Sulejman Kadyrow posądzony o nawoływanie do naruszenia integracji FR za komentarz na Facebooku „Krym to Ukraina" - WNET.fm
Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Sulejman Kadyrow posądzony o nawoływanie do naruszenia integracji FR za komentarz na Facebooku „Krym to Ukraina”

Fot. Wojciech Jankowski / Radio Wnet

Kadyrow jest aktywistą tatarskim, u którego już dwukrotnie przeprowadzono przeszukanie. Za komentarz na portalu społecznościowym „Krym to Ukraina” grozi mu kolonia karna lub 5 lat więzienia.

Sulejman Kadyrow poza tym, że jest działaczem Medżlisu został również delegatem Światowego Kongresu Tatarów Krymskich z ramienia Teodozji. Z powodu aktywności politycznej  już dwukrotnie u niego przeprowadzono przeszukanie, oficjalnie z powodu zamieszczonego komentarza na portalu społecznościowym „Krym to Ukraina”. Oskarżany jest o nawoływanie do naruszenia integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej.

Sulejman Kadyrow został wpisany na listę ekstremistów przez rosyjskie organa na Krymie. Powoduje to między innymi,  że nie może korzystać z konta bankowego, ani z karty płatniczej. Za każdym razem, gdy otrzymuje emeryturę musi iść do banku, składać podanie o wypłacenie pieniędzy. Następnie czeka na telefon z banku, po którym może wypłacić pieniądze. Aby zapłacić comiesięczną ratę za kredyt też musi pisać podania. Stara się nie opuszczać często domu i przebywać w towarzystwie innych aktywistów, ponieważ były już wypadki podrzucania broni lub narkotyków osobom krytycznie nastawionym do okupacji Krymu przez Rosję. Wszystko z powodu jednego komentarza w internecie.

-Ci fesesbesznicy nie szanują nawet swojej konstytucji – powiedział o funkcjonariuszach Federalnej Służby Bezpieczeństwa Kadyrow – To jest państwo czekistów, kagiebistów. Tam nie było nigdy demokratycznych wyborów i nigdy nie będzie. To państwo autorytarne!

Dwukrotnie przeprowadzono w jego domu rewizję. Pierwszy raz prawdopodobnie w skutek tego, że jako aktywista proukraiński często jeździł samochodem na Ukrainę kontynentalną. Pewnego dnia w ponad rok od aneksji i  powrocie z Ukrainy, gdy położył się spać na dwie godziny, do jego domu załomotały służby w celu przeprowadzenia przeszukania. Drugi raz był rok później. Załomotano do jego drzwi o 7 nad ranem. Rewizja trwała 4 godziny, chociaż w sprawozdaniu służb jest napisane, że „ogląd” mieszkania, nie rewizja, trwała 15 minut. Przez 2 i pół godziny przeglądano mu komputer.

W czasie przeszukania pod bronią trzymano jego matkę, którą sowieci w dzieciństwie deportowali do Uzbekistanu. Po wielu latach do jej domu znów przyszli uzbrojeni Rosjanie. Wszystko co najgorsze w życiu spotkało ją z rąk Rosjan, i na stare lata historia zatoczyła swego rodzaju koło. Matka Kadyrowa z utęsknieniem wspomina Ukrainę:
-Kocham Ukrainę i będę kochała do śmierci! W najgorszym momencie Ukraina nas uratowała! Niech mnie sądzą, ja już w życiu wszystkie trudy przeżyłam – mi to nie straszne, jestem na to gotowa. Kocham Ukrainę! Chwała Ukrainie! [w oryg. Sława Ukrainie!)

Po przeszukaniu jego mieszkania, na profilu Facebookowym pojawiły się komentarze, których on sam nie napisał. Trudno nie odnieść wrażenia, że zostały one dopisane przez funkcjonariuszy FSB. Jego konto jest w tej chwili zablokowane.

W czasie rewizji działa wypracowany przez Tatarów krymskich system wspierania się. W momencie, gdy przychodzi informacja o przeszukaniu w domu aktywisty, inni Tatarzy momentalnie przyjeżdżają pod jego dom. Zdarzały się bowiem sytuacje, gdy Tatarzy zaginęli bez wieści, albo znajdowano tylko ich ciała.

Matka Kadyrowa trzyma w toalecie telefon na wypadek kolejnej rewizji. Jest przygotowany w specjalny sposób, aby po naciśnięciu jednego klawisza wysyłał alarmującą wiadomość tekstową do bliskich. Jeden raz niechcący nacisnęła przycisk i wszczęła alarm. Zanim Tatarzy zjechali się pod dom, sprawa została wyjaśniona.

-Składałem przysięgę, jako członek Medżlisu, narodowi tatarskiemu, jako milicjant narodowi ukraińskiemu – tłumaczy swoją postawę Kadyrow – a to jest jedna i ta sama przysięga – ochrona wszystkich narodów Ukrainy.

Sulejman Kadyrow jest jednym z wielu aktywistów na Krymie sądzonych z paragrafu o nawoływanie do naruszenia integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej na podstawie artykułu 280.1. Sędzia dał zgodę na przeszukiwanie mieszkania na podstawie podejrzeń o wspieranie batalionu tatarskiego Asker, który w 2016 roku miał doprowadzić do wyzwolenia Krymu spod rosyjskiej okupacji.

Sulejman Kadyrow krytycznie ocenia obecną sytuację na Krymie nie tylko ze względu na politykę i represje rosyjskie, ale również z uwagi na rozczarowanie Rosjan trzecim rokiem życia w Federacji Rosyjskiej:
– Kiedyś Krym był rosyjski, teraz zrobił się ukraiński. Oni zrobili wielki błąd! Lepiej było trzymać prorosyjski Krym w składzie Ukrainy.

Rewizje w domu Sulejmana Kadyrowa odbyły się 31 października 2015 roku i 5 października 2016 roku. Jego sprawą zajmuje się tatarski adwokat specjalizujący się w sprawach politycznych na Krymie, Edem Semedlajew.

Wojciech Jankowski z Ukrainy

W audycji Wojciech Jankowski opowiadał również o problemach jakie mają na granicy Ukrainy i anektowanego przez Rosję Krymu dziennikarze, które stały się również jego udziałem. Otóż przekroczenie tej „granicy administracyjnej”, jak ja nazywają Rosjanie, jest co najmniej frustrujące.

-Jadąc z Symferopola w kierunku Armiańska w stronę granicy zastanawiałem się jak będzie wyglądało to przejście granicy – powiedział Jankowski, wspominając o swoich doświadczeniach i innych korespondentów, z tego typu „przejściami granicznymi”.

-Jechałem autobusem, jeszcze w ostatniej chwili wyrywałem notatki, kasowałem zdjęcia i o godzinie 19.00 wreszcie przeszedłem przez granicę – wspomina Jankowski. Gdy pokazał polski paszport na przejściu granicznym „pani, zastanawiała się co zrobić. Zadzwoniła i dowiedziała się, że ma mnie potraktować tak jak wszystkich”.

-Niestety, w końcu znalazła  napis журналистская виза (wiza dziennikarska – przyp.red.) i wtedy zapytała, „a czym się zajmowaliście?” – kontynuuje Jankowski, który  wymijająco odpowiedział na pytanie funkcjonariuszki – czy zajmował się na Krymie polityką? – że między innymi kościołem katolickim.

-Ona popatrzyła na mnie i pouczyła”kościół to nie polityka, to kultura” – wspomina Jankowski, który zdziwiony tą klasyfikacją odetchnął z ulgą, chociaż musiał jeszcze trochę poczekać. Nasz korespondent wiedział, że tak będzie, bo zazwyczaj dziennikarze mają kilkugodzinne rozmowy z funkcjonariuszami FSB. Na szczęście FSB nie była zainteresowana piszącym o „kulturze” i zakomenderowała „пропуск”(wypuścić – przyp.red.).

-Wtedy również pomyślałem, że życie jest piękne! – powiedział Jankowski.

MoRo

 

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook