Teraz na antenie:
Radio Wnet
Historia

Zbrodnia Wołyńska. Aż 90-95 proc. Polaków wciąż leży w dołach śmierci

– Pięćdziesiąt pięć tysięcy naszych rodaków wciąż nie doczekało się chrześcijańskiego pochówku – alarmuje dr Leon Popek z IPN. Choć od Zbrodni Wołyńskiej minęło już ponad 80 lat, los większości ofiar nadal nie został do końca wyjaśniony. Nowe poszukiwania z użyciem niemieckich zdjęć lotniczych dają jednak nadzieję na przełom.
Zbrodnia Wołyńska. Aż 90-95 proc. Polaków wciąż leży w dołach śmierci

Rodzina Rudnickich, mordowana przez UPA we wsi Chobułtowa, fot. IPN/zbrodniawolynska.pl

Zbrodnia Wołyńska. Przełom pod ziemią

Archiwalne, niemieckie zdjęcia lotnicze Luftwaffe z maja 1944 roku okazały się kluczem do rozwiązania jednej z największych zagadek zbrodni wołyńskiej. Polscy badacze połączyli nowoczesną technologię z relacjami ostatnich świadków. Efekt przyszedł natychmiast.

Naukowcy wytypowali na zdjęciach specyficzne, jaśniejsze punkty, które mogły oznaczać jamy grobowe. Analiza terenu dawnego gospodarstwa Aleksandra Strażyca w Woli Ostrowieckiej przyniosła natychmiastowy sukces. Maszyny ruszyły w kwietniu 2026 roku.

– Dosłownie w ciągu pierwszej godziny odkryliśmy szczątki zamordowanych osób – relacjonuje dr Leon Popek, historyk i potomek ofiar Wołynia.

To gigantyczny krok naprzód. Polscy i ukraińscy archeolodzy wspólnie otworzyli nieznany dotąd masowy grób. Prace w tym rejonie ruszyły po długiej, trwającej aż 11 lat przerwie wywołanej blokadą procedur urzędowych.

Porażający bilans zbrodni

Statystyki dotyczące ofiar rzezi wołyńskiej porażają i pokazują skalę dotychczasowych zaniedbań. Choć od tragicznych wydarzeń minęło ponad osiem dekad, wolna Polska wciąż nie może pochować swoich obywateli. Ofiary Wołynia w ogromnej większości nadal spoczywają w bezimiennych miejscach.

Przez ostatnie 36 lat na Wołyniu przeprowadzono zaledwie pięć ekshumacji. Liczba ta drastycznie kontrastuje z rzeczywistymi potrzebami. Szacunki historyków nie pozostawiają złudzeń co do skali problemu.

– Dla Wołynia było pięć ekshumacji. Z sześćdziesięciu tysięcy zamordowanych zaledwie pięć tysięcy miało pochówek do tej pory. Pięćdziesiąt pięć tysięcy spoczywa w dołach śmierci – alarmuje dr Leon Popek z Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN.

Oznacza to, że aż 90-95 proc. ofiar brutalnych mordów wciąż leży na polach, łąkach i w lasach. Badacze porównują tę sytuację do relacji polsko-niemieckich. Niemcy co roku, w majestacie prawa, odnajdują i godnie grzebią tysiące swoich żołnierzy na terenie Polski, podczas gdy polskie wnioski na Ukrainie utykają w urzędniczych procedurach.

Trudny kod DNA

Współczesna genetyka poczyniła gigantyczne postępy, dając nadzieję na identyfikację odnajdywanych szczątków. Badania, które w latach 90. czy nawet w 2011 roku były niemożliwe, dziś stają się standardem. Jednak na drodze naukowców stoi bolesna przeszkoda naturalna.

Ukraińscy nacjonaliści stosowali taktykę totalnej eksterminacji. Mordowali całe wielopokoleniowe rodziny, nie oszczędzając niemowląt ani starców. W wielu przypadkach po prostu nie ma kogo prosić o materiał porównawczy.

– Siedemdziesiąt procent rodzin zginęło w całości. Nikt nie ocalał, nie ma materiału porównawczego – wyjaśnia ze smutkiem dr Leon Popek.

Sytuację komplikuje fakt, że mieszkańcy tamtejszych wsi żyli w nich od kilkuset lat i byli ze sobą głęboko spokrewnieni. Aby odróżnić dziesiątki rodzin o tych samych nazwiskach, stosowano przydomki. IPN rozpoczął już zbieranie próbek DNA od żyjących dzieci i wnuków ofiar, licząc na określenie choćby stopnia pokrewieństwa.

Cicha pomoc rolników

Temat rzezi wołyńskiej nieustannie wywołuje tarcia dyplomatyczne na linii Warszawa-Kijów. Ostatnie decyzje prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia „bohaterów” UPA wywołały w Polsce oburzenie. Historycy wolą jednak unikać politycznej burzy, skupiając się na działaniu w terenie.

Tam, z dala od gabinetów polityków, rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Lokalna ludność ukraińska wykazuje się ogromnym zrozumieniem i empatią dla pracy polskich archeologów.

– Miejscowi rolnicy wstrzymywali się przez kilka dni z pracami rolnymi, orką, siewem, żebyśmy mogli dokonać poszukiwań na ich polu – opowiada badacz IPN.

Mimo że sąsiedzi wokół dawno obsiali już swoje pola, właściciele gruntów w Woli Ostrowieckiej czekali cierpliwie. Współpraca z ukraińskimi archeologami układała się wzorowo, a lokalne władze oferowały bezpośrednią pomoc logistyczną.

Krwawe korzenie oprawców

Zrozumienie skali i brutalności zbrodni wołyńskiej wymaga cofnięcia się do pierwszych lat wojny. Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) nie powstała w próżni. Jej kadry dowódcze posiadały potworne, praktyczne doświadczenie w masowej eksterminacji ludzi.

Około pięciu tysięcy ukraińskich policjantów na służbie niemieckiej zdezerterowało do lasu, zasilając szeregi UPA. Ludzie ci wcześniej czynnie uczestniczyli w Holokauście. To oni przenieśli bezwzględne metody niemieckie na polskie wsie.

Metodyczny mord objął nie tylko Polaków, ale również Czechów oraz samych Ukraińców, którzy odmawiali udziału w rzezi lub ratowali sąsiadów. Badacze podkreślają, że pamięć o tych sprawiedliwych Ukraińcach powinna stanowić fundament, na którym Polska i Ukraina zbudują w przyszłości prawdziwe pojednanie. Do tego potrzebne są jednak kolejne, nieblokowane politycznie ekshumacje na Wołyniu.

WPIERAJ NAS NA PATRONITE

Przeczytaj więcej

Kardynał Hlond i spór o wartości. „Nie ma neutralności” w życiu społecznym
Kardynał Hlond i spór o wartości. „Nie ma neutralności” w życiu społecznym
Niemiecka gra historią. Jak Berlin i Kijów rozgrywają Polskę. W tle „bohaterowie UPA”
Niemiecka gra historią. Jak Berlin i Kijów rozgrywają Polskę. W tle „bohaterowie UPA”
Janusz Korczak. Człowiek, który stanął po stronie dzieci
Janusz Korczak. Człowiek, który stanął po stronie dzieci