Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Esperanto jest językiem żywym i rozwijającym się. A esperantyści są piękną społecznością, choć ich kraj jest wirtualny

Radio Solidarność

Esperancja jest wszędzie, gdzie są esperantyści. Choć rzeczywiście były zakusy, żeby wykupić kawałek pustyni Gobi i stworzyć tam kraj Esperanto – mówią warszawscy esperantyści z grupy Varsovia Vento.


Gośćmi dzisiejszej audycji Radia „Solidarność” prowadzonej przez red. Pawła Pietkuna są Anna Tomzik i Ireneusz Bobrzak, warszawscy esperantyści z grupy Varsovia Vento.

Esperanto, jedyny sztucznie stworzony język, który przetrwał próbę czasu i znalazł uznanie na całym świecie został stworzony przez dr. Ludwika Zamenhofa, białostocczanina pod koniec XIX wieku.

Pomimo że żadne państwo nie uznaje esperanta za swój język urzędowy, jest on używane przez międzynarodową wspólnotę, której wielkość, według różnych źródeł, szacowana jest na sto tysięcy do dwóch milionów użytkowników – zależnie od poziomu opanowania języka. Jest również jednym z języków urzędowych Unii Europejskiej zaś UNESCO uznaje go za pokoju i braterstwa.

Bywał modny i zapominany, bywał wykorzystywany przez propagandy systemów totalitarnych.

– Lenin powiedział, że Esperanto jest językiem proletariatu. Potem Stalin całą inteligencję esperancką wysłał na tamten świat do Ludwika Zamenhofa, który już wtedy nie żył – mówi Ireneusz Bobrzak. – Potem zwowu przyszedł okres esperanto, bo ówczesne władze przekonały się, że to jest język który może nieść ze sobą jakieś wartości propagandowe. I do dzisiaj radio w Pekinie nadaje w języku Esperanto piękną propagandę.

Dzisiaj esperantyści zapewniają, że tworzą wspaniałą międzynarodową wspólnotę, przede wszystkim wielką grupę przyjaciół. I są przekonani, że język będzie się rozwijał, tak jak rozwijał się do tej pory. Szczególnie, że ma proste i niezmienne reguły, zaś jego nauczenie się zajmuje – w zależności od zdolności językowych – od kilku miesięcy do maksymalnie dwóch lat.

Zapraszamy do wysłuchania audycji!

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook