Teraz na antenie:
Radio Wnet
Podróże

Piotr Mateusz Bobołowicz / Spod Kapelusza / Tu mnie nie grzebcie – Guayaquil, posępne miasto umarłych w mieście żywych

Potężne betonowe ściany na zwłoki. Nie kolumbaria na urny, a kilkupiętrowe szafy na trumny. Miasto umarłych. Z góry wygląda jeszcze bardziej posępnie. Przywodzi na myśl peerelowskie blokowisko.
Piotr Mateusz Bobołowicz / Spod Kapelusza / Tu mnie nie grzebcie – Guayaquil, posępne miasto umarłych w mieście żywych

Brama cmentarza w Guayaquil. Zamknięta, wejście z boku

Poprzedni tydzień przesiedziałem w domu walcząc z chorobą, której zapewne nabawiłem się przez szaleństwo zwane karnawałem. Cztery dni permanentnego przemoczenia, pogoda nie była wcale idealna,  do tego zjechali się ze swoimi zarazkami ludzie z całego Ekwadoru i nie tylko. Warunki idealne. Chore pół miasteczka. W związku z tym przez ostatni tydzień nie zdarzyło się nic ciekawego w moim życiu. Może jest to więc pora, żeby wyciągnąć coś z archiwum.

Wyciągnięte z archiwum

 

Miasto umarłych w mieście żywych

Guayaquil. Cóż za paskudne miasto. Wielkie, głośne i brudne. I z trzęsieniami ziemi, o których już pisałem. Ale ma kilka ciekawych miejsc. O niektórych już wspominałem, ale z rozmysłem zostawiłem na później te najbardziej turystyczne – górę św. Anny i Las Peñas – i mniej popularne, ale historyczne – najstarszy cmentarz w mieście, któremu poświęcę ten wpis. Początkowo chciałem napisać o wszystkim, ale okazało się, że cmentarz sam w sobie dostarcza dość materiału na pełnoprawny wpis.

Szekspir pod gwiazdami

Znajduję niezwykłe upodobanie w chodzeniu po zabytkowych cmentarzach. Gdy obwieściłem swój zamiar udania się na cmentarz w Guayaquil, usłyszałem, że to zły pomysł, bo zła energia. Będąc jednak dzieckiem oświeconej końcówki XX wieku i początku wieku XXI stwierdziłem, że no tak, zła energia, ale bez przesady, nie wierzmy w zabobony.

Nie wierzę w zabobony, ale taki strażnik cmentarza kojarzy się nieco piekielnie

Normalnie cmentarze mają dla mnie atmosferę inspiracji i spokoju, oczywiście z natury rzeczy refleksyjną, ale jednak pozbawioną opresyjności. Tutaj czułem się po prostu źle. Towarzyszył mi dziwny niepokój, niezwiązany w żaden sposób z poczuciem zagrożenia, no bo czego miałbym się bać, ale raczej z przekonaniem, że coś na tym cmentarzu jest nie w porządku. Jestem prawie pewien, że uczucie to wywoływały potężne betonowe ściany na zwłoki. Nie kolumbaria na urny, a kilkupiętrowe szafy na trumny. Przeplatane schodami i balkonami, żeby można było wejść wyżej do swojego zmarłego. Miasto umarłych. Z góry wygląda jeszcze bardziej posępnie. Przywodzi na myśl peerelowskie blokowisko.

Miasto umarłych

Szekspir pod gwiazdami

 

Pośmiertne różnice społeczne

Grzebanie nad ziemią ma związek z aktywnością sejsmiczną. W ten sposób unika się problemu pękających grobów i ryzyka epidemiologicznego. Ale mnie jakoś trochę przeraża. „Drzwiczki” komór grobowych są zdobione – czasami przykręcanymi bądź naklejanymi płytami, często bogato rzeźbionymi, a czasami tylko farbą. Niektóre obrazy zachwycają, inne trącą amatorszczyzną.

Ściana grobów

Niektóre płyty zachwycają wykonaniem

Szekspir pod gwiazdami

Cmentarz jest położony na wzgórzu. Powyżej wybetonowanej części porozrzucane są pojedyncze groby, krzyże, fragmenty nagrobków z lat 90., może też starszych. U stóp góry leży luksusowa część cmentarza. Rodzinne kaplice, krypty i grobowce, pięknie rzeźbione nagrobki, eleganckie chodniki i schludnie przystrzyżone trawniki i krzewy. I palmy, bo dlaczego nie, prawda?

Strzaskana płyta nagrobna

Posępna część na wzgórzu

Górna część cmentarza jest zdecydowanie uboższa i bardziej zaniedbana

Szekspir pod gwiazdami

Popiersie na nagrobku jakiejś ważnej osobistości

Bogata część cmentarza

Anioł na nagrobku

Nagrobek w formie znicza

Szekspir pod gwiazdami

 

Urodzony w Warszawie

Pod koniec betonowych schodów, wysoko nad betonowymi blokami grzebalnymi znajdują się dwa małe poletka bardziej tradycyjnych, bo podziemnych grobów. Gwiazdy Dawida i nazwiska zdradzają pochodzenie pogrzebanych. Do tego tradycyjne kamienie na nagrobkach zamiast kwiatów. Pośród nazwisk i miejsc urodzenia znalazłem też Fismanów z Warszawy, Abramowiczów z Kamińska czy Kaufmanów z Łowicza. A to nie jest pełna lista. Zmarli różnie, niektórzy jeszcze podczas wojny, inni długo po, ale większość urodziła się jeszcze w XIX stuleciu. Nie wiem, kiedy wyjechali do Ekwadoru ani kim byli. Nie dotarłem do tych informacji. Pozostaje tylko domniemywać.

Cmentarz żydowski

 

Szekspir pod gwiazdami

W bocznej bramie cmentarza pożegnał mnie ten sam strażnik, który przy wejściu patrzył dziwnie na gringo z aparatem i ten sam kot z pierwszego zdjęcia. Wyszedłem z mocnym pragnieniem, żeby – jakkolwiek potoczy się moje życie – nie zostać wsadzonym w betonową szafkę na cmentarzu w Guayaquil.

 

Jeżeli zainteresował Państwa mój wpis, zapraszam na mojego bloga Spod Kapelusza i fanpage na Facebooku o tej samej nazwie. Moją wyprawę mogą Państwo wesprzeć za pośrednictwem serwisu Patronite.pl.

Przeczytaj więcej

Królestwo Tonga – polskie Spitfire’y, historia monarchii, język Faka Tonga i taniec lakalaka
Królestwo Tonga – polskie Spitfire’y, historia monarchii, język Faka Tonga i taniec lakalaka
Radio Wnet jak wielki wigilijny stół – spotkania w pół słowa Tomasza Wybranowskiego
Radio Wnet jak wielki wigilijny stół – spotkania w pół słowa Tomasza Wybranowskiego
Raport z Nowego Meksyku – opowiada Tomasz Grzywaczewski
Raport z Nowego Meksyku – opowiada Tomasz Grzywaczewski