej, czyli połączenia gazoportu w Świnoujściu z nowo budowanym gazociągiem do złóż szelfu norweskiego: Ten projekt posuwa się bardzo dobrze. Zapowiadaliśmy, że do końca stycznia zostaną podpisanie umowy na przesył gazu nowym gazociągiem pomiędzy PGNiG a operatorami budującymi. To się już stało, co oznacza, że PGNiG będzie przesyłał gaz nową trasą przez okres 15 lat. Ten kontrakt oznacza, że firma PGNiG postanowiła wyłożyć swoje pieniądze. Podpisane umowy, są obwarowane odpowiednimi klauzulami, które przewidują kary w przypadku, gdyby warunki kontraktu nie były realizowane. To dobrze, bo podstawą do budowy gazociągu jest fakt, że ktoś będzie chciał go używać.

Wybudowanie magistrali gazowej ma swój tryb i harmonogram oraz kamienia milowe. Program budowy połączenia z Norwegii przez Danię do Polski przebiega zgodnie z harmonogramem – zaznaczył Piotr Naimski.

Inwestycja będzie działać przed 1 października 2022 roku. Harmonogram jest bardzo napięty. Bardzo się spieszymy, ważny jest każdy tydzień, ale udaje nam się tego tempa dotrzymywać. (…) Po stronie naszego rządu i firm jest pełna determinacja, aby dokończyć ten projekt. Również w Danii wszystkie siły polityczne uznały budowę Baltic Pipe za priorytet.

Piotr Naimski podkreślił  strategiczny dla bezpieczeństwa całego regionu aspekt tej inwestycji: Przez Bramę Północą będziemy w stanie sprowadzić około 16-17 miliardów m3 gazu. To trzeba porównać z zapotrzebowaniem naszego kraju, które wynosi w tej chwili właśnie około 16 miliardów m3. Do tego trzeba doliczyć krajowe wydobycie w Polsce, które wynosi 4 miliardy m3. Więc mamy pewien naddatek, który będziemy chcieli zaoferować odbiorcom w środkowej Europie, dlatego budujemy połączenia polskiego systemu przesyłowego ze Słowacją z Czechami i mam nadzieję z Ukrainą.

Zdaniem pełnomocnika rząd ds. strategicznej infrastruktury energetycznej budowa Bramy Północnej wpisuje się w istniejącą infrastrukturę energetyczną – Istnieje już gazociąg między Węgrami i Słowacją, a my budujemy połączenie między Polską i Słowacją. Jeżeli uda się wybudować połączenie, będziemy mieli niezależną od niemieckiej i ukraińskiej, trasę do przesyłu gazy z Norwegii oraz gazu skroplonego, z polskiego wybrzeża aż na Węgry. To będzie zmiana strategiczna – podkreślił gość Poranka Wnet.

Tematem rozmowy była również kwestia rozbudowy gazociągu Nord Stream II: Nasz rząd zabiega, aby ten nowy gazociąg w pełni podlegał prawu europejskiemu. W tej chwili jest podjęta próba nowelizacji dyrektywy gazowej, czyli prawa unijnego dotyczącego takich właśnie gazociągów. Gdyby tak się stało, to Nord Stream II zostanie podporządkowany prawu europejskiemu. To spowoduje, że inni dostawcy i firmy, niż te które budują ten gazociąg, będą mieli możliwości przesyłu gazu. Nam chodzi o to, żeby tan gazociąg podlegał takiej regulacji, Rosjanie nie chcą takiej dostępności, chcą mieć wyłączność.

Na początku rozmowy w Poranku Wnet Piotr Naimski odniósł się od ostatnich napięć na linii Warszawa – Tel Awiw: Próba przerzucenia na Polaków i Polskę odpowiedzialności za Holocaust to jest po prostu świństwo, to jest rzecz niedopuszczalna. Musimy temu przeciwdziałać. Perspektywicznie patrząc, to jest bardzo groźne dla Polski. W tym kontekście badania prowadzone w Sejmie dotyczące oceny strat polski w czasie II wojny światowej to jest dobry kierunek. Niemcy wywołali II wojnę światową i zbudowali Auschwitz.

W tym tygodniu przedstawiciele Polskich Sieci Energetycznych są w Izraelu i ta współpraca między operatorami układa się dobrze. Mamy rzeczywisty problem w płaszczyźnie wizerunkowej oraz interpretacji historii i w kwestii politycznej, a jednocześnie jest dość głęboko zarysowana możliwości współpracy praktyczniej między firmami izraelskimi i polskimi – zaznaczył minister Piotr Naimski.

ŁAJ

„Pan Bóg wyróżnił Polskę, obdarowując nasz kraj ciepłem”. Premier Mateusz Morawiecki otwiera szeroko drzwi dla geotermii

Technologia geotermalna jest najlepsza dla środowiska naturalnego. Czerpiemy ciepło z gorących wód podziemnych, które krążą w obiegu zamkniętym. Nie zanieczyszczamy powietrza, ziemi czy wody.

Aleksandra Tabaczyńska

– Przed rokiem, 30 listopada zorganizowaliśmy – mówi Wojciech Kowalski, prezes PEC w Nowym Tomyślu – konferencję pt. „Energetyka Odnawialna szansą rozwoju Nowego Tomyśla”. W trakcie tego spotkania trzej naukowcy przedstawili potencjalne szanse naszego miasta na wykorzystanie ciepła ziemi, mówiąc w dużym uproszczeniu. Innymi słowy, eksploatowania zasobów odnawialnych źródeł energii. (…)

Z inicjatywy prezesa PEC-u Wojciecha Kowalskiego burmistrz Nowego Tomyśla Włodzimierz Hibner złożył po konferencji na ręce prof. Jacka Zimnego pismo intencyjne, wyrażające zainteresowanie wykorzystywaniem naturalnych złóż ciepła. Tu warto dodać, że według Polskiej Asocjacji Geotermalnej w naszym kraju istnieją bogate zasoby energii geotermalnej. Ze wszystkich odnawialnych źródeł energii najwyższy potencjał techniczny posiada właśnie energia geotermalna. Jest on szacowany na poziomie 1512 PJ/rok, co stanowi ok. 30% krajowego zapotrzebowania na ciepło.

Bardzo ważny jest fakt, iż w Polsce regiony o optymalnych warunkach geotermalnych w dużym stopniu pokrywają się z obszarami o dużym zagęszczeniu aglomeracji miejskich i wiejskich, obszarami silnie uprzemysłowionymi oraz rejonami intensywnych upraw rolniczych i warzywniczych. Na terenach zasobnych w energię wód geotermalnych leżą m.in. takie miasta, jak Warszawa, Poznań, Szczecin, Łódź, Toruń, Płock, a także Nowy Tomyśl. (…)

Prezes Kowalski nie ustawał w staraniach, by perspektywy i potencjał, jaki daje usytuowanie Nowego Tomyśla, przekuć w realne przedsięwzięcie. Zostało złożone zamówienie na wykonanie dwóch analiz: oceny zasobów geotermalnych terenów pod miastem i projektu pierwszego odwiertu, tak zwanego badawczego. Ten odwiert jest ważny dla całego kraju, bowiem dostarczy on szczegółowej wiedzy potwierdzającej założenia wcześniejszych opracowań. Przeprowadzona na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat analiza z ponad kilkunastu tysięcy odwiertów umożliwiła opracowanie cyfrowych map występowania wód geotermalnych w Polsce i potencjalnych zasobów energii w nich zgromadzonych. Ważne jest także to, że odwiert ten staje się równocześnie pierwszym odwiertem eksploatacyjnym.

Po roku od wspomnianej konferencji, 18 grudnia prof. Jacek Zimny przyjechał do Nowego Tomyśla powtórnie. Przywiózł zamówione opracowania dotyczące oceny zasobów i projekt odwiertu. Tym razem w małym gronie kilku radnych, członków rady nadzorczej, burmistrza oraz osób zainteresowanych wygłosił krótką prezentację opisującą, co zostało udokumentowane z wcześniejszych założeń.

Wiadomości dla mieszkańców Nowego Tomyśla są bardzo pomyślne. Przeprowadzone badania potwierdziły obecność złóż ciepła. Spodziewana temperatura to 74/75 stopni Celsjusza. (…)

Najbardziej spektakularnym przykładem wykorzystania gorących wód jest Islandia, gdzie energia geotermalna zaspokaja 86% potrzeb kraju w zakresie ciepłownictwa. W Polsce ojcem geotermii jest profesor Julian Sokołowski – jeden z najwybitniejszych geologów w skali światowej, odkrywca złóż gazu na Niżu Polskim i innych bogactw narodowych.

Cały artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Pan Bóg obdarzył nasz kraj ciepłem” znajduje się na s. 2 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Pan Bóg obdarzył nasz kraj ciepłem” na s. 2 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl