Teraz szefem protokołu dyplomatycznego jest Facebook i on wie, za jakie złe zachowania wyprasza się z salonu.
Książka Piotra Witta „Pandemia Wielka mistyfikacja. Dziennik czasu zarazy” nie spełnia zdaniem Facebooka standardów społeczności. Jej autor przypomina, że Internet miał być swego czasu ostoją wolności słowa. Od kilka lat jednak, jak zauważa, media społecznościowe tropią rzeczy, które uznają za „obraźliwe”.
To jest termin tak mglisty, że pozwala ocenzurować wszystko i każdego.
Nawet prezydent Stanów Zjednoczonych nie jest wolny od tej cenzury. Niektóre jego filmy były zdejmowane z sieci, a wpisy opatrywane komentarzem. Korespondent zauważa, że algorytmy usuwają treści głównie prawicowe. Jeden z podwykonawców Facebooka przyznał się do ustawiania gry pod lewicę. Właściciele lewicowych portali społecznościowych są bogaczami. Zamiast proletariatu lewica łączu więc miliarderów.



