Prof. Adam Buława: twórcy Konstytucji 3 maja wiedzieli, że lepszego momentu na jej uchwalenie już nie będzie

J. Matejko. Konstytucja 3 Maja | Fot. domena publiczna, Wikipedia Commons

„Konstytucja została uchwalona przez aklamację, był to trochę przypadek, a trochę znak czasów”

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

Wspieraj Autora na Patronite

  • Jacek Pruszyński
    Jacek Pruszyński :

    po wysłuchaniu audycji natychmiast objawił mi się pierwszy postulat – uczynić Stanisława Augusta świeckim patronem lotnisk. Oczywiście ktoś mógłby zapytać – dlaczego świeckim?.

    Po pierwsze, dlatego że w kościelnych procesach działa instytucja „advocatus diaboli”, i z tego powodu obawiam się, że nawet sędzia Tuleya miałby problemy z uzasadnieniem pozytywnego dla Króla Stasia wyroku.

    Po drugie, gdyż kościelni patroni, nabierają niejako z automatu uprawnień uniwersalnych. A w wypadku Stanisława Augusta uprawnienia „patronackie” wydane „ et Orbi” a nawet „et Europe” byłyby czymś nie tylko niepotrzebnym, ale nawet niepożądanym. Dlaczego ? Z tej to przyczyny, że nasze lotniska to odrębna jakość, nie tylko wyróżniająca się w Europie, ale nieskromnie można powiedzieć w całym świecie.

    Toteż zgodnie z zasadą „wedle stawu grobla” potrzebujemy oddzielnego „naszego” patrona. Niemniej jednak ,każdy wniosek należy uzasadnić, toteż i ja czynię to poniżej:
    Stanisław August Poniatowski jest idealnym kandydatem na świeckiego patrona polskich lotnisk, a przynajmniej jednego lotniska, ponieważ jest ogólnie rzecz biorąc idealnym człowiekiem i władcą.

    Już od wczesnej młodości, wykazywał niepospolity zmysł orientacyjny, porównywalny z działaniami GPS-u – biorąc udział w wyprawie rosyjskiego korpusu interwencyjnego nad Ren, dotarł na miejsce sporo po ustaniu działań wojennych.

    Jak przystało każdemu znawcy (nie tylko transportu), Stanisław August wiele podróżował. Poza wspomnianym wyjazdem nad Ren, odwiedził miedzy innymi Wielką Brytanię, Austrię, Holandię, i Francję. Podczas pobytu w Paryżu, wykazywał wielkie zdolności w nawiązywaniu nowych znajomości, zarówno w salonach towarzyskich, gromadzących elitę intelektualną Francji (salon Marie Thérèse Rodet Geoffrin) jak i w paryskim więzieniu, gdzie trafił za długi (drobna niedogodność zdarzająca się celebrytom w ówczesnych prymitywnych czasach – dziś na szczęście nie do pomyślenia).

    Następnie, po krótkim pobycie w Polsce, rozumiejąc doskonale znaczenie tzw. „polityki wschodniej” wyruszył do Petersburga, gdzie nawiązał szereg cennych z punktu widzenia interesów Państwa Polskiego znajomości. Poznał tam, między innymi żonę następcy tronu carskiego Katarzynę, (przyszłą cesarzową Rosji Katarzynę II) oraz jej męża, Wielkiego Księcia Piotra.

    Nawiązana w ten sposób znajomość upamiętniona został urodzinami córki Katarzyny – Anny Piotrownej, (która po oficjalnym ojcu otrzymała drugie imię a resztę po Stanisławie Auguście). Nawet jeśli wydarzenie to, nie przyniosło Polsce wiele korzyści, to i tak jest miłą odmianą w porównaniu z blisko siedemdziesięcioletnią tradycją naszej dyplomacji – w której to władze, same nie tylko robią komu się da laskę (łaskę?) ale do tego permanentnie nadstawiają sempiterny.

    Poza tymi dokonaniami, Stanisław August wniósł wiele w rozwój tradycji „polskiego” parlamentaryzmu. W roku 1756 wybrany został posłem inflanckim na sejm, który się nie odbył. Jako poseł inflancki posłował na następny zerwany sejm w 1758 roku. W 1760 posłował z województwa ruskiego na kolejny zerwany sejm. Wreszcie posłując z ziemi bielskiej na sejm nadzwyczajny w 1761 roku, też brał udział w jego zerwaniu, ponieważ jako jeden z 43 posłów podpisał manifest przeciwko jego legalności.

    Zwraca tu uwag także wyjątkowa pracowitość, jaką wykazywał, ponieważ w trakcie swojej kariery sejmowej, udało mu się startować z list wyborczych co najmniej trzech województw (co otwiera mu drogę też do starania się o tytuł świeckiego patrona tych współczesnych posłów, którzy mają za sobą starty z list co najmniej trzech różnych formacji politycznych).

    Po wyborze na króla Polski wykazał się znakomitą dbałością o interesy publiczne, organizując swoją koronację w dniu urodzin Carycy Katarzyny, przez co oszczędzono wydatków na to, co najmniej tak ważne (jeśli nie ważniejsze) jak jego koronacja, wydarzenie.

    Wielki zwolennik jawności życia publicznego, nie chcąc kłopotać współobywateli troskami związanymi z ciężarem sprawowania władzy zmienił obyczaj odbywania Rad Senatu, zwołując je dwa razy w tygodniu na obrady przy drzwiach zamkniętych.

    Był przy tym człowiekiem nieposzlakowanej wierności swoim przekonaniom, posuniętej do takich granic, że 4 marca 1768 na Radzie Senatu, gotów był podpisać uchwałę o wezwaniu wojsk rosyjskich w celu stłumienia konfederacji barskiej. Oczywiście w chwalebnym celu, aby tym działaniem wybitnej okazać swą gorliwość i niewzruszoną wierność – skierowaną ku Rosji.

    Bardzo zręczny finansista, który w wyniku zatwierdzenia niewartej wspomnienia drobnostki – traktatów rozbiorowego, uzyskał spłatę swoich długów oraz prawo zamieszkania w pałacu Marmurowym w Petersburgu.

    Szkalowany przez współczesnych z godnością znosił małostkowe uwagi w stylu: „w Warszawie odbyły się dwie rady; rezultat był taki, że król i senat oddali się pod opiekę do Imperatorowej. To hańba. Ach, Stanisławie Auguście, tyś nie król, a nawet nie obywatel! Umrzyj w obronie niezależności ojczyzny, lecz nie przyjmuj niegodnego jarzma w czczej nadziei-zachować cień potęgi, którą zniesie jeden ukaz Moskwy” – której autorem był Gustaw III król Szwecji, najwyraźniej zazdroszczący Stanisławowi Augustowi jego zdolności dyplomatycznych.

    Znakomity mecenas sztuki, zasłynął tzw. pensjami gratisowymi lub posagami dla baletnic otwierając drogę dla współczesnych nami mecenasów, hojnie nagradzających mniej lub bardziej zasłużonych ludzi sztuki za choćby „przebojowe” wykonanie Hymnu Polskiego.

    Kończąc ten, dalece niekompletny obraz znakomitego przedstawiciela polskiej władzy, na tyle wszechstronnego, iż potrafił być najwyższym władcą Polski, będąc jednocześnie masonem zobowiązanym do posłuszeństwa zwierzchnikowi swojej loży, księciu Ferdynandowi Brunszwickiemu, należy uzasadnić dlaczego zasługuje on na tytuł patrona polskich lotnisk ( a przynajmniej jednego, zwanego Centralnym).

    Otóż król Stanisław August Poniatowski zostawił nam po sobie Łazienki. To znaczy kilka budynków wraz ze stawami i parkiem. Budynków ani dużych, ani ładnych, ani wygodnych. Coś w rodzaju rezydencji bannereta, bo nawet nie hrabiego we Francji lub Anglii. Do tego, aby je wybudować nasz król, przy apanażach wynoszących około siedmiu milionów złotych rocznie, musiał się zadłużyć, zaciągając kolejne pożyczki. Pomimo tych „poza królewskich źródeł finansowania”, do dowolnej innej rezydencji królewskiej, mają się tak samo, jak przeciętne lotnisko w Polsce do przeciętnego lotniska w dowolnym kraju europejskim.

    Jeśli przyjmiemy Stanisława Augusta jako świeckiego patrona lotnisk, koszty ich zapewne nie spadną, urodą też pewnie nie błysną, ale może jednak od państw „poważnych” otrzymamy na jego budowę finansowe wsparcie, tym potrzebniejsze, że tak jak Stanisław August, który uchodził za jednego z najbardziej zadłużonych monarchów na kontynencie, obecny deficyt w budżecie państwa ma skoczyć do ok. 165 mld zł, a dług całego sektora finansów publicznych ma się zwiększać o niemal 340 mld zł do ponad 2 bln zł – jak wynika z uzasadnienia do projektu ustawy budżetowej na 2024 r.

Komentarze