Poranek Wnet: Piotr Woyciechowski, Jacek Ozdoba, prof. Andrzej Nowak – 13.05.2024 r.

Featured Video Play Icon

Audycji można słuchać na 87.8 FM w Warszawie, 95.2 FM w Krakowie, 96.8 FM we Wrocławiu, 103.9 FM w Białymstoku, 98.9 FM w Szczecinie, 106.1 FM w Łodzi, 104.4 FM w Bydgoszczy, 101.1 FM w Lublinie.

Goście „Poranka Wnet”: 

Piotr Woyciechowski – ekspert ds. służb specjalnych i bezpieczeństwa

Prof. Henryk Domański – socjolog

Dmytro Antoniuk – korespondent Radia Wnet w Kijowie

Jacek Ozdoba – poseł PiS

Prof. Andrzej Nowak – historyk


Prowadzący: Łukasz Jankowski 

Wydawca: Ksenia Parmańczuk

Realizator: Filip Kwiatkowski 

  • Jacek Pruszyński
    Jacek Pruszyński :

    Minęło już sporo czasu od okresu, w którym prawo na jakim opierała się cywilizacja europejska uważało, że władze państwa nie powinny się posługiwać środkami niemoralnymi. Oznaczało to, między innymi, że prowokatorzy i konfidenci nie byli w tym okresie jednym z filarów władzy.

    Niestety, cywilizacja europejska (zgodnie z zasadą zły pieniądz wypiera dobry) przekształciła się w cywilizację turańską, co spowodowało między innym, że słowo „moralność” zwłaszcza w ustach władz stało się czymś rzadko (o ile nie wcale) używanym i obecnie konia z rzędem temu, kto usłyszy to słowo wypowiadane przez rządzącego polityka.

    Zamiast moralności, decydującym argumentem w ocenie kogoś lub czegoś, stało się pojęcie użyteczności. Zgodnie z tą oceną, konfidenci stali się użyteczni, co więcej niezbędni, zwłaszcza w przypadkach, gdy zdarza się coś co naprawdę władzę (i różnego rodzaju służby) porusza.

    Uruchomcie swoich konfidentów! – to polecenie, sygnał, że zdarzyło się coś, co według mentalności władz, zdarzyć się nie powinno, np. ktoś okradł mieszkanie jakiegoś „bonzy”. Sprawca, najczęściej amator, przy pomocy innych złodziei konfidentów, zostaje szybko i sprawnie złapany, a konfidenci w nagrodę, mogą zajmować się dalej swoim „zawodem” korzystając ze „zwróconego w inną stronę” oka wdzięcznych służb. Tak było przed wojną, tak było po wojnie i tak zapewne będzie dalej.

    Prowokator natomiast to osobnik znacznie większego kalibru. Prowokator to osoba, która stwarza pewne fakty, po to, aby potem dać okazję służbom do ujęcia stworzonych przez siebie przestępców.

    Jak pisał Stanisław Mackiewicz, aby zostać prowokatorem, nie wystarcza nędza, tak jak często wystarcza nędza, aby jakaś biedna dziewczyna została prostytutką. Prowokacja to rzecz o wiele bardziej perwersyjna.

    Mackiewicz porównywał prowokatorów do myśliwych podkarmiających zwierzynę do polowania. Tak jak kółka łowieckie organizują karmniki, aby poznanym i niejako oswojonym sztukom saren czy zajęcy w dogodnym momencie „palnąć w łeb”, tak prowokatorzy hodowali i hodują rewolucjonistów czy bojowników, aby we właściwym czasie wydać ich, lub zgładzić, oczywiście pobierając za to odpowiednie wynagrodzenie. Władze dzięki temu odnoszą spektakularne zwycięstwo nad organizacją czy grupą, która paradoksalnie, często bez działalności prowokatorów nigdy by nie powstała. Inna sprawa, że prowokator lub stworzona przez niego grupa, czasami wymykają się spod kontroli odpowiednich urzędów. Okres końca Rosji Carskiej a w bardziej współczesnych czasach podobno Osama Bin Laden i jego Al – Kaida to przykłady prowokacji i prowokatorów lub konfidentów, którzy wymknęli się wszelkiej kontroli.

    Schemat działania prowokatorów w Imperium Romanowów był właściwie stały. Prowokator, lub grupa prowokatorów zawiadamiała płacący im urząd: szykuje się zamach na: Gubernatora, Posła, Ministra a nawet, jeśli wyobraźni i rozmachu starczało, na samego Cara. Odpowiedz dostawali zawsze tą samą – pilnujcie, i rozpracowujcie, uruchamiamy specjalne fundusze do waszej dyspozycji. Fundusze zwykle bardzo hojne, bo jak tu oszczędzać, jeśli zagrożone jest życie „takiej” zwierzchności. Dla uwiarygodnienia działalności, co jakiś czas jakiś zamach się odbywał i prowokator wydawał drugorzędnych sprawców, czyli pionki, którzy przygotowywali ładunek wybuchowy lub strzelali z za węgła. Prawdziwi sprawcy, czyli prowokatorzy, którzy zapanowali, zwerbowali i namówili jakiegoś pionka czy kilku pionków, inkasowali nagrodę i większość pieniędzy „operacyjnych” po czym, przygotowywali następny zamach.

    Jednym z najbardziej znanych prowokatorów działających na przełomie XIX i XX wieku był Jewno Azef, pochodzący z Łyskowa. Karierę prowokatora rozpoczął na Politechnice, na której studiował. Napisał wtedy list do Departamentu Policji, że obserwuje tam studenckie Koło Rewolucyjne i mógłby o nim przesyłać policji wiadomości. Koła takiego na politechnice nie było, ale Azef rozwiązuje ten problem, zakładając je samemu, dzięki czemu od 1893 roku mógł zasilać swoje fundusze policyjną pensją.

    Jako agent policyjny i działacz rosyjskich socjalistów rewolucjonistów, działał tak skutecznie, iż szybko stał się znaczącą postacią w obu tych kręgach. Azef, pieniądze pozyskiwał zresztą też od socjalistów, zbierając ofiary „na rewolucję” które systematycznie kradł. Od czasu do czasu pojawiały się podejrzenia, że współpracuje z policją. Azef potrafił jednak poradzić sobie z takimi sytuacjami. Gdy jeden z socjalistów, Tatarow oskarżył go o podwójną grę, Azef po prostu polecił go zastrzelić. Tatarow zabity został w mieszkaniu swoich rodziców, na oczach własnej matki, a rzecz działa się (co mało jest znane) w Warszawie – ojciec Tatarowa był prawosławnym proboszczem cerkwi na Pradze.

    Niemniej jednak i Azef – człowiek, prowadzący nie tylko podwójne życie agenta i rewolucjonisty, ale i podwójne życie osobiste (żona oraz kochanka, na tą drugą wydawał ogromne pieniądze kradzione z kas partyjnych) miał ziarno ideowca. Całkiem bezinteresownie i w tajemnicy przed policją, zorganizował zamach na ministra Plehwego odpowiedzialnego za organizacje pogromu żydowskiego w Kiszyniowie. Azef, sam pochodzący z biednej rodziny żydowskiej, poprzysiągł Plehwemu zemstę i zrealizował ją, wysyłając socjalistę Sazanowa. Sazanow zabił Plehwego a Azef rzeczywisty kierownik tego zamachu, tu już nie wykazał się ideowością, ponieważ jak pisze Mackiewicz, powydawał (za odpowiednim wynagrodzeniem) policji uczestników zorganizowanego przez siebie zamachu. Jest ironią losu, iż Azef pod koniec życia musiał korzystać z wsparcia finansowego swojej kochanki. Ironią, bo zwalczając (jako rewolucjonista) i naciągając finansowo (jako tworzący zamachy prowokator) Rosję Carską jednocześnie lokował w jej papierach wartościowych wszystkie swoje pieniądze (te zarobione podczas współpracy z policją i te ukradzione swoim towarzyszom). Cały niebagatelny majątek, po wybuchu pierwszej wojny światowej, stał się warty ceny makulatury, bo tym się stały obligacje upadającego Caratu.

    Okres II Wojny Światowej w Polsce, to okres prowokatorów i konfidentów zarówno w służbie niemieckiej jak i radzieckiej, przy czym te organizacje często współpracowały ze sobą, np. prowokatorzy i konfidenci radzieccy wydawali Gestapo członków Polskich Organizacji Bojowych.

    Nieocenionych informacji o tych zdarzeniach dostarczył zbiegły „na Zachód” podpułkownik Józef Światło, zastępca dyrektora X Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Izaak Fleischfarb, czyli Józef Światło (nazwisko Światło przyjął po ślubie ze swoją drugą żoną Justyną Światło) z racji swojej funkcji (ochrona czystości i jedności partii) gromadził wiedzę i dokumenty o kompromitujących faktach obciążających najwyżej postawione osoby „Władzy Ludowej”. Jak sam mówił – cytat za Wikipedią – ” były tam dowody i zeznania każdego czołowego działacza partii przeciw każdemu innemu, zarówno w partii jak i poza nią, gotowe do wykorzystania w chwili politycznie właściwej”. Po swojej ucieczce, spowodowanej (jak sam podawał) względami ideowymi, lub też obawą „czystek” po śmierci swojego „protektora” Ławrientija Berii, (jak sądzą niektórzy badacze), w 159 audycjach radia Wolna Europa zatytułowanych ” Za kulisami bezpieki i partii” opowiadał o osobach rządzących wówczas Ludową Polską.

    Opowiadał również o prowokatorach i konfidentach. Jednym z nich był Marceli Nowotko wyniesiony przez Bieruta na piedestał bohatera narodowego. Na jego temat Światło mówił: „Wiem z dostępnych mi akt i dochodzeń, które prowadziłem, że zrzucony przez Moskwę do Polski Marceli Nowotko przywiózł wyraźne sowieckie instrukcje nawiązania i rozbudowania współpracy z gestapo. Jedynym zadaniem było rozpracowanie polskiej niepodległościowej sieci podziemnej i zlikwidowanie jej rękoma gestapo. Dezinformacja polegała na tym, że komórka zbierała dane o działalności AK, nazwiska, adresy, szczegóły dyslokacji. Po czym w listach przesyłała te informacje do gestapo, podkreślając, że są to działacze komunistyczni. Na podstawie tych informacji gestapo mogło działać i aresztować. Nowotko pracował szybko i energicznie. Ironia losu sprawiła, że zginął zastrzelony przez ideowego komunistę Edwarda Mołojca.

    Historia tego zabójstwa jest tak niesamowita, że po prostu trzeba ją przytoczyć. Marceli Nowotko, potrzebujący wsparcia w swojej działalności, zwraca się do Edwarda Mołojca, komunisty z Tomaszowa Mazowieckiego. Mołojec, któremu głowie się nie mieściło, że taki pomysł mógł powstać i że działo się to na zlecenie sowieckie, uznał, iż Nowotko działa jako agent gestapo. W efekcie tego Mołojec zabrał ze sobą na kolejne spotkanie z Marcelim Nowotko swego brata, który szedł z Nowotką z przodu. Edward Mołojec, idąc z tyłu, zastrzelił Nowotkę na ulicy. Podsumowując swoją wypowiedz Światło dodaje – Tak zginął Marceli Nowotko, bohater reżymu, a wówczas, pod okupacją, współpracownik gestapo.

    Co ciekawe, Władysław Gomułka, nie wiedział o istnieniu komórki dezinformacji, mimo że od początku jej istnienia o jej działalności wiedzieli Bierut i Jóźwiak Witold. Gomułka wpadł na to przypadkiem. Otóż była przy ul. Grzybowskiej tajna drukarnia AK. Ale niedaleko, na tej samej ulicy, znajdowała się również drukarnia AL. Przesyłając swoją informacją do gestapo, komórka dezinformacji przez pomyłkę podała adres domu AL, zamiast adresu drukarni AK. Działając na podstawie tej informacji, gestapo nakryło drukarnię AL i zlikwidowało ją. Gomułka, zarządził dochodzenie. I wtedy dopiero powiedziano mu o istnieniu komórki dezinformacji i o tym, że działała ona na podstawie instrukcji przywiezionych przez Nowotkę z Moskwy.

    Po wojnie nadszedł czas na kolejne prowokacje. Światło relacjonuje: stwierdzam z całą stanowczością, bo wiem to z partii i z bezpieczeństwa, że wezwanie do ujawnienia AK było tylko pretekstem do jej całkowitej likwidacji. Bierut i jego klika oraz wywiad sowiecki zapędzili sami ludzi do lasu, likwidując celowo kierownictwo AK, niszcząc elementarne swobody demokratyczne i możliwość działania legalnej opozycji. Działali przy tym przez swoich agentów-prowokatorów, którzy organizowali grupy leśne, aby wyłapywać w ten sposób najbardziej aktywny element oporu przeciw reżymowi. Zawsze i wszędzie był tylko jeden czynnik zainteresowania w utworzeniu grup leśnych. Była to armia sowiecka i jej agenci w Polsce, którym chodziło o znalezienie pretekstu do krwawej likwidacji AK.

    Światło pamiętał doskonale typowy przykład prowokacji w województwie łódzkim. Oto Departament Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, do którego kompetencyjnie należała walka z organizacjami podziemnymi, aresztował około 1951 r. całą taką grupę leśną, na bazie grupy AK Warszyca. Głównym oskarżonym był niejaki Boruta. Ale grupę tę organizował właśnie agent-prowokator podstawiony specjalnie przez III Departament. Agenta tego „prowadził” sam płk Andrzejewski, ówczesny wicedyrektor departamentu. I tego właśnie agenta obciążali w śledztwie wszyscy oskarżeni, twierdząc, że działali na jego polecenie. Ale cóż? Departament III oficjalnie ogłosił, że agenta nie zdołano rzekomo schwytać. Za to w tajnym procesie w Łodzi z początkiem 1952 r. skazano Borutę i całą jego grupę na długoletnie więzienie.

    Dzięki informacjom uzyskanym od Światły, wiemy również o Piaseckim, twórcy i przywódcy Konfederacji Narodu w czasie okupacji, który po wojnie aresztowany i zagrożony wyrokiem śmierci, w pierwszych tygodniach śledztwa ujawnił całą strukturę swego ruchu. Wydał nazwiska najbliższych nawet przyjaciół. Wielu z nich aresztowano i wielu przypłaciło życiem zaufanie, które mieli do Piaseckiego. Dodatkowo opracował obszerny memoriał, w którym wyłożył swoje poglądy na obecną sytuację polityczną w Polsce i ofiarował swoje usługi w zorganizowaniu świeckich działaczy katolickich współpracujących z reżymem. Memoriał adresowany był do marszałka Żymierskiego, ale trafił oczywiście do rąk głównego pełnomocnika NKWD na Polskę, to jest gen. Iwanowa-Sierowa. Gen. Sierow zainteresował się Piaseckim i docenił usługi, jakie może on oddać w walce z Kościołem. Głównym celem w tym okresie było osłabienie pozycji Kościoła i skłócenie go od wewnątrz, aby w końcu uczynić z Kościoła powolne narzędzie polityki sowieckiej. Piasecki został agentem NKWD na „odcinku katolickim”, w zamian za co odzyskał wolność. Po utworzeniu MBP kontakt agenturalny z Piaseckim przejęła pułkownik Luna Brystygierowa (Krwawa Luna), szef Departamentu V. Od niej otrzymywał Piasecki fundusze na akcję wydawniczą i organizacyjną postępowych katolików.
    Innym przykładem skutecznego działania prowokatorów jest przykład infiltracji przez nich Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, którego V komenda od wiosny 1948 roku znajdowała się pod kontrolą Urzędu Bezpieczeństwa

    Wraz z upływem czasu od śmierci Stalina, sytuacja zaczęła się poprawiać, niemniej jednak zapotrzebowanie na konfidentów i prowokatorów jak można się domyśleć, choćby po nasyceniu agentami struktur Solidarności i innych organizacji, czasami tylko z nazwy „wolnościowych” i „niepodległych” wcale nie słabło. Można by pewnie zastanawiać się czy ewentualnie liczba ich nawet nie wzrosła, bo poza konfidentami i prowokatorami „miejscowymi” bez których żadna współczesna władza nie może się obejść, sporo różnych „mocarstw” świata „prowadzi” obecnie na terytorium Polski swoje gry operacyjne.

    Na zakończenie tego bardzo już długiego komentarza zacytuję Pana Bąkowskiego, który tak opisywał sytuację panującą w Polsce Ludowej: Ludzie byli przygnieceni terrorem komunistycznym lat 1944–55, aresztowaniami opozycji politycznej, nękani dekretami za tzw. faszyzację, słynnym „małym kodeksem karnym”, wsadzani do więzienia za tzw. szeptaną propagandę.

    Można powiedzieć – straszne czasy, oby już nigdy więcej się nie powtórzyły, na szczęście żyjemy teraz w XXI wieku, a aresztowania opozycji, dekrety o przeciwdziałaniu faszyzacji, zmiany w kodeksie karnym zaostrzające kary za nawet niewielkie wystąpienia przeciw „władzy” czy prowadzenie masowych obserwacji o czym to „szepczą” obywatele Polski, to na szczęście niesławna pieśń przeszłości. Można by powiedzieć, gdyby nie ciągłe poszerzane zakresu definicji „mowy nienawiści” zaostrzenia wprowadzane w KK, „seryjne samobójstwa”, „podsłuchy operacyjne”, „areszty wydobywcze” i inne wydarzenia, takie jak samozapalenia, które pojawiają się w naszym kraju niezależnie od rządzącej opcji politycznej.

Komentarze