Ewa Hajducka-Dzioba: Dzisiaj lekarze decydują tak jak Pan Bóg, komu oddać respirator, a komu nie - WNET.fm
Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Ewa Hajducka-Dzioba: Dzisiaj lekarze decydują tak jak Pan Bóg, komu oddać respirator, a komu nie

Paryż, Francja / Fot. www.publicdomainpictures.net (CC0 1.0)

Ewa Hajducka-Dzioba o życiu we Francji w czasie epidemii, nowych zarządzeniach z nią związanych, tym, co grozi za ich złamanie, braku respiratorów i o heroizmie włoskich kapłanów.

 

Coraz gorzej u nas. Stan paniki wzrasta.

Ewa Hajducka-Dzioba przedstawia sytuację podparyskiej polskiej społeczności w obliczu koronawirusa. 8000 osób zgromadzonych jest wokół kościoła Księży Chrystusowców. Zostali oni zamknięci w domach, gdzie muszą dzielić się pracą i obowiązkami. Jak wyjaśnia jej mąż, Tomasz Dzioba:

Został wprowadzony stan zagrożenia sanitarnego na co najmniej 2 miesiące.

Na co najmniej 15 dni obostrzono zakaz poruszania się. Wolno wyjść z domu tylko w ważnej potrzebie, raz na dzień, nie dłużej niż na godzinę i nie dalej niż kilometr od domu. Za złamanie tego zakazu obowiązuje kara grzywny w wysokości 135 euro. W przypadku recydywy kara wzrasta do 1500 euro. Przy trzecim złapaniu można zostać skazanym nawet na 3 miesiące więzienia. Tymczasem francuskie związki zawodowe zwracają uwagę, że nie wszyscy funkcjonariusze wyposażeni są w odpowiednie środki bezpieczeństwa, domagając się, by ci, którzy nimi nie dysponują, nie mieli obowiązku legitymowania ludzi łamiących zakaz wychodzenia z domu.

Air France ma ruch ograniczony do 10%. Są prowadzone dyskusje na temat renacjonalizacji tej firmy.

Na obecnej sytuacji traci również francuska gospodarka. Nasz gość zwraca uwagę, że przynajmniej „poprawiła się jakość powietrza w Ile-de-France”. Jak stwierdza jego żona, dzieci kontynuują naukę szkolną on-line. Jednocześnie mówi się o prawdopodobnym przeniesieniu początku wakacji na sierpień. Podkreśla, ze dotąd plotki na temat następnych kroków władz się potwierdzały.

Rytuałem dla Francuza jest wyjście po bagietkę.

Mieszkańcy kraju nad Sekwaną muszą zrezygnować ze swego zwyczaju porannego kupowania bagietki. Inaczej mogą zapłacić za nią 135 euro więcej niż zwykle.

Karmiono nas informacjami, że jest to zwykła grypa. Ten stan powinien być wprowadzony dwa tygodnie wcześniej.

Ewa Hajducka-Dzioba mówi, iż działania władz są spóźnione. Zaznacza, że odsetek zachorowań rośnie, a respiratorów w szpitalach jest za mało. Zwraca uwagę na heroizm, jakim wykazują się ci kapłani we Włoszech, którzy rezygnują z respiratorów, po to by inni mogli z nich skorzystać.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook