Chwesiuk: Jest to praca dla kogoś, kto lubi tworzyć

Gościem „Lata w Ustce” była Barbara Chwesiuk – właścicielka firmy odzieżowej Bialcon i pałacu w Cieleśnicy. Opowiedziała nam o podstawach jej działania oraz swoich planach i marzeniach.

Gość „Lata w Ustce”, Barbara Chwesiuk opowiedziała nam o procesie kreacyjnym w swoim autorskim projekcie – firmie odzieżowej Bialcon, którą prowadzi razem ze swoim synem. Marka ta cyklicznie opracowuje nowe kolekcje ubrań, poszukując stale nowych rozwiązań.

Co kilka miesięcy pojawia się nowa kolekcja, więc z działem projektowym pracujemy nieustannie nad kolekcją bieżącą i przyszłą, mamy więc co robić – jest to praca dla kogoś, kto lubi tworzyć.

Ciekawym rozwiązaniem stosowanym przez markę jest umieszczanie na ubraniach obrazów, których autorką jest sama Barbara Chwesiuk, człowiek o wielu artystycznych obliczach.

Nie posiadam wykształcenia artystycznego, ale jest to takie moje hobby. Tworzę grafikę komputerową i troszkę maluję – wykorzystuję te grafiki i one się podobają, bo bardzo się od siebie różnią, na co pozwala nam technologia nadruku cyfrowego. Te tkaniny różnią się bardzo od tego, co oferują nam fabryki.

Spytaliśmy naszego gościa także o plany i marzenia związane z rozwojem firmy w przyszłości.

Po 2000 roku zmieniają się dekady, do których nawiązujemy stylistycznie, a ostatnie lata to jest w ogóle kilka dekad jednocześnie. Moim marzeniem jest, żeby wydarzyło się coś bardzo rewolucyjnego. Sama nie czuję się na tyle kreatywna, aby wymyślić coś rewolucyjnego, ale myślę, że to by było fajne.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

PK

Francja: Trwają protesty przeciwko wprowadzeniu paszportów covidowych

Większość społeczeństwa nie pozostała obojętna na wystąpienie publiczne Emmanuela Macrona, w którym ujawnił on plan wprowadzenia tzw. paszportów covidowych.

Plan prezydenta Francji Emmanuela Macrona na dalszą walkę z pandemią wydaje się być co najmniej kontrowersyjny. Perspektywa posiadania obowiązkowego dowodu zaszczepienia lub przejścia choroby. aby móc uczestniczyć w życiu społecznym w znany do tej pory sposób, jest w oczach wielu Francuzów perspektywą bardzo niepokojącą. Nic więc dziwnego, że społeczeństwo nie pozostało na ten fakt obojętne – znaczna jego część, m.in. ugrupowania znane jako „Żółte kamizelki” postanowiła na ulicach wyrazić swój sprzeciw, o czym donosi m.in. anglojęzyczny portal traktujący o Francji, „The Local”:

Niektóre z protestów rozpoczęły się w środowy poranek w Paryżu, w trakcie trwania corocznej parady mającej upamiętnić zdobycie Bastylii, która odbyła się na Polach Elizejskich. Policja użyła gazu łzawiącego do rozprawienia się z częścią protestujących.

Wspomniana data może dodawać całej inicjatywie nieco więcej symboliki, gdyż wielu obywateli w wypowiedzianych niedawno przez Macrona słowach upatruje się zapowiedzi postępującego zniewolenia i segregacji obywateli na nadrzędnych i podrzędnych. O szczegółach demonstracji na francuskich ulicach mówi również brytyjski „The Guardian”.

W Paryżu protestowało około 2250 osób, podczas gdy inne demonstracje odbywały się też w Tuluzie. Bordeaux, Montpelier, Nantes oraz w innych miastach. Władze francuskie doliczyły się ogólnej liczby około 19 tysięcy osób.

Wśród protestujących dominowały takie hasła, jak „Koniec z dyktaturą”, czy „Koniec z paszportami zdrowotnymi”. Swoimi spostrzeżeniami podzielił się z „Guardianem” jeden z protestujących – 29-letni notariusz Yann Fontaine. Zwrócił on uwagę na wymowę planów prezydenta, których od – rozumianej w podstawowy sposób – segregacji nie odróżnia już właściwie nic.

Macron gra strachem, to oburzające. Znam ludzi, którzy pójdą teraz się zaszczepić tylko i wyłącznie ze względu na to, aby móc dalej chodzić ze swoimi dziećmi do kina, a nie po to, by chronić kogokolwiek przed Covid-19.

Jest też jednak druga strona medalu – w przypadku części populacji, jak się okazało całkiem sporej, metoda prezydenta zadziałała i doszło do zwiększonej aktywności w kwestii zapisów na szczepienia. Statystyki mówią nawet o 1,3 miliona Francuzów, którzy do tej pory z różnych powodów byli w tym kierunku sceptyczni, o czym donosi „Euractiv”.

Pomimo fali protestów oraz apelów na social media, obwieszczenie z poniedziałkowego wieczoru zdaje się działać. Około 1,3 miliona obywateli od tamtego czasu zapisało się na szczepienie przeciwko Covid-19.

Czyżby więc obojętność i konformizm miały w tym moralnym pojedynku przeważyć? Na podawanie konkretnej odpowiedzi jest stanowczo za wcześnie, natomiast prognozy wydają się nie być dla grupy sceptyków i krytyków planów Macrona optymistyczne.

PK

 

Piłkarz Chelsea niespodziewania zmienia reprezentację w reakcji na rasistowski incydent po finale EURO 2020

Skrzydłowy Chelsea Londyn Callum Hudson-Odoi postanowił zmienić barwy narodowe – najprawdopodobniej od listopada 2022 będzie reprezentować kraj swojego pochodzenia, czyli Ghanę.

Po przegranym dla reprezentacji Anglii finale EURO 2020 doszło do incydentu o zabarwieniu rasistowskim – część kibiców miała obrażać trzech czarnoskórych reprezantantów „Synów Albionu”, którzy nie wykorzystali swojej szansy w konkursie „jedenastek” – Marcusa Rashforda, Jadona Sancho i Bukayo Sakę. Zachowanie sfrustrowanych kibiców wywołało szereg reakcji nie tylko w środowisku piłkarskim. Na temat wypowiedział się m.in. publicysta z „The Times”, Sathnam Sanghera.

Ostatecznie Anglia wciąż mierzy się z kolejnymi skandalami na tle rasistowskim, a ostatnia sytuacja w środowisku futbolowym jest tego przykładem. Wciąż nie rozumiemy i nie akceptujemy, że mamy wielokulturowe społeczeństwo, które z kolei wzięło się z dawnego wielokulturowego imperium. To są obywatele jak wszyscy inni.
Poruszonych całym zajściem było również spore grono piłkarzy – reakcje niektórych z nich nie ograniczyły się do komentarzy w mediach społecznościowych. Jedną z takich osób jest 20-letni napastnik londyńskiej Chelsea, Callum Hudson-Odoi. Postanowił on rozważyć zmianę kraju, który reprezentuje – z Anglii na kraj swojego pochodzenia, czyli afrykańską Ghanę. Początkowo niektórzy, jak np. dziennikarz „The Athletic” Simon Johnson” nie wierzyli, że młody zawodnik mówi poważnie.

Ostatnio dużo mówiło się o możliwości zmiany barw narodowych przez Calluma Hudsona-Odoi z Chelsea, z Anglii na Ghanę. Tak czy inaczej, nie ma on takiej możliwości i to się nie stanie. Szczerze mówiąc, czemu miałby? Ma tylko 20 lat i jeszcze wiele czasu na rozwinięcie piłkarskiego potencjału, a co za tym idzie – zaliczenia więcej, niż 3 występów w angielskich barwach.
Powody sportowe były jednak od samego początku na dalszym planie – główną motywacją piłkarza był sprzeciw w kierunku rasizmu, jak widać wciąż obecnego w jakiejś formie na angielskich stadionach. Silnie kwestionowana była strona prawna całego ruchu – przecież Hudson-Odoi zagrał już w dorosłej kadrze Anglików 3 razy. Okazało się, że istnieje możliwość obejścia przepisu mówiącego o zakazie zmiany reprezentacji w takim przypadku – wystarczy, że zawodnik nie zagra w więcej niż 3 meczach, nie wystąpi na dużym turnieju oraz nie przekroczy wieku 21 lat w trakcie każdego z zaliczonych do tej pory występów. Napastnik Chelsea zdaje się wszystkie z tych warunków spełniać. Cały proceder zdawał się wspierać rząd Ghany – nic w tym dziwnego, 20-latek wniósłby bowiem wiele jakości piłkarskiej do drużyny „Czarnych Gwiazd”.

PK

Francja: Od sierpnia uczestnictwo w życiu społecznym zależne od posiadania certyfikatu szczepienia lub negatywnego testu

Wszystko wskazuje na to, że od drugiej połowy okresu wakacyjnego swobody obywatelskie Francuzów zostaną ograniczone. Jest to spowodowane znaczącym spadkiem liczby osób chętnych na szczepienia.

Podczas swojego wystąpienia w telewizji publicznej, które odbyło się 2 dni temu, prezydent Francji Emmanuel Macron ogłosił, że od sierpnia bieżącego roku dojdzie do istotnych zmian w kwestii wymagań i restrykcji pandemicznych. Od tej pory każdemu obywatelowi, który praktykuje mniejsze lub większe aktywności socjalne, będzie potrzebny certyfikat zaświadczający o przyjęciu szczepionki przeciwko Covid-19. Jak pisze „New York Times”:

Prezydent Francji Emmanuel Macron ogłosił nowe wymagania ws. szczepień przeciwko Covid-19, na które składa się obowiązkowe szczepienie dla pracowników służby zdrowia oraz zaświadczenie o ozdrowieniu, odbytym niedawno teście, lub też o przyjęciu szczepionki – konieczne, aby wejść do restauracji lub placówek kulturalnych.

Ma być to reakcja na doniesienia o rozprzestrzeniającym się wariancie wirusa o nazwie delta oraz na niski – i do niedawna wciąż spadający – odsetek chętnych na przyjęcie szczepionki przeciw Covid-19. Dotyczy to zwłaszcza części średniego i większości młodego pokolenia Francuzów. Dochodzi zatem do postępującego nakładania na ten element społeczeństwa presji – mało kto bowiem nie odczuje tak istotnego skomplikowania takich elementów życia codziennego, jak choćby wejście do kawiarni, baru, centrum handlowego, pociągu, samolotu, czy innych środków transportu. Sytuacja niepokoi wielu obserwatorów życia społecznego i rodzi wiele pytań o podstawy etyczne tego typu rozporządzeń, nawet jeśli mają one służyć wyższemu celowi, jakim jest walka z pandemią. Na temat wypowiedział sie na Twitterze m.in. Andrew Stroehlein z Human Rights Watch.

Musimy oczywiście poświęcić się zwalczaniu pandemii, co oznacza konieczność podjęcia się odpowiednich działań. Niektóre z nich jednak poszły za daleko.

Jak się okazało, nie jest to jedyna metoda „zachęcenia” pozostałej części społeczeństwa do zaszczepienia się przeciwko Covid-19. Jak donosi brytyjski „The Guardian”, już niedługo testy na obecność wirusa w organizmie mają stać się płatne.

Od jesieni testy na Covid-19 – które do tej pory były całkowicie darmowe – staną się płatne, z wyjątkiem tych na receptę. „Ma to zachęcić do zaszczepienia się, zamiast wykonywania dużej ilości testów” – powiedział Macron

„The Guardian” rozwija temat, nakreślając aktualną sytuację walki z pandemią we Francji, rozwijając również wątek praktykowanej przez Macrona „zachęty”.

Francja zaszczepiła 40% swoich obywateli, a szczepionki są szeroko dostępne dla wszystkich powyżej 12 roku życia. Macron wielokrotnie wspominał o powszechnej dostępności szczepionek i zachęcał Francuzów do spełnienia „obywatelskiego obowiązku” w postaci ich przyjęcia, które już wkrótce stanie się synonimem większej wolności. Inaczej sytuacja będzie wyglądać z perspektywy osób niezaszczepionych – „Wolimy nakładać restrykcje na niezaszczepionych, niż na wszystkich”

Reakcje społeczeństwa są oczywiście podzielone – z jednej strony w ciągu doby od wspomnianego wystąpienia Macrona na szczepienia (wg. danych „Guardiana”) zapisało się około 1,8 mln Francuzów, z drugiej natomiast ponowione zostały protesty tzw. „Żółtych kamizelek”, skierowane przeciwko obostrzeniom, zwłaszcza tym, które mają dzielić obywateli. W świete kontrowersyjnego charakteru najnowszych rozporządzeń Macrona obydwie reakcje wydają się być zrozumiałe.

Atmosfera wokół nowych metod walki z pandemią robi się więc coraz bardziej gęsta. Czy śladami Francji pójdą inne kraje Europy Zachodniej? A może z biegiem czasu proceder ten dotrze i do naszego kraju? Na odpowiedzi na te pytania przyjdzie nam najprawdopodobniej poczekać do jesieni, na którą potencjalnych scenariuszy zdaje się nie brakować.

PK

Branża fitness chce wyrównać rachunki

Przedstawiciele branży fitness postanowili upomnieć się o swoje i powetować straty z obydwu lockdownów – ich zbiorowy pozew, podpisany przez zarządców ponad 150 placówek trafił dziś do sądu.

Nie od dziś wiadomo, że jednym z sektorów gospodarki, które na minionych blokadach ucierpiały najbardziej, jest branża fitness. Straty przedsiębiorców, którzy ulokowali tam swój kapitał liczyć można w milionach złotych. Spora część z nich zdecydowała się powiedzieć pas i podpisać się pod pozwem skierowanym przeciwko Skarbowi Państwa – w tym momencie mówi się o kilkudziesięciu przedsiębiorcach pod zarządem których znajduje się ponad 150 placówek. Niewykluczone, że nie jest to ostateczna liczba sygnatariuszy gdyż część z nich zapowiedziała przyłączenie się gdy postępowanie zostanie oficjalnie otwarte.

Przychylność tłumu

Akcja cieszy się sporą popularnością wśród obywateli, gdyż spora część z nich – aktywnych fizycznie – pamięta doskonale okres, gdy wszystkie siłownie, baseny, czy kluby fitness były zamknięte na cztery spusty i próżno było szukać domowych alternatyw dla niektórych aktywności. Było to bardzo bolesne zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym, gdy z oczywistych względów pogoda nie pozwalała na przeniesienie części ćwiczeń w plenerowe warunki. Sprzyjało to narastającej frustracji dotychczasowych stałych bywalców obiektów fitness, którzy stracili znaczącą część środków koniecznych do utrzymania treningowego reżimu.

Niekonstytucyjność restrykcji rządowych

Zdaniem przewodniczących inicjatywie przedsiębiorców lockdown w takiej formie, jakiej doświadczyliśmy wszyscy w roku bieżącym i w zeszłym, stanowi działanie sprzeczne z obowiązującymi regulacjami prawnymi. Według prawników reprezentujących sygnatariuszy pozwu doszło do naruszenia regulacji prawnych z 18 kwietnia 2002 roku – w tym wypadku brak stopniowego wprowadzania ograniczeń oraz brak wystarczającej tożsamości między epidemią a klęską żywiołową –  oraz 5 grudnia 2008 roku (art. 46 ust. 4). Pierwsza z nich dotyczy stanu klęski żywiołowej, druga określa natomiast możliwe metody przeciwdziałania chorobom zakaźnym i ich potencjalnej eliminacji – prawnicy dopatrzyli się niekonsekwencji i braku podstaw dla wprowadzonych ograniczeń.

Czy istnieją szanse powodzenia?

Proces toczyć się będzie w Sądzie Okręgowym w Warszawie a bezpośrednimi jego adresatami są minister zdrowia Adam Niedzielski oraz Rada Ministrów. Mimo iż chwilę obecną przedsięwzięcie opisywane jest jako inicjatywa kolektywna, przedsiębiorcy w miarę postępu procesu będą zmuszeni do indywidualnej walki o należne im odszkodowania. Cały proceder wydaje się nie balansować na krawędzi niemożliwego, optymistyczny akcent stanowi zwiększająca się ilość podobnych spraw, których pokaźna część zakończyła się zwycięstwem strony pozywającej.

PK