
Polska armia musi przejść rewolucję

– Te zakupy nie są niepotrzebne. One są po prostu niewystarczające, żeby mówić o odstraszaniu Federacji Rosyjskiej – twierdzi Marek Budzisz. Ekspert bije na...
Prowadzący:
Wielu zachodnich planistów wciąż tkwi w przekonaniu, że ewentualny konflikt z Rosją będzie przebiegał według klasycznego scenariusza. Zakłada on szybkie wywalczenie przewagi w powietrzu przez siły sojusznicze, co z kolei umożliwi swobodny manewr wojsk pancernych i zmechanizowanych.
Współczesne realia pokazują jednak zupełnie inny obraz walki, w której dominują drony, systemy antydostępowe oraz wojna elektroniczna. W tym kontekście polskie plany zakupowe budzą spore wątpliwości niezależnych analityków.
– W moim odczuciu w niedostatecznym stopniu uwzględniamy to, jak ta wojna się zmieniła i przy użyciu jakich środków walki jest prowadzona – ocenił Marek Budzisz, ekspert ds. polityki międzynarodowej i wojskowości.
Zdaniem analityka, choć pozyskiwany sprzęt jest polskiej armii potrzebny, to akcenty zostały rozłożone niewłaściwie. Kupujemy drogie platformy bojowe, zapominając o zdolnościach, które decydują o przetrwaniu na nowoczesnym polu bitwy.
Kolejnym błędem polskiej klasy politycznej jest zakładanie, że ewentualne starcie z Moskwą od razu przybierze formę pełnoskalowej, kinetycznej inwazji. Tymczasem Kreml od lat doskonali narzędzia wojny hybrydowej i asymetrycznej.
Prowokacje graniczne, naruszanie przestrzeni powietrznej przez bezzałogowce czy ataki sabotażowe to chleb powszedni państw flanki wschodniej NATO. Na takie działania tradycyjne czołgi czy myśliwce nie stanowią bezpośredniej odpowiedzi.
– Te zakupy nie są niepotrzebne. One są po prostu niewystarczające, żeby mówić o odstraszaniu Federacji Rosyjskiej, która ma skłonność do zwiększania presji poniżej progu wojny konwencjonalnej – zaznaczył Marek Budzisz.
Słabość polskich przygotowań polega na braku narzędzi do reagowania w tzw. szarej strefie bezpieczeństwa. Przeciwnik może skutecznie paraliżować państwo bez przekraczania progu, który uruchomiłby artykuł 5. Traktatu Północnoatlantyckiego.
Prawdziwym celem polityki obronnej państwa nie powinno być wyłącznie przygotowanie do krwawego starcia, lecz niedopuszczenie do jego wybuchu. Kluczem do sukcesu pozostaje wiarygodne i silne odstraszanie.
Polska, jako podatnik i dłużnik spłacający miliardowe zobowiązania, musi zacząć wymagać od decydentów strategicznej elastyczności. Bez dostosowania zakupów do realiów wojny asymetrycznej, ryzykujemy utratę inicjatywy strategicznej.
– Należy przede wszystkim mówić o tym, co zrobić, ażeby wojny nie było, a nie tylko jak się do niej przygotować – dodał na koniec Marek Budzisz.