Prof. Zdzisław Krasnodębski: Kuluarowe zapowiedzi odebrania Polsce funduszy unijnych nie mają podstaw traktatowych

Traktaty unijne nie przewidują wprawdzie prawnych możliwości nacisku na Polskę, aby przyjęła imigrantów, UE może je jednak różnie interpretować, zmienić budżet albo zasady podziału Funduszu Spójności.

W piątkowym Poranku Wnet (2 czerwca) nadawanym z cukierni na rogu Zielnej i Próżnej Krzysztof Skowroński i Jan Pospieszalski rozmawiali z profesorem Zbigniewem Krasnodębskim, europosłem PiS. Tematem rozmowy były pojawiające się na forum Unii Europejskiej postulaty zacieśnienia integracji w ramach strefy euro.

Zdzisław Krasnodębski zwrócił uwagę, że to, czy te postulaty zostaną wdrożone, zależy od procesów społeczno-gospodarczych. Kryzys w strefie euro nie został zażegnany. Postęp integracji wcale nie musi być rozwiązaniem, gdyż nadal w strefie będą tak odmienne kraje, jak Niemcy i Grecja.

Jeśli chodzi o kuluarowe zapowiedzi odebrania Polsce funduszy unijnych z powodu odmowy uczestniczenia w procesie relokacji uchodźców, to owszem, jest tak, jak mówi polska dyplomacja, nie ma do tego bezpośredniej podstawy traktatowej. Jest jednak wiele głosów w UE, głównie w mediach, że jest to możliwe i powinno zostać wykonane.

Profesor Krasnodębski uważa, że nie można odnośnie do tych pomysłów być zupełnie spokojnym, gdyż po pierwsze traktaty mogą być różnie interpretowane. Po drugie wyjście Wielkiej Brytanii z UE i związana z tym zmiana zasad funkcjonowania UE będzie okazją do podnoszenia różnych propozycji zmian, np. na zasadzie, że „ktoś musi za to zapłacić”. Po trzecie można zmienić budżet i zasady działania Funduszu Spójności bez zmiany traktatów. Może więc dojść do tego, że zasady, na jakich weszliśmy do UE, tj. że otwieramy nasz rynek dla podmiotów z UE, ale w zamian za różnego rodzaju wsparcie, głównie na budowę infrastruktury, jednak ulegną zmianie.

Gość „Poranka Wnet” mówił też o dość paradoksalnym nastawieniu polskiego społeczeństwa. Z jednej strony zdecydowana większość Polaków nie godzi się na przyjmowanie imigracji islamskiej, a z drugiej – Polacy w równie wysokim stopniu pozytywnie odnoszą się do obecności Polski w UE. Wyraźnie pokazują to badania opinii.

Zdzisław Krasnodębski powiedział też, że Polska miałaby dużo lepszą pozycję negocjacyjną w tych wszystkich sprawach, o których mówimy, gdyby polskie społeczeństwo i polityków stać byłoby na jasne powiedzenie, że nie chcą obecności Polski w UE na każdych warunkach i gdyby opozycja nie biegała wciąż do UE ze skargami, że w Polsce łamane są zasady demokracji, praworządności itp. Przez to Polsce jest dużo trudniej dyskutować z częstymi w UE głosami, że Polska tyle wzięła od Unii, a teraz jest niewdzięczna oraz że państwa Grupy Wyszehradzkiej zaczynają oddzielać się od UE.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

JS

Jan Żaryn: Zaproszenie imigrantów przez Angelę Merkel miało doprowadzić do destabilizacji kultury europejskiej (VIDEO)

O tym, a także o sprawach polskich – jak brak prawdziwej reprywatyzacji wpłynął na polskie życie publiczne i z czym będzie musiała zmierzyć się komisja weryfikacyjna – rozmawialiśmy w Poranku Wnet.

W poniedziałek (29 maja) Aleksander Wierzejski gościł w Radiu Wnet senatora PiS, profesora Jana Żaryna. Tematem rozmowy była reprywatyzacja, reforma wymiaru sprawiedliwości, problem Europy z imigrantami islamskimi oraz sytuacja geopolityczna po szczycie NATO i spotkaniu grupy G7.

Jan Żaryn uważa, że fundamentem zła, które nazywa się złodziejską reprywatyzacją w Warszawie i w innych miejscach Polski, jest brak kompleksowej ustawy reprywatyzacyjnej. To właśnie brak przekazania właścicielom lub ich dzieciom czy wnukom mienia, odebranego w czasach komunizmu, umożliwił powstanie szajki reprywatyzacyjnej.

Brak  prawdziwej reprywatyzacji bardzo mocno wpłynął na polską rzeczywistość pod względem etycznym. To zaniechanie spowodowało, że państwo i samorządy były postrzegane jako paserzy. Tak zwana afera reprywatyzacyjna to jeden z tego owoców, które teraz zbieramy.

Na uwagę uczestniczącego w rozmowie Adama Borowskiego, że wielu ludzi poniosło już bardzo poważne konsekwencje „dzikiej reprywatyzacji”, gdyż zostali wyrzuceni na bruk z przejętych nieruchomości, profesor Jan Żaryn powiedział, że ustawa reprywatyzacyjna prawnie uporządkowałaby sytuację mieszkańców nieruchomości, którzy w dobrej wierze funkcjonowali w mieszkaniach, zwracanych właścicielom lub ich spadkobiercom. Zamieszkiwali (oni lub ich rodzice czy dziadkowie) w nich nieraz przez 20-30 lat i przez te lata ponosili liczne nakłady. Brak uregulowania ich sytuacji skutkował stosowaniem rozwiązań „siłowych” przez tych, którzy mniej lub bardziej legalnie odzyskali kamienice. Problem zwrotu nieruchomości właścicielom i praw ich lokatorów mógł być rozwiązany inaczej niż za pomocą „pasersko-złodziejskiego procederu”, jak to miało miejsce.

Przez lata jedyną grupą, która miała kontrolę nad tym procesem, byli prawnicy. Tylko oni mieli pełną świadomość stanu prawnego i umiejętność rozumienia istniejących luk prawnych. To też w sensie etycznym bardzo negatywnie wpływało na nasze życie publiczne.

Senator Jan Żaryn zwrócił uwagę na podobny problem odnośnie do aktualnego sporu między ministerstwem sprawiedliwości a środowiskami prawników o reformę wymiaru sprawiedliwości. Prawnicy, ze względu na ich znajomość prawa, są przeciwnikiem stawiającym bardzo silny opór. W pojedynku tym zasadnicze będzie to, czy autorytet państwa i obywatelska postawa społeczeństwa będą współkreatorami rozwiązania problemu. Możliwe jest tu popełnienie różnych błędów, które może napotkać również komisja do sprawy weryfikacji tzw. reprywatyzacji w Warszawie.

W idei tej powołanej specjalną ustawą komisji, która rozpoczyna właśnie działalność, profesor Jan Żaryn zauważa element rewolucyjności. Komisja będzie bowiem musiała (w pewnym sensie) zmierzyć się z podstawowymi i regułami prawnymi, jak niedziałanie prawa wstecz czy przedawnienie. Nie są one kwestionowane, ale nie zawsze są nośnikami sprawiedliwości.

Zapytany o przedmiot obrad klubu parlamentarnego PiS, który zebrał się na Podkarpaciu, senator odparł, że nie brał w nich udziału, ale że PiS w ostatnim czasie zajmują przede wszystkim dwie kwestie – reforma wymiaru sprawiedliwości oraz imigracja islamska do Europy.

Masa ludzi – imigrantów, a nie uchodźców, jak są błędnie nazywani – chce być lokowana tam, gdzie zdążali lub gdzie zostali zaproszeni albo przebywa ich rodzina, a nie na przykład w Polsce. Problem islamskiej imigracji jest problemem paneuropejskim.

Zaproszenie muzułmanów do Europy przez kanclerz Angelę Merkel miało – zdaniem profesora Jana Żaryna – w długim okresie doprowadzić do destabilizacji kultury i cywilizacji europejskiej i dzięki rozwiązaniu problemu, jakim jest według lewicy religijność, realizować neomarksistowski projekt Europy, jako miejsca szczęśliwości. Sprowadzenie muzułmanów miało zniszczyć chrześcijaństwo, a sam islam skazić europejskim konsumpcjonizmem. To się jednak nie udało, gdyż islam, w przeciwieństwie do chrześcijaństwa, okazał się na to bardzo odporny. Projekt lewicy – multikulturalizm, jako recepta na wszelkie zło przegrywa.

Profesor Jan Żaryn skomentował też wypowiedź Angeli Merkel po spotkaniach przywódców państw NATO i grupy G7, że Europa nie ma co liczyć na pomoc Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, a powinna ze swoimi problemami radzić sobie sama. To zdanie kanclerz Niemiec należy rozumieć jako przygotowywanie europejskiej opinii publicznej na wzmocnienie projektu Francja-Niemcy-Rosja. Polityka europejska zawsze polega na szukaniu u zewnętrznego mocarstwa (USA) pomocy w zdławieniu agresji państwa, które próbuje ją zdestabilizować, albo na dogadywaniu się z potencjalnym agresorem, tłumiąc w ten sposób jego potencjalny imperializm. W przypadku tej drugiej opcji zawsze są ofiary, którymi często była Polska i Polacy.

Jan Żaryn uważa, że Stany Zjednoczone pod wodzą Donalda Trumpa mają zbyt twarde oczekiwania wobec Europy, aby w zmian za pomoc w obronie całego kontynentu przez USA, poddała się administracji amerykańskiej. Alternatywą jest któryś z partnerów przyeuropejskich, który mógłby zastąpić Amerykanów, ale w którym trzeba zdławić potencjalne niebezpieczeństwo antyeuropejskości. Taką grę między USA, Rosją i Turcją Angela Merkel proponuje Francji i innym członkom Unii Europejskiej. Zdaniem senatora PiS, historia podpowiada jednak, że z punktu widzenia Polski i Europy Środkowej Ameryka jest potrzebna.

JS

 

 

Obejrzyj wywiad z senatorem RP również na YouTube:

Borowski: „Klątwa” osłabia naszą kondycję moralną i może przyczynić się do tego, że staniemy się „tutejszymi” (VIDEO)

W Poranku Wnet rozmawialiśmy o konieczności odzyskania pamięci o pokoleniu, które doprowadziło do odzyskania niepodległości w 1918 r., oraz o wolności słowa i o związanej z nią odpowiedzialności.

Poniedziałkowy Poranek Wnet (29 maja) Aleksander Wierzejski prowadzi z „Cafe Niespodzianka”, które znajduje się w siedzibie Stowarzyszenia Wolnego Słowa.

Na początek Poranka Aleksander Wierzejski rozmawiał z Adamem Borowskim, gospodarzem kawiarni, a w latach osiemdziesiątych działaczem niepodległościowym. Tematem była działalność stowarzyszenia, konieczność upamiętnienia pokolenia, które odzyskało niepodległość Polski w 1918, które Adam Borowski nazywa Pokoleniem Legionów.

Stowarzyszenie Wolnego Słowa zrzesza działaczy opozycji niepodległościowej z lat osiemdziesiątych. Jego siedziba znajduje się w Warszawie, przy ul. Marszałkowskiej 7. „Cafe Niespodzianka”, prowadzona przez stowarzyszenie niestety kończy działalność. Spowodowane jest to tym, że czynsz najmu od miasta lokalu, który służy działalności komercyjnej, wzrasta na tyle, że prowadzenie kawiarni przestaje się opłacać.

Stowarzyszenie skupi się teraz na przedsięwzięciach kulturalnych i historycznych. W szczególności chce zająć się nadchodzącą setną rocznicą odzyskania niepodległości w 1918 r. Dziedzictwo niepodległości przez lata komunizmu było niszczone i opluwane. Dzisiaj wiedza młodych ludzi na temat odzyskania niepodległości i pokolenia, które go dokonało, jest zatrważająco mała.

Adam Borowski liczy, że pamięć o tym pokoleniu – Pokoleniu Legionów, zostanie odzyskana, tak jak odzyskana została pamięć o żołnierzach wyklętych. Dzisiaj wiedza o nich jest już bardzo powszechna, dużo młodych ludzi podejmuje inicjatywy ich upamiętniające lub chociaż chodzi w koszulkach z ich postaciami.

Pokolenie Legionów to dla Adama Borowskiego nazwa symboliczna, rozumie pod nim ogół inicjatyw i działań, które doprowadziły do odzyskania niepodległości przez Polskę. Jest to zarówno czyn Legionów i Polskiej Organizacji Wojskowej, jak i działalność endecji z dyplomatycznymi dokonaniami Romana Dmowskiego na czele, powstanie wielkopolskie, powstania śląskie, praca organiczna i wychowawcza, w której ogromną rolę odegrał Kościół. Nie można też zapominać o ziemianach i arystokracji, którzy finansowali dzieła niepodległościowe.

Gość skomentował też spór wokół kolejnego wystawienia spektaklu „Klątwa”, które miało miejsce w ostatni weekend. Wolność, w tym wolność słowa powinna być jego zdaniem powiązana z odpowiedzialnością. Dużo o tym mówił i pisał papież Jan Paweł II. „Klątwa” osłabia naszą kondycję moralną i może przyczynić się do tego, że staniem się „tutejszymi”, czyli niezdolnymi do obrony przed zagrożeniami niepodległości, inaczej niż pokolenie, które odzyskało niepodległość w 1918 r.

JS

 

Obejrzyj także ten wywiad na YouTube Radia Wnet!

Paweł Lisicki w „Poranku Wnet”: Presja na Polskę w sprawie relokacji tzw. uchodźców to skandal i głupota (VIDEO)

Polityka rządu w odniesieniu do kwestii imigracji islamskiej jest roztropna i nie jest spętana polityczną poprawnością. Natomiast Europa Zachodnia straciła swój naturalny system obronny.

Krzysztof Skowroński w „Poranku Wnet” w piątek (26 maja) gościł Pawła Lisickiego, redaktora naczelnego tygodnika „Do Rzeczy” i autora wielu książek.

Tematem rozmowy były: relacja świata Zachodu ze światem islamu, ostatni zamach terrorystyczny w Manchesterze, problem relokacji uchodźców i stosunek mediów zachodnich do Polski.

Zadziwiająca jest informacja, że zamachowiec z Manchesteru przed zamachem zadzwonił do swojej matki, żeby jej powiedzieć „Mamo, wybacz!”. Paweł Lisicki powiedział, że jest to „ludzki akt” w tym całkowicie nieludzkim zdarzeniu.

Trzeba mieć bardzo silną wolę lub „kompletnie przeprany” mózg, żeby nie tylko zabić innych, ale zabić też siebie. Człowiek, który się tego dopuszcza, musi działać w środowisku, które wspiera takie postawy, usuwa wszelkie wątpliwości i zawahania. Takie są środowiska muzułmańskie, w których radykalne postawy są nie tylko tolerowane, ale i akceptowane. To w nich, a nie w odosobnieniu, wzrastają zamachowcy.

Wydaje się, że w Europie Zachodniej nie ma już mechanizmów, które mogłyby stanowić jej naturalny system obronny. Świadczą o tym bardzo liczne głosy w mediach i, szerzej, w elitach, za każdym razem pojawiające się po zamachach: „Europa nadal ma być otwarta, jeśli coś jest nie tak, to nie po stronie muzułmanów, ale po stronie Europejczyków, którzy nie są jeszcze dość tolerancyjni, otwarci itd.; jest to nasza wina teraźniejsza albo z przeszłości”.

Uniemożliwia to przeciwdziałanie zjawisku przyzwolenia i akceptacji terroryzmu pośród islamskich mieszkańców Europy.

Z kolei postawa islamskich mieszkańców Europy i imigrantów jest jednolita. W Niemczech przeprowadzono pośród nich badania. Wynika z nich, że zdecydowana większość aprobuje zamachy terrorystyczne. Przed tym Europa nie potrafi się obronić.

Według „Gazety Wyborczej” zamach w Manchesterze został wykorzystany przez rząd w jego antyimigranckiej polityce. Tak „Wyborcza” oceniła przemówienie Beaty Szydło w czasie debaty na temat wniosku opozycji o wotum nieufności wobec Antoniego Macierewicza. Premier w mocnych słowach zapowiedziała kontynuację dotychczasowej postawy rządu względem imigracji islamskiej i presji Unii Europejskiej na Polskę, aby przyjmowała tzw. uchodźców.

Zdaniem Pawła Lisickiego, polityka rzędu jest pod tym względem roztropna, nie jest spętana polityczną poprawnością i odpowiada opiniom zdecydowanej większości Polaków. Ważne przy tym jest, że poglądy Polaków na temat kwestii imigracji islamskiej kształtuje rzetelna wiedza i doświadczenie, a nie przesądy. Polacy bardzo dobrze znają sytuację w państwach Europy Zachodniej, sami ją odwiedzają, mają tam rodziny. Widzą jak wiele się zmieniło. Stan aktualny – żołnierze na ulicach, atmosfera strachu, enklawy muzułmańskie – nie jest stanem normalnym i dobrym. Pomimo bardzo dużego zaangażowania wojsk i służb specjalnych, nie udaje się osiągnąć bezpieczeństwa, zamachy nadal się zdarzają.

Jeśli chodzi o kwestię presji państw i organów Unii Europejskiej na Polskę w sprawie relokacji tzw. uchodźców, Paweł Lisicki widzi dwa elementy – element głupoty i element skandalu. Głupota polega na tym, że imigranci, którzy mieliby być „relokowani” do Polski, wcale tego nie chcą. Żeby ich w Polsce zatrzymać, trzeba by ich pilnować, pytanie jak – stworzyć dla nich obozy?

Skandal polega na tym, że Polsce zarzuca się brak solidarności z krajami, które przyjęły imigrantów. Dlaczego Polska ma naprawiać błędy popełnione przez te kraje? Gdyby zachowały one pełną determinację, żeby powstrzymać napływ imigrantów, to oczekiwanie pomocy byłoby uzasadnione. Czym innym jest jednak sytuacja, gdy tej determinacji w ogóle nie ma, a muzułmanie są wręcz zapraszani do Europy.

Paweł Lisicki uważa, że projekt reprezentowany przez wybranego we Francji na prezydenta Emmanuela Macrona jest nie do przyjęcia. Jest to wizja Europy ujednoliconej, w której silniejsi narzucają swoją wolę słabszym. Jego zwycięstwo jest zwycięstwem oligarchii francuskiej. Za nim stały wszystkie silne media.

Warto też zwrócić uwagę na skalę zaangażowania służb specjalnych w proces wyborczy. Byłaby ona nie do przyjęcia w Polsce, gdzie nie ma mowy o tym, żeby służby prześwietlały kandydatów na prezydenta, odwiedzały ich itd. W Polsce jest o niebo lepiej, jeśli chodzi o demokrację, o dostęp do opinii publicznej. We Francji opinia publiczna jest zdominowana przez jedną opcję.

Dlaczego więc media zachodnie są w większości nieprzychylne Polsce, zmianom politycznym, rządom PiS i wprowadzanym reformom, np. wymiaru sprawiedliwości? Paweł Lisicki twierdzi, że jest to spowodowane brakiem wiedzy, złą wolą i uprzedzeniami ideologicznymi. Media zachodnie są lewicowo-liberalne. Dlatego nie podoba im się, że w Polsce rządzi ktoś z zupełnie innej opcji ideowej.

Nie znaczy to, że Paweł Lisicki popiera wszystko, co robi PiS. Jest np. krytyczny wobec części forsowanych zmian w wymiarze sprawiedliwości , np. pomysłu, by minister sprawiedliwości mianował prezesów sądów. Są to jednak pomysły, z którymi można dyskutować, a nie twierdzić, że to zamach na demokrację, faszyzacja itp.

Paweł Lisicki wydał niedawno książkę pod tytułem „Poza polityczną poprawnością. Polska, Europa i Kościół między nihilizmem a islamem”. Zawiera ona jego felietony, artykuły i wywiady. Jutro od 10:45 do 12:00 (w sobotę 27 maja) na Jarmarku Wnet będzie będzie można porozmawiać z autorem i nabyć jego książki, a także otrzymać dedykację autora.

JS

 

Obejrzyj również wywiad z Pawłem Lisickim na YouTube Radia Wnet:

Goście Poranka Wnet „nie będą płakać po Opolu”. Festiwal ten to tani peerelowski blichtr i synonim obciachu

Piotr Jegliński i Piotr Gociek w Poranku Wnet opowiedzieli o najnowszych książkach i skomentowali zamieszanie wokół festiwalu w Opolu, który być może się nie odbędzie lub zostanie przeniesiony.

Dzień po ósmej rocznicy powstania Radia Wnet i dzień przed jubileuszowym Jarmarkiem Wnet Krzysztof Skowroński rozmawiał w Poranku Wnet z Piotrem Jeglińskim i z Piotrem Goćkiem, sympatykami Radia Wnet.

Piotr Jegliński, właściciel wydawnictwa Editions Spotkania, opowiedział o osobie księdza Józefa Kuczyńskiego, którego wspomnienia „Między parafią a łagrem” właśnie zostały wydane.

Ksiądz Marcin Czermiński był postacią nieodłącznie związaną z polskimi Kresami i ich trudną historią w XX wieku. Był proboszczem parafii na Wołyniu w Szumbarze i w Dederkałach (na pograniczu Wołynia i Podola). W czasie rzezi wołyńskiej zorganizował samoobronę, która skutecznie obroniła wieś przed atakami banderowców, za co otrzymał od AK Krzyż Walecznych. Następnie został z Polakami w Związku Sowieckim i trafił do łagru w Kazachstanie, gdzie spędził 17 lat. W 1977 r. jedyny raz odwiedził powojenną Polskę. Pozostawił wtedy wspomnienia, część zapisaną, część nagraną. One właśnie zostały teraz wydane w bardzo pięknej formie, z wieloma zdjęciami. Ksiądz Marcin Czermiński zmarł w 1992 r.

Piotr Gociek, który – jak powiedział – czuje się częścią historii Radia Wnet, ponieważ prowadził Poranki, mówił o swojej najnowszej książce „Kreta subiektywnie” – dzienniku z podróży, połączonym z refleksjami historycznymi.

Na Kretę sprowadziła go między innymi osoba księdza Andrzeja Jermińskiego, który pod koniec XIX wieku trafił tam jako duszpasterz polskich żołnierzy w armii carskiej, która stacjonowała wtedy na Krecie. Piotr Giociek powiedział, że książka ta jest nie tylko o historii, o muzeach, czy o tym, gdzie szukać samochodu do wynajęcia, ale jest listem miłosnym do Krety.

W rozmowie nie mogło zabraknąć aktualnych wątków politycznych. Piotr Jegliński powiedział, że nic go w dzisiejszej polityce nie uderza. Wszystko się powtarza, jedni na drugich coś tam mówią. To wszystko jest po prostu nudne.

Piotr Gociek skomentował kontrowersje wokół festiwalu w Opolu. Dla niego festiwal ten zawsze zawsze kojarzył się z tanim peerelowskim blichtrem i był synonimem obciachu. Dlatego wymyślił hasło „Nie będę płakał po Opolu”.

Zwrócił uwagę, że wielu spośród piosenkarzy, którzy odmawiają uczestnictwa w festiwalu albo ostro komentują zamieszania wokół niego, występowało w Opolu w czasach komunistycznych. Wtedy nie przeszkadzała im cenzura czy wydarzenia z marca 1968 r.

Wielu spośród artystów bojkotujących Opole, zdaniem Piotra Goćka, dało się niepotrzebnie wciągnąć w grę polityczną lub uległo presji środowiskowej, zwłaszcza ci, którzy mieli w tym roku debiutować. A ci, którzy zrobili to, jak Andrzej Piaseczny, dla kolegów, powinni zmienić kolegów.

Obaj goście zapraszają na jutrzejszy Jarmark Wnet.

JS

 

 

Wiceprzewodniczący klubu Kukiz’15: PiS zaczyna chorować na arogancję, czyli na chorobę, która wcześniej zniszczyła PO.

Jarosław Porwich, związkowiec z klubu Kukiz ’15, mówił o swoim klubie, o propozycji przymusowej relokacji tzw. uchodźców, o zachowaniu prawników na Kongresie Prawników Polskich oraz o arogancji PiS.

W poniedziałkowym Poranku Wnet Aleksander Wierzejski rozmawiał z Jarosławem Porwichem, posłem na Sejm, wiceprzewodniczącym klubu Kukuz’15, działaczem NSZZ „Solidarność”.

Na pytanie, co robi związkowiec w wolnorynkowym klubie Kukiz’15, Jarosław Porwich odparł, że klub Kukiz’15 nie jest wolnorynkowy – jest w nim cała paleta poglądów, od wolnościowców do związkowców. Jako związkowiec bardzo dobrze się w nim czuje.

Gość Poranka opowiedział o stosunku klubu Kukiz’15 do planowanej przez Komisję Europejską przymusowej relokacji uchodźców (imigrantów). Jego klub jest temu stanowczo przeciwny. Przyjęcie uchodźców wpłynęłoby negatywnie na bezpieczeństwo w Polsce, tak jak to się stało np. w Szwecji. Kukiz’15 zbiera podpisy pod wnioskiem o organizację referendum, w którym Polacy mogliby wypowiedzieć się, czy chcą przyjmować uchodźców, czy nie. Jest już 400 tysięcy podpisów. Polacy powinni mieć jak najczęściej możliwość wypowiadać się w referendach na najważniejsze tematy.

Jarosław Porwich jest przeciwny płaceniu przez Polskę za każdego nieprzyjętego uchodźcę. Taki „mechanizm” proponuje Komisja Europejska. Koszty „bzdurnych decyzji”, według niego, powinni ponosić ci, co je podjęli, a więc nie Polska, która nikogo do Europy nie zapraszała. Polska jest suwerenna i nie ma obowiązku stawać przed alternatywą – przyjmować uchodźców lub płacić.

Wiceprzewodniczący klubu Kukiz’15 powiedział też, że zachowanie osób zgromadzonych na Kongresie Prawników Polskich – buczenie w czasie odczytywania listu prezydenta i wychodzenie z sali – było „żenującym przedstawieniem”. Jeśli sędziowie nie potrafią uszanować głowy państwa, to jak w taki razie traktują zwykłych obywateli?

Oczywiście nie można generalizować. Są sędziowie godnie sprawujący swoje funkcje i widzący potrzebę zmian w wymiarze sprawiedliwości. Jarosław Porwich niedawno rozmawiał prywatnie z dwoma sędziami. Są oni zdania, że środowisko sędziowskie należy, jak to ujęli, „przewietrzyć”. O tym, jak to jest ważne, świadczy to, że większość spośród obywateli, którzy przychodzą do biur poselskich, to osoby z różnych powodów niezadowolone z wymiaru sprawiedliwości.

Dopytywany przez prowadzącego audycję, jak klub Kukiz’15 łączy pragnienie zreformowania wymiaru sprawiedliwości z krytyką rozwiązań proponowanych przez PiS, Jarosław Porwich powiedział, że jego klub ma duży problem z wieloma rozwiązaniami wdrażanymi przez rząd – idee i założenia są dobre, ale rozwiązania – złe.

Uważa, że droga PiS nie jest jedyną słuszną, nie ma alternatywy między „drogą pisowską” i „platformianą”, jest jeszcze „droga obywatelska”. O tym posłowie Kukiz’15 mówią w Sejmie i w czasie prac w komisjach sejmowych. Przedstawiają też całe rozwiązania i poprawki do projektów rządowych. Są one jednak odrzucane, gdyż Kukiz’15 „póki co, stanowi mniejszość”.

PiS nie ma „recepty ma mądrość” i zaczyna chorować na chorobę, która w poprzedniej kadencji zniszczyła PO. Tą chorobą jest arogancja. Jarosław Porwich proponuje w zamian „słuchanie ludzi” i ma nadzieję, że choroba arogancji nie będzie się dalej rozwijać.

 

JS

 

Obejrzyj również wywiad z wiceprzewodniczącym Kukiz’15 na YouTube Radia Wnet:

Anna Maria Anders w rocznicę Bitwy o Monte Cassino: Moją misją jest promować to, czego chciał mój ojciec

Minister opowiedziała o przebiegu uroczystości rocznicowych, o nie tylko historycznych związkach jej rodziny z Monte Cassino i o konieczności upowszechniania wiedzy o Armii Andersa.

Z okazji rocznicy Bitwy pod Monte Cassino Krzysztof Skowroński w Poranku Wnet 19 maja 2017 r. rozmawiał z Anną Marią Anders, senator PiS, córką generała Władysława Andersa, dowódcy 2. Korpusu Polskiego (tzw. Armii Andersa), zdobywcy klasztoru na Monte Cassino. Pani senator jest sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i pełnomocnikiem prezesa Rady Ministrów do spraw dialogu międzynarodowego.

Anna Maria Anders opowiedziała o tym, jak przebiegły uroczystości rocznicowe, w których uczestniczyła: o audiencji u papieża Franciszka, modlitwie przy grobie św. Jana Pawła II i obchodach na cmentarzu na Monte Cassino.

Monte Cassino i polski cmentarz wojenny tam się znajdujący są bardzo mocno związane z rodziną Anny Marii Anders. Nie tylko dlatego, że pochowani tam są żołnierze armii dowodzonej przez jej ojca, a także jej rodzice, ale też z tego powodu, że w Monte Cassino poznała swojego męża.

Dużą satysfakcję daje to, że po latach PRL, kiedy władze odwracały się od grobów na Monte Cassino, teraz pani Maria Anders odwiedza je w podwójnej roli, jako córka generała Władysława Andersa i jako minister polskiego rządu, a towarzyszy jej wielu przedstawicieli władz Rzeczypospolitej. Zwróciła jednak uwagę, że przez ludzi jest raczej odbierana jako córka swojego ojca, a nie jako minister.

Pani senator uważa, że wiedza o bitwie pod Monte Cassino jest powszechna, ludzie o niej słyszeli. Gorzej jest z szerszą wiedzą na temat losów Armii Andersa, jej całego szlaku, od wywózek Polaków w głąb Rosji Sowieckiej, sformowania armii, wyjścia z Rosji Sowieckiej i całej historii walk z Niemcami. Anna Maria Anders stara się tę wiedzę promować. Chciałaby, żeby dotarła do świata i do polskiej młodzieży.

Na uwagę Krzysztofa Skowrońskiego, że Armia Andersa była ostatnią armią kresową, minister odparła, że owszem, ale powiedziała, iż oprócz kresowian pośród jej żołnierzy było wiele osób o innym pochodzeniu. Ostatnio szczególnie dużo mówi się o Żydach, których spora część, gdy Armia dotarła do Palestyny, opuściła jej szeregi, a później uczestniczyła w formowaniu wojsk nowo powstałego państwa izraelskiego. Anna Maria Anders miała okazję widzieć się z nimi w Izraelu. Było to spotkanie bardzo dla niej wzruszające. Są oni wdzięczni generałowi Andersowi za wyprowadzenie ze Związku Sowieckiego, uważają, że uratował im życie i że był dla nich jak ojciec.

Anna Maria Anders opowiedziała także o audiencji u papieża Franciszka, o modlitwie przy grobie św. Jana Pawła II oraz o jej spotkaniach z nim, w tym pierwszym w 1979 r., kiedy to przywitał się z jej matką słowami „Witam, Pani Generałowo”.

Kilka słów poświęciła też kwestii nacisku Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego na Polskę w sprawie tzw. relokacji uchodźców. Pani senator widzi Polskę, w przeciwieństwie do Francji, Belgii i innych państw Unii, jako kraj bezpieczny, w którym można spokojnie chodzić po ulicach, nie bojąc się zamachów. Nieprzyjmowanie uchodźców nie oznacza, że nie mamy wobec nich litości. Polska nie jest bogatym krajem, musi najpierw zadbać o siebie, sprowadzić Polaków ze Wschodu.

JS

 

 

Nie należy zarzucać Niemcom „zbyt dobrego” eksportu. Po prostu trzeba robić to samo, tylko lepiej od nich

Polski przedsiębiorca z Niemiec, Piotr Winiarski, mówił o tym, jak ważna jest Polonia i jak istotną rolę może odegrać dla rozwoju gospodarczego Polski, a szczególnie liczni pośród niej inżynierowie.

Gościem Krzysztofa Skowrońskiego w Poranku Wnet w piątek 19 maja był Piotr Winiarski, polski przedsiębiorca z Berlina, inżynier zajmujący się doradzaniem polskim firmom przy wchodzeniu na rynek niemiecki.

Piotr Winiarski uczestniczył w Kongresie Polska Wielki Projekt w panelu na temat Polaków za granicami Polski. Uważa, że Polonia, w szczególności, jak to określił, Polonia gospodarcza, może być bardzo istotnym wsparciem dla rozwoju gospodarczego Polski, tak samo jak to miało miejsce po zaborach, kiedy to liczni polscy inżynierowie pracujący na całym świecie zaangażowali się w pracę dla odrodzonej Rzeczypospolitej. Obecnie nawet nie wiadomo, ilu jest polskich inżynierów za granicą i nie ma przemyślanej polityki wobec nich, która mogłaby ich skłonić do powrotu czy też ściślejszej współpracy z Polską.

Gość Poranka ostatnio zajmował się tworzeniem platformy współpracy między inżynierami z Polski a inżynierami w Niemczech. Doradzał też przedsiębiorcom niemieckim, chcącym zainwestować w Polsce. Nie jest to most, ale kładka między Polską a Niemcami, która jest jego (Piotra Winiarskiego) wsparciem planu Mateusza Morawieckiego.

Tym, co należy, jego zdaniem, podpowiadać politykom w odniesieniu do Polonii, jest swoista jej inwentaryzacja, np. ustalenie, ilu i jakich inżynierów mamy poza granicami Polski. Drugą kwestią jest jakaś instytucjonalizacja Polonii, np. umożliwienie wyboru jej przedstawicieli do Sejmu lub Senatu.

Zdaniem Piotra Winiarskiego niemiecka gospodarka kwitnie. Zarzuca się Niemcom, że mają „za dobry” eksport. Zamiast narzekać na, to trzeba ich naśladować i mieć eksport jeszcze lepszy.

JS

Gość Poranka Wnet w Budapeszcie: Zrozumiałe jest zaniepokojenie Polski bliskimi związkami energetycznymi Węgier z Rosją

Pál Ságvári w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim mówił o potrzebie współpracy energetycznej w ramach Grupy Wyszehradzkiej i zapowiedział, że Węgry będą wspierać Polskę w kwestii tzw. Pakietu Zimowego.

Głównym gościem Poranka Wnet w poniedziałek (15 maja) był Pál Ságvári, pełnomocnik węgierskiego ministerstwa spraw zagranicznych i handlu ds. bezpieczeństwa energetycznego. Rozmowa dotyczyła bezpieczeństwa energetycznego krajów Grupy Wyszehradzkiej (Polski, Węgier, Czech i Słowacji).

Zdaniem Pála Ságváriego, istnieje model współpracy energetycznej w ramach Grupy Wyszehradzkiej, gdyż kraje do niej należące mają podobne doświadczenia polityczne i historyczne. W ostatnich 30-40 latach  wspólne dla całej Grupy było uzależnienie od dostaw gazu z Rosji. Stan ten należy zmienić.

Bezpieczeństwo energetyczne krajów Grupy Wyszehradzkiej ma związek budową gazociągu Nord Stream II. W zeszłym roku dziewięciu premierów, w tym premier Węgier, Viktor Orbán, podpisało list, w którym ten projekt „odrzucili”. Wybudowanie NS II i gazociągu prowadzącego przez Turcję spowodowałoby, że zagrożony byłby tranzyt gazu przez Ukrainę – mógłby on zostać w ogóle zarzucony. Miałoby to wpływ na bezpieczeństwo energetyczne Ukrainy i Węgier, do których gaz dostarczany jest właśnie z Ukrainy.

Pál Ságvári uważa, że zwiększeniu bezpieczeństwa energetycznego służyć będzie rozbudowa „korytarza północ-południe”. Węgry chcą ten projekt wspierać w czasie swojego przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej, które 1 lipca przejmą od Polski (przewodnictwo jest rotacyjne, kraj przewodniczący Grupy zmienia się co roku).

Szczególnie ważna jest rozbudowa korytarza na odcinku chorwackim i źródeł z Grecji. Bezpieczeństwo energetyczne Polski i Litwy zostało zwiększone dzięki budowie terminala LNG, który zmniejsza ich zależność od dostaw gazu z Rosji. Dobrym znakiem jest współpraca Polski i Słowacji, których gazociągi zostaną połączone, co zostało wsparte dofinansowaniem przez Unię Europejską.

Na uwagę Krzysztofa Skowrońskiego, że nie widział podobnej determinacji u swoich rozmówców w Bratysławie i Pradze, jego rozmówca powiedział, że współpraca w Grupie Wyszehradzkiej jest szczególnie mocna między Polską i Węgrami (zatem pośrednio zgodził z tą obserwacją).

Największe inwestycje na Węgrzech to inwestycje w energetykę atomową. Obecnie 40% tzw. miksu energetycznego na Węgrzech to energia nuklearna, co Węgry starają się utrzymać.

Pál Ságvári uznaje za zrozumiałe zaniepokojenie Polski bliskimi związkami energetycznymi Węgier z Rosją. Tłumaczy je tym, że Węgrzy od 30 lat w energetyce współpracują z Rosjanami na polu technologii. To się sprawdziło i dlatego będzie kontynuowane.

Jeśli chodzi o politykę Rosji wobec Ukrainy i krajów bałtyckich, w interesie Węgier jest, żeby Ukraina była silna i stabilna. Węgry dużo zrobiły w tym celu, między innymi jako pierwsze zaczęły wspierać zaopatrzenie Ukrainy. Dopiero potem przyłączyły się pozostałe kraje Grupy Wyszehradzkiej.

Gość Poranka oświadczył Krzysztofowi Skowrońskiemu, że Polska może liczyć na solidarność Węgier w sprawie tzw. Pakietu Zimowego (projektu regulacji unijnych, zmierzających m.in. do redukcji emisji dwutlenku węgla i ograniczenia energetyki opartej na węglu). Należy jednak mieć na uwadze, że Pakiet Zimowy jest bardzo skomplikowany i dotyczy wielu zróżnicowanych kwestii.

JS

Dyrektor Instytutu Polskiego w Budapeszcie: w latach 80 Viktor Orbán przyjeżdżał do Polski na msze z Janem Pawłem II

Dzięki Instytutowi Polskiemu wielu Węgrów mogło poznać język polski, co ułatwiało popularne w czasach komunizmu podróżowanie do Polski. Instytut powstał już przed II wojną światową i działa do dziś.

Poranek Wnet nadawany w poniedziałek (15 maja) z Budapesztu sprzed siedziby Instytutu Polskiego rozpoczęły organy z bazyliki św. Stefana. Następnie Krzysztof Skowroński rozmawiał z Jarosławem Bajaczykiem, dyrektorem Instytutu Polskiego.

Tematem rozmowy było miasto Budapeszt – jego architektura, życie kulturalne, a także język węgierski i działalność kierowanego przez gościa Instytutu Polskiego w Budapeszcie.

Piękna architektura Budapesztu pochodzi głównie z przełomu XIX i XX wieku, stąd dominuje styl secesyjny. Przykładem jest kamienica, w której znajduje się Muzeum Historii Fotografii.

Język węgierski jest bardzo trudny i niepodobny do innych języków. Węgrzy są z tego jednak bardzo dumni i doceniają, jeśli cudzoziemcy chcą się nauczyć choćby kilku słów po węgiersku. To, jak Węgrzy cenią swój język, można zauważyć, zwiedzając ich kraj – większość pomników na Węgrzech upamiętnia pisarzy i poetów.

Węgrzy też bardzo lubią operetkę, jedna z nich nazywana jest „węgierskim Broadwayem”.

Instytut Polski w Budapeszcie powstał tuż przed II wojną światową – w maju w 1939 r. Pomimo tego, że polskie poselstwo pod wpływem Niemiec zostało zamknięte, Instytut działał do 1944 r. Wznowił swoją działalność po wojnie.

W czasach komunistycznych w Instytucie Węgrzy mogli uczyć się języka polskiego. Cieszyło się to dużą popularnością, gdyż wielu Węgrów lubiło przyjeżdżać do Polski. W latach 70. robił to były prezydent Węgier, a w latach 80. obecny premier Viktor Orbán, który wtedy przybywał do Polski na msze papieskie.

JS