Geopolityczne i strategiczne niedorzeczności dr Jacka Bartosiaka w czasie zarazy/ Felieton sobotni Jana A. Kowalskiego - WNET.fm
Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Geopolityczne i strategiczne niedorzeczności dr Jacka Bartosiaka w czasie zarazy/ Felieton sobotni Jana A. Kowalskiego

Fot. CC0, Pixaba

W książce, podobnie jak w jego licznych wypowiedziach, nie odnajdziemy wartości wyższych. Świat Jacka Bartosiaka składa się z lądu, morza, głębi strategicznych i odwiecznej rywalizacji imperiów.

Zaczęło się jak zwykle niewinnie. Od wysłuchania rozmowy Krzysztofa Skowrońskiego z Jackiem Bartosiakiem w naszym Radiu Wnet. A właściwie od jej odsłuchania na Youtubie, w związku z czym Jacek Bartosiak napadał na mnie przez kolejne dni. Do człowieka schowanego przed pandemią na Warmii zadzwonił i Rafał Ziemkiewicz, i sama Towarzyszka Panienka Monika Jaruzelska. Z podstawowym pytaniem: co teraz z nami będzie i jak mamy się odnaleźć w zmieniającym się na naszych oczach świecie? Do mnie nikt nie zadzwonił, poza kolegą, który zapytał, czy wpadnę do niego na piwo (dzięki, Witek, było bardzo smaczne J).

To jednak nie uczucie zazdrości o sławę pchnęło mnie do tego szalonego wręcz czynu, czyli przeczytania dzieła Jacka Bartosiaka Rzeczpospolita między lądem a morzem (800 stron [!]). Spowodowały to słowa Doktora, że to prawda jest pierwszą ofiarą w wojnie narracyjnej USA – Chiny i to, że w tej rywalizacji będziemy musieli określić na nowo swoje miejsce w świecie. Po której staniemy stronie, skoro po jednej mamy słabnące Stany Zjednoczone, a po drugiej rosnące w siłę Chiny?

Po przeczytaniu jego książki, co wcale łatwe nie było, odkryłem wreszcie tajemnicę wysokiej geopolitycznej pozycji Jacka Bartosiaka.

Żaden normalny człowiek tej książki nie przeczyta. Książki pełnej specjalistycznego żargonu i nieustannych powtórzeń. A szkoda, bo to mogłaby być naprawdę inspirująca lektura, gdyby liczyła 250, maksymalnie 300 stron. I przy dobrej redakcji tyle powinna liczyć.

Zatem dużo wygodniej jest z góry uznać, że jest to wiekopomne dzieło i odłożyć ją na eksponowany regał w naszej bibliotece dla podkreślenia naszego statusu intelektualnego. A samego autora uznać za genialnego.

Odkryłem coś jeszcze – podstawowy brak w myśleniu Jacka Bartosiaka. W książce, podobnie jak w jego licznych wypowiedziach, nie odnajdziemy wartości wyższych. Świat Jacka Bartosiaka składa się z lądu, morza, głębi strategicznych i odwiecznej rywalizacji imperiów. Zmagań hegemonicznych, wytyczanych automatycznie przez położenie geograficzne, które determinuje kierunki podboju i żądzę posiadania. Mamy zatem do czynienia z redukcją człowieka, narodów i państw do czystej biologii. A skoro tak, to równoważne dla naszych rozważań są Stany Zjednoczone, Rosja, Chiny. Istotne jest jedynie siłowe: kto kogo – i co możemy jako Rzeczpospolita ugrać.

To dlatego w „Saloniku Politycznym Rafała Ziemkiewicza” pojawia się zdumienie prowadzącego stanowiskiem amerykańskich rozmówców przywołanych przez Jacka Bartosiaka. Tym, że nie potrafią niczego Polsce zaproponować. Niczego wymiernego, co przewyższałoby propozycję Chin w postaci 5G i Nowego Jedwabnego Szlaku. I mówią tylko, że jeśli chcemy, to możemy wybrać Imperium Knuta. – I nic więcej? – zdumiał się Rafał Ziemkiewicz. – Nic – przytaknął skwapliwie Bartosiak, a Bartłomiej Radziejowski z Nowej Konfederacji milczał.

Ten brak zrozumienia dla wartości wyższych natury duchowej powoduje, że każda teza naszego geostratega będzie fałszywa.

Podam przykład: „Trump w ramach America First koncentruje się na konieczności odbudowy infrastruktury kraju, ale kto wie, czy najbardziej lukratywne kontrakty nie czekają Amerykanów na Nowym Jedwabnym Szlaku. Firmy amerykańskie jak Bechtel, Caterpillar, John Deere, Honeywell, General Electric mogłyby na rozbudowie szlaku zarobić. […] Google, Amazon czy Facebook oraz inne amerykańskie korporacje internetowe także miałyby nowe rynki i nowe produkty” (s. 480). I jeszcze jeden: „USA relokowały do Chin w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat produkcję przedmiotów codziennego użytku, co obniżyło koszty utrzymania klasy średniej w USA” (s. 612).

Powyższe cytaty obrazują całą nędzę geopolitycznego myślenia Jacka Bartosiaka. Brak zrozumienia spraw społecznych – tylko to mogło go popchnąć do napisania takich bredni. Amerykańska klasa średnia jest przecież największym przegranym ostatnich kilkudziesięciu lat globalizacji. Nie tylko nie zyskała, ale wymiernie najwięcej straciła. Jak pisałem w Wojnie, którą właśnie przegraliśmy, jej realny dochód spadł w roku 2010 do poziomu sprzed 40 lat, z roku 1970.

To korporacje międzynarodowe, które Jacek Bartosiak nazywa nie wiedzieć czemu Amerykanami, zyskały najwięcej. Zwiększyły nierównowagę społeczną i budżetową w USA, i osłabiły potencjał państwa.

Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, których rdzeniem (żeby użyć ulubionego wyrazu JB) jest wolność człowieka, w rozumieniu naszej chrześcijańskiej wiary są osłabiane przez wszechmocne korporacje. Ich niepohamowany rozwój w erze globalizacji odbywa się kosztem całego amerykańskiego narodu i państwa. Jak kiedyś wzrost znaczenia magnatów, który kosztem drobnej i średniej szlachty przyczynił się do upadku I Rzeczpospolitej. Jeżeli teraz potęga korporacji nie zostanie złamana potęgą amerykańskiego państwa, to USA będą pierwszym przegranym globalizacji. Grzebiąc tym samym świat naszych wartości.

Mamy wybór, zawsze mamy wybór. W nadchodzącej wojnie światów, którą prorokuje Jacek Bartosiak, możemy opowiedzieć się albo po stronie naszych chrześcijańskich wartości wyższych, reprezentowanych przez USA (chociaż niedoskonale), albo po stronie piekielnie skutecznych chińskich komunistów w ich drodze do podboju świata. Redukcja o wartości, którą doktor Bartosiak konsekwentnie proponuje w swojej wizji globalnego świata, już jest wyborem. Bardzo złym wyborem.

Jan A. Kowalski

 

Zobacz także:


 

Republikanie komentują

  1. Hanna pisze:
    „…”co możemy jako Rzeczpospolita ugrać”, a dla Pana, szanowny autorze, to nie jest wazne?”
    hmmm – zastanawiające , o 6:06 rano … tyle troski ….
    Ale ad rem:
    Pan Bartosiak „zakleszczył się” w „strefie zgniotu” gdzieś przy „bramie smoleńskiej” używając jego magicznego języka.
    Jego monosłowie w bardzo ograniczonym stopniu opisuje rzeczywistość wokół. Np. nie sposób opisać losów Ukrainy ostatnich 300 lat polegając na jego schematach.
    Za to większość z nas urzeka złudna prostota tłomaczenia. To działa jak taran na nieprzygotowanego odbiorcę ….
    Problem w tym, że to zatacza coraz większe kręgi i staje się niebezpieczne.

  2. Przepraszam, ale jak dla mnie Pańskiej tezie brakuje jednej podstawowej rzeczy- solidnej argumentacji. Skoro nie zgadza się Pan z doktorem Bartosiakiem w sposób fundamentalny a w swoim felietonie ograniczył się Pan do tak skromnej argumentacji to ciężko jest liczyć na to, że kogoś to przekona.

    Dwa cytaty, jeden naciągany zarzut dotyczący określenia amerykańskich korporacji ,,amerykanami”, drugi bardziej merytoryczny. Chętnie zapoznam się ze źródłami tego twierdzenia dotyczącego ,,realnego” dochodu klasy średniej, bo z ekonomicznego punktu widzenia teza doktora Bartosiaka, że przeniesienie produkcji do Chin skutkuje obniżeniem cen produktów jest zgodna z prawdą i jest to podstawowa przyczyna dlaczego ta produkcja w ogóle została tam przeniesiona. Co do sytuacji klasy średniej, pewnie ma Pan rację (chętnie spojrzę w źródła, bo mnie to ciekawi), w końcu między innymi to jest motywacją do prób sprowadzania tego przemysłu z powrotem do USA co Bartosiak też zauważa i opisuje. Trochę za mało żeby nazwać jakieś stanowisko ,,bredniami”, już abstrahując od formy.

    Ten felieton ma raczej charakter wsadzenia kija w mrowisko i głosu polemicznego dla samej zasady, w komentarzu pisze Pan, że tezy Pana Bartosiaka zataczają coraz większe kręgi i stają się niebezpieczne, ale z Pana tekstu to w ogóle nie wynika. Bez urazy, ale to wygląda przede wszystkim jako próba popłynięcia na fali czyjejś popularności.

    Pisze Pan za to, że w pracach Bartosiaka nie ma nic na temat wartości, ale Pan też o wartościach nic tutaj nie napisał. Proszę mi powiedzieć jakimi wartościami wytłumaczy Pan spowodowanie rozruchów na bliskim wschodzie żeby podnieść w ten sposób cenę ropy? Jakimi wartościami kieruje się mocarstwo powiększające swoją strefę wpływów jak np. robiła to Rosja? Najpierw jest ideologia czy najpierw są interesy?

    Ja to widzę w ten sposób: Pan Bartosiak używa swoich narzędzi do opisu pewnego fragmentu rzeczywistości. Rzetelna krytyka polega na wykazaniu błędów opisu na podstawie faktów. Pan tego nie robi.

    Przyznam, że najbardziej rozbawił mnie fragment w którym oburza się Pan, że ktoś w ogóle ma czelność stawiać pytanie o interes RP w kontekście relacji z USA. W takich sytuacjach trzeba ten interes wykazać, bo on przecież istnieje a nie mówić o abstraktach, których się samemu nie precyzuje.

  3. Czytając artykuł nasuwa się pytanie o co panu właściwie chodzi. Przeczytałem cały krótki tekst w poszukiwaniu argumentów, bezskutecznie. Geopolityka jest odkryciem dla Polaków ze względu na mizerię naszej edukacji bo jako tako geopolityka jest nauką znaną na świecie od więcej niż 100 lat. Domyślam się, że poglądy się panu wywróciły.

  4. Czytając zarówna felieton jak i komentarze można odczuć, jakoby uczestnicy dyskusji dzielili się na zwolenników i przeciwników tez głoszonych przez J. Bartosiaka. Tymczasem, należy na jego tezy patrzeć z pewnym dystansem. Tym większym, im większą specjalizacją odznacza się J.B. Zresztą zależność ta jest charakterystyczna dla wszystkich specjalistów, albowiem zanurzając się w jedną specjalność nie mogą być specjalistami w innych. Także specjalizacja następuje kosztem zniekształcenia obrazu całości.

    Wracając do głównego wątku, J.B. wskazuje na znaczenie geografii w polityce, i znajduje to posłuch wśród coraz szerszego grona Polaków. Niewątpliwie, taka działalność ma zdecydowanie pozytywny wydźwięk w polskim społeczeństwie, albowiem głosu takiego w debacie publicznej wyraźnie brakowało. Jednakże jako geopolityk, bądź celowo bądź nieświadomie, marginalizuje znaczenie czynnika kulturowego, co słusznie zauważa J.A.K.

  5. Artykuł jest zarzutem, że książka o geopolityce jest książką o geopolityce napisaną językiem używanym w geopolityce, a nie jest książką o wyższych wartościach chrześcijańskich. Niestety (nad czym sam ubolewam) dzisiejszy świat z wartościami chrześcijańskimi nie chce się utożsamiać, wręcz z nimi walczy.

  6. O wspaniałych projektach, mężnym animuszu;
    Kopiem góry dla srebra i złota w Olkuszu,
    Odbieramy Inflanty i państwa multańskie,
    Liczemy owe sumy neapolitańskie,
    Reformujemy państwo, wojny nowe zwodzim,
    Tym bijem wstępnym bojem, z tamtymi się godzim,
    A butelka nieznacznie jakoś się wysusza.
    Przyszła druga; a gdy nas żarliwość porusza,
    Pełni pociech, że wszyscy przeciwni legli,
    Trzeciej, czwartej i piątej aniśmy postrzegli.

  7. Dawno temu podczas spotkania na łódzkiej filmówce student powiedział Polańskiemu, ze Tess jest staromodnym i tym samym słabym filmem. Polański odpowiedział krótko: „to niech pan taki film zrobi”. Nie jestem fanem Polańskiego, ale ta krytyka „Rzeczypospolitej między lądem a morzem” zasługuje na podobną odpowiedź. Cóż jest złego w tym, że książka o geopolityce nie ujmuje tematu z punktu widzenia socjologii czy nauk społecznych? Ten sam zarzut można postawić np. Adolfowi Bocheńskiemu, który jeśli dobrze pamiętam również nie poruszał tych spraw w „Między Niemcami a Rosją”. Bartosiak nie mówi również o wielu innych rzeczach, choćby o kuchni kresowej i jej znaczeniu dla pojednania polsko-ukraińskiego, a poza tym za mało jest koloru pomarańczowego na okładce.
    Nie zgodzę się też, że książka nie jest podszyta głęboka sympatią do tradycji Rzeczypospolitej, nie wspomina z nostalgią rozmachu naszego myślenia państwowego i odwagi w podejmowaniu wyzwań, nie jest osadzona w głębokim kontekście kulturowym. Kto tego nie zauważył, ten ją przejrzał, a nie przeczytał.
    Z jednym się zgadzam, książka mogłaby być lepiej zredagowana, zbyt dużo jest powtórzeń.


Facebook