16.08 / W 80 dni dookoła Polski / Dzień 50. / Poranek Wnet z Olsztyna

Dzika reprywatyzacja, walka o ochronę zabytkowej architektury, sytuacja geopolityczna oraz walka o rodzinę. To niektóre z tematów, które poruszymy w dzisiejszym Poranku Wnet.

 

Goście audycji:

Dr Jacek Bartosiak – ekspert ds geopolityki i strategii, nowoczesnej sztuki wojennej i wojny morskiej;

Ks. Przemysław Drąd – Krajowy Duszpasterz Rodzin;

Ks. Wojsław Czupryński – Duszpasterz Rodzin Archidiecezji Olsztyńskiej;

Bogusław Owoc – wicewojewoda olsztyński w latach 1998–1999;

Wioletta Machniewska – Szefowa Klubu Gazety Polskiej w Olsztynie;

Dr hab. Urszula Doliwa – Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej;

Andrzej Olkowski – członek zarządu Browaru Kormoran;

Aneta Markowska – dziennikarka express.olsztyn.pl;

Andrzej Dramiński – radca prawny, dziennikarz;

Sławomir Hryniewicz – architekt;

Wojciech Kozioł – historyk;

Jacek Pachulski – Stowarzyszenie „Warmia”.


Prowadzący: Aleksander Wierzejski

Realizator: Andrzej Gumbrycht

Wydawca: Jan Brewczyński

Wydawca techniczny: Konrad Tomaszewski


 

Część pierwsza:

Sławomir Hryniewicz przedstawił charakterystyczne elementy architektury olsztyńskiej zabudowy oraz przedstawił plan przestrzennego zagospodarowania miasta.

Wojciech Kozioł o ulicach noszących imiona dawnych działaczy tudzież organizacji komunistycznych. Jedną z nich jest ul. Dąbroszczaków.

 

Część druga:

Wioletta Machniewska i Bogusław Owoc mówili m.in. o ogólnopolskim festiwalu filmu niezależnego „Okno” oraz potrzebie reformy Krajowej Rady Sądownictwa.

 

Część trzecia:

Jacek Pachulski i Andrzej Polkowski o problemach olsztyńskiego systemu śmieciowego oraz świetności polskich browarów regionalnych i craftowych.

Dr Jacek Bartosiak zaopiniował napięcia pomiędzy USA a Koreą Północną. Stwierdził, że prowokacyjne działania jednego z ostatnich reżimów są jednym z elementów polityki zagranicznej Chin.

 

Część czwarta:

Andrzej Dramiński kontynuował pierwszy wątek Poranka Wnet, czyli kwestię ulic noszących nazwy dawnych działaczy komunistycznych. Mówił również o znaczeniu objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie.

 

Część piąta:

Serwis informacyjny Radia Warszawa.

 

Część szósta:

Ks. Przemysław Drąd i ks. Wojsław Czupryński o przesłaniu papieża Franciszka w jego adhortacji „Amoris laetitia” oraz potrzebie promocji rodziny wielodzietnej. Mówili również o zagrażającym wpływie prądu postmodernistycznego na jednostkę rodzinną. Obydwaj zauważyli, że bolączką młodych narzeczonych jest brak umiejętności słuchania partnera.

 

Część siódma:

Dr hab. Urszula Doliwa powiedziała, dlaczego jest spółdzielcą Radia Wnet oraz dlaczego należy dotować niekomercyjne radia.

Aneta Markowska o problemach redakcji express.olsztyn.pl, której pierwotnym planem było stworzenie lokalnej gazety. Chociaż początkowo plan został zrealizowany, szybko się okazało, że z powodu zmowy cenowej m.in. kolporterów, zaprzestano produkować prasę. Redakcja olsztyńskiej gazety nie poddała się i stworzyła lokalny portal internetowy.

Andrzej Dramiński o nieścisłościach w olsztyńskiej kasie miejskiej.

 


Posłuchaj całego Poranka Wnet:

Organistka Anna Krasowska o pieśniach dla Matki Bożej z Gietrzwałdu: powstały z natchnienia i potrzeby chwili

Dzień 49. z 80/ Gietrzwałd/ Poranek WNET – Pieśni często opowiadają losy ziemi warmińskiej, gdzie księża byli więzieni w związku z tym, że były to czasy zaborów i Kulturkampfu – powiedziała Krasowska.

– Te pieśni powstały z natchnienia i potrzeby chwili – powiedziała Anna Krasowska, organistka z Gietrzwałdu, o charakterystycznych i unikalnych pieśniach stworzonych specjalnie dla Matki Bożej z Gietrzwałdu. Pieśni te zawierały elementy orędzia Matki Bożej, były pisane przez ludzi prostych, dlatego w wielu przypadkach autor jest nieznany. Zwróciła też uwagę, że często, tworząc nowe pieśni, ludzie podkładali nowe słowa pod już istniejące kompozycje.

– Jednym z twórców pieśni był Andrzej Samulowski, który był wielkim działaczem na rzecz polskości na Warmii – powiedziała organistka.

Przypomnijmy, że Andrzej Samulowski założył w 1878 r. pierwszą polską księgarnię na Warmii. Ten przyjaciel Jana Matejki przez wiele lat był najważniejszym przedstawicielem Warmii w ruchu narodowym całego zaboru pruskiego. Pieśni jego śpiewano w czasie pielgrzymek, wiersze recytowano na różnych uroczystościach narodowych, rodzinnych i towarzyskich. Sejmik ludu warmińskiego wiwatował na jego cześć. Niemcy nazywali go polskim Bismarckiem. Na łożu śmierci w 1920 roku, zapytany o to, co robić dalej z Mazurami, odpowiedział: „Brać siłą, nie czekać!”[related id=34564]

Był twórcą jednej z piękniejszych pieśni:

„Panno Maryja bądź uwielbiona

Od swych czcicieli bądź wysławiona

Jak godna Boska Matka dziewica,

którą niebieska światłość oświeca

Obrałaś Gietrzwałd za swą stolicę

By opuszczone te okolice,

którym zagraża wiary wydarcie

Znalazły w Tobie ucieczkę, wsparcie.”

– Pieśni te często opowiadają losy ziemi warmińskiej, gdzie księża byli więzieni w związku z tym, że były to czasy zaborów i Kulturkampfu – powiedziała Anna Krasowska, gość Poranka Wnet. Szczególnym sentymentem darzy młoda organistka tę rozpoczynającej się od słów: „Gdy z wieży gietrzwałdzkiej odezwał się dzwon, Maryja na klonie obrała swój tron. Lud polski na Warmii przeżywał czas prób, Bo wiarę i język chciał wydrzeć im wróg.”

– Wierzę, że Maryja mnie tutaj przyprowadziła – zwierzyła się pani Anna, która już od trzech lat przygrywa pielgrzymującym do Gietrzwałdu. Stara się upowszechniać te unikalne pieśni, o których słowa i nuty często jest proszona przez osoby, które przybywają tu, by pomodlić się u stóp Matki Bożej, z całej Polski.

Aktualnie w Gietrzwałdzie jest do nabycia broszura z nutami i tekstami pieśni maryjnych. Niebawem ma także pojawić się płyta.

 

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

Abp Józef Górzyński: Orędzie gietrzwałdzkie jest uniwersalne i wpisuje się w ciąg objawień maryjnych w Lourdes i Fatimie

Dzień 49. z 80 / Gietrzwałd / Poranek WNET – O znaczeniu objawień w Gietrzwałdzie oraz o współczesnej kondycji katolicyzmu w Polsce i na świecie w rozmowie z nowym metropolitą warmińskim.

Aleksander Wierzejski rozmawiał z arcybiskupem Józefem Górzyńskim w przeddzień uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, kiedy to duchownemu zostanie oficjalnie nałożony paliusz w związku z objęciem przez niego arcybiskupstwa warmińskiego.

Arcybiskup opowiedział o okolicznościach, w jakich miały miejsce objawienia w Gietrzwałdzie, oraz o przedstawionym w nich przez Maryję orędziu.

Czas, w którym doszło do objawień, był bardzo niesprzyjający dla Polski i dla katolicyzmu (Kulturkampf, germanizacja, rusyfikacja). W związku z tym, że Maryja objawiła się miejscowej ludności w jej języku – w gwarze warmińskiej – to wydarzenie to miało nie tylko wymiar duchowy, ale też społeczny.

Orędzie gietrzwałdzkie jest uniwersalne i wpisuje się w ciąg objawień maryjnych – z Lourdes, niecałe 20 lat przed objawieniami w Gietrzwałdzie, i z Fatimy, 40 lat po nich. Główne przesłanie to wezwanie do powrotu do Ewangelii – do podejmowania życia ewangelicznego. Jest to też tzw. objawienie różańcowe – wezwanie do odmawiania różańca. Zadaniem, które stawia sobie arcybiskup na czas tegorocznej 140. rocznicy objawień i 40. rocznicy koronacji obrazu Matki Boskiej Gietrzwałdzkiej, jest jak najszersze upowszechnienie tego orędzia.

Arcybiskup zwrócił też uwagę na to, że orędzie ma aspekt rodzinny i społeczny. Struktura społeczna ma być zbudowana na przesłaniu ewangelicznym. Nie jest to nic nowego dla nauczania kościelnego, ale objawienia mają tę cechę, że pojawiają się tam, gdzie jest potrzeba przywołania do życia według Ewangelii.

Najpierw rzesza ludzi wsłuchiwała się w orędzie, jeszcze w czasie trwania objawień. Potem zostało ono podjęte i dotarło do całej Polski, nie tylko Warmii. Pojawiły się też reakcje wrogie – objawienia zostały uznane za „coś niepożądanego dla tych, którzy zupełnie inaczej i na bazie czegoś innego ustawiali życie społeczne”, były zwalczane i ośmieszane.

Doszło też do zabawnych sytuacji, kiedy to – jak wynika z zachowanych relacji z różnych miejsc Polski – księża ubolewali, że parafianie nie wybierają się na pielgrzymki na Jasną Górę, ale do „jakiegoś Gietrzwałdu”. [related id=34564]

Arcybiskup mówił także o tym, że przesłaniem siostry Faustyny – która zapisała w swym Dzienniczku, że z Polski padnie iskra, która rozpali świat – jest idea Miłosierdzia Bożego, które obecnie jest kultywowane w wielu miejscach świata.

Na pytanie, czy zatem w Polsce uchowało się coś, co w Europie też było, ale już wyschło, gość Poranka odparł, że tak, ale zaznaczył, że byłby ostrożny z ocenami. W Europie sytuacja różnie wygląda. Są tam także bardzo żywe ośrodki życia duchowego. Trzeba wszystko wnikliwie obserwować, bo zjawiska, które dzieją się w świecie, są wspólne, a formuły przeżywania wiary, jak i problemy, które się z tym wiążą, są coraz bardziej uniwersalne.

Każdy duszpasterz, zarówno w krajach „dawnej Europy”, jak i w krajach będących w awangardzie, jeśli chodzi o żywość uczestniczenia w wierze, dostrzega te same zjawiska, tylko ich skala jest inna. Nasza odpowiedź nie powinna być więc podszyta samozadowoleniem, że nam jeszcze coś się udaje. Nie wiemy bowiem, jak krótkie może okazać się to zjawisko, jeśli nie zostanie zgłębione.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w trzeciej części Poranka WNET nadawanego z Gietrzwałdu. Ksiądz arcybiskup opowiada w niej także o mediach katolickich na Warmii oraz o problemach społecznych związanych z emigracją z regionu i jego wyludnianiem się.

JS

 

Szeremietiew o Cudzie na Wisłą i święcie Wojska Polskiego: Niech żyje polski żołnierz – nasza największa wartość!

Nie pokazujemy światu i Europie, że wtedy Polacy uratowali przed bolszewizmem Zachód, który nie zdaje sobie sprawy, jakie to było wielkie i ważne dla jego przyszłości zwycięstwo.

fot. Radio Wnet

– W 1920 roku wygraliśmy najważniejszą wojnę XX wieku, w której pokonaliśmy Rosję – powiedział Romuald Szeremietiew. – Gdybyśmy przegrali, nie wiadomo, co by się stało z Europą, a być może nawet ze światem. Niestety tej świadomości w ogóle nie ma.

Przypomniał, że świętując zwycięstwo 1920 roku, powinniśmy również pamiętać o drugiej bitwie, która de facto przesądziła o tamtym zwycięstwie, a jest praktycznie pomijana milczeniem: bitwie nad Niemnem (20-26 września 1920 r.). Trzeba bowiem pamiętać, że zwycięstwo wojsk polskich w Bitwie Warszawskiej w sierpniu 1920 r. zadało strategiczny cios Armii Czerwonej i pozwoliło przejąć inicjatywę stronie polskiej, ale nie zakończyło wojny ani nie przesądziło o jej wyniku.

Marszałek Piłsudski pogonił rosyjskiego bolszewika nad Niemnem

– Po Bitwie Warszawskiej Tuchaczewski wcale nie sądził, że został pokonany, i zaczął odbudowywać siły. Lenin zresztą skierował nowe jednostki na front polski. W okolicach Grodna odtwarzała się duża sowiecka armia i dopiero jej rozbicie przez Piłsudskiego sprawiło, że odtąd Sowieci mogli już tylko uciekać – zwrócił uwagę Szeremietiew. Była to właśnie bitwa nad Niemnem, która zakończyła kontrofensywę wojsk sowieckich, a o której mało kto dziś pamięta.

– Co najgorsze, nie ma w Warszawie śladu upamiętnienia tego wielkiego zwycięstwa – podkreślił Szeremietiew. – Nie pokazujemy światu i Europie,  że wtedy Polacy uratowali przed bolszewizmem Zachód, który nie zdaje sobie sprawy, jakie to było wielkie i ważne dla jego przyszłości zwycięstwo.

Przypomniał, że zwycięstwo w 1920 roku odnieśliśmy nad nie lada przeciwnikiem. Była to duża armia pod dowództwem oficerów wykształconych jeszcze w szkołach carskich, które stały na bardzo wysokim poziomie, w odróżnieniu od armii polskiej, gdzie mieliśmy do czynienia ze zlepkiem najróżniejszych formacji, z których każda miała swoje uzbrojenie, do tego stopnia, że nawet rodzajów karabinów było kilkanaście (u Rosjan jeden), a oficerowie byli kształceni zarówno w szkołach zaborców, jak i na zachodzie Europy, w dodatku, z oczywistych powodów, nie mieli doświadczenia dowódczego.

– Generał Brusiłow, a więc naczelny wódz armii carskiej, podczas I wojny światowej zaapelował do oficerów byłej armii carskiej, by wstępowali do armii bolszewickiej, ponieważ wojna z Polską to jest wojna rosyjsko-polska – powiedział Szeremietiew. – 40 tysięcy carskich oficerów, w tym tysiąc generałów, tego apelu posłuchało i poszło do bolszewików. A więc mieliśmy naprawdę poważnego przeciwnika pod Warszawą i nad Niemnem.

fot. PAP/Radek Pietruszka 15.08.2017 Defilada w Warszawie

Problem również stanowiło zaopatrzenie, bo w Polsce ówczesnej nie było żadnych wytwórni produkujących uzbrojenie. Dostarczali nam je w znikomych ilościach Francuzi i Brytyjczycy, ale w pewnym momencie nie było nawet tego, ze względu na blokadę Niemiec i Czech, które nie przepuszczały transportów z amunicją do Polski.

– Gdyby pod Warszawą nie zjawił się duży transport z amunicją, którą przekazali nam Węgrzy, to nasi żołnierze nie mieliby w tej bitwie czym strzelać  – przypomniał Romuald Szeremietiew. Jego zdaniem polskie dowództwo z naczelnikiem Piłsudskim na czele genialnie poprowadziło te bitwy. Odniósł się również do kontrowersji w związku z dowodzeniem Bitwą Warszawską, które przypisują zwycięstwo generałowi Tadeuszowi Rozwadowskiemu. Podkreślił, że jeśli chodzi o bitwę nad Niemnem, „to tu już nie ma żadnych wątpliwości, że główna zasługa należy się marszałkowi Piłsudskiemu i bardzo zasłużonemu w niej generałowi Edwardowi Rydzowi-Śmigłemu”.

Polska szkoła matematyczna w służbie konrtwywiadu

Jak podkreślił prof. Szeremietiew, rzeczą jeszcze ważniejszą było złamanie przez polski kontrwywiad szyfrów sowieckich, w związku z czym „nasze dowództwo wiedziało, jakie rozkazy wydaje strona przeciwna”.

– Nad tym wszystkim górował jeszcze patriotyzm, wola walki polskiego żołnierza, który nawet boso szedł do ataku, bo nie było zaopatrzenia – powiedział poseł, podkreślając, że dopiero te wszystkie elementy razem sprawiły, że zwycięstwo było po naszej stronie.

– Trzeba koniecznie pokazać Europie, co wtedy się stało, i nie tylko ograniczyć się do tego, że powiemy o Bitwie Warszawskiej jako o 18. bitwie decydującej o losach świata – zaapelował Szeremietiew. Jak mówił, zwycięstwo ’20 roku „złamało już wtedy możliwości zbudowania sowieckiego supermocarstwa”. Jego zdaniem, gdyby Sowieci opanowali Niemcy i połączyli swoje potencjały, to „powstałoby supermocarstwo, które byłoby w stanie opanować świat”.

– Jeżeli jesteśmy zjednoczeni i potrafimy nasz potencjał właściwie zorganizować i wykorzystać, to jesteśmy w stanie odnieść zwycięstwo z najtrudniejszym nawet przeciwnikiem, no bo Rosja jest takim przeciwnikiem – ocenił prof. Szeremietiew.

Znaczenie dla Europy Środkowej i Wschodniej

– Bitwy Niemeńska i Warszawska zadecydowały nie tylko o odzyskaniu niepodległości i utrzymaniu państwowości przez Polskę, ale również sprawiły, że narody Europy Środkowej odbudowały swoje państwowości. Jedne reaktywując państwa, inne je budując, jak chociażby narody nadbałtyckie.

[related id=34445]Zdaniem Romualda Szeremietiewa trzeba wciąż przypominać naszym sąsiadom o roli Polski w budowaniu ich państwowości. Jest to również wspaniały argument historyczny, jakim mógłby się posłużyć zaangażowany w budowę Trójmorza prezydent Andrzej Duda. Dowodnie pokazał to przykład II wojny światowej i okresu powojennego – w jak dużym stopniu niepodległość państw bałtyckich czy środkowej Europy zależy od istnienia niepodległej Polski.

Prof. Szeremietiew przypomniał, że w 1920 roku Polska podpisała sojusz z przedstawicielstwem niepodległej Republiki Ludowej Ukrainy, na czele której stał wówczas ataman Petlura. Wówczas po stronie polskiej walczyły bardzo dzielnie również jednostki ukraińskie. Słynną defiladę w Kijowie przyjmowali wspólnie Petlura i Śmigły-Rydz. Jego zdaniem wspaniałym nawiązaniem do tej idei jest dzisiejszy  udział reprezentacji wojsk Ukrainy w defiladzie z okazji święta Wojska Polskiego, a jest to tradycja warta kultywowania i pokazywania zwłaszcza na Ukrainie, gdzie częste są odniesienia do zbrodniczej UPA, a o tak wspaniałym przykładzie współpracy polsko-ukraińskiej zapomina się.

– Aktualnie toczy się wielka gra imperialna prowadzona przez Rosję i istotnym jej elementem jest Ukraina, która ma stać się częścią imperium. Żeby osiągnąć ten cel, Rosja robi wszystko. Czasami zastanawiam się, gdy dochodzi po stronie ukraińskiej do działań odbieranych w Polsce jako wrogie nam, czy nie stoi za tym Rosja.

Szeremietiew uważa, że w rosyjskim interesie leży, aby między Polską i Ukrainą narastała wrogość i żebyśmy nie byli w stanie podjąć współpracy, bo w takiej sytuacji wygra Rosja. Przypomniał, że niebawem odbędą się manewry Zapad 2017, które „nie wiadomo do końca, jak tym razem będą wyglądały i przebiegały i „co się wydarzyć może” (Z informacji estońskiego wywiadu wynika, że w tym roku obsługa transportowa ćwiczeń jest kilkakrotnie większa niż zazwyczaj i dotyczy w znakomitej większości tylko dowiezienia na dane terytorium zaopatrzenia wojskowego – przyp. red. Więcej na ten temat, kliknij tutaj).

[related id= 34564]Zdaniem posła tylko od Polski zależy, czy zdołamy przeciwdziałać destrukcyjnej sile Rosji na region środkowej Europy, bo tylko my dysponujemy w miarę dużym potencjałem, aby się jej przeciwstawić. Nie przeceniałby jednak roli sojuszników w kwestii obronności Polski, bowiem pod tym względem w XX wieku odebraliśmy już nader bolesną lekcję.

– To, co zawsze ma wartość dla nas, to polski żołnierz, który nawet marnie uzbrojony – jak było w ’20 roku – jest patriotą, kocha ojczyznę i wie, że warto o nią walczyć, i potrafi zwyciężać – powiedział Szeremietiew. – Niech żyje polski żołnierz, nasza największa wartość, jeśli idzie o polski system militarny!

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

Nieznany wątek polskiej historii – droga do niepodległości przez objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie [VIDEO]

Dzień 49. z 80 / Gietrzwałd / Poranek WNET – O bogactwie teologicznym i duchowym gietrzwałdzkich objawień oraz o ich wpływie na odrodzenie ducha narodowego Polaków i odzyskanie niepodległości.

W uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny Poranek WNET nadawany był z Gietrzwałdu. Tutejszym sanktuarium w Gietrzwałdzie opiekują się księża kanonicy regularni. Swój dom rekolekcyjny ma także archidiecezja. Prowadzi go ksiądz Krzysztof Bielawny, z którym w Poranku WNET rozmawiał Aleksander Wierzejski. Gość opowiedział o historii objawień oraz o ich znaczeniu dla odrodzenie religijnego i narodowego Polaków oraz odzyskania niepodległości w 1918 r.

Jak wyglądały objawienia?

Objawienia były zaskoczeniem dla wszystkich, w tym też dla ówczesnego proboszcza Augustyna Weichsla. 27 czerwca 1877 r. dziewczynka przyszła z mamą do kościoła, aby zdać egzamin przed pierwszą komunią świętą. Zanim poszły do domu, gdy zabiły dzwony, zatrzymały się, żeby odmówić Anioł Pański. Wtedy dziewczynce na klonie ukazała się Maryja jako piękna pani na tronie w orszaku aniołów i świętych. Ta scena została potem utrwalona na suficie kościoła w Gietrzwałdzie. To był początek objawień, w którym Maryja na razie jeszcze nie przemówiła. Objawienia trwały do 16 września 1877 r.

Bardzo charakterystyczne dla gietrzwałdzkich objawień jest to, że Matka Boska prowadziła dialog z dziewczynkami, którym się ukazywała. Dialog ten rozpoczął się 30 czerwca. Na pytanie „Czego żądasz?”, odpowiedziała „Chcę, byście codziennie odmawiali różaniec”. Potem 1 lipca zapytana, kim jest, przedstawiła się słowami „Jestem Niepokalanie Poczęta Najświętsza Maryja Panna”. Czyli tak jak 19 lat wcześniej w Lourdes i 40 lat później w Fatimie (tu wskazała na swe Niepokalane Serce).

Objawienia zostały zbadane przez komisję teologiczną. Ich treść na polecenie proboszcza  spisywano, dzięki czemu zgromadzony został obszerny materiał źródłowy. Komisja wydała orzeczenie o prawdziwości objawień wobec dwóch dziewczynek. W sanktuarium na jednym z malowideł przedstawiających objawienia są pokazane cztery dziewczynki. Zeznania dwóch z nich, starszych, komisja uznała za niewiarygodne – jedna przyznała się, że nie mówiła prawdy, a druga przekazywała informacje niezgodne z tym, co mówiły pozostałe, młodsze dziewczynki.

Czego dotyczyły objawienia? Początek pielgrzymek do Gietrzwałdu

Dziewczynki zadawały Maryi pytania inspirowane przez księdza proboszcza i przez pielgrzymów, którzy przybywali do Gietrzwałdu. Spisane odpowiedzi Maryi zawierają bardo duże bogactwo teologiczne i moralne. Rozmowy dziewczynek z Maryją odbywały się w gwarze warmińskiej, czyli w miejscowym, ówcześnie używanym dialekcie języka polskiego. [related id=34564]

Informacja o objawieniach rozeszła się bardzo szybko. Rozpoczął się ruch pątniczy, zwłaszcza po 15 lipca, kiedy to – jak podawały wówczas gazety – do Gietrzwałdu zaczęło przybywać, modląc się i śpiewając pieśni religijne, od kilku do kilkunastu tysięcy pielgrzymów dziennie. Dla wioski było to dużym szokiem, gdyż liczyła ona jedynie około 400 mieszkańców.

Audiencja u papieża Piusa IX a Gietrzwałd

Ksiądz Bielawny łączy objawienia w Gietrzwałdzie z przemówieniem, które Pius IX na audiencji prywatnej wygłosił wobec Polaków przybyłych do niego w 1877 roku. Papież wskazał, że drogą do wolności Polaków nie powinna być walka zbrojna, ale modlitwa, a największym nieszczęściem niszczącym Polaków jest grzech.

Był to program dla Polaków dążących do wolności po porażce powstania styczniowego. W tym czasie Polacy nie podejmują już walki zbrojnej, następują objawienia w Gietrzwałdzie, rozwija się ruch pielgrzymkowy – do Gietrzwałdu przybywa około 10% Polaków z terenów wszystkich zaborów (ok. 1 miliona z 10). Polacy, zgodnie orędziem gietrzwałdzkim i słowami Piusa IX, nie chwytają za miecz, ale za różaniec.

– Jeśli przyjmiemy, że milion osób sięgnęło po różaniec, jeśli ten milion osób poszło do swoich domostw i przekazało to kolejnym osobom, pięciu, czterem… to mamy cztery miliony, to mamy prawie połowę mieszkańców Polski. Myśmy na kolanach wyprosili niepodległość – tak opisuje wpływ wydarzeń z Gietrzwałdu na Polaków pod koniec XIX wieku ksiądz Bielawny.

Objawienia Matki Boskiej w Gietrzwałdzie jego zdaniem spowodowały odrodzenie ducha Polaków. Na ich bazie sięgnęli po modlitwę, po żywoty świętych i budowali wspólnotę narodową Polaków pod trzema zaborami, nie tylko na Warmii.

„Największym waszym nieszczęściem jest grzech”. To drugi element, w którym łączą się słowa papieża i objawienia z Gietrzwałdu. Matka Boża nazwała po imieniu wiele grzechów trapiących Polaków, m.in alkoholizm, rozpustę, pychę. Po tych objawieniach, dzięki podjętej modlitwie różańcowej, oprócz odrodzenia narodowego nastąpiło też odrodzenie moralne.

Aktualność objawień dzisiaj

Na kanwie tego, w związku z przyszłoroczną rocznicą odzyskania niepodległości przez Polskę, ksiądz Bielawny stawia pytanie – „Co żeśmy z tą wolnością po stu latach zrobili?”. O tym mówił kardynał Stefan Wyszyński w 1956 r. na Jasnej Górze, gdy po imieniu wymieniał grzechy narodowe – dzieciobójstwo, alkoholizm, rozwiązłość – czyli te nazwane też przez Matkę Bożą w Gietrzwałdzie. Teraz te słowa są dużo bardziej aktualne. Każdy grzech niszczy człowieka indywidualnie i jednocześnie w wymiarze społecznym. Dzisiaj to widzimy – rozkład rodziny, odrzucenie sakramentu małżeństwa przez młodych Polaków.

– Trzeba wszystko odbudować. Pytanie, czy znowu sięgniemy po oręż, jakim był wtedy różaniec. Tamte pokolenia Polaków sięgnęły, potrafiły się modlić. Myśmy dzięki modlitwie różańcowej, którą otrzymaliśmy tu, w Gietrzwałdzie, wymodlili dla siebie wolność w 1918 roku. Nie było żadnego innego wydarzenia po powstaniu styczniowym, które pozwoliłoby narodowi polskiemu odzyskać ducha – twierdzi ksiądz Bielawny.

Oczywiście znaczenie miała literatura, ruch pozytywistyczny, ale ich zasięg był dużo mniejszy – do Gietrzwałdu przychodziły masy, i to spontanicznie. Nad tym zupełnie nieznanym wątkiem – drodze do niepodległości przez objawienia gietrzwałdzkie – zdaniem księdza powinniśmy się dzisiaj pochylić.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy z księdzem Krzysztofem Bielawnym w drugiej części Poranka WNET, a w niej także o rocznicowym odpuście w Gietrzwałdzie, który odbędzie się 10 września.

JS

 

15.08 / W 80 dni dookoła Polski / Dzień 49. / Poranek Wnet z Gietrzwałdu / Objawienia i ich znaczenie dla Polski

15 sierpnia to dzień szczególny, w którym świętujemy zwycięstwo polskiego wojska nad bolszewicką nawałą. W rocznicę cudu nad Wisłą zapraszamy na Poranek Wnet z polskiej Fatimy.

 

Goście audycji:

Abp Józef Górzyński – metropolita warmiński;

Dr hab. Romuald Szeremietiew – wykładowca Akademii Sztuki Wojennej, były wiceminister obrony narodowej;

S. Patrycja Paśko – Zgromadzenie Sióstr św. Katarzyny;

Ks. Krzysztof Bielawny – koordynator uroczystości jubileuszowych w Gietrzwałdzie z ramienia archidiecezji;

Ks. dr Bogusław Nagel – krajowy duszpasterz apostolstwa modlitwy za kapłanów „Margaretka”;

Anna Krasowska – organistka.


Prowadzący: Aleksander Wierzejski

Realizator: Andrzej Gumbrycht

Wydawca: Jan Brewczyński

Wydawca techniczny: Konrad Tomaszewski


 

Część pierwsza:

Siostra Patrycja Paśko o zasięgu działalności zakonu Zgromadzenia Sióstr św. Katarzyny oraz jego założycielce – Reginie Protmann, męczennicy.

Regina Protmann urodziła się w 1552 roku w Braniewie. Była jedynaczką, ukochaną córką ojca; otrzymała najlepsze wykształcenie. W wieku 19 lat była mądrą i piękną kobietą, która dostrzegła panującą nędzę. Razem z dwiema podobnie myślącymi koleżankami założyła wspólnotę. Nie spodobało się to jej rodzicom, którzy się jej wyrzekli.

Romuald Szeremietiew przypomniał historię wygrania przez Polaków Bitwy Warszawskiej oraz bitwy nad Niemnem w 1920 roku. Były wiceminister obrony narodowej oburzony oznajmił, że w Warszawie powinien powstać pomnik upamiętniający 18 bitwę decydującą o losach świata, aby każdy przyjeżdżający do miasta stołecznego turysta, poznał historię heroicznej walki Polaków z drugiej dekady XX wieku. Mówił również o znaczeniu relacji pomiędzy Polską a Ukrainą.

-Bitwy Niemeńska i Warszawska zadecydowały nie tylko o odzyskaniu niepodległości i utrzymaniu państwowości przez Polskę, ale również sprawiły, że narody Europy Środkowej odbudowały swoje państwowości. Jedne reaktywując państwa inne je budując, jak chociażby narody nadbałtyckie.

 

Część druga:

Ks. Krzysztof Bielawny o objawieniach Matki Bożej w Gietrzwałdzie w XIX wieku. Wizjonerkami były: trzynastoletnia Justyna Szafryńska i dwunastoletnia Barbara Samulowska. Mówił również o kilkunastotysięcznych pielgrzymkach do Gietrzwałdu. Duchowny stwierdził, że Polska odzyskała wolność nie tylko za sprawą rozegranych bitew w XX wieku, ale również dzięki wierze katolickiej, która wzmocniła się m.in. dzięki objawieniom maryjnym w warmińsko-mazurskiej wsi.

27 czerwca 1877 r. dziewczynka przyszła z mamą do kościoła, aby zdać egzamin przed pierwszą komunią świętą. Zanim poszły do domu, gdy zabiły dzwony, zatrzymały się, żeby odmówić Anioł Pański. Wtedy dziewczynce na klonie ukazała się Maryja jako piękna pani na tronie w orszaku aniołów i świętych. Ta scena została potem utrwalona na suficie kościoła w Gietrzwałdzie. To był początek objawień, w którym Maryja na razie jeszcze nie przemówiła. Objawienia trwały do 16 września 1877 r.

 

Część trzecia:

Anna Krasowska, organistka, mówiła o kompozycjach muzycznych granych w gietrzwałdzkiej parafii.

-Pieśni te często opowiadają losy ziemi Warmińskiej, gdzie księża byli więzieni w związku z tym, że były to czasy zaborów i kulturkampfu – powiedziała Krasowska, gość Poranka Wnet.

Abp Józef Górzyński o znaczeniu historycznym, społecznym oraz duchowym objawień w Gietrzwałdzie. Mówił również o specyfice powiatu olsztyńskiego, który z każdym rokiem ubożeje. Pod naporem bezrobocia, wielu mieszkańców tego terenu postanawia wyjechać do krajów Europy Zachodniej.

Doszło też do zabawnych sytuacji, kiedy to – jak wynika z zachowanych relacji z różnych miejsc Polski – księża ubolewali, że parafianie nie wybierają się na pielgrzymki na Jasną Górę, ale do „jakiegoś Gietrzwałdu”.

 

 

Część czwarta:

Ks. dr Bogusław Nagel o powstaniu „Margaretek” i jego odczuciach po przybyciu do Gietrzwałdu. Wytłumaczył również, na czym polegało orędzie Matki Bożej przekazane Justynie Szafryńskiej i Barbarze Samulowskiej.

Kapłani są jak kruche naczynia, które potrzebują ochrony, lub jak płomień świecy, który potrzebuje osłony. Tą osłoną jest modlitwa. Płomień gromadzi wokół siebie ludzi, którzy się w niego wpatrują. Kiedy kapłan upada, to znajdujące się dookoła niego osoby zaczynają się chwiać. Dlatego trzeba chronić kapłana modlitwą, o co prosi Matka Boża.

 


Posłuchaj całego Poranka Wnet:

Poranek Wnet / Repetowicz: Jak Niemcy chcą zatrzymać uchodźców w Polsce? Znów założą u nas obozy koncentracyjne?

Polska ma zbieżną ze Stanami Zjednoczonymi wizję Bliskiego Wschodu i może odegrać bardzo dużą rolę w rozmowach na temat stabilizacji północnych wybrzeży Libii – powiedział Witold Repetowicz.

– Do Syrii już od ubiegłego roku wracają ludzie wypędzeni przez wojnę, chociażby z obozów w Turcji – powiedział gość Poranka, który dziwił się przekazowi niektórych polskich mediów, jakoby ludzie ci mieli wracać do miejsc, gdzie dochodzi do bombardowań. Zwrócił uwagę na to, że są osoby, które „ubierają się w piórka tych, którym zależy na losie uchodźców”, a wcale im na nich nie zależy, bo podstawą troski powinno być „zabezpieczenie im jak najszybszego powrotu do domu, odbudowy kraju z ruin”.

– Na to powinny iść środki z UE, a nie na przyjmowanie nowych łódek – mówił Repetowicz. Wskazał, że przyjmuje się tysiące emigrantów z takich krajów, jak Senegal, gdzie nie ma dyktatury i nie ma żadnej wojny. Zwrócił uwagę na to, że ani w Iraku, ani w Syrii nie ma pomocy zagranicznej UE, żeby odbudowywać domy, do których uchodźcy mogliby wracać. Ma to jego zdaniem pomóc „w drenażu mózgów” tych krajów i zagwarantować realizację wizji Europy, w której „nie będzie już narodów”. Są siły w Europie, które prą do przyjmowania uchodźców nie na zasadach konwencji genewskiej, ale przyznawanego przez UE „prawa do zamieszkania, czyli otwarcia granic na wszystkich, którzy chcieliby tu zamieszkać”.

– Oczywiście byliby pewni selekcjonerzy, którzy kierowaliby lekarzy i inżynierów do takich krajów, jak Niemcy, a innych, tych niepotrzebnych, kierowaliby do krajów takich jak Polska. W Polsce ci ludzie musieliby znaleźć się w obozach koncentracyjnych otoczonych drutami kolczastymi pod napięciem, ponieważ i oni chcieliby uciec do Niemiec – powiedział ekspert Defence24. Jego zdaniem posłużyłoby to psuciu wizerunku Polski, mimo że ze strony Polski nie byłoby woli, aby tworzyć takie obozy.

– To jest coś, co nam chcą narzucić Niemcy – podkreślił gość Poranka Wnet. – Jeżeli Erytrejczycy, którzy siedzą w obozie pod Calais, chcą stamtąd uciec do Wielkiej Brytanii, to co będzie trzeba zrobić, żeby tego typu uchodźców zatrzymać w Polsce? – pytał.

Obama winny jest rozgardiaszowi na Bliskim Wschodzie

– Kwestie związane z problemami na Bliskim Wschodzie nie są podnoszone podczas spotkania Trójmorza – uważa Repetowicz. Jego zdaniem Polska ma zbieżną „w wielu miejscach” ze Stanami Zjednoczonymi wizję Bliskiego Wschodu.

Zwrócił uwagę na to, że kilka dni przed szczytem Trójmorza Grupa Wyszehradzka, która jest częścią Trójmorza, spotkała się z prezydentem Egiptu. Państwo to postrzegane jest przez administrację amerykańską jako jeden z kluczowych sojuszników stabilizujących sytuację na Bliskim Wschodzie.

Ekspert z Defence24 przypomniał, że za czasów Obamy doszło do destabilizacji w rejonie, a polityka byłego prezydenta USA doprowadziła do „wpychania Egiptu w ramiona Rosji” . Zwrócił uwagę na fakt, że Obama, wspierając Bractwo Muzułmańskie, doprowadził do tego, że ten rejon – w miarę spokojny, gdy obejmował on urząd prezydencki – przekształcił się w trakcie jego prezydentury w miejsce „totalnego rozgardiasza”.

– Spotkanie Grupy Wyszehradzkiej z prezydentem Egiptu wpisuje się w wizję Trumpa co do przyszłości tamtego rejonu – zauważył gość Poranka Wnet. Uważa on, że Europa dziś płaci kryzysem imigracyjnym, a Bliski Wschód humanitarnym za nieodpowiedzialną politykę ekipy Obamy, która zapoczątkowała Arabską Wiosnę.

Polska pomoże ustabilizować Libię

– Teraz jest czas na stabilizowanie sytuacji po tym rozgardiaszu. Polska może odegrać tutaj dużą rolę – powiedział Repetowicz. Przypomniał, że polskie siły są w Iraku na zaproszenie władz i zajmują się szkoleniem policji, co wpisuje się w amerykańską wizję postępowania w tamtym rejonie i wzmacnia nasz sojusz z USA.

– W przyszłości może to owocować większą rolą Polski w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie – przewiduje Repetowicz. Jego zdaniem Polska może odegrać kluczową rolę przy stabilizowaniu Libii, bowiem „ma spore doświadczenie w realizacji projektów i kontraktów w Libii”. Zwrócił uwagę, że gdyby istniały silne władze w Libii, mogłyby zapanować nad tym „kryminalnym procederem”, jak nazwał przerzut z Afryki do Europy nielegalnych imigrantów. Uważa on, że proceder ten jest wspierany przez określoną „mafię proimigracyjną”, z jaką mamy do czynienia na salonach Europy.

– Zamiast stworzyć stabilny rząd libijski i współpracować w tym zakresie z Egiptem, ZEA i libijskim generałem Khalifą Haftarem, który jako jedyny może być w stanie wprowadzić stabilizację w kraju, władze europejskie zwiększają alokację środków dla Włochów, by przyjmowali kolejne łódki z imigrantami – powiedział Repetowicz.

– Polska może odegrać bardzo dużą rolę w rozmowach o stabilizacji północnych wybrzeży Libii – powiedział Repetowicz. Podniósł kwestie związane z pomocą humanitarną w regionie, jak chociażby na granicy z Sudanem Południowym i Ugandą, gdzie robione są zdjęcia zabiedzonych dzieci. Zdjęcia te obiegają świat i są cynicznie wykorzystywane jako argument za przyjmowaniem uchodźców i ich relokacją.

– Czy te dzieci są w stanie dotrzeć do wybrzeży libijskich i przepłynąć w łodziach do Włoch? – pytał retorycznie Repetowicz, który uważa, że sumy przeznaczone na tak zwanych uchodźców mogłyby realnie zwiększyć możliwość przeżycia tych dzieci tam, na miejscu.

– Chaos wywołany tam przez Obamę doprowadził do serii nieszczęść i był bezpośrednią przyczyną epidemii chorób, które trawią tamtejszą ludność – oskarżał ekspert Defence24. Uważa on, że współpraca polsko-amerykańska może się przyczynić do zakończenia wojen w Afryce.

Całego Poranka Wnet można wysłuchać tutaj.

MoRo

 

 

 

 

 

 

Poranek Wnet/Dworczyk: Sojusz Północnoatlantycki to podstawa naszej polityki obronnej. Nie istnieje alternatywa dla NATO

Przekazanie najnowszych technologii świadczy o randze naszej współpracy. Do tej pory na tego typu wsparcie mógł liczyć tylko Izrael. Wchodzimy do I ligi w pozyskiwaniu nowoczesnego uzbrojenia.

– 4 lipca Polska Grupa Zbrojeniowa podjęła decyzję o zakupieniu systemów rakietowych Homar Lockheed Martin o zasięgu od 70 do 300 kilometrów.[related id=”28076″] To jest sprzęt, którego w Polsce do tej pory nie mieliśmy – powiedział wiceminister obrony narodowej Michał Dworczyk. Przypomniał, że systemy rakietowe, takie jak „Toczka”, które raziły na odległość 70 kilometrów, zostały wycofane już na początku tego stulecia. Sprzęt jaki otrzymamy zdecydowanie poprawi nasze możliwości obronne.

– Podpisaliśmy dziś memorandum intencyjne w sprawie Patriot w najnowszej konfiguracji, to będzie dokładnie taki sam sprzęt, który wchodzi do uzbrojenia armii Stanów Zjednoczonych – powiedział minister Dworczyk, uchylając się od odpowiedzi na temat samych negocjacji.

– Przekazanie najnowszych technologii świadczy o randze naszej współpracy. Do tej pory na tego typu wsparcie mógł liczyć tylko Izrael. Wchodzimy do I ligi w pozyskiwaniu nowoczesnego uzbrojenia – powiedział wiceszef MON. Jego zdaniem jest to fundament przyszłej polityki zbrojeniowej państwa polskiego.

– To nie jest sprzęt, który leży na półce sklepowej, tak że można wejść i go kupić – powiedział zapytany, kiedy możemy się spodziewać, że Patrioty trafią do Polski. Zaznaczył przy tym, że nie cała technologia zostanie Polsce przekazana, ale jej część wykorzystywana w systemach Patriot.

– W sposób zasadniczy zmienia się sytuacja w Polsce, jeśli chodzi o obronę przeciwlotniczą – powiedział gość Poranka. Rozbudowa i modernizacja Polskich Sił Zbrojnych ma wiązać się bezpośrednio z modernizacją polskiego przemysłu zbrojeniowego. Dla MON absolutnym priorytetem jest to, aby polska armia była wyposażana przez polską gospodarkę, do której trafiają najnowocześniejsze technologie.

– To są miliardy wpompowywane w gospodarkę i ma to zasadnicze przełożenie na rynek pracy – powiedział Dworczyk.

Wiceminister zwrócił uwagę na to, że traktat waszyngtoński to nie tylko jego piąty artykuł, mówiący o pomocy sprzymierzonych NATO krajowi zaatakowanemu, ale również artykuł trzeci, który nakłada na państwo członkowskie konieczność budowania swoich zdolności obronnych.

– Pozyskiwanie nowych technologii i rozbudowa systemu obronnego jest dziś koniecznością – podkreślił. Przypomniał, że niedawno rząd Platformy Obywatelskiej planował przekazanie aportem Polskiej Grupy Zbrojeniowej do europejskiego konsorcjum obronnego, które miało powstać „z przyzwoleniem na to, żeby część polskiego przemysłu obronnego została zlikwidowana”.

– Podejście do polityki obronnej zostało diametralnie zmienione przez ministra Antoniego Macierewicza – stwierdził wiceszef MON.

– Sojusz Północnoatlantycki jest podstawą naszej polityki obronnej i nie ma na świecie alternatywy dla niego – zadeklarował. Ma on pierwszeństwo przed ewentualnymi sojuszami, które będą chcieli tworzyć Niemcy w ramach Unii Europejskiej. Wiceminister wyraził też nadzieję, że ewentualne powstanie unijnej armii nigdy nie będzie tworzone w opozycji do NATO.

Wiceszef MON zaprosił słuchaczy Poranka Wnet na błonia Stadionu Narodowego w Warszawie na piknik polsko-amerykański organizowany przez jego resort.

MoRo

Poranek WNET/ 6 lipca 2017 / Warszawa / Paweł Zyzak i Jacek Bartosiak: Donald Trump funduje Europie terapię szokową

Sygnując politykę Trumpa w Europie, będziemy ponosili jej koszty. Amerykanie balansują wpływy Starej Europy, a wizyta w Polsce ma jej uświadomić, że USA mają wybór i mogą wybrać Europę Środkową.

– Polityka względem Chin ponosi pewne fiasko, bo nie może wyegzekwować kwestii koreańskiej – zauważył Paweł Zyzak, odnosząc się do nocnego głosowania w Radzie Bezpieczeństwa NATO, gdzie ze względu na sprzeciw Rosji i Chin nie nałożono na Koreę Północną sankcji za kolejną próbę z bronią jądrową.

– Musimy wykalkulować, jaki wpływ mają USA na system globalny. Trump popełnia błędy w temacie Chin, bo chyba źle porównał układ sił i nie jest on korzystny dla USA – wtórował mu Bartosiak. Jego zdaniem USA usiłują stosować względem Europy „terapię szokową”. Krytykował brak skuteczności w sprawie z Koreą i w innych kwestiach na Dalekim Wschodzie, gdzie z każdym miesiącem USA coraz bardziej oddają pole Chinom. [related id=”28042″]

– W stosunku do Europy dopiero zaczyna się ta polityka – podkreślił Bartosiak, który uważa, że pierwszym jej przejawem będzie to, co Trump powie dziś w Warszawie. Kluczowy dla sprawy relacji między USA a Europą będzie też szczyt państw G-20. Jaki kierunek obierze ta polityka, pokażą następne miesiące. Jego zdaniem Niemcy w Europie rzuciły wyzwanie USA.

– W sytuacji gdy bezpośrednio będziemy sygnować politykę Trumpa w Europie, poniesiemy jej koszty – podkreślił dr Bartosiak.

– W administracji USA mamy dwie tendencje – zauważył Paweł Zyzak. Jego zdaniem pierwsza to generałowie pamiętający jeszcze czasy zimnowojenne, którzy „chcą mocnych Stanów w Europie”. Druga wynika ze sposobu uprawiania polityki przez samego Trumpa, który stawia na bilateralne relacje i chce trzymać się w Europie z „bad boyami”, co zmierza w kierunku pewnego rodzaju izolacjonizmu, nacjonalizmu USA.

Paweł Zyzak zauważył, że prasa amerykańska, odnosząc się do wizyty Trumpa w Warszawie, często pisze, że prezydent wywodzący się ze środowiska zwanego w USA  „national populist” pojechał do Polski „do swoich”.

Zdaniem Bartosiaka Amerykanie balansują wpływy Starej Europy po tej nieprzyjemnej dla Trumpa reakcji z Niemiec, które uważają, że reprezentują kontynentalną Europę.

– Amerykanom zaświtało, że Niemcy będą budowali nowe Imperium Rzymskie [Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, czyli kolejną Rzeszę – przyp. red.] i próbują zdusić te pomysły, pokazać, że jest Europa Wschodnia i Zachodnia i można balansować taką sytuację – powiedział dr Jacek Bartosiak, ekspert ds. międzynarodowych.

– Ciężar przesunął się w stronę Pacyfiku, Europa jest drugorzędna, ale też ważna dla USA, szczególnie ważna dla „rewolucjonisty” Trumpa. Postawił on diagnozę, której implikacje są takie, że trzeba zastosować terapię szokową w relacjach z sojusznikami – dodał Bartosiak.

Eksperci odnieśli się także do kwestii znaczenia Polski w polityce USA.

– Jeśli chodzi o rolę Polski w przyszłości, to jestem optymistą. Uważam, że Trump nie ma określonej wizji, a chce przenieść nawyki z biznesu do polityki, chce potrząsnąć relacjami z partnerami, licząc, że wyegzekwuje swoje – zakończył ekspert.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka kliknij tutaj

Poranek Wnet 6 lipca 2017 z Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie/ Donald Trump w stolicy Polski!

Zanim prezydent USA zostanie przyjęty na Zamku Królewskim przez prezydenta Rzeczypospolitej – my zapraszamy w czwartek na wyjątkowy Poranek WNET z Krakowskiego Przedmieścia. Słuchaj teraz na żywo!

 

Goście Poranka:

Michał Dworczyk – wiceminister obrony narodowej,

Dr Jacek Bartosiak – ekspert od strategii i geopolityki,

Dr Paweł Zyzak – historyk, badacz relacji polsko-amerykańskich,

Dr Maciej Szymanowski – wykładowca Uniwersytetu Katolickiego w Budapeszcie, znawca polityki środkowoeuropejskiej,

Witold Repetowicz – publicysta portalu Defence24, ekspert od spraw Bliskiego Wschodu,

Julian Kulski – architekt, wieloletni pracownik Banku Światowego, powstaniec warszawski,

Jan Bogatko – korespondent Radia WNET w Niemczech.

 

Słuchajcie nas w Radiu Warszawa, Radiu Nadzieja i na wnet.fm

 


Prowadzący: Aleksander Wierzejski

Wydawca: Antoni Opaliński

Realizator: Andrzej Gumbrycht

Wydawca techniczny: Luiza Komorowska


Część pierwsza:

Jacek Bartosiak i Paweł Zyzak o wizycie Donalda Trumpa w Polsce i relacjach zachodniej prasy na jej temat;

Michał Dworczyk o modernizacji polskich sił zbrojnych – amerykańskie technologie zostaną udostępnione polskiemu przemysłowi obronnemu;

 

Część druga:

Maciej Szymanowski o komentarzach prasy węgierskiej na temat wizyty prezydenta Stanów Zjednoczonych w Polsce o bezpieczeństwie energetycznym naszego kraju;

Krzysztof Romaniuk o gonitwie Derby na służewieckim torze, która odbyła się w miniony weekend 1-2 lipca;

Serwis informacyjny Radia Warszawa i Słup ogłoszeniowy Radia Wnet;

 

Część trzecia:

Witold Repetowicz o wadze i znaczeniu wizyty Donalda Trumpa w Polsce w kontekście konfliktów międzynarodowych, zwłaszcza tych na Bliskim Wschodzie;

Jan Bogatko – o szoku Niemiec z tego powodu, że Trump nie pojawił się w stolicy któregoś z wiodących krajów Europy, tylko u „zbyt wsiowych Polaków” w Warszawie;

 

Część czwarta:

Julian Kulski o polityce Baracka Obamy w porównaniu do polityki Donalda Trumpa.


Posłuchaj całego Poranka Wnet!