Agora ma kłopoty. Spółka sprzedała swoje drukarnie, jej akcje spadają a kina z powodu koronawirusa stracą 16 mln złotych

Spółka Agora, wydawca „Gazety Wyborczej” ma kłopoty. Straci na zamknięciu sieci swoich kin. A musi je zamknąć w związku z zagrożeniem koronawirusem – informuje serwis „Wirtualne Media”.

Już po ogłoszeniu decyzji rządu o zamknięciu szkół, wyższych uczelni, teatrów, kin oraz placówek kulturalnych i oświatowych było wiadomo, że będzie źle. Zresztą akcje Agory poszybowały w dół tydzień wcześniej, po ogłoszeniu promocji na bilety w konkurencyjnej sieci kin Cinema City – wówczas o 9,35 proc. Wartość akcji spadała przez kolejne dni – po weekendzie, kiedy warszawska giełda notowała rekordowe spadki Agora spadła o 12,37 proc., a po ogłoszeniu decyzji o zamknięciu wszystkich kin w Polsce wartość akcji spółki znowu spadła – tym razem o 9,6 proc. (wartość WIG obniżyła się o 2,2 proc.). Wówczas spadek kursu akcji Agory wahał się od 16,2 proc. do 7,2 proc.
Helios ma dzisiaj 49 kin z 277 ekranami w całej Polsce.
W dniu giełdowych spadków Agory pojawiły się opinie analityków, którzy szybko wyliczyli, że jeżeli przerwa potrwa tylko przez okres ustalony przez rząd, czyli do 25 marca, Agora straci kilkanaście milionów złotych.
To nie pierwsze kłopoty imperium Adama Michnika. Po tym, jak spółka straciła lukratywne kontrakty reklamowe ze spółek Skarbu Państwa po zmianie rządu, Agora była zmuszona zamknąć swoje drukarnie w Tychach i Pile.
Helios ma obecnie 49 kin z 277 ekranami. W pierwszych trzech kwartałach ub.r. przychody z biletów w kinach Helios wzrosły o 14,5 proc. do 179 mln zł, ze sprzedaży barowej – o 31,2 proc. do 77,3 mln zł, a z reklam – o 13,6 proc. do 22,5 mln zł.
Imperium w odwrocie
W lutym 2019 r Agora za 130,7 mln zł kupiła 40 proc. udziałów Eurozetu (nadawcy Radia ZET) i w ramach umowy kupna zyskała także możliwość przejęcia w ciągu najbliższych dwóch lat pozostałych 60 proc. jego udziałów. Pod warunkiem, że zgodę na to wyrazi Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który prowadzi w tej sprawie analizę rynku i zapowiada wydanie decyzji na połowę bieżącego roku. Zgoda UOKiK nie jest pewna.
Czy słabnące przychody z kin, będących jednym z filarów dochodów Agory, staną się początkiem końca spółki? A może znów kolejną grupę pracowników czekają grupowe zwolnienia, tak jak stało się to po zamknięciu drukarni w Tychach i Pile? Bezspornie obecne kłopoty Agory oznaczają, że imperium „Gazety Wyborczej” zaczyna się chwiać.
W połowie marca ub.r. Agora razem ze swoimi spółkami zależnymi AMS i Helios zaczęła negocjacje z konsorcjum banków dotyczące kredytu o wartości do 500 mln zł  i sprzedała jedną ze swoich nieruchomości w Warszawie.

Źródło: Wirtualne Media
Zdjęcie: Grzegorz Laskowski, licencja CC BY 3.0

Na Syberii liczymy rok za trzy lata, a bardziej na północ rok za pięć lat. Jestem więc ponad stulatkiem…

Latem temperatura sięga u nas +40 stopni Celsjusza. Ale zimą zapraszam wszystkich, którzy chcą doświadczyć ekstremalnych wrażeń – mówi ojciec Tadeusz Szyjka, klaretyn z Krasnojarska

 

– Nigdy nie miałem problemu z dostosowaniem się do życia na Syberii. Ale nie można tego samego powiedzieć o moich współbraciach z Hiszpanii – mówi ojciec Tadeusz Szyjka, klaretyn z Krasnojarska, który opiekuje się katolikami na Syberii, gość dzisiejszej audycji Radia Solidarność prowadzonej przez red. Barbarę Karczewską. – U nas, w Kraju Krasnojarskim, nawiasem mówiąc siedem razy większym od terytorium Polski, niewielu jest autochtonów. W samym Krasnojarsku właściwie większość stanowią Słowianie, więc nasze kultury są zbliżone. To bardzo ułatwia mieszkanie tam.

W błędzie są ci, którzy sądzą, że trudne syberyjskie warunki zniechęcają Polaków do podróży do kraju zsyłek naszych przodków. W ciągu 23 lat posługi kapłańskiej ks. Szyjki odwiedziło go ponad 1000 osób.
– Każdego roku ktoś do mnie przyjeżdża – opowiada. – I serdecznie zapraszam słuchaczy…

A my zapraszamy do wysłuchania audycji!

Prokuratura Krajowa: „Wyborcza” manipuluje i wprowadza w błąd czytelników.Mamy największą od lat efektywność w pracy

W odpowiedzi na poniedziałkową publikację „Gazety Wyborczej” Prokuratura Krajowa ujawnia dane dotyczące liczby przestępstw, m.in. podatkowych. Ich wartość zwiększyła się trzykrotnie od 2015 roku.

Prokuratura Krajowa zabiera głos w sprawie publikacji „Gazety Wyborczej”. – To manipulacja i wprowadzanie w błąd czytelników – informuje. I dalej: – Treść artykułu opiera się na nierzetelnym obrazie pracy prokuratorów.

– Autorka publikacji pomija fakt, że od czasu dokonanej w 2016 roku reformy prokuratury liczba prowadzonych przez nią śledztw gwałtownie wzrosła ze względu na podjęcie spraw, wobec których w poprzednich latach na masową skalę zapadały decyzje o niewszczynaniu i umarzaniu postępowań albo takich, które w ogóle nie były prowadzone – informuje Prokuratura Krajowa. – Dotyczy to zwłaszcza wielowątkowych, a w konsekwencji długotrwałych postępowań dotyczących przestępstw gospodarczych, w tym wyłudzania na miliardową skalę podatku VAT, a także przestępstw związanych z tzw. dziką reprywatyzacją i lichwą. W 2017 roku prokuratorzy prowadzili ponownie prawie 100 tysięcy przedwcześnie zakończonych postępowań i ponad 42 tysiące spraw podjętych z zawieszenia.

Bardzo korzystne dla przestępców było szybkie kończenie spraw dla celów statystycznych, bez pociągnięcia ich do odpowiedzialności karnej. Z ich punktu widzenia, powrót do poprzedniego modelu pracy prokuratury, gdy statystyki były ważniejsze niż wykrycie i ukaranie sprawców, byłby bardzo pożądany.

– Wbrew stawianym przez „Gazetę Wyborczą” tezom wyznacznikiem skuteczności prokuratury jest efektywność w wykrywaniu przestępstw i ich sprawców oraz odzyskiwaniu zagarniętego mienia, a nie wyłącznie statystyka liczby prowadzonych postępowań. Wyznacznikiem tej skuteczności jest też rekordowe poczucie bezpieczeństwa Polaków. Wzrosło od 2015 roku z 66 do aż 90 procent, a więc do najwyższego poziomu w historii badań prowadzonych przez CBOS – pisze prokurator krajowy. – Jednocześnie raptownie wzrosła skuteczność prokuratury w zwalczaniu przestępczości gospodarczej. Wartość wykrytych przestępstw podatkowych zwiększyła się niemal trzykrotnie w stosunku do 2015 roku, a więc sprzed reformy prokuratury. Wzrosła wartość zabezpieczonego mienia w sprawach skierowanych do sądu.

W 2011 roku wartość zabezpieczonego mienia wynosiła zaledwie 159 mln złotych, to w latach 2017-2018 wyniosła prawie 2,5 mld złotych, a w 2019 r. – 3 mld 946 mln złotych.
Od 2016 roku prawie trzykrotnie zwiększyła się liczba oskarżonych w najpoważniejszych sprawach związanych z wyłudzeniami podatku VAT.

– Wzrosła aktywność prokuratury w zakresie ścigania najpoważniejszych przestępstw gospodarczych, w wyniku których wystąpiła wartość uszczuplenia lub narażenie na uszczuplenie podatku VAT o wartości powyżej 1 mln złotych. O ile liczba takich postępowań na koniec roku 2015 wynosiła 352, to na koniec roku 2019 było to już 1187 postępowań. Równocześnie prokuratura zintensyfikowała działania zmierzające do finalizacji prowadzonych postępowań. W 2015 roku skierowano 138 aktów oskarżenia w najpoważniejszych sprawach „vatowskich”, ale w roku 2019 takich aktów skierowano aż 380 – informuje dalej Prokuratura Krajowa. – Pokreślenia wymaga, że sprawy te były niezwykle skomplikowane i wymagały czasochłonnych czynności procesowych ze strony prokuratury. W efekcie tych działań w roku 2019 aż 1294 osób zostało objętych aktami oskarżenia. W roku 2015, a więc przed reformą prokuratury liczba ta wynosiła zaledwie 329. W okresie tym wzrosła również liczba osób, którym przedstawiono lub zmieniono zarzuty. W roku 2015 wynosiła ona 1328, a w roku 2019 – 2138. Łączna kwota uszczupleń lub narażenia na uszczuplenie objęta zarzutami wyniosła w roku 2015 niecałe 7 mld zł, a w roku 2019 już 22,5 mld zł – a więc wzrosła o ponad 300 proc.

Wzrosła również liczba zakończonych przez prokuraturę postępowań – w 2019 roku było ich 1.120 tysięcy spraw, a więc o ponad 286 tysięcy więcej niż w 2015 . Zwiększyła się także liczba kierowanych do sądów aktów oskarżenia – z niespełna 180 tysięcy w 2015 roku do 250 tysięcy w 2019 roku.
Co więcej, w istotny sposób spadła liczba osób uniewinnianych przez sądy: z prawie 14 tysięcy w latach 2014-2015 do niespełna 12 tysięcy w latach 2018-2019, co stanowiło zaledwie 1,9 proc. wszystkich osób osądzonych.
Jednocześnie, w porównaniu z 2015 rokiem wzrasta liczba uwzględnionych przez sądy apelacji wnoszonych przez prokuratorów. Skuteczność apelacji w 2019 osiągnęła efekcie aż 65,4 proc., co oznacza, że sądy wyższej instancji uwzględniają aż dwa na trzy odwołania prokuratury.
Miarą skuteczności zreformowanej prokuratury są też sukcesy związane z wyjaśnianiem głośnych zbrodni sprzed lat. Należy do nich ustalenie i zatrzymanie dwóch prawdopodobnych sprawców śmierci 15-letniej uczennicy z Dolnego Śląska, w której to sprawie został niesłusznie skazany Tomasz Komenda i spędził 18 lat w więzieniu. Efektem działań zreformowanej prokuratury było też ustalenie podejrzanych o zabójstwo w 1992 roku byłego premiera PRL Piotra Jaroszewicza i jego żony, zatrzymanie i postawienie przed sądem podejrzanego o dokonanie w 1999 roku okrutnego mordu na krakowskiej studentce, którą sprawca torturował i obdarł ze skóry, postawienie przed sądem oskarżonych o śmierć w 1998 roku 17-letniej Iwony Cygan spod Tarnowa.
– Ignorowanie przywołanych faktów świadczy nie tylko o złej woli, nierzetelności, ale i manipulacji autorki artykułu w „Gazecie Wyborczej” – dodają prokuratorzy.

 

Wojciech Biedroń: „Wyborcza” manipuluje. Razem z gangsterami atakuje rodzinę ministra sprawiedliwości

Dziennikarz portalu Wpolityce.pl ujawnia manipulacje Gazety Wyborczej w tekście o rodzinie ministra sprawiedliwości. – Mamy dowody, że Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej” ukrywa prawdę – mówi.

Kilka dni temu „Gazeta Wyborcza” zaatakowała ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę oraz jego żonę Patrycję Kotecką. To nie pierwszy przestępczy atak przeprowadzony ze wsparciem „Wyborczej”. W tle stoi poszukiwany międzynarodowym listem gończym były mokotowski gangster Piotr Kapuściński ps. Broda, który po raz kolejny twierdzi, że Patrycja Kotecka jest człowiekiem mafii mającym wpływ – poprzez męża – na działania Ministerstwa Sprawiedliwości.
Sęk w tym, że zeznania Brody są nieprawdziwe a „Wyborcza” ich nie weryfikowała.

– Mamy niezbite dowody, że Czuchnowski ukrywa prawdę lub nie zweryfikował swojego materiału i sam manipuluje w swoich tłumaczeniach o genezie powstania artykułu. Dotarliśmy do informacji, z których jasno wynika, że „Broda” wielokrotnie składał fałszywe zeznania, by następnie się z nich wycofywać. Tak właśnie kłamał dzisiejszy autorytet Wojciecha Czuchnowskiego oraz „Gazety Wyborczej” w sprawie Marka Papały. Czuchnowski przekonywał dziś, że „Broda” nie wskazywał Niny Drzewieckiej jako zleceniodawczyni zabójstwa gen. Papały. To kłamstwo. Próbował ją fałszywie wrobić kilkukrotnie. Zawsze kłamiąc – pisze w swoim artykule Wojciech Biedroń.

Czy ataki „Wyborczej” na rodzinę Ministra Sprawiedliwości mają związek z prowadzoną przez niego reformą sądów, czy może chodzi o inne sprawy, bliższe mafii?
– Piotr K., ps. „Broda”, to dziś ważne „źródło informacji” dla Wojciecha Czuchnowskiego mimo, że przez lata większość jego bredni zweryfikowano – pisze Wojciech Biedroń. – Do informacji, które prezentujemy powyżej doświadczony dziennikarz śledczy (za jakiego uważa się Wojciech Czuchnowski) może dotrzeć w zaledwie kilkadziesiąt godzin. Wiele informacji pojawiało się już w mediach. W styczniu tego roku tygodnik „Sieci” opisywał inne kompromitujące kłamstwa „Brody”. Dlaczego Wojciech Czuchnowski nie wykorzystał swoich kontaktów, by potwierdzić, że Piotr K., to zwykły kłamca? Co robił z aktami, które podobno posiada od 5 lat? Dlaczego kłamie, że „Broda” nie zeznawał w sprawie zabójstwa Papały, oskarżając o to Ninę Drzewiecką? Przecież ten bandzior robił to przynajmniej pięciokrotnie. A może te wszystkie informacje znane były Wojciechowi Czuchnowskiemu? Możliwe, że było z tym tak jak z rzekomym pożarem „na zlecenie” Patrycji Koteckiej. Pożarem, do którego nigdy nie doszło, bo zlecenia takiego nigdy nie było.

https://wpolityce.pl/polityka/488930-ujawniamy-tak-czuchnowski-manipuluje-w-sprawie-koteckiej

Sprawa Zbigniewa S. Zatrzymano jego żonę i syna. Chodzi o milion złotych i pranie brudnych pieniędzy

Iwona S. i Przemysław S., żona i syn właściciela Fundacji im. Zbigniewa S., zostali zatrzymani w związku ze śledztwem w sprawie przywłaszczenia prawie miliona złotych na szkodę fundacji.

Usłyszeli zarzuty prania brudnych pieniędzy wspólnie i w porozumieniu ze Zbigniewem S. i uczynienia z tego procederu stałego źródła dochodów.

Zbigniew S. posługując się mediami społecznościowymi opisywał prawdziwe historie osób, które znalazły się w dramatycznych sytuacjach życiowych i potrzebowały wsparcia z uwagi na skrajnie zły stan zdrowia lub ciężkie warunki bytowe. Deklarując chęć pomocy potrzebującym, organizował na ich rzecz zbiórki pieniędzy. W odpowiedzi na apele Zbigniewa S. wielu darczyńców przekazywało pieniądze na konto fundacji stworzonej przez Zbigniewa S. w przekonaniu, że środki te zostaną wykorzystane zgodnie z zapowiedziami podejrzanego. W rzeczywistości do potrzebujących trafiała  tylko znikoma cześć  zebranych kwot.

Z ustaleń śledztwa wynika, że kwoty przekazywane przez darczyńców na rzecz Fundacji przelewano na konto spółki Iwony S., do którego miał dostęp jej mąż Zbigniew S. Stamtąd transferował pieniądze na bankowe rachunki kontrolowanych przez siebie podmiotów gospodarczych, a także na prywatne konto syna, Przemysława S.

Działania miały na celu ukrycie przestępczego pochodzenia pieniędzy, z których Zbigniew S.  jego rodzina uczynili źródło swojego utrzymania. Jak ustalono w śledztwie, bezrobotna Iwona S., z zawodu kaletnik, która w przeszłości nigdy na stałe nie pracowała, jest właścicielką dwóch samochodów osobowych, w tym mercedesa o wartości prawie 100 tysięcy złotych, a także nieruchomości o wartości blisko ćwierć miliona złotych.

Przemysław S., także bezrobotny, z zawodu technik pojazdów mechanicznych, jest właścicielem auta marki BMW.

Mienie Iwony S. zostało objęte postanowieniami o zabezpieczeniu majątkowym – na poczet grzywny i przepadku korzyści uzyskanych z przestępstwa. Prokuratura ustala jednocześnie okoliczności, w jakich Zbigniew S. i Iwona S. wyzbyli się nieruchomości o wartości około 3 mln zł, których jeszcze w ostatnim okresie byli właścicielami.

Czyny, o które są podejrzani Iwona S. i Przemysław S., są zagrożone karą do 15 lat pozbawienia wolności. Śledztwo w sprawie przywłaszczenia wysokich kwot na szkodę Fundacji im. Zbigniewa S. ma charakter rozwojowy i jest kontynuowane.

Zbigniew S. jest znany organom ścigania od ponad 20 lat. Przeciwko niemu toczyły się postępowania dotyczące m.in. przestępstw gospodarczych, uczestnictwa w grupie przestępczej, fałszowania dokumentów, rozboju, oszustwa, kradzieży z włamaniem, posługiwania się cudzym dokumentem, składania fałszywych zeznań, utrudniania zaspokojenia wierzyciela i znieważania (w tym Prezydenta RP). Orzekające w sprawach Zbigniewa S. sądy skazały go na kary w sumie kilkuletniego pozbawienia wolności.

Małe ojczyzny w Polsce wyludniają się. Polska potrzebuje polityki zrównoważonego rozwoju

Choć mniejsze miasta pustoszeją jedna grupa zawodowa czuje się w nich doskonale. To sędziowie, którzy właśnie w takich miastach mają niczym nieograniczoną władzę, czują ją i zazdrośnie jej pilnują.

– W małych ojczyznach doskonale widać patologie wymiaru sprawiedliwości. Spójrzmy na proces byłego prezydenta Olsztyna, Czesława Małkowskiego, który był oskarżony o rzecz poważną, bo o gwałt. Proces toczył się 12 lat, raz były prezydent Olsztyna był uznawany winnym, innym razem uniewinniano go – mówi Jerzy Szmit, gość audycji Radia Solidarność prowadzonej przez red. Pawła Pietkuna, prezes PiS na Warmii i Mazurach, były senator, były poseł, marszałek regionu i wiceprezydent Olsztyna. – Przypomnę, że chodziło o sprawę obyczajową, która odbyła się między dwojgiem ludzi, bez świadków. Sąd miał rozstrzygnąć słowo przeciwko słowu, bo to był taki właśnie casus. Tymczasem sądy powołały łącznie kilkuset świadków, biegłych, przeglądano dokumenty, skazywano i uniewinniano oskarżonego na zmianę. To wszystko trwało 12 lat a zapłacili za to polscy podatnicy.
Jednak największym problemem małych ojczyzn w Polsce jest ich powolne umieranie.
– One się wyludniają – opowiada Jerzy Szmit. – Tak działa siła pieniądza, siła możliwości, miraż sukcesu, kariery, rozwoju. Większość nawet średniej wielkości miast nie jest w stanie poradzić sobie z tym trendem. Dlatego potrzebujemy w Polsce polityki zrównoważonego rozwoju… trzeba wspierać miejsca, które nie mają takich szans rozwojowych, jak największe ośrodki.
W audycji Radia Solidarność rozmawialiśmy również o tym, jak obywatele niemieccy przejmują czasem niemałe połacie ziemi na Warmii i Mazurach. Przejmują dzięki… decyzjom sędziów, którym obcy jest interes społeczny i narodowy.

Zapraszamy do wysłuchania audycji!

Bez odpowiedniego finansowania nie jesteśmy w stanie sprostać wymogom współczesnej terapii – mówią eksperci

Choć w Polsce wciąż odbiegamy, nawet do 15 proc., pod względem wyleczalności chorób nowotworowych od niedawna sytuacja zmienia się na lepsze, przynajmniej w obszarze trafności diagnoz lekarskich.

W sukurs chorym oraz polskiej służbie zdrowia przyszedł świat wielkich finansów – a dokładnie rzecz biorąc firmy ubezpieczeniowe, które oferują ubezpieczenie… diagnozy lekarskiej, czyli eksperckiej opinii medycznej

– Trafna diagnoza lekarska to przepustka do zdrowia. Od niej zależy skuteczność leczenia i jego długość. To podstawa właściwej terapii. Produkt zapewnia klientowi dostęp do wiedzy i doświadczenia najlepszych specjalistów na świecie, pokrywa koszty postawienia diagnozy oraz procesu jej organizacji. Polisa ubezpieczenia eksperckiej opinii medycznej to odpowiedź na potrzeby pacjentów, którzy w odniesieniu do swojej choroby potrzebują poczucia pewności podejmowanych decyzji oraz określenia optymalnej ścieżki leczenia – mówi Agnieszka Młynarska, menedżer ds. rozwoju ubezpieczeń detalicznych jednej z firm ubezpieczeniowych, gość dzisiejszej audycji Radia Solidarność prowadzonej przez red. Barbarę Karczewską.
MediPass zapewnia dostęp do światowych specjalistów z takich dziedzin jak kardiologia, kardiochirurgia, neurologia, neurochirurgia oraz onkologia i ortopedia. W ramach polisy ubezpieczony otrzymuje: analizę dolegliwości i stosowną diagnozę, rekomendowany plan leczenia oraz, na życzenie, wykaz placówek medycznych na świecie, w których odpłatnie możliwa jest realizacja zalecanego planu leczenia.

Zapraszamy do wysłuchania audycji!

Pierwszy akt oskarżenia w sprawie gdańskiej lichwy mieszkaniowej trafia do sądu – informuje Ministerstwo Sprawiedliwości

Do sądu trafia akt oskarżenia wobec siedmiu osób w tym kierujących grupą przestępczą i trzech notariuszy, w gdańskim śledztwie w sprawie tzw. lichwy mieszkaniowej – informuje minister Zbigniew Ziobro.

– Intensywne śledztwo, które jest prowadzone w Prokuraturze Regionalnej w Gdańsku przeszło do kolejnej fazy – powiedział Zbigniew Ziobro w czasie specjalnej konferencji prasowej w siedzibie Prokuratury Krajowej, informując o skierowaniu aktu oskarżenia.
Jak dodał, oskarżeni notariusze współuczestniczyli w przedsięwzięciu przestępczym i poprzez swoje działanie umożliwili gangsterom przejmowanie majątków ludzi często bezradnych, chorych, starszych, którzy nie zdawali sobie sprawy z tego, że podejmując określone zobowiązania w ramach skomplikowanych zapisów prawnych – zwykle niejasnych i niezrozumiałych – tak naprawdę decydują się na oddanie przestępcom całego swojego majątku, swoich mieszkań.
– Przestępcy działali w sposób niezwykle zuchwały i butny, z definicji zawsze zaniżali wartość nieruchomości o 50 proc. w stosunku do jej rzeczywistej wartości, a kwoty pożyczek zawsze były zaniżone w stosunku do tej wyeksponowanej na umowie u notariusza, zaś obok umowy pożyczki była podpisywana de facto ukryta umowa przeniesienia własności – informuje prokurator generalny.
Działania sprawców obejmowały całą Polskę, a w tej chwili mamy kilkuset pokrzywdzonych.
– Ten akt oskarżenia obejmuje pierwszą udokumentowaną fazę działalności tej grupy przestępczej – dodaje Zbigniew Ziobro.

 

 

źródło: TVPInfo, Ministerstwo Sprawiedliwości

Sąd Apelacyjny: Portal Wyborcza.pl musi sprostować nieprawdziwe informacje o tzw. rejestrze pedofilów

Wyborcza.pl musi zamieścić sprostowanie nieprawdziwych informacji o rejestrze pedofilów. Wczoraj (16 stycznia) przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie zakończył się proces wytoczony portalowi GW.

Sąd Apelacyjny oddalił apelację w sprawie o nakazanie publikacji sprostowania. W związku z tym Redaktor Naczelny wyborczej.pl jest zobowiązany do opublikowania na tym portalu, w terminie 3 dni roboczych (tj. do 21 stycznia 2020 roku), sprostowania o następującej treści:

SPROSTOWANIE. Nieprawdziwa jest informacja podana w dniu 7 września 2018 r. w artykule „Księża wyjęci z rejestru pedofilów. Dlaczego?”, że księży nie ujawniono w rejestrze. Nie mam żadnego wpływu na publikowane w nim dane, zaś wpis w rejestrze uzależniony jest od rodzaju popełnionego przestępstwa, a wykonywany zawód, czy przynależność do grupy społecznej nie mają żadnego znaczenia. Zbigniew Ziobro.

Sprostowanie ma związek z zawierającą nieprawdziwe informacje publikacją z 7 września 2018 r., zamieszczoną na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” oraz na portalu Wyborcza.pl. Publikacje zarzucały Ministerstwu Sprawiedliwości, że rejestr pedofilów chroni księży skazanych za pedofilię.

Artykuł zawierał kłamstwa i insynuacje, że księża są „wyjęci z rejestru pedofilów”. W rzeczywistości zamieszczenie w rejestrze, zarówno w części jawnej, jak i niejawnej, zależy tylko i wyłącznie od kwalifikacji czynu dokonanej przez sąd i zawartej w wyroku. Nieprawdą jest, że rejestr stworzono w taki sposób, by nie trafiali tam księża pedofile. Rejestr funkcjonuje w sposób automatyczny – trafiają tam skazani na podstawie wyroków sądów, konkretnych artykułów i paragrafów Kodeksu karnego, zgodnie ze ściśle określonymi przepisami ustawy z 13 maja 2016 r. o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym, na mocy której wprowadzony został Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Nie miała i nie ma tu żadnego znaczenia profesja skazanego czy przynależność do jakiejś grupy społecznej.

Są miejsca w Polsce, w których dzieci za darmo mogą nauczyć się kodowania. Przy okazji zawierać przyjaźnie na całe życie

Nasze dzieci będą pracować w zawodach, które dzisiaj jeszcze nie istnieją – mówi w audycji Radia Solidarność Joanna Pawlak z Fundacji CoderDojo, gość audycji Radia Solidarność.

W Polsce powstaje coraz więcej Klubów Dojo, których pierwowzorem była irlandzka inicjatywa CoderDojo.
– To miejsca, które w których dzieci mogą uczyć się na naprawdę fajnych zajęciach programistycznych i zawierać przyjaźnie – opowiada Joanna Pawlak, prezes działającej również w Polsce fundacji CoderDojo, gość dzisiejszej audycji Radia Solidarność prowadzonej przez red. Barbarę Karczewską. – Nasze kluby to miejsca rozwoju talentów technologicznych dla dzieci i nastolatków. Zajęcia odbywają się z dala od szkoły, często w salach udostępnianych przez firmy IT. Udział w zajęciach jest bezpłatny, a do społeczności może dołączyć każdy, kto chce zostać uczniem lub mentorem CoderDojo.

Radio Solidarność

Fundacja CoderDojo Polska jest autonomiczną częścią globalnej Fundacji CoderDojo Global. Ma na celu wspierać nowe i istniejące placówki CoderDojo na terenie Polski poprzez wymianę doświadczeń, dostarczanie zasobów i narzędzi potrzebnych do realizacji wizji CoderDojo.
Najmłodsze dzieci, które mogą się znaleźć w takim klubie są w wieku szkolnym. Ale są też Dojo gdzie młodsi ninja (tak określa się tam adeptów sztuki komputerowej) przychodzą jako rodzeństwo tych trochę starszych.
– Pomagamy odkrywać nowe języki, programy i aplikacje. Nie szkolimy z korzystania z nich. Ale zadajemy pytania, które pozwolą uczyć się samodzielnie. A potem uczyć innych – mówi Joanna Pawlak.

Zapraszamy do wysłuchania audycji!