Wybuch w Bejrucie. Kazimierz Gajowy: Te chemikalia się nie palą same. Dowiemy się, że w tej sprawie jest drugie dno

Kazimierz Gajowy i Maja Outayek o tragedii w stolicy Libanu, skutkach i przyczynach wybuchu oraz o tym, jak pomóc Libańczykom.

Kazimierz Gajowy i Maja Outayek mówią o wczorajszym wybuchu w Bejrucie. Zniszczone zostały trzy szpitale w centrum miasta.  Eksplodowało ok. 7 tysięcy ton saletry amonowej. Materiały wybuchowe w przyportowym magazynie trzymano bez odpowiednich zabezpieczeń. Co najmniej od 6 lat przestrzegano przed możliwą tragedią. W wyniku wybuchu zginęło co najmniej 78 osób, rannych jest kilka tysięcy. Libańczycy, jak zauważa Maja Outayek, przypominają w tym kontekście słowa lidera Hezbollahu Hasana Nasrallahu, który swego czasu mówił o ataku na magazyny saletry amonowej w Hajfie. Współprowadząca Studia Bejrut zauważa, że jeszcze tego tylko brakowało pogrążonemu w kryzysie Libanowi. Kazimierz Gajowy zauważa, że

Te chemikalia się nie palą same.

Same z siebie jedynie się topią, a palą się dopiero pod wpływem zaprószonego już ognia. Jak przypuszcza prowadzący Studia Bejrut „dowiemy się, że w tej sprawie jest drugie dno”. Liban, jak mówi Gajowy, jest krajem, który wszystko importuje. Zniszczenie portu to „dziuro w łańcuchu dostaw”.

Ośmielę się powiedzieć, że w najbliższych dniach grozi nawet głód.

Część saletry miała być transportowana do Afryki, ale ją skonfiskowano i przetrzymywano w magazynie. W związku z tym nasz gość zastanawia się:

Po co trzeba było ją wyładowywać, jeśli to było przeznaczone do Mozambiku.

Informuje, że port w którym doszło do wybuchu jest otoczony dzielnicami mieszkalnymi. Najbliższa jest dzielnica chrześcijańska, która najbardziej ucierpiała. Obecnie Libańczykom, jak mówi Gajowy, potrzebna jest pomoc ad hoc. Zachęca do wpłacania na Fundację Fenicja, która od lat pomaga mieszkańcom Libanu.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K./A.P.

Komentarze