Marek Dyjak dla Muzycznej Polskiej Tygodniówki: To, co robię, jest szczerym wyrazem tego, co łączy mnie i słuchacza. - WNET.fm
Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Marek Dyjak dla Muzycznej Polskiej Tygodniówki: To, co robię, jest szczerym wyrazem tego, co łączy mnie i słuchacza.

Marek Dyjak gościem Radia WNET programu Muzyczna Polska Tygodniówka.

„Piękny instalator” jedenasty solowy album w dorobku artysty to piosenki autorskie z pogranicza avant – popu i jazzującego bluesa. To najlepszy album roku 2019 w oczach redakcji muzycznej Radia WNET.

Ta płyta ukoronowała bardzo dobry muzycznie rok 2019. O Marku Dyjaku ciężko mi pisać i opowiadać, bo znamy się bardzo dobrze, jeszcze z czasów lubelskich. Jego życie i dotykanie śmierci, twórczość i poetyckość, wreszcie bohemizm artystyczny i ciepło to tematy nie tylko na film fabularny o nim, ale cały serial. Ale uznałem ten krążek albumem roku 2019 nie z powodu naszej znajomości. O nie!

Tutaj wysłuchają Państwo rozmowę z Markiem Dyjakiem:

Styczniową porą 2019 roku Marek Dyjak podarował nam krążek „Gintrowski”, już w listopadzie sprezentować najlepszy album roku „Piękny instalator”, z ponadczasowym tekstem lubelskiego barda i poety Jana Kondraka.

Marek Dyjak podczas recitalu. For. arch. artysty,

Od pierwszego, tytułowego nagrania „Piękny instalator”, (gdzie Vienio zamiast rapować to śpiewa), po niezwykły duet z Renatą Przemyk („Wielka”) obcujemy z wielką sztuką. A przecież jeszcze „Miriam”, ten najpiękniejszy moment płyty znany w filmu „Jasminum”, z nowym tekstem Roberta Kasprzyckiego, a „Bez”, gdzie odnajduję echo poezji Broniewskiego i Leśmiana, a przejmująca „Warszawo”, a duet „spełnionych kochanków w wieku dojrzałym” – jak powiedział podczas rozmowy ze mną – z Renatą Przemyk o tytule „Wielka”, a …  Dość redaktorze!!! Zamiast to czytać drogie słuchaczki i słuchaczy po prostu posłuchajcie tej płyty i rozmowy z Markiem Dyjakiem, z czasów zarazy…

                                                                                                                             Tomasz Wybranowski

 

Marek Dyjak urodził się 18 kwietnia 1975 roku. Skończył zawodówkę i zdobył papiery hydraulika. Wystarczyło kilka rzeczy, by życie było pełne i szczęśliwe – robotnicze życie, żona robotnicza, robotnicza klitka w bloku. Zwykłe, proste życie, bez dłubania w niuansach duszy i serca. Chciał więcej. Sam siebie nazywa barowym grajkiem. „Najbardziej prawdziwy głos na polskim rynku muzycznym” – tak ocenia go krytyczka muzyczna, nauczycielka śpiewu Elżbieta Zapendowska. Głos na granicy desperacji, krzyku i rozpaczy, nic sobie nie robi z takiej czy owakiej konwencji. Dyjak to Dyjak – mówią przyjaciele; facet, który żył po bandzie, pił po bandzie, aż dotarł do końca drogi. On też tak czuł. W 2008 roku na Wielkanoc przymocował do drzewa linkę holowniczą. Pogotowie stwierdziło zgon. Obudził się po kilku dniach w śpiączce, nic nie pamiętał.

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook