Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Zawiedzione nadzieje Ukrainy po spotkaniu Donalda Trumpa z Władimirem Putinem na szczycie w Helsinkach

Władimir Putin i Donald Trump na spotkaniu G-20 w 2017 roku. Fot. Kremlin.ru (CC BY-SA 4.0), Wikimedia Commons

Na Ukrainie oczekiwano, że na szczycie w Helsinkach wyraźnie zabrzmią sprawy związane z rosyjską agresją, że Trump upomni się o Krym, Donbas czy malezyjski samolot. Ale tak się nie stało…

Niektórzy mieli nawet nadzieję, że zostanie poruszona sprawa bezprawnie przetrzymywanych ukraińskich więźniów, w tym reżysera Ołeha Sencowa.

Ukraiński dyplomata i politolog Bohdan Jaremenko na antenie Espreso TV stwierdził, że być może to brak doświadczenia, a może wiedzy, lub inne nieznane przyczyny spowodowały, że Trump na konferencji prasowej po zakończeniu szczytu wystąpił jako „numer dwa” i faktycznie oddał inicjatywę Putinowi i stronie rosyjskiej. Ekspert zwraca uwagę, że co prawda trzy aspekty spraw ukraińskich były ogłoszone na konferencji prasowej przywódców USA i FR, ale wszystkie trzy przedstawił Putin.

Pierwszą z nich była sprawa Krymu. Przy czym to Putin zaznaczył, że istnieje różnicą w tej sprawie pomiędzy nim a Trumpem, który uznaję aneksję Krymu za bezprawną. Putin stwierdził: „Uważamy, że my przeprowadziliśmy referendum w pełnie zgodni z prawem międzynarodowym.” Ukraińscy komentatorzy przy okazji zwracają uwagę, że Putin, być może nie świadomie, tym samym przyznał się, że to właśnie Rosja przeprowadziła referendum na Krymie.

Drugą kwestia ukraińską był konflikt na wschodzie Ukrainy, ale tu znów Putin stwierdził, że trzeba domagać się wykonania ustaleń mińskich, ale tylko od Kijowa.

Trzecią była kwestia Nord Stream, przy czym tu jak zauważa ukraiński ekspert, można było faktycznie odczuć, ze ta sprawa była omawiana w sposób, który brał pod uwagę ukraiński interes – czyli kwestię zabezpieczenia tranzytu gazu przez Ukrainę. Dopiero kilka dni po szczycie wynikła kwestia referendum w sprawie Donbasu.

Według agencji Bloomberg na szczycie Trump – Putin w Helsinkach prezydent Federacji Rosyjskiej zaproponował, by na Donbasie zostało przeprowadzone referendum i dał czas Trumpowi na przemyślenie tej propozycji. Oficjalnie Kreml nie potwierdził, przedstawienia takiej propozycji, chociaż rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził, że były omawiane nowe idee co do rozwiązania konfliktu na wschodzie Ukrainy.

W oczywisty sposób takie ogłaszanie rezultatów szczytu wywołało obawy Ukrainy, więc ukraińskie MSZ zwróciło się w sprawie ich wyjaśnienia do strony amerykańskiej. Biały Dom oficjalnie nie odnosi się do sprawy referendum, a cytowane źródła w amerykańskiej dyplomacji przypominają, że taki środek jak referendum nie był ustalony w ramach tzw. porozumień mińskich.

Według politologa Jewhena Mahdy sprawa referendum może być elementem wojny informacyjnej. Właściwie nie ma bowiem żadnych pewnych wskazań co do omawiania tego tematu, a mimo to stał się on jednym z głównych elementów komentarzy po szczycie.

Jaremenko zwraca natomiast uwagę, że nie wiadomo jakie miałyby być pytania w tym hipotetycznym referendum i czy dotyczyłoby ono odłączenia się od Ukrainy, uzyskania autonomii, czy też przyłączenia do Rosji, a może uzyskania niepodległości. Nie wiadomo też czy miałoby dotyczyć tylko okupowanych terenów, czy całych obwodów ługańskiego i donieckiego.

Ukraińska redakcja BBC opublikowała materiał, w którym zadaje też inne kluczowe pytania – kto miałby głosować w referendum – czy wszyscy, którzy tam mieszkali, czy ci, którzy tam zostali. Na kontrolowanych przez Ukrainę terenach mieszka 4,4 mln ludzi, na terenach tzw ludowych republik 3 mln. 1,5 mln ludzi opuściło swoje domy, ale nie wszyscy opuścili tereny obwodów, 430 tys. osób wyjechało do Rosji.

Na Ukrainie nie istnieje też podstawa prawna do przeprowadzanie takiego referendum – wymagałoby to działania ze strony ukraińskiego parlamentu. Warto też zauważyć, że według badań grupy Rejting większość Ukraińców (61 procent respondentów) jest przeciwko nadaniom części Donbasu specjalnego statusu. Taki wariant wspiera 21 procent respondentów.

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook