Teraz na antenie:
Radio Wnet
Wiadomości

USA ostro wchodzą na Kaukaz. Armenia: „Korytarz Trumpa” odetnie Rosję?

– Do granicy z Azerbejdżanem mam zaledwie trzy kilometry, jestem w miejscowości Goris w strategicznej prowincji Sjunik – relacjonuje Mikołaj Murkociński. Po sensacyjnej wizycie szefa amerykańskiej dyplomacji Marco Rubio w Erywaniu, Amerykanie przejmują kontrolę nad kluczowym szlakiem handlowym. Czy projekt TRIPP ostatecznie wyrwie Armenię z rąk Kremla?
USA ostro wchodzą na Kaukaz. Armenia: „Korytarz Trumpa” odetnie Rosję?

Historyczny krok w Erywaniu: sekretarz stanu USA Marco Rubio i szef MSZ Armenii Ararat Mirzoyan podpisują Kartę Partnerstwa Strategicznego oraz porozumienie TRIPP.

Wojna o wąskie gardło

Sytuacja na południu Armenii staje się krytyczna. To właśnie tutaj, w górzystej prowincji Sjunik, ważą się losy nie tylko Kaukazu, ale i globalnego układu sił między Wschodem a Zachodem.

– Do granicy z Azerbejdżanem mam zaledwie trzy kilometry, jestem w miejscowości Goris w prowincji Sjunik – relacjonuje wysłannik Radia Wnet Mikołaj Murkociński.

Miejscowość ta stanowi geograficzne i polityczne „wąskie gardło” regionu. Od wschodu graniczy bezpośrednio z Azerbejdżanem, natomiast od zachodu sąsiaduje z azerbejdżańską eksklawą – Nachiczewanem. To sprawia, że Armenia i jej korytarz Sjunik stanowią barierę, którą Baku od lat próbuje przełamać.

– Baku od wielu lat domaga się tutaj zbudowania eksterytorialnej autostrady, która miałaby połączyć Azerbejdżan z eksklawą nachiczewańską – tłumaczy Mikołaj Murkociński.

Projekt Trump Route (TRIPP) i nowy sojusz z USA

Odpowiedzią na te napięcia stał się wypracowany pod auspicjami Waszyngtonu projekt multimodalnego korytarza transportowego TRIPP (Trump Route for International Peace and Prosperity), potocznie nazywanego „Korytarzem Trumpa”.

Inicjatywa ta ma połączyć Azerbejdżan z jego eksklawą przy zachowaniu pełnej suwerenności Armenii nad jej terytorium. Amerykanie grają o pełną stawkę – w całym przedsięwzięciu zamierzają przejąć aż 74 proc. udziałów za pośrednictwem konsorcjum TRIPP Development Company (TDC), które ma zarządzać trasą (obejmującą m.in. kolej i infrastrukturę przesyłową) przez co najmniej 49 lat.

Wizyta sekretarza stanu USA, Marco Rubio, w Erywaniu (26 maja) potwierdziła, że Waszyngton traktuje tę inwestycję priorytetowo. Podczas błyskawicznego, trwającego niespełna godzinę spotkania na lotnisku Zwartnots w Erywanie, Rubio oraz szef ormiańskiej dyplomacji Ararat Mirzojan parafowali umowę ramową wdrażającą projekt TRIPP. Ostateczne podpisanie dokumentu ma nastąpić w ciągu najbliższych tygodni.

Amerykańska delegacja nie odleciała jednak z pustymi rękami. Oficjalnie podpisano dwa inne przełomowe dokumenty: Kartę o Kompleksowym Partnerstwie Strategicznym oraz porozumienie ramowe dotyczące zabezpieczenia dostaw w dziedzinie wydobycia i przetwarzania metali ziem rzadkich oraz minerałów krytycznych.

Nowy korytarz transportowy pod amerykańskim nadzorem ma ominąć dotychczasowe rosyjskie strefy wpływów i połączyć region bezpośrednio z rynkami zachodnimi. To potężny cios dla Kremla, który na mocy zawieszenia broni z 2020 roku rościł sobie wyłączne prawo do kontrolowania ruchu na tej trasie za pomocą swoich sił granicznych FSB.

Gorzkie rozliczenie z Moskwą

Amerykańska ofensywa dyplomatyczna nie byłaby możliwa, gdyby nie głębokie rozczarowanie Ormian postawą Rosji. To właśnie w Goris rozpoczyna się słynny korytarz laczyński – jedyna droga łącząca niegdyś Armenię z Górskim Karabachem (Arsachem).

– Byli tu obecni Rosjanie w 2023 roku, którzy nic nie zrobili, aby Górski Karabach został uratowany przed przejęciem przez Azerbejdżan – przypomina Mikołaj Murkociński.

Bierność rosyjskich „sił pokojowych” doprowadziła do katastrofy humanitarnej. Setki tysięcy ormiańskich uchodźców uciekały przed czystkami właśnie przez Goris. Ta zdrada stała się punktem zwrotnym, który pchnął rząd w Erywaniu do zerwania historycznego sojuszu z Moskwą i zamrożenia prac w trójstronnych grupach roboczych z udziałem Rosji.

– To wywołało ogromną falę uchodźców w regionie, a dla Armenii był to symboliczny koniec złudzeń o rosyjskiej opiece – dodaje dziennikarz.

Wybory na krawędzi

Już za 10 dni, 7 czerwca 2026 roku, odbędą się kluczowe wybory w Armenii. Będą one de facto plebiscytem: czy obywatele poprą prozachodni kurs premiera Nikola Paszyniana, czy też ugną się pod presją opozycji dążącej do powrotu pod skrzydła Moskwy.

Kreml nie zamierza tanio sprzedać skóry. Rosja wciąż kontroluje kluczowe sektory ormiańskiej gospodarki oraz sektor energetyczny (w tym sieć kolejową na mocy koncesji ważnej do 2038 roku). Dodatkowo w samej stolicy, Erywaniu, przebywa obecnie około 50 tysięcy Rosjan, co przy 3-milionowym narodzie daje ogromne możliwości wywierania wpływu.

– Nikola Paszynian nie jest nawet aż tak pro-zachodni, ale nie ma specjalnie wyboru, ponieważ musi jakoś balansować między mocarstwami – zaznacza Mikołaj Murkociński.

Czy Trump Route (TRIPP) oraz zwrot ku Zachodowi uratują suwerenność Armenii? Wynik czerwcowego głosowania zadecyduje, czy kraj ten ostatecznie wyrwie się z rosyjskiej strefy wpływów, czy też pozostanie zakładnikiem dawnego imperium.

Przeczytaj więcej

Waszyngton daje Berlinowi sygnał? Niemcy mogą tracić wyjątkową pozycję
Waszyngton daje Berlinowi sygnał? Niemcy mogą tracić wyjątkową pozycję
Leon XIV: liturgia angażuje ciało, umysł i serce
Leon XIV: liturgia angażuje ciało, umysł i serce
Drony nad Petersburgiem. Szeremetiew: Rosjanie dostają sygnał, że wojna dotarła także do nich
Drony nad Petersburgiem. Szeremetiew: Rosjanie dostają sygnał, że wojna dotarła także do nich