Andrzeju Słoniowski! Obaj jesteśmy dziećmi tego samego Boga i braćmi w Chrystusie! / Felieton sobotni Jana Kowalskiego - WNET.fm
Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Andrzeju Słoniowski! Obaj jesteśmy dziećmi tego samego Boga i braćmi w Chrystusie! / Felieton sobotni Jana Kowalskiego

Fot. domena publiczna, Wikipedia

W moim tekście chodziło o jedną konkretną rzecz: o to, czy można w sobotę wieczorem wyśpiewywać Alleluja, zamiast poczekać z tym do niedzielnego poranka – jak każe nasza Wiara, Tradycja i rozum.

Dla rozbrojenia emocji najpierw opowiem stary księżowski dowcip: Rozmawia dwóch teologów, stary i młody. Młody zdobywa się na refleksję i pyta starego: A gdyby tak, zamiast Kościoła Tradycyjnego i Kościoła Reformowanego ustanowić jeden Kościół Zjednoczony? Można tak zrobić – odpowiada stary teolog – tyle, że wtedy będziemy mieli już trzy Kościoły. Jak to trzy? – dziwi się młody. To proste – odpowiada stary. – Będziemy mieli Kościół Tradycyjny, Kościół Reformowany i Kościół Zjednoczony.

Nie było moim zamierzeniem podgrzewanie niczyich emocji, na dodatek w Wielką Sobotę. Ale stało się, dlatego zamiast zająć się znowu przyziemnym szmalem, co czynię na co dzień, zajmę się polemiką z moim adwersarzem. I od razu odwołam się do starej chrześcijańskiej zasady, do uczciwości w dyskusji.

Zatem najpierw o sobie. Zdaję sobie sprawę z tego, przynajmniej od czasu nawrócenia, zatem od kilkunastu już lat, że jestem słaby, głupi i grzeszny. I to zapewnienie nie jest tylko figurą stylistyczną na użytek obecnego tekstu. Zapewniałem o tym wielokroć, mniej i bardziej publicznie. A przynajmniej raz na portalu Wnet w tekście: „Wszystkich Świętych Obcowanie”. Dlatego nie można mi zarzucić nieuczciwości w stosunku do Szefostwa Portalu. A piszę tak, jak piszę. Może trochę nieudolnie, chociaż bardzo się staram. Jeżeli jednak Szefostwo uzna, że poziom mojego pisania zdecydowanie zaniża poziom Mediów WNET, to przyjmę takie zapewnienie w pokorze i wycofam się do mojego domowego ogródka.

Jeśli chodzi o mnie, to chyba wszystko jasne. Napisałem w swoim tekście, że się nie znam i nie rozróżniam, bo tak jest. Jeżeli ktoś uważa, że to jest skandal, to jest jego problem. Nie zamierzam przecież z tym dyskutować (że się znam i rozróżniam). Oczywiście można mnie wytykać palcami i szydzić z mojej ignorancji, chociaż nie do końca rozumiem w jakim to „zbożnym” celu.

A teraz jeśli chodzi o mojego adwersarza. Nie rozumiem zakresu polemiki (w tym teologicznej). W moim tekście chodziło o jedną konkretną rzecz: o to, czy można w sobotę wieczorem wyśpiewywać Alleluja, zamiast poczekać z tym do niedzielnego poranka – jak każe nasza Wiara, Tradycja (przekaz Wiary) i rozum, poparty najnowszymi badaniami płótna pośmiertnego Chrystusa. A rozum nie dlatego, żeby miał cokolwiek zastąpić, ale dowodnie wszystkim niedowiarkom potwierdzić fakt zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Przecież tak samo było ze świętym Tomaszem, który nie uwierzył słownym zapewnieniom innych apostołów. Musiał zobaczyć i dotknąć. I całun potrzebę zobaczenia i dotknięcia znakomicie spełnia wobec obecnych niedowiarków. Jak zatem my, chrześcijanie (nie tylko katolicy), przekonamy niewierzących, deprecjonując istniejący dowód Zmartwychwstania? Deprecjonując siłę faktów, jakie przemawiają po jego zbadaniu? Przecież po jego zbadaniu nawet profesor żyd się nawrócił, co pięknie nam przedstawił Grzegorz Górny.

Nagła światłość w mroku miałaby nam zastąpić prawdę o Zmartwychwstaniu? Jak pisze Autor: „I ten mrok ma znaczenie, bo w biały dzień nie byłoby znaku rozjaśnienia ciemności”. Nie wiem czy Andrzej Słoniowski zdaje sobie sprawę z tego, co pisze. Apeluję do Jego rozumu, żeby jeszcze raz to przemyślał. Gdyby to jasność i światło miały decydujące znaczenie, to musielibyśmy chyba uznać za naszego pana Lucyfera (=niosącego światło).

To chyba jednak rozum i otwarcie na Prawdę pomogły temu niewierzącemu żydowi (podobnie jak kiedyś świętemu Tomaszowi). Pojęcia ‘rozum’ nie używam przecież w kontekście ilorazu inteligencji, jak wmawia mi to Andrzej Słoniowski. Po to chyba, żeby móc zaraz potem sam ze sobą polemizować. Bo nie ze mną. Bo po co ten przykład niedawno zmarłego ateisty Stephena Hawkinga? Mieliśmy przecież w przeszłości i w naszych czasach wielu głupich i złych intelektualistów. I skąd to przekonanie, że Hawking dostał swój wybitny intelekt (nie zgadzam się, że rozum) od Boga? Autor był w momencie wręczania? A może dostał swoje zdolności od szatana, w celu lepszego zwodzenia dusz ludzkich? Nie wiem, pytam.

Oprócz Wiary i rozumu (aparatu, w który wyposaża nas Bóg) doceniam bardzo w swoim krytykowanym tekście Tradycję. Nie bez powodu piszę ją z wielkiej litery. To są doświadczenia (w tym mistyczne) zapoczątkowane przez Ojców Kościoła, uznanych potem za Doktorów Kościoła, a kontynuowane potem właśnie przez Doktorów Kościoła. Święta Tereska od Dzieciątka Jezus nie miała żadnego wykształcenia, nie tylko teologicznego. Od Boga pochodziła jej mądrość i mądrość ta została oficjalnie uznana przez Kościół.

Taki też jest główny przekaz mojego tekstu: nie odrzucajmy Tradycji. Nie odrzucajmy przekazanej nam formy. To nieprawda, że forma jest nieistotna. Może jednak określona forma, odpowiednia pozycja, ma znaczenie dla pełnego wyrażenia naszej Wiary i uszanowania Absolutu. Jeżeli przez kilkanaście wieków, podlegając modyfikacjom, jakaś forma dotrwała do naszych czasów, to zastanówmy się nad nią. Zamiast ją bez zastanowienia odrzucać na rzecz jakiejś nowinki. Bo może ta nowinka wcale nie jest tak niegroźna? Może wypacza naszą wiarę? Apelowałem o to w poprzednim tekście i nie wstydzę się apel ten ponowić.

 


Na koniec odniosę się do swoich żałosnych (według Autora) stwierdzeń, które niegodne są poważnego tekstu i jego komentarza, ale je wymienia (po co?):

  1.  „Z księży zdjęto sutanny”. Przecież tak się stało. Po godzinach księża ubierają się w cywilne łaszki i nawet nie zakładają koloratki. Rzecz nie do pomyślenia w czasach mojego dzieciństwa. A potem zdziwienie, że księża traktują kapłaństwo jak zawód, jak pracę, którą się kończy z chwilą zmiany ubioru.
  2. „Księża przekonują nas, że Komunię powinniśmy przyjmować na stojąco”. Nie rozumiem, to ja, Janek Kowalski, wystąpiłem z tym apelem? To od ołtarza popłynęło to wezwanie. Początkowo, dla rzekomego usprawnienia i przyspieszenia, sugerowali księża przyklękanie wcześniej w kolejce. Teraz, jak wynika to z moich obserwacji w różnych kościołach, większość wiernych w ogóle nie klęka.
  3. „Księża przekonują nas, że powinniśmy wyzbyć się bojaźni bożej”. Co prawda w swoim tekście nie napisałem tego, ale coś w tym jest. W końcu nauczycielem duchowym młodzieży akademickiej był w latach 80. ksiądz Tischner, który oficjalnie zaprzeczał istnieniu Piekła. I nic mi nie wiadomo, żeby został wykluczony z Kościoła. A jak nie ma Piekła, to, chyba, hulaj dusza!
  4. „Księża wymuszają na nas „nowinki”. No to kto? Wierni cywile wyrzucili pewnego poranka balaski, usunęli ambony, odwrócili księży, kazali sobie nie pościć nawet w wigilię Bożego Narodzenia? Jeden przykład, że to zrobili cywile, i wszystko odszczekam.
  5. „Ojcowie Kościoła” – nie wiem o co Autorowi chodzi w jego wyniosłości, dlatego nie odniosę się.
  6. „Kapłani Kościoła katolickiego kwestionują prawdę o zmartwychwstaniu Chrystusa (w dodatku podając jako czas zmartwychwstania wieczorne godziny sobotnie)”. Nie napisałem tego, że kwestionują. A w dodatku, jeżeli w sobotę wieczorem śpiewają: „Chrystus Zmartwychwstan jest”, to popełniają poważny falstart. Chyba, że uznamy, że skoro Chrystus zmartwychwstał prawie 2000 lat temu, to o każdej porze dnia i roku możemy śpiewać uroczyste Alleluja.
  7. „I na koniec: potraktowanie poważnie żartu kardynała Consalviego zwróconego do Napoleona”. Myślę jednak, że to nie był żart. To było raczej wzmocnienie Prawdy, że to Jezus Chrystus jest twórcą swojego Kościoła – Kościoła Chrystusowego. I nawet moce piekielne go nie przemogą, a cóż dopiero mniej lub bardziej udawani kapłani.
  8. Nie jest prawdą, jak poniosło w emocjach polemicznych Andrzeja Słoniowskiego, że „stojąc na ambonie, trzeba odwrócić się do ołtarza tyłem”. Otóż ambony tak były budowane, żeby nie trzeba było tego robić. Stojąc na ambonie, stało się do ołtarza najwyżej bokiem. Proszę sprawdzić w najbliższym kościele z zachowaną amboną. Od pewnego czasu, na szczęście, już się ich nie usuwa. A w moim kościele ksiądz głosi z niej kazania. W każdą niedzielę.

I jeszcze, zapomniałbym. Nie wiem, skąd Autorowi przyszło do głowy, że jestem przeciwnikiem przyjmowania do Nieba skruszonych grzeszników. Niczego takiego przecież nie twierdzę, wręcz przeciwnie. Mnie, skruszonemu grzesznikowi, co najmniej niezręcznie byłoby takie poglądy głosić. Panie Andrzeju, pomylił Pan łotrów. Może dlatego, że było ich dwóch.

Na wyższy poziom ogólnej retoryki i tej szczegółowej polemiki wznieść się nie potrafię. I za to mojego Szanownego Adwersarza i świadomych, a tym bardziej przypadkowych czytelników, mogę jedynie z nizin mojego ułomnego intelektu a ograniczonego rozumu przeprosić. O jednym wszak zapewnić wszystkich muszę: po pierwsze, w dalszym ciągu nie będę uczestniczył w wieczornej szopce Wielkiej Soboty. Po drugie, nie będę więcej pisał o czymś, na czym się kompletnie nie znam. Mam nadzieję, że uspokoiłem Wszystkich.

Jan Kowalski

Zobacz także:


 

Republikanie komentują

  1. Myślę, ze spór między Andrzejem Słoniowskim a Janem Kowalskim trzeba zakończyć. Dyskusje na temat liturgii są trudne. Zostawmy je teologom. Liturgia w czasie długiej historii Kościoła zmieniała się bardzo. Ostatnich zmian dokonał Sobór Watykański II. W swojej mądrości Kościół aktualnie dopuszcza różne formy sprawowania liturgii – te wybiegające w przód i te nawiązujące do historii. Tak, by w Kościele każdy (zarówno Jan Kowalski, jak i Andrzej Słoniowski) mógł uwielbiać Boga. To jest wielka mądrość, ale rodząca niebezpieczeństwo sporów, np. tego powstałego między nami. Spór ten jest jednak pozorny. Obaj kierowaliśmy się szacunkiem do Kościoła i sprawowanej w nim liturgii. Ponieważ padły z mojej strony stwierdzenia, które Pana uraziły, proszę Pana o wybaczenie.


Facebook