Sterowce zwykle kojarzą się z zeppelinami, wielkimi cygarami nad miastami i czarną legendą Hindenburga. Ta audycja pokazuje jednak, że historia „żeglugi powietrznej” jest dużo bogatsza – i że ma zaskakująco mocny, polski wątek. Gościem rozmowy był Miłosz Rusiecki, pasjonat lotnictwa, który z reporterską precyzją porządkuje początki historii sterowców, ich typy, złotą epokę lotów pasażerskich i wojenne zastosowanie. Druga część audycji otwiera zaś drzwi do niemal sensacyjnego odkrycia: Piotr Szutkiewicz – mieszkaniec białostockich Pietrasz i historyk amator – opowiada o monstrualnym carskim hangarze dla sterowców, którego ślady do dziś kryją się w lesie.
Już na starcie Miłosz Rusiecki rozbraja popularne uproszczenie: sterowiec to nie „balon z historią”, tylko balon, którym da się sterować. Jak tłumaczy, sterowiec to statek powietrzny „lżejszy od powietrza”, ale wyposażony w napęd i stery, dzięki czemu może lecieć nie tylko „z wiatrem”.
„Sterowcem możemy nazywać każdy statek powietrzny, który lata na zasadzie wykorzystania gazu lżejszego od powietrza (…) ale taki, który ma własny napęd i możliwe jest sterowanie nim niezależne od kierunku wiatru.”
To właśnie wątek napędu prowadzi do kluczowego przełomu: dopiero lżejsze silniki otworzyły drogę do sterowców w nowoczesnym sensie. Rusiecki przypomina pionierski lot Henriego Giffarda z 1852 roku i podaje liczby, które dziś brzmią skromnie, ale wtedy były „niesamowite”: 27,5 km trasy, 8 km/h prędkości i 1800 m wysokości.
„Pierwszym był Francuz inżynier Henri Giffard, który we wrześniu 1852 roku wykonał pierwszy lot skonstruowanym przez siebie sterowcem (…) osiągając zawrotną prędkość 8 kilometrów na godzinę.”
W rozmowie pada ważne rozróżnienie: nie każdy sterowiec to zeppelin, a zeppelin to – ściśle – określony typ i tradycja konstrukcyjna. Rusiecki opisuje trzy główne „gałęzie” sterowców:
„Sterowce (…) podzieliły się jakby na trzy takie gałęzie: sterowce ciśnieniowe (…) sterowce półsztywne (…) i wreszcie (…) sterowce sztywne, zwane też szkieletowymi.”
W tym momencie na scenę wchodzi nazwisko, które stało się synonimem: Ferdynand hrabia von Zeppelin. Rusiecki podkreśla jednak, że „zeppelin” jako słowo potoczne działa jak „rower” od firmy Rover – uproszczenie, które zostało z nami, choć technicznie jest nieprecyzyjne.
„Sterowce Zeppelina były pierwsze (…) ale to nie jest pierwszy przypadek, gdy nazwa firmy (…) stała się synonimem całego urządzenia.”
Jednym z ciekawszych fragmentów audycji jest przywołanie cywilnych sukcesów sterowców sprzed I wojny światowej. Rusiecki przypomina działalność DELAG i liczby, które robią wrażenie nawet dziś: 1588 lotów pasażerskich i ponad 34 tys. przewiezionych osób – bez ofiar śmiertelnych.
„W latach 1910–1914 funkcjonowało Towarzystwo DELAG (…) wykonało aż 1588 lotów pasażerskich (…) przewiozły (…) ponad 34 tysiące pasażerów bez śmiertelnych wypadków.”
Potem rozmowa przeskakuje do międzywojnia – wprost nazwanego „złotą epoką lotów pasażerskich”. Rusiecki przywołuje transatlantyckie wyczyny brytyjskiego R-34 i wielką kartę Niemców: LZ-127 Graf Zeppelin, podróż dookoła świata, przeloty nad Pacyfikiem, Arktykę i regularną służbę pasażersko-pocztową.
„Pierwszy lot odbył w 1928 roku, a rok później odbył już podróż dookoła świata.”
„W latach 1931–1937 wykonał 34 loty regularnych przewozów pasażerskich (…) pokonał Atlantyk 143 razy.”
Audycja nie ucieka od tematu, który w masowej pamięci przyćmiła resztę historii sterowców. Rusiecki pokazuje jednak proporcje: Hindenburg nie był „jedyną” katastrofą, ale stał się najbardziej znany, bo tragedię utrwaliła kamera i radio.
„Dlaczego to było tak sławne (…) Ano dlatego, że zostało uwiecznione na filmie i w transmisji radiowej.”
Pada też konkret: 6 maja 1937, Lakehurst, ofiary wśród pasażerów i załogi – a po tym wydarzeniu epoka wielkich sterowców pasażerskich zaczęła gasnąć.
„Sterowiec zapalił się, spadł na ziemię (…) zginęło 13 pasażerów i 22 lotników.”
Wątek polski pojawia się jako coś więcej niż ciekawostka. Rusiecki mówi wprost: II RP miała jeden sterowiec wojskowy, kupiony we Francji, przechowywany i montowany w Toruniu w poniemieckiej hali.
„Był to tylko jeden sterowiec (…) zakupiony w 1921 roku (…) przechowywany w hali w Toruniu.”
„Gdy pierwszy lot wykonano (…) w sierpniu 1922 roku nad okolicami Torunia.”
Sterowiec „Lech” – niewielki, ciśnieniowy – służył głównie do lotów szkolnych i pokazowych, a jego eksploatację zakończono w 1928 roku. Audycja domyka też smutną pointą: w Polsce nie zachowały się hale sterowcowe.
„Halę w Toruniu rozebrano w 1955 roku (…) w Polsce w tej chwili nie ma żadnego śladu po halach sterowcowych.”
Druga część audycji zmienia tempo: wchodzimy w opowieść Piotra Szutkiewicza, która brzmi jak połączenie rodzinnej tajemnicy, terenowych poszukiwań i pracy archiwalnej. Szutkiewicz mówi, że przez lata nikt nie potrafił wyjaśnić, czym są potężne betonowe elementy w lesie. Przełomem okazały się mapy, rosyjskie opracowania i konsekwencja.
„Nikt nie wiedział, nie znał przeznaczenia tych elementów betonowych (…) historia jest znakomicie udokumentowana w rosyjskich opracowaniach.”
Szutkiewicz podaje też skalę hangaru budowanego w 1912/1913 jako frontową bazę carskich sterowców: 123 m długości, 53 m szerokości, 33 m wysokości – a fundamenty do dziś tkwią w ziemi.
„Wybudowano (…) hangar dosyć monstrualnych rozmiarów (…) miał 123 metry długości, 53 metry szerokości, 33 metry wysokości.”
Są też detale, które zostają w głowie: drewniana konstrukcja łączona metalowymi kształtkami, udział cyrkowego akrobaty przy montażu dźwigarów, „fotochromowe szyby”, wyciągarki, wrota otwierane przez kilka osób – i sterowce, które stąd wylatywały: Albatros, Astra oraz trzeci, napełniany gazem.
„Budowało go 50 osób, a przy budowie wykorzystywano nawet akrobatę cyrkowego…”
„Stosowano nowoczesne rozwiązania techniczne (…) olbrzymie wrota, które można było otworzyć (…) przy udziale dosłownie dwóch, trzech osób.”
Szutkiewicz mówi też o wojennym użyciu: misjach zwiadowczych i epizodzie bombardowania stacji kolejowej w Ełku.
„Te sterowce (…) głównie zwiadowcze, ale jeden z nich skutecznie zbombardował stację kolejową w Ełku…”
Piotr Szutkiewicz podjął współpracy z Politechniką Białostocką i żmudnych pomiarach bez GPS. Efektem jest trójwymiarowy model hangaru i plany dalszych prac.
„Powstał trójwymiarowy model tej konstrukcji (…) wyjaśniło się przeznaczenie poszczególnych elementów.”
„Mierzyliśmy to wszystko stalową taśmą przez kilka miesięcy.”
Pada też zapowiedź ścieżki historycznej (tablice lub kody QR) i pomysł rekonstrukcji w skali, żeby miejsce stało się czytelne dla odwiedzających.
„Planowana jest tutaj ścieżka historyczna (…) pewnie będą to kody QR.”
„Istnieją plany (…) żeby zrobić rekonstrukcję, oczywiście w skali tego hangaru.”
A na koniec – obraz, który działa na wyobraźnię, bo jest bardzo „filmowy”: spacer po lesie i wyobrażenie, że hangar „wyłania się” zza drzew.
„Czasami wędrując po tym lesie, wyobrażam sobie jak taki hangar wlatuje gdzieś za drzew w moim kierunku.”
Zapraszamy w podróż wehikułem czasu do świata minionych zwyczajów, wydarzeń i postaci. Każdy odcinek to spojrzenie w przeszłość, które pozwala odkryć minione już piękno i czar dawnych lat. Audycja skupia się zarówno na muzyce przedwojennej czy okresu PRL-u, ale także przypomina sylwetki zapomnianych postaci historycznych. Dokąd udamy się tym razem?

Demis Roussos przyszedł na świat 15. czerwca 1946 roku w Aleksandrii. W 80. rocznicę jego urodzin wspominamy twórczość tego barwnego artysty, wracając do poc...
Prowadzący:

W Dniu Dziecka zabieramy słuchaczy do świata dawnych animacji Disneya i pierwszych polskich dubbingów. W audycji przypomina takie tytuły jak „Królewna Śnieżk...
Prowadzący:

Jerzy Woy-Wojciechowski opowiada o swoim życiu między medycyną a muzyką, wspomina początki Teatrzyku Piosenki Lekarzy Eskulap, historię powstania „Goniąc kor...
Prowadzący:

W rocznicę urodzin kompozytora przypominamy jego sylwetkę. Autor takich szlagierów jak tango milonga czy ta ostatnia niedziela ma na swoim koncie znacznie wi...
Prowadzący: