"Nikt tak jak ja nie odda tego, co w danym momencie czuję." Z Kasią Maroną dla Radia WNET rozmawia Sławek Orwat - WNET.fm
Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

„Nikt tak jak ja nie odda tego, co w danym momencie czuję.” Z Kasią Maroną dla Radia WNET rozmawia Sławek Orwat

Fot. Joanna Czarnota

Piszę swoje piosenki sama, ponieważ myślę, że nikt tak jak ja nie odda tego, co w danym momencie czuję, jakie emocje mi towarzyszą, a chciałabym być jak najbardziej szczera wobec moich słuchaczy.

Piszesz w swojej biografii, że muzyka i śpiew towarzyszą ci od najmłodszych lat i są twoją największą pasją. Kto zaraził cię muzyką i od kiedy wiedziałaś, że scena jest twoim przeznaczeniem? 

Odkąd pamiętam chciałam śpiewać. Nie było ze mną tak jak z innymi dziećmi, że zmieniały mi się zainteresowania i raz chciałam być piosenkarką, a za chwilę marzyłam o tym, by zostać stewardesą, kucharką czy pielęgniarką. W moim rodzinnym domu od zawsze było dużo dobrej muzyki, bo mój tata jest jej wielkim pasjonatem. Słuchało się Franka Sinatry, Czesława Niemena, The Rolling Stones, The Beatles czy Queen. To były moje pierwsze muzyczne inspiracje. Pamiętam, że próbowałam śpiewać razem z tymi zespołami/wokalistami jako mała dziewczynka do dezodorantu, a później otrzymałam w prezencie mój wymarzony mikrofon.

Jakie wokalistki były lub są twoimi największymi inspiracjami? 

Z czasem rozszerzałam swoje muzyczne horyzonty, słuchałam bardzo zróżnicowanej muzyki, z każdej czerpiąc coś dla siebie. Mój przyjaciel i wspaniały muzyk, z którym współpracowałam – Henryk Pella zaszczepił we mnie też wielką miłość do muzyki jazzowej, bluesowej, funkowej i rhytm&bluesa. To dzięki niemu odkryłam takich artystów jak Shemekia Copeland, Al Jarreau, Quincy Jones, Eva Cassidy czy Vivian Buczek. Bardzo lubię słuchać też Beyonce, którą podziwiam za perfekcję wokalną. Inspirują mnie również Jessie J czy Ariana Grande. Jeśli chodzi o polskich artystów bardzo cenię Grażynę Łobaszewską oraz Krystynę Prońko.

Do wspomnianego przez ciebie znakomitego pianisty i basisty Henryka Pelli trafiłaś w wieku 13 lat. Czy był to ten przełomowy etap, który dał ci poczucie pełnej gotowości, aby zawalczyć o swoje miejsce w wyścigu do sławy i spełnić swoje dziewczęce marzenia?

Kiedy rozpoczynałam pracę nad głosem, tak naprawdę nie zdawałam sobie sprawy, ile pracy, serca i czasu trzeba włożyć w piosenkę, aby zabrzmiała naprawdę dobrze. Z Heniem trenowałam głos wiele długich godzin kilka razy w tyg. w lokalnym Centrum Kultury. Praca z tym człowiekiem była dla mniej niezwykle inspirująca, ponieważ rady, które mi dawał i ćwiczenia, które mi aplikował, okazywały się niezwykle skuteczne. Z niecierpliwością czekałam na każde zajęcia z nim i czułam duży niedosyt, jeśli zajęcia z takich czy innych powodów się nie odbyły. Ten etap, kiedy ćwiczyliśmy i jeździliśmy na różne festiwale piosenki był pewnym przełomem w moim życiu, ponieważ jako osoba z małej miejscowości miałam możliwość po raz pierwszy stanąć na wielkich scenach, często przed kilkutysięczną publicznością, poznać wielu wspaniałych muzyków i wokalistów. Moje występy podobały się ludziom, dostawałam wiele pochlebnych opinii na ich temat i to niewątpliwie dodawało mi skrzydeł i było spełnieniem moich marzeń.

 Sporo tych konkursów i festiwali zakończyłaś na podium, a niektóre nawet zdobyciem Grand Prix. Jak te sukcesy przełożyły się na twoją popularność i propozycje koncertowe?

– Nie ukrywam, że zwycięstwa w festiwalach otworzyły mi wiele muzycznych furtek. Byłam zapraszana na różne występy, koncerty, supportowałam wiele gwiazd polskiej sceny muzycznej i to było niesamowite. Miałam możliwość śpiewać w różnych miejscach w całej Polsce, a także za granicą. To było wspaniałe doświadczenie. Dla mnie – młodej wokalistki z pierwszymi sukcesami na koncie było to bardzo miłe, że coraz więcej osób zaczęło kojarzyć moje nazwisko, rozpoznawało moje piosenki i tak pozytywnie wypowiadało się o moim głosie i występach.

 Brałaś także udział w warsztatach muzycznych prowadzonych przez takie znakomitości sceny jak Grażyna Łobaszewska, Agnieszka Hekiert, Mieczysław Szcześniak, Ewa Uryga czy Anna Serafińska. Czy kształtowanie głosu pod okiem takich gwiazd dodaje młodej adeptce wokalistyki pewność siebie i świadomość własnej wartości, czy jeszcze coś więcej?

Podczas warsztatów z tak wspaniałymi wokalistami i osobowościami sceny muzycznej zdecydowanie zyskuje się pewność siebie. Tym bardziej, jeśli te osoby widzą w tobie potencjał i chwalą twoje umiejętności wokalne. To daje niesamowitego kopa. Sama możliwość uczenia się sztuki wokalnej od osób z tak bogatym doświadczeniem jest naprawdę inspirująca, dlatego zawsze z zaciekawieniem słuchałam wszelkich porad. Trzeba pamiętać, że warsztaty to nie tylko praca z ćwiczeniami / wprawkami wokalnymi, ale zazwyczaj takie warsztaty zwieńczone są wspólnym koncertem, a to daje kolejną możliwość zaprezentowania się publiczności.

 

 Twój charakterystyczny, mocny głos został zauważony i zapamiętany także przez widzów popularnego programu Mam Talent, gdzie szturmem zdobyłaś ćwierćfinał brawurową interpretacją piosenki „Chain of fools” z repertuaru. Arethy Franklin oczarowując zarówno jurorów jak i publiczność. Wzięłaś także udział w programie Śpiewajmy razem. Czy pokazanie się w przeróżnych TV talent shows to dziś faktycznie jedynie słuszna droga do zdobycia popularności, a właściwie rozpoznawalności na ogromną skalę??

Nie uważam, żeby start w programach typu talent show był jedyną, słuszną drogą. Jest przecież wielu wokalistów, którzy nie uczestniczyli w tego typu programach, a teraz są znani i odnoszą sukcesy. Jest to więc tylko jedna z opcji. Smutne jest na pewno to, że po wielu świetnych wokalistach nagle słuch zanika po zakończeniu programu, więc sam udział w tego typu formatach nie jest gwarantem sukcesu. Wierzę jednak mocno w to, że można być zauważonym w programach typu talent show, co pokazuje historia. Można pokazać swoje umiejętności i dotrzeć do szerszego grona odbiorców – a to ogromne plusy.

 Sama komponujesz i sama piszesz teksty swoich piosenek, co w muzyce pop, którą reprezentujesz, nie jest częstym zjawiskiem. Jaka jest u ciebie kolejność zdarzeń w powstawaniu piosenki i czy zawsze już będziesz artystką samowystarczalną?

Nie mam jednego wzorca, na którym się opieram przy pisaniu piosenek. Czasem pierwsza jest melodia, czasem pierwszy jest tekst. Melodie często nagrywam na telefon, bo chodzą mi po głowie zazwyczaj w najmniej spodziewanym momencie, natomiast fragmenty tekstów zapisuję na biletach, kartkach, w kalendarzu, w telefonie – gdzie popadnie – byleby nie uciekły (śmiech). Piszę swoje piosenki sama, ponieważ myślę, że nikt tak jak ja nie odda tego, co w danym momencie czuję, jakie emocje mi towarzyszą, a chciałabym być jak najbardziej szczera wobec moich słuchaczy. Nie mogę jednak powiedzieć o sobie, że jestem samowystarczalna, bo wraz ze mną nad piosenkami pracują producenci, którzy są dla mnie dużym wsparciem – oni zajmują się aranżowaniem moich utworów. Chętnie słucham ich porad i uwag, ale jestem też dość bezpośrednią osobą i jeśli jakieś pomysły nie są spójne ze mną, otwarcie o tym mówię.

 Tekstowe inspiracje czerpiesz z obserwacji innych ludzi, czy z własnych doświadczeń?

Moje piosenki powstają najczęściej na bazie moich prywatnych doświadczeń – ot, taki ekshibicjonizm, z którym najpierw sama musiałam się pogodzić, zanim pokazałam moje utwory światu (śmiech). Inspirują mnie też historie znajomych, przyjaciół. Czasem z pozoru nieistotne zdanie czy słowo wypowiedziane przez kogoś potrafi mnie zainspirować i na tej bazie buduję potem całą muzyczną historię.

Największą siłą twoich piosenek jest to, że oprócz nietuzinkowych tekstów w pamięć zapadają też melodyjne i nastrojowe refreny oraz piękne wokalizy, które chodzą za mną jeszcze przez wiele, wiele dni, czego nie mogę powiedzieć o piosenkach z tak zwanego popowego mainstreamu na siłę wtłaczanych nam do mózgów przez największe stacje komercyjne, w których dominują teksty o niczym, melodyjna tandeta i cekiny na kreacjach sztucznie wykreowanych gwiazdek sezonu. Zgodzisz się z moją opinią?

Ja też bardzo lubię cekiny i nie mam nic przeciwko nim (śmiech). A tak całkiem serio, trudno się nie zgodzić z tym, co mówisz. Do mnie osobiście też nie trafia wiele z tych piosenek, które są dziś na tzw. „fali”. Być może dlatego, że miałam i mam zupełnie inne wzorce muzyczne. Niestety często mam wrażenie, że przeciętnemu słuchaczowi coraz mniej jest potrzebne do szczęścia, ale jak wiadomo, nie można też uogólniać – są tacy artyści, którzy mocno dbają o warstwę muzyczną i tekstową swoich produkcji, podobnie jak i słuchacze, którzy nie gustują w tandetnej muzyce. Z drugiej strony myślę sobie, że chyba dobrze, że jest tak duża różnorodność w świecie muzyki – dzięki niej każdy na pewno odnajdzie to, co mu się podoba.

 Jak udaje ci się bronić przed zrobieniem z siebie „malowanej lali” jak zrobiono to z wieloma utalentowanymi wokalistkami popowego topu, biorąc pod uwagę, że oprócz talentu artystycznego posiadasz także wyjątkową urodę, co jest dodatkową pożywką dla złaknionych zauważenia PR-owych szaleńców (śmiech)?

Dziękuję ci za miłe słowa (śmiech). Na pewno nie chciałabym opierać moich muzycznych dokonań na wyglądzie, stroju czy urodzie. Uważam, że to sprawy drugorzędne. Bardzo chciałabym, żeby ludzie słuchając moich piosenek dostrzegali w nich wartość muzyczną, a nie spoglądali na mnie wyłącznie przez pryzmat umalowanej, fajnie ubranej dziewczyny. Mocno wierzę w to, że dobra muzyka obroni się sama, nie potrzebuje blichtru i golizny.

W ubiegłym roku pojawił się twój debiutancki singiel zatytułowany „Zimno”. Piosenka jest niezwykle osobista i ekspresyjnie wykonana, a opowiada o stopniowym oddalaniu się od siebie dwojga ludzi oraz o rozpaczliwym szukaniu rozwiązania tej sytuacji, a prawdziwa przez to, że w ostatnim czasie chyba jak nigdy wcześniej uczuciowa niestabilność jak i doprowadzona do liczbowego absurdu nietrwałość związków międzyludzkich już dawno przekroczyła stan krytyczny. Jak sądzisz, gdzie jest przyczyna tego stanu rzeczy i co było twoją inspiracją do napisania właśnie takiego debiutu? 

Myślę, że z tekstem do piosenki „Zimno” może się utożsamić wiele osób, par, które przeżywają kryzys i nie dostrzegają już światełka w tunelu, nie mają siły walczyć, ratować strzępków związku. Być może spotykamy na swojej drodze niewłaściwe dla nas osoby, być może mamy totalnie inne cele i priorytety w życiu i to nas poróżnia. Być może ilość przykrości, złych słów i negatywnych emocji przelewa czarę goryczy. Czasem trwałość związku weryfikuje czas – niekiedy okazuje się, że mając z pozoru więcej czasu dla drugiej osoby, poświęcamy jej go znacznie mniej, nie znajdujemy wspólnego języka, nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Myślę, że wiele osób doświadcza kryzysów, mi również udało się kilka zażegnać, stąd postawiłam na tak osobisty numer przy moim debiucie.

 3 maja tego roku swą premierę miał twój najnowszy singiel „Dobrze wiem”, który w warstwie tekstowej stoi w opozycji do wspomnianego przed chwilą debiutu. Nowa piosenka nastraja słuchacza pozytywnie i daje nadzieję. Śpiewasz w niej: „Może ty i ja odnajdziemy kiedyś się…”. Utwór jest opowieścią o nadziei i o nieustannym czekaniu na miłość. Czy tekst tego utworu to w pełni zaplanowany zamysł ucieczki od przygnębiającego pesymizmu, o którym rozmawialiśmy w kontekście piosenki „Zimno”, czy też jest to wynik obserwacji otaczającej cię rzeczywistości. Czyżby świat stawał się lepszy?

Po każdej burzy wychodzi słońce. I ja to przysłowiowe „słońce” chciałam pokazać słuchaczom w piosence „Dobrze wiem” – taki był mój zamysł, aby utwór nastrajał pozytywnie. Chciałam przekazać ludziom, że pomimo, iż w naszym życiu zdarzają się kryzysy, rozstania, zawody miłosne, wciąż szukamy tego, co najważniejsze i chyba najbardziej potrzebne człowiekowi – miłości. Każdy z nas chce spotkać taką prawdziwą, wymarzoną. Mam nadzieję, że moi fani poczuli się właśnie tak pozytywnie nastrojeni dzięki tej piosence.

 Jaka będzie twoja pierwsza płyta długogrająca, kiedy się ukaże i jakie są twoje marzenia i oczekiwania związane z tym wydawnictwem?

– Moja płyta będzie utrzymana w pop-owych klimatach. Oprócz Kasi znanej z romantycznych ballad, w kolejnych piosenkach będzie można posłuchać mojej bardziej zadziornej wersji, a na płycie znajdą się też kawałki elektroniczne i nowocześniej brzmiące. Bardzo chciałabym, aby ta płyta trafiła do jak najszerszego grona odbiorców, żeby zapadła ludziom w pamięć i w serca. Mam nadzieję, że ukaże się jak najszybciej, bo tyle historii muzycznych do opowiedzenia…

Kasia Marona była również rozmówczynią Jaśminy Nowak na antenie Radia WNET 8 września 2020 r.

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook